• File: !George Orwell - Rok 1984.txt
  • Full Path: /srv/http/kleku/pub/audiobook/George Orwell - Rok 1984 (czyta Henryk Machalica)/!George Orwell - Rok 1984.txt
  • Date Modified: 2019-09-06 10:00:00
  • File size: 556.28 KB
  • MIME-type: text/plain
  • Charset: 8 bit
 
Open Back
GEORGE ORWELL




ROK 1984
        
        
CZĘŚ PIERWSZA
        
        
      1
        
        
        By jasny, zimny dzie kwietniowy i zegary biy trzynast. Winston Smith, z gow wtulon w ramiona dla osony przed tncym wiatrem, wlizgn si przez szklane drzwi do Bloku Zwycistwa, ale nie do szybko, by powstrzyma tuman ziarnistego pyu, ktry wtargn za nim do rodka.
        Klatka schodowa cuchna gotowan kapust i starymi, butwiejcymi wycieraczkami. Na jednym jej kocu wisia barwny plakat, zbyt wielki do eksponowania w ciasnym wntrzu. Przedstawia tylko ogromn twarz, przeszo metrowej szerokoci: przystojn, czerstw twarz mniej wicej czterdziestopicioletniego mczyzny z sutym czarnym wsem. Winston skierowa si w stron schodw. Sprawdzanie, czy winda dziaa, nie miao adnego sensu. Nawet w najlepszych okresach rzadko bywaa czynna, obecnie za, w ramach oszczdnoci zwizanych z przygotowaniami do Tygodnia Nienawici, nie wczano prdu przed zmrokiem. Winston mieszka na sidmym pitrze, a poniewa mia ju trzydzieci dziewi lat i owrzodzenia ylakowe na prawej nodze powyej kostki, wspina si wolno, kilka razy odpoczywajc po drodze. Na kadym pitrze, na wprost drzwi windy, spoglda ze ciany plakat z ogromn twarz. Bya tak namalowana, e oczy mczyzny zdaway si ledzi kady ruch przechodzcego. WIELKI BRAT PATRZY, gosi napis u dou plakatu.
        W mieszkaniu przejty gos czyta kolumny cyfr dotyczce wytopu surwki. Wydobywa si z podunej metalowej pyty przypominajcej matowe lustro, wmontowanej w cian po prawej. Winston obrci pokrto i gos nieco przycich, lecz mimo to kade sowo dobiegao wyranie. Urzdzenie (nazywane teleekranem) mona byo ciszy, ale nie wyczy. Winston podszed do okna: drobna, mizerna posta, ktrej chudo podkrela jeszcze granatowy kombinezon, ubir czonka partii. Mczyzna mia bardzo jasne wosy, cer z natury rumian, a skr szorstk od chropowatego myda, tpych yletek i niedawnych mrozw.
        wiat na zewntrz, nawet ogldany przez zamknite okno, tchn chodem. W dole, na ulicy, podmuchy wiatru wprawiay w wir kurz i skrawki papieru, a cho wiecio soce, niebo miao barw stali; wszystko byo jakby pozbawione koloru - z wyjtkiem porozlepianych wszdzie dookoa plakatw. Wsata twarz patrzya z kadej lepiej wyeksponowanej powierzchni. Jeden plakat wisia na fasadzie domu dokadnie naprzeciwko. WIELKI BRAT PATRZY, gosi napis, a ciemne oczy wwiercay si w oczy Winstona. Niej, na poziomie ulicy, inny plakat, z naderwanym rogiem, trzepota bezadnie na wietrze, to odkrywajc, to zasaniajc pojedyncze sowo ANGSOC. W oddali helikopter zniy si pomidzy dachy, zawis na moment niczym mucha misna, po czym poderwa si i odlecia, zataczajc uk. By to patrol policji, szpiegujcy mieszkacw przez okna. Ale zwyka policja to pestka. Prawdziw groz napawaa Policja Myli.
        Za plecami Winstona gos pyncy z teleekranu wci trajkota o wytopie surwki i przekroczeniu Dziewitego Planu Trzyletniego. Teleekran suy rwnoczenie za odbiornik i nadajnik, dostatecznie czuy, eby wychwyci kady dwik goniejszy od znionego szeptu; co wicej, jak dugo Winston pozostawa w zasigu metalowej pyty, by nie tylko syszalny, lecz take widoczny. Nikt oczywicie nie wiedzia, czy w danym momencie jest obserwowany. Snuto jedynie domysy, jak czsto i wedug jakich zasad Policja Myli prowadzi inwigilacj. Nie sposb te byo wykluczy, e przez cay czas nadzoruje wszystkich. Tak czy inaczej, moga si wczy w dowolny kana, kiedy tylko chciaa. Pozostawao wic y z zaoeniem - i yo si, z nawyku, ktry przeszed w odruch - i kade sowo jest podsuchiwane, a kady ruch pilnie ledzony, chyba e w pomieszczeniu panuje akurat mrok.
        Winston sta tyem do teleekranu. Tak byo bezpieczniej, cho - jak wiedzia - z plecw te mona wiele wyczyta. Kilometr dalej potny biay gmach Ministerstwa Prawdy, jego miejsce pracy, growa nad ponurym krajobrazem. I to jest Londyn, pomyla z niejasn odraz, gwne miasto Pasa Startowego Jeden, trzeciej pod wzgldem zaludnienia prowincji Oceanii. Usiowa wydoby z pamici jakie wspomnienia z dziecistwa, eby si przekona, czy Londyn zawsze wyglda tak samo. Czy zawsze widziao si tu tylko rzdy sypicych si dziewitnastowiecznych czynszwek o cianach podpartych stemplami, oknach pozatykanych kawakami dykty, dachach atanych blach falist oraz rachityczne, walce si murki midzy ogrdkami? I te poronite wierzbwk gruzy zbombardowanych domw, nad ktrymi unosz si tumany biaego pyu, lub tereny doszcztnie zniszczone przez bomby, gdzie zaraz wyrosy kolonie ndznych drewnianych chat, istnych kurnikw? Wysiki Winstona byy jednak daremne, nie potrafi sobie nic przypomnie; z dziecistwa pozostaa mu w pamici tylko seria wietlistych obrazw, pozbawionych ta i sensu.
        Gmach Ministerstwa Prawdy - w nowomowie1 Miniprawd - odbija zdecydowanie od wszystkich innych budowli w okolicy. Bya to ogromna piramida z lnicego biaego betonu, pnca si tarasami w gr na wysoko trzystu metrw. Z okna swojego mieszkania Winston widzia wyranie trzy hasa Partii, wymalowane starannie na biaej fasadzie:
        
        WOJNA TO POKJ
        WOLNO TO NIEWOLA
        IGNORANCJA TO SIA
        
        Mwiono, e gmach Ministerstwa Prawdy ma trzy tysice pomieszcze nad ziemi i tyle samo pod ziemi. W Londynie istniay jeszcze tylko trzy budynki o podobnych rozmiarach i zblionym wygldzie. Tak groway nad reszt miasta, e z dachu Bloku Zwycistwa dostrzegao si je wszystkie rwnoczenie. Mieciy cztery ministerstwa, skadajce si na aparat rzdowy: Ministerstwo Prawdy, ktremu podlegaa prasa, rozrywka, owiata i sztuka, Ministerstwo Pokoju, ktre zajmowao si prowadzeniem wojny, Ministerstwo Mioci, ktre pilnowao adu i porzdku, wreszcie Ministerstwo Obfitoci, sprawujce piecz nad gospodark. Ich nazwy, w nowomowie, brzmiay nastpujco: Miniprawd, Minipax, Minimio i Miniobfi.
        Najwiksz groz budzio Ministerstwo Mioci. Gmach ten w ogle nie mia okien. Winston nigdy nie by ani w rodku gmachu, ani te bliej ni p kilometra od niego. Na teren Ministerstwa wpuszczano jedynie w sprawach subowych, lecz nawet wwczas interesant musia pokonywa labirynt zasiekw, stalowych bram i ukrytych stanowisk karabinw maszynowych. Take ulice w pobliu patrolowali gorylowaci stranicy w czarnych mundurach, uzbrojeni w rozsuwane paki.
        Winston odwrci si gwatownie. Wczeniej przybra wyraz spokojnego optymizmu, jaki najbezpieczniej byo przyj, stojc przodem do teleekranu. Przemierzy pokj i wszed do malekiej kuchni. Chcc wrci do mieszkania w czasie przerwy obiadowej, zrezygnowa z posiku w stowce ministerstwa, chocia wiedzia, i w domu nie ma nic do jedzenia oprcz kawaka ciemnego chleba, ktry musi sobie zostawi na jutrzejsze niadanie. Zdj z pki butelk bezbarwnego pynu ze zwyk bia etykiet opatrzon napisem DIN ZWYCISTWA. Trunek wydziela md, oleist wo, niczym chiska wdka pdzona z ryu. Winston nala sobie prawie pen filiank i pokonujc wstrt, oprni j jednym haustem, jakby pi lekarstwo.
        Twarz natychmiast mu spurpurowiaa, oczy zaszy zami. Din mia smak kwasu azotowego, a w dodatku czowiek po kadym yku czu si tak, jakby dosta w eb gumow pak. Jednake w nastpnej chwili palenie w odku nieco zelao i wiat wyda si Winstonowi weselszy. Wydoby papierosa z pomitej paczki z napisem PAPIEROSY ZWYCISTWA i niebacznie unis go pionowo, co sprawio, e cay tyto wysypa si na podog. Z nastpnym poszo mu lepiej. Wrci do pokoju i usiad przy stoliku na lewo od teleekranu. Wyj z szuflady obsadk, butelk atramentu oraz czysty gruby zeszyt o marmurkowej okadce i czerwonym grzbiecie.
        Z niewiadomego powodu teleekran znajdowa si w dziwnym miejscu. Zamiast, jak w innych mieszkaniach, tkwi na cianie bocznej, skd roztacza si widok na cay pokj, wmontowany by porodku najduszej ciany, dokadnie na wprost okna. Po jednej jego stronie miecia si pytka wnka, w ktrej teraz siedzia Winston, a ktr - gdy budowano blok - przeznaczono zapewne na rega z ksikami. Siedzc we wnce, cofnity jak najgbiej, Winston znajdowa si poza polem widzenia teleekranu. Wci, oczywicie, byo go sycha, lecz dopki si nie podnosi, pozostawa niewidoczny. W pewnej mierze to niezwyky ukad pokoju podsun mu pomys, do ktrego realizacji wanie si zabiera.
        Gwnie jednak podsun mu go zeszyt wyjty przed chwil z szuflady. By to wyjtkowo pikny zeszyt, cho o kartkach nieco pokych ze staroci. Takiego gadkiego, kremowego papieru nie produkowano od ponad czterdziestu lat. Winston podejrzewa nawet, e zeszyt jest znacznie starszy. Dostrzeg go na wystawie ubogiego sklepiku z rupieciami w jednej z bardziej obskurnych dzielnic miasta (gdzie dokadnie, ju teraz nie pamita) i natychmiast zapragn go mie. Czonkowie partii nie powinni zaopatrywa si w zwykych sklepach (czyli dokonywa transakcji wolnorynkowych), lecz rozporzdzenia tego nie przestrzegano zbyt surowo, gdy wielu artykuw, takich jak sznurowada i yletki, nie sposb byo zdoby w aden inny sposb. Rozejrza si szybko po ulicy, a nastpnie wlizgn do sklepiku i kupi zeszyt za dwa i p dolara, nawet nie zastanawiajc si po co. Niosc go w teczce do domu, czu si jak winowajca. Samo posiadanie czystego zeszytu mogo bowiem budzi podejrzenia.
        Teraz zabiera si do pisania pamitnika. Nie byo to zakazane (nic nie byo zakazane, gdy wszelkie prawa dawno ju zniesiono), ale nie wtpi, e jeli go nakryj, dostanie kar mierci lub przynajmniej dwadziecia pi lat cikich robt. Woy do obsadki stalwk i possa przez chwil, eby j oczyci. Pira, archaicznego narzdzia, rzadko uywano nawet do skadania podpisw, ale zdoby je - potajemnie i z pewnym trudem - poniewa uzna, e pikny kremowy papier zasuguje na co lepszego ni drapanie kopiowym owkiem. Prawd mwic, nie nawyk do rcznego pisania. Poza krtkimi notatkami na og dyktowao si wszystko do mowopisu; teraz jednak Winston z oczywistych wzgldw nie mg wykorzysta tego urzdzenia do swoich celw. Zanurzy stalwk w atramencie i zawaha si. Poczu skurcz kiszek. Skrelenie pierwszego sowa to decydujcy krok. Drobnymi, niezgrabnymi literami napisa:
        
        4 kwietnia 1984
        
        Odchyli si do tyu. Ogarno go poczucie totalnej bezradnoci. Wcale nie by przekonany, czy rzeczywicie jest rok 1984. Wydawao mu si to cakiem prawdopodobne, gdy raczej nie wtpi, e ma trzydzieci dziewi lat, a wiedzia, e urodzi si albo w 1944, albo w 1945; jednake w obecnych czasach nie dao si okreli adnej daty z wiksz dokadnoci ni do roku lub dwch.
        Dla kogo, zacz si nagle zastanawia, pisz ten pamitnik? Dla przyszoci, dla jeszcze nie narodzonych pokole. Jego myli wiroway przez moment wok niepewnej daty zapisanej na kartce, a naraz wyonio si spord nich jedno z ulubionych poj nowomowy: dwjmylenie. Po raz pierwszy poj ogrom swojego przedsiwzicia. Jak mona porozumie si z przyszoci? Jest to z natury rzeczy niemoliwe. Albo przyszo okae si podobna do teraniejszoci, a wwczas nie zechce go sucha; albo okae si cakiem inna, a wtedy jego problemy bd dla niej zupenie niezrozumiae.
        Przez pewien czas wpatrywa si tpo w otwarty zeszyt. Z teleekranu rozbrzmieway teraz przenikliwe tony marsza wojskowego. Najdziwniejsze byo to, e nie tylko utraci zdolno formowania myli, lecz wrcz zapomnia, co zamierza napisa. Przez dugie tygodnie szykowa si do tej chwili i nigdy mu nie przyszo do gowy, e bdzie potrzebowa czegokolwiek poza odwag. Samo pisanie wydawao si atwe. Mia jedynie przela na papier nieprzerwany, gorczkowy monolog, ktry brzcza mu w gowie od wielu lat. Ale teraz ucich zupenie. W dodatku skra na nodze wok owrzodze zacza Winstona nieznonie swdzi. Ba si podrapa, bo wwczas zawsze wdawaa si infekcja. Mijay sekundy. Nie by wiadom niczego oprcz pustej kartki, swdzenia nad kostk, grzmotu muzyki i lekkiego rauszu wywoanego dinem.
        Nagle, ogarnity panicznym strachem, zacz pisa, tylko czciowo zdajc sobie spraw z tego, co notuje. Nierwne wiersze, krelone drobnym, dziecinnym pismem,   zapeniay   stron,   gubic  najpierw   due  litery, a w kocu i znaki przestankowe.
        
        4 kwietnia 1984. Wczoraj wieczorem byem w kinie. Same kroniki wojenne, jedna znakomita, pokazywaa bombardowanie statku z, uchodcami gdzie na Morzu rdziemnym. Widowni ubawiy najbardziej ujcia olbrzymiego tuciocha uciekajcego wpaw przed helikopterem, najpierw pokazywano go, jak pluszcze si w wodzie niczym morwin, potem przez, celowniki helikoptera, a potem podziurawionego jak sito, woda wok niego  zaczerwienia si i nagle zacz i na dno, jakby przez te dziury woda wlewaa mu si do rodka, widownia wya ze miechu, kiedy ton, potem pokazano d, ratunkow z dziemi, nad ktr zawis helikopter, na dziobie siedziaa kobieta w rednim wieku, chyba ydwka, trzymajc w ramionach chopczyka, moe trzyletniego, wy z przeraenia i chowa gow midzy jej piersi, jakby chcia si tam skry niczym zwierz w norze, a ona, ta kobieta, tulia go i uspokajaa, cho sama bya zielona ze strachu, cay czas zasaniajc go rkoma, jakby moga ochroni przed kulami, potem helikopter zrzuci na nich 20 kilow bomb niesamowity bysk i d, rozpada si w drzazgi. potem byo wietne ujcie dziecicej rczki wylatujcej w gr hen hen w gr helikopter z kamer na dziobie musia to filmowa z rzdw dla partyjnych posypay si rzsiste o klaski ale w czci dla proli jaka kobieta zacza si nagle awanturowa i wydziera e nie powinni tego pokazywa nie przy dzieciach e tak nie mona nie przy dzieciach nie wolno a, w kocu policjanci musieli j wyrzuci z sali wyrzucili ale pewnie nic jej si nie stanie nikogo nie obchodzi co gadaj prole typowa reakcja prolki tacy nigdy...
        
        Winston przerwa pisanie, bo chwyci go skurcz w doni,  Nie mia pojcia, co go skonio  do wypisywania podobnych bzdur. Ale stao si co dziwnego: podczas gdy relacjonowa kronik filmow, zupenie inne wydarzenie stano mu w pamici, i to tak wyranie, e niemal poczu si na siach utrwali je rwnie. Uwiadomi sobie, e wanie z powodu tego wydarzenia nagle zdecydowa si wrci w przerwie do domu i akurat dzi rozpocz pisanie pamitnika.
        Do wydarzenia tego - jeli co tak nieuchwytnego mona w ogle nazwa wydarzeniem - doszo dzi rano w ministerstwie.
        Zbliaa si jedenasta zero zero i w Departamencie Archiww, gdzie zatrudniony by Winston, w przygotowaniu do Dwch Minut Nienawici wycignito ju krzesa z poszczeglnych przegrd i ustawiono na rodku sali naprzeciwko wielkiego teleekranu. Winston wanie zajmowa miejsce w jednym ze rodkowych rzdw, gdy na sal weszy niespodziewanie dwie osoby. Zna je z widzenia, lecz nigdy nie zamieni z nimi sowa. Pierwsz z nich bya dziewczyna, ktr czsto mija na korytarzu. Nie mia pojcia, jak si nazywa, ale wiedzia, e pracuje w Departamencie Literatury. Prawdopodobnie - poniewa czasem widywa j z narzdziami i z rkoma powalanymi smarem - bya mechanikiem obsugujcym jedn z maszyn piszcych powieci. Wygldaa na zuchwa dziewczyn, na oko dwudziestokilkuletni, i miaa gste, ciemne wosy, piegowat twarz oraz szybkie ruchy sportsmenki. Wska czerwona szarfa, emblemat Modzieowej Ligi Antyseksualnej, oplataa j ciasno w pasie, uwypuklajc ksztatno sylwetki ukrytej pod kombinezonem. Winston nie cierpia jej, nienawidzi od pierwszego wejrzenia. Doskonale wiedzia dlaczego: drani go zapa do pieszych wdrwek, hokeja na trawie, zimnych prysznicw i prawomylno, ktre zdaway si z niej promieniowa. Nie cierpia wszystkich kobiet, a zwaszcza modych i adnych. Z reguy wanie kobiety, szczeglnie te mode, byy najbardziej fanatycznymi zwolennikami Partii, wierzcymi lepo w budujce slogany, ochoczo szpiegujcymi wszystkich dookoa i wszcymi najdrobniejsze przejawy nieortodoksyjnoci. Ta za sprawiaa wraenie bardziej niebezpiecznej od innych. Raz, kiedy mijali si na korytarzu, posaa mu z ukosa szybkie spojrzenie, ktre przewiercio go niemal na wylot i przejo panicznym lkiem. Przyszo mu do gowy, e dziewczyna jest agentk Policji Myli. Chocia byo to mao prawdopodobne, zawsze odczuwa dziwny niepokj, w ktrym strach miesza si z wrogoci, ilekro znajdowaa si w pobliu.
        Drug osob by mczyzna nazwiskiem O'Brien, czonek Wewntrznej Partii, piastujcy tak wan i wysok funkcj, e Winston mia jedynie mgliste pojcie, na czym ona polega. Na widok zbliajcego si czarnego kombinezonu czonka Wewntrznej Partii wrd osb zgromadzonych przy krzesach momentalnie zapanowaa cisza. O'Brien, postawny, tgi mczyzna o byczym karku i pospolitej, wyrazistej, wiecznie nasroonej twarzy, mimo swego gronego wygldu nie pozbawiony by pewnego uroku. Sposb, w jaki poprawia na nosie okulary, mia w sobie co autentycznie rozbrajajcego, a zarazem niezwykle kulturalnego. Gdyby kto jeszcze rozumowa w podobnych kategoriach, gest ten przywodziby na myl szlachcica z osiemnastego wieku, czstujcego znajomych tabak. Winston widzia O'Briena z dziesi razy w cigu tylu lat. Co go przycigao do niego, i to nie tylko w dziwny kontrast midzy uprzejmym sposobem bycia a wygldem zawodowego zapanika. Chodzio raczej o skryte przewiadczenie - nawet nie tyle przewiadczenie, ile nadziej - e polityczna ortodoksyjno O'Briena jest daleka od doskonaoci. Co w jego twarzy sugerowao to nieodparcie. Moliwe jednak, i na obliczu O'Briena nie malowa si brak ortodoksyjnoci, lecz po prostu inteligencja. W kadym razie sprawia wraenie czowieka, z ktrym mona by porozmawia, gdyby udao si oszuka teleekrany i znale z nim sam na sam. Winston nie uczyni nigdy najmniejszej prby, by sprawdzi swoje podejrzenia; zreszt nie mia jak. O'Brien spojrza na zegarek i widzc, e dochodzi jedenasta zero zero, postanowi zosta w Departamencie Archiww na Dwie Minuty Nienawici. Zaj miejsce w tym samym rzdzie co Winston, kilka krzese dalej. Midzy nimi siedziaa drobna rudawa blondynka, ktra pracowaa w przegrodzie ssiadujcej z przegrod Winstona. Dziewczyna o ciemnych wosach usiada bezporednio za Winstonem.
        W nastpnej sekundzie z wielkiego teleekranu na kocu sali popyn ohydny zgryliwy gos, przypominajcy warkot jakiej potwornej nie naoliwionej maszyny, gos tak koszmarny, e suchaczy bolay zby i ciarki przechodziy im po grzbiecie. Zacza si Nienawi.
        Jak zwykle, na ekran wypyna twarz Emmanuela Goldsteina, Wroga Ludu. Wrd widowni rozlegy si syki. Drobna rudawa blondynka wydaa pisk strachu i obrzydzenia. Goldstein, renegat i odstpca, niegdy, dawno temu (jak dawno, tego nikt dokadnie nie pamita) by jednym z przywdcw Partii, rwnym niemal samemu Wielkiemu Bratu, ale pniej wda si w dziaalno kontrrewolucyjn i zosta skazany na kar mierci; w tajemniczych okolicznociach udao mu si jednak zbiec, a nastpnie znikn. Program Dwch Minut Nienawici zmienia si codziennie, lecz za kadym razem koncentrowa si na Goldsteinie. By gwnym zdrajc - on pierwszy skala czysto Partii. Wszystkie nastpne zbrodnie przeciwko Partii, wszystkie zdrady, sabotae, herezje, dewiacje, wywodziy si bezporednio z jego nauk. Wci knu coraz to nowe spiski: zza morza, gdzie y pod ochron swoich zagranicznych mocodawcw, albo nawet - bo kryy i takie pogoski - z ukrycia w samej Oceanii.
        Winston czu ucisk przepony. Ilekro widzia twarz Goldsteina, targay nim sprzeczne emocje. Bya to szczupa, ydowska twarz z niewielk kozi brdk, otoczona ogromn aureol krconych siwych wosw - bystra twarz, lecz zarazem majca w sobie co, co zasugiwao na najwysz pogard: jaka starcza gupkowato cechowaa dugi wski nos, na ktrego kocu sterczay okulary. Przywodzia na myl pysk owcy, a gos take kojarzy si z owczym bekiem. Goldstein wygasza swj zwyky jadowity atak na doktryny Partii - atak tak przesadny i przewrotny, e nawet dziecko powinno si na nim pozna, jednoczenie za na tyle przekonujcy, aby w kadym wzbudzi lk, i inni, mniej rozwani suchacze, mog da si nabra. Szkalowa Wielkiego Brata, wyszydza dyktatur Partii, domaga si natychmiastowego zawarcia pokoju z Eurazj, opowiada si za wolnoci sowa i druku, prawem do zgromadze, wolnoci myli, krzycza histerycznie, e zdradzono rewolucj - wszystko to w szybkiej, wielozgoskowej mowie, swoistej parodii stylu partyjnych mwcw, a nawet zawierajcej zwroty z nowomowy - w rzeczy samej, zawierajcej wicej takich zwrotw, ni jakikolwiek czonek Partii uywa na co dzie. I przez cay ten czas, eby nikt nie mia wtpliwoci, czyim interesom maj faktycznie suy zwodnicze enuncjacje Goldsteina, za jego gow maszeroway przez ekran niezliczone kolumny eurazjatyckich wojsk - szereg za szeregiem krzepko wygldajcych onierzy o pozbawionych wyrazu azjatyckich twarzach, ktre podpyway do samego ekranu i niky, a na ich miejscu pojawiay si nastpne. Guche, miarowe dudnienie onierskich butw tworzyo podkad dla bekliwego gosu Goldsteina.
        Nienawi nie trwaa jeszcze trzydziestu sekund, gdy mimowolne okrzyki wciekoci wyrway si z garde obecnych na sali. Nie sposb byo znosi cierpliwie widoku zadowolonego z siebie owczego pyska i przeraajcej potgi eurazjatyckiej armii maszerujcej w tle; co wicej, nie tylko jego widok, lecz nawet myl o Gold-steinie automatycznie wywoywaa lk i gniew. Stanowi obiekt nienawici znacznie trwalszy ni Eurazja czy Wschdazja, bo kiedy Oceania prowadzia wojn z jednym mocarstwem, zwykle zawieraa pokj z drugim. A najdziwniejsze byo to, e cho darzono go tak pogard i nienawici, cho codziennie po tysic razy - z mwnic i teleekranw, w gazetach i ksikach - zbijano, druzgotano, omieszano i demaskowano jego teorie jako aosne brednie - wpywy Goldsteina wcale nie malay. Zawsze znajdowali si nowi naiwniacy dajcy si okpi. Niemal codziennie Policja Myli demaskowaa szpiegw i sabotaystw dziaajcych pod jego kierunkiem. Dowodzi wielk tajn armi, podziemn organizacj spiskowcw dcych za wszelk cen do obalenia ustroju. Podobno zwaa si Braterstwem. Chodziy te suchy o strasznej ksidze, kompendium wszystkich herezji, autorstwa Goldsteina, ktra kry potajemnie. Bya to ksika bez tytuu. Jeli kto w ogle o niej wspomnia, nazywa j po prostu Ksig. Ale wiedziano o niej tylko z niejasnych pogosek. Zarwno Braterstwo, jak i Ksiga naleay do tematw, ktrych nie porusza - jeli mg je omin - aden szeregowy czonek Partii.
        W drugiej minucie Nienawici zebranych ogarn sza. Zrywali si z krzese i wrzeszczeli ile si w pucach, eby tylko zaguszy ohydne beczenie pynce z ekranu. Twarz drobnej rudawej blondynki nabiega krwi, jej usta zamykay si i otwieray niczym paszcza wyrzuconej na brzeg ryby. Nawet tuste policzki O'Briena pokryy si rumiecem. Czonek Wewntrznej Partii siedzia wyprostowany, a jego potna klatka piersiowa unosia si i draa, jakby tamowa ni napr wzburzonej fali. Ciemnowosa dziewczyna za Winstonem zacza krzycze: winia! winia! winia!, po czym nagle chwycia opasy Sownik nowomowy i cisna nim w ekran. Trafi Goldsteina w nos, ale odbi si i spad na ziemi; gos zdrajcy perorowa nieubaganie. W chwili opamitania Winston zda sobie spraw, e krzyczy wraz z innymi i z furi bbni pitami w poprzeczk krzesa. Najgorsze w Dwch Minutach Nienawici byo nie to, i czowiek czu si zmuszony do takiego zachowania, ale e nie umia si wrcz powstrzyma od przyczenia do zbiorowego obdu. Ju po trzydziestu sekundach udawanie stawao si zbdne. Ohydna ekstaza strachu i mciwoci, pragnienie mordu, zadawania tortur, miadenia kilofem twarzy pyny przez ca grup jak prd elektryczny, przemieniajc wszystkich wbrew ich woli w toczcych pian, rozwrzeszczanych szalecw. Ta przemona furia bya abstrakcyjnym, nie ukierunkowanym uczuciem, ktre z atwoci skupiao si na tym lub innym celu niby pomie lampy lutowniczej. Zdarzao si, e nienawi Winstona wcale nie bya zwrcona przeciwko Goldsteinowi, lecz wrcz odwrotnie, przeciwko Wielkiemu Bratu, Partii i Policji Myli; w takich chwilach caym sercem wspczu samotnemu, wyszydzanemu odszczepiecowi na ekranie, jedynemu stranikowi prawdy i rozsdku w wiecie kamstw. Lecz ju w nastpnej sekundzie jednoczy si z otaczajcym go tumem i wszystko, co mwiono o Goldsteinie, traktowa jak najwitsz prawd. Jego skrywana nienawi do Wielkiego Brata przeradzaa si w uwielbienie: Wielki Brat jawi mu si jako potny, niepokonany, nieustraszony obroca, elazna opoka powstrzymujca azjatyckie hordy, Goldstein za, mimo osamotnienia, bezradnoci oraz wtpliwoci co do samego faktu jego istnienia, zdawa mu si zowrogim czarownikiem, zdolnym si gosu zburzy fundamenty cywilizacji. 
        Chwilami mona byo wiadomie zwraca swoj nienawi w t lub w inn stron. Nagle, z gwatownym wysikiem, z jakim podczas nocnego koszmaru odrywa si gow od poduszki, Winstonowi udao si skierowa gniew z twarzy na ekranie ku ciemnowosej dziewczynie. ywe, wspaniae obrazy rozbysy w jego mylach. Okada j gumow pak, a pada martwa. Przywizuje do pala tak jak oprawcy witego Sebastiana i szpikuje strzaami. Gwaci j i w chwili orgazmu podrzyna jej gardo. Znacznie janiej ni kiedykolwiek przedtem zda sobie spraw, dlaczego tak bardzo jej nienawidzi. Nienawidzi jej, poniewa jest moda, adna i aseksualna, poniewa chce z ni pj do ka, a nigdy nie bdzie mg, poniewa jej rozkoszn, gibk kibi, ktra a si prosi, eby otoczy j rk, opasuje obmierza szkaratna szarfa, agresywny symbol wstrzemiliwoci pciowej.
        Nienawi osigna apogeum. Gos Goldsteina przeszed w autentyczne beczenie i na moment zamiast jego twarzy pojawi si barani eb, ktry wnet zastpia sylwetka eurazjatyckiego onierza. Zblia si, rosnc w oczach, potny i straszny, z terkoczcym pistoletem maszynowym w doniach, jakby zaraz mia wyskoczy z ekranu, a niektrzy siedzcy w pierwszym rzdzie szarpnli si ze strachu do tyu. Lecz w tej samej chwili gbokie westchnienie ulgi wyrwao si ze wszystkich piersi, gdy miejsce wrogiej sylwetki zaja twarz Wielkiego Brata, o ciemnych wosach i wsach, promieniujca potg i tajemniczym spokojem, tak ogromna, e wypenia niemal cay ekran. Nikt nie sysza, co mwi Wielki Brat. Lecz zna byo po tonie, e to sowa pokrzepienia, jakie zwykle wypowiada si w zgieku bitwy: ich sens jest niewany, bo przywracaj otuch przez sam fakt wypowiedzenia. Potem twarz Wielkiego Brata zacza znika, a na jej miejsce pojawiy si trzy hasa Partii wypisane tustymi wersalikami:
        
        WOJNA TO POKJ
        WOLNO TO NIEWOLA
        IGNORANCJA TO SIA
        
        Wsate oblicze majaczyo jeszcze przez kilka sekund na ekranie, jakby tak mocno odcisno si w umysach patrzcych, i nie mogli go od razu zapomnie. Drobna rudawa blondynka wychylia si gwatownie ponad oparciem stojcego przed ni krzesa. Drcym szeptem zawoaa co, co brzmiao jak: Mj zbawco! i wycigna rce w stron ekranu. Nastpnie ukrya twarz w doniach. Nie ulegao wtpliwoci, e przeywa wrcz religijn ekstaz.
        W tym samym momencie wszyscy zebrani zaczli gono i rytmicznie skandowa: Wu-Be!... Wu-Be!... Wu-Be! - raz po raz, bez popiechu, pozostawiajc wyran przerw midzy pierwsz zgosk a drug - guche zawodzenie, tak autentycznie dzikie, e w tle niemal syszao si tupot bosych stp i oskot tamtamw. Trwao to dobre p godziny. Pie ta rozbrzmiewaa wwczas, gdy chciano da upust nazbyt silnym emocjom. W pewnej mierze stanowia pean na cze mdroci i majestatu Wielkiego Brata, ale przede wszystkim by to rodzaj autohipnozy, wiadome zaguszanie myli rytmicznym wrzaskiem. Winston czu, e wywracaj mu si wntrznoci. Cho podczas Dwch Minut Nienawici nie umia si powstrzyma od udziau w zbiorowym szalestwie, prymitywne wycie ,,Wu-Be!... Wu-Be! zawsze przejmowao go groz. Oczywicie krzycza wraz z innymi; nie sposb byo postpi inaczej. Ukrywanie prawdziwych uczu, kontrolowanie mimiki, robienie tego samego co wszyscy stao si reakcj odruchow. Ale wanie wtedy, przez kilka sekund, wyraz oczu mg zdradza jego najskrytsze myli. I wanie wtedy nastpio to niezwyke wydarzenie - jeli rzeczywicie nastpio cokolwiek.
        Na chwil skrzyoway si spojrzenia jego i O'Briena. O'Brien akurat wsta. Zdj okulary i ponownie je zakada charakterystycznym gestem. Lecz w uamku sekundy, kiedy ich oczy si spotkay, i gdy tak patrzyli na siebie, Winston wiedzia - tak, wiedzia! - e O'Brien myli to samo co on. Porozumieli si wzrokiem, zupenie jakby ich umysy otworzyy si i myli pyny z jednego do drugiego za porednictwem oczu. Jestem z tob - zdawa si mwi O'Brien. - Wiem doskonale, co czujesz. Wiem wszystko o twojej pogardzie, nienawici, obrzydzeniu. Ale nie tra otuchy, jestem po twojej stronie! Potem kontakt duchowy si urwa, a twarz O'Briena staa si tak samo nieprzenikniona jak twarze pozostaych.
        To wszystko, co zaszo; Winston ju nie by nawet pewien, czy ta znaczca wymiana spojrze nastpia rzeczywicie. Takie sytuacje nigdy nie miay dalszego cigu, ale przynajmniej podtrzymyway w nim wiar - lub nadziej - e Partia liczy wicej wrogw ni on jeden. Moe pogoski o potnych tajnych spiskach s prawdziwe - moe Braterstwo istnieje naprawd! Bo mimo cigych aresztowa, publicznych spowiedzi i egzekucji nie sposb byo wykluczy, e Braterstwo to wycznie mistyfikacja. Winston czasem wierzy w jego istnienie; kiedy indziej znw nie. Nie dysponowa adnymi dowodami, swoje podejrzenia opiera na bahostkach, ktre mogy nic nie znaczy, na strzpach zasyszanych rozmw, zatartych gryzmoach na cianach toalet, a raz - obserwujc spotkanie dwch nieznajomych - na drobnym ruchu rki, ktry sprawia wraenie znaku rozpoznawczego. Bya to jednak wycznie zabawa w zgadywank; zreszt cakiem prawdopodobne, e mia po prostu zbyt bujn wyobrani. Wrci do swojej przegrody nie patrzc wicej na O'Briena. Nie przyszo mu do gowy, eby po wymianie porozumiewawczych spojrze uczyni nastpny krok. Nawet gdyby wiedzia, jak si do tego zabra, byoby to zbyt niebezpieczne. Przez sekund lub dwie spogldali na siebie znaczco, ale na tym musiao si zakoczy. Lecz w ciasnej samotnoci, w jakiej przyszo wszystkim wegetowa, nawet tak drobny incydent by pamitnym wydarzeniem.
        Winston otrzsn si z zadumy i wyprostowa na krzele. Bekn. Wypity din podchodzi mu do garda.
        Znw spojrza na otwarty zeszyt. Stwierdzi, e kiedy tak siedzia pogrony w bezradnych rozmylaniach, rwnoczenie - jakby automatycznie - pisa. I to nie tym samym cienionym, krzywym pismem co wczeniej. Piro lizgao si zmysowo po gadkim papierze, krelc duymi, zgrabnymi literami:
        
        PRECZ Z WIELKIM BRATEM
        PRECZ Z WIELKIM BRATEM
        PRECZ Z WIELKIM BRATEM
        PRECZ Z WIELKIM BRATEM
        PRECZ Z WIELKIM BRATEM
        
        - raz za razem, raz za razem, zapeniajc p strony.
        Nie mg opanowa dreszczu trwogi. Absurdalna reakcja, bo napisanie tych konkretnych sw nie stwarzao wikszego niebezpieczestwa ni sam fakt otwarcia zeszytu; przez moment mia jednak ochot wyrwa zapisane strony i w ogle zrezygnowa z prowadzenia pamitnika.
        Nie uczyni tego, gdy wiedzia, e to nic nie da. Nie robi rnicy, czy bdzie dalej pisa PRECZ Z WIELKIM BRATEM, czy przestanie. Nie robi rnicy, czy bdzie dalej prowadzi pamitnik, czy zrezygnuje. Policja Myli i tak go dopadnie. Popeni - i popeniby nawet wwczas, gdyby nie napisa ani sowa - zasadnicz zbrodni, z ktrej bray si wszystkie pozostae. Mylozbrodni. Mylozbrodni nie da si ukrywa wiecznie. Przez pewien czas, nawet przez lata, winowajca moe unika kary, ale prdzej czy pniej musi mu si powin noga.
        Aresztowania nastpoway noc - zawsze noc. Nage wyrwanie ze snu, brutalna do szarpica ci za rami, olepiajcy blask latarki, wok ka krg surowych twarzy. Na og nie byo procesw, adnych komunikatw o aresztowaniu. Ludzie po prostu znikali - zawsze noc. Twoje nazwisko usuwano z ksig metrykalnych, wymazywano kady lad tego, co robie w yciu, twoje krtkie istnienie zostawao zdementowane i zapomniane. Likwidowano ci, unicestwiano; mwiono o tobie, e zostae ewaporowany. 
        Na moment ogarna go histeria. Zacz czym prdzej pokrywa kartk niechlujnymi bazgroami:
        
        zastrzel mnie co z tego strzel mi w ty gowy co z tego precz z wielkim bratem zawsze strzelaj w ty gowy co z  tego precz z wielkim bratem...
        
        Troch zawstydzony, odchyli si do tyu i odoy piro. W nastpnej chwili podskoczy gwatownie na krzele. Kto stuka do drzwi.
        Tak szybko! Siedzia cicho jak mysz, w daremnej nadziei, e stukanie si nie powtrzy. Ale nie, rozlego si ponownie. Zwlekajc mg tylko pogorszy sytuacj. Serce walio mu jak motem, lecz jego twarz, na skutek wieloletniego przyzwyczajenia, bya pozbawiona wszelkiego wyrazu. Podnis si i cikim krokiem ruszy w stron drzwi.
        
        
      2
        
        
        Z doni na klamce spostrzeg, e zostawi na stoliku pamitnik. Przez ca stron biegy sowa PRECZ Z WIELKIM BRATEM, wypisane tak duymi literami, e niemal daway si odczyta z drugiego koca pokoju. Pozostawienie zeszytu na wierzchu byo szczytem gupoty, ale - jak zda sobie spraw - nawet ogarnity strachem nie chcia go zamkn przed wyschniciem atramentu, eby nie poplami kremowego papieru.
        Wzi gboki oddech i otworzy drzwi. Natychmiast zalaa go fala ulgi. Na korytarzu staa bezbarwna, zahukana kobiecina o rzadkich wosach i poznaczonej bruzdami twarzy.
        - A, jestecie, towarzyszu - zacza aobnym, skomlcym gosem. - Zdawao mi si, e sysz, jak wracacie. Czy moglibycie wpa do nas obejrze zlew? Zatka si i...
        Bya to pani Parsons, ssiadka z tego samego pitra. (Partia nie pochwalaa stosowania zwrotu pani - naleao do kadego zwraca si per towarzyszu lub towarzyszko - ale w wypadku niektrych kobiet wyraz ten sam cisn si na usta.) Miaa okoo trzydziestki, wygldaa jednak znacznie starzej. Odnosio si wraenie, e w jej zmarszczkach osiad kurz. Winston ruszy za ni korytarzem. Konieczno dokonywania drobnych napraw stanowia niemal codzienn bolczk lokatorw. Blok Zwycistwa by starym budynkiem, wzniesionym okoo 1930 roku, i dosownie si sypa. Tynk odpada z sufitw i cian, rury pkay przy silniejszych mrozach, dach przecieka, ilekro pada nieg, a kaloryfery byy zwykle letnie, chyba e dla oszczdnoci w ogle je wyczano. Naprawy, jeli nie zdoano ich wykona we wasnym zakresie, wymagay zatwierdzenia przez odlege komisje, ktre zwyke wstawienie szyby potrafiy przeciga dwa lata.
        - To oczywicie dlatego, e Toma nie ma w domu - dodaa pani Parsons.
        Mieszkanie Parsonsw, wiksze ni Winstona, take wygldao obskurnie, lecz w nieco inny sposb. Wszystko byo poobijane i poniszczone, jak gdyby przed chwil przeszo tdy jakie ogromne zwierz, tratujc przeszkody na swej drodze. Po pododze wala si sprzt sportowy - kije hokejowe, rkawice bokserskie, rozpruta pika nona - i para przepoconych szortw wywrconych na lew stron, a na stole pitrzyy si brudne naczynia oraz postrzpione podrczniki szkolne. Na cianach wisiay szkaratne proporce Ligi Modych i Kapusiw, oraz duy plakat Wielkiego Brata. Tutaj rwnie unosi si w powietrzu zapach gotowanej kapusty, jednake wymieszany z ostrzejsz woni potu, ktry - nie wiadomo jak, ale czuo si to zaraz po wejciu do rodka - wydzielaa osoba chwilowo nieobecna w mieszkaniu. W innym pokoju kto usiowa akompaniowa na grzebieniu, przykrytym skrawkiem papieru toaletowego, orkiestrze wojskowej; dwiki marsza nadal pyny z teleekranu.
        - To dzieci - oznajmia pani Parsons, rzucajc wylknione spojrzenie w stron zamknitych drzwi. - Przez cay dzie nie wychodziy z domu. I oczywicie...
        Zwyka nie koczy rozpocztych zda. Zlew kuchenny wypeniony by niemal po brzegi brudn, zielonkaw wod, ktra obrzydliwie cuchna kapust. Winston uklk, eby obejrze kolanko syfonu. Nie cierpia pracy fizycznej i nie lubi si schyla, bo prawie zawsze dostawa wtedy ataku kaszlu. Pani Parsons obserwowaa go bezradnie.
        - Oczywicie, gdyby Tom by w domu, naprawiby to w mig - powiedziaa. - Uwielbia takie zajcia. Tom to zota rczka!
        Parsons tak samo jak Winston pracowa w Ministerstwie Prawdy. By tustawym, lecz penym wigoru mczyzn wrcz paraliujcej gupoty, zlepkiem idiotycznych entuzjazmw, jednym z tych lepo posusznych i cakowicie oddanych wow roboczych, na ktrych - bardziej ni na Policji Myli - opieraa si stabilno Partii. Ostatnio, w wieku trzydziestu piciu lat, zosta niemal si usunity z Ligi Modych, a nim przeszed do Ligi, zdoa przeduy swoje czonkostwo w Kapusiach o rok ponad wiek statutowy. W ministerstwie zajmowa jakie podrzdne stanowisko nie wymagajce adnej inteligencji, nalea za to do najbardziej czynnych czonkw Komitetu Sportowego oraz innych zespow zajmujcych si organizowaniem wsplnych pieszych wycieczek, spontanicznych manifestacji, kampanii oszczdnociowych i innych dobrowolnych akcji. Midzy pykniciami fajki z cich dum informowa kadego, e przez ostatnie cztery lata nie opuci ani jednego wieczoru w wietlicy osiedlowej. Zapierajcy dech odr potu, jakby podwiadome wiadectwo jego pracowitoci, towarzyszy mu wszdzie i unosi si w powietrzu dugo po jego wyjciu.
        - Czy ma pani abk? Takie narzdzie? - spyta Winston zbadawszy zakrtk przy kolanku.
        - abk? - powtrzya pani Parsons, natychmiast tracc resztki wiary w siebie. - Nie wiem, nie jestem pewna. Moe dzieci...
        Rozleg si tupot butw, kolejny przenikliwy wist na grzebieniu i dzieci wpady do salonu. Pani Parsons przyniosa abk. Winston wypuci wod i z obrzydzeniem wycign zlepek wosw, ktry zatyka odpyw. Umy rce najlepiej jak mg w zimnej wodzie pyncej z kranu i wrci do pokoju.
        - Rce do gry! -rykn bezlitosny gos.
        Dorodny dziewicioletni urwis wyskoczy zza stou, groc Winstonowi dziecinnym pistoletem maszynowym, podczas gdy jego o dwa lata modsza siostrzyczka celowaa w Winstona z kawaka patyka. Oboje mieli na sobie granatowe   spodenki,   szare   bluzy   i   czerwone   chusty - umundurowanie Kapusiw. Winston podnis rce nad gow, ale zrobio mu si nieswojo, gdy zachowanie malcw byo tak zajade, jakby wcale nie chodzio o zabaw.
        - Zdrajca! - wrzeszcza dzieciak. - Mylozbrodniarz! Eurazjatycki szpicel! Zastrzel ci, ty ajdaku, ewaporuj, wyl do kopalni soli!
        Nagle oboje - dziewczynka naladowaa kady gest brata - zaczli skaka wok niego i krzycze: Zdrajca! Mylozbrodniarz! W ich zachowaniu byo co przeraajcego, tak jak w igraszkach tygrysich szczenit, ktre niegdy wyrosn na ludojady. Z oczu chopca bia jaka rozmylna zacieko, cakiem wyrana ch uderzenia lub kopnicia Winstona i wiadomo, e ju wkrtce bdzie do duy, aby to uczyni. Winston czu ulg, i pistolet chopaczka jest tylko zabawk.
        Pani Parsons spogldaa nerwowo to na Winstona, to na dzieci. W lepszym wietle pokoju przekona si ze zdumieniem, e jej zmarszczki naprawd wypenia kurz.
        - Czasami rzeczywicie bywaj bardzo haaliwe - stwierdzia. - S zawiedzione, e nie zobacz wieszania, i to pewnie dlatego. Ja jestem zbyt zajta, eby je zabra, a Tom nie zdy wrci na czas z pracy.
        - Dlaczego nie moemy zobaczy wieszania? - rykn chopiec na cay gos.
        - Chcemy zobaczy wieszanie! Chcemy zobaczy wieszanie! - dara si maa, wci skaczc dookoa.
        Winston przypomnia sobie, e wieczorem grupa jecw eurazjatyckich, winnych zbrodni wojennych, ma zosta powieszona w parku. Egzekucje odbyway si zwykle raz w miesicu i zawsze cieszyy si du popularnoci. Zwaszcza dzieci uwaay je za wspania rozrywk. Poegna si z pani Parsons i wyszed na korytarz. Ale ledwo si oddali o kilka krokw, nagle co trafio go w ty gowy; uderzenie byo wyjtkowo bolesne, zupenie jakby kto go dgn rozpalonym do czerwonoci drutem. Kiedy okrci si na picie, ujrza, jak pani Parsons wciga si do mieszkania swoj latorol, chowajc do kieszeni proc.
        - Goldstein! - wrzasn malec, zanim zatrzasny si drzwi.
        Najmocniej jednak poruszy Winstona wyraz bezradnego strachu na szarej twarzy pani Parsons.
        Wrciwszy do mieszkania, przeszed szybko obok teleekranu i rozcierajc kark znw usiad przy stoliku. Muzyka umilka. Z ekranu dobiega teraz szczekliwy wojskowy gos: z wyran krwioercz satysfakcj czyta opis uzbrojenia nowej pywajcej fortecy, ktr wanie zakotwiczono midzy Islandi a Wyspami Owczymi.
        Z takimi dziemi, pomyla Winston, ta nieszczsna kobieta musi y w ustawicznym strachu. Jeszcze rok lub dwa, a zaczn j szpiegowa dwadziecia cztery godziny na dob, wypatrujc przejaww nieprawomylnoci. Niemal wszystkie dzieci to potwory. Najgorsze, e cho za porednictwem takich organizacji jak Kapusie chowano je na maych barbarzycw nie do okiezania, im nawet si nie nio, aby buntowa si przeciwko wadzy Partii. Wrcz przeciwnie, uwielbiay Parti i wszystko, co z ni zwizane. Piosenki, pochody, transparenty, wycieczki, musztra z drewnianymi karabinami, skandowanie hase, gloryfikowanie Wielkiego Brata - dla nich rwnao si to wspaniaej zabawie. Ca swoj furi kieroway na zewntrz, przeciwko wrogom Pastwa, przeciwko cudzoziemcom, zdrajcom, sabotaystom, mylozbrodniarzom. Byo niemal normalne, e ludzie powyej trzydziestki bali si wasnych dzieci. I nie bez powodu, bo prawie co tydzie The Times powica akapit jakiej wcibskiej maej gnidzie - zwykle uywano okrelenia maoletni bohater - ktra podsuchaa co kompromitujcego i zoya Policji Myli donos na rodzicw.
        mienie po pocisku z procy ustpio. Winston bez przekonania wzi do rki piro, zastanawiajc si, czy przyjdzie mu jeszcze do gowy co wartego zapisania w pamitniku. Nagle zacz znw rozmyla o O'Brienie.
        Przed laty - jak dawno? Chyba ze siedem lat temu - nio mu si, e idzie przez pokj zatopiony w ciemnociach. I kiedy mija kogo siedzcego nieco na uboczu, ten rzek: Spotkamy si tam, gdzie nie ma mroku. Powiedzia to bardzo cicho i jakby od niechcenia - zabrzmiao nie jak polecenie, lecz stwierdzenie faktu. Winston nie zatrzymujc si poszed dalej. Rzecz dziwna, wwczas, we nie, sowa te nie zrobiy na nim wikszego wraenia. Jednake z czasem zyskay na znaczeniu. Teraz ju nie pamita, czy to przed tym snem, czy dopiero pniej po raz pierwszy ujrza O'Briena; nie pamita te, kiedy uwiadomi sobie, e gos ten nalea do niego. W kadym razie nie mia adnych wtpliwoci. To wanie O'Brien przemwi w ciemnociach.
        Winston nie potrafi si zdecydowa - i nawet po dzisiejszej wymianie spojrze wci nie by pewien - czy O'Brien jest jego przyjacielem, czy wrogiem. Nie wydawao mu si to te specjalnie istotne. czya ich ni porozumienia, waniejsza od sympatii i osobistych przekona. Powiedzia: Spotkamy si tam, gdzie nie ma mroku. Winston nie wiedzia, co oznaczaj te sowa, ale by przekonany, e si kiedy sprawdz, w ten czy inny sposb.
        Gos pyncy z teleekranu umilk. Sygna trbki, czysty i pikny, przeci zatche powietrze. Po czym spiker podj chrapliwie:
        - Uwaga! Uwaga! Przed chwil otrzymalimy komunikat z frontu malabarskiego. Nasze siy w poudniowych Indiach odniosy druzgocce zwycistwo. Zostaem upowaniony do zakomunikowania telewidzom, e ofensywa, o ktrej przebiegu za moment poinformujemy, moe przybliy nas do widocznego kresu dziaa wojennych. Oto tre komunikatu...
        Zaraz podadz jakie ze nowiny, pomyla Winston. I rzeczywicie; po krwawym opisie unicestwienia eurazjatyckich wojsk i odczytaniu nieprawdopodobnej liczby zabitych i jecw, ogoszono, e od przyszego tygodnia przydzia czekolady bdzie zmniejszony z trzydziestu do dwudziestu gramw.
        Winston znw czkn. Dziaanie dinu mijao, pozostawiajc uczucie przygnbienia. Z teleekranu - albo w celu uczczenia zwycistwa, albo zatarcia pamici o odebranej czekoladzie - popyny huraganowe tony hymnu Gwiazdo, zachowaj Oceani. Naleao stan na baczno, ale w miejscu gdzie siedzia, Winston by niewidoczny.
        Gwiazdo, zachowaj Oceani ustpio miejsca lejszej muzyce. Winston podszed do okna, wci zwrcony plecami do teleekranu. Dzie nadal by zimny i przejrzysty. Gdzie w oddali z guchym oskotem wybuch pocisk rakietowy. Obecnie spadao na Londyn od dwudziestu do trzydziestu pociskw tygodniowo. 
        W dole na ulicy wiatr szarpa naderwanym plakatem, na zmian to zasaniajc, to odkrywajc napis ANGSOC. Angsoc. Nienaruszalne zasady angsocu. Nowomowa, dwjmylenie, zmienno przeszoci. Wydawao mu si, e wdruje przez dungl porastajc morskie dno, zagubiony w potwornym wiecie, w ktrym on take jest potworem. Czu si zupenie sam. Przeszo bya martwa, przyszo niewyobraalna. Jak mia pewno, e po jego stronie stoi cho jeden ywy czowiek? I skd mg wiedzie, czy panowanie Partii nie bdzie trwao wiecznie? Zamiast odpowiedzi ujrza trzy hasa wypisane na biaej fasadzie Ministerstwa Prawdy:
        
        WOJNA TO POKJ
        WOLNO TO NIEWOLA
        IGNORANCJA TO SIA
        
        Wyj z kieszeni dwudziestopiciocentwk. Na niej rwnie, wyranymi, malekimi literkami, wypisano te same hasa; rewers zdobio oblicze Wielkiego Brata. Nawet z monety jego oczy ledziy kady ruch. Ta sama podobizna widniaa na monetach, znaczkach, okadkach ksiek, opakowaniach papierosw - wszdzie. I zewszd obserwoway ci oczy, a gos napomina. We nie czy na jawie, w pracy, podczas posikw, w budynku czy na powietrzu, w kpieli czy w ku - nie miae dokd uciec. Nic nie byo twoje oprcz tych kilku centymetrw szeciennych zamknitych pod czaszk.
        Soce przesuno si i teraz, gdy nie odbijay si w nich jego promienie, niezliczone okna Ministerstwa Prawdy wyglday rwnie gronie jak strzelnice warowni. Na widok ogromnego gmaszyska w ksztacie piramidy serce podeszo Winstonowi do garda. Budowla bya zbyt potna, by mona j zdoby szturmem. Nawet tysic pociskw rakietowych nie zdoaoby jej zdruzgota. Znw zacz si zastanawia, dla kogo pisze pamitnik. Dla przyszoci, dla przeszoci - dla urojonej przez siebie epoki. Czekaa go nie mier, lecz unicestwienie. Pamitnik zostanie spopielony, on sam ewaporowany. Tylko Policja Myli przeczyta jego bazgroy, zanim wymae go ze wiata ywych i z ludzkiej pamici. Jak tu przemawia do przyszoci, skoro nie przetrwa po tobie aden lad, choby jedno anonimowe sowo nagryzmolone na skrawku papieru?
        Teleekran wybi czternast. Za dziesi minut Winston powinien wyj. O czternastej trzydzieci musi by z powrotem w pracy.
        O dziwo, transmitowane bicie zegara dodao mu otuchy. By samotnym duchem goszcym prawd, ktrej nikt nigdy nie usyszy. Dopki jednak bdzie j gosi, w jaki niejasny sposb cigo nie zostanie zerwana. To nie przez fakt, e kto ci syszy, ale dlatego, e nie dajesz si ogupi, trwa kulturowe dziedzictwo. Wrci do stou, zanurzy piro w atramencie i napisa:
        
        Do przyszoci czy przeszoci, do czasw, w ktrych myl jest wolna, w ktrych ludzie rni si midzy sob i nie yj samotnie - do czasw, w ktrych istnieje prawda, a tego, co si stao, nie mona zmieni.
        Z epoki identycznoci, z epoki samotnoci, z epoki Wielkiego Brata, z epoki dwjmylenia - pozdrawiam was!
        
        Uzmysowi sobie, e waciwie jest ju trupem. Zrozumia, i dopiero teraz, kiedy odzyska zdolno formuowania myli, zrobi prawdziwy pocztek. Nastpstwa kadego czynu s z gry w nim zawarte. Napisa:
        
        Mylozbrodnia nie pociga za sob kary mierci: mylozbrodnia JEST mierci.
        
        Teraz, gdy uwiadomi sobie, e jest trupem, najwaniejsze byo jak najduej utrzyma si przy yciu. Dwa palce mia poplamione atramentem. Wanie taki drobiazg mg go zdradzi. Jaki wcibski gorliwiec w ministerstwie (najprawdopodobniej kobieta, kto taki jak ta drobna rudawa blondynka albo ciemnowosa dziewczyna z Departamentu Literatury) moe zacz si zastanawia, dlaczego pisa podczas przerwy obiadowej, dlaczego posugiwa si staromodnym pirem, no i co pisa - a potem szepn swko komu trzeba. Poszed do azienki i dokadnie zmy atrament grudowatym, brunatnym mydem, ktre drapao skr jak papier cierny, wic znakomicie nadao si do tego celu.
        Schowa pamitnik do szuflady. adna prba ukrycia go nie miaa najmniejszego sensu, ale powinien przynajmniej co zrobi, eby wiedzie, czy grzebano mu w szufladzie. Pooenie wosa na krawdzi byo zbyt oczywist sztuczk. Czubkiem palca podnis charakterystyczny jasny paproch i umieci na okadce, z ktrej musia spa, jeli kto ruszyby zeszyt.
        
        
      3
        
        
        Winstonowi nia si matka.
        Mia nie wicej ni dziesi lub jedenacie lat, kiedy znikna. Bya wysok, postawn, do maomwn kobiet o powolnych ruchach i wspaniaych jasnych wosach. Ojca widzia we wspomnieniach mniej wyranie: smagy, szczupy mczyzna w okularach, zawsze starannie ubrany na ciemno (najsilniej wryy mu si w pami ojcowskie buty na cienkich podeszwach). Najwidoczniej oboje pochona jedna z pierwszych wielkich czystek w latach pidziesitych.
        W tej chwili matka siedziaa gdzie daleko pod nim, tulc w ramionach jego siostr. Siostry waciwie nie pamita wcale; tylko tyle, e bya malekim, sabym, cichym dzieckiem o duych, czujnych oczach. Obie patrzyy w gr na niego. Tkwiy gdzie w dole - moe na dnie studni, moe gbokiego grobu - i miejsce to, cho znajdowao si daleko pod nim, cigle si obniao. Byy w salonie toncego statku i spoglday w gr przez coraz ciemniejsz wod. W salonie jeszcze nie brako powietrza, nadal go widziay, i on te je widzia, lecz cay czas pogray si w zielonej toni, ktra za chwil miaa je skry na zawsze. On sta w wietle, na powietrzu, one za opaday nieustannie ku mierci, a znajdoway si tam dlatego, e on przebywa na grze. Wiedzia o tym, i one rwnie, t wiedz miay wypisan na twarzach. Ale nie byo w ich oczach ani sercach wymwki, jedynie wiadomo, e musz umrze, aby on mg y, i e naley to do nieodwracalnego porzdku rzeczy.
        Nie mg sobie przypomnie, co si stao, wiedzia jednak we nie, e w jaki sposb matka i siostra powicaj dla niego ycie. By to jeden z owych snw, ktre mimo typowo sennej scenerii stanowi kontynuacj wczeniejszych rozmyla picego: podczas snu dokonuje on spostrzee, a te nawet po przebudzeniu pozostaj odkrywcze i cenne. Winston zda sobie nagle spraw, e mier matki przed blisko trzydziestu laty bya wydarzeniem tragicznym i smutnym w sposb dzi ju cakiem nierealny. Uprzytomni sobie, i rozpacz naley do minionych czasw, gdy istniao jeszcze ycie osobiste, mio, przyja, a czonkowie rodziny trzymali ze sob w kadej sytuacji. Serce krwawio mu na wspomnienie matki, bo umara kochajc go, podczas gdy on by zbyt samolubny, aby odwzajemnia jej uczucie, i poniewa w jaki sposb, cho nie pamita w jaki, powicia ycie dla osobistego, niezmiennego pojcia wiernoci ideaom. Wiedzia, e obecnie takie postpowanie nie jest moliwe. Dzi istniej strach, nienawi i bl, nie ma za godnoci uczu ani adnych gbokich, skomplikowanych tragedii. Wyczyta to wszystko z wielkich oczu matki i siostry, ktre patrzyy na niego przez zielon wod, setki sni od powierzchni i wci spadajc coraz gbiej w otcha.
        Nagle sta w letni wieczr na krtkiej, sprystej murawie, pozoconej ukonymi promieniami soca. Krajobraz, pord ktrego teraz si znajdowa, tak czsto powraca w jego snach, e Winston nie by do koca pewien, czy rzeczywicie ani razu nie widzia go na jawie. W mylach nazywa go Zot Krain. Byo to opuszczone pastwisko z traw wyskuban przez krliki i krt ciek, ktra wioda midzy kopczykami kretowisk. W nierwnym szeregu drzew po drugiej stronie pastwiska gazie wizw koysay si agodnie na wietrze, poruszajc gstwin lici podobn do kobiecych wosw. Gdzie nie opodal, cho poza zasigiem wzroku, wi si przejrzysty strumyk, a w rozlewiskach pod wierzbami pyway klenie.
        Ciemnowosa dziewczyna sza w t stron przez muraw. Nagle jednym ruchem zdara z siebie ubranie i pogardliwie cisna na ziemi. Ciao miaa biae i gadkie, ale nie wywoaa w nim podania, waciwie nawet na ni nie spojrza. Ogarn go natomiast podziw dla gestu, jakim odrzucia ubranie. Ta swoboda i wdzik przekreliy cay kulturowy i mylowy dorobek ustroju, a czowiek gotw by uwierzy, e wystarczy jeden wspaniay ruch rki, by unicestwi Wielkiego Brata, Parti i Policj Myli. Ten gest rwnie nalea do minionych czasw. Winston obudzi si ze sowem Shakespeare na ustach.
        Z teleekranu wydobywa si oguszajcy gwizd, ktry trwa nieprzerwanie przez trzydzieci sekund. Bya sidma pitnacie, pora pobudki dla urzdnikw. Winston gwatownie poderwa si z ka - nagi, bo czonek Zewntrznej Partii rocznie otrzymywa zaledwie trzy tysice kartek odzieowych, a na piam trzeba byo zuy szeset - i chwyci z krzesa znoszony podkoszulek oraz kalesony. Za trzy minuty miay si rozpocz Podrygi Poranne. W nastpnej chwili wstrzsn nim gwatowny atak kaszlu, ktry zawsze nachodzi go tu po przebudzeniu. Tak mu pniej brakowao tchu, e musia si pooy na plecach i kilka razy wcign gboko powietrze, aby znw normalnie oddycha. Od intensywnego kaszlu yy nabiegy mu krwi, a owrzodzenia na nodze zaczy swdzi.
        - Trzydziesto-czterdziestolatki! - wrzasn widrujcy kobiecy gos. - Trzydziesto-czterdziestolatki! Prosz na miejsca! Trzydziesto-czterdziestolatki!
        Winston stan na baczno przed teleekranem, na ktrym pojawia si posta modej kobiety, chudej, lecz muskularnej, w stroju gimnastycznym i teniswkach.
        - Zgicia   i   wyrzuty   ramion!   -   zakomenderowaa.
        - Uwaga, podaj tempo! Raz, dwa, trzy cztery! Raz, dwa, trzy, cztery! No, z yciem, towarzysze, z yciem! Raz, dwa, trzy, cztery! Raz, dwa, trzy, cztery!...
        Bolesny atak kaszlu nie zdoa wymaza z pamici Winstona wraenia, jakie wywar na nim sen; powrci do niego podczas rytmicznych wicze. Z twarz uoon w ponury grymas zadowolenia, najwaciwszy w czasie Podrygw Porannych, wyrzuca mechanicznie ramiona, usiujc przywoa we wspomnieniach mglisty okres wczesnego dziecistwa. Byo to wyjtkowo trudne. Nie siga pamici dalej ni do pnych lat pidziesitych. W braku jakichkolwiek zewntrznych punktw odniesienia nawet zarysy wasnego ycia trac ostro. Pamita si doniose wydarzenia, jakie prawdopodobnie nigdy nie nastpiy, pamita si szczegy pewnych sytuacji, ale nic z ich nastroju, i zostaj dugie, puste okresy, z ktrych nie pamita si nic. Wiedzia, e wtedy wszystko byo inne. Nawet nazwy pastw i ich kontury na mapach. Na przykad Pas Startowy Jeden nazywa si przed laty Angli lub Brytani, cho Londyn - co do tego raczej nie mia wtpliwoci - zawsze nazywa si Londynem.
        Nie przypomina sobie takiego okresu, kiedy ojczyzna nie prowadziaby wojny, lecz w latach jego dziecistwa musia przez pewien czas panowa pokj, gdy jedno z najwczeniejszych wspomnie dotyczyo nalotu, ktry wszystkich zaskoczy. Moe to wanie wtedy zrzucono bomb atomow na Colchester. Nie pamita samego nalotu, ale pamita do ojca zacinit na swojej doni, gdy biegli w d, coraz niej i niej, krtymi schodami, ktre dzwoniy pod ciarem ich krokw, schodami prowadzcymi do schronu gboko pod ziemi; od tego biegu tak rozbolay go nogi, e zacz paka i musieli si zatrzyma, eby odpocz. Matka, jak zawsze powolna, jakby senna, podaa daleko w tyle. Niosa w beciku jego siostr - a moe tylko stert kocw; nie mia pewnoci, czy siostra ju bya na wiecie. Wreszcie znaleli si w haaliwym, zatoczonym schronie; rozpozna stacj metra.
        Na kamiennych pytach posadzki wszdzie siedzieli ludzie, a inni, ciasno stoczeni, zajmowali miejsca na pitrowych pryczach. Winston i jego rodzice ulokowali si na ziemi tu obok pary starcw przycupnitych na pryczy. Mczyzna, w porzdnym ciemnym garniturze i zepchnitej na ty gowy czarnej pciennej czapce, spod ktrej sterczay kosmyki cakiem siwych wosw, twarz mia czerwon, a niebieskie oczy zapakane. Zalatywa dinem, jakby to din wydobywa si z jego porw i spywa z oczu zamiast ez. Chocia starzec by mocno wstawiony, czuo si, e jego rozpacz jest gboka i szczera. Mimo modego wieku Winston poj, e zdarzyo si co strasznego, co nie do wybaczenia. I chyba wiedzia, co takiego. Zgin kto, kogo starzec bardzo kocha - moe jego maa wnuczka. Co kilka minut starzec powtarza:
        - Nie wolno im byo ufa. Ostrzegaem, prawda, kobieto? I oto mamy skutek! Powtarzaem od samego pocztku, e nie wolno ufa tym zbjom!
        Ale jakim zbjom nie wolno byo ufa, tego Winston nie wiedzia.
        Mniej wicej od tamtego momentu wojna trwaa waciwie bez przerwy, chocia cile mwic, nie bya to cay czas ta sama wojna. Kiedy Winston mia kilka lat, w samym Londynie toczyy si przez par miesicy chaotyczne walki uliczne, z ktrych pewne sceny wyranie wryy mu si w pami. Gdyby jednak chcia pozna dokadnie histori tego okresu, dowiedzie si, kto w danej chwili walczy z kim, byoby to zupenie niemoliwe, gdy nie istnia aden zapis, adna wzmianka o jakimkolwiek ukadzie si innym od aktualnego. Na przykad obecnie, w roku 1984 (jeli faktycznie by rok 1984), Oceania w sojuszu ze Wschdazj prowadzia wojn z Eurazj. W adnej oficjalnej czy te prywatnej wypowiedzi nigdy nie przyznawano, e midzy trzema mocarstwami panoway kiedykolwiek odmienne stosunki. W rzeczywistoci, jak Winston doskonale wiedzia, zaledwie przed czterema laty Oceania, wsplnie z Eurazj, walczya ze Wschdazj. Ale zachowa t tajn wiedz tylko dlatego, e jego pami niedostatecznie poddawaa si regulacji. Oficjalnie zmiana sojuszy nigdy nie miaa miejsca. Skoro Oceania prowadzi wojn z Eurazj, przeto zawsze prowadzia wojn z Eurazj. Wrg aktualny ucielenia zo najwysze, a zatem adne wchodzenie z nim w ukady nie byo moliwe: teraz, w przyszoci i nawet w przeszoci.
        Najtragiczniejsze, pomyla po raz dziesiciotysiczny, wyginajc si bolenie do tyu (z rkami na biodrach wykonywali skrty tuowia, wiczenie podobno wietne na wzmocnienie krgosupa) - najtragiczniejsze jest to, e wszystko, co twierdzi Partia, staje si prawd. Czy wiadomo faktu, i Partia moe wetkn ap w przeszo i oznajmi, e jakie wydarzenie nigdy nie miao miejsca, nie jest bardziej przeraajca ni najsrosze tortury lub mier?
        Partia utrzymuje, jakoby nigdy nie byo przymierza midzy Oceani i Eurazj. On, Winston Smith, wie, e Oceani zaledwie cztery lata temu czy z Eurazj sojusz. Ale skd czerpie t wiedz? Istnieje wycznie w jego wiadomoci, ktra i tak wkrtce zostanie unicestwiona. A jeli wszyscy poza nim akceptuj kamstwo narzucone przez Parti - i powtarzaj je rwnie wszystkie dokumenty - wwczas wchodzi ono do historii i staje si prawd. Kto rzdzi przeszoci - gosi jeden ze sloganw Partii - w tego rkach jest przyszo; kto rzdzi teraniejszoci, w tego rkach jest przeszo. Zarazem jednak przeszo, cho z natury podatna na zmiany, nigdy zmieniana nie bya. Co stanowio prawd teraz, stanowio prawd od zawsze i wiecznie. Zasada bya dziecinnie prosta. Wymagaa jedynie cigych zwycistw nad wasn pamici. Nazywano to regulacj faktw, a w nowomowie dwjmyleniem.
        - Dosy! - burkna instruktorka nieco agodniejszym tonem.
        Winston opuci rce wzdu tuowia i powoli nabra w puca powietrza. W swoich rozwaaniach zagbia si coraz bardziej w labirynt wiata dwjmyli. Wiedzie i nie wiedzie; mie poczucie absolutnej prawdomwnoci, a jednoczenie wygasza umiejtnie skonstruowane kamstwa; wyznawa dwa zupenie sprzeczne pogldy na dany temat i mimo wiadomoci, e si wzajemnie wykluczaj, wierzy w oba; uywa logiki przeciwko logice; odrzuca moralno i zarazem roci sobie do niej prawo; wierzy, e demokracja jest niemoliwa oraz e Partia stoi na jej stray; zapomnie wszystko, czego nie naley wiedzie, po czym przypomina sobie, kiedy si staje potrzebne, a nastpnie znw szybko wymazywa z pamici; przede wszystkim za stosowa ten proces do samego procesu. To bya najwiksza sztuka: wiadomie wprowadza si w stan niewiadomoci, po czym stawa si niewiadomym dopiero co dokonywanego aktu autosugestii. Nawet samo zrozumienie sowa dwjmyl wymagao stosowania dwjmylenia.
        Instruktorka   znw   polecia   wszystkim   stan   na baczno.
        - A teraz przekonamy si, kto potrafi dotkn palcami podogi! - zawoaa z entuzjazmem. - Schylamy si, towarzysze! Nogi proste! Raz-dwa, raz-dwa!...
        Winston nie znosi tego wiczenia, gdy podczas kadego skonu przeszywa go bl od pit po poladki, a w dodatku czsto dostawa ataku kaszlu. Prys na wp przyjemny nastrj, ktry towarzyszy jego rozwaaniom. Przeszo, pomyla, nie tylko bya zmieniana, ale wrcz niszczona. Bo jak mona ustali choby najprostszy fakt, skoro nie istnieje adne wiadectwo oprcz wasnej pamici? Usiowa sobie przypomnie, w ktrym roku po raz pierwszy usysza o Wielkim Bracie. Chyba dopiero w latach szedziesitych, ale pewnoci nie mia. W partyjnych podrcznikach historii Wielki Brat figurowa jako Wdz i Stranik Rewolucji od samych jej pocztkw. Jego bohaterskie czyny stopniowo cofano w czasie, tak i obecnie sigay mitycznych lat czterdziestych i trzydziestych, kiedy to ulicami Londynu jedzili jeszcze - rozparci wygodnie w ogromnych lnicych samochodach lub oszklonych powozach - kapitalici w dziwnych walcowatych kapeluszach. Skd jednak mona wiedzie, co wydarzyo si naprawd, a co po prostu zmylono. Winston nie zna nawet daty powstania Partii. O ile pamita, z terminem angsoc rwnie zetkn si po 1960 roku, ale moliwe, e samo pojcie funkcjonowao znacznie wczeniej w tej postaci, jak miao w staromowie: socjalizm angielski. Wszystko spowijaa mga. Czasami rzeczywicie udawao si nakry Parti na wyranym kamstwie. Nie byo na przykad prawd, e - jak twierdziy partyjne podrczniki historii - to Partia wynalaza samolot. Samoloty pamita z najwczeniejszego dziecistwa. Nie sposb byo jednak niczego udowodni. Nie istniay adne wiadectwa. Tylko raz w yciu mia w rku niewtpliwy dowd sfaszowania historycznego faktu. Ale wwczas...
        - Smith!  -   wrzasn   jdzowaty   gos   z   teleekranu.
        - 6079 Smith W.! Tak, wy! Prosz schyli si niej! Sta was na wicej, towarzyszu! Nie staracie si! Niej! Wanie, towarzyszu, ju lepiej. A teraz wszyscy spocznij i prosz mnie obserwowa!
        Nagy gorcy pot wystpi na caym ciele Winstona. Jednake wyraz jego twarzy pozosta nieprzenikniony. Nigdy nie zdradzaj lku! Nigdy nie okazuj zoci! Nawet jedno drgnienie powiek moe ci zdradzi! Sta i patrzy, jak instruktorka podnosi rce nad gow, po czym - bez odrobiny wdziku, ale za to niebywale zrcznie i sprawnie - pochyla si i zahacza palce o stopy.
        - O wanie, towarzysze! Tak macie wiczy. Przyjrzyjcie si jeszcze raz. Mam trzydzieci dziewi lat i urodziam czworo dzieci. Patrzcie! - znw wykonaa skon. - Czy widzicie, ebym zginaa kolana? Wszyscy dacie rad poprawnie wykona to wiczenie, jeli si tylko bardziej przyoycie! Kady poniej czterdziestu piciu lat powinien bez trudu dotyka palcami podogi. Omin nas przywilej walczenia na pierwszej linii frontu, ale powinnimy przynajmniej dba o sprawno fizyczn. Pamitajcie o naszych chopcach na froncie malabarskim! I o marynarzach w pywajcych fortecach! Pomylcie tylko, jakich bohaterskich dokonuj czynw! Sprbujcie znowu. Lepiej, towarzyszu, znacznie lepiej - pochwalia Winstona, ktry, schyliwszy si z gwatownym zamachem, zdoa po raz pierwszy od kilku lat dotkn podogi bez zginania kolan.
      
      
      4
        
        
        Z gbokim, bezwiednym westchnieniem, od ktrego - mimo bliskoci teleekranu - nie umia si powstrzyma na pocztku dnia pracy, Winston przycign do siebie mowopis, zdmuchn kurz z mikrofonu i woy okulary. Nastpnie rozwin i spi razem cztery niedue rolki papieru, ktre wypady z rury pneumatycznej na praw stron biurka.
        W cianach przegrody byy trzy otwory. Na prawo od mowopisu niewielki wylot rury pneumatycznej przeznaczonej na pisemne notatki; na lewo wylot wikszej rury, przeznaczonej na gazety; na bocznej cianie, w zasigu rki Winstona, spora, poduna szpara osonita drucian siatk. Ten ostatni otwr przeznaczony by na brudnopisy i zbdne dokumenty. W budynku znajdoway si dosownie tysice podobnych szpar, nie tylko w kadym pomieszczeniu, lecz rwnie w niewielkich odstpach na wszystkich korytarzach. Nie wiadomo dlaczego nazywano je lukami pamici. Kiedy jaki dokument naleao zniszczy lub gdy spostrzego si na ziemi skrawek papieru, niemal odruchowo unosio si klap najbliszej luki pamici i wrzucao skrawek do rodka, gdzie natychmiast porywa go strumie ciepego powietrza i unosi w stron ogromnych piecw ukrytych w trzewiach budynku.
        Winston obejrza cztery kartki, ktre przed chwil rozwin. Kada zawieraa zwiz notatk, dugoci zaledwie jednego lub dwch wierszy, sporzdzon w skrtowym argonie - nie tosamym z nowomow, lecz w znacznej mierze na niej opartym - ktrym posugiwano si w ministerstwie dla celw wewntrznych. Ich tre bya nastpujca:
        
        times 17.3.84 przemwienie wb mylrel afryka sprost
        times  19.12.83 prognoza 3 let 4 kwart 83 bdruk skoryg wg najnowy nr   
        times 14.2.84 miniobfi mylcyt czekolada sprost 
        times 3.12.83 rel rozdn wb dwaplusbezdobrze
        wzm nieobywatele nowa wersja przedprze antearchw
        
        Z uczuciem pewnego zadowolenia Winston odoy na bok czwart notatk. Byo to odpowiedzialne i trudne zadanie i dlatego wola je zostawi na koniec. Trzy pozostae zalecenia miay charakter rutynowy, cho drugie mogo wymaga mudnego przekopywania si przez dugie kolumny cyfr. 
        Winston nastawi tarcz teleekranu na stare numery i zamwi waciwe egzemplarze The Times, ktre po zaledwie kilku minutach wysuny si z rury pneumatycznej. Otrzymane przez niego notatki dotyczyy artykuw i komunikatw uznanych obecnie, z takich lub innych wzgldw, za wymagajce przerobienia czy te - jak to urzdowo okrelono - sprostowania. Na przykad z relacji w The Times z siedemnastego marca wynikao, e dzie wczeniej Wielki Brat przepowiedzia w swoim wystpieniu, i na froncie poudniowoindyjskim bdzie panowa spokj, a ofensywa eurazjatycka rozpocznie si w Afryce Pnocnej. Tak si jednak zoyo, e Eurazjatyckie Dowdztwo Naczelne zdecydowao si przeprowadzi natarcie nie w Afryce, lecz w poudniowych Indiach. Naleao wic odpowiednio przerobi akapit przemwienia Wielkiego Brata, aby przewidzia to, co si rzeczywicie wydarzyo. Z kolei The Times z dziewitnastego grudnia opublikowa oficjaln prognoz na temat produkcji szerokiego asortymentu artykuw konsumpcyjnych w czwartym kwartale 1983 roku, czyli w szstym kwartale Dziewitego Planu Trzyletniego. W dzisiejszym numerze gazety znalazy si dane o faktycznej produkcji, z ktrych wynikao, e prognoza bya cakowicie bdna. Zadanie Winstona polegao na sprostowaniu oryginalnych liczb, aby zgadzay si z aktualnymi. Co do trzeciej notatki, dotyczya bardzo prostego bdu, ktrego usunicie zajo dosownie minut. Zaledwie w Iutym Ministerstwo Obfitoci zoyo solenn obietnic (w jzyku urzdowym kategoryczne zarczenie), e do koca roku 1984 przydzia czekolady nie ulegnie redukcji. Tymczasem, jak ogoszono wczoraj, pod koniec biecego tygodnia mia zosta zmniejszony z trzydziestu gramw do dwudziestu. W tym wypadku wystarczyo zmieni obietnic na uprzedzenie, e ju w kwietniu zajdzie prawdopodobnie konieczno ograniczenia przydziau.
        Zaraz po wykonaniu kadego polecenia Winston przypina now, sporzdzon na mowopisie wersj do waciwego egzemplarza The Times i wsuwa gazet do rury pneumatycznej. Nastpnie niemal odruchowo mi otrzyman notatk oraz wszelkie swoje brudnopisy i wrzuca do luki pamici, na pastw pomieni.
        Nie orientowa si w szczegach, ale w oglnych zarysach wiedzia, co dzieje si w niewidzialnym labiryncie, do ktrego prowadz rury pneumatyczne. Kiedy wszystkie poprawki, jakie naleao wnie do danego numeru gazety, byy ju gotowe, numer kolacjonowano i drukowano ponownie, po czym wydanie oryginalne niszczono, a w archiwach umieszczano nowe. Ten proces wprowadzania cigych zmian odbywa si nie tylko w wypadku gazet, lecz take ksiek, czasopism, plakatw, ulotek, filmw, nagra, rysunkw, fotografii - kadego typu literatury i dokumentacji o jakimkolwiek znaczeniu politycznym lub ideologicznym. Z dnia na dzie i niemal z minuty na minut uaktualniano przeszo. Tak preparowana dokumentacja potwierdzaa suszno kadej partyjnej prognozy; pilnowano, by nie ostao si cho jedno zdanie sprzeczne z potrzeb chwili. Ca histori przemieniano w palimpsest, zeskrobywany i zapisywany tak czsto, jak to uwaano za konieczne. Gdy ju raz dokonano zmian, nie sposb byo udowodni, e nastpia najmniejsza falsyfikacja. Jedyne zadanie personelu najwikszego dziau Departamentu Archiww, znacznie wikszego od dziau Winstona, polegao na wynajdywaniu i usuwaniu wszystkich egzemplarzy ksiek, gazet i innych dokumentw, ktre naleao podmieni i zniszczy. Numer The Times, przerabiany kilkanacie razy z powodu zmian w sojuszach politycznych lub bdnych prognoz Wielkiego Brata, figurowa w katalogach pod oryginaln dat, a z jego wczeniejszych wyda nie ostawa si ani jeden egzemplarz, ktry mgby posuy za dowd mistyfikacji. Ksiki take wycofywano i przerabiano raz po raz, po czym niezmiennie wydawano znw, nie przyznajc si do wprowadzenia jakichkolwiek poprawek. Rwnie pisemne instrukcje otrzymywane przez Winstona, ktre niszczy natychmiast po wypenieniu zawartych- w nich polece, nigdy nie stwierdzay, ani nawet nie sugeroway, e ma nastpi faszerstwo: zawsze mowa w nich bya wycznie o pomykach, bdach drukarskich i mylnie cytowanych wypowiedziach, wymagajcych sprostowania w trosce o ciso.
        Cho waciwie trudno to nawet nazwa faszerstwem, pomyla korygujc liczby Ministerstwa Obfitoci. Po prostu zastpuje si jedne bzdury innymi. Wikszo materiaw, ktre przechodziy przez jego rce, nie miaa adnego zwizku z rzeczywistoci, nawet takiego, jakie na og ma zwyke kamstwo. Wszystkie dane statystyczne byy czyst fantazj, tak samo w wersji oryginalnej, jak i skorygowanej. Nowe liczby bra po prostu z gowy, zgodnie zreszt z tym, czego od niego oczekiwano. Na przykad, wedug zapowiedzi Ministerstwa Obfitoci, produkcja obuwia w czwartym kwartale miaa wynie sto czterdzieci pi milionw par. Wedug ostatnich danych wyprodukowano szedziesit dwa miliony. Jednake Winston, korygujc zapowied, zmniejszy t liczb do pidziesiciu siedmiu milionw, aby mona byo jak zwykle twierdzi, e planowa produkcja zostaa przekroczona. Zreszt liczba szedziesit dwa miliony nie miaa wicej wsplnego z prawd ni pidziesit siedem milionw czy sto czterdzieci pi. Bardzo moliwe, e nie wyprodukowano ani jednej pary butw. A jeszcze bardziej prawdopodobne, e nikt nie mia pojcia, ile par wyprodukowano, i absolutnie nikogo to nie obchodzio. Kady wiedzia tylko, i na papierze co kwarta produkowano ich astronomiczn liczb, podczas gdy poowa obywateli Oceanii chodzia boso. Dokadnie tak samo przedstawiay si informacje dotyczce innych spraw, od najdrobniejszych po najwaniejsze. Wszystko rozmazywao si w wiecie uudy i w kocu nawet to, ktry jest rok, nie byo ju pewne.
        Winston spojrza w kierunku przejcia. Tillotson, urzdnik zajmujcy przegrod po przeciwnej stronie, nieduy, wygldajcy na pedanta mczyzna z cieniem zarostu na brodzie, siedzia trzymajc na kolanach zoon gazet i przytknwszy usta do mikrofonu szepta co pilnie do mowopisu. Zachowywa si tak, jakby to, co mwi, byo tajemnic midzy nim a teleekranem. Kiedy podnis wzrok, jego szka bysny zowrogo w stron Winstona. 
        Winston zna go bardzo sabo i nie mia pojcia, czym si zajmuje. Urzdnicy Departamentu Archiww niechtnie mwili o swoich obowizkach. W dugiej hali bez okien, podzielonej na jednoosobowe boksy cignce si wzdu cian i wypenionej nie milkncym szelestem papierw oraz gwarem gosw mruczcych do mowopisw, pracowao co najmniej kilkanacie osb, ktrych nawet nie zna z nazwiska, cho co dzie widzia, jak przemierzaj pospiesznie korytarze lub gestykuluj wciekle podczas Dwch Minut Nienawici. Wiedzia, e jedynym zadaniem drobnej rudawej blondynki zajmujcej ssiedni przegrod jest mozolne tropienie i usuwanie z prasy nazwisk ludzi, ktrych ewaporowano, a wic ktrzy jakby nigdy nie istnieli. Bya to czynno o tyle stosowna w jej wypadku, e przed paru laty ewaporowano jej ma. Kilka boksw dalej agodny safandua nazwiskiem Ampleforth, marzyciel o wyjtkowo wochatych uszach i niesychanej umiejtnoci onglowania rymem i metrum, produkowa przeinaczone wersje - zwane ostatecznymi - wierszy, ktre uznano za niewaciwe ideologicznie, lecz z takich czy innych wzgldw postanowiono zostawi w antologiach. Jednake hala ta, miejsce pracy blisko pidziesiciu osb, bya zaledwie podsekcj czy te jedn komrk ogromnego Departamentu Archiww. Na tym samym pitrze, a take wyej i niej, roje innych pracownikw zajmoway si wykonywaniem tysicy przernych czynnoci. W gmachu mieciy si ogromne drukarnie zatrudniajce sztaby redaktorw i fachowcw od typografii, a take doskonale wyposaone pracownie fotograficzne wyspecjalizowane w podrabianiu zdj. Istniaa sekcja teleprogramw majca wasnych inynierw i kierownikw produkcji oraz zespoy starannie dobranych aktorw posiadajcych dar naladowania gosw. Obok pracowaa caa armia urzdnikw, ktrych jedynym obowizkiem byo sporzdzanie spisw ksiek i czasopism przeznaczonych do wycofania. Znajdoway si tu rwnie rozlege magazyny, gdzie przechowywano poprawion dokumentacj, a w podziemiach stay piece suce do palenia oryginaw. Ponadto gdzie na terenie gmachu, cho nikt nie wiedzia gdzie, urzdowa zesp anonimowych mzgw, ktry kierowa caym przedsiwziciem: nie tylko koordynowa prace poszczeglnych dziaw, lecz przede wszystkim ustala kurs okrelajcy, co z przeszoci naley zachowa, co sfaszowa, a co wymaza i unicestwi.
        A przecie Departament Archiww stanowi zaledwie jedn z komrek Ministerstwa Prawdy, ktrego podstawowym celem bya nie przebudowa przeszoci, lecz dostarczanie obywatelom Oceanii gazet, filmw, podrcznikw, teleprogramw, sztuk, powieci; wszelkich moliwych materiaw informacyjnych, owiatowych i rozrywkowych, od pomnika po slogan, od poematu lirycznego po rozpraw naukow z zakresu biologii, od elementarza po sownik nowomowy. Co wicej, ministerstwo musiao zaspokoi nie tylko wielorakie potrzeby czonkw Partii, lecz rwnie dublowa swoj dziaalno produkujc materiay adresowane do proletariatu. Istniaa ogromna sie odrbnych departamentw zajmujcych si proletariack literatur, muzyk, teatrem, i w ogle rozrywk. W nich wanie redagowano szmatawe gazety przynoszce prawie wycznie wiadomoci sportowe, opisy zbrodni i horoskopy; tu powstaway sensacyjne powiecida, filmy ociekajce seksem oraz sentymentalne piewki komponowane mechanicznie na specjalnym kalejdoskopie zwanym wersyfikatorem. Bya nawet caa podsekcja - w nowomowie Pornosek - wydajca najohydniejsz pornografi, ktr rozsyano w zaklejonych opakowaniach, a ktrej aden czonek Partii nie zwizany z jej produkcj nie mia prawa oglda.
        Podczas gdy Winston pracowa, trzy dalsze notatki wypady z rury pneumatycznej, ale poniewa dotyczyy prostych spraw, upora si z nimi, zanim Dwie Minuty Nienawici oderway go od zaj. Wrciwszy do swojej przegrody, zdj z pki Sownik nowomowy, odsun na bok mowopis, przetar okulary i zabra si do najtrudniejszego ze zlece.
        Praca bya najwiksz radoci w yciu Winstona. Przewaajca cz jego obowizkw sprowadzaa si do nudnej rutyny, lecz czasem zdarzay si sprawy tak zoone i trudne, e pochaniay go bez reszty niczym zadania z wyszej matematyki - subtelne faszerstwa, przy ktrych zdany by wycznie na swoj znajomo zasad angsocu i wasne wyczucie tego, czego Partia od niego oczekuje. Z takich zada wywizywa si znakomicie. Niekiedy powierzano mu nawet korygowanie artykuw wstpnych z The Times, pisanych od pocztku do koca w nowomowie. Rozwin notatk, ktr wczeniej odoy na bok. Jej tre bya nastpujca:
        
times 3.12.83 rel rozdn wb dwaplusbezdobrze nieobywatele nowa wersja przedprze antearchw
        
        W staromowie mona by to odda w ten sposb:
        
        Relacja o rozkazie dziennym Wielkiego Brata zawarta w,, The Times z 3 grudnia 1983 roku jest wielce niezadowalajca i zawiera wzmianki na temat nie istniejcych osb. Naley napisa now wersj i przedoy przeoonemu przed odesaniem do archiwum.
        
        Winston w caoci przeczyta zakwestionowany artyku. Wynikao z niego, e w rozkaz dzienny Wielkiego Brata wynosi pod niebiosa dziaalno organizacji znanej pod skrtem ZPF, ktra zajmowaa si zaopatrywaniem marynarzy z pywajcych fortec w papierosy i inne niezbdne artykuy. Niejaki towarzysz Withers, wany czonek Wewntrznej Partii, zosta wyrniony imienn pochwa i odznaczony Orderem Najwyszej Zasugi drugiej klasy.
        Trzy miesice pniej rozwizano ZPF bez podania przyczyny. Zgadywano, e Withers i jego wsppracownicy znaleli si w nieasce, cho ani prasa, ani teleekrany nie poday na ten temat adnych wiadomoci. O tyle nikogo to nie dziwio, e przestpcom politycznym tylko wyjtkowo wytaczano procesy lub publicznie ich demaskowano. Wielkie czystki obejmujce tysice osb, z publicznymi procesami zdrajcw i mylozbrodniarzy, ktrzy we zach przyznawali si do swoich zbrodni, a nastpnie szli na stracenie, byy specjalnymi pokazwkami, odbywajcymi si nie czciej ni raz na dwa lata. Normalnie ludzie, ktrzy cignli na siebie niezadowolenie Partii, po prostu znikali i nikt o nich wicej nie sysza. Nie wiadomo, co si z nimi dziao. Cz moe nawet wci ya. Ze znanych Winstonowi osb co najmniej trzydzieci, nie liczc rodzicw, zniko na przestrzeni lat.
        Podrapa si lekko po nosie spinaczem. W przegrodzie po drugiej stronie przejcia towarzysz Tillotson wci co dyktowa, konspiracyjnie pochylony nad mowopisem. Na sekund unis gow: szka znw bysny zowrogo. Winstonowi przeszo przez myl, e moe towarzysz Tillotson pracuje nad tym samym co on. Byo to cakiem prawdopodobne. Wykluczone, aby tak odpowiedzialne zadanie zlecono tylko jednej osobie; z kolei powierzenie go komitetowi nie wchodzio w gr, gdy stanowioby to jawne przyznanie si do faszerstwa. Pewnie przynajmniej z dziesi osb pracowao teraz nad konkurencyjnymi wersjami tego, co naprawd powiedzia Wielki Brat. I ju wkrtce jaka tga gowa z Wewntrznej Partii wyselekcjonuje jedn z nich, zredaguje, po czym wprawi w ruch zawiy proces wnoszenia niezbdnych poprawek do reszty dokumentacji, a w kocu wybrane kamstwo wejdzie do archiww i stanie si prawd.
        Winston nie zna przyczyny nagej nieaski Withersa. Moe chodzio o korupcj lub nieudolno. Moe Wielki Brat chcia si pozby zbyt popularnego podwadnego. Moe Withersa albo kogo z jego najbliszego otoczenia podejrzewano o rewizjonizm. A moe - co byo najbardziej prawdopodobne - podpad po prostu dlatego, e czystki i ewaporacje okazay si niezbdnym skadnikiem mechanizmu sprawowania wadzy. Jedynej wskazwki dostarczao sformuowanie ,,wzm nieobywatele, wiadczce, e Withers ju nie y. Nie mona byo mie tej pewnoci co do wszystkich aresztowanych. Niektrych czasem wypuszczano, przez rok albo dwa pozwalano im przebywa na wolnoci i dopiero pniej wykonywano wyrok. Niekiedy, cho zdarzao si to rzadko, kto od dawna uwaany za nieyjcego pojawia si nagle jak duch na publicznym procesie, skada zeznania obciajce setki innych osb, po czym znw znika, tym razem na zawsze. Lecz Withers by nieobywatelem. Nie istnia; nigdy nie istnia. Winston doszed do wniosku, e nie wystarczy zmieni tonu przemwienia Wielkiego Brata. Najlepiej napisa tekst od nowa, w caoci powicajc go sprawie zupenie nie zwizanej z prawdziwym tematem.
        Mg przerobi przemow na kolejny atak na zdrajcw i mylozbrodniarzy, ale takie rozwizanie wydao mu si zbyt oczywiste; z kolei wymylenie zwycistwa na froncie lub triumfalnego przekroczenia Dziewitego Planu Trzyletniego w jakiej dziedzinie produkcji nadmiernie skomplikowaoby przerabianie reszty dokumentacji. Potrzebne byo co cakiem wyssanego z palca. I nagle ujrza w mylach gotow, w peni uksztatowan posta: niejakiego towarzysza Ogilvy'ego, ktry ponis bohatersk mier w jednej z ostatnich bitew. Zdarzao si, e Wielki Brat czci swoim rozkazem dziennym pami skromnego, szeregowego czonka Partii, stawiajc jego ycie i mier za wzr godny naladownictwa. Dzi uczci pami towarzysza Ogilvy'ego. Wprawdzie kogo takiego nigdy nie byo, lecz par wierszy druku i kilka podrobionych fotografii wystarczy, aby zaistnia.
        Winston zastanawia si przez chwil, po czym przysun mowopis i zacz dyktowa, posugujc si swoistym stylem Wielkiego Brata; stylem wojskowym i pedantycznym, a przez manier stawiania pyta i natychmiastowego udzielania na nie odpowiedzi (Jak nauk czerpiemy z tego faktu, towarzysze? Tak nauk, ktra jest rwnie jedn z fundamentalnych podstaw angsocu, i..., itd. itd.), zarazem niezwykle prostym do naladowania.
        W wieku  trzech  lat  towarzysz  Ogilvy  nie  uznawa adnych innych zabawek oprcz bbna, pistoletu maszynowego i modelu helikoptera. W wieku lat szeciu, na rok przed czasem (specjalnie uczyniono dla niego wyjtek od przepisw) wstpi do Kapusiw; w wieku dziewiciu lat zosta druynowym. W wieku jedenastu zadenuncjowa wuja Policji Myli, podsuchawszy rozmow, ktra jego zdaniem wiadczya o przestpczych tendencjach. W wieku lat siedemnastu zosta dzielnicowym organizatorem Modzieowej Ligi Antyseksualnej. W wieku dziewitnastu zaprojektowa granat rczny, ktry - zaakceptowany przez Ministerstwo Pokoju - ju w czasie pierwszego prbnego wybuchu pooy trupem trzydziestu jeden jecw eurazjatyckich. W wieku dwudziestu trzech lat poleg na polu chway. cigany nad Oceanem Indyjskim przez nieprzyjacielskie odrzutowce, gdy lecia jako kurier z wanymi rozkazami, obciy si karabinem maszynowym, wyskoczy z helikoptera do wody, zabierajc dokumenty ze sob - wspaniaa mier, ktra - jak wyrazi si Wielki Brat - powinna budzi najwyszy podziw i zazdro. Wielki Brat doda jeszcze kilka stw o wstrzemiliwym stylu ycia i nieskazitelnej postawie moralnej towarzysza Ogilvy'ego. Ten cakowity abstynent i czowiek niepalcy nie uznawa adnych rozrywek oprcz codziennej godziny wicze gimnastycznych, a w dodatku lubowa celibat, uwaajc maestwo i obowizki rodzinne za niemoliwe do pogodzenia z cig, caodobow gotowoci suenia ojczynie. Nie uznawa innych tematw rozmw ni zasady angsocu, a jego jedynym celem byo pokonanie armii eurazjatyckiej oraz wybicie co do nogi szpiegw, sabotaystw, mylozbrodniarzy i zdrajcw wszelkiego autoramentu.
        Winston waha si, czy przyzna towarzyszowi Ogilvy'emu Order Najwyszej Zasugi; ostatecznie porzuci ten zamiar, gdy pocignoby to za sob konieczno dokonania wielu zbdnych poprawek w reszcie dokumentacji. Ponownie zerkn na swojego rywala po drugiej stronie przejcia. Co mu mwio, e Tillotson pracuje nad tym samym zadaniem. Nie sposb byo zgadn, czyja wersja zostanie ostatecznie przyjta, ale mia gbokie przekonanie, e jego. Towarzysz Ogilvy, nie wymylony jeszcze przed godzin, teraz sta si faktem. Winstonowi wydawao si do osobliwe, i mona tworzy trupy, ale nie ywych ludzi. Towarzysz Ogilvy, ktry nigdy nie istnia w teraniejszoci, teraz zaistnia w przeszoci, a gdy samo faszerstwo ulegnie zapomnieniu, jego istnienie stanie si rwnie autentyczne i nie gorzej udokumentowane ni Karola Wielkiego lub Juliusza Cezara.
        
        
      5
        
        
        W niskiej stowce gboko pod ziemi kolejka drgna i przesuna si wolno do przodu. W wypenionym po brzegi pomieszczeniu panowa oguszajcy zgiek. Znad garw gulaszu, przez krat nad kontuarem, buchay kby pary przesycone kwan, metaliczn woni, ktra jednak nie dawaa rady zabi odoru Dinu Zwycistwa. Na drugim kocu stowki mieci si barek - zwyky otwr w cianie - gdzie sprzedawano din po dziesi centw za porcj.
        - Wanie ci szukam! - zawoa kto za plecami Winstona.
        Winston obejrza si. Sta za nim jego przyjaciel Syme, pracownik Departamentu Bada. Moe przyjaciel nie byo najwaciwszym okreleniem. W obecnych czasach nie miao si przyjaci, lecz towarzyszy; jednake pewnych towarzyszy darzyo si wiksz sympati ni innych. Syme, filolog i specjalista od nowomowy, nalea do ogromnego zespou ekspertw redagujcych jedenaste wydanie Sownika nowomowy. By malekim czowieczkiem, sporo niszym od Winstona, o ciemnych wosach i wielkich, wyupiastych oczach, smutnych, a zarazem szyderczych, ktre zdaway si pilnie ledzi kade drgnienie twarzy rozmwcy.
        - Chciaem ci spyta, czy moe masz yletki?
        - Ani jednej! - odpar szybko Winston, troch zawstydzony. - Obszedem wszystkie sklepy. Nigdzie nie znalazem!
        Wszyscy pytali o yletki. Tak naprawd mia jeszcze dwie, ktre trzyma na czarn godzin. Deficyt yletek trwa ju od miesicy. W sklepach dla partyjnych cigle brakowao jakiego niezbdnego artykuu. Czasem wczki, czasem guzikw, innym razem sznurowade; obecnie brakowao yletek. Mona je byo kupi tylko na wolnym rynku, bardziej lub mniej ukradkiem, ale i to nie zawsze.
        - Od szeciu tygodni uywam tej samej - skama.
        Kolejka znw drgna. Przesunwszy si o kilka krokw, Winston znw odwrci si do Syme'a. Obaj wzili zatuszczone metalowe tace ze stosu na skraju kontuaru.
        - Bye wczoraj na wieszaniu jecw? - spyta Syme.
        - Pracowaem - odpar obojtnie Winston. - Pewnie wkrtce i tak poka to w kinie.
        - Saba namiastka! - zawyrokowa Syme. Szyderczym wzrokiem omit twarz Winstona. Znam ci - zdawa si mwi - przejrzaem ci na wylot. Dobrze wiem, dlaczego nie poszede na wieszanie jecw. Na swj intelektualny sposb Syme by zajadle ortodoksyjny. Potrafi rozprawia z niesmaczn satysfakcj o nalotach na nieprzyjacielskie wioski, procesach i spowiedziach mylozbrodniarzy, o egzekucjach w lochach Ministerstwa Mioci. Rozmawiajc z nim naleao czym prdzej odciga go od podobnych tematw i kierowa na zawioci nowomowy, o ktrych umia mwi fachowo i interesujco. Winston odwrci nieco gow, eby unikn badawczego spojrzenia duych, ciemnych oczu.
        - Bya to udana egzekucja - stwierdzi z zadowoleniem Syme. - Moim zdaniem wizanie ng psuje cay efekt. Lubi widzie, jak wierzgaj. Ale najbardziej mi si podoba, gdy na kocu wywalaj jzyki, takie sine, e a fioletowe! Ten moment cieszy mnie najbardziej.
        - Nastpny, prosz! - wrzasna prolka z warzchwi, odziana w biay fartuch.
        Winston i Syme wsunli tace pod krat. Na kad szybko wrzucono regulaminowy obiad - blaszan misk rowoszarego gulaszu, pajd chleba, kostk sera, kubek Kawy Zwycistwa (bez mleka) i jedn pastylk sacharyny.
        - Tam, pod teleekranem, jest wolny stolik - powiedzia Syme. - Ale po drodze wemy din.
        Din wydano im w kubkach bez uchwytw. Przeszli przez zatoczon sal i zestawili miski na stolik z metalowym blatem, na ktrego brzegu kto pozostawi kau rozlanego gulaszu: ohydn pynn ma podobn do rzygowin. Winston unis kubek z dinem, przez chwil zbiera si na odwag, po czym jednym haustem wypi oleist ciecz. Oczy zaszy mu zami, zamruga wic kilka razy i nagle odkry, e jest godny. Zacz przeyka pene ychy botnistego gulaszu, w ktrym gdzieniegdzie pyway gbczaste rowe szeciany, prawdopodobnie jaki preparat misny. Ani Winston, ani Syme nie odzywali si, dopki nie oprnili misek. Przy stoliku na lewo i nieco z tyu kto trajkota szybko i nieprzerwanie; przykry dwik, podobny do kwakania kaczki, wznosi si nad oglny gwar.
        - Jak si posuwa praca nad sownikiem? - spyta Winston usiujc przekrzycze haas.
        - Powoli - odpar Syme. - Zajmuj si przymiotnikami. Fascynujca rzecz!
        Na wzmiank o sowniku natychmiast si rozochoci. Odsun misk, w jedn delikatn do uj pajd chleba, w drug kostk sera i pochyli si nad stolikiem, eby nie podnosi gosu.
        - Jedenaste wydanie bdzie w peni normatywne - rzek. - Nadajemy jzykowi ostateczny ksztat: taki, jaki bdzie mia, gdy wszyscy zaczn posugiwa si wycznie nowomow. Kiedy skoczymy, ty i inni bdziecie musieli powtrnie jej si uczy. Pewnie uwaasz, e naszym gwnym zajciem jest wymylanie nowych sw. Ot nic bardziej bdnego! My niszczymy sowa. Setkami, i to dzie w dzie! Redukujemy jzyk, plewimy ze wszystkiego, co zbdne. W jedenastym wydaniu bd wycznie sowa, ktre maj zosta w uyciu po roku dwa tysice pidziesitym.
        Ugryz potny ks chleba, przekn par razy, po czym znw zacz perorowa z pedantycznym arem. Jego niada, szczupa twarz oywia si, a oczy straciy szyderczy wyraz i stay si niemal rozmarzone.
        - Niszczenie sw to co piknego. Najwicej, oczywicie, wyrzucamy czasownikw i przymiotnikw, ale setki rzeczownikw te s zupenie zbdne. Usuwamy nie tylko synonimy, lecz take wyrazy przeciwstawne. Bo jak racj bytu maj sowa, ktrych znaczenie jest po prostu przeciwiestwem innych? Kade sowo zawiera w sobie swoje przeciwiestwo. Wemy na przykad przymiotnik dobry. Jeli mamy dobry, po co nam taki przymiotnik jak zy? Bezdobry wystarczy w zupenoci; jest nawet o tyle lepszy, e stanowi dokadne przeciwiestwo przymiotnika dobry, czego nie mona powiedzie o zy. A gdy z kolei chcemy co wzmocni, czy ma sens stosowanie mtnych i w sumie bezuytecznych okrele typu wspaniay lub znakomity? Plus-dobry adekwatnie spenia kady wymg, jeli natomiast zachodzi potrzeba jeszcze wikszej emfazy, mona uy dwaplusdobry. Akurat tymi formami posugujemy si ju dzisiaj, lecz w swoim ostatecznym ksztacie caa nowomowa bdzie taka. Z czasem pojcie dobra i za ograniczy si do zaledwie szeciu sw, a naprawd do jednego. Czy to nie wspaniae, Winston? Oczywicie by to pomys W. B. - dorzuci jakby po namyle.
        Na wzmiank o Wielkim Bracie Winston umiechn si gorliwie, lecz jakby z przymusem. Syme natychmiast dostrzeg ten jego brak entuzjazmu.
        - Nie potrafisz doceni nowomowy, Winston - powiedzia niemal ze smutkiem. Nawet kiedy piszesz, wci mylisz w staromowie. Czytam niekiedy artykuy, ktre pisujesz do The Times. Nie s ze, ale to przekady. W gbi serca wolaby pozosta przy staromowie, jej mtnych i bezuytecznych odcieniach znaczeniowych. Nie pojmujesz pikna niszczenia sw. Czy zdajesz sobie spraw, e nowomowa jest jedynym jzykiem na wiecie, ktrego sownictwo kurczy si z roku na rok?
        Winston oczywicie zdawa sobie spraw. Ba si odezwa, bo nie ufa swojemu gosowi, wic umiechn si tylko - mia nadziej, e przyjanie. Syme tymczasem ugryz nastpny ks szarego chleba, pou go przez chwil, po czym cign dalej:
        - Czy nie rozumiesz, e nadrzdnym celem nowomowy jest zawenie zakresu mylenia? W kocu doprowadzimy do tego, e mylozbrodnia stanie si fizycznie niemoliwa, gdy zabraknie sw, eby j popeni. Kade pojcie da si wyrazi wycznie przez jedno sowo o cile okrelonym znaczeniu, natomiast wszystkie znaczenia uboczne zostan wymazane i zapomniane. W jedenastym wydaniu jestemy ju bardzo blisko tego celu. Lecz proces ten bdzie postpowa dugo po naszej mierci. Z roku na rok bdzie coraz mniej sw i coraz wszy zakres wiadomoci. Nawet teraz, oczywicie, nie ma adnych podstaw ani usprawiedliwie dla mylozbrodni. To jedynie kwestia samodyscypliny, regulacji faktw. Ale w kocu technika ta stanie si zbdna. Rewolucja zwyciy ostatecznie, gdy jzyk osignie doskonao. Nowomowa to angsoc, angsoc to nowomowa - stwierdzi z niemal mistyczn satysfakcj. - Czy przyszo ci kiedy do gowy, Winston, e najpniej w roku dwa tysice pidziesitym nie bdzie na ziemi ani jednego czowieka, ktry potrafiby zrozumie tak rozmow jak nasza?
        - Oprcz... - zacz Winston, ale si zawaha.
        Zamierza powiedzie: Oprcz proli, lecz ugryz si w jzyk, ze strachu, e sowa te bd poczytane za objaw nieprawomylnoci. Syme jednak domyli si, o co mu chodzi.
        - Prole to nie ludzie - rzuci niedbale. - Do roku dwa tysice pidziesitego, a przypuszczalnie wczeniej, praw-
        dziwa znajomo staromowy zaniknie cakowicie. Literatura przeszoci ulegnie zniszczeniu. Chaucer, Shakespeare, Milton i Byron znani bd tylko z adaptacji na nowomow, nie tylko innych, a wrcz sprzecznych z oryginaami. Nawet literatura partyjna nie uniknie zmian. I partyjne hasa. Bo jak moe istnie haso wolno to niewola, skoro zniknie pojcie wolnoci? Mylenie ludzkie ulegnie przeobraeniu. Tego, co my rozumiemy jako mylenie, nie bdzie w ogle. Ortodoksyjno oznacza niemylenie, brak potrzeby mylenia. Ortodoksyjno to niewiadomo.
        Suchajc tego wywodu Winston nabra gbokiego przekonania, e Syme'a czeka ewaporacja. Jest zbyt inteligentny. Widzi wszystko zbyt wyranie i mwi zbyt jasno. Partia nie lubi takich ludzi. Pewnego dnia zniknie. Ma to wypisane na twarzy.
        Winston zjad chleb i ser. Przesun si nieco na krzele i sign po kaw. Przy stoliku z lewej mczyzna o nieprzyjemnym gosie trajkota bez chwili wytchnienia. Moda kobieta siedzca tyem do Winstona, zapewne sekretarka gaduy, suchaa go pilnie, gorliwie przytakujc. Od czasu do czasu dobiegay Winstona takie zwroty, jak zgadzam si z wami cakowicie, towarzyszu lub macie absolutn racj, towarzyszu, wypowiadane naiwnym, jeszcze dziewczcym gosem. Mczyzna jednak nie przerywa ani na moment, nawet kiedy ona co komentowaa. Winston zna go tylko z widzenia, ale wiedzia, e piastuje wane stanowisko w Departamencie Literatury. By to go okoo trzydziestki, o muskularnej szyi i duych ruchliwych ustach. Siedzia z gow odchylon do tyu pod takim ktem, e jego szka odbijay wiato, tote zamiast oczu Winston widzia dwa lepe krki. Zdumiewajce,
        lecz z potoku sw, ktre facet bezustannie z siebie wylewa, nie mona byo rozrni ani jednego. Raz tylko udao si Winstonowi wyowi zbitk cakowite i ostateczne wyplenienie goldsteinizmu, wyszczekan tak szybko, e niemal wyplut w jednym kawaku, niczym odlany wiersz druku. Reszta bya tylko haasem, kwakaniem, kwa-kwa-kwa. Jednake mimo kopotw ze zrozumieniem poszczeglnych sw, Winston nie mia adnych wtpliwoci co do oglnego charakteru wywodu. Moe facet potpia Goldsteina i da bardziej zdecydowanych dziaa przeciwko mylozbrodniarzom i sabotaystom, moe oburza si na zbrodnicze okruciestwo wojsk eurazjatyckich, moe wychwala Wielkiego Brata albo bohaterw z frontu malabarskiego - nie miao to znaczenia. Cokolwiek mwi, bya to najczystsza ortodoksja, najczystszy angsoc. Wpatrzony w bezok twarz z poruszajc si gwatownie szczk, Winston mia dziwne uczucie, e obserwuje nie czowieka, lecz kuk. Mwi nie mzg mczyzny, tylko jego krta. Wydobywajce si z niej dwiki skaday si ze sw, ale nie tworzyy prawdziwej mowy; by to bezmylny haas, zupenie jak kwakanie kaczki.
        Syme zamilk na chwil i kocem yki zacz rozmazywa po stole rozlany gulasz. Gos przy ssiednim stoliku kwaka nieustannie, bez trudu wzbijajc si nad gwar stowki.
        - Istnieje takie sowo w nowomowie - rzek Syme - ktrego pewnie jeszcze nie znasz: kwakmowa, czyli mwienie podobne do kwakania kaczki. Jest to jedno z tych ciekawych sw, ktre maj dwa przeciwstawne znaczenia. W odniesieniu do wroga stanowi obelg; w odniesieniu do kogo, z kim si zgadzasz, komplement.
        Nie ma dwch zda, e Syme'a czeka ewaporacja, pomyla znw Winston. Pomyla z pewnym smutkiem,. aczkolwiek dobrze wiedzia, e Syme nim gardzi i bez wahania zadenuncjowaby go jako mylozbrodniarza, gdyby tylko mia ku temu podstawy. Z Syme'em co byo nie w porzdku. Czego mu brakowao: rozwagi, rezerwy, zbawczej gupoty. Nie eby by nieprawomylny. Wierzy w zasady angsocu, uwielbia Wielkiego Brata, radowa si ze zwycistw, nienawidzi rewizjonistw - wszystko nie tylko szczerze, lecz take z gorczkowym zapaem; co wicej, jego rozeznanie w aktualnej sytuacji politycznej znacznie przewyszao wiedz innych szeregowych czonkw Partii. A jednak nie cieszy si dobr saw. Mwi to, co lepiej byo przemilcze, zbyt wiele czyta, przesiadywa w kawiarni Pod Kasztanem, uczszczanej przez malarzy i muzykw. Nie obowizywa aden zakaz, nawet niepisany, odwiedzenia tego lokalu, lecz bywanie tam nie wryo nic dobrego. Dawni, skompromitowani przywdcy partyjni zbierali si Pod Kasztanem czsto, dopki nie obja ich czystka. Podobno przed wielu, wielu laty widywano tam nawet samego Goldsteina. Tak wic los Syme'a atwo byo przewidzie. A jednak Winston wiedzia ponad wszelk wtpliwo, e gdyby cho na sekund obnay przed nim swoje prawdziwe uczucia, Syme natychmiast wydaby go Policji Myli. Oczywicie, tak samo postpiby kady; ale Syme jako pierwszy. Lecz sama gorliwo nie wystarczy. Ortodoksyjno to niewiadomo.
        Syme unis gow.
        - A oto i Parsons - rzuci.
        Ton jego gosu niemal dopowiada ten zasrany kretyn. Parsons, wsplokator Winstona z Bloku Zwycistwa, tgawy, redniego wzrostu blondyn o abiej twarzy, istotnie szed w ich stron, kluczc midzy stolikami. Jak na trzydziestopiciolatka mia ju pokane fady tuszczu pod brod i na biodrach, lecz jego ruchy nadal byy zwinne i chopice. Waciwie sprawia tak silne wraenie maego chopca w powikszeniu, e cho nosi regulaminowy kombinezon, trudno go byo sobie wyobrazi w innym stroju ni granatowe spodenki, szara koszula i czerwona chusta Kapusiw. Mylc o nim widziao si kolana z doeczkami i podwinite rkawy na pulchnych ramionach. Zreszt Parsons rzeczywicie wkada chtnie szorty, ilekro tylko nadarzaa si ku temu okazja - piesza wycieczka lub inna rozrywka zwizana z wysikiem fizycznym. Przywita Winstona i Syme'a wesoym Czoem, czoem!, po czym usiad obok, roztaczajc intensywn wo potu. Jego row twarz pokryway gsto krople. Mia wrcz nieprawdopodobny dar pocenia si. W osiedlowej wietlicy zawsze mona byo pozna, kiedy gra w ping-ponga, po mokrej rczce rakietki. Syme wyj pasek papieru z dug kolumn sw i, z kopiowym owkiem w rku, zacz je studiowa.
        - Patrz, pracuje nawet w przerwie obiadowej! - zawoa Parsons, szturchajc okciem Winstona. - Ten si przykada, co? Powiedz, stary, nad czym tak lczysz? Ech, dla mnie to pewnie i tak za mdre! Smith, stary druhu, dobrze, e ci dopadem. Chodzi o t dobrowolk, ktr zapomniae mi da.
        - Na co tym razem? - spyta Winston, automatycznie sigajc po pienidze.
        Prawie jedn czwart pensji pochaniay dobrowolne skadki, tak liczne, e atwo byo w nich si pogubi.
        - Na Tydzie Nienawici. Wiesz, na fundusz osiedlowy. Jestem skarbnikiem naszego bloku. Staramy si jak nigdy, wic bdzie na co popatrze. Osobicie robi wszystko, eby Blok Zwycistwa mia najwicej flag na caej ulicy. Obiecae dwa dolary.
        Winston wysupa i wrczy mu dwa zmite, brudne banknoty, a Parsons odnotowa kwot w niewielkim kajecie rwnym, starannym pismem panalfabety.
        - I jeszcze jedno, stary. ona powiedziaa mi, e ten mj szczeniak przysoli ci wczoraj z procy. Porzdnie go obsztorcowaem. I nawet zagroziem, e jeli to si powtrzy, zabior mu proc.
        - Chyba by troch nie w sosie, e omina go egzekucja - rzek Winston.
        - C, bywa... Ale jak mwi, nastawienie ma suszne, sam przyznasz. Psotne szczeniaki, jedno i drugie, za to jakie gorliwe! W gowie im tylko Kapusie, no i wojna, oczywicie. Wiesz, co ta moja maa zrobia w zesz sobot, kiedy poszli ca druyn na wycieczk w okolice Berkhamsted? Namwia dwie koleanki, eby te odczyy si od reszty, i przez cae popoudnie ledziy jakiego faceta. Szy za nim bite dwie godziny, lasem, a gdy w kocu dotarli do Amersham, nasay na niego patrol.
        - Dlaczego? - spyta zdezorientowany Winston. Parsons zaraz mu wyjani triumfalnym tonem:
        - Maa bya pewna, e to szpieg. Moe zrzucono go na spadochronie? Ale nie o to chodzi. Wiesz, stary, po czym zgada? Spostrzega, e ma dziwne buty, jakich nigdy jeszcze nie widziaa. Wic od razu wykombinowaa, e to cudzoziemiec. Smarkula ma dopiero siedem lat, a patrz, jaka cwana!
        - Co si stao z tym czowiekiem? - spyta Winston.
        - Nie wiem. Wcale bym si nie zdziwi, gdyby...
Unis rce, jakby celowa z karabinu, po czym cmokn gono, naladujc wystrza.
        - I bardzo dobrze - pochwali machinalnie Syme, nie odrywajc oczu od paska papieru.
        - Oczywicie, nie moemy ryzykowa - przyzna z poczucia obowizku Winston.
        - Jak to mwi, trwa wojna, no nie?
 Jakby na potwierdzenie tych sw z teleekranu tu nad ich gowami rozleg si sygna trbki. Tym razem nie chodzio jednak o ogoszenie kolejnego militarnego zwycistwa, lecz o komunikat Ministerstwa Obfitoci.
        - Towarzysze! - zawoa ochoczo modzieczy gos. - Uwaga, towarzysze! Mamy dla was wspaniae nowiny! Odnielimy wielki sukces na froncie produkcyjnym! Z najnowszych kompleksowych zestawie statystycznych dotyczcych produkcji artykuw konsumpcyjnych wynika, e w porwnaniu z rokiem ubiegym stopa yciowa obywateli wzrosa a o dwadziecia procent. Dzi rano w caej Oceanii odbyy si spontaniczne masowe manifestacje; ludzie wylegli z biur, z fabryk, defilowali ulicami niosc transparenty i wznoszc okrzyki na cze Wielkiego Brata, aby wyrazi mu wdziczno za nowe, szczliwe ycie, jakie wiod pod jego wiatym kierownictwem. A oto niektre z uzyskanych danych. Artykuy ywnociowe...
        Zwrot nowe, szczliwe ycie powtarza si kilkakrotnie. Nalea ostatnio do ulubionych okrele Ministerstwa Obfitoci. Parsons, ktrego uwag przyku sygna trbki, siedzia zasuchany, z powan min i z rozdziawion gb; nudzi si, ale w budujcy sposb. Nie rozumia przytaczanych liczb, wiedzia jednak, e z jakich wzgldw s powodem do radoci. Wycign wielk, cuchnc faj do poowy nabit zwglonym tytoniem. Tygodniowy przydzia tytoniu wynosi zaledwie 100 gramw, rzadko wic kiedy mona byo nabi fajk po brzeg gwki. Winston pali Papierosa Zwycistwa, trzymajc go ostronie w pozycji poziomej. Zostay mu ju tylko cztery, a now kartk mg zrealizowa dopiero nazajutrz. Skupi si, eby nie sysze gwaru rozmw, i wsucha w gos pyncy z teleekranu. Okazao si, e manifestowano rwnie, by podzikowa Wielkiemu Bratu za zwikszenie przydziau czekolady do dwudziestu gramw tygodniowo. A przecie zaledwie wczoraj, jak pamita Winston, nadano komunikat o zmniejszeni u przydziau do dwudziestu gramw. Czy moliwe, e wystarcz dwadziecia cztery godziny, aby wszyscy przeknli to kamstwo? Tak, wystarczyy. Parsons przekn je gadko, ze zwierzcej gupoty. Bezoki stwr przy ssiednim stoliku przekn je fanatycznie, z zapaem, natychmiast paajc gwatown chci wyledzenia, zadenuncjowania i ewaporowania kadego, kto twierdziby, e w ubiegym tygodniu przydzia wynosi trzydzieci gramw. Syme rwnie - w sposb bardziej zoony, dwjmylowy - ale te je przekn. Czyby wic tylko on jeden, Winston, obdarzony by pamici?
        Fantastyczne dane wci lay si z teleekranu. W porwnaniu z ubiegym rokiem wicej byo ywnoci, wicej odziey, wicej domw, wicej mebli, wicej garnkw, wicej paliw, wicej statkw, wicej helikopterw, wicej ksiek, wicej noworodkw-wicej wszystkiego oprcz chorb, przestpstw i szalecw. Z roku na rok, wrcz z minuty na minut, wszyscy i wszystko pio si na coraz wysze szczyty. Winston podnis yk i, tak jak wczeniej Syme, zacz rozmazywa ni po blacie stou jedn z odng gstniejcej kauy gulaszu. Rozmyla z gorycz o materialnym poziomie ycia. Czy zawsze byo tak le? Czy jedzenie zawsze miao tak pody smak? Rozejrza si po stowce. Niskie, zatoczone pomieszczenie o cianach szarych od dotyku niezliczonych cia; poobijane metalowe stoy i krzesa, ustawione tak ciasno, e wszyscy niemal stykali si okciami; pogite yki, wyszczerbione tace, toporne biae kubki; kada powierzchnia zatuszczona, kada szczelina wypeniona brudem; a wszdzie zatcha, przemieszana wo podego dinu, kiepskiej kawy, kwanego gulaszu i niewieych ubra. Ciao wzdrygao si, a kiszki skrcay na znak protestu, ktremu towarzyszyo poczucie, e czowieka wykiwano pozbawiajc go czego, do czego mia niezbywalne prawo. Winston nie przypomina sobie, aby kiedykolwiek byo inaczej. Jak daleko siga pamici, zawsze si nie dojadao, nosio dziurawe skarpety i atan bielizn, meble byy poobijane i krzywe, mieszkania niedogrzane, metro zatoczone, domy w rozsypce, chleb szary, kawa ohydna; herbata uchodzia za rarytas, papierosw nie wystarczao; niczego nie mona byo kupi tanio i bez ogranicze z wyjtkiem syntetycznego dinu. Oczywicie, im czowiekowi przybywao lat, tym gorzej to wszystko znosi, ale skoro wzdryga si na niewygody, brud i niedostatek, na nie koczce si zimy, lepkie od brudu skarpety, zepsute windy, chropowate mydo, rozpadajce si papierosy i obrzydliwe, dziwne w smaku jado, czy nie by to wanie znak, i nie taki jest naturalny porzdek rzeczy? Gdyby nie istnia w pamici genetyczny zapis o innym, lepszym yciu, czy obecny wiat wydawaby si a tak obrzydliwy?
        Znw rozejrza si po stowce. Niemal wszyscy byli brzydcy i tacy by pozostali, nawet gdyby ubra ich w co innego ni identyczne granatowe kombinezony. Na drugim kocu sali niski mczyzna, niezwykle podobny do pluskwy, siedzia samotnie przy stoliku i pi kaw, co rusz zerkajc podejrzliwie na boki malekimi oczkami. Jake atwo jest uwierzy, pomyla Winston, zwaszcza jeli kto nie rozglda si dookoa, e typ fizyczny uwaany przez Parti za idea - wysocy, muskularni modziecy i piersiaste dziewoje, wszystko jasnowose, ywotne, opalone, beztroskie - istnieje, a nawet dominuje. W rzeczywistoci, o ile mg oceni, wikszo mieszkacw Pasa Startowego Jeden bya drobna, ciemna i nieurodziwa. A dziw, jak typ pluskwy pieni si w ministerstwach: mali, przysadzici mczyni bardzo wczenie nabierajcy tuszy, krtkonodzy, o chyych, owadzich ruchach i nalanych, nieprzeniknionych twarzach z malekimi oczkami. To wanie ten typ prosperowa pod kierownictwem Partii. Komunikat Ministerstwa Obfitoci zakoczy si rwnie sygnaem trbki; po nim rozlegy si blaszane dwiki muzyki. Parsons, w ktrym bombardowanie liczbami wzbudzio niesprecyzowany entuzjazm, wyj fajk z ust.
        - No, Ministerstwo Obfitoci rzeczywicie spisao si w tym roku na medal - rzek kiwajc z uznaniem gow. - Przy okazji, Smith, stary druhu, nie masz przypadkiem yletki, ktr mgby mi odstpi?
        - Niestety - odpar Winston. - Sam od szeciu tygodni uywam tej samej.
        - Trudno. Ale wolaem si upewni.
        - Przykro mi.
        Kwaczcy gos przy ssiednim stoliku, na krtko uciszony przez ministerialny komunikat, teraz wzbi si ponownie, donony jak uprzednio. Nie wiedzie czemu, Winstonowi stana przed oczyma pani Parsons ze swoimi rzadkimi wosami i zmarszczkami wypenionymi kurzem. Jeszcze dwa lata, a dzieciaki zadenuncjuj j Policji Myli. Pani Parsons zostanie ewaporowana. Syme rwnie. I Winston. I O'Brien. Za to Parsons ostanie si na pewno. Tak samo bezoki stwr z gosem kaczki. Ostan si mali urzdnicy podobni do pluskiew, pomykajcy tak zwinnie labiryntem ministerialnych korytarzy. Oraz ciemnowosa dziewczyna z Departamentu Literatury. Zdawao mu/si, e intuicyjnie wie, kto zginie, a kto przetrwa, chocia nie umiaby jasno okreli, jakie cechy gwarantuj przetrwanie.
        Nagle co gwatownie wyrwao go z zadumy. Dziewczyna przy ssiednim stoliku obrcia si nieco i popatrzya na niego. Bya to brunetka z Departamentu Literatury. Przygldaa mu si spod oka z dziwn intensywnoci. Zaledwie ich spojrzenia si spotkay, odwrcia wzrok.
        Zimny pot zrosi plecy Winstona. Poczu dreszcz panicznego strachu. Opanowa si prawie natychmiast, lecz uporczywy niepokj pozosta. Dlaczego go obserwowaa? Dlaczego za nim chodzia? Jak na zo nie pamita, czy siedziaa ju przy tym stoliku, kiedy si zjawi, czy usiada tam dopiero pniej. W kadym razie wczoraj, podczas Dwch Minut Nienawici, zaja miejsce tu za nim, cho byo wiele wolnych krzese. Najprawdopodobniej chciaa sprawdzi, czy krzyczy odpowiednio gono.
        Znw pomyla, e chyba jednak nie jest agentk Policji Myli, ale c z tego, skoro wanie szpicle amatorzy s najbardziej gorliwi. Nie wiedzia, jak dugo mu si przygldaa; moga przecie obserwowa go od piciu minut, a nie mia pewnoci, czy przez cay ten czas dostatecznie panowa nad mimik. Oddawanie si rozmylaniom w miejscu publicznym lub w zasigu teleekranu byo straszliwie niebezpieczne. Kady drobiazg mg czowieka zdradzi. Nerwowy tik, podwiadomy wyraz troski, zwyczaj mamrotania do samego siebie - cokolwiek, co wygldao na odstpstwo od normy i mogo sugerowa, e ma si co do ukrycia. Zreszt niewaciwy wyraz twarzy (na przykad niedowierzajca mina, gdy ogaszano sukces militarny) stanowi sam w sobie przestpstwo, na ktre w nowomowie istniao odpowiednie okrelenie: gbozbrodnia.
        Dziewczyna znw odwrcia si plecami do Winstona. Moe wcale go nie ledzia; moe to czysty przypadek, e dwa dni z rzdu usiada tak blisko. Papieros mu zgas, pooy go wic ostronie na krawdzi blatu, zamierzajc dopali po pracy, o ile niechccy nie wysypie tytoniu. Nawet jeli dziewczyna przy ssiednim stoliku jest agentk Policji Myli - a zatem nim min trzy dni, Winstona zamkn w lochach Ministerstwa Mioci - to jeszcze nie powd, by marnowa spory niedopaek. Syme zoy i schowa do kieszeni pasek papieru. Parsons znw si odezwa:
        - Czy opowiadaem ci, stary - spyta chichoczc przez zby zacinite na cybuchu fajki - jak to kiedy te moje zuchy podpaliy kieck babie na bazarze, bo zobaczyy, e zawija kiebaski w plakat W. B.? Podkrady si od tyu i podpaliy zapakami! Niele bya poparzona! Psotne szczeniaki, co? Ale jakie cwane! Przechodz w Kapusiach pierwszej klasy trening, lepszy nawet ni za moich czasw. Wiesz, w co ich teraz wyposaaj? W trbki do podsuchiwania przez dziurk od klucza! Moja maa przyniosa tak do domu przed paroma dniami i wyprbowaa na drzwiach do naszego pokoju; oznajmia, e syszy dwa razy lepiej, ni kiedy przykada ucho. Oczywicie, to tylko zabawka. Ale sam przyznasz, e szkoli si ich w susznym kierunku, nie?
        W tym momencie teleekran wyda przejmujcy gwizd. By to znak, e pora wraca do pracy. Kiedy wszyscy trzej poderwali si na nogi, by dobiec do wind, zanim zrobi si przy nich cisk, reszta tytoniu wysypaa si z niedopaka.
        
        
      6
        
        
        Napisa w pamitniku:
        
        Wydarzyo si to trzy lata temu. Natknem si na ni ciemnym wieczorem w wskiej bocznej uliczce w pobliu dworca kolejowego. Staa przy bramie, pod latarni, ktra rzucaa tylko nike wiato. Miaa mod twarz pokryt grubo makijaem. To wanie ten makija tak na mnie podziaa: twarz zupenie biaa, jak maska, usta jaskrawoczerwone. Kobiety nalece do Partii nigdy si nie maluj. Oprcz nas nie byo nikogo, nie byo te teleekranw. Powiedziaa, e dwa dolary. Wic...
        
        Przez chwil nie mg pisa dalej. Zamkn oczy i przycisn palcami powieki, eby wymaza obraz, ktry powraca w pamici. Mia ochot wykrzykiwa najgorsze przeklestwa, wali gow w cian, przewrci kopniakiem st, cisn kaamarz przez okno - zrobi co gwatownego, wywoa jaki haas lub nawet zada sobie fizyczny bl, byleby tylko zatrze drczce wspomnienie.
        Najgroniejszym wrogiem czowieka, pomyla, jest jego ukad nerwowy. Napicie wewntrzne moe w kadej chwili ujawni si poprzez zewntrzne objawy. Przypomnia sobie mczyzn, ktrego widzia na ulicy przed kilkoma tygodniami: by to zupenie zwyczajny jegomo, na oko poniej czterdziestki, czonek Partii, szczupy, do wysoki, z teczk w rce. Dzielio ich zaledwie kilka metrw, gdy nagle jaki skurcz wykrzywi lew poow twarzy tamtego. I po chwili znowu, kiedy si mijali; byo to tylko drgnienie, w dodatku szybkie jak migawka, ale najwyraniej zupenie mimowolne. Winston pomyla wtedy: dni tego biedaka s policzone. Najstraszniejsze, e go pewno wcale nie zdawa sobie sprawy ze swojego tiku. Jednake najwikszym niebezpieczestwem byo mwienie przez sen. A Winston nie wiedzia, jak si przed tym ustrzec.
        Wzi gboki oddech i znw podj pisanie:
        
        Wic wszedem za ni do bramy i daem si zaprowadzi podwrce do kuchni w suterenie. Pod cian stao ko, a na stole przymiona lampa. Kobieta...
        
        W gardle czu sucho. Mia ochot odplun. Mylc o kobiecie z sutereny mia te przed oczami swoj on, Katherine. Winston bowiem by kiedy onaty - i prawdopodobnie nic si nie zmienio, bo o ile wiedzia, Katherine wci ya. Znw poczu w nozdrzach ciepy, duszny fetor sutereny, w ktrym smrd pluskiew i odr brudnej odziey mieszay si z woni tanich perfum, obrzydliw, lecz mimo to podniecajc, gdy kobiety partyjne nie stosoway adnych pachnide; byo wrcz niewyobraalne, by ktra moga to uczyni. Tylko prolki uyway perfum. W jego umyle zapach ten kojarzy si nierozerwalnie z kopulacj.
        Pjcie z t kobiet stanowio jego pierwszy wystpek tego typu od blisko dwch lat. Oczywicie obowizywa niepisany zakaz zadawania si z prostytutkami, lecz - zebrawszy si na odwag - raz na pewien czas mona go byo zama. Ryzykowao si wiele, ale za zbrodni t nie grozia kara mierci. Przyapani - chyba e mieli na sumieniu co jeszcze - mogli si spodziewa kary piciu lat cikich robt. Jeli wiedziao si, jak unikn wpadki, sprawa nie nastrczaa trudnoci. Ubogie dzielnice roiy si od kobiet gotowych sprzedawa swoje wdziki. Czasami wystarczya butelka dinu, normalnie niedostpnego prolom. Po cichu Partia aprobowaa nawet prostytucj, jako umoliwiajc zaspokojenie popdu, ktry nie dawa si cakowicie stumi. Rozwizo nie przeszkadzaa a tak bardzo, o ile uprawiano j potajemnie, bez radoci i wycznie z kobietami nalecymi do ujarzmionej i pogardzanej klasy. Zbrodni niewybaczaln by stosunek pozamaeski midzy czonkami Partii. Ale - cho take i do tej zbrodni z reguy przyznawali si oskareni podczas wielkich czystek - trudno sobie wyobrazi, aby co takiego naprawd si zdarzyo.
        Partia postawia sobie za cel nie tylko powstrzymanie mczyzn i kobiet od tworzenia zwizkw, nad ktrymi nie miaaby adnej kontroli. Uparcie, acz skrycie, dya do odarcia stosunku pciowego z wszelkiej przyjemnoci. Za wroga uwaano nie tyle mio, ile zmysowo, zarwno w maestwie, jak i poza nim. Kady zwizek maeski midzy czonkami Partii musia zyska akceptacj specjalnej komisji i - cho nie istnia na to specjalny paragraf - nie udzielano zgody kandydatom, ktrzy sprawiali wraenie, e czuj do siebie pocig fizyczny. Jedynym akceptowanym celem maestwa byo podzenie przyszych czonkw Partii. Sam stosunek pciowy naleao, traktowa jako co wzbudzajcego odraz, niczym lewatywa. Tego rwnie nie mwiono wprost, lecz w poredni sposb wpajano od dziecistwa kademu czonkowi Partii. Dziaay nawet takie organizacje jak Modzieowa Liga Antyseksualna, ktre zalecay pen wstrzemiliwo pciow. Kobiety miano poddawa sztucznej inseminacji (w nowomowie sztuczsem), a urodzone przez nie dzieci wychowywa w specjalnych zakadach. Winston zdawa sobie spraw, e projekt ten nie jest traktowany serio, aczkolwiek pasuje do oglnej ideologii Partii. Partia usiowaa zabi popd pciowy, a jeli jej nie wychodzio, prbowaa go przynajmniej spaczy i zohydzi. Nie rozumia dlaczego, ale ze strony Partii wydawao mu si to naturalne. I jeli chodzi o kobiety, wysiki te przynosiy podany rezultat.
        Znw pomyla o Katherine. Mino dziewi, dziesi - blisko jedenacie lat, odkd si rozstali. To dziwne, jak rzadko o niej myla. Na dugie tygodnie zapomina o tym, e jest onaty. Byli razem tylko przez pitnacie miesicy. Partia nie zezwalaa na rozwody, ale maestwa bezdzietne na og zachcano do separacji.
        Katherine bya prost jak trzcina, wysok, jasnowos dziewczyn o wspaniaych ruchach. Miaa mia, pocig twarz, ktra wydawaa mu si uduchowiona - czysta iluzja, gdy zaraz na samym pocztku maestwa Winston doszed do wniosku, e ma do czynienia z najgupszym, najprymitywniejszym i najbardziej pustym umysem, z jakim dotd si zetkn. Chocia moe wynikao to po prostu std, e pozna Katherine lepiej ni kogokolwiek. Gow miaa nabit wycznie partyjnymi sloganami i zdolna bya przekn kad, dosownie kad bzdur wymylon przez Parti. W mylach przezywa j ludzkim gramofonem. Ale znisby jej towarzystwo, gdyby nie jedno - ich ycie pciowe.
        Ledwo jej dotkn, wzdrygaa si i sztywniaa. Obejmujc j czu si tak, jakby obejmowa drewnian kuk z ruchomymi koczynami. Najdziwniejsze, e nawet gdy lea w jej ramionach, mia wraenie, i rwnoczenie odpycha go z caej siy. Uczucie to wywoywaa sztywno jej czonkw, gdy Katherine leaa z zamknitymi oczami, ani si nie opierajc, ani nie wspuczestniczc, lecz jakby biernie wszystko znoszc. Ich zblienia byy nieprawdopodobnie enujce, a z czasem stay si po prostu okropne. Ale mimo wszystko Winston wytrzymaby z on, gdyby si tylko zgodzia, by yli w celibacie. Jednake, ku jego zdumieniu, ta propozycja okazaa si dla niej nie do przyjcia. Owiadczya, e musz mie dziecko. Tak wic powtarzali ten sam przykry rytua regularnie raz na tydzie, chyba e akurat byo to niemoliwe. Katherine nawet przypominaa mu rano o czekajcym ich akcie jak o czym, co trzeba wykona wieczorem i czego nie wolno zaniedba. Posugiwaa si dwoma okreleniami. Pierwsze to produkowanie dziecka, a drugie nasz obowizek wobec Partii (tak jest, uywaa dokadnie tych sw!). Wkrtce Winston z coraz wikszym lkiem oczekiwa wyznaczonego dnia. Na szczcie Katherine nie zasza w ci i w kocu zgodzia si zrezygnowa z dalszych prb, a niedugo potem rozstali si na dobre.
        Winston westchn cicho, po czym znw uj piro i napisa:
        
        Kobieta  rzucia si  na  lko  i natychmiast bez  adnych ceregieli, najbardziej ordynarnym, wstrtnym gestem, jaki sobie wyobrazi, zadara spdnic. Wwczas ja...
        
        Ujrza siebie, jak stoi w bladym wietle lampy, wcigajc w nozdrza wo pluskiew i tandetnych perfum, ogarnity poczuciem klski i uraonej godnoci, co nawet tam, w suterenie, wizao si z myl o biaym ciele Katherine, obrconym w bry lodu przez hipnotyczn moc Partii. Dlaczego wszystko musiao zawsze le si koczy? Dlaczego, zamiast tych obmierzych szamotanin powtarzajcych si w kilkuletnich odstpach, nie mg mie kobiety, ktr by kocha? Ale prawdziwy romans nie mieci si w gowie. Kobiety partyjne byy wszystkie takie same. Czysto seksualn miay zakorzenion rwnie gboko jak lojalno wobec Partii. Poprzez umiejtne wczesne warunkowanie, przez gry i zimne prysznice, poprzez bzdury, ktre wpajano im w szkole, w Kapusiach i w Lidze Modych, przez wykady, pochody, piosenki, skandowanie hase i wojskow muzyk udawao si stumi w nich popd naturalny. Rozum podpowiada mu, e musz istnie wyjtki, lecz serce nie chciao w to wierzy. Wszystkie znane mu kobiety byy nie do zdobycia, tak jak tego oczekiwaa od nich Partia. Bardziej jeszcze ni mioci pragn obali ten mur cnoty, choby tylko raz w yciu. Udane spkowanie byo buntem. Podanie rwnao si mylozbrodni. Nawet rozbudzenie Katherine, jego wasnej ony, oznaczaoby wystpek przeciwko Partii, gdyby mu si powiodo.
        Ale musia dokoczy swoj opowie. Napisa:
        
        Wwczas ja podkrciem lamp. Kiedy ujrzaem kobiet w wietle...
        
        Niewielki pomie lampy naftowej, kiedy rozbys w pmroku, wyda si niezwykle jasny. Winston dopiero teraz mg si dobrze przyjrze kobiecie. Postpi krok w jej stron i przystan, ogarnity podaniem i lkiem. By bolenie wiadom ryzyka, ktre podj przychodzc tutaj. Istniao due prawdopodobiestwo, e patrol zapie go, kiedy bdzie wychodzi; bardzo moliwe, e policjanci ju czekaj za drzwiami. I tak go zwin; nie moe wic wyj, nie zrobiwszy tego, po co wszed...!
        Musia to napisa, musia wyzna. Ot w wietle zobaczy nagle, e kobieta jest stara. Warstwa makijau na jej twarzy bya tak gruba, e moga pkn niczym tekturowa maska. Widzia wosy kobiety poprzetykane siwizn, lecz co najokropniejsze, gdy rozchylia usta, ujrza tylko czarn, jam. Prostytutka w ogle nie miaa zbw.
        Nabazgra szybkim, niestarannym pismem:
        
        Kiedy ujrzaem kobiet w wietle, przekonaem si, e to stara baba, przynajmniej pidziesicioletnia. Lecz nic nie mogo mnie powstrzyma: zrobiem to, po co tam poszedem.
        
        Znw przycisn palce do oczu. Wreszcie napisa wszystko, ale wcale mu nie ulyo. Terapia nie odniosa skutku. Wci mia ochot wrzeszcze i kl na cae gardo.
        
        Jeli jest jakakolwiek nadzieja, napisa Winston, spoczywa w prolach.
        
        Jeli jest jakakolwiek nadzieja, musi spoczywa w prolach,  bo tylko pord  nich,  w  tej  kotujcej  si,  lekcewaonej masie stanowicej 85% mieszkacw Oceanii, moe si zrodzi sia zdolna obali Parti. Partii nie sposb zniszczy od wewntrz. Jej wrogowie, o ile w ogle istniej, nie tylko nie potrafi si zjednoczy, lecz take rozpoznawa. Nawet jeli legendarne Braterstwo nie jest wycznie fikcj, trudno sobie wyobrazi, aby wicej ni dwch lub trzech jego czonkw mogo spotyka si naraz. Wyrazem buntu byo porozumiewawcze spojrzenie, modulacja gosu, albo - co najwyej - szeptem wypowiedziane sowo. Ale prole, gdyby tylko stali si wiadomi wasnej siy, nie musieliby spiskowa. Wystarczyoby, aby si podnieli i otrzsnli, niczym ko strcajcy muchy. Gdyby zechcieli, ju jutro mogliby roznie Parti w py. Przecie chyba musi im to przyj do gowy prdzej czy pniej! A jednak...
        Przypomnia sobie, jak pewnego razu szed rojn ulic, gdy naraz potny krzyk setek gosw - kobiecych gosw - buchn z bocznej alejki nieco przed nim. By to potny, przeraliwy krzyk rozpaczy i wciekoci, gbokie, gone Och-o-o-o-och, ktre wstrzsno powietrzem niczym bicie dzwonu. Serce koatao mu mocniej. Zaczo si! - pomyla. - Wybuch bunt! Prole wreszcie zrzucaj wizy!. Kiedy dotar do rogu, ujrza tum, jakie dwiecie lub trzysta kobiet toczcych si wok straganw ulicznego kiermaszu, z twarzami tak przygnbionymi jak twarze pasaerw toncego statku. Lecz w tej samej chwili wsplna rozpacz rozpada si na dziesitki pojedynczych ktni. Okazao si, e na jednym straganie sprzedawano rondle, ndzne i z blachy cienkiej jak papier, ale i tak cenne, gdy wszelkiego rodzaju garnki i sprzty kuchenne byy z trudem osigalne. Teraz zapas si nagle skoczy. Kobiety, ktre zdoay dokona zakupu, popychane i potrcane przez reszt, usioway odej ze swoj zdobycz, podczas gdy dziesitki innych toczyy si wok straganu, oskarajc sprzedawc o kumoterstwo i ukrywanie towaru. Znw rozlegy si wrzaski. Dwie tuste baby, jedna strasznie rozczochrana, uczepiy si blaszanego rondla i prboway wyrwa go sobie z rk. Przez chwil walczyy zajadle, a nagle odpad uchwyt. Winston obserwowa je z niesmakiem. A jednak, przez moment, z jak przeraajc moc brzmia krzyk zaledwie dwustu garde! Dlaczego prole nigdy nie krzycz tak gono o czym naprawd istotnym? Zanotowa:
        
        Dopki nie poczy ich wiadomo, nigdy s nie zbuntuj; dopki s nie zbuntuj, nie stan si wiadomi.
        
        To zdanie, pomyla, wyglda jak ywcem przepisane z partyjnego podrcznika. Partia oczywicie utrzymywaa, e wyzwolia proli. Przed Rewolucj byli okrutnie ciemieni przez kapitalistw, godzono ich i karano chost, kobiety zmuszano do pracy w kopalniach wgla (co prawda nadal w nich pracoway), a dzieci w wieku lat szeciu sprzedawano do fabryk. Rwnoczenie jednak, zgodnie z zasadami dwjmylenia, Partia nauczaa, e prole s gatunkiem z natury podlejszym, i naley - niczym zwierzta - przymusza ich do posuszestwa za pomoc pewnych nieskomplikowanych metod. W sumie bardzo mao wiedziano o prolach. Ale wicej nie trzeba byo wiedzie. Jak dugo rozmnaali si i pracowali, nikogo nie obchodzio, co robi poza tym. Pozostawieni sobie, niczym bydo puszczone samopas na rwninach Argentyny, powrcili do naturalnego dla nich stylu ycia, odziedziczonego po przodkach. Rodzili si, wyrastali w rynsztokach, w wieku dwunastu lat szli do pracy, nastpnie przeywali krtki okres rozkwitu urody i zmysowoci, w wieku lat dwudziestu enili si, okoo trzydziestki wkraczali w wiek redni, a umierali na og okoo szedziesitki. Cika praca fizyczna, prowadzenie domu i wychowywanie dzieci, sprzeczki z ssiadami, filmy, pika nona, piwo, a przede wszystkim hazard zamykay ich horyzont mylowy. Utrzymanie proli w ryzach nie nastrczao trudnoci. Krya wrd nich garstka agentw Policji Myli, rozprzestrzeniajc faszywe pogoski oraz identyfikujc i usuwajc nieliczne jednostki, ktre uwaano za potencjalnie grone, lecz nie czyniono nic, by wszczepi im ideologi Partii. Byo rzecz wrcz niepodan, aby prole mieli zdecydowane pogldy polityczne. Wymagano od nich jedynie prymitywnego patriotyzmu, do ktrego mona si byo odwoa narzucajc im wyduony czas pracy lub zmniejszone racje ywnociowe. I nawet gdy wyraali niezadowolenie, co si czasami zdarzao, nie prowadzio to do niczego, poniewa yli w niewiadomoci politycznej i koncentrowali si wycznie na drobnych, pojedynczych bolczkach. Wiksze zo i jego przejawy niezmiennie umykay ich uwadze. Niewielu proli miao w domach teleekrany. Nawet policja obywatelska rzadko wtrcaa si w ich sprawy. W Londynie przestpczo osigna zastraszajce rozmiary: roio si od zodziei, rzezimieszkw, prostytutek, handlarzy narkotykw i aferzystw wszelkiego autoramentu, ale poniewa ich dziaalno ograniczaa si do wiata proli, nie uwaano tego za istotne. W kwestiach obyczajowych pozwalano masom przejmowa wzory przodkw. Nie narzucano im partyjnej wstrzemiliwoci pciowej. Za rozwizo nie groziy kary, rozwody byy dozwolone. Przypuszczalnie zezwolono by/im nawet na odbywanie praktyk religijnych, gdyby wyrazili tak potrzeb lub ch. Byli poza zasigiem podejrze. Jak to ujmowao jedno z hase Partii: Prole i zwierzta s wolne.
        Winston opuci rk i ostronie podrapa owrzodzon nog. Znw go swdzia. W jego rozwaaniach wci powraca problem niemonoci dowiedzenia si, jak naprawd wygldao ycie przed Rewolucj. Wyj z szuflady szkolny podrcznik historii, poyczony od pani Parsons, i przepisa do pamitnika nastpujcy fragment:
        
        W dawnych czasach, przed sawn Rewolucj, Londyn nie by tym piknym miastem, ktre znamy dzisiaj. By ponurym siedliskiem brudu i ndzy, w ktrym wikszo ludzi chodzia godna, a setki i tysice biedakw nie tylko nie miay butw, lecz, nawet dachu nad gow. Dzieci w waszym wieku musiay pracowa przez, dwanacie godzin na dob u okrutnych mocodawcw, ktrzy bili je batami, jeli pracoway zbyt wolno, karmili za wycznie suchymi skrkami od chleba i wod. Pord tej strasznej ndzy stao kilka ogromnych, wspaniaych domw. Mieszkali w nich bogacze, czsto obsugiwani a przez trzydziestu sucych. Ci bogacze nabywali si kapitalistami. Byli to tuci, obmierzli ludnie o srogich obliczach, tacy jak ten e pojcia na ssiedniej stronie. Widzicie, e ubrany jest w dug czarn kurtk, zwan surdutem, oraz dziwaczny, lnicy kapelusz podobny do rury od pieca, zwany cylindrem. Tak wanie wyglday mundury kapitalistw i nikt inny nie mg ich nosi. Cay wiat nalega do kapitalistw, a reszta ludzkoci bya ich niewolnikami. Kapitalici posiadali wszystk ziemi, wszystkie domy, wszystkie fabryki i wszystkie pienidze. Jeli kto by im nieposuszny, mogli go wtrci do wizienia albo pozbawi pracy i zagodzi na mier. Kiedy zwyky czowiek zwraca si do kapitalisty, musia zdejmowa z gowy czapk, paszczy si przed nim, kania i tytuowa go janie wielmonym panem. Przywdca wszystkich kapitalistw nazywa si krl i...
        
        Na pami zna reszt wywodu. Dalej bya mowa o biskupach w szatach z batystowymi rkawami, o sdziach w gronostajach, o prgierzu, dybach, kieratach poruszanych si ludzkich mini, o karze chosty, o obiadach inauguracyjnych burmistrzw Londynu i zwyczaju caowania papiea w duy palec u nogi. Istniao te co zwanego ius primae noctis, cho nie sdzi, aby wspominano o tym w podrczniku dla dzieci. Tak zwao si prawo pozwalajce kademu kapitalicie sypia ze wszystkimi kobietami zatrudnionymi w jego fabryce.
        Jak tu stwierdzi, co z tego jest kamstwem? Mogo by prawd, e przecitnemu czowiekowi wiodo si obecnie lepiej ni przed Rewolucj. Jedynym dowodem przeciw by niemy protest wasnego ciaa, instynktowna pewno, e warunki, w jakich si yje, s nieznone i kiedy musiay by inne. To nie okruciestwo i poczucie lku najpeniej charakteryzoway wspczesno, lecz ubstwo, obskurno i apatia. Wystarczyo si rozejrze, aby stwierdzi, i ycie nie tylko nie przypomina kamstw lejcych si potokami z teleekranu, lecz take odbiega daleko od partyjnego ideau. Codzienno, nawet dla czonkw Partii, skadaa si w przewaajcej mierze z zaj apolitycznych i neutralnych, takich jak lczenie za biurkiem, toczenie si w metrze, cerowanie dziurawych skarpet, oszczdzanie niedopakw i prby wycyganienia od znajomych pastylki sacharyny. Idea, do ktrego dya Partia, cechoway rozmach, monstrualno i poysk: by to wiat ze stali i betonuj wiat gigantycznych maszyn i straszliwej broni, wiat wojownikw i fanatykw maszerujcych naprzd noga w nog, identycznie mylcych i skandujcych te same hasa, wiecznie zapracowanych, walczcych, triumfujcych i szpiegujcych si wzajem - trzysta milionw obywateli o jednej twarzy. Tymczasem na rzeczywisto skaday si aosne, sypice si miasta, ktrych ulice przemierzali niedoywieni ludzie w przemakajcych butach, ludzie z odrapanych dziewitnastowiecznych czynszwek cuchncych gotowan kapust i pozatykanymi ustpami. Winston ujrza w wyobrani panoram Londynu - jedn ogromn ruin, miasto miliona mietnikw, a na jego tle posta pani Parsons, kobiety o pomarszczonej twarzy i rzadkich wosach, bezskutecznie usiujcej przepcha rur odpywow.
        Znw podrapa si w kostk. Dzie w dzie i noc w noc lay si z teleekranu, a uszy puchy, dane statystyczne dowodzce, e obecnie ludzie maj wicej ywnoci, wicej odziey, wicej rozrywek i lepsze domy - e yj duej, pracuj krcej, s rolejsi, zdrowsi, silniejsi, szczliwsi, inteligentniejsi i bardziej wyksztaceni ni ludzie pidziesit lat temu. Nie sposb byo si przekona, czy choby jedna z tych informacji jest prawdziwa. Partia twierdzia na przykad, i analfabetyzm wrd dorosych proli spad do 60%, podczas gdy przed Rewolucj wynosi a 85 %; wspczynnik miertelnoci niemowlt zmala do 160 na 1000 urodze, podczas gdy przed Rewolucj wynosi 300 - i tak dalej. Przypominao to jedno rwnanie z dwiema niewiadomymi. Mogo si okaza, e dosownie kade zdanie w podrcznikach historii, nawet dotyczce spraw bezspornych, jest od pocztku do koca zmylone. Rwnie dobrze mogo przecie nigdy nie istnie adne prawo ius primae noctis, adna istota zwana kapitalist, adne nakrycie gowy zwane cylindrem.
        Wszystko rozmywao si we mgle. Przeszo wymazywano, o fakcie wymazania zapominano, i kamstwo stawao si prawd. Tylko raz w yciu - i, co najistotniejsze, po caym wydarzeniu - mia w rku konkretny, namacalny dowd faszerstwa. Trzyma go w palcach przez trzydzieci sekund. Zdarzyo si to chyba w 1973 roku - w kadym razie mniej wicej wtedy, gdy rozsta si z Katherine. Ale znaczca data bya o siedem czy osiem lat wczeniejsza.
        Caa historia rozpocza si w poowie lat szedziesitych, w okresie wielkich czystek, kiedy to raz na zawsze rozprawiono si z faktycznymi przywdcami Rewolucji. Do roku 1970 nie osta si aden oprcz Wielkiego Brata. Wszystkich zdemaskowano jako zdrajcw i kontrrewolucjonistw. Goldstein zbieg i gdzie si ukrywa; z innych cz po prostu znika, a wikszo zostaa stracona po jawnych pokazowych procesach, na ktrych wszyscy przyznali si do zarzucanych im zbrodni. Wrd garstki ocalaych znajdowali si trzej dziaacze o nazwiskach Jones, Aaronson i Rutherford. Aresztowano ich chyba w 1965 roku. Jak to si czsto zdarzao, zniknli na rok albo duej; nikt nie wiedzia, czy jeszcze yj, kiedy nagle pojawili .si na sali sdowej, aby - zgodnie z przyjt praktyk - zoy inkryminujce ich samych zeznania. Przyznali si do wchodzenia w konszachty z wrogiem (w owym czasie, podobnie jak teraz, wrogiem bya Eurazja), sprzeniewierzenia funduszy pastwowych, zamordowania wielu wybitnych czonkw Partii, spiskowania przeciwko kierownictwu Wielkiego Brata na dugo przed wybuchem Rewolucji oraz do prowadzenia akcji sabotaowej, w wyniku ktrej setki tysicy osb poniosy mier. Po tej spowiedzi amnestionowano ich, przyjto z powrotem do Partii i przydzielono im wane na pozr stanowiska, faktycznie bdce tylko synekurami. Po kolei napisali do The Times sniste, zawe artykuy, w ktrych roztrzsali przyczyny swojej zdrady i obiecywali naprawi wyrzdzone zo.
        W jaki czas pniej Winston ujrza wszystkich trzech w kafejce Pod Kasztanem. Pamita lkliw fascynacj, z jak przypatrywa si im ktem oka. Byli o wiele starsi od niego - relikty dawnego wiata, waciwie ostatnie legendarne postacie z wczesnych, bohaterskich lat Partii - i wci otoczeni lekko tylko zmurszaym nimbem sawy jako uczestnicy walki podziemnej i wojny domowej. Winstonowi zdawao si - cho ju wwczas fakty i daty traciy ostro - e zna ich nazwiska znacznie wczeniej, ni usysza o Wielkim Bracie. Ale byli rwnie zbrodniarzami, wrogami, pariasami, ktrych nie powinna omin likwidacja w cigu najbliszego roku, moe dwch lat. Nikt, kto raz wpad w rce Policji Myli, nie uchodzi z yciem. Byli trupami czekajcymi na odesanie do grobu.
        Ssiednie stoliki stay puste. Nawet samo przebywanie w pobliu takich ludzi byo gupot. Siedzieli w milczeniu nad szklankami dinu zaprawionego godzikami, specjalnoci lokalu. Najwiksze wraenie zrobi na Winstonie wygld Rutherforda. By to niegdy gony karykaturzysta, ktrego jadowite rysunki pomogy rozbudzi wiadomo mas jeszcze przed Rewolucj. Nawet teraz ukazyway si z rzadka w The Times. Jednake te obecne, mimo i stanowiy kontynuacj dawnego stylu Rutherforda, byy dziwnie martwe i nieprzekonujce. Wci powtarzay si w nich te same oklepane motywy: rudery, godujce dzieci, walki uliczne i kapitalici w cylindrach, z ktrymi nie rozstawali si nawet na barykadach - nieustajca, beznadziejna prba powrotu do przeszoci. Rutherford by monstrualnych rozmiarw czowiekiem z grzyw siwych, pozlepianych wosw, worami pod oczyma, o twarzy poznaczonej bruzdami i grubych, murzyskich wargach. Kiedy musia odznacza si niesamowit si, lecz teraz jego potne ciao garbio si, wybrzuszao, rozlewao i rozazio na wszystkie strony. Patrzc na niego trudno si byo oprze wraeniu, e zaraz cay si rozpadnie niczym zwietrzay odam skalny.
        Dochodzia godzina pitnasta; spokojna pora. Winston nie pamita ju, dlaczego znalaz si w kafejce tak wczenie. Lokal by prawie pusty. Z teleekranw sczya si jaka metaliczna muzyka. Trzej mczyni siedzieli w rogu sali, niemal bez ruchu i nie odzywajc si sowem. Kelner, nie proszony, poda im nowe szklanki dinu. Przed sob mieli szachownic z rozstawionymi figurami, ale dotd nie rozpoczli partii. Wtem co dziwnego stao si z teleekranem i trwao chyba z p minuty. Zmienia si nie tylko melodia, ale take charakter muzyki. Wkrada si w ni - a trudno to opisa - jaka dziwaczna, faszywa, skrzeczca i szydercza nuta, dosownie ociekajca ci, po czym jaki gos zapiewa: 
        
        Pod konarami kasztana
        Pan sprzeda mnie, a ja pana;
        Ich pogrzebano, a my od rana
        Pod konarami kasztana.
        
        Trzej mczyni ani drgnli. Ale gdy Winston znw zerkn na zniszczon twarz Rutherforda, zobaczy, e jego oczy s mokre od ez. I dopiero teraz dostrzeg, i a si wzdrygn, cho nie wiedzia dlaczego, i Aaronson i Rutherford maj zamane nosy.
        Niedugo potem wszystkich trzech znw aresztowano. Podobno natychmiast po zwolnieniu zaczli od nowa spiskowa. W trakcie drugiego procesu raz jeszcze przyznali si do swoich dawnych zbrodni i do caego szeregu wieo popenionych. Zostali straceni, a ich los odnotowano w partyjnych kronikach jako ostrzeenie dla przyszych pokole. Mniej wicej pi lat pniej, w 1973 roku, rozwijajc rulon dokumentw, ktry wypad na jego biurko z rury pneumatycznej, Winston znalaz wrd nich zwitek papieru; kto najwyraniej doczy go do innych, a pniej zapomnia usun. Jedno spojrzenie wystarczyo, aby Winston uwiadomi sobie wag odkrycia. Bya to poowa strony wyrwanej z numeru The Times sprzed dziewiciu lat - grna poowa, a wic opatrzona dat - na ktrej widniao zdjcie delegacji przebywajcej w Nowym Jorku w zwizku z jak partyjn uroczystoci. W samym rodku grupy stali Jones, Aaronson i Rutherford. Nie mogo by mowy o pomyce; zreszt podpis pod zdjciem wymienia ich nazwiska.
        Niezwyko dokumentu polegaa na tym, e podczas obu procesw wszyscy trzej zeznali, i akurat tego dnia byli na terytorium Eurazji. Z tajnego lotniska w Kanadzie polecieli na Syberi, gdzie spotkali si z czonkami Sztabu Generalnego Armii Eurazjatyckiej i zdradzili im wane tajemnice wojskowe. Data utkwia Winstonowi w pamici, gdy wanie w w dzie wypadao letnie przesilenie; te same informacje znalazy si zapewne w dziesitkach innych rde. Wniosek nasuwa si jeden: zeznania byy faszywe.
        To, samo w sobie, trudno uzna za rewelacj. Winston dawno ju przesta wierzy, e ludzie likwidowani podczas czystek naprawd popenili zarzucane im zbrodnie. Ale po raz pierwszy mia w rku namacalny dowd: skrawek zniszczonej przeszoci, ktry - podobnie jak skamielina znaleziona w niewaciwej warstwie geologicznej moe obali naukow teori - wystarczyby, aby zniszczy Parti, gdyby jakim cudem udao si go ogosi i wytumaczy wiatu jego sens.
        Nie przerwa pracy. Ledwo ujrza zdjcie i zda sobie spraw z jego wagi, natychmiast przykry je kartk papieru. Na szczcie, kiedy rozwija skrawek przed teleekranem, trzyma go do gry nogami.
        Opar notatnik na kolanie i odsun krzeso do tyu, eby znale si jak najdalej od teleekranu. Utrzymanie nieprzeniknionego wyrazu twarzy nie nastrczao specjalnych trudnoci; nad oddechem te umia panowa, cho wymagao to pewnego wysiku; nie potrafi jednak zwolni przyspieszonego bicia serca, a wiedzia, e teleekran jest dostatecznie czuy, aby je wychwyci. Odczeka dziesi minut, cay czas cierpic katusze z obawy, e nagle wydarzy si co, co go zdradzi - na przykad nagy przecig zdmuchnie papiery z biurka. Po czym zgarn zdjcie, nie ogldajc go wicej, wraz z jakimi brudnopisami i wrzuci do luki pamici. Minut pniej prawdopodobnie obrcio si w popi.
        Wydarzyo si to dziesi czy jedenacie lat temu. Dzi najpewniej zachowaby zdjcie. Dziwne, ale fakt, e trzyma je w palcach, nadal wydawa mu si istotny, cho zarwno zdjcie, jak i to, co przedstawiao, byy jedynie odlegym wspomnieniem. Czy pi Partii sabiej zaciskaa si na przeszoci tylko dlatego, e pewien zniszczony ju dowd istnia przed laty?
        Dzi zdjcie, nawet gdyby udao si je wydoby jako z popiow, mogo nie stanowi adnego dowodu. Ju wwczas, kiedy dokona swojego odkrycia, Oceania nie prowadzia wojny z Eurazj, a zatem wedug obowizujcej wersji trzej straceni dziaacze niewtpliwie zdradzili tajemnice swojej ojczyzny agentom Wschdazji. Od tego czasu nastpiy kolejne zmiany sojuszy - dwie, trzy, sam nie by pewien ile. Zeznania, zapewne kadorazowo przerabiano, a w kocu rzeczywiste fakty i daty straciy jakiekolwiek znaczenie. Przeszo nie tylko si zmieniaa, lecz zmieniaa si nieustannie. Uczucie pogrenia si w koszmarze potgowaa w Winstonie niemono zrozumienia dlaczego podjto si tego gigantycznego szalbierstwa. Natychmiastowe korzyci pynce z faszowania przeszoci byy ewidentne, lecz zasadnicza przyczyna faszerstw pozostawaa dla niego zagadk. Znw uj piro i napisa:
        
        Rozumiem JAK; nie rozumiem DLACZEGO
        
        Zacz si zastanawia, zreszt nie po raz pierwszy, czy przypadkiem nie postrada zmysw. Moe wariat to po prostu czonek jednoosobowej mniejszoci. Niegdy oznak szalestwa byo upieranie si, e ziemia obraca si wok soca; dzi wiara, e przeszo jest niezmienna. Moe tylko on jeden wierzy w niezmienno przeszoci; jeli tak, by wariatem. Myl ta nie sprawia mu specjalnej przykroci - bardziej si lka tego, e moe nie mie racji.
        Wzi do rki szkolny podrcznik historii i popatrzy na portret Wielkiego Brata na frontyspisie. Z miejsca przeszy go hipnotyzujcy wzrok wodza. Mia wraenie, jakby miadya go potworna sia, jakby co wdzierao si do jego mzgu, napawao ogupiajcym lkiem, niemal zmuszao do odrzucenia wiadectwa zmysw. Pewnego dnia Partia ogosi, e dwa i dwa to pi, i wszyscy bd musieli w to uwierzy. Prdzej czy pniej wanie do tego dojdzie; taki krok by logicznym nastpstwem dotychczasowej linii. Ideologia Partii negowaa porednio nie tylko wiadectwo zmysw, lecz samo istnienie wiata zewntrznego. Za najwiksz herezj uznawano zdrowy rozsdek. Najbardziej przeraao nawet nie to, e mog zabi czowieka za odmienno pogldw, lecz e mog mie racj. Bo przecie skd naprawd wiadomo, e dwa i dwa to cztery? Lub e istnieje sia grawitacji? Albo e przeszo jest niezmienna? Jeli zarwno przeszo, jak i wiat zewntrzny istniej wycznie w naszym umyle, a umys mona kontrolowa - co wtedy?
        Ale nie! Nagle w Winstona wstpia nowa otucha. Twarz O'Briena, nie przywoana adnymi skojarzeniami, stana mu w mylach. Czu, z wiksz pewnoci ni dotychczas, e O'Brien jest jego sprzymierzecem. Pisa dla O'Briena - do O'Briena: pamitnik by jakby nie koczcym si listem, ktrego nikt nigdy nie przeczyta, lecz fakt, e adresowany jest do konkretnej osoby, wpywa na jego ksztat.
        Partia daa, aby odrzuci wiadectwo wasnych oczu i uszu. Taki by jej podstawowy, najwaniejszy rozkaz. Winstona ogarno przygnbienie na myl o zwrconej przeciwko niemu ogromnej potdze Partii, o atwoci, z jak kady partyjny intelektualista pokonaby go w dyspucie, posugujc si subtelnymi argumentami, ktrych on nie potrafiby nawet zrozumie, a c dopiero odeprze. A jednak mia suszno! To oni byli w bdzie, nie on. Naley broni tego, co oczywiste i prawdziwe, mniejsza, e naiwne. Truizmy nie kami, na nich naley si opiera! Realny wiat istnieje, jego prawa si nie zmieniaj. Kamienie s twarde, woda jest mokra, przedmiot nie podtrzymywany spada w kierunku rodka cikoci Ziemi. Z poczuciem, e zwraca si do O'Briena i e zapisuje niezmiernie wany aksjomat, zanotowa: 
        
        Wolno oznacza prawo do twierdzenia, e dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.
        
        
      8
      
      
        Z jakiej klatki schodowej wydobywa si na ulic zapach palonej kawy - prawdziwej kawy, nie Kawy Zwycistwa. Winston zatrzyma si mimo woli. Przez kilka sekund znw przebywa w na p zapomnianym wiecie dziecistwa. Potem drzwi zatrzasny si z hukiem i zapach znik tak raptownie jak urywa si dwik.
        Winston przemaszerowa ulicami kilka kilometrw i owrzodzona noga dokuczaa mu coraz silniej. Po raz drugi w cigu trzech tygodni nie poszed wieczorem do wietlicy osiedlowej - nierozwany krok, gdy na pewno dokadnie sprawdzano, kto jest obecny. Uwaano, e czonek Partii nie powinien mie wolnego czasu i dopki nie pooy si spa, ani chwili przebywa sam. Kiedy nie pracowa, nie jad lub nie spa, mia obowizek uczestniczy w yciu zbiorowym swojej spoecznoci; robienie czegokolwiek, co zdradzao zamiowanie do samotnictwa - choby pjcie na spacer w pojedynk - uchodzio za niebezpieczne. Nawet istnia na to w nowomowie odpowiedni termin: sobizm, oznaczajcy skonno do indywidualizmu i ekscentrycznoci. Ale tego popoudnia, gdy Winston wyszed z ministerstwa, skusio go wonne kwietniowe powietrze. Niebo miao cieplejszy odcie bkitu ni kiedykolwiek w tym roku i nagle myl o dugim wieczorze w haaliwej wietlicy, o uczestniczeniu w nudnych, mczcych grach i suchaniu odczytw w sztucznej atmosferze koleestwa podsycanej dinem, wydaa mu si nie do zniesienia. Niewiele mylc, min przystanek i zagbi si w labirynt londyskich ulic: najpierw skierowa si na poudnie, potem na wschd, potem znw na pnoc; gubi si w nie znanych dzielnicach i nawet nie zastanawia nad tym, dokd idzie.
        Jeli jest jakakolwiek nadzieja - zanotowa niedawno w pamitniku - spoczywa w prolach. Sowa te wci powracay w jego mylach: stwierdzenie jakby mistycznej prawdy, a zarazem oczywisty absurd. Znajdowa si pord brunatnych slumsw cigncych si na pnocny wschd od dawnego dworca Saint Pancras. Szed po brukowanej kocimi bami uliczce jednopitrowych domkw o odrapanych i dziwnie podobnych do mysich nor bramach wychodzcych bezporednio na chodnik. Miejscami na bruku stay kaue brudnej wody. Przez ciemne bramy i wskie zauki po obu stronach ulicy przeleway si zbite tumy - dziewczyny w kwiecie wieku z wulgarnie umalowanymi ustami, uganiajcy si za nimi modziecy, rozdte, ociae baby, w jakie dziewczyny przeistocz si za lat dziesi, zgarbieni starcy powczcy niemrawo nogami oraz obdarte, bose dzieciaki, ktre taplay si w kauach i pierzchay na gniewny krzyk matek. Jedna czwarta okien bya bez szyb i zabita deskami. Wikszo ludzi nie zwracaa na Winstona uwagi; zaledwie par osb przypatrywao mu si z ostronym zaciekawieniem. Dwie monstrualnych rozmiarw baby w fartuchach, z rkami barwy cegy zoonymi na piersiach, rozmawiay przed jedn z bram. Winstona doleciay strzpy ich rozmowy.
        - Wic mwi tej idiotce, gadaj se zdrowa. Ale na moim miejscu zrobiaby to samo. Lepiej si nie wtrcaj. Ty masz wasne kopoty, a ja wasne. Tak jej powiedziaam!
        - wita prawda! - zawoaa druga. - Kady ma wasne kopoty!
        Podniesione gosy umilky nagle. Kiedy przechodzi obok, kobiety obserwoway go we wrogim milczeniu. Cho moe ich milczenie byo nie tyle wrogie, ile czujne; zesztywniayby tak samo, gdyby mijao je obce zwierz. Granatowy kombinezon czonka Partii musia przedstawia rzadki widok w tej czci miasta. Prawd mwic, odwiedzanie takich miejsc nie byo zbyt rozsdne, chyba e miao si jaki konkretny interes. Winston wiedzia, e gdyby natkn si na patrol, policjanci mogliby go zatrzyma. Pokacie dokumenty, towarzyszu. Co tu robicie? O ktrej wyszlicie z pracy? Ktrdy zwykle wracacie do domu? - i tak dalej. Powrt do domu odmienn tras nie by zabroniony, lecz kto przyapany na tym niechybnie zwrciby na siebie uwag Policji Myli. Nagle na caej ulicy wybuch tumult. Ze wszystkich \stron posypay si ostrzegawcze wrzaski. Ludzie pierzchali do bram niczym sposzone krliki. Z bramy tu przed Winstonem wyskoczya jaka moda kobieta, porwaa dziecko bawice si w kauy, zakrya je fartuchem i znw znikna w bramie, wszystko w uamku sekundy. W tej samej chwili z bocznej alejki wyoni si mczyzna w czarnym ubraniu pofadowanym jak harmonia i przebiegajc obok Winstona krzykn:
        - Parwa! Czowieku, uwaaj! Ju leci! Padnij na ziemi! Parwami prole nazywali pociski rakietowe. Winston natychmiast rzuci si na bruk. Prole niemal nigdy si nie mylili w swoich ostrzeeniach. Jaki szsty zmys podpowiada im kilka sekund wczeniej, e nadlatuje pocisk, aczkolwiek rakiety poruszay si z ponaddwikow prdkoci. Winston przykry rkami gow. Rozleg si huk, od ktrego a zatrzsa si ziemia; mczyzna poczu, jak co drobnego spada mu na plecy. Kiedy wsta, przekona si, e cay jest posypany odamkami szka z najbliszego okna.
        Ruszy przed siebie. Dwiecie metrw dalej pocisk zniszczy kilka domw. Piropusz czarnego dymu pi si wysoko w niebo, a niej rozpocieraa chmura biaego pyu; Winston dojrza w niej sylwetki ludzi gromadzcych si wok ruin. Na chodniku przed nim leaa kupka gruzu, porodku ktrej co si czerwienio. Kiedy podszed bliej, ujrza oderwan ludzk do. Z kikuta laa si krew, lecz sama do bya caa, i tak dokadnie pokryta biaym pyem, e wygldaa jak gipsowy odlew.
        Kopn paskudztwo do rynsztoku, po czym - dla ominicia tumu - skrci w prawo w boczn uliczk. Po kilku minutach znalaz si poza obszarem dotknitym eksplozj; tu ndzne, rojne ycie uliczne toczyo si tak, jakby nic si nie stao. Dochodzia dwudziesta i w uczszczanych przez proli piwosklepach (zwanych przez nich piwiarniami) panowa tok. Zza brudnych, rozkoysanych wahadowych drzwi zalatywao moczem, trocinami i skwaniaym piwem. W pytkim zauku midzy domami stao trzech proli zbitych w ciasn gromadk - ten w rodku trzyma zoon gazet, ktr wszyscy bacznie studiowali. Zanim Winston zbliy si na tyle, aby ujrze twarze, domyli si napicia mczyzn po ukadzie ich cia. Musieli czyta jakie niezwykle wane wiadomoci.
        Kiedy dzielio go od nich zaledwie kilka krokw, prole nagle odskoczyli od siebie; dwaj byli wyranie wciekli. Przez chwil wygldao nawet na to, e dojdzie midzy nimi do bitki.
        - Cholera jasna, guchy jeste czy co?! Ile razy mam ci powtarza, e od czternastu miesicy nie wygra aden numer zakoczony sidemk!
        - A wanie e wygra!
        - Gwno! Od dwch lat zapisuj kady numer, regularnie jak w zegarku. I mwi ci, e nie pada adna liczba...
        - Wanie e sidemka wygraa! Kurwa, pamitam nawet kocwk: cztery zero siedem. Byo to w lutym, drugiej niedzieli lutego...
        - W lutym?! Takiego waa! Mam zapisane wszystkie numery i mwi ci, e aden...
        - No ju, dajcie spokj! - wtrci trzeci.
        Chodzio o Loteri. Uszedszy jakie trzydzieci metrw, Winston spojrza za siebie. Mczyni z twarzami nabiegymi krwi wci sprzeczali si zawzicie. Loteria, w ktrej co tydzie paday olbrzymie wygrane, bya jedyn publiczn imprez powanie traktowan przez proli. Prawdopodobnie dla ilu milionw stanowia gwny, jeli nie jedyny sens ycia. Bya ich radoci, szalestwem, odtrutk na codzienno, intelektualn podniet. Kiedy rzecz dotyczya Loterii, nawet panalfabeci dokonywali skomplikowanych oblicze i niesamowitych wyczynw pamici. Istniao cae zbiorowisko ludzi, ktrzy utrzymywali si wycznie ze sprzeday systemw, prognoz i amuletw przynoszcych szczcie. Winston nie mia nic wsplnego z prowadzeniem Loterii, jako e podlegaa Ministerstwu Obfitoci, ale orientowa si, podobnie jak wszyscy czonkowie Partii, i wygrane s w wikszoci uud. Tylko drobne sumki rzeczywicie wypacano; gwne nagrody przypaday fikcyjnym osobom. Pomidzy prowincjami Oceanii nie istniaa praktycznie adna czno, wic prawd atwo dawao si ukry.
        Lecz jeli bya jakakolwiek nadzieja, spoczywaa w pro-lach. Tej myli musia si trzyma kurczowo. Ujta w sowa, brzmiaa rozsdnie; dopiero gdy patrzyo si na postacie spacerujce chodnikami, stawaa si wycznie aktem wiary. Ulica, w ktr skrci, opadaa w d. Wydao mu si, e ju kiedy by w tej okolicy i e gdzie w pobliu biegnie jedna z gwnych arterii. Skd dolecia go zgiek podniesionych gosw. Ulica znw skrcia ostro, po czym nagle zakoczya si schodami wychodzcymi na alejk, w ktrej stao kilka straganw ze zwidymi warzywami. Teraz dopiero zorientowa si, gdzie jest. Alejka prowadzia do gwnej arterii; za najbliszym rogiem, zaledwie pi minut drogi std, mieci si sklepik z rupieciami, w ktrym kupi zeszyt sucy mu za pamitnik. A kilka krokw dalej sklepik z przyborami pimiennymi, gdzie naby piro i atrament.
        Zatrzyma si na moment u szczytu schodw. Po drugiej stronie alejki ujrza obskurn piwiarenk z tak potwornie zakurzonymi szybami, e wyglday niczym z matowego szka. Zgarbiony, ale ruchliwy staruszek, o biaych wsach nastroszonych jak u raka, pchn wahadowe drzwi i wszed do rodka. Winstonowi przyszo do gowy, e staruszek, na oko co najmniej osiemdziesicioletni, by ju dorosym czowiekiem, kiedy wybucha Rewolucja. On i grono rwnie sdziwych dziadkw byli ostatnimi cznikami midzy wiatem obecnym a nie istniejcym wiatem kapitalizmu. Do Partii naleao niewiele osb o pogldach uksztatowanych jeszcze przed Rewolucj. Starsze pokolenie zostao nieomal totalnie zlikwidowane podczas wielkich czystek w latach pidziesitych i szedziesitych, a tych nielicznych, ktrzy ocaleli, tak skutecznie sterroryzowano, e bali si pisn cho sowo sprzeczne z ideologi partyjn. Jeli ktokolwiek mg mu szczerze opowiedzie, jakie warunki panoway na pocztku stulecia, to jedynie prol. Nagle Winston przypomnia sobie akapit, ktry przepisa z podrcznika historii, i powzi miay pomys. Wejdzie do piwiarni, nawie znajomo ze starcem i wypyta go o wszystko. Poprosi: Opowiedzcie mi o czasach, kiedy bylicie chopcem. Jak si wtedy yo? Lepiej ni teraz czy gorzej?
        Szybko, eby go nie ogarn strach, zbieg po schodach i przeszed na drug stron alejki. Ten pomys to czyste szalestwo. Nie istniao, oczywicie, adne prawo zabraniajce rozmw z prolami i odwiedzania ich lokali, ale bya to rzecz tak niesychana, e nie moga uj uwagi. Wprawdzie gdyby zjawi si patrol, Winston mgby si tumaczy, e nagle zrobio mu si sabo, ale pewnie by mu nie uwierzono. Pchn drzwi; ohydny, mdlcy smrd skwaniaego piwa uderzy go w twarz. Kiedy postpi naprzd, gwar gosw natychmiast przycich. Czu, e wszyscy wpatruj si w jego granatowy kombinezon. Mczyni rzucajcy strzakami do tarczy na kocu pomieszczenia przerwali gr na dobre p minuty. Starzec, za ktrym wszed do rodka, sta przy barze i spiera si o co z barmanem, rosym, tgim modziecem o haczykowatym nosie i potnych, muskularnych rkach. Wok zgromadzia si grupka klientw; ze szklankami w doniach obserwowali niezwyk scen.
        - Pytam chyba grzecznie, no nie? - denerwowa si
        starzec, prostujc wojowniczo ramiona. - Chcesz mi wmwi, e w caej tej zafajdanej dziurze nie ma ani jednego pkwartowego kufelka?
        - A co to takiego, u licha, pkwartowy kufelek? - spyta barman, pochylajc si do przodu i opierajc czubkami palcw o kontuar.
        - Patrzcie, patrzcie! Pracuje jako barman, a nie wie, co to pkwartowy kufel! Taki, co mieci p kwarty! Jedn sm galona! Cholera jasna, wszystkiego trzeba ich uczy! Abecada te pewnie nie znasz, co?
        - Pierwszy raz sysz o jakich kwartach i galonach - stwierdzi sucho barman. - Podajemy piwo w plitrowych i w litrowych szklankach. Takich jak te na pce.
        - Wolabym wypi p kwarty - upiera si starzec.
        - Co za problem nala komu p kwarty? Kiedy byem mody, nikt nie stosowa tych zasranych litrw.
        - Kiedy bylicie modzi, my wszyscy jeszcze azilimy po drzewach! - zaartowa barman zerkajc na innych klientw.
        Gruchnli miechem; prys niepokj wywoany pojawieniem si Winstona. Rumieniec obla pokryt siwym zarostem twarz starca. Obrci si, mruczc co pod nosem, i wpad na Winstona. Ten uj go agodnie pod rami.
        - Pozwlcie, e postawi wam kolejk, dziadku -rzek.
        - Czemu nie? - odpar starzec, znw si prostujc. Chyba nie zauway granatowego kombinezonu Winstona.
        - P kwarty piwa! - krzykn zaczepnie do barmana.
        - P kwarty duplowego!
        Barman napeni brunatnym piwem dwie plitrowe szklanice z grubego szka, ktre wczeniej opuka w wiadrze stojcym pod kontuarem. Piwo byo jedynym trunkiem sprzedawanym w lokalach przeznaczonych dla proli. Obowizywa ich zakaz picia dinu, cho w praktyce mogli go zdoby bez trudu. Gra w strzaki znw sza pen par, a gromadka przy barze zacza rozmawia o kuponach loteryjnych. Chwilowo zapomniano o obecnoci Winstona. Pod oknem Winston zauway st zbity z surowych desek, przy ktrym mg rozmawia ze starcem bez obawy, e kto ich podsucha. Grozio to surowymi konsekwencjami, ale przynajmniej w pomieszczeniu nie byo teleekranu, o czym si upewni zaraz po wejciu.
        - Mg mi obuz nala p kwarty - narzeka starzec stawiajc szklank i siadajc przy stole. - P litra to za mao. Nie starcza. A cay litr to za duo. Pcherz mi wtedy puszcza. I trzeba dwa razy tyle buli!
        - Musielicie by w yciu wiadkiem wielkich zmian - zacz go sondowa Winston.
        Starzec powid bladoniebieskimi oczami po sali; od tarczy, do ktrej rzucano strzakami, do baru, a nastpnie od baru do drzwi z napisem WC, zupenie jakby myla, e Winston pyta o zmiany, jake zaszy w piwiarni.
        - Piwo byo lepsze - owiadczy w kocu. - I tasze! Kiedy byem mody, za kufel lagrowego, zwalimy je leakiem, pacio si cztery pensy. To byo jeszcze przed wojn, oczywicie.
        - Przed ktr wojn?
        - Wszystkie wojny s jednakie. - Starzec podnis szklank i znw wyprostowa ramiona. - Zdrowie szanownego pana!
        Grdyka na chudej szyi poruszya si raptownie w gr i w d; szklanka oprnia si. Winston poszed do baru i przynis nastpn kolejk. Starzec jakby zapomnia o swoim uprzedzeniu do picia caego litra.
        - Jestecie o wiele starsi ode mnie - rzek Winston. - Zanim ja si urodziem, wycie ju byli doroli. Pamitacie, jak yo si w dawnych czasach, jeszcze przed Rewolucj. Ludzie w moim wieku waciwie nic nie wiedz o tamtych latach. Znamy przeszo tylko z ksiek, ale to, co w nich pisz, niekoniecznie musi pokrywa si z prawd. Ciekaw jestem waszego zdania. Ksiki mwi, e warunki ycia przed Rewolucj w niczym nie przypominay obecnych. Pono panowa tak straszliwy ucisk, taka niesprawiedliwo i bieda, e trudno to sobie wyobrazi. Tu, w Londynie, wikszo mieszkacw rodzia si w godzie i w godzie umieraa. Poowa z nich chodzia bez butw. Pracowali dwanacie godzin na dob, w wieku dziewiciu lat koczyli nauk, spali po dziesi osb w jednej izbie. A rwnoczenie ya garstka ludzi, kilka tysicy tak zwanych kapitalistw, ktrzy byli bogaci i wszechwadni. Naleao do nich wszystko. Mieszkali w ogromnych, wspaniaych rezydencjach, mieli po trzydziestu sucych kady, jedzili samochodami i cztero-konnymi powozami, pili szampana, nosili cylindry...
        Starzec nagle si oywi.
        - Cylindry! - rykn. - Zabawne, e pan o nich wspomina. Bo wanie wczoraj pomylaem sobie, sam nie wiem dlaczego, e ju od lat nie widziaem cylindra. Cakiem wyszy z mody. Ostatni raz miaem na gowie cylinder na pogrzebie bratowej. Byo to, dokadnie nie pamitam, z pidziesit lat temu. Oczywicie nie miaem wasnego, musiaem wypoyczy, sam pan rozumie.
        - Nie tyle interesuj mnie cylindry, ile oglny obraz - wyjani Winston, nie tracc cierpliwoci. - Z tego, co wiem, kapitalici oraz grupa erujcych na nich prawnikw, ksiy i tym podobnych otrw byli panami wiata. Wszystko istniao dla ich uytku i wygody. Wy, zwykli ludzie, robotnicy, bylicie ich niewolnikami. Mogli robi z wami, co im si ywnie podobao. Mogli wysa was do Kanady niczym transport byda. Jeli nasza ich ochota, mogli sypia z waszymi crkami. Mogli skaza was na chost tak zwanym batogiem. Musielicie zdejmowa czapki, kiedy ktry z nich przechodzi. Za kadym kapitalist kroczya banda lokajw, ktrzy... Starzec znw si oywi.
        - Lokaje! Ho, ho, tego sowa te ju kop lat nie syszaem. Lokaje! Ile wspomnie nasuwa si od razu! Pamitam, jak wiele, wiele lat temu zagldaem czasem do Hyde Parku w niedzielne popoudnia, eby posucha mwcw. Przemawiali faceci z Armii Zbawienia, katolicy, ydzi, Hindusi, najrniejsze typy. By tam jeden go, nazwiska to ju sobie teraz nie przypomn, i ten dopiero mia gadane! Ani myla przebiera w sowach. Lokaje! - krzycza. - Lokaje buruazji! Pachoki klasy panujcej! Pasoyty! - tak te ich okrela, l hieny; to jeszcze jedno z jego ulubionych okrele. Chodzio mu oczywicie o labourzystw, pan rozumie.
        Winston pomyla, e rozmawiaj jak g z prosiciem.
        - Chciabym si tylko dowiedzie jednego - rzek. -Czy uwaacie, e macie teraz wicej swobd ni przed laty? Czy czujecie si lepiej traktowani? W dawnych czasach bogacze, ci na grze...
        - Izba Lordw - wtrci starzec, ktremu znw si co przypomniao.
        - Niech bdzie Izba Lordw. Chciabym wiedzie, czy ci ludzie rzeczywicie mogli wami pomiata tylko dlatego, e wy bylicie biedni, a oni bogaci? Czy naprawd musielicie tytuowa ich janie wielmonymi panami i ciga czapki, ilekro si zbliali?
        Starzec jakby zamyli si gboko i wypi jedn czwart szklanki, zanim odpowiedzia.
        - Tak. Lubili, eby przynajmniej dotkn palcami daszka. Okaza im szacunek. Nie bardzo mi to leao, ale trudno, robiem jak inni. Waciwie nie miaem wyboru.
        - Czy rzeczywicie tak byo - pytam o to, co wyczytaem w ksikach historycznych - czy rzeczywicie tak byo, e ci ludzie i ich suba spychali was z chodnika do rynsztoka?
        - Raz jeden go mnie pchn - odpar starzec. - Pamitam, jakby to wydarzyo si wczoraj. Byo to w dniu regat na Tamizie; tego dnia zwykle tgo sobie popijali. Na Shaftesbury Avenue trciem pewnego modzika, eleganta, co si zowie: czarny paszcz, cylinder, nienobiaa koszula. Szed zataczajc si od krawnika do krawnika, wic niechccy stuknem go ramieniem. A on z mord: Uwaaby pan lepiej! Wic ja na to: A co, baranie, cay chodnik do ciebie naley? Nie bd taki bezczelny, bo zaraz ci naucz moresu! - odszczekn mi si. Wrzasnem: Nie strugaj chojraka, pijaczyno, bo zaraz zawoam gliny!. Wtedy opar mi do na piersi i tak mnie pchn, e o mao nie wpadem pod autobus. Mody byem, to i krew gorca. Chciaem mu zaraz przysoli, ale...
        Winstona ogarna bezsilno. Pami starego przypominaa skad bezwartociowych rupieci. Mona by go wypytywa cay dzie i nie dowiedzie si nic konkretnego. A to, co mwi pokrywao si w pewnym stopniu z tym, co pisano w partyjnych podrcznikach; moe wic wszystko w nich zawarte byo prawd? Winston postanowi sprbowa jeszcze raz.
        - Moe nie wyraziem si do jasno. Chodzi mi o rzecz nastpujc. yjecie bardzo dugo; poowa waszego ycia przypada na lata przed Rewolucj. W tysic dziewiset dwudziestym pitym bylicie ju dorosym czowiekiem. Jak wam si wydaje, z wasnego dowiadczenia, czy w dwudziestym pitym yo si lepiej ni teraz, czy gorzej? Gdybycie mogli wybra, czy wolelibycie y wtedy, czy obecnie?
        Starzec spojrza w zamyleniu na tarcz ze strzakami. Oprni szklank, pijc znacznie wolniej ni przedtem. Kiedy si odezwa, w jego gosie brzmiaa nuta wyrozumiaoci, niemal filozoficznej zadumy, jakby zagodnia pod wpywem piwa.
        - Wiem, czego pan oczekuje - rzek. - Oczekuje pan, e powiem: Znw chciabym by mody. Wikszo starych ludzi tak wanie by odpowiedziaa. Chcieliby odzyska zdrowie, siy. W tym wieku cigle co czowiekowi dolega. Nogi wci mnie bol, pcherz bez przerwy mi dokucza. W nocy siedem razy musz zrywa si z ka. Ale, z drugiej strony, staro te ma swoje zalety. Odchodzi wiele zmartwie. adnych bzdur z babami, a to znaczna ulga. Wierzy si nie chce, e mino ju trzydzieci lat, odkd jak miaem. I nawet nie czuem przez ten czas potrzeby.
        Winston opar si plecami o parapet okna. Dalsze wypytywanie starca nie miao sensu. Wanie zamierza ponownie i po piwo, gdy nagle starzec zerwa si i podrepta szybko w stron drzwi cuchncego ustpu. Dodatkowe p litra zrobio swoje. Winston siedzia przez
        dusz chwil wpatrzony w pust szklank. Nawet si nie zorientowa, kiedy wsta i znw znalaz si w alejce. Rozmyla o tym, e za dwadziecia lat ju nikt nie zdoa odpowiedzie na tak strasznie wane, a zarazem tak szalenie proste pytanie: Czy przed Rewolucj yo si lepiej ni obecnie? Lecz w rzeczy samej ju teraz nie sposb byo uzyska na nie odpowiedzi, gdy nieliczne, rozproszone niedobitki dawnego wiata nie umiay porwna jednej epoki z drug. Staruszkowie pamitali miliony bezuytecznych szczegw: ktni z kumplem, szukanie zgubionej pompki rowerowej, wyraz twarzy dawno zmarej siostry, kurz wirujcy w wietrzny poranek przed siedemdziesiciu laty; natomiast wszelkie istotne fakty znajdoway si jakby poza ich polem widzenia. Byli jak mrwki, ktre widz mae przedmioty, lecz nie dostrzegaj wielkich. Kiedy za zawodzi pami, a wszelkie zapisy podlegaj sfaszowaniu - wwczas chcc nie chcc musi si zaakceptowa owiadczenie Partii, e polepszya wszystkim warunki bytowe, gdy nie ma i ju nigdy nie bdzie sposobu, by sprawdzi jej prawdomwno.
        W tym momencie tok jego myli nagle si urwa. Winston zatrzyma si i unis wzrok. W wskiej uliczce oprcz domw mieszkalnych spostrzeg kilka mrocznych maych sklepikw. Tu nad jego gow wisiay trzy zmatowiae metalowe kule, niegdy pewnie pozacane. Miejsce to wydao mu si dziwnie znajome. Ale oczywicie! Sta przed sklepem z rupieciami, w ktrym kupi swj pamitnik.
        Przerazi si. Ju samo nabycie zeszytu byo wyjtkowo nieroztropnym krokiem; obieca sobie wtedy, e jego stopa nigdy wicej nie postanie w tym miejscu. Wystarczya jednak chwila zamylenia, a nogi same go tu przyniosy. Przed takimi wanie samobjczymi odruchami miao go chroni prowadzenie pamitnika. Mimo wzburzenia zauway, e cho dochodzi dwudziesta pierwsza, sklep jest nadal otwarty. Przyszo mu do gowy, i mniej si bdzie rzuca w oczy, jeli wejdzie do rodka, zamiast tak stercze na rodku ulicy, i z tym przekonaniem skierowa si do drzwi. Jeli nadejdzie patrol, moe przecie udawa, e chcia kupi yletki.
        Waciciel akurat zapala wiszc lamp naftow, ktra wydzielaa ostr, lecz przyjazn wo. By to mczyzna okoo szedziesitki, wty i przygarbiony, o dugim, dobrotliwie wygldajcym nosie i agodnych oczach znieksztaconych grubymi szkami. Wosy mia niemal cakiem siwe, lecz brwi nadal czarne i krzaczaste. Jego okulary, mikkie, powolne ruchy oraz wytarta aksamitna marynarka, w ktr by odziany, przywodziy na myl intelektualist, moe literata albo muzyka. Gos mia cichy, jakby wyblaky, akcent za znacznie mniej prostacki ni wikszo proli.
        - Rozpoznaem pana przez szyb! - zawoa na powitanie. - To pan kupi u mnie sztambuch pensjonarki. Pikny papier! Kiedy zwa si czerpany. Takiego papieru nie produkuje si ju... och, chyba z pidziesit lat!
        Popatrzy na Winstona znad okularw.
        - Czym mog panu suy? A moe woli pan si sam rozejrze?
        - Przechodziem tdy, wic postanowiem wstpi - odpar Winston. - Nie szukam nic konkretnego.
        - Moe to i lepiej, bo zapewne trudno by mi byo pana zadowoli. - Przepraszajcym gestem delikatnej doni wskaza wntrze sklepu. - Sam pan widzi: pustki. Prawd mwic, handel antykami po prostu dogorywa. Nie ma klientw, brakuje towarw. Meble, porcelana, szko - z czasem wszystko poamao si lub wytuko. Z kolei metalowe przedmioty przetopiono. Od lat ju nie widziaem mosinego lichtarza.
        W rzeczywistoci maleki sklepik pka w szwach, lecz nie byo w nim nic, co miaoby jakkolwiek warto. Panowaa straszliwa ciasnota, gdy prawie ca podog zalegay dziesitki opartych o cian zakurzonych ram. Na parapecie stay tace pene rubek i nakrtek, zdartych dut, scyzorykw z poamanymi ostrzami, zaniedziaych zegarkw, ktre nawet nie prboway utrzymywa pozorw, e chodz, oraz innych rupieci. Jedynie na niewielkim stoliku w samym rogu lea stosik emaliowanych tabakierek, broszek z agatami i podobnych drobiazgw, wrd ktrych daoby si wyszpera co ciekawego. Kiedy Winston podszed do stolika, jego uwag zwrci okrgy, gadki przedmiot, poyskujcy agodnie w blasku lampy naftowej. Wzi go do rki.
        Bya to cika brya szka, zaokrglona z jednej strony, zupenie paska z drugiej - prawie idealna pkula. Zarwno jej barwa, jak i faktura miay w sobie dziwn mikko kojarzc si z wod deszczow. W samym rodku bryy, powikszony przez jej pokrg powierzchni, tkwi jaki tajemniczy, poskrcany czerwony ksztat podobny do ry lub morskiego polipa.
        - Co to takiego? - spyta Winston urzeczony.
        - Koral - odpar waciciel. - Pochodzi z Oceanu Indyjskiego. Niegdy umiano wtapia je w szko. Ten przedmiot ma przynajmniej sto lat. A moe nawet wicej.
        - Pikna rzecz - zachwyci si Winston.
        - Rzeczywicie pikna - potwierdzi ze znawstwem waciciel. - Ale mao kto umie to teraz doceni.  Zakasa cicho. - Gdyby przypadkiem mia pan ochot j kupi, kosztuje cztery dolary. Pamitam, jak za takie cuda pacio si osiem funtw, a osiem funtw to... nie przelicz, ale cakiem sporo pienidzy. Lecz kogo teraz obchodz antyki? A tak niewiele ich si ostao!
        Winston szybko zapaci cztery dolary i wsun upragniony przedmiot do kieszeni. Pocigao go nawet nie tyle jego pikno, ile fakt, e pochodzi z epoki zupenie innej ni obecna. Jeszcze nigdy nie widzia szka, ktre wygldaoby tak mikko, zupenie jak woda deszczowa. Bezuyteczno szklanej pkuli - przypuszczalnie suya niegdy za przycisk - tylko potgowaa jej atrakcyjno w oczach Winstona. Chocia do cika, na szczcie nie wypychaa mu zbyt widocznie kieszeni. Posiadanie takiego przedmiotu przez czonka Partii byoby nie tylko dziwne, lecz rwnie kompromitujce. Kada stara lub po prostu pikna rzecz wzbudzaa podejrzenia. Waciciel wyranie powesela, kiedy otrzyma zapat. Winston zda sobie spraw, e pewnie zgodziby si sprzeda przycisk za trzy, a nawet dwa dolary.
        - Na grze mam jeszcze jeden pokj; moe chciaby si pan po nim rozejrze? - spyta sklepikarz. - Niewiele tam jest. Ot, troch sprztw. Wezm tylko lamp.
        Zapali drug lamp i, lekko przygarbiony, ruszy wolno po stromych, zniszczonych schodach i wzdu wziutkiego korytarza, prowadzc Winstona do pokoju, ktrego okna wychodziy nie na ulic, lecz na wybrukowane podwrze i las blaszanych kominw. Pokj by tak urzdzony, jakby kto w nim mieszka. Na pododze lea dywan, na cianie wisia obrazek, a przy kominku - na ktrym tyka staromodny zegar z dwunastocyfrow tarcz - sta brudny gboki fotel; pod oknem
        znajdowao si ogromne ko z materacem, zajmujce blisko jedn czwart powierzchni pomieszczenia.
        - Mieszkalimy tu z on do jej mierci - powiedzia waciciel, na wp przepraszajcym tonem. - Teraz wyprzedaj po kolei meble. Niech pan spojrzy, co za wspaniae mahoniowe oe! Trzeba je tylko odpluskwi. Ale podejrzewam, e dla pana byoby troch nieporczne.
        Trzyma lamp wysoko w grze, aby lepiej owietli cale wntrze, i w jej ciepym, nikym blasku pokj wyglda niezwykle zachcajco. Winstonowi przemkno przez myl, e gdyby si tylko odway, pewnie bez trudu mgby go wynaj za kilka dolarw tygodniowo. Ten szalony, nierealny pomys naleao oddali od siebie jak najprdzej; lecz pokj obudzi w Winstonie jak tsknot, jakie wspomnienie genetycznie zakodowane w pamici. Wydao mu si, e dokadnie wie, jak to jest, kiedy przebywa si w takim pomieszczeniu, odpoczywa w fotelu przed kominkiem, dotykajc nogami rozgrzanej kraty ochronnej i czekajc, a w czajniku zagotuje si woda na herbat; sowem, kiedy siedzi si samotnie, z poczuciem penego bezpieczestwa, bez obawy, e jest si obserwowanym, a zamiast natarczywego gosu, od ktrego a puchn uszy, sycha jedynie syk wody w imbryku i przyjazne cykanie zegara.
        - Nie ma teleekranu! - wyrwao mu si.
        - A tak, nigdy sobie nie kupiem. Za drogi. Poza tym jako nie czuem potrzeby. Ale prosz spojrze na ten rozkadany st tam w rogu; czy to nie pikny mebel? Trzeba tylko wstawi nowe zawiasy.
        Winstona jednak bardziej zaciekawi niewielki rega z ksikami stojcy w przeciwnym rogu. Niestety, na pkach znalaz same miecie. Polowanie na ksiki i ich
        niszczenie przeprowadzono z tak sam sumiennoci w dzielnicach proli, jak w pozostaych. Przypuszczalnie w caej Oceanii nie zachowaa si ani jedna ksika wydana przed 1960 rokiem. Sklepikarz owietli lamp obrazek w palisandrowej ramie wiszcy po drugiej stronie kominka, dokadnie na wprost ka.
        - A gdyby z kolei interesoway pana stare ryciny... - zacz delikatnie.
        Winston zbliy si, by obejrze obrazek. By to staloryt przedstawiajcy owaln budowl z prostoktnymi oknami i niewielk wieyczk. Wok budynku bieg parkan, a z tyu znajdowa si jaki pomnik. Winston przez chwil przypatrywa si uwanie. Budowla wydawaa mu si znajoma, cho pomnika na pewno nigdy nie widzia.
        - Rama jest przyrubowana do ciany - oznajmi waciciel - ale gdyby pan chcia, mgbym j odkrci.
        - Poznaj ten budynek - przemwi wreszcie Winston.
        - Teraz to ruina, stoi na samym rodku ulicy, na wprost Paacu Sprawiedliwoci.
        - Tak jest. Na wprost gmachu sdu. Zosta zbombardowany w... och, wiele lat temu. Kiedy by to koci. Koci witego Klemensa. - Umiechn si z zaenowaniem, jakby wiadom, e troch si omiesza, i doda:
        - Pomaracze za pensa, krzycz dzwony Klemensa!
        - Sucham? - zdziwi si Winston.
        - Och, Pomaracze za pensa, krzycz dzwony Klemensa to taki wierszyk, ktry si recytowao, kiedy byem may. Caoci nie pamitam, ale wiem, e koczy si nastpujco: Oto ciastko, moesz zje poow, a oto topr, ktry zetnie ci gow. To bya taka zabawa. Cz dzieci staa parami naprzeciw siebie trzymajc w grze zczone rce, a pozostae przechodziy pod nimi. Kiedy pady sowa A oto topr, ktry zetnie ci gow, rce si opuszczay, zatrzymujc kogo z przechodzcych. Wierszyk wymienia wszystkie londyskie kocioy; przynajmniej wszystkie waniejsze.
        Winston zacz si zastanawia, ile lat moe liczy koci przedstawiony na obrazku. Trudno byo odgadn wiek jakiegokolwiek londyskiego budynku. Wzniesienie wszystkich wikszych, imponujcych gmachw, ktre nie wyglday zbyt staro, Partia automatycznie przypisywaa sobie; jeli za jaka budowla wyranie sprawiaa wraenie wczeniejszej, twierdzono, e powstaa w odlegym okresie zwanym redniowieczem. Wedug Partii, po erze kapitalizmu nie pozostao nic wartociowego. Tak wic z architektury, podobnie jak i z podrcznikw, nie mona byo nauczy si historii. Pomniki, napisy, tablice pamitkowe, nazwy ulic - wszystko, co mogo rzuci wiato na przeszo, skrupulatnie zmieniono.
        - Nawet nie wiedziaem, e to by koci - powiedzia Winston.
        - Jest ich wci bardzo wiele, cho su teraz innym celom. Ale jak dalej szed ten wierszyk? Ha! jednak sobie przypomniaem:
        Pomaracze za pensa, krzycz dzwony Klemensa, Skrad cytryn p tuzina, dudni dzwony Marcina...
        Reszty, niestety, nie pamitam. A pens to taka dawniejsza moneta, odpowiednik centa.
        - Gdzie by koci Marcina?
        - Koci witego Marcina? Nadal stoi. Na placu Zwycistwa, obok galerii sztuki. Gmach z trjktnym frontonem, kolumnad i szerokimi schodami.
        Winston dobrze zna ten budynek. Byo to obecnie muzeum, w ktrym organizowano rne propagandowe wystawy: eksponowano makiety pociskw rakietowych, modele pywajcych fortec oraz poustawiane w sugestywnych pozach figury woskowe, ukazujce zbrodnie nieprzyjacielskich onierzy.
        Nie kupi ryciny. Byby to nabytek jeszcze bardziej kompromitujcy ni szklany przycisk; zreszt nie mgby jej zabra bez wyjmowania z ram. Ale ociga si jeszcze przez kilka minut z opuszczeniem sklepu, rozmawiajc z wacicielem, ktry - jak odkry - wcale nie nazywa si Weeks, cho tak brzmia napis na szyldzie sklepu, lecz Charrington. Pan Charrington by wdowcem, mia szedziesit trzy lata i mieszka nad sklepem od trzydziestu lat. Przez cay ten czas zamierza zmieni szyld, lecz jako nigdy si do tego nie zabra. Podczas rozmowy Winstonowi wci rozbrzmiewa w mylach strzp zapomnianego wierszyka. Pomaracze za pensa, krzycz dzwony Klemensa, Skrad cytryn p tuzina, dudni dzwony Marcina! Dziwne, ale kiedy powtarza te sowa, mia wraenie, i naprawd syszy dzwony, dzwony dawnego Londynu, ktry - acz zmieniony i zapomniany - istnia nadal. Zdawao mu si, e syszy, jak bij po kolei z widm kocielnych wie. A przecie, o ile pamita, nigdy nie sysza kocielnego dzwonu.
        Poegna si z panem Charingtonem i zacz zbiega po schodach, nie chcc, aby starszy jegomo widzia, jak rozglda si na boki przed wyjciem na ulic. Podj ju decyzj, e po pewnym czasie - na przykad po upywie miesica - zaryzykuje i ponownie odwiedzi sklep. Moe wcale nie jest to bardziej niebezpieczne od nieobecnoci w wietlicy. Karygodn lekkomylnoci wykaza si przychodzc po raz drugi do sklepiku, mimo e nie mia pojcia, czy moe ufa wacicielowi; ale skoro to si ju stao...
        Tak, obieca sobie, wrc. I znw kupi jaki pikny rupie. Nabdzie te rycin kocioa witego Klemensa; wyjmie j z ram, schowa pod kurtk kombinezonu i tak zaniesie do domu. Wycignie reszt strof wiersza z pamici pana Charingtona. Jeszcze raz przemkn mu przez myl szalony pomys wynajcia pokoju na pitrze. Radosne podniecenie sprawio, e na moment zapomnia o ostronoci i wyszed na ulic nie zerknwszy przez okno. Zacz nawet nuci pod nosem na zaimprowizowan melodi:
        
        Pomaracze za pensa, krzycz dzwony Klemensa, Skrad cytryn p tuzina, dudni dzwo...
        
        Nagle serce mu zamaro, a kiszki skrciy si ze strachu. Zaledwie dziesi metrw przed sob ujrza zbliajc si posta w granatowym kombinezonie. Bya to ciemnowosa dziewczyna z Departamentu Literatury. Mimo zmierzchu rozpozna j bez trudu. Spojrzaa mu prosto w twarz, po czym przesza obok, jakby go w ogle nie widziaa.
        Przez kilka sekund sta w miejscu, dosownie sparaliowany strachem. W kocu ruszy cikim krokiem w prawo, nawet nie orientujc si, e idzie w zym kierunku. Przynajmniej jedno si wyjanio. Teraz ju nie mia adnych wtpliwoci, e dziewczyna go szpieguje. Musiaa go ledzi, bo szansa spotkania jej na obskurnej uliczce odlegej o kilka kilometrw od dzielnic przeznaczonych dla partyjnych bya tak mikroskopijna, e przypadek po prostu nie wchodzi w rachub. To, czy faktycznie bya agentk Policji Myli, czy te szpiegowaa go z nadmiaru gorliwoci, nie robio rnicy. Do, e miaa go na oku. Prawdopodobnie widziaa rwnie, jak wchodzi do piwiarni.
        Z trudem porusza nogami. Ukryta w kieszeni szklana brya przy kadym kroku walia go w udo; mia ochot j wyj i wyrzuci. Najbardziej dokucza mu skurcz odka. Ba si, e umrze, jeli natychmiast nie znajdzie toalety. Ale wiedzia, e w tak podej dzielnicy nie ma publicznych szaletw. Po kilku minutach skurcz min, pozostawiajc tylko tpy bl.
        Uliczka bya lepa. Winston przystan i przez kilka sekund zastanawia si, co robi, po czym zawrci w stron sklepu. Idc pomyla, e min si z dziewczyn zaledwie trzy minuty temu, gdyby wic zacz biec, pewnie zdoaby j dogoni. Szedby za ni do jakiego odludnego miejsca, a tam roztrzaska jej czaszk kamieniem. Zreszt wystarczyby szklany przycisk. Szybko jednak zrezygnowa z tego pomysu, albowiem ju sama myl o najmniejszym wysiku fizycznym bya dla niego nie do zniesienia. Podbiegnicie czy zadanie ciosu przekraczao w tym momencie jego moliwoci. Poza tym dziewczyna, moda i silna, na pewno stawiaaby opr. Przyszo mu te do gowy, e czym prdzej powinien uda si do osiedlowej wietlicy, aby zapewni sobie cho czciowe alibi na dzisiejszy wieczr. Lecz to rwnie przekraczao jego siy. Ogarna go straszliwa niemoc. Pragn tylko jak najszybciej znale si u siebie, usi, nic nie robi.
        Kiedy wreszcie dotar do swojego mieszkania, mina ju dwudziesta druga. wiato wyczano w caym domu o dwudziestej trzeciej trzydzieci. Wszed do kuchni i wypi duszkiem prawie pen filiank Dinu Zwycistwa. Nastpnie usiad przy stoliku we wnce i wydoby z szuflady pamitnik. Nie otworzy go jednak. Z teleekranu grzmia kobiecy gos wywrzaskujcy jak patriotyczn pie. Winston, utkwiwszy wzrok w marmurkowej okadce, bezskutecznie usiowa nie dopuci piewu do swojej wiadomoci.
        Przychodz w nocy, zawsze w nocy. Najlepiej si zabi, zanim wpadnie si w ich rce. Na pewno sporo osb tak wanie postpuje. Wielu spord tych, ktrzy znikali, po prostu popeniao samobjstwo. Lecz odebranie sobie ycia w wiecie, gdzie bro palna lub dziaajca szybko i niezawodnie trucizna byy absolutnie nie do zdobycia, wymagao desperackiej odwagi. Pomyla jakby ze zdziwieniem o biologicznym bezsensie istnienia blu i strachu, o zdradliwoci ludzkiego ciaa, ktre ogarnia totalna inercja dokadnie wtedy, kiedy konieczny jest maksymalny wysiek. Gdyby zmobilizowa si do dziaania, mgby raz na zawsze zamkn usta ciemnowosej dziewczynie; lecz wanie z powodu grozy sytuacji zupenie straci zdolno sprawnego funkcjonowania. Uderzya go myl, e w chwilach kryzysu nigdy nie walczy si z wrogiem zewntrznym, ale zawsze z wasnym ciaem. Nawet teraz, pomimo wypitego dinu, tpe kucie w odku uniemoliwiao mu koncentracj. Podejrzewa, e tak samo dzieje si we wszystkich gronych lub tragicznych sytuacjach. Na polu bitwy, w sali tortur, na toncym okrcie zapomina si o najwzniolejszych ideaach, gdy ciao pcznieje, a wypenia sob cay wszechwiat; lecz przecie nawet wwczas, kiedy czowiek nie jest sparaliowany strachem albo nie wyje z blu, ycie stanowi nieprzerwane pasmo zmaga z godem, chodem, bezsennoci, ze zgag lub rwcym zbem.
        Otworzy pamitnik. Wane byo, aby co napisa. Kobieta na teleekranie rozpocza kolejn pie. Jej gos wbija mu si w mzg jak odamki szka. Prbowa myle o O'Brienie, dla ktrego pisa lub do ktrego adresowa pamitnik, ale na prno; wyobrania zacza mu podsuwa obrazy tego, co go czeka, kiedy wpadnie w apy Policji Myli. Gdyby zabijali od razu, nie byoby to takie straszne. Kady wizie oczekiwa, e prdzej czy pniej zostanie stracony. Ale przed mierci (cho nikt o tym nie mwi, wiedzieli to wszyscy) przechodzio si przez rytua przesucha, do ktrego naleao czoganie si po ziemi i skamlanie o lito, trzask amanych koci, wybijane zby, skrzepy krwi we wosach. Dlaczego czowiek musia tak strasznie cierpie, skoro czeka go i tak identyczny koniec? Dlaczego nie mona byo umrze o te kilka dni lub tygodni wczeniej? Nikomu nie udawao si unikn wykrycia, wszyscy te w peni przyznawali si do winy. Jeeli kto dopuci si mylozbrodni, mg mie pewno, e jego mier to tylko kwestia czasu. Dlaczego wic ten koszmar, ktry i tak niczego nie zmienia, musia si stawa jego udziaem?
        Ponownie, tym razem z nieco wikszym powodzeniem, sprbowa myle o O'Brienie. Spotkamy si tam, gdzie nie ma mroku - tak mu oznajmi. Winston wiedzia, co to znaczy, a przynajmniej tak mu si zdawao. Miejsce, gdzie nie ma mroku, to nastpna epoka, ktrej nigdy nie ujrzy, ale wierzc, e nadejdzie, moe w niej duchowo uczestniczy. Lecz natrtny gos dobiegajcy z teleekranu nie pozwoli peniej rozwin tej myli. Winston woy do ust papierosa. Poowa tytoniu natychmiast wysypaa mu si na jzyk; gorzki py nie dawa si wyplu. Nagle twarz Wielkiego Brata przysonia O'Briena. Tak jak przed
        kilkoma dniami, Winston wyj z kieszeni monet i podnis do oczu. Patrzyo z niej to samo masywne, spokojne, opiekucze oblicze; ale jaki by umiech, ktry kry si pod czarnym wsem? Niczym aobne tony dzwonu rozdwiczay si w mzgu Winstona wybite na monecie hasa:
        
        WOJNA TO POKJ
        WOLNO TO NIEWOLA
        IGNORANCJA TO SIA
        
CZĘŚ DRUGA
      
      
      1
        
        
        Mina poowa poranka, kiedy Winston opuci swoj przegrod, eby pj do toalety.
        Jaka samotna posta sza ku niemu z przeciwnego koca dugiego, jaskrawo owietlonego korytarza. Bya to ta sama ciemnowosa dziewczyna. Upyny cztery dni, odkd owego wieczoru natkn si na ni przed sklepem ze starociami. Z bliska zobaczy, e praw rk ma na temblaku, wczeniej niewidocznym, gdy by tej samej barwy co kombinezon. Przypuszczalnie wybia j sobie przestawiajc ktry z ogromnych kalejdoskopw uywanych do wypeniania fabularnych zarysw powieci. Takie wypadki zdarzay si czsto w Departamencie Literatury.
        Dzieliy ich mniej wicej cztery metry, gdy naraz dziewczyna potkna si i upada jak duga na ziemi. Wydaa gony okrzyk blu - pewnie przygniota sobie zwichnit rk. Winston przystan. Dziewczyna tymczasem uniosa si na klczki. Jej twarz przybraa to-mleczn barw, a przez to usta wydaway si jeszcze czerwiesze. W oczach, patrzcych bagalnie na niego, malowa si jednak nie tyle bl, ile strach.
        W sercu Winstona zrodzio si wspczucie. Oto widzia przed sob miertelnego wroga, lecz by to zarazem czowiek, ktry cierpia, moe nawet mia zamany nadgarstek. Niewiele mylc Winston podszed, eby pomc dziewczynie. Kiedy upada na zabandaowan rk, bl przeszy take jego ciao.
        - Bardzocie si potukli? - spyta.
        - Nie, nie. Tylko rka. Zaraz mi przejdzie. Mwia urywanym gosem, jakby serce wci walio jej motem. I wyranie zblada.
        - Nic sobie nie zamalicie?
        - Nie, wszystko w porzdku. Ju przestao bole. Wycigna do niego zdrow rk i pomg jej wsta. Odzyskaa rumiece; wygldaa znacznie lepiej.
        - Nic mi nie jest! - owiadczya zdecydowanie. - Tylko si uderzyam. Dzikuj wam, towarzyszu!
        I z tymi sowy dziarskim krokiem ruszya przed siebie, jakby rzeczywicie nic jej nie dolegao. Cae zajcie trwao najwyej p minuty. Kontrolowanie mimiki byo nawykiem, ktry ju dawno przerodzi si w odruch, a w dodatku znajdowali si bezporednio pod teleekranem. Mimo to Winston ledwo pohamowa wyraz zdumienia, albowiem gdy pomaga dziewczynie wsta, wsuna mu co w do. Nie ulegao wtpliwoci, e wiadomie. To co byo niewielkie i paskie. Wchodzc do toalety woy przedmiot do kieszeni i pomaca czubkami palcw. Wyczu zoony w kwadrat kawaek papieru.
        Stojc nad pisuarem z trudem rozprostowa kartk, posugujc si tylko jedn rk. Co musiao by tam napisane. Mia ochot wej do kabiny i przeczyta od razu. Byoby to jednak istne szalestwo. Gdzie jak gdzie, ale w toaletach teleekrany nastawiano na cigy podgld.
        Wrci do swojej przegrody, usiad, rzuci niedbale kartk pomidzy inne papiery na biurku, woy okulary i przysun mowopis. Pi minut - pomyla. - Musz wytrzyma przynajmniej pi minut! Serce walio mu przeraliwie gono. Na szczcie zadanie, ktre wykonywa - wprowadzanie zmian w dugiej kolumnie liczb - naleao do rutynowych i nie wymagao specjalnej koncentracji.
        By przekonany, e wiadomo zapisana na kartce musi mie znaczenie polityczne. W gr wchodziy jedynie dwie moliwoci. Pierwsza, bardziej prawdopodobna, to e dziewczyna rzeczywicie jest agentk Policji Myli, tak jak si tego obawia. Nie rozumia tylko, dlaczego Policja Myli wybraa akurat ten sposb, eby si z nim komunikowa, ale pewnie miaa swoje powody. Kartka moga zawiera grob, wezwanie, rozkaz popenienia samobjstwa; mg te kry si za ni podstp, prba zdemaskowania. Ale bya i inna moliwo, szalona i nierealna, ktra uporczywie domagaa si rozpatrzenia, cho stara si j od siebie odsun. Moe autorem wiadomoci wcale nie jest Policja Myli, lecz jaka podziemna organizacja! Moe Braterstwo jednak istnieje! Moe dziewczyna do niego naley! Pomys niewtpliwie absurdalny, ale przyszed mu do gowy, ledwie poczu pod palcami szeleszczcy papier. Dopiero po kilku minutach wpad na bardziej racjonalne wytumaczenie. Cho rozum mwi, e kartka najprawdopodobniej zawiera wyrok mierci, wci nie chcia wierzy, wci ywi niedorzeczn nadziej, i nie taki jest jej sens. Serce mu walio i z trudem panowa nad dreniem gosu, dyktujc liczby do mowopisu.
        Zwin otrzymany wydruk i wsun do rury pneumatycznej. Mino osiem minut. Poprawi okulary, westchn
        i przysun do siebie kolejny plik papierw - ten z lec na wierzchu kartk. Rozprostowa j. Wiadomo, skrelona duym, dziecinnym pismem, brzmiaa:
        
        Kocham ci
        
        Przez kilka sekund by tak oszoomiony, e zapomnia wrzuci kartk do luki pamici. Zanim to uczyni - chocia wiedzia, e zbyt wyrane zainteresowanie jest bardzo podejrzane - przeczyta j jeszcze raz, chcc si upewni, czy nic mu si nie przywidziao.
        Przez reszt poranka nie mia serca do pracy. Jeszcze trudniej od skupienia si na serii nudnych drobiazgw przychodzio mu ukrywa podniecenie przed teleekranem. Czu si tak, jakby ogie trawi jego trzewia. Obiad w gorcej, zatoczonej i haaliwej stowce by prawdziw mczarni. Liczy na chwil spokoju, lecz jak na nieszczcie ten imbecyl Parsons klapn przy jego stoliku, niemal zabijajc woni potu metaliczny, kwany zapach gulaszu, i zacz rozwodzi si nad przygotowaniami do Tygodnia Nienawici. Z ogromnym entuzjazmem mwi o dwumetrowej gowie Wielkiego Brata robionej na t okazj z papier-mch przez druyn Kapusiw, do ktrej naleaa jego crka. Najbardziej irytujce byo to, e w zgieku panujcym w stowce Winston ledwo sysza, co Parsons mwi, i co chwila musia go prosi o powtrzenie jakiego kolejnego idiotyzmu. Tylko raz spojrza na dziewczyn; siedziaa z dwiema koleankami w drugim kocu sali. Chyba go wcale nie zauwaya. Wicej nie patrzy w jej stron.
        Popoudnie byo znoniejsze. Tu po obiedzie zlecono mu subtelne i trudne zadanie, ktre wymagao kilku
        godzin pracy i odoenia innych zlece na pniej. Chodzio o sfaszowanie pliku sprawozda produkcyjnych sprzed dwch lat w taki sposb, aby zdyskredytowa wanego czonka Wewntrznej Partii, ktry popad w nieask. Winston mia dar do podobnych zada i wcign si do tego stopnia, e przez dwie godziny ani razu nie pomyla o dziewczynie. Ale potem jej twarz znw stana mu przed oczyma i ponownie ogarno go wcieke, przemone pragnienie, eby znale si w samotnoci. Dopiero wtedy mgby przemyle sobie ca sytuacj. Jednake tego dnia musia pokaza si w osiedlowej wietlicy. Po skoczonej pracy przegryz co pospiesznie w stowce i pogna do wietlicy, gdzie wzi udzia w namaszczonej bazenadzie zwanej kkiem dyskusyjnym, rozegra dwa mecze ping-ponga, wypi kilka szklanek dinu oraz wysucha pgodzinnego referatu zatytuowanego Angsoc a szachy. W rodku a skrca si z nudy, lecz tym razem nawet nie przyszo mu do gowy, eby si nie stawi w wietlicy. Na widok sw Kocham ci wezbraa w nim ochota do ycia i podejmowanie zbdnego ryzyka wydawao mu si nagle idiotyczne. Dopiero o dwudziestej trzeciej, gdy ju wrci do domu i lea w ku przy zgaszonym wietle - a wic wreszcie, dopki si nie odzywa, bezpieczny - mg si bez przeszkd odda rozmylaniom.
        Mia do rozwizania nieatwy problem: jak skontaktowa si z dziewczyn i umwi na spotkanie. Nie obawia si adnego podstpu. By pewien, e dziewczyna nic nie knuje, bo jej zdenerwowanie, kiedy przekazywaa mu kartk, wygldao na jak najbardziej autentyczne. Dosownie draa ze strachu, i nie bez przyczyny. Nawet przez myl mu nie przeszo, aby zignorowa jej awanse.
        Chocia zaledwie pi dni wczeniej chcia dziewczynie rozwali gow kamieniem, w tej chwili nie liczyo si to zupenie. Wyobraa sobie nagie modziecze ciao, ktre dotd widzia tylko we nie. Jeszcze niedawno uwaa j za tak sam idiotk jak inne kobiety, o umyle zatrutym bzdurami i nienawici, a onie zimnym jak ld. Teraz myla gorczkowo o tym, e moe j utraci, e to biae ciao moe mu si wymkn! Najbardziej lka si tego, e dziewczyna po prostu zmieni zdanie, jeli si szybko z ni nie skontaktuje. Ale umwienie si byo waciwie rzecz niewykonaln. Rwnie trudn jak zrobienie ruchu, kiedy ju si dostao mata. Gdziekolwiek si czowiek obrci, mia przed sob teleekrany. Prawd mwic, nim upyno pi minut od przeczytania kartki, przyszo mu do gowy kilka pomysw; teraz, w zaciszu domowym, rozwaa je wszystkie po kolei, jakby zastanawia si nad wyborem narzdzi przed przystpieniem do skomplikowanej operacji. Powtrne zainscenizowanie ich porannego spotkania byo oczywicie wykluczone. Gdyby pracowaa w Departamencie Archiww, nawizanie kontaktu nie przedstawiaoby wikszych trudnoci; nie orientowa si natomiast, gdzie dokadnie mieci si Departament Literatury, i nie mia adnego powodu, aby tam pj. Gdyby wiedzia, gdzie dziewczyna mieszka lub o ktrej koczy prac, postaraby si j spotka, kiedy bdzie wracaa do domu; ale czekanie pod ministerstwem to zbyt wielkie ryzyko. Wysanie listu te nie wchodzio w rachub, gdy dla nikogo nie byo tajemnic, e caa poczta jest kontrolowana. W ogle mao kto korespondowa. Jeli czasem zachodzia konieczno przekazania jakiej wiadomoci listownie, istniay druczki z gotowym spisem sformuowa; naleao jedynie skreli niepotrzebne. Nie zna zreszt adresu dziewczyny ani nawet jej imienia i nazwiska. W kocu uzna, e najbezpieczniej bdzie nawiza kontakt w stowce. Jeli tylko uda mu si zasta j sam przy stoliku gdzie porodku sali, nie za blisko teleekranw, i jeli wok cho przez trzydzieci sekund bdzie rozbrzmiewa zwyky gwar - zdoaj zamieni kilka sw.
        Przez cay tydzie jego ycie przypominao niespokojny sen. Nazajutrz po przekazaniu kartki dziewczyna pojawia si w stowce dopiero gdy wychodzi, ju po dzwonku oznajmiajcym koniec przerwy. Zapewne pracowaa na pniejszej zmianie. Minli si nawet na siebie nie patrzc. Nastpnego dnia bya w stowce o normalnej porze, lecz siedziaa tu pod teleekranem w towarzystwie trzech koleanek. Przez trzy kolejne straszne dni w ogle si nie zjawia. Umys i ciao Winstona stay si bolenie nadwraliwe; dziwne wyostrzenie zmysw sprawiao, e kady ruch, kady dwik, kady kontakt z drugim czowiekiem, kade sowo, ktre sysza lub wypowiada, stanowiy tortur. Obraz dziewczyny towarzyszy mu nawet we nie. Przez cay ten czas ani razu nie otworzy pamitnika. Jedyn ulg dawaa mu praca; czasami tak si wciga, e na dziesi minut udawao mu si zapomnie o wszystkim. Nie mia bladego pojcia, co si stao z dziewczyn, a pyta nie mg. Moe j ewaporowano, moe popenia samobjstwo, moe przeniesiono j na drugi koniec Oceanii; najgorsze, a zarazem najbardziej prawdopodobne byo to, e go unika, bo si rozmylia.
        Lecz dzie pniej znw j zobaczy. Nie miaa ju rki na temblaku, tylko kawaek plastra na nadgarstku. Poczu tak wielk ulg, e przez kilka sekund gapi si wprost na ni. Nastpnego dnia prawie udao mu si do niej odezwa. Kiedy wszed do stowki, siedziaa przy stoliku
        z dala od ciany, i w dodatku zupenie sama. Zjawi si wczenie, wci byo sporo wolnych miejsc. Kolejka przesuwaa si do przodu, a w kocu, gdy Winston doszed prawie do samego okienka, stana na dwie minuty, bo kto zacz si awanturowa, e nie dosta pastylki sacharyny. Ale dziewczyna wci siedziaa sama, gdy Winstonowi wydano obiad, ruszy wic z tac w jej stron. Szed niedbale, niby to szukajc wzrokiem wolnego miejsca. Dzieliy go od niej ju tylko trzy metry. Jeszcze dwie sekundy i mu si powiedzie.
        Wtem jaki gos za nim zawoa:
        - Smith! 
        Uda, e nie syszy.
        - Smith! - Woanie powtrzyo si, tym razem goniejsze.
        Nie mia innego wyjcia. Odwrci si. Mody blondyn o nieco gupkowatym wyrazie twarzy, nazwiskiem Wilsher, ktrego zna bardzo sabo, zaprasza go z umiechem do swojego stolika. Niebezpiecznie byo odmwi. Skoro znalazo si wolne miejsce, nie mg pj dalej i przy si si do samotnej dziewczyny. Za bardzo by to kuo w oczy. Usiad umiechajc si przyjanie. Gupkowata twarz blondyna promieniaa. Mia ochot zmiady j kilofem. Przy stoliku dziewczyny zajto wszystkie miejsca.
        Na pewno jednak widziaa, e szed w jej stron, i powinna wycign z tego wniosek. I rzeczywicie; gdy nazajutrz zjawi si w stowce, siedziaa przy stoliku sama i podobnie jak wczoraj, z dala od teleekranu. W kolejce tu przed Winstonem sta may, zwinny, pluskwowaty czowieczek o paskiej twarzy i malekich, podejrzliwych oczkach. Kiedy Winston odwrci si z tac od kraty, zobaczy, e tamten kieruje si prosto do stou dziewczyny.
        Znw straci nadziej. Przy nastpnym stoliku byo wprawdzie jedno wolne miejsce, lecz co w wygldzie czowieczka sugerowao, e za bardzo ceni sobie wygod, aby si toczy z trzema osobami. Winston szed za nim ze cinitym sercem. Musi znale si z dziewczyn sam na sam, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. W tym momencie rozleg si potny oskot. Czowieczek pad na ziemi jak dugi, wypuszczajc z rk tac i rozbryzgujc zup i kaw po posadzce. Podnis si i spojrza gniewnie na Winstona, ktrego najwyraniej podejrzewa o podstawienie nogi. Ale wszystko zakoczyo si szczliwie. Pi sekund pniej Winston, z walcym sercem, siedzia przy stoliku dziewczyny.
        Nie spojrza na ni. Zestawi naczynia z tacy i zabra si do jedzenia. Wiedzia, e powinien przemwi jak najrychlej, zanim kto si dosidzie, lecz nagle zdj go blady strach. Min tydzie, odkd daa mu kartk. Moga si rozmyli, na pewno si rozmylia! Nie wierzy w pomylny rozwj tej historii; w yciu takie rzeczy po prostu si nie zdarzay. Moe w ogle nie wykrztusiby sowa, gdyby naraz nie ujrza Amplefortha, poety o owosionych uszach, suncego niemrawo po sali w poszukiwaniu wolnego miejsca. Na swj lamazarny sposb Ampleforth lubi Winstona, byo wic pewne, e si do niego dosidzie, jeli tylko go zauway. Winston mia najwyej minut na dziaanie. Oboje z dziewczyn siedzieli wpatrzeni w miski, jedzc rzadki gulasz, a waciwie zup - zup fasolow. Winston zacz mwi cichym, przytumionym gosem. adne z nich nie podnioso gowy; jedli wodnist brej, midzy jedn yk a drug monotonnym szeptem wymieniajc niezbdne informacje.
        - O ktrej koczysz prac?
        - O osiemnastej trzydzieci.
        - Gdzie si moemy spotka?
        - Na placu Zwycistwa, obok pomnika.
        - Tam jest peno teleekranw.
        - Jeli jest tum, to nic nie szkodzi.
        - Dasz mi jaki znak?
        - Nie. Po prostu podejd do mnie wwczas, kiedy bd w tumie. I nie patrz na mnie. Ale podejd blisko.
        - O ktrej?
        - O dziewitnastej.
        - Dobrze.
        Ampleforth nie dostrzeg Winstona; usiad przy innym stoliku. Ale i tak nie odzywali si ju wicej i - na tyle, na ile byo to moliwe w wypadku dwch osb siedzcych naprzeciwko siebie - unikali si wzrokiem. Dziewczyna szybko skoczya obiad i odesza, a Winston zosta i zapali papierosa.
        Na placu Zwycistwa zjawi si przed wyznaczonym czasem. Obszed cok ogromnej, obionej kolumny, z ktrej szczytu posg Wielkiego Brata patrzy na poudnie nieba; tam wanie wdz rozgromi eurazjatyckie eskadry (kilka lat temu mwio si, e wschdazjatyckie) w Bitwie o Pas Startowy Jeden. Nie opodal kolumny wznosi si pomnik jedca; podobno przedstawia Olivera Cromwella. O dziewitnastej zero pi dziewczyny wci nie byo; Winstona znw obla zimny pot. Nie przyjdzie, rozmylia si! Poszed wolno na pnocn stron placu i z pewn satysfakcj zidentyfikowa koci witego Marcina, ktrego dzwony - kiedy mia jeszcze takowe - biy Skrad cytryn p tuzina. Chwil pniej ujrza dziewczyn; staa przy kolumnie i czytaa - lub udawaa, e czyta - transparent obiegajcy spiralnie kamienny sup.
        Wiedzia, e dopki nie zgromadzi si wicej osb, dla wasnego bezpieczestwa powinni trzyma si od siebie z daleka - kolumn otaczay teleekrany. Nagle jednak rozlegy si okrzyki i warkot cikich pojazdw nadjedajcych z lewa. Wszyscy zaczli biec w tamt stron. Dziewczyna zwinnie okrya lwy u cokou kolumny i przyczya si do biegncych. Winston popdzi za ni. Z okrzykw wywnioskowa, e zblia si konwj eurazjatyckich jecw.
        Zbity tum wypenia ju poudniow stron placu. Winston, ktry w podobnych sytuacjach zwykle wola trzyma si na uboczu, tym razem pcha si do przodu, torujc sobie drog okciami. Wkrtce od dziewczyny dzielio go zaledwie p metra, lecz dalsz drog blokowaa mu para ogromnych proli, prawdopodobnie maestwo, ktrych potne cielska stanowiy przeszkod nie do przebycia. Ustawi si bokiem i napar z caej siy; zdoa wcisn rami. Szamota si przez chwil, z uczuciem, e si dosta midzy dwa kamienie myskie, ale w kocu, zlany potem, przebi si na drug stron. By tu obok dziewczyny. Stali rami w rami, ze skupieniem patrzc prosto przed siebie.
        Duga kolumna ciarwek jechaa wolno ulic. W rogach kadej platformy stali uzbrojeni w pistolety maszynowe stranicy o surowych obliczach; pilnowali drobnych, tych mczyzn odzianych w liche zielone mundury. Jecy siedzieli w kucki, stoczeni ciasno, a ich pospne mongolskie oczy patrzyy w d z kracow obojtnoci. Co pewien czas, gdy ciarwki podskakiway na wybojach, rozlega si brzk elastwa; jecy mieli skute nogi. Ciarwka za ciarwk przesuway si przed Winstonem ponure twarze. Patrzy na nie, ale waciwie ich nie dostrzega. Rami dziewczyny przyciskao si do jego ramienia. Jej policzek by tak blisko, e czu niemal jego ciepo. Podobnie jak w stowce, od razu przeja inicjatyw. Ledwo poruszajc wargami, zacza mwi tym samym szeptem co poprzednio - cichym, monotonnym, atwo gincym pord powszechnego zgieku i warkotu silnikw.
        - Syszysz mnie?
        - Tak.
        - Czy jeste wolny w niedziel po poudniu?
        - Tak.
        - Wic suchaj uwanie. Musisz wszystko zapamita. Pjdziesz na dworzec    Paddington...
        Z niemal wojskow precyzj, ktra wprawia Winstona w zdumienie, poinstruowaa go krok po kroku, co ma zrobi. P godziny kolej; ze stacji skrci w lewo; przej szos dwa kilometry; przy bramie bez grnego prta skrci w poln drog; doj do lenego duktu; potem skrci na ciek midzy krzakami; doj do zwalonego pnia poronitego mchem. Zupenie jakby w gowie miaa map.
        - Zapamitasz? - szepna na koniec.
        - Tak.
        - Skrcasz w lewo, w prawo, potem znw w lewo. Brama bez grnego prta.
        - Dobrze. O ktrej?
        - Okoo pitnastej. Moe bdziesz musia na mnie zaczeka. Przyjd inn tras. Na pewno wszystko zapamitae?
        - Tak.
        - Wic teraz szybko odejd.
        Tego nie musiaa mu mwi. Ale nie od razu mogli si rozdzieli. Wci przejeday ciarwki, wszyscy wic stali gapic si apczywie. Na pocztku rozlego si troch gwizdw i wrogich okrzykw, ale wydawali je nieliczni w tumie partyjni i wkrtce te ucichli. Dominujcym uczuciem bya zwyczajna ciekawo. Cudzoziemcy, czy to Eurazjaci, czy Wschdazjaci, stanowili tak sam osobliwo jak rzadkie okazy zwierzt. Nigdy nie widywano ich inaczej ni w charakterze jecw, i nawet wwczas zaledwie przez krtk chwil. Nikt te nie wiedzia, co si z nimi dzieje pniej; prawdopodobnie wikszo trafiaa do obozw pracy, bo tylko drobn cz wieszano jako zbrodniarzy wojennych. Okrge, mongolskie twarze ustpiy miejsca bardziej europejskim, brudnym, zaronitym i wymizerowanym. Znad nie ogolonych policzkw patrzyy na Winstona wci nowe pary oczu; czasem wpijay si w niego z dziwn intensywnoci, po czym odwracay. Konwj zblia si do koca. W ostatniej ciarwce Winston zobaczy niemodego mczyzn z siw gst brod, ktry sta ze skrzyowanymi rkami, jakby przywyk do tego, e skuwaj mu je kajdany. By ju najwyszy czas odej od dziewczyny. Lecz w ostatniej chwili, kiedy wci otacza ich zwarty tum, jej do znalaza jego rk i cisna j lekko.
        Trwao to najwyej dziesi sekund, a jednak zdawao mu si, e trzymaj si za rce bardzo dugo. Mia do czasu, by pozna kady szczeg jej doni. Bada dotykiem dugie palce, ksztatne paznokcie, stwardniae od pracy i pokryte odciskami wntrze doni, mikki nadgarstek. Umiaby teraz odrni t do wzrokiem. Nagle pomyla, e nawet nie wie, jakiego koloru s oczy dziewczyny. Prawdopodobnie piwne, cho szatyni miewaj czasem niebieskie tczwki. Pragn odwrci gow i sprawdzi, ale byaby to niewyobraalna gupota. Trzymajc si za rce, niewidoczne w zbitym tumie, patrzyli prosto przed siebie i zamiast  oczu   dziewczyny,   Winston   napotka smtny wzrok starego jeca, spogldajcego spomidzy siwych kakw.
        
        
      2
        
        
        Winston szed ocienionym duktem; gdzieniegdzie promienie soca przedzieray si przez gazie, tworzc na ziemi jasne ctki; chwilami drzewa rzedy i wwczas dukt lni zocicie. Pobocze po lewej stronie drogi mienio si od dzwonkw. Powietrze jakby pokrywao pieszczotami skr. By drugi dzie maja. Gdzie z gbi lasu dolatywao gruchanie grzywaczy.
        Przyjecha troch wczeniej. Podr odbya si bez adnych przygd; zorientowawszy si, e dziewczyna ma najwyraniej dowiadczenie w tego rodzaju sprawach, lka si znacznie mniej, niby oczekiwa. Z pewnoci znalaza bezpieczne miejsce. Na og nie naleao si spodziewa, e poza miastem zagroenie maleje. W lasach nie instalowano oczywicie teleekranw, lecz kade sowo mogy zarejestrowa poukrywane mikrofony, a rozpoznanie gosu nie nastrczao Policji Myli najmniejszych kopotw. Zreszt trudno byo podrowa nie zwracajc na siebie uwagi. Aczkolwiek wyjazd na odlego poniej stu kilometrw od miejsca staego pobytu nie wymaga specjalnej przepustki, to jednak na dworcach czsto krciy si patrole policji, ktre legitymoway i szczegowo wypytyway wszystkich napotkanych czonkw Partii. Ale tego dnia nie pojawi si aden patrol ani te nikt nie ledzi Winstona w drodze ze stacji, o czym si przekona, co pewien czas ogldajc si dyskretnie za siebie. Pocig peen by proli, w znakomitych humorach, bo akurat dopisaa pogoda. Wagon z drewnianymi awkami, w ktrym podrowa Winston, zajmowaa niemal w caoci jedna ogromna rodzina - od bezzbnej prababki po miesiczne niemowl - jadca odwiedzi teciw na wsi, aby tam - jak wyznali bez skrpowania - na lewo zaopatrzy si w maso.
        Dukt poszerzy si; po chwili Winston ujrza ciek, o ktrej mwia dziewczyna: wsk len droyn wiodc przez kpy krzakw. Nie mia zegarka, ale wiedzia, e zjawi si przed czasem. Dzwonki rosy tu gsto - nie sposb byo po nich nie depta. Uklk i zacz je zbiera, troch dla zabicia czasu, a czciowo dlatego, e nagle przyszo mu do gowy, i z przyjemnoci daby dziewczynie bukiecik na powitanie. Mia ju cakiem spory bukiet i wanie go wcha, wcigajc w nozdrza niky, nieco mdawy zapach, gdy wtem zamar - usysza za sob wyrany trzask gazki pkajcej pod stop. Wrci do zrywania dzwonkw. To byo jedyne rozsdne wyjcie. Moga nadchodzi ona, ale rwnie dobrze kto mg go mimo wszystko ledzi od stacji. Gdyby si obejrza, wygldaoby na to, e ma nieczyste sumienie. Zerwa jeden kwiat, zerwa drugi. Nagle poczu na ramieniu do.
        Spojrza do gry. To bya ona. Potrzsna gow, widocznie aby go ostrzec, eby si nie odzywa, po czym rozgarna krzaki i szybkim krokiem poprowadzia go ciek w gb lasu. Najwyraniej bywaa tu nieraz, bo bez wahania omijaa kade grzskie miejsce. Winston szed za ni wci ciskajc w doni bukiet. Najpierw odetchn z ulg, lecz teraz, kiedy widzia przed sob szczupe, silne ciao przepasane w talii szkaratn szarf podkrelajc krgo bioder, owadno nim poczucie skrajnej niszoci. Lka si, e gdy dziewczyna odwrci si i mu przyjrzy, nie bdzie go chciaa. Wonne powietrze i widok zielonych lici odebray Winstonowi resztki wiary w siebie. Ju w drodze ze stacji majowe soce uzmysowio mu wasn marno - marno bladej istoty yjcej wiecznie pord murw, z londyskim kurzem i sadz, wartymi w pory skry. Zda sobie spraw, e dziewczyna nigdy dotd nie widziaa go w jasnym, dziennym wietle. Dotarli do zwalonego pnia, o ktrym mu wspominaa. Przeskoczya przez pie i wesza w krzaki, cho nie wida byo midzy nimi adnego przejcia. Winston ruszy jej ladem; chwil pniej znaleli si na niewielkiej poronitej traw polanie na szczycie maego pagrka, ze wszystkich stron otoczonego przez strzeliste drzewka, cakowicie kryjce go przed ludzkim wzrokiem. Dziewczyna zatrzymaa si i odwrcia do Winstona.
        - Jestemy na miejscu - owiadczya. Sta kilka krokw od niej. I nie mia odwagi podej bliej.
        - Specjalnie nie odezwaam si przy dukcie, bo tam mog by mikrofony. Pewnie ich nie ma, ale lepiej nie ryzykowa, e ktry z tych wieprzy rozpozna nasze gosy. Tu jestemy bezpieczni.
        Wci brakowao mu miaoci, eby si do niej zbliy.
        - Tu jestemy bezpieczni? - powtrzy tpo.
        - Pewnie. Spjrz na te drzewa.
        Wok szumiay mode jesiony - niegdy rs tutaj wielki las, ale potem stare drzewa cito; ich pnie wypuciy nowe, proste pdy, z ktrych aden nie by grubszy od ludzkiej rki.
       - Nawet nie ma gdzie schowa mikrofonu! - dodaa. - Zreszt jestem tu nie pierwszy raz.
        Lecz nie po to tu przyjechali, eby rozmawia. Winston zdoby si na odwag i postpi krok naprzd. Staa przed nim sztywno wyprostowana, z lekko ironicznym umiechem na ustach, jakby pytajc, na co jeszcze czeka. Bukiet lea na ziemi, cho nie pamita, eby wypuci go z rk. Uj do dziewczyny.
        - Czy uwierzysz, e do tej pory nie wiem, jakiego koloru masz oczy? - spyta.
Przekona si, e s piwne; jasnopiwne, okolone czarnymi rzsami.
        - Powiedz, czy teraz, kiedy zobaczya mnie z bliska, nie wydaj ci si wstrtny?
        - Nie, skde - odpara.
        - Mam trzydzieci dziewi lat. on, ktrej nie mog si pozby. Wrzody na nogach. I pi sztucznych zbw.
        - To mnie nic nie obchodzi!
        W nastpnej chwili, nie wiadomo, czy za jej, czy za jego spraw, znalaza si w ramionach Winstona. Z pocztku myla jedynie o tym, jakie to wszystko jest nieprawdopodobne. Dziewczce ciao tulio si do niego, ciemne wosy muskay mu twarz, a teraz... tak, uniosa twarz i oto caowa pene, czerwone usta! Zarzucia mu rce na szyj, szeptaa, e jest najdroszy, cudowny, ukochany. Osunli si na muraw; nie stawiaa najmniejszego oporu, mg z ni robi co chcia. Jednake dotyk jej ciaa nie rozpali w nim namitnoci. Czu si dumny, szczliwy. Radowa si z tego, co si dzieje, ale nie czu podania. Sam dobrze nie wiedzia dlaczego: moe byo na to zbyt wczenie, moe peszyy go jej modo i uroda, moe za dugo y bez kobiety. Dziewczyna podniosa si i wyja z wosw zgnieciony dzwonek. Usiada i obja Winstona ramieniem.
        - Nie przejmuj si, kochanie. Nie ma popiechu. Cae popoudnie przed nami. Czy to nie wspaniaa kryjwka? Znalazam to miejsce, kiedy pewnego razu zgubiam si na zbiorowej wycieczce. Jeli kto idzie, sycha go na sto metrw.
        - Jak masz na imi? - spyta.
        - Julia. A ty Winston; nazywasz si Winston Smith.
        - Skd wiesz?
        - Chyba jestem lepszym detektywem ni ty, mj kochany. Powiedz, co mylae o mnie, zanim daam ci kartk?
        Nie mia ochoty kama. A zreszt, wyjawienie najgorszego byo te pewnego rodzaju miosnym podarkiem.
        - Nienawidziem ci strasznie. Chciaem ci zgwaci, a potem zamordowa. Przed dwoma tygodniami powanie zastanawiaem si nad tym, czy nie roztrzaska ci czaszki kamieniem. Skoro chcesz wiedzie, powiem ci: byem przekonany, e pracujesz dla Policji Myli!
        Dziewczyna rozemiaa si radonie, traktujc to jako komplement dla swojej umiejtnoci kamuflau.
        - Co ty, dla Policji Myli?! Powanie?
        - No, moe nie do koca. Ale kierujc si twoim wygldem, byem przekonany... No, sama rozumiesz: jeste moda, wiea, zdrowa...
        - Bye przekonany, e jestem wzorowym czonkiem Partii. Czysta w myli i uczynku. Transparenty, pochody, postpowe hasa, wsplne gry, piesze wycieczki i reszta tego gwna. I pewnie mylae, e gdybym miaa cho cie podejrzenia, natychmiast bym ci zadenuncjowaa jako mylozbrodniarza i cieszya si z twojej mierci?
        - Tak, wanie co w tym stylu. Pamitaj, e wiele modych kobiet jest dokadnie takich.
        - To wszystko przez t przeklt szmat! - zawoaa, zrywajc z siebie  szkaratn szarf  Modzieowej  Ligi Antyseksualnej i ciskajc j na najblisz ga.
        Nastpnie, jakby dotknwszy talii co sobie przypomniaa, wsuna do do kieszeni kombinezonu i wyja niedu tabliczk czekolady. Przeamaa na dwie czci i jedn daa Winstonowi. Jeszcze zanim jej skosztowa, pozna po zapachu, e to niezwyka czekolada. Bya ciemna, lnica i owinita w srebrn foli, podczas gdy normalnie sprzedawano matow, amliw mas brzowej barwy, o smaku kojarzcym si z woni palonych mieci. Ale kiedy, dawno temu, jad ju tak czekolad jak ta, ktr poczstowaa go Julia. Sam zapach zbudzi w nim silne, niepokojce, lecz cakiem zatarte wspomnienia.
        - Skd to masz? - spyta.
        - Kupiam na czarnym rynku - odpara obojtnie. - Fakt, e pozornie jestem taka, za jak mnie wzie. Nigdy nie unikam sportu. W Kapusiach peniam funkcj druynowej. Przez trzy wieczory w tygodniu pracuj ochotniczo w Modzieowej Lidze Antyseksualnej. Ile to godzin zmarnowaam obklejajc cay Londyn tymi ich bzdetami! W pochodach z reguy nosz transparenty. Wygldam pogodnie, nie wymiguj si od pracy spoecznej. Zawsze krzycz to co inni, taka jest moja zasada. Tylko ona gwarantuje bezpieczestwo.
        Pierwszy kawaek czekolady roztopi si na jzyku Winstona. Bya przepyszna. Tu na skraju jego wiadomoci koata si jaki zapomniany obraz, jakie wspomnienie, silne, lecz niewyrane niczym ksztat dostrzegany ktem oka. Odsun go od siebie, czujc gdzie w gbi, e wie si z jakim uczynkiem, ktry najchtniej by odwoa, gdyby to tylko byo moliwe.
        - Jeste  bardzo   moda,  Julio  -  rzek.  -  Dziesi, pitnacie lat modsza ode mnie. Co takiego ci si we mnie spodobao?
       - Masz co w twarzy. Pomylaam, e zaryzykuj. Umiem ocenia ludzi po wygldzie. Wiedziaam, e oni ci mier.
        Mwic oni miaa na myli Parti, a zwaszcza Wewntrzn Parti, z ktrej tak bardzo si naigrawaa, nie kryjc swojej nienawici, e Winston poczu si nieswojo, chocia wiedzia, i s tu wyjtkowo bezpieczni. Zdumiewao go te jej ordynarne sownictwo. Czonkowie Partii nie powinni przeklina i sam Winston kl bardzo rzadko, przynajmniej na gos. Julia natomiast jakby w ogle nie potrafia wspomnie o Partii, a zwaszcza o Wewntrznej Partii, nie uywajc rwnie plugawych sw jak te powypisywane w cuchncych zaukach. Nie eby mu to przeszkadzao. Stanowio po prostu kolejny przejaw buntu dziewczyny przeciwko Partii i wszystkiemu, co reprezentowaa, i w pewien sposb wydawao mu si rwnie naturalne i zdrowe jak prychanie konia, ktry czuje zapach zgniego siana. Opucili polan i wdrowali przed siebie ciek nakrapian socem, idc objci, ilekro jej szeroko na to pozwalaa. Zdziwio Winstona, o ile miksza wydaje si talia dziewczyny, gdy nie opasuje jej szarfa. Rozmawiali szeptem. Poza polan, zdaniem Julii, naleao zachowa ostrono. Wkrtce doszli do skraju lasu. Julia zatrzymaa si.
        - Dalej nie idmy. Na otwartym terenie kto moe nas zauway. Tu zasaniaj nas gazie.
        Stali w cieniu kpy leszczyny. Promienie soca, mimo e przedzieray si przez dziesitki lici, wci grzay im twarze. Winston spojrza na pole rozcigajce si przed nimi i nagle, z najwyszym zdumieniem, rozpozna to miejsce. Widzia je nieraz. Opuszczone pastwisko z wyskuban traw, po ktrym - midzy kopczykami kretowisk - wioda krta cieka. Naprzeciw, w nierwnym szeregu drzew, gazie wizw drgay leciutko na wietrze, koyszc gstwin lici niczym kobiecymi splotami. Gdzie w pobliu, cho poza zasigiem wzroku, musi przepywa strumie, w ktrego zielonych rozlewiskach migaj klenie!
        - Czy gdzie tdy przepywa strumyk? - spyta cicho.
        - Tak, na skraju ssiedniego pola. S w nim ryby, i to naprawd ogromne. Wida, jak czatuj w rozlewiskach pod wierzbami, utrzymujc si w miejscu lekkimi ruchami ogona.
        - Zota Kraina - szepn. - Prawie!
        - Zota Kraina?
        - Tak sobie nazwaem krajobraz, ktry czasami jawi mi si we nie.
        - Patrz! - powiedziaa cicho Julia.
        Niespena pi metrw od nich i na wysokoci ich twarzy, na gazi, przysiad drozd. Moe ich nie zauway. By w socu, a oni stali w cieniu. Rozpostar skrzyda i znw je zoy, pokrci ebkiem, jakby si kania socu, po czym nagle zapiewa. W popoudniowej ciszy jego trel zabrzmia z niespodziewan moc. Winston i Julia przylgnli do siebie, suchajc w oczarowaniu. Minuty mijay, a ptak piewa i piewa, coraz to inaczej, nie powtarzajc si ani razu, jakby specjalnie popisywa si swoim kunsztem. Czasami milk na kilka sekund, rozpociera i skada skrzyda, a po chwili wypina pier i znw zanosi si piewem. Winston przypatrywa mu si z podziwem. Dla kogo i po co tak trelowa? W pobliu nie byo adnej samiczki, adnego rywala. Co nim powodowao, e siedzc na skraju pustego lasu wypiewywa w przestrze swoje tony? Ciekawe, czy by tu gdzie ukryty mikrofon. On i Julia odzywali si do siebie tylko szeptem, zbyt cichym, aby mikrofon mg go wyowi, ale na pewno musia rejestrowa wiergot. Moe przy odbiorniku, daleko std, jaki may, pluskwowaty czowieczek nasuchuje uwanie - i syszy ptaka? Ale rozbrzmiewajca melodia stopniowo wypara wszystkie myli Winstona. Mia wraenie, e zalewa go niczym balsamiczny pyn i miesza si z promieniami soca przedzierajcymi si przez gazie. Przesta myle; po prostu czu. Kibi dziewczyny bya mikka i ciepa. Obrci Juli przodem do siebie; jej ciao jakby wtopio si w jego wasne. Kiedy dotyka dziewczyny, ulegle przyjmowaa pieszczoty. Ich usta zczyy si, ale inaczej ni podczas pierwszych gwatownych pocaunkw. Kiedy si odsunli, oboje westchnli gboko. Sposzony drozd odfrun opoczc skrzydami.
        Winston zbliy wargi do ucha Julii.
        - Teraz - szepn.
        - Nie tutaj - odszepna. - Chodmy na polank. Tam bezpieczniej.
        Pospiesznie, nie zwaajc na trzask gazek, ktre pkay pod ich stopami, wrcili na dawne miejsce. Gdy znaleli si na pagrku otoczonym modymi jesionami, Julia odwrcia si do Winstona. Oboje oddychali ciko, ale na jej wargach bka si umiech. Przez chwil przypatrywaa si mczynie, po czym zbliya do do byskawicznego zamka kombinezonu. I stao si niemal to, co w jego nie! Niemal tak szybko, jak sobie wyobrazi, zdara z siebie ubranie i cisna na bok dokadnie tym samym wspaniaym gestem, obracajcym wniwecz wszystkie nauki Partii. Jej biae ciao lnio w socu. Na razie nie patrzy na nie; utkwi oczy w piegowatej, obuzersko umiechnitej twarzy. Uklk przed Juli i uj jej rce w swoje.
        - Czy robia to ju przedtem?
        - Pewnie. Setki... no, dziesitki razy.
        - Z partyjnymi?
        - Zawsze z partyjnymi.
        - Z czonkami Wewntrznej Partii rwnie?
        - Nie, z tymi bydlakami nigdy. Ale wystarczyoby, ebym kiwna palcem, a prawie kady z nich poleciaby na mnie. Tylko, cholery, strugaj takich witoszkw!
        Serce zabio mu radoniej. Robia to dziesitki razy - pragn, aby byy to setki, tysice. Wszystko, co miao posmak zepsucia, napawao go nadziej. Kto wie, moe Parti ju dawno przeara zgnilizna, moe kult pracy i ascezy to blaga, zaledwie cienka otoczka skrywajca pene rozpasanie. Gdyby mg ich wszystkich zarazi trdem lub syfilisem, uczyniby to z radoci! Cokolwiek, byleby tylko osabi, podkopa i zniszczy tych drani! Pocign Juli w d, tak aby klczeli naprzeciw siebie.
        - Suchaj. Im wicej mczyzn miaa, tym bardziej ci kocham. Wiesz dlaczego?
        - Tak. Doskonale.
        - Nienawidz czystoci, nienawidz dobroci! Nie chc, eby istniay jakiekolwiek cnoty. Pragn, aby wszyscy byli zepsuci do szpiku koci.
        - W takim razie powinnam ci odpowiada, kochanie. Jestem zepsuta jak nikt.
        - Lubisz to robi? Nie pytam o pieszczoty ze mn, lecz o seks jako taki.
        - Uwielbiam!
        To wanie najbardziej pragn usysze. Nie chodzio mu o uczucie do konkretnej osoby, tylko o zwierzcy instynkt, niepohamowany fizyczny popd; on wanie by si, ktra moga rozsadzi Parti. Przewrci Juli na muraw, na rozsypane dzwonki; tym razem nie mia adnych trudnoci. Po pewnym czasie ich przyspieszone oddechy powrciy do zwykego rytmu i owadnici bog niemoc odsunli si troch od siebie. Soce wiecio teraz jakby mocniej. Oboje czuli si senni. Winston przycign kombinezon i narzuci na dziewczyn. Zasnli niemal natychmiast i spali blisko p godziny.
        Winston obudzi si pierwszy. Usiad i popatrzy na piegowat twarz Julii; dziewczyna nadal spaa spokojnie, z policzkiem wspartym na doni. adna pikno, ale usta miaa naprawd wspaniae. Kiedy si lepiej przyjrza, pod jej oczami dostrzeg kilka pojedynczych zmarszczek. Za to krtkie ciemne wosy byy wyjtkowo gste i puszyste. Zda sobie spraw, e wci nie zna nazwiska Julii i nie wie, gdzie ona mieszka.
        Mode, silne ciao, tak niewinnie pogrone we nie, wydao mi si kruche i bezradne, wzbudzao w nim opiekucze uczucia. Lecz naiwna tkliwo, ktra wezbraa w nim pod leszczyn, kiedy suchali piewu drozda, mina bezpowrotnie. cign z Julii kombinezon i dugo wpatrywa si w jej gadkie biae ciao. W dawnych czasach, pomyla, gdy mczyzna patrzy na ciao dziewczyny, ktre go podniecao, sprawa bya prosta. Obecnie jednak nie istniaa sama mio lub samo podanie. adne uczucie nie mogo by czyste, bo wszystko przesycay strach i nienawi. Uciski jego i Julii byy walk; ich orgazm zwycistwem. Ciosem zadanym Partii. Udan akcj polityczn.
        
        
      3
        
        
        Kiedy moemy tu znw przyjecha - powiedziaa Julia. - Zwykle kadej kryjwki mona bezpiecznie uywa dwa razy. Ale dopiero po miesicu lub dwch, oczywicie.
        Natychmiast po przebudzeniu jej zachowanie cakiem si zmienio: staa si czujna i rzeczowa. Ubraa si, obwizaa szarf i zacza instruowa Winstona, ktrdy ma jecha do domu. Wydao mu si naturalne, e to ona zaja si planowaniem powrotu. Najwyraniej miaa dryg do takich spraw, ktrego jemu zupenie brakowao, a w dodatku doskonale znaa okolice Londynu z licznych pieszych wycieczek. Marszruta, jak dla niego uoya, nie pokrywaa si z jego porann tras; w Londynie te przyjeda na inny dworzec.
        - Nigdy nie naley wraca t sam drog - owiadczya takim tonem, jakby obwieszczaa elazn regu.
        Postanowia, e ruszy pierwsza; Winston mia odczeka jeszcze p godziny. Powiedziaa mu, gdzie mog si spotka po pracy, za cztery dni. Wybraa uliczk w jednej z uboszych dzielnic, na ktrej znajdowa si targ; zwykle panowa tam zgiek i przewalay si tumy. Bdzie krcia si midzy straganami, udajc, e szuka sznurowade lub nici. Jeli uzna, e jest bezpiecznie, wytrze nos, kiedy Winston si zbliy; jeli nie da tego znaku, ma j po prostu min. Jeeli szczcie dopisze, uda im si, niewidocznym w tumie, porozmawia z kwadrans i umwi si na nastpne spotkanie.
        - Lec - powiedziaa, gdy tylko zapamita jej instrukcje. - O dziewitnastej trzydzieci musz by z powrotem. Obiecaam przepracowa dwie godziny w Modzieowej Lidze Antyseksualnej, pewnie bd rozdawa ulotki czy robi co podobnego. Szlag by ich trafi! Otrzep mnie, dobrze? Nie mam we wosach lici? Na pewno? W takim razie egnaj, najdroszy, egnaj!
        Pada mu w ramiona, wycaowaa gwatownie, a chwil pniej przedara si przez mode jesiony i prawie bezszelestnie oddalia. Wci nie zna jej nazwiska i adresu - ale mniejsza, bo przecie i tak nie mogli ani si odwiedza, ani ze sob korespondowa.
        Tak si zoyo, e nigdy wicej nie pojechali na polan. W maju jeszcze tylko raz mieli okazj si kocha. Zdarzyo si to w innej kryjwce znanej Julii, dzwonnicy zburzonego kocioa w niemal cakiem wyludnionej okolicy, na ktr przed trzydziestu laty zrzucono bomb atomow. Byo to wietne miejsce, lecz samo dotarcie do niego wizao si ze znacznym ryzykiem. W pozostae dni spotykali si na ulicy, kadego wieczora gdzie indziej i nigdy na duej ni na p godziny. Mogli ze sob wwczas rozmawia, cho w do osobliwy sposb. Wdrujc zatoczonymi chodnikami, nigdy rami w rami i ani razu na siebie nie patrzc, prowadzili dziwaczny dialog, przerywany niczym wiato latarni morskiej; milkli nagle - czsto w poowie zdania - ilekro widzieli partyjny kombinezon lub zbliali si do teleekranu, by po kilku minutach podj przerwany wtek; gdy za dochodzili do miejsca, gdzie mieli si rozsta, urywali rozmow, po czym nazajutrz kontynuowali j bez adnego wstpu. Julia bya najwyraniej przyzwyczajona do takiego sposobu porozumiewania si, ktry nazywaa rozmow na raty. Posiadaa te niezwyk biego w mwieniu bez poruszania ustami. Tylko raz, w cigu niemal miesica wieczornych spotka, udao im si pocaowa. Szli w milczeniu boczn ulic (Julia uwaaa, e z dala od gonych arterii nie wolno si odzywa), gdy nagle doszed ich oguszajcy ryk, ziemia zadygotaa, niebo poczerniao i Winston nagle stwierdzi, e ley na ziemi, przeraony i potuczony. Gdzie bardzo blisko rbn pocisk rakietowy. Wtem Winston ujrza o kilka centymetrw od siebie twarz Julii - trupioblad.   Nawet   usta   miaa   biae.   Nie   yje! - przerazi si. Przytuli j i dopiero wtedy sobie uwiadomi, e cauje ciep twarz ywej osoby. Pod wargami czu py; pokrywaa ich gruba warstwa tynku.
        Czasem, kiedy docierali na umwione miejsce, musieli si mija bez jednego spojrzenia, bo albo zza rogu wyania si patrol, albo w grze terkota helikopter. Nawet gdyby byo to mniej niebezpieczne, i tak nie mieliby czasu spotyka si czciej. Winston pracowa szedziesit godzin tygodniowo, Julia jeszcze wicej; od nawau pracy zaleao, kiedy wypadn ich wolne dni - czsto si nie pokryway. Co wicej, Julia rzadko miaa cay wolny wieczr. Niesamowicie duo czasu pochaniao jej suchanie odczytw, udzia w pochodach, rozdawanie ulotek Modzieowej Ligi Antyseksualnej, przygotowywanie transparentw na Tydzie Nienawici, zbieranie skadek podczas kampanii oszczdnociowej i podobna dziaalno spoeczna. Twierdzia, e jej si to opaca; daje doskonay kamufla. Przestrzegajc bahych praw, mona ama wielkie. Namwia nawet Winstona, aby powici jeszcze jeden ze swoich wolnych wieczorw i zgosi si ochotniczo do pracy w fabryce broni, gdzie - w ramach dodatkowych zaj - zatrudniano gorliwych partyjniakw. Tak wic raz w tygodniu, przez cztery godziny, Winston z nudy odchodzi niemal od zmysw, skrcajc ze sob niewielkie kawaki metalu, prawdopodobnie czci zapalnikw, w kiepsko owietlonej, penej przecigw hali, w ktrej ponury stukot motkw zlewa si z muzyk pync z teleekranw.
        Kiedy spotkali si w dzwonnicy, mogli wreszcie uzupeni luki w swoich przerywanych rozmowach. Byo upalne popoudnie. Powietrze w maym kwadratowym pomieszczeniu nad dzwonami, nagrzane i duszne, cuchno gobimi odchodami. Rozmawiali przez wiele godzin siedzc na zakurzonej, pokrytej gazkami pododze; tylko co jaki czas ktre z nich wstawao, by spojrze przez wskie otwory strzelnicze i sprawdzi, czy nikt si nie zblia.
        Julia miaa dwadziecia sze lat. Mieszkaa w hotelu robotniczym z trzydziestoma innymi dziewcztami (Wiecznie w tym babskim smrodzie! Jak ja nienawidz kobiet - dorzucia) i pracowaa, tak jak si domyla, przy automatach do pisania powieci w Departamencie Literatury. Lubia swj zawd: jej obowizki polegay gwnie na obsudze i konserwacji potnego, skomplikowanego silnika elektrycznego. Nie uwaaa si za specjalnie byskotliw, ale znaa si na maszynach, a praca fizyczna sprawiaa jej przyjemno. Potrafia opisa cay proces tworzenia powieci od momentu nadejcia zlecenia z Komisji Planowania a po ostateczny retusz dokonywany przez zesp autorski. Za to kocowy wynik jej nie interesowa. Jak owiadczya, nie miaa gowy do ksiek. Traktowaa je tak samo jak inne artykuy, ktre si produkuje, na przykad sznurowada lub demy.
        Nie sigaa pamici dalej ni do pocztku lat szedziesitych, a jedyn znan jej osob, ktra czsto mwia o czasach przed Rewolucj, by jej dziadek; znik, kiedy miaa osiem lat. W szkole zostaa kapitanem druyny hokejowej i dwa lata z rzdu zdobya tytu najlepszej gimnastyczki. W Kapusiach bya druynow, a w Lidze Modych - zanim przesza do Modzieowej Ligi Antyseksualnej - sekretarzem okrgowym. Zawsze cieszya si znakomit opini. Wybrano j nawet (nieomylna oznaka zaufania) do pracy w Pornoseku, sekcji Departamentu Literatury zajmujcej si produkcj tandetnej pornografii do rozprowadzania wrd proli. Midzy sob, jak wyznaa, pracownicy przezywali t sekcj Kloak. Pracowaa tam przez rok, pomagajc wydawa broszury - od razu w zaklejonych opakowaniach - pod takimi tytuami, jak Lubi by chostana albo Noc w internacie dla dziewczt, ktre pniej kupowali ukradkiem modziecy z proletariackich rodzin, przekonani, e zdobywaj co zakazanego.
        - Jakie one s? - zapyta zaciekawiony Winston.
        - Ech, straszne miecie. I tak naprawd, potwornie nudne. Jest tylko sze fabu, ktre za kadym razem co nieco si zmienia. Zreszt ja tylko obsugiwaam kalejdoskop. Nigdy nie pracowaam w zespole autorskim. Nie mam adnych zdolnoci literackich, nawet do wymylania takiej szmiry.
        Zdumiaa go wiadomo, e z wyjtkiem szefw wszystkich podsekcji w Pornoseku zatrudniano wycznie dziewczta, uwaajc, e mczyni, u ktrych popd pciowy jest znacznie silniejszy, mog prdzej ulec zepsuciu przez kontakt z produkowanymi przez siebie wistwami.
        - Nawet matki niechtnie zatrudniaj - dodaa. - Wol mode dziewczyny, bo niby s takie czyste. Ale co do mnie grubo si omylili!
        Swj pierwszy romans miaa w wieku lat szesnastu z szedziesicioletnim czonkiem Partii, ktry pniej popeni samobjstwo, aby unikn aresztowania.
        - I dobrze si stao - stwierdzia - bo gdyby go zaczli maglowa, na pewno by mnie wsypa.
        Od tego czasu miaa wielu kochankw. Filozofia yciowa Julii bya bardzo prosta. Pragna si bawi, a oni, czyli Partia, usiowali jej w tym przeszkodzi; amaa wic prawo i jako sobie radzia. Uwaaa za tak samo naturalne to, e oni chc pozbawi kadego radoci, jak to, e kady prbuje unikn zapania. Nienawidzia Partii i czsto o tym mwia, uywajc jak najordynarniejszych sw, ale nie krytykowaa jej zaoe i polityki. Doktryny Partii zupenie Julii nie interesoway, chyba e dotyczyy jej wasnego ycia. Winston stwierdzi, e w ogle nie stosuje nowomowy, z wyjtkiem paru sw, ktre weszy do powszechnego uycia. Nigdy nie syszaa o Braterstwie i nie chciaa wierzy w jego istnienie. Zorganizowany bunt przeciwko Partii, z gry skazany na niepowodzenie, uznaa za idiotyzm. Twierdzia, e najrozsdniej jest po prostu ama przepisy, lecz umiejtnie, tak aby nie wpa. Winston ciekaw by, ilu przedstawicieli modego pokolenia myli podobnie jak ona - czy mona znale wielu ludzi wychowanych po Rewolucji, niewiadomych innego ycia., ktrzy uwaaj Parti za co rwnie trwaego jak niebo i nie buntuj si otwarcie przeciwko jej autorytetowi, lecz usiuj jej si wymkn ukradkiem niczym zajc sforze psw.
        Ani razu nie rozwaali moliwoci wzicia lubu, bo Zastanawianie si nad czym tak nierealnym po prostu nie miao sensu. adna, komisja nie udzieliaby im zgody, nawet gdyby Winstonowi udao si jako pozby Katherine. Nie byo co marzy.
        - Jaka ona jest, ta twoja ona? - zapytaa Julia.
        - Hm... czy znasz taki termin z nowomowy: dobromylak? Oznacza osob dogbnie ortodoksyjn, niezdoln do pomylenia czego zego.
        - Nie, tego zwrotu nie znam, ale wiem dobrze, o jaki typ czowieka ci chodzi.
        Zacz jej opowiada histori swojego maestwa, lecz ku jego zaskoczeniu, nie gorzej ni on umiaa scharakteryzowa ten zwizek. Opisaa mu ciao Katherine, jakby je widziaa lub dotykaa, sztywniejce, ilekro si do niej zblia, oraz sposb, w jaki ona zdawaa si z caej siy go odpycha nawet wwczas, gdy obejmowaa go ciasno ramionami. Rozmawiajc z Juli o tych sprawach nie czu skrpowania; zreszt Katherine ju dawno przestaa by dla niego bolesnym wspomnieniem; co najwyej myla o niej z niesmakiem.
        - Wytrzymabym z ni, gdyby nie jedno - owiadczy i opowiedzia o frustrujcej rodzinnej ceremonii, do ktrej Katherine przymuszaa go regularnie raz w tygodniu. - Nie znosia tego, ale nic nie mogo jej powstrzyma. Nazywaa to... Nigdy nie zgadniesz!
        - Obowizkiem wobec Partii - oznajmia natychmiast Julia.
        - Skd wiedziaa?!
        - Ja te, kochany, chodziam do szkoy. Szesnastolatki maj raz w miesicu pogadanki na temat ycia rodzinnego. To samo dzieje si w organizacjach modzieowych. Caymi latami wbijaj ci do gowy te bzdury. I w wielu wypadkach chyba rzeczywicie im si udaje. Chocia waciwie trudno oceni; ludzie potrafi by szalenie obudni!
        Zacza rozwija t kwesti. Prawie kady temat sprowadzaa do wasnej zmysowoci, a wwczas potrafia wygasza niezwykle wnikliwe sdy. W odrnieniu od
        Winstona, wietnie rozumiaa, dlaczego Partia jest taka purytaska. Udane wspycie pciowe zwalczano nie dlatego, e midzy partnerami tworzy si intymna wi nie poddajca si partyjnej kontroli, ale poniewa niezaspokojenie seksualne wywouje histeri, stan ogromnie podany, gdy atwo go przeksztaci w gorczk wojenn lub w kult przywdcy. Julia uja to tak:
        - Kiedy ludzie si kochaj, zuywaj energi, a potem jest im dobrze i zupenie nic ich nie obchodzi. Wic Partia zakazuje im si kocha, bo chce, eby kady bezustannie a tryska energi. Te cige pochody, okrzyki, wymachiwanie flagami to po prostu oznaki niewyycia seksualnego. Jeli jest ci dobrze, po choler miaby si podnieca Wielkim Bratem, planami trzyletnimi, Dwiema Minutami Nienawici i reszt tych bredni?
        Ma racj, pomyla. Midzy wstrzemiliwoci pciow a ortodoksj polityczn musi istnie cisy, bliski zwizek. Bo jak inaczej mona utrzyma na tak wysokim poziomie owo natenie strachu, nienawici i obkaczej atwowiernoci u wszystkich czonkw Partii, jeli nie przez zatamowanie, spitrzenie i odpowiednie ukierunkowanie jakiego potnego naturalnego instynktu? Popd pciowy stwarza dla Partii zagroenie, ale umiaa go wykorzysta. Podobnie postpia z instynktem rodzicielskim. Nie moga zakaza posiadania dzieci, zachcaa wic do kochania ich w jak najbardziej tradycyjny sposb. Natomiast dzieci systematycznie obracano przeciwko rodzicom; uczono je, aby szpiegoway i donosiy, jeli tylko zauwa co odbiegajcego od normy. Tak wic rodzina staa si jakby przedueniem Policji Myli; kady, kto mia dzieci, przez cay czas przebywa w towarzystwie doskonale go znajcych kapusiw.
        Nagle Winstonowi przypomniaa si Katherine. Na pewno doniosaby na niego Policji Myli, gdyby po prostu nie bya zbyt gupia, aby si zorientowa, jak nieprawomylne ma pogldy. Myl o niej nasun mu panujcy upa, od ktrego czoo mia zroszone potem. Zacz opowiada Julii o tym, co si wydarzyo - a racz] prawie wydarzyo - w rwnie upalne letnie popoudnie przed jedenastu laty.
        Byo to trzy lub cztery miesice po ich lubie. Zgubili si podczas pieszej wycieczki w okolice Kent. Zostali w tyle za grup zaledwie o kilkaset metrw, lecz skrcili w z stron i nagle znaleli si na skraju urwiska, w miejscu gdzie niegdy wybierano kred. Pionowa ciana - dziesi, dwadziecia metrw - a poniej gazy. Nie byo nikogo, kogo mogliby zapyta o drog. Kiedy Katherine zrozumiaa, e si zgubili, wpada w popoch. Przebywanie cho przez chwil z dala od haaliwych wspuczestnikw wycieczki wywoywao u niej poczucie winy. Chciaa czym prdzej wrci t sam drog, ktr przyszli, i uda si na poszukiwanie grupy. Ale akurat wtedy Winston spostrzeg kpy krwawnicy rosnce w szczelinach skalnych poniej. Wrd nich dwubarwn - karmazynow i ceglastoczerwon - ktra najwyraniej wyrastaa z jednego korzenia. Nigdy nie widzia czego podobnego, zawoa wic Katherine, eby te zobaczya.
        - Spjrz, Katherine! Popatrz na tamte kwiaty. Ta kpa prawie na samym dole. Widzisz, e s w dwch kolorach?
        Ju odchodzia, ale mimo wzburzenia cofna si. Wychylia si przez urwisko i spojrzaa tam, gdzie wskazywa. Stojc o krok za ni, obj j w talii, by nie stracia rwnowagi. W teje chwili zda sobie spraw, e s zupenie sami. W pobliu nie byo nikogo, nie drga ani jeden li, nie syszao si nawet ptakw. Maa szansa, aby
        w takim miejscu znajdowa si mikrofon, a nawet gdyby go tu gdzie ukryto, wyapywaby przecie tylko dwiki. Bya to najgortsza, najbardziej senna pora popoudnia. Soce palio, pot cieka Winstonowi z twarzy. I wtedy nagle przyszo mu do gowy...
        - Dlaczego jej nie zepchn? - spytaa Julia. - Ja bym si tam nie wahaa.
       - Tak, najdrosza, nie wtpi. Ja te bym si nie waha, gdybym wtedy by tym czowiekiem co teraz. Chocia... sam nie wiem.
        - aujesz, e jej nie zrzuci?
        - Tak. W gruncie rzeczy auj.
        Siedzieli obok siebie na zakurzonej posadzce. Przycign dziewczyn bliej. Opara gow o jego rami; jej wosy wydzielay przyjemny zapach niweczcy smrd gobich odchodw. Jest moda, pomyla, wci oczekuje czego od ycia i nie rozumie, e zepchnicie ze skay niewygodnej osoby niczego nie rozwizuje.
        - Przecie to by nic nie zmienio - owiadczy.
        - Wic dlaczego aujesz, e jej nie zepchn?
        - Bo lepsze jest dziaanie od biernoci. W grze, jak prowadzimy, nie moemy odnie zwycistwa. Ale niektre przegrane s mimo wszystko lepsze od innych.
        Poczu, e Julia wzrusza ramionami na znak sprzeciwu. Nigdy si z nim nie zgadzaa, ilekro mwi co podobnego. Nie chciaa przyj do wiadomoci, e jednostka zawsze musi przegra. Zdawaa sobie spraw, i zguba jest przesdzona, e prdzej czy pniej Policja Myli zapie ich i zabije, ale rwnoczenie jaka czstka jej umysu wierzya w szans stworzenia sobie tajemniczego wiata, w ktrym mona y, jak si tylko zapragnie. Wystarczyo mie szczcie, przebiego i odwag. Nie rozumiaa, e szczcie po prostu nie istnieje, e zwycistwo jest moliwe jedynie w odlegej przyszoci, dugo po ich mierci, e od chwili wypowiedzenia wojny Partii najlepiej myle o sobie jako o trupie.
        - Jestemy martwi - rzek Winston.
        - Jeszcze nie jestemy - zaprotestowaa rzeczowo.
        - Fizycznie nie jestemy. Ale za p roku, za rok, gra za pi lat bdziemy. Boj si mierci. Jeste modsza ode mnie, wic pewnie boisz si bardziej. Jasne, e sprbujemy odwleka nasz koniec tak dugo, jak nam si uda. Ale nie ma to wielkiego znaczenia. Skoro zdecydowalimy si by wolnymi ludmi, musimy postawi znak rwnoci midzy yciem i mierci.
        - Bzdura! Wolisz si kocha ze mn czy z jakim szkieletem? Nie radujesz si yciem? Nie cieszy ci, e moesz powiedzie: to jestem ja, to jest moja rka, moja noga, istniej, naprawd istniej, yj?! Nie sprawia ci to radoci?!
        Obrcia si ku niemu i przywara caym ciaem. Czu przez kombinezon dotyk jej dojrzaych, jdrnych piersi. Ciao Julii wlewao w niego swoj modo i animusz.
        - Masz racj, sprawia - przyzna.
        - Wic przesta gada o mierci. A teraz, kochany, musimy si umwi na nastpne spotkanie. Chyba znw moemy si spotka na polance. Odczekalimy do dugo. Tylko tym razem pojedziesz inn tras. Wszystko ju obmyliam. Wsidziesz w pocig... poczekaj, najlepiej ci to narysuj.
        I, zaradna jak zawsze, gazk z gobiego gniazda zacza rysowa map na zakurzonej posadzce.
        
        
      4
        
        
        Winston rozejrza si po ndznym pokoiku nad sklepem pana Charringtona. Na ogromnym ku pod oknem leay wystrzpione koce i poduszka bez powoczki. Na kominku tyka staromodny zegar z dwunastocyfrow tarcz. W rogu, na rozkadanym stole, poyskiwa agodnie w pmroku szklany przycisk, ktry Winston kupi przed miesicem.
        Za metalow oson kominka sta poobijany blaszany prymus, garnek oraz dwie filianki, wszystko dostarczone przez pana Charringtona. Winston rozpali prymus i nastawi w garnku wod. Przynis ze sob pen kopert Kawy Zwycistwa i kilka pastylek sacharyny. Zegar wskazywa sidm dwadziecia, czyli dziewitnast dwadziecia. Julia miaa przyj o dziewitnastej trzydzieci.
        Szalestwo, szalestwo, szepta mu wewntrzny gos; wiadome, niepotrzebne, samobjcze szalestwo. Ze wszystkich przestpstw, jakie mg popeni czonek Partii, to byo najtrudniejsze do ukrycia. Pomys przyszed mu do gowy, gdy ujrza w mylach szklany przycisk odbijajcy si w wypolerowanym blacie rozkadanego stou. Tak jak oczekiwa, pan Charrington chtnie wynaj pokj. Ucieszy si, e wpadnie mu kilka dolarw ekstra. Ani si nie oburzy, ani nie zacz nieprzyjemnie spoufala, kiedy stao si jasne, i Winston potrzebuje pokoju w celach romansowych. Stara si raczej nie patrze mu w oczy i wyraa tylko oglnikami; w sumie zachowywa si tak delikatnie, jakby chcia niemal sta si niewidoczny. Moliwo przebywania z dala od ludzi to cenna rzecz, owiadczy. Co pewien czas kady odczuwa potrzeb samotnoci. A jeli komu akurat wiadomo, gdzie kto inny lubi izolowa si od wiata, zwyka grzeczno wymaga, aby tego nie rozgasza. Doda nawet, z takim wyrazem twarzy, jakby najchtniej w ogle rozpyn si w powietrzu, e drugie drzwi domku wychodz na podwrze, z ktrego jest przejcie na ssiedni uliczk. Za oknem kto piewa. Winston, ukryty za mulinow firank, wyjrza na zewntrz. Czerwcowe soce wci wdrowao wysoko po niebie, a na podwrku skpanym w jego blasku olbrzymia baba przewizana w pasie fartuchem uszytym z worka, masywna jak normandzka kolumna, o krzepkich, czerwonych ramionach, chodzia ciko tam i z powrotem midzy bali a sznurem na bielizn, rozwieszajc dziesitki biaych, kwadratowych kawakw materiau, w ktrych Winston rozpozna pieluszki. Ilekro wyjmowaa z ust drewniane spinacze, natychmiast zaczynaa piewa dononym kontraltem:
        
        To by tylko chwilowy urok 
        I min jak kwietniowy dzie, 
        Lecz c za marzenia rozbudzi! 
        Z serca mego najlejszy zdj cie!
        
        Sowa te od tygodni nuci do znudzenia cay Londyn. Bya to jedna z nielicznych, bardzo do siebie podobnych piosenek, przygotowywanych dla proli przez ktr z sekcji Departamentu Muzyki. Ich teksty, bez absolutnie niczyjego udziau, ukadaa maszyna zwana wersyfikatorem. Ale kobieta piewaa tak melodyjnie, e w jej ustach nawet te straszne brednie brzmiay niemal przyjemnie. Winston sysza piew i szuranie butw prolki o bruk, krzyki dzieci bawicych si na ulicy, a gdzie w oddali stumione odgosy ruchu koowego, lecz pokj i tak wydawa mu si cichy przez to, e brakowao w nim teleekranu.
        Szalestwo, czyste szalestwo! - pomyla znw. Nie wierzy, aby widujc si tutaj mogli unikn wykrycia duej ni przez kilka tygodni. Ale pokusa, by wreszcie mie stae miejsce spotka, w dodatku blisko i pod dachem, bya dla nich zbyt silna. Po randce w dzwonnicy w ogle nie udawao im si spotka. W zwizku ze zbliajcym si Tygodniem Nienawici drakosko wyduono czas pracy. Wprawdzie obchody rozpoczynay si dopiero za miesic, ale przygotowania prowadzono na tak gigantyczn skal, e nikogo nie ominy jakie dodatkowe zajcia. Wreszcie jednego dnia obojgu wypadao wolne popoudnie. Umwili si, e pojad na polank. Dzie wczeniej spotkali si wieczorem na ulicy. Jak zwykle Winston ledwo spojrza na Juli, kiedy lawirowali w tumie powoli zbliajc si do siebie, lecz wydaa mu si bledsza ni zazwyczaj.
- Nic z tego - szepna, gdy tylko uznaa, e moe si bezpiecznie odezwa. - Z jutra nici!
        - Co takiego?
        - Jutro nie mog.
        - Dlaczego?
        - Z prozaicznej przyczyny. Tym razem zacz mi si wczeniej.
        Mczyzna na moment wpad we wcieko. Odkd miesic temu pozna Juli, zmieni si charakter jego podania. Na pocztku niewiele byo w ich pieszczotach prawdziwej zmysowoci. Kiedy kochali si po raz pierwszy, by to po prostu wiadomy akt woli. Ale ju po drugim razie wszystko si zmienio. Zapach wosw Julii, smak jej ust, dotyk skry stay si jakby czci jego i jego wiata. Dziewczyna wydawaa mu si teraz fizycznie niezbdna; nie tylko jej pragn - uwaa wrcz, e ma do niej prawo. Kiedy powiedziaa, e jutro nie moe jecha, poczu si gboko oszukany. Akurat w tym momencie tum pchn ich ku sobie i ich donie si zetkny. Szybko ucisna czubki jego palcw gestem, ktry wzbudzi w nim nie tyle podanie, ile czuo. Uzmysowi sobie, e kiedy yje si z kobiet, taki powd odmowy jest rzecz czst i naturaln; ogarno go rozrzewnienie, jakiego nie zna nigdy dotd. Zapragn nagle, aby byli maestwem ju od dziesiciu lat. Zapragn i z ni ulic; nie tak jak teraz, lecz otwarcie i bez lku, rozmawiajc o bahostkach i kupujc drobiazgi do wsplnego domu. Zamarzyo mu si, aby mieli gdzie si spotyka i przebywa tylko we dwoje bez poczucia, e za kadym razem musz si kocha. Nie tego wieczoru, ale ju nastpnego dnia wpad mu pomys, eby wynaj pokj od pana Charringtona. Gdy powiedzia o tym Julii, niespodziewanie przystaa ochoczo. Oboje zdawali sobie spraw, e to szalestwo. Jakby naumylnie postpowali o krok w stron grobu. Siedzc na brzegu ka i czekajc na Juli, pomyla o lochach Ministerstwa Mioci. Dziwne, jak w nieuchronny koszmar jawi si nagle przed oczyma, po czym znw znika. By czym nieodwoalnym: stanowi cz ich przyszoci, cz poprzedzajc mier tak niezawodnie, jak liczba 99 poprzedza liczb 100. Nie sposb byo tego unikn, ale istniaa szansa odroczenia; jednake raz po raz z pen wiadomoci niebezpieczestwa robili co, co tylko mogo skrci okres dzielcy ich od zguby.
        W tym momencie na schodach rozleg si pospieszny tupot krokw i do pokoju wpada Julia. Miaa ze sob torb na narzdzia wykonan z grubego brzowego ptna, z ktr czasami widywa j na korytarzu ministerstwa. Podszed i przytuli dziewczyn, lecz szybko wyzwolia si z obj, wci ciskajc torb.
        - Jedn chwilk! Najpierw chc ci pokaza, co zdobyam. Ty pewnie przyniose t ohydn Kaw Zwycistwa, no nie? Tak te mylaam. Moesz wyrzuci to gwno, nie bdzie nam potrzebna. Patrz!
        Uklka na pododze, otworzya torb i wysypaa z niej lece na wierzchu narzdzia. Pod spodem znajdowao si kilka zgrabnych papierowych paczuszek. W pierwszej, ktr mu podaa, wyczu dotykiem co dziwnego, ale zarazem jakby mglicie znajomego. Wypeniaa j jaka cika, ziarnista substancja ustpujca pod naciskiem palcw.
        - Czyby to by cukier? - spyta.
        - Tak, prawdziwy cukier. Nie sacharyna, tylko cukier! A oto bochenek chleba, prawdziwego, jasnego chleba, nie tego wistwa, ktrym nas karmi, oraz soiczek demu. Do tego jeszcze puszka mleka i... Spjrz! Z tego jestem najbardziej dumna. Musiaam owin w szmat, bo...
        Nie potrzebowaa mu wyjania, dlaczego zawina t paczk: jej aromat od razu wypeni pokj. Wonny, intensywny zapach kojarzy si Winstonowi z najwczeniejszym dziecistwem, cho i teraz czasem zdarzao mu si go czu - dochodzi na przykad z gbi mijanej klatki schodowej, dopki nagle nie zatrzanito drzwi, albo unosi si tajemniczo na zatoczonej ulicy; wchao si go przez chwil, po czym raptem nik.
        - Kawa - szepn. - Prawdziwa kawa!
        - Kawa Wewntrznej Partii. Przyniosam cay kilogram.
        - Jak zdobya te skarby?
        - Czonkowie Wewntrznej Partii maj wszystkiego w brd. Tym winiom niczego nie brakuje, dosownie niczego. Ale kelnerzy, suba i inni zawsze co tam podkradaj, wic... Patrz, mam nawet troch herbaty.
        Winston ju dobr chwil temu przykucn obok Julii. Rozerwa rg paczuszki.
        - Prawdziwa herbata! Nie licie jeyn!
        - Ostatnio jest sporo herbaty. Pewnie zdobyli Indie czy co w tym rodzaju - owiadczya. - Poczekaj, kochany. Odwr si i nie patrz na mnie przez kilka minut. Usid po drugiej stronie ka. Tylko nie podchod zbyt blisko okna. I nie ogldaj si, dopki ci nie powiem.
        Winston zapatrzy si w mulinow firank. Na podwrzu kobieta o czerwonych ramionach wci dreptaa midzy bali i sznurem z bielizn. Wyja z ust kolejne dwa drewniane spinacze i zapiewaa z przejciem:
        
        Mwi, e czas leczy rany,
        Wszystko w niepami odpywa;
        Lecz moje serce wci szlocha aonie,
        Gdy wspomnienie sprzed lat w nim odywa!
        
        Najwyraniej znaa na pami ca szmataw piosnk. Jej gos - melodyjny, przepojony jakby pogodn melancholi - wzbija si do gry wraz z wonnym letnim powietrzem. Odnosio si wraenie, e byaby zupenie szczliwa, gdyby ten czerwcowy wieczr trwa wiecznie, a gra prania nigdy si nie koczya, i gdyby przez nastpne tysice lat moga rozwiesza pieluszki i wypiewywa bzdury. Pomyla z zaskoczeniem, e nigdy nie sysza, aby czonek Partii piewa co spontanicznie sam jeden. Byoby to wrcz nieprawomylne i pewnie uznane za oznak niebezpiecznej ekscentrycznoci, podobnie jak mwienie na gos do siebie. Czyby tylko ludzie yjcy na granicy ubstwa mieli ochot piewa?
        - Moesz si odwrci! - zawoaa Julia.
        Kiedy na ni spojrza, w pierwszej chwili prawie jej nie pozna. Spodziewa si, e zobaczy dziewczyn nag. Tymczasem zmiana, jaka nastpia, bya znacznie bardziej niezwyka. Julia si umalowaa.
        Zapewne wstpia ukradkiem do jakiego sklepu w dzielnicy dla proli i kupia sobie zestaw kosmetykw. Usta miaa ciemnoczerwone, na policzkach r, nos przypudrowany; nawet oczy podkrelia czym, co sprawio, e wydaway si janiejsze. Makija wykonaa do nieudolnie, ale te Winston nie by adnym znawc. Dotychczas nigdy nie widzia i nawet sobie nie potrafi wyobrazi partyjniaczki z umalowan twarz. Przemiana, jaka si w Julii dokonaa, bya wprost niesamowita. Za pomoc zaledwie kilku pocigni w odpowiednich miejscach staa si nie tylko znacznie adniejsza, lecz przede wszystkim znacznie bardziej kobieca. Jej krtka fryzura i chopicy kombinezon jedynie potgoway to wraenie. Gdy bra j w ramiona, poczu sztuczny zapach fiokw. Przypomnia mu si pmrok sutereny i czarna jama w twarzy prostytutki. Uywaa tych samych perfum, ale wcale mu to nie przeszkadzao.
        - Nawet perfumy! - wykrzykn.
        - Tak, najdroszy, nawet perfumy. I wiesz, co jeszcze zrobi? Zdobd jako prawdziw babsk sukienk i bd j nosi zamiast tych cholernych gaci. Wo jedwabne poczochy i pantofle na wysokich obcasach! W tym pokoju bd kobiet, a nie towarzyszk partyjn!
        Zrzucili z siebie ubrania i pooyli si na ogromnym mahoniowym ou. Winston po raz pierwszy rozebra si cakiem do naga w obecnoci Julii. Dotychczas zbyt si wstydzi swojego bladego, mizernego ciaa, ylakw na ydkach i fioletowej plamy nad kostk. Nie mieli przecierada, lecz wytarte koce, na ktrych spoczywali, byy gadkie w dotyku, a rozmiary i sprysto ka wprawiay ich oboje w zdumienie.
        - Pewnie a roi si od pluskiew, ale co tam! - zawoaa Julia.
        Podwjnych ek w ogle si nie widywao, chyba e w domach proli. W dziecistwie Winston sypia czasami w takim ku; Julia - z tego, co pamitaa - nigdy.
        Wkrtce oboje zapadli w drzemk. Kiedy Winston si zbudzi, wskazwki zegara zbliay si do dziewitej. Lea bez ruchu, poniewa Julia spaa z gow opart na jego ramieniu. Star jej si prawie cay makija, pozostawiajc lady na poduszce i twarzy Winstona, lecz resztka ru wci jeszcze podkrelaa pikno koci policzkowych. Zote promienie zachodzcego soca paday na skraj ka i kominek, owietlajc garnek, w ktrym bulgotaa woda. Prolka na podwrzu przestaa piewa, ale z uliczki nadal dobiegay przytumione krzyki bawicych si dzieci. Winston zacz si zastanawia, czy w wymazanej przeszoci leenie w ku w chodzie letniego wieczoru byo czym normalnym; czy kobieta i mczyzna mogli lee tak razem nago, kocha si, kiedy tylko zapragn, rozmawia, o czym tylko chc, nie czujc adnej potrzeby, aby wsta - czy wolno im byo po prostu tak lee i sucha cichych dwikw pyncych zza okna? Chyba niemoliwe, eby taka sodka bezczynno bya kiedykolwiek dozwolona! Julia obudzia si, przetara oczy i unoszc si na okciu spojrzaa na prymus.
- Poowa wody si wygotowaa - stwierdzia. - Zaraz wstan i zrobi nam kawy. Mamy godzin. O ktrej gasz wiato w twoim bloku? :
        - O dwudziestej trzeciej trzydzieci.
        - U mnie w hotelu punkt dwudziesta trzecia. Ale wszystkie musimy wraca sporo wczeniej, bo... Ojej! A masz, ty obrzydliwa bestio!
        Nagle wychylia si z ka, chwycia z podogi but i rzucia w rg pokoju tym samym chopicym ruchem ramienia, jakim podczas Dwch Minut Nienawici na oczach Winstona cisna sownik w podobizn Goldsteina.
        - Co to byo? - spyta zaskoczony.
        - Szczur. Wystawi swj mierdzcy nos zza listwy. Na pewno jest tam dziura. Przynajmniej napdziam mu pietra!
        - Szczury - szepn Winston. - Tutaj!
        - S wszdzie - powiedziaa obojtnie Julia, kadc si z powrotem. - W hotelu robotniczym mamy je w kuchni. Cz dzielnic Londynu a si od nich roi. Wiesz, e atakuj dzieci? Na niektrych ulicach kobiety boj si zostawia niemowl bez opieki nawet na minut. Najgorsze s te wielkie i brunatne. A najpotworniejsze jest to, e...
        - Przesta!- zawoa Winston, zaciskajc mocno oczy.
        - Najdroszy, strasznie zblade! Co si stao? Masz alergi na szczury?
        - Szczury to najohydniejsze, co moe by na wiecie!
        Przytulia go do siebie i otoczya ramionami, jakby chcc rozproszy jego lki ciepem swojego ciaa. Nie od razu otworzy oczy. Przez kilka chwil zdawao mu si, e znw powrci koszmarny sen, ktry przeladowa go przez cae ycie w rnych odstpach czasu. Prawie zawsze by taki sam. Przed Winstonem jawia si mroczna jama, a w niej czaio si co tak przeraajcego i obrzydliwego, e ba si nawet spojrze. We nie cay czas czu, e oszukuje sam siebie, bo podwiadomie wie, co kryje si w ciemnociach. Gdyby zdoby si na prawdziwie wielki wysiek, tak brutalny, jakby chcia sam rozsadzi sobie czaszk, zdoaby odkry, co to takiego. Lecz za kadym razem budzi si nie uczyniwszy tego; koszmar jednak mia jaki zwizek z tym, co mwia Julia, kiedy na ni krzykn.
        - Przepraszam - rzek. - Nic si nie stao. Po prostu nie lubi szczurw.
       - Nie martw si, najdroszy, ju ich wicej nie ujrzysz. Przed wyjciem zatkam otwr kawakiem worka. A nastpnym razem przynios gips i porzdnie wszystko zaklajstruj.
        Ju prawie zapomnia o swoim panicznym strachu. Lekko zawstydzony usiad na ku. Julia wstaa, woya kombinezon i zaparzya kawy. Z garnka unosi si tak silny, wspaniay aromat, e zamknli okno, aby przypadkiem nie poczu go kto obcy i nie zacz sprawdza, skd dochodzi. Jeszcze lepsza od samego smaku kawy bya jedwabisto, jak nadawa jej cukier - co, czego Winston, po latach uywania sacharyny, niemal nie pamita. Z jedn rk w kieszeni, a w drugiej trzymajc pajd chleba z demem, Julia obesza pokj; zerkna obojtnie na rega z ksikami, obejrzaa rozkadany st i powiedziaa, jak najlepiej go naprawi, opada na fotel, eby sprawdzi, czy siedzi si w nim wygodnie, wreszcie z ciekawoci i rozbawieniem popatrzya na zegar z absurdaln dwunastocyfrow tarcz. Potem przyniosa do ka szklany przycisk, chcc obejrze go w lepszym wietle. Winston wyj go jej z rk, jak zawsze zauroczony mikk wodnistoci szka.
        - Jak mylisz, do czego to suy? - spytaa Julia.
        - Do niczego; chyba nigdy nie miao adnego zastosowania. I wanie dlatego tak mi si podoba. To kawaek dawnej historii, ktry zapomnieli zmieni. Przesanie sprzed stu lat; gdybymy tylko umieli je odczyta!
        - A ten obrazek - wskazaa gow rycin na przeciwlegej cianie - te ma tyle lat?
        - Wicej. Sdz, e dwiecie. Ale trudno odgadn. Nie wiadomo, co pochodzi z jakiego okresu. Podesza, eby obejrze rycin z bliska.
- O, to tdy wylaza ta bestia! - zawoaa, kopic listw dokadnie pod obrazkiem. - Co to za budynek? Gdzie go chyba widziaam.
        - To koci, a przynajmniej niegdy by to koci. Koci witego Klemensa.
        Przypomnia mu si strzp wierszyka, ktrego nauczy go pan Charrington. Wyrecytowa tsknie:
        - Pomaracze za pensa, krzycz dzwony Klemensa! Ku jego zaskoczeniu, dodaa:
        
        Skrad cytryn p tuzina, dudni dzwony Marcina,
        Zaraz zapi zodzieja, rycz dzwony Baileya...
        
        Dalej nie wiem. Pamitam tylko sam koniec: Oto ciastko, moesz zje poow, a oto topr, ktry zetnie ci gow! Niczym haso i odzew. Ale po dzwony Baileya powinna by jeszcze jedna linijka. Moe uda si jako oywi pami pana Charringtona, by j sobie przypomnia.
        - Kto ci tego nauczy? - zapyta.
        - Dziadek. Powtarza mi ten wierszyk, kiedy byam maa. Ale gdy miaam osiem lat, staruszka chyba ewaporowano. W kadym razie nagle znik. Ciekawe, co to takiego cytryny - dodaa zmieniajc temat. - Pomaracze widziaam. To takie okrge tawe owoce z grub skrk.
        - Pamitam cytryny - rzek Winston. - W latach pidziesitych byo ich pod dostatkiem. Tak kwane, e od samego zapachu zby cierpy.
        - Zao si, e za tym obrazkiem gnied si pluskwy. Ktrego dnia zdejm go i porzdnie wyszoruj. Chyba ju czas si zbiera. Musz zmy makija. Szlag by to trafi! Tobie te wytr dokadnie twarz.
        Winston nie wstawa jeszcze przez kilka minut. W pokoju powoli si ciemniao. Odwrci si twarz do wiata i lea tak wpatrzony w szklany przycisk. Fascynowa go nie tyle koral w rodku, ile sama faktura szka. Byo niemal tak przejrzyste jak powietrze, chocia miao w sobie dziwn gbi. Zupenie jakby powierzchnia szka tworzya uk nieba otaczajcego maleki wiat z wasn atmosfer. Wydawao mu si, e potrafiby przenikn do wntrza, a waciwie, e ju tam jest razem z mahoniowym kiem, rozkadanym stoem, zegarem, stalorytem, a take z samym przyciskiem. Przycisk sta si tym pokojem, a koral yciem jego i Julii, zawieszonym jakby na wieczno w sercu szklanej bryki.
        
5
        
        
        Syme znik. Pewnego dnia nie przyszed do pracy; kilka nierozwanych osb skomentowao fakt jego nieobecnoci. Nazajutrz ju nikt o nim nie wspomina. Trzeciego dnia Winston zatrzyma si przed tablic ogosze na korytarzu przy wejciu do Departamentu Archiww.
        Wisiaa tam midzy innymi lista czonkw Komitetu Szachowego, do ktrego nalea Syme. Wygldaa prawie tak samo jak zawsze - nic z niej nie wykrelono - tylko bya o jedno nazwisko krtsza. To wystarczyo. Syme przesta istnie: nigdy nie istnia.
        Lato robio si coraz skwarniejsze. W labiryncie pozbawionych okien, klimatyzowanych pomieszcze ministerstwa panowaa niezmiennie ta sama temperatura, ale na zewntrz pyty chodnikw paliy w stopy, a w metrze w godzinach szczytu przeraliwie cuchno. Przygotowania do Tygodnia Nienawici szy pen par; urzdnicy wszystkich ministerstw pracowali po godzinach. Trzeba byo zorganizowa pochody, zebrania, defilady wojskowe, wykady, wystawy figur woskowych, pokazy filmw, programy teleekranowe; naleao wznie trybuny, poustawia kuky wrogw, uoy odpowiednie hasa, napisa pieni, rozpuci pogoski, podrobi fotografie. Komrka Departamentu Literatury, w ktrej pracowaa Julia, musiaa zawiesi produkcj powieci i w byskawicznym tempie przygotowa seri broszur o zbrodniach wojennych nieprzyjaciela. Winston, oprcz swojej zwykej pracy, dugimi godzinami przekopywa si przez stare roczniki The Times, poprawiajc tre artykuw, na ktre zamierzano si powoa w przemwieniach, lub zmieniajc ich styl na bardziej kwiecisty. Cae miasto ogarn gorczkowy nastrj, co czuo si zwaszcza pnym wieczorem, gdy na ulice wylgay tumy haaliwych proli. Pociski rakietowe spaday znacznie czciej, a czasami z oddali dobiega huk potwornych detonacji, ktrych przyczyny nikt nie zna; kryy o nich najdziwaczniejsze pogoski.
        Skomponowano ju melodi - muzyczny motyw przewodni Tygodnia Nienawici (nazywaa si Pieni Nienawici) - i teraz bez przerwy grzmiaa z teleekranw. Jej dziki, warczcy rytm bardziej kojarzy si z dudnieniem werbli ni z prawdziw muzyk. Wywrzaskiwana przez setki gardzieli w takt krokw maszerujcej kolumny, zaiste miaa w sobie co przeraajcego. Prole podchwycili j natychmiast i w nocy z powodzeniem konkurowaa z wci popularnym przebojem To by tylko chwilowy urok. Winston ledwo mg wytrzyma, bo dzieci Parsonsw wygryway j o kadej porze dnia i nocy na grzebieniu przykrytym skrawkiem papieru toaletowego. Wieczory mia teraz cigle zajte. Druyny ochotnikw, zorganizowane przez Parsonsa, przygotowyway ca ulic do Tygodnia Nienawici: rozmieszczajc transparenty, malujc plakaty, mocujc na dachach maszty do wywieszania flag i z naraeniem ycia rozcigajc nad jezdni druty do zaczepiania serpentyn. Parsons chwali si, e na dekoracj samego Bloku Zwycistwa pjdzie czterysta metrw ptna. By w swoim ywiole, wesoy jak szczygie. Upa i praca fizyczn day mu nareszcie pretekst, by wieczorami paradowa w szortach i rozpitej pod szyj koszuli. Wszdzie byo go peno: pcha, cign, piowa, wbija gwodzie, poprawia, koleeskimi okrzykami zachca ssiadw do wikszego wysiku i z kadej fady skry tryska nie koczcymi si strugami jadowicie cuchncego potu.
        Nagle cay Londyn oblepiono nowym plakatem. Nie mia adnych napisw, a przedstawia tylko gigantyczn, ponadtrzymetrow sylwetk maszerujcego eurazjatyckiego onierza; mongolska twarz bez wyrazu, ogromne buciory, na biodrze pistolet maszynowy. Gdziekolwiek si stao, lufa pistoletu powikszona przez skrt perspektywiczny celowaa prosto w patrzcego. Plakaty porozlepiano dosownie na wszystkich murach; byo ich nawet wicej ni tych z podobizn Wielkiego Brata. Starano si roznieci w prolach, ktrych zwykle mao obchodzia wojna, kolejny sza patriotyzmu. Nienawi podsycay take pociski rakietowe, zbierajce krwawsze niwo ni zazwyczaj. Jedna bomba spada na zatoczone kino w Stepney - kilkaset osb zgino w gruzach. W wielogodzinnym pogrzebie ofiar, ktry przerodzi si w gniewn manifestacj, uczestniczyli wszyscy mieszkacy dzielnicy. Inna bomba spada na pusty teren sucy za plac zabaw; mier ponioso kilkadziesit dzieci. Odby si nastpny pochd: ludzie, manifestujc swoje oburzenie, spalili kuk Goldsteina, pozdzierali i cisnli w pomienie setki plakatw z eurazjatyckim onierzem, a podczas oglnego zamieszania spldrowano kilka sklepw. Pniej rozesza si pogoska, e to szpiedzy nakierowuj bomby przy pomocy fal radiowych, spalono wic dom starego maestwa, ktre podejrzewano o cudzoziemskie pochodzenie; staruszkowie zaczadzieli od dymu.
        Kad woln chwil Julia i Winston spdzali w pokoju nad sklepem pana Charringtona, lec nago na ku pod otwartym oknem; tak spragnieni byli odrobiny chodu, e przez myl im nie przeszo okrywa si kocem. Szczur wicej si nie pojawi, lecz za to w upale straszliwie rozpleniy si pluskwy. Jednake Julii i Winstonowi to nie przeszkadzao. Brudny czy czysty, pokj by dla nich rajem. Zaraz po przyjciu wysypywali wszystko pieprzem kupionym na czarnym rynku, cigali z siebie ubranie i zaczynali si kocha, cho pot la si z nich strumieniami. Potem zasypiali, a ledwo si budzili, musieli odpiera zmasowane ataki nowych armii robactwa.
        W czerwcu spotkali si w sumie cztery, pi, sze - nie, siedem razy. Winston skoczy z popijaniem dinu o kadej porze. Nie czu wicej potrzeby. Przyty, opuchlizna na nodze opada, pozostawiajc jedynie brunatne znami nad kostk, a poranne ataki kaszlu ustpiy zupenie. ycie przestao by nieznone; odesza go ochota, by robi miny do teleekranu albo kl ile tchu w piersiach. Teraz, gdy mieli bezpieczn kryjwk, nieomal dom, nie ciyo mu tak bardzo to, e spotykaj si rzadko i najwyej na kilka godzin. wiadomo, i czeka na nich pokj, do ktrego nikt inny nie ma dostpu, bya nieomal rwnie przyjemna jak przebywanie w nim. Pokj wydawa si minionym wiatem, skansenem przeszoci, w ktrym mog bytowa gatunki dawno wymare gdzie indziej. Pan Charrington zapewne rwnie nalea do takiego gatunku. W drodze na pitro Winston zwykle wstpowa do sklepu, eby zamieni z gospodarzem kilka sw. Starszy pan chyba nigdy lub prawie nigdy nie opuszcza sklepu; chyba nigdy te nie miewa klientw. y krc jak duch midzy niewielkim mrocznym sklepem a jeszcze mniejsz kuchni na tyach domu, gdzie przygotowywa sobie posiki i gdzie pord innych rzeczy przechowywa nieprawdopodobnie stary gramofon z olbrzymi tub. Rozmowa z Winstonem zawsze sprawiaa mu wyran przyjemno. Dugonosy, w grubych szkach i wytartej aksamitnej marynarce, krcc si pord swoich bezwartociowych sprztw robi wraenie nie tyle handlarza, ile kolekcjonera. Z wyblakym entuzjazmem bra do rki rne rupiecie - porcelanowy korek, malowane wieczko zepsutej tabakierki, otwierany tombakowy medalion z puklem wosw dawno zmarego dziecka - nigdy nie namawiajc Winstona, aby co kupi, jedynie proszc, by podziwia. Suchao go si jak zdartej pozytywki. Wygrzebywa z otchani pamici strzpy zapomnianych wierszy. Jeden by o dwudziestu czterech kosach, inny o krowie z zakrcanym rogiem, jeszcze inny o mierci biednego drozda. Pomylaem, e moe to pana interesowa - informowa umiechajc si z zawstydzeniem, ilekro przytacza jaki nowy fragment. Ale nigdy nie pamita wicej ni kilka linijek.
        Winston i Julia wiedzieli - w pewnym sensie myl ta nigdy ich nie opuszczaa - e to, co si dzieje, nie moe trwa wiecznie. Byy chwile, kiedy swoj rych mier czuli nie mniej namacalnie ni ko, na ktrym leeli, a wwczas ich pieszczoty staway si rozpaczliwie namitne, jakby od egzekucji dzieliy ich zaledwie sekundy. Ale zdarzao si i tak, e wierzyli nie tylko w iluzj bezpieczestwa, lecz rwnie w trwao swojego szczcia. Obojgu wydawao si wwczas, e dopki s w pokoju nad sklepem, nic im nie grozi. Samo dojcie do niego jest trudne i ryzykowne, lecz tu znajduj azyl. Winston mia identyczne wraenie, kiedy wpatrywa si w przycisk; myla wtedy, e gdyby tylko udao mu si przenikn do rodka, czas stanby w miejscu. Czsto uciekali od rzeczywistoci w marzenia. Szczcie nigdy ich nie opuci i bd spotyka si tak ukradkiem a do pnej staroci. Albo Katherine umrze, a im dziki subtelnym intrygom uda si zawrze maestwo. Albo wsplnie popeni samobjstwo. Lub nagle znikn, zmieni cakowicie swj wygld, zaczn mwi z akcentem proli, najm si do pracy w fabryce i - nie wykryci - bd yli szczliwie na ktrej z ssiednich uliczek. Wiedzieli, e to mrzonki. Bo tak naprawd nie istnia dla nich ratunek. A jedynego realnego pomysu - wsplnego samobjstwa - nie mieli zamiaru wprowadza w czyn. y nawet tak, z dnia na dzie i z tygodnia na tydzie, wci w teraniejszoci i bez adnych widokw na przyszo, nakazywa im instynkt rwnie niemoliwy do przezwycienia jak ten, ktry wprawia w ruch puca, dopki w powietrzu jest cho odrobina tlenu.
        Czasami rozmawiali take o czynnym buncie przeciwko Partii, ale nie mieli pojcia, jak si zabra do dziaania. Jeli nawet legendarne Braterstwo istniao, zupenie nie wiedzieli, jak nawiza z nim kontakt. Winston opowiedzia Julii o dziwnej zayoci, prawdziwej lub urojonej, czcej go z O'Brienem, oraz o impulsie, ktry go czasem nachodzi, aby pj do niego, wyzna swoj nienawi wobec Partii i prosi o pomoc. Wbrew oczekiwaniom Winstona, dziewczynie pomys ten wcale nie wyda si niedorzeczny. Sama zwykle oceniaa ludzi po wygldzie, wic uwaaa za rzecz cakiem naturaln, e uzna O'Briena za czowieka godnego zaufania tylko na podstawie wymiany spojrze. Zdaniem Julii - a nic nie mogo zachwia jej pewnoci - kady lub prawie kady skrycie nienawidzi Partii i gotw jest ama prawo, jeli tylko sdzi, i ujdzie mu to bezkarnie. Ale nie chciaa da wiary temu, e dziaa lub mgby powsta masowy, zorganizowany ruch oporu. Opowieci o Goldsteinie i jego podziemnej armii byy - w jej opinii - plotkami wymylonymi przez Parti dla wasnych celw; naleao udawa, e si w nie wierzy, ale to wszystko. Sama, na zebraniach partyjnych i spontanicznych manifestacjach, bezustannie domagaa si gromkim gosem mierci ludzi, ktrych nazwisk nigdy wczeniej nie syszaa, a w rzekomo popenione przez nich zbrodnie wcale nie wierzya. Kiedy odbyway si publiczne procesy, czsto odkomenderowywano j wraz z innymi czonkami Ligi Modych, aby od rana do wieczora sterczeli przed gmachem sdw, co pewien czas wykrzykujc: mier zdrajcom! Podczas Dwch Minut Nienawici zawsze z najwikszym zapaem obrzucaa obelgami Goldsteina. Miaa jednak bardzo nike pojcie, kto to taki i jakie doktryny ma niby reprezentowa. Wyrosa ju po Rewolucji i bya za moda, eby pamita walki ideologiczne lat pidziesitych i szedziesitych. Moliwo istnienia niezalenego ruchu politycznego w ogle nie miecia jej si w gowie; wiedziaa, e Partia jest niepokonana. Bdzie trwa wiecznie i nigdy si nie zmieni. Bunt mg polega jedynie na skrytym amaniu prawa lub - w najskrajniejszej postaci - na pojedynczych aktach przemocy, takich jak zamachy lub podkadanie bomb.
        Jednake na wiele spraw Julia patrzya znacznie bardziej przenikliwie od Winstona i bya mniej od niego podatna na partyjn propagand. Kiedy pewnego razu wspomnia o wojnie z Eurazj, zaskoczya go, mwic jako rzecz oczywist, e jej zdaniem adnej wojny nie ma. Pociski rakietowe spadajce codziennie na Londyn wystrzeliwa, wedug niej, sam rzd Oceanii, aby utrzymywa ludzi w cigym strachu. Tego rodzaju podejrzenia nigdy nie przyszy Winstonowi do gowy. Wzbudzia w nim te niema zazdro wyznaniem, e podczas Dwch Minut Nienawici musi si hamowa, aby nie parskn miechem, lecz ideologi Partii kwestionowaa jedynie wwczas, kiedy bezporednio dotyczya jej ycia. Czsto gotowa bya akceptowa oficjalne mity, gdy po prostu nie robio jej rnicy, czy s prawd, czy kamstwem. Wierzya na przykad, bo tego nauczono j w szkole, jakoby to Partia wynalaza samoloty. (Za lat szkolnych Winstona twierdzono, e Partia wynalaza tylko helikoptery; kilkanacie lat pniej, gdy Julia chodzia do szkoy, Partia wynalaza ju samoloty; nastpne pokolenie bdzie si zapewne uczy, e take maszyn parow.) Kiedy jej wyjani, i samoloty latay przed jego urodzeniem i w ogle na dugo przed Rewolucj, wcale si tym nie przeja. Co za rnica, kto wynalaz samoloty? Zdumia si jeszcze bardziej, gdy z jakiej jej uwagi zorientowa si, e nie pamita, i cztery lata temu Oceania toczya wojn ze Wschdazj, a z Eurazj czy j sojusz. Wprawdzie Julia uwaaa ca wojn za jedn wielk blag, ale najwyraniej nie dostrzega, e tymczasem zmieniono nieprzyjaciela.
        - Mylaam, e zawsze prowadzilimy wojn z Eurazj - przyznaa.
        To go przerazio. Samolot wynaleziono na wiele lat przed jej urodzeniem, lecz zmiana sojuszy nastpia zaledwie cztery lata temu, gdy Julia bya ju doros kobiet. Przekonywa j prawie kwadrans, a wreszcie zaczo si jej jakby przypomina, e kiedy istotnie wrogiem bya nie Eurazja, lecz Wschdazj. Jednake w dalszym cigu uwaaa to za fakt bez znaczenia.
        - Co za rnica? - zniecierpliwia si. - Ten wrg czy inny, ta zasrana wojna nigdy nie ustaje! A kady wie, e gazety kami!
        Czasami Winston mwi o swojej pracy w Departamencie Archiww i o bezwstydnych faszerstwach, ktrych dokonywa. Julii wcale nie napawao to groz. Na myl o tym, e kamstwa staj si prawd, bynajmniej nie ogarniao jej uczucie, i pod jej stopami otwiera si otcha. Kiedy opowiedzia o Jonesie, Aaronsonie, Rutherfordzie i niezwykym skrawku gazety, ktry niegdy dosta si w jego rce, w pierwszej chwili nawet nie zrozumiaa, o co mu chodzi.
        - Byli twoimi przyjacimi? - spytaa.
        - Nie, w ogle ich nie znaem. Naleeli do Wewntrznej Partii. Poza tym byli znacznie starsi ode mnie. Przedstawiciele starej gwardii, jeszcze sprzed Rewolucji. Widziaem ich zaledwie kilka razy w yciu.
        - Wic dlaczego tak si nimi przeje? Ludzie przecie wci gin, nie?
        Usiowa jej wytumaczy.
        - To bya wyjtkowa sprawa. Nie chodzi wycznie o to, e znw kogo zabito. Czy nie rozumiesz, e caa przeszo, poczynajc ju od dnia wczorajszego, jest systematycznie niszczona? Jeli cokolwiek z niej przetrwao, to jedynie gar niemych przedmiotw, takich jak ten kawa szka. Ju dzi nie wiemy waciwie nic o Rewolucji i czasach j poprzedzajcych. Kady dokument zniszczono lub sfaszowano, kad ksik napisano od nowa, kady obraz przemalowano, zmieniono nazwy wszystkich pomnikw, ulic, budynkw, przerobiono daty. Proces ten trwa co dzie i w kadej minucie. Zatrzymano histori. Istnieje tylko nieograniczona teraniejszo, w ktrej Partia zawsze ma racj. Wiem, e faszuje si przeszo, ale nie potrafibym tego udowodni, nawet w wypadku faszerstw, ktrych sam dokonaem. Nie zostaj adne lady. Jedynym wiadectwem jest moja pami, ale czy oprcz mnie kto jeszcze pamita prawd? Tylko ten jeden raz w caym moim yciu trzymaem w rku niepodwaalny dowd faszerstwa, i to sprzed wielu, wielu lat! .
        - I co ci to dao?
        - Nic, bo zaraz wyrzuciem ten wistek. Gdyby sytuacja ta powtrzya si dzisiaj, schowabym.
        - A ja nigdy! - zawoaa Julia. - Gotowa jestem ryzykowa, tylko wtedy jednak, gdy chodzi o spraw naprawd wan, a nie o strzp starej gazety! Co by z nim zrobi?
        - Pewnie nic. Ale miabym dowd. Gdybym si odway pokaza go paru osobom, moe udaoby mi si wzbudzi w nich wtpliwoci. Nie sdz, abymy zdoali zmieni cokolwiek za naszego ycia. Chocia mog sobie wyobrazi, jak powstaj mae, rozsiane grupki oporu, ktre cz si, staj coraz liczebniejsze, a nawet zostawiaj po sobie jakie papiery, zapiski, eby nastpne pokolenia kontynuoway ich dzieo.
        - Kochany, nie obchodz mnie nastpne pokolenia! Mnie chodzi o nas dwoje!
        - Jeste buntownikiem tylko od pasa w d - stwierdzi.
Uznaa to za wyjtkowo zabawne i z radoci rzucia mu si na szyj.
Nie bya rwnie ciekawa ani rozwoju, ani nastpstw partyjnej ideologii. Kiedy usiowa jej wyjani zasady angsocu i takie pojcia, jak dwjmylenie, zmienno przeszoci lub negacja obiektywnej rzeczywistoci, albo te wtrca terminy z nowomowy, zaczynaa si nudzi, wszystko jej si mieszao i mwia, e nigdy nie interesoway jej podobne bzdury. Kady si orientuje, e to zwyczajny bekot, po co wic zaprzta sobie tym gow? Wiedziaa, kiedy klaska, a kiedy gwizda, i to jej wystarczao. Jeli obstawa przy podobnym temacie, w ktrym momencie - ku jego niezadowoleniu - po prostu zasypiaa. Umiaa zasn o kadej porze i w dowolnej pozycji. Prowadzc z ni rozmowy uzmysowi sobie, jak nietrudno jest udawa wierno ideologii, o ktrej nie ma si bladego pojcia. I rzeczywicie partyjny wiatopogld najatwiej dawa si wpoi ludziom o zbyt ograniczonej inteligencji, aby go mogli poj. Bez protestu akceptowali nawet najjaskrawsze wypaczenia rzeczywistoci, bo nie rozumieli w peni potwornoci tego, czego od nich dano, a ponadto zbyt mao interesowali si aktualnymi wydarzeniami, aby zdawa sobie spraw z grozy sytuacji. Niewiedza pozwalaa im zachowa zdrowe zmysy. Przeykali wszystkie kamstwa, i to bez najmniejszego dla siebie uszczerbku, bo przelatyway przez nich - nie strawione - niczym kamyki przez ukad pokarmowy ptaka.


	6


        Wreszcie stao si. Kontakt zosta nawizany. Winston mia wraenie, e cae ycie czeka na t chwil.
        Szed w ministerstwie dugim korytarzem i wanie zblia si do miejsca, w ktrym Julia wsuna mu do rki kartk, gdy nagle zda sobie spraw, e tu za nim idzie kto znacznie od niego rolejszy. Ten kto lekko zakasa, jakby dajc znak, e chce si odezwa. Winston zatrzyma si natychmiast i odwrci. Ujrza O'Briena.
        Nareszcie stali twarz w twarz, ale kierujc si pierwszym odruchem Winston chcia rzuci si do ucieczki. Serce walio mu jak motem. Nie umiaby wydusi z siebie sowa. O'Brien tymczasem zrwna si z nim i uj go przyjanie pod okie, nieznacznie popychajc do przodu. Kiedy ju szli obok siebie, przemwi z t dziwnie surow uprzejmoci, ktra rnia go od innych czonkw Wewntrznej Partii.
        - Od dawna miaem ochot z wami porozmawia, towarzyszu. Czytaem ostatnio jeden z waszych artykuw w The Times, pisany w nowomowie. Jak rozumiem, interesujecie si nowomow z pobudek naukowych? Winston zdoa si troch opanowa.
        - Nie, tylko jako amator - odpar. - To nie moja dziedzina. Nigdy nie miaem nic wsplnego z procesem tworzenia jzyka.
        - Ale posugujecie si nim nad wyraz swobodnie - owiadczy O'Brien. - Nie tylko ja tak uwaam. Wasz przyjaciel, z ktrym rozmawiaem jaki czas temu, te si ze mn zgadza, a on jest prawdziwym ekspertem. Niestety, jego nazwisko wyleciao mi chwilowo z pamici.
        Serce Winstona znw zabio mocniej. Nie ulegao wtpliwoci, e to aluzja do Syme'a. Lecz przecie Syme nie y; wicej nawet, nigdy nie istnia, by nieosob. Jakakolwiek wzmianka o nim stanowia miertelne niebezpieczestwo. O'Brien musia wic wspomnie Syme'a specjalnie: by to znak, jakby zaszyfrowane haso. Udzia w tej drobnej mylozbrodni uczyni z nich wsplnikw.
        Dotychczas szli wolno korytarzem, ale teraz O'Brien przystan. Swoim charakterystycznym, rozbrajajcym i przyjaznym gestem poprawi okulary, po czym kontynuowa:
        - Chciaem wam zakomunikowa, e w waszym artykule dwukrotnie pojawiaj si sowa, ktre wyszy z uycia. Bardzo niedawno, ale jednak. Czy widzielicie dziesite wydanie Sownika, nowomowy?
        - Nie - odpar Winston. - Nie miaem pojcia, e ju si ukazao. W Departamencie Archiww wci posugujemy si dziewitym.
        - O ile wiem, ukae si dopiero za par miesicy. Ale s ju egzemplarze sygnalne. Sam mam jeden. Moe chcielibycie obejrze?
        - Tak, ogromnie - rzek Winston; natychmiast si domyli, do czego O'Brien zmierza.
        - Niektre nowe rozwizania s bardzo pomysowe. Redukcja liczby czasownikw; to powinno wam si spodoba. Niech si zastanowi... Mog wam przysa sownik przez goca. Chocia nie, z reguy zapominam o podobnych drobiazgach. A moe moglibycie po prostu wstpi do mnie ktrego dnia? Chwileczk, zapisz wam adres.
Znajdowali si przed teleekranem. O'Brien z pewnym roztargnieniem sprawdzi kieszenie i w kocu wyj may notes oprawny w skr oraz zoty owek kopiowy. Stojc dokadnie pod teleekranem, z notesem w takiej pozycji, aby funkcjonariusz dyurujcy przy odbiorniku mg wszystko przeczyta, zapisa adres, wyrwa kartk i wrczy j Winstonowi.
        - Wieczorem zwykle bywam w domu - rzek. - Gdybycie mnie nie zastali, sucy wyda wam sownik.
        I odszed, pozostawiajc Winstona ze wistkiem w doni. Tym razem Winston nie musia si kry z kartk, ale na wszelki wypadek zapamita adres, a kilka godzin pniej wrzuci j do luki pamici wraz ze stert innych papierw.
        Stali razem najwyej trzy minuty. Rozmowa moga mie tylko jeden cel. O'Brien zaaranowa j po to, aby poda Winstonowi swj adres. Posuy si pretekstem, bo nie sposb byo dowiedzie si, gdzie kto mieszka, w inny sposb ni pytajc go wprost. Ksigi adresowe nie istniay. Jeli kiedykolwiek zechcesz si ze mn widzie, wiesz, gdzie mnie szuka - mwi mu O'Brien. Moe w sowniku znajdzie ukryt wiadomo. W kadym razie jedno byo pewne. Podziemie, o ktrym marzy, istniao; wanie dotar do jego obrzea.
        Wiedzia, e prdzej czy pniej odpowie na wezwanie O'Briena. Moe jutro, moe dopiero po duszej przerwie - jeszcze sobie tego nie przemyla. Dzisiejsza rozmowa to kolejny etap w procesie, ktrego pocztek nastpi przed laty. Pierwszym krokiem bya skryta, mimowolna myl; drugim - zaoenie pamitnika. Od myli doszed do sw, teraz od sw przejdzie do czynw. Ostatni akt rozegra si w Ministerstwie Mioci. Ju dawno si z tym pogodzi. Pocztek zawiera w sobie koniec. Mimo to zdj go strach: poczu przedsmak mierci, jakby jego ycie zawiso na wosku. W trakcie rozmowy na korytarzu, kiedy tylko zrozumia utajony sens sw O'Briena, lodowaty dreszcz wstrzsn jego ciaem. Mia wraenie, e zapada si w wilgotny grb. I cho od dawna wiedzia, i grb ten czeka na niego, zdj go paniczny strach.
        
        
      7
        
        
        Winston zbudzi si zapakany. Julia obrcia si sennie do niego mruczc niewyranie:
        - Co si stao?
        - nio mi si... - zacz i urwa.
        Nie sposb byo tego opowiedzie. Chodzio nie tyle o sam sen, ile o zwizane z nim wspomnienia, ktre nawiedziy Winstona kilka sekund po przebudzeniu.
        Lea przez chwil z zamknitymi oczami, wci pogrony w atmosferze wspaniaego, wietlistego snu: widzia cae swoje ycie, rozcigao si przed nim niczym krajobraz w letni wieczr po deszczu. Wszystko dziao si wewntrz szklanego przycisku; zaokrglona powierzchnia tworzya sklepienie nieba, a wntrze przepojone byo przejrzystym, agodnym wiatem, w ktrym kady przedmiot jawi si wyranie bez wzgldu na odlego. Na tre snu skada si rwnie, i silnie z ni wiza, gest uczyniony niegdy przez matk Winstona, a powtrzony trzydzieci lat pniej, na kronice filmowej, przez ydwk, ktra usiowaa osoni chopca przed kulami, zanim bomba zrzucona z helikoptera roztrzaskaa d w drzazgi.
        - Wiesz, e do tej pory wierzyem, e zamordowaem wasn matk?
        - Dlaczego j zamordowae? - spytaa Julia, wci na p drzemic.
        - Nie zamordowaem jej. Nie dosownie.
        We nie przypomnia sobie, kiedy widzia matk po raz ostatni, a tu po przebudzeniu odyy mu w pamici inne zwizane z tym wspomnienia. Chodzio o sprawy, ktre caymi latami naumylnie wyrzuca ze swojej wiadomoci. Nie zna adnej daty, ale mg mie wwczas dziesi, najwyej dwanacie lat.
        Ojciec znik wczeniej; nie by pewien, o ile wczeniej. Do dobrze pamita ndz i niepewno tamtych lat; panik podczas cigych nalotw, ukrywanie si w stacjach metra sucych za schrony, zway gruzw wszdzie dokoa, niezrozumiae manifesty rozlepiane na rogach ulic, bandy wyrostkw w koszulach tej samej barwy, ogromne kolejki przed piekarniami, sporadyczny jazgot karabinw maszynowych dochodzcy z oddali, a przede wszystkim cigy brak ywnoci. Przez cae popoudnia buszowa z innymi chopcami po mietnikach i wysypiskach, wygrzebujc gby kapusty, obierki, niekiedy nawet zesche skrki od chleba, ktre dokadnie czycili z popiou, czsto te wyczekiwa z kolegami na trasach, ktrymi jedziy ciarwki z karm dla byda, bo gdy podskakiway na wybojach, czasami spadao z nich nieco makuchw.
        Kiedy znik ojciec, matka ani nie okazaa zdumienia, ani nie szalaa z rozpaczy, lecz zmienia si dosownie z dnia na dzie. Stracia ch do ycia. Nawet dla Winstona byo jasne, e czeka na co, co musi si wydarzy. Wypeniaa swoje obowizki - gotowaa, praa, cerowaa, cielia ko, zamiataa pokj, odkurzaa kominek - zawsze bardzo powoli i dziwnie oszczdnymi ruchami, niczym poruszajcy si samoistnie manekin. Jej rose, ksztatne ciao jakby naturalnie ogarnia letarg. Caymi godzinami siedziaa na ku prawie nieruchomo, trzymajc na rkach siostr Winstona - malekie, niedomagajce, wyjtkowo ciche dziecko, dwu- albo trzyletnie, o wychudej mapiej twarzyczce. Czasami, cho do rzadko, braa te w objcia Winstona i dugo, w milczeniu, tulia go do siebie. Czu, mimo modego wieku i dziecicego egoizmu, e ma to zwizek z tym, co - cho nigdy o tym nie mwia - wkrtce si wydarzy.
        Pamita ich pokj: ciemny, duszny, z przykrytym bia kap wielkim kiem, zajmujcym niemal poow powierzchni. W kominku sta palnik gazowy, na cianie wisiaa pka, na ktrej trzymali ywno, a na korytarzu znajdowa si brzowy kamionkowy zlew, wsplny dla kilku rodzin. Pamita posgowe ciao matki pochylone nad palnikiem, gdy mieszaa co w garnku. Ale przede wszystkim pamita swj ustawiczny gd i zawzite nikczemne boje toczone w porze posikw. Wiecznie marudzi, do znudzenia wypytujc matk, dlaczego maj tak mao jedzenia, krzycza i awanturowa si (pamita nawet ton swojego gosu, ktry czasami grzmia z dziwn moc, gdy wanie przechodzi wtedy przedwczesn mutacj) albo zaczyna aonie pochlipywa, byleby tylko dosta wicej ni swj przydzia. Matka uwaaa za naturalne, e to jemu, rosncemu chopcu, naley si najwiksza porcja; ale niezalenie od tego, ile mu dawaa, zawsze domaga si jeszcze. Przy kadym posiku bagaa go, by nie by samolubny i pamita, e jego siostrzyczka jest chora i te musi je, ale jej proby nie zdaway si na nic. Krzycza z wciekoci, gdy przestawaa nakada mu jedzenie, usiowa wyrwa jej z rk garnek, wykrada co mg z talerza siostry. Wiedzia, e przez niego obie przymieraj godem, lecz nie tylko nie potrafi si opanowa, a wrcz wierzy, i ma prawo tak postpowa. Cige burczenie w brzuchu jakby usprawiedliwiao jego zachowanie. Midzy posikami, jeli matka go nie pilnowaa, ustawicznie pldrowa pk ze szczupymi zapasami.
        Pewnego razu otrzymali przydzia czekolady, niedostpnej od wielu tygodni, moe nawet miesicy. Bardzo dokadnie pamita ten rzadki rarytas. Bya to dwuuncjowa tabliczka (w tamtych czasach jeszcze operowano uncjami) na ich troje. Oczywicie naleao j podzieli na trzy rwne czci. Nagle, zupenie jakby to przemawia kto inny, Winston usysza samego siebie, domagajcego si dudnicym, napastliwym gosem caej tabliczki. Matka upomniaa go, eby nie by taki chciwy. Wybucha duga, cignca si w nieskoczono awantura z krzykiem, paczem, wymwkami i targami. Jego maleka siostrzyczka, wczepiona obiema rkami w matk, zupenie jak mapitko, patrzya na niego przez rami wielkimi, smutnymi oczami. W kocu matka odamaa trzy czwarte tabliczki i daa Winstonowi, reszt za jego siostrze. Dziewczynka wzia kawaek do rczki i zacza go oglda, zapewne nie wiedzc, co to jest. Winston przez moment obserwowa siostr, po czym skoczy do niej, jednym ruchem wyrwa jej czekolad i rzuci si do drzwi.
        - Winston, Winston! - zawoaa za nim matka. - Wr natychmiast! Oddaj siostrze czekolad!
Zatrzyma si, ale nie cofn. Matka wpatrywaa si w niego z napiciem. Mao brakowao, aby wydarzyo si co strasznego, cho nawet teraz, gdy o tym myla, nie wiedzia co. Siostrzyczka, zrozumiawszy, e czego j pozbawiono, zacza aonie kwili. Matka obja j mocno i przytulia do piersi. Winston wyczyta jako z jej gestu, e dziecko jest umierajce. Odwrci si i zbieg po schodach, z palcami zacinitymi na lepkiej, brunatnej masie.
        Nigdy wicej nie zobaczy matki. Kiedy pokn czekolad, zrobio mu si wstyd; przez kilka godzin kry ulicami, dopki gd nie zmusi go do powrotu. Wrciwszy do domu nie zasta nikogo. W owym czasie nage zniknicia staway si ju powszednie. Oprcz matki i siostry nic wicej nie ubyo. Zostay wszystkie ubrania, w tym nawet palto matki. Winston nadal nie wiedzia, czy jego matk rozstrzelano. Rwnie dobrze moga trafi do obozu pracy. Siostr za albo umieszczono - podobnie jak jego - w jednej z zaoonych po wojnie domowej kolonii dla bezdomnych dzieci (nazywano je orodkami wychowawczymi), albo razem z matk wysano do obozu pracy lub po prostu porzucono gdzie, eby umara.
        Wci widzia t scen wyranie przed oczami, zwaszcza w opiekuczy gest, ktrym matka przytulia ma, a w ktrym jakby zawierao si cae przesanie snu. Przypomnia sobie inny sen, sen sprzed dwch miesicy. Matka siedziaa wwczas w identycznej pozie jak wtedy na ku przykrytym wywiechtan bia kap, tulc do siebie
        dziecko, lecz bya hen w dole, w toncym statku, ktry wci opada coraz niej, i cay czas wpatrywaa si w Winstona przez mroczniejc wod.
        Opowiedzia Julii o znikniciu matki. Nie otwierajc oczu, przekrcia si w jego stron i uoya wygodniej.
        - Na pewno bye wtedy niezgorszym bydlakiem -wymamrotaa. - Wszystkie dzieci to mae bydlaki.
        - Tak. Ale najwaniejsze w tej caej historii jest to, e...
        Pozna jednak po jej oddechu, e znw zapada w sen. Chtnie opowiedziaby co jeszcze o matce. Z tego, co pamita, nie bya kobiet niezwyk ani tym bardziej specjalnie inteligentn, lecz cechoway j uczciwo i szlachetno; zawsze kierowaa si wasnymi zasadami. Jej uczu nic nie mogo zmieni. Matce nigdy nie przyszoby do gowy, e kade bezskuteczne dziaanie jest zbdne. Uwaaa, e jeli si kogo kocha, to si go kocha, a gdy nie ma ju nic, co mona by mu zaofiarowa, wci daje si mio. Kiedy zabrako czekolady, przytulia dziecko. To nic nie pomogo, niczego nie zmienio, nie pojawio si wicej czekolady ani te nie oddalia si mier jej i dziecka; po prostu by to dla niej naturalny odruch. Kobieta na odzi uchodcw w podobny sposb otoczya chopca ramionami, cho przecie nie lepiej chronio go to od ku ni kartka papieru. Najstraszniejsz krzywd, jak ludziom wyrzdzia Partia, byo wmwienie im - przy rwnoczesnym pozbawieniu ich jakiegokolwiek wpywu na bieg wypadkw - e odruchy i uczucia nic nie znacz. Kiedy ju znalaze si w mocy Partii, wwczas to, co czue lub czego nie czue, co robie lub czego nie robie, nie odgrywao adnej roli. Znikae - i nikt wicej o tobie nie sysza. Usuwano ci ze strumienia historii. Jednake ludziom sprzed zaledwie dwch pokole nie wydaoby si to takie istotne, poniewa sami historii nie usiowali zmieni. W yciu kierowali si wycznie osobistym poczuciem lojalnoci, nigdy nie podajc go w wtpliwo. Najwiksz wag przykadali do stosunkw midzyludzkich, a drobny i niczego nie zmieniajcy gest, co takiego jak ucisk, za lub sowo skierowane do umierajcego, miay ogromn warto. Przyszo mu nagle do gowy, e prole nadal zachowuj si w ten sposb. Nie cechuje ich lojalno wobec Partii, kraju czy idei, jedynie wobec samych siebie. Po raz pierwszy w yciu pomyla o prolach bez pogardy i przesta widzie w nich jedynie biern mas, ktra pewnego dnia zbudzi si i naprawi wiat. Prole pozostali ludmi. Serca im nie skamieniay. Nie dali si obedrze z prymitywnych uczu, ktrych on sam musia si dopiero uczy od nowa. Rozmylajc o tym przypomnia sobie, pozornie bez zwizku, jak kilka tygodni temu kopn do rynsztoka lec na chodniku ludzk rk, zupenie jakby to by gb kapusty.
        - Prole s ludmi - powiedzia gono. - A my nie.
        - Dlaczego? - spytaa Julia znw podnoszc gow. Zastanawia si przez dusz chwil.
        - Czy pomylaa kiedy - rzek w kocu - e najrozsdniej byoby po prostu std wyj, pki nie jest za pno, i nigdy wicej si nie widzie?
        - Tak, najdroszy, nieraz. Ale i tak tego nie zrobi.
        - Dotd mielimy szczcie, wkrtce jednak moe si nam powin noga. Jeste moda. Wygldasz zdrowo i niewinnie. Jeli bdziesz trzyma si z dala od takich jak ja, moe zdoasz doy pnej staroci.
        - Nie. Wszystko sobie dokadnie przemylaam. Postpi tak samo jak ty. Nie martw si. Umiem dba o wasn skr.
        - Nie wiadomo, ile nam zostao czasu. Moe p roku, moe rok. W kocu nas rozdziel. Czy zdajesz sobie spraw, jak straszliwie bdziemy wwczas osamotnieni? Kiedy nas zapi, adne z nas nie zdoa uczyni nic, eby pomc drugiemu. Jeli si przyznam, zastrzel ci, jeli nie przyznam, te ci zastrzel. Bez wzgldu na to, jak si zachowam, nic nie odwlecze twojej mierci choby o pi minut. Nigdy si nie dowiemy, czy drugie jeszcze yje, czy ju zgino. Bdziemy pozbawieni jakiejkolwiek moliwoci dziaania. Ale cho wiem, e to nic nie zmieni, wane jest dla mnie jedno: abymy si nawzajem nie zdradzili.
        - Jeli masz na myli przyznanie si do wszystkiego, oboje zrobimy to bardzo szybko. Kady si przyznaje. Tego si nie da unikn. Stosuj przecie tortury.
        - Nie o to mi chodzi. Przyznanie si to jeszcze nie zdrada. Sowa i czyny nic nie znacz; licz si uczucia. Jeli zmusz mnie do tego, ebym przesta ci kocha, wwczas bdzie to prawdziwa zdrada.
        Zadumaa si na chwil.
        - Nie, tego nie zdoaj osign - powiedziaa wreszcie. - Akurat to jedno jest niemoliwe. Mog ci zmusi, eby mwi, co chc, absolutnie wszystko, ale nie uda im si sprawi, aby uwierzy we wasne kamstwa. Przecie nie maj dostpu do twojego mzgu.
        - Tak - rzek z pewn nadziej w gosie. - Masz racj. Do mzgu nie potrafi si dosta. Dopki pragniesz by czowiekiem, nawet jeli to nic nie daje, wygrywasz z nimi.
        Pomyla o wiecznie czuwajcych teleekranach. Mog ci szpiegowa dwadziecia cztery godziny na dob, a i tak, jeli jeste do cwany, zdoasz je przechytrzy. Mimo caej swojej pomysowoci, Partia wci jeszcze nie wpada na to, jak sprawdzi, co kto myli. Moe wszystko wygldao inaczej, gdy ju mieli kogo w swoich rkach. Nikt nie wiedzia, co naprawd dzieje si w lochach Ministerstwa Mioci, ale nietrudno byo zgadn: tortury, zastrzyki, czue urzdzenia rejestrujce kady odruch, stopniowe amanie oporu poprzez bezsenno, izolacj i cige przesuchania. Faktw nie sposb ukry. Mog je ujawni podczas dochodzenia, wycisn za pomoc tortur. Ale jeli kto przyjmuje za cel nie przetrwanie, lecz zachowanie czowieczestwa, jakie s tego nastpstwa? Nie mog zmieni si czyich uczu; zreszt nawet sam czowiek nie moe ich zmieni, choby nie wiadomo jak pragn. Tak, potrafi wydoby kady szczeg tego, co robi lub mwi; ale serce, ktrego dziaanie nawet dla niego stanowi tajemnic, pozostaje niezwycione.
        
        
      8
        
        
        Wreszcie! Wreszcie zdobyli si na ten krok!
        Poduny pokj owietlaa jedynie przymiona lampa. ciszony teleekran ledwie mrucza; stpajc po puszystym, granatowym dywanie mieli uczucie, e jest z aksamitu. Na drugim kocu pokoju, przy zawalonym papierami biurku, na ktrym staa lampa z zielonym abaurem, siedzia O'Brien. Nawet nie podnis gowy, gdy sucy wprowadzi Juli i Winstona.
        Winstonowi serce koatao tak mocno, e lka si, i nie wydusi z siebie ani sowa. Wreszcie, wreszcie zdobyli si na ten krok! - tylko ta jedna myl tuka mu si po gowie. Ju przychodzc tu postpili nierozwanie, a fakt, e zjawili si razem, zakrawa na czyste szalestwo, chocia kade z nich dotaro tutaj inn drog i spotkali si dopiero przed drzwiami O'Briena. Nawet wejcie do budynku wymagao zimnej krwi. Zwyczajni ludzie bardzo rzadko bywali w domach czonkw Wewntrznej Partii czy choby odwiedzali zamieszkane przez nich dzielnice. Caa atmosfera ogromnego wieowca, jego bogactwo i przestronno, obce zapachy smacznych potraw i dobrego tytoniu, szybkie, bezszelestne windy, przemykajcy pospiesznie sucy odziani w biae kurtki - to wszystko oniemielao. I cho Winston mia dobry pretekst, aby tu przyj, przeladowaa go myl, e zaraz wyoni si zza najbliszego rogu stranik w czarnym mundurze, zada od niego dokumentw i kae mu si wynosi. Sucy O'Briena, ubrany w bia kurtk, wpuci ich jednak bez sowa. May, czarnowosy, o wydatnych kociach policzkowych i tawej, cakiem kamiennej twarzy, wyglda na Chiczyka. Korytarz, ktrym ich poprowadzi, wyoony by mikkim dywanem, ciany pokrywaa kremowa tapeta, wzdu podogi biega biaa listwa; wszystko a lnio czystoci. To rwnie oniemielao. Winston nie przypomina sobie, aby widzia korytarz, ktrego ciany nie lepiyby si od dotyku niezliczonych cia.
        O'Brien trzyma w palcach jak kartk i studiowa j w skupieniu. Jego grubo ciosana twarz - pochylona, tak e wida byo krogulcz lini nosa - sprawiaa zarazem grone i inteligentne wraenie.
        Chyba przez dwadziecia sekund siedzia zupenie bez ruchu. Nastpnie przysun do siebie mowopis i podyktowa wiadomo w osobliwym argonie, ktrym posugiwano si w ministerstwach:
        - Punkty jeden przecinek pi przecinek siedem zatwierdzam caociowo stop punkt sze propozycja dwa-plus absurdalna omal mylozbrodnia skreli stop anty-kontynuowa prace budowlane do pouzysku pluspenego kosztorysu stop koniec noty.
        Wsta niespiesznie i stpajc bezgonie po mikkim dywanie, ruszy w ich stron. Kiedy skoczy dyktowa, urzdowa atmosfera nieco zelaa, lecz O'Brien wci mia min bardziej surow ni zazwyczaj, jakby by niezadowolony, e przeszkadzaj mu w pracy. Oprcz przeraenia Winston poczu take zwyke zaenowanie. Mg si przecie po prostu gupio omyli. Czy mia jakikolwiek dowd, e O'Brien faktycznie spiskuje przeciwko Partii? Opiera si tylko na wymianie spojrze i jednym dwuznacznym zdaniu; reszta to zaledwie domysy zapocztkowane snem. Nie mg nawet w razie czego posuy si pretekstem, e wstpi poyczy sownik, bo jak wytumaczyby obecno Julii? Mijajc teleekran, O'Brien nagle jakby sobie co przypomnia. Zatrzyma si, obrci do ciany i przekrci sterczc z niej gak. Rozleg si gony trzask. Teleekran zamilk.
        Julia a pisna ze zdumienia.
        Mimo strachu Winston te by zbyt zaskoczony, aby pohamowa okrzyk:
        - Moecie wyczy teleekran!
        - Owszem, mog - potwierdzi O'Brien. - Czonkowie Wewntrznej Partii maj ten przywilej.
        Stali teraz dokadnie naprzeciw siebie. Potna sylwetka O'Briena growaa nad Winstonem i Juli, a jego twarz wci bya nieprzenikniona i sroga. Wpatrywa si surowo w Winstona, czekajc a ten si odezwie, ale czego oczekiwa? Nie dawao si wykluczy, e O'Brien to po prostu bardzo zajty czowiek, zirytowany, e przerwano mu prac. Winston milcza. Po wyczeniu teleekranu w pokoju zapanowaa zowieszcza cisza. Kada sekunda trwaa wieki. Winston z najwyszym trudem wytrzymywa spojrzenie czonka Wewntrznej Partii. Ale wtem w srogiej twarzy co drgno i pojawi si na niej cie umiechu. O'Brien charakterystycznym gestem poprawi okulary.
        - Bdziecie mwi sami czy mam mwi za was?
        - Ja powiem - odpar bez wahania Winston. - Teleekran naprawd jest wyczony?
        - Tak, wszystko jest wyczone. Nikt nas nie syszy.
        - Przyszlimy, poniewa...
        Zawaha si, po raz pierwszy zdajc sobie spraw z tego, jak niesprecyzowane s jego motywy. Nie wiedzia, czego waciwie oczekuje od O'Briena, dlatego trudno mu byo wyjani, po co przyszed. Brn jednak dalej, wiadom, e jego sowa mog zabrzmie szablonowo i pretensjonalnie.
        - Wierzymy, e istnieje jakie podziemie, jaka tajna organizacja dca do obalenia Partii i e wy jestecie z ni zwizani. Chcemy si przyczy i pomaga. Jestemy wrogami Partii. Nie wierzymy w angsoc. Jestemy mylozbrodniarzami. I cudzoonikami. Mwi o tym, bo pragniemy zda si na wasz ask. Jeli zadacie, abymy popenili jak zbrodni, eby obciy si jeszcze bardziej, jestemy gotowi.
        Umilk i spojrza za siebie, bo wydao mu si, e otwarto drzwi. I rzeczywicie, drobny sucy o tawej twarzy wlizgn si do rodka bez pukania. Nis tac, na ktrej staa karafka i kieliszki.
        - Martin jest jednym z nas - oznajmi O'Brien.  Ustaw wszystko na okrgym stole, Martin. Czy mamy do krzese? A wic moemy usi wygodnie i spokojnie porozmawia. Sobie te przysu krzeso, Martin. To powana sprawa. Na dziesi minut moesz przesta by sucym.
        May czowieczek wykona polecenie i usiad bez skrpowania, jednake po jego zachowaniu wci mona byo pozna, e to sucy, ktrego pan zaszczyci zaproszeniem do stou. Winston przypatrywa mu si ktem oka. Czowiek ten zapewne przez cae ycie gra pewn rol i zdjcie maski, choby na moment, uwaa za niebezpieczne. O'Brien uj karafk za szyjk i napeni kieliszki ciemnoczerwonym pynem. Zbudzio to w umyle Winstona mgliste wspomnienie czego, co dawno temu widzia na murze lub supie - ogromn neonow butl, ktra migotaa i gasa, sprawiajc wraenie, e jej zawarto wlewa si do pucharu. Kiedy patrzy z gry na swj kieliszek, pyn wydawa si niemal czarny, lecz w karafce poyskiwa rubinowym blaskiem. Zapach mia kwanosodki. Winston zobaczy, e Julia podnosi kieliszek i wcha go z nie ukrywan ciekawoci.
        - To wino - wyjani z lekkim umiechem O'Brien. - Na pewno znane jest wam z ksiek. Niestety, nie trafia do Zewntrznej Partii.
        Znw spowania i podnis kieliszek do gry.
        - Sdz, e powinnimy zacz od toastu. Za naszego przywdc, za Emmanuela Goldsteina!
        Winston skwapliwie chwyci kieliszek. Wiele razy czyta i marzy o winie. Podobnie jak szklany przycisk oraz cytowane przez pana Charringtona urywki zapomnianych rymowanek, naleao do minionych, romantycznych czasw, ktre w najskrytszych mylach nazywa epok szczcia. Nie wiedzie czemu, zawsze mu si wydawao, e wino ma wyjtkowo sodki smak, tak jak dem jagodowy, i natychmiast dziaa odurzajco. Ju przy pierwszym yku przykro si rozczarowa. Po latach picia dinu prawie wcale nie czu smaku. Odstawi oprniony kieliszek.
        - Wic Goldstein naprawd istnieje? - zapyta.
        - Tak, istnieje i dobrze si miewa. Ale gdzie przebywa, tego nie wiem.
        - A podziemie, organizacja? Te istnieje? Nie jest po prostu wymysem Policji Myli?
        - Nie, istnieje naprawd. Nazywa si Braterstwem. Nigdy nie dowiecie si o Braterstwie nic ponad to, e istnieje i e do niego naleycie. Zaraz do tego wrc. - Spojrza na zegarek. - Nawet dla czonkw Wewntrznej Partii nie jest rzecz rozsdn wycza teleekran na duej ni p godziny. Nie powinnicie byli przychodzi tu razem i bdziecie musieli wyj oddzielnie. Wy, towarzyszko - skin gow Julii - wyjdziecie pierwsza. Zostao nam dwadziecia minut. Rozumiecie, mam nadziej, e musz was najpierw wypyta o pewne sprawy. Mwic najoglniej, co jestecie gotowi uczyni?
        - Co tylko w naszej mocy - odpar Winston.
        O'Brien obrci si nieco na krzele, tak e siedzia teraz twarz do Winstona. Prawie zupenie ignorowa Juli, jak gdyby uwaa za rzecz oczywist, e Winston mwi w imieniu obojga. Na moment zmruy oczy. Zacz zadawa pytania cichym, bezbarwnym gosem, jakby to bya wielokrotnie powtarzana procedura, litania pyta i odpowiedzi, ktrych wikszo zna si z gry.
        - Czy jestecie gotowi powici ycie?
        - Tak.
        - Czy jestecie gotowi mordowa?
        - Tak.
        - Prowadzi akcje sabotaowe, w nastpstwie ktrych setki niewinnych ludzi mog ponie mier?
        - Tak.
        - Zdradzi ojczyzn, wsppracujc z obcymi mocarstwami?
        - Tak.
        - Czy jestecie gotowi oszukiwa, dokonywa faszerstw, szantaowa, zatruwa umysy nieletnich, rozprowadza narkotyki, zachca do prostytucji, szerzy choroby weneryczne, sowem robi wszystko, co moe przyczyni si do osabienia i demoralizacji Partii?
        - Tak.
        - Jeli dla dobra naszej sprawy zajdzie na przykad konieczno oblania twarzy dziecka kwasem siarkowym, czy jestecie gotowi to uczyni?
        - Tak.
        - Czy jestecie gotowi zmieni swoj tosamo i do koca ycia pracowa jako kelner czy doker?
        - Tak.
        - Czy jestecie gotowi popeni samobjstwo, jeli i kiedy wam polecimy?
        - Tak.
        - Czy jestecie gotowi rozsta si i nigdy wicej si nie widzie?
        - Nie! - zawoaa Julia.
        Winstonowi zdawao si, e czas pynie, a on wci si zastanawia. Przez moment mia nawet wraenie, e odjo mu mow. Jego usta otwieray si i zamykay bezgonie, przymierzajc si do odpowiedzi: a do chwili, kiedy si odezwa, nie wiedzia, jaka bdzie jego decyzja.
        - Nie - stwierdzi wreszcie.
       - Dobrze, ecie mi powiedzieli - oznajmi O'Brien. - Wane jest, bymy wiedzieli wszystko.
        Zwrci si do Julii i z nieco wikszym oywieniem rzek:
        - Czy rozumiecie, e nawet jeli wasz przyjaciel nie zginie, bdzie zupenie innym czowiekiem? Otrzyma now tosamo. Wszystko ulegnie zmianie. Jego twarz, ruchy, ksztat doni, barwa wosw, nawet gos! Wy take staniecie si inn osob. Nasi chirurdzy potrafi zmieni kadego nie do poznania. Czasami bywa to konieczne. Niekiedy trzeba nawet amputowa ktr z koczyn.
        Winston nie mg si powstrzyma od spojrzenia ukradkiem na mongolsk twarz Martina. Nie dostrzeg adnych blizn. Julia zblada troch i piegi wystpiy jej wyraniej na policzkach, lecz odwanie patrzya na O'Briena. Mrukna co cicho, wyraajc zgod.
        - W porzdku. Wic to zaatwione - owiadczy O'Brien.
        Na stole stao srebrne pudeko z papierosami. O'Brien w zamyleniu przesun je w ich stron, sam te si poczstowa, po czym wsta i zacz spacerowa po pokoju, jakby w ten sposb mg si lepiej skupi. Papierosy byy doskonae, grube, mocno nabite, z niespotykanie jedwabist bibuk. O'Brien znw zerkn na zegarek.
        - Wracaj lepiej do subwki, Martin - rzek. - Za kwadrans wcz teleekran. Tylko najpierw przyjrzyj si dobrze tym towarzyszom, eby zapamita ich twarze. Pewnie si z nimi jeszcze zobaczysz. Ja moe ju nie.
        Dokadnie tak samo jak wwczas, gdy otworzy im drzwi, oczy sucego przesuny si wolno po Julii i Winstonie. W jego wzroku nie byo nic przyjaznego. Martin zapamitywa ich wygld, ale oni sami zupenie go nie obchodzili, a przynajmniej takie sprawia wraenie. Winstonowi przemkno przez myl, e moe sztuczna twarz nigdy nie zmienia wyrazu. Bez sowa, nawet bez skinienia gow, sucy wyszed, cicho zamykajc za sob drzwi. O'Brien wci przechadza si po pokoju, z jedn doni w kieszeni czarnego kombinezonu, a w drugiej trzymajc papierosa.
        - Musicie zda sobie spraw - rzek - i zawsze bdziecie dziaa na lepo. Nigdy o niczym nie bdziecie informowani. Bdziecie otrzymywa i wypenia rozkazy, nigdy nie znajc ich przyczyn. Pniej przyl wam ksik, z ktrej dowiecie si prawdy o ustroju, w ktrym yjemy, a take poznacie strategi, dziki ktrej zamierzamy go zniszczy. Kiedy przeczytacie ksik, staniecie si rzeczywistymi czonkami Braterstwa. Ale oprcz samego celu, o ktry walczymy, oraz swoich aktualnych zada nic nie bdziecie znali. Wyjawiem wam, e Braterstwo istnieje, lecz nie mog wam zdradzi, czy liczy stu czonkw, czy dziesi milionw. Sami nie poznacie nawet dziesiciu osb. Wyznaczymy wam cznikw, ktrzy co pewien czas bd si zmieniali; pewnie trzech, czterech. Poniewa pierwszy kontakt nawizalicie ze mn, niech tak pozostanie. Jeli otrzymacie jakie rozkazy, wyjd ode mnie, a Martin wam je przekae. Kiedy was w kocu zapi, przyznacie si do wszystkiego. Tego nie da si unikn. Jednake poza wasnymi czynami o niczym nie bdziecie umieli nic powiedzie. Wsypiecie zaledwie garstk mao znaczcych osb. Mnie prawdopodobnie nie zaszkodzicie. Zreszt moliwe, e do tego czasu zgin albo bd inn osob, z inn twarz.
        Mwic cay czas przechadza si po puszystym dywanie. Mimo znacznej tuszy porusza si z gracj. Cechowaa kady jego gest, nawet gdy wsuwa rk do kieszeni lub podnosi do ust papierosa. Emanowaa z niego sia, lecz przede wszystkim pewno siebie oraz wyrozumiao, lekko zabarwiona ironi. Chocia mwi o powanych sprawach, nie mia w sobie nic z zacietrzewienia fanatyka. Nawet kiedy wspomina o morderstwach, samobjstwach, chorobach wenerycznych, amputacjach koczyn i operacjach twarzy, w jego gosie pobrzmiewaa kpiarska, poufaa nuta.
        To jest nieuchronne - zdawa si mwi. - Tak musimy postpowa i nie wolno nam si wzdraga. Ale zobaczycie: bdzie zupenie inaczej, kiedy ycie znw nabierze sensu.
        Fala podziwu, niemal uwielbienia, zalaa Winstona. Chwilowo zapomnia o tajemniczym Goldsteinie. Patrzc na szerokie bary i misist twarz O'Briena, tak brzydk, a zarazem tak kulturaln, trudno byo uwierzy, i czowiek ten moe zosta pokonany. Nie istniay fortele, ktrych by nie przejrza, nie byo niebezpieczestw, ktrych by nie przewidzia. Na Julii take zrobi due wraenie. Suchaa w napiciu, nawet nie dostrzegajc, e zgas jej papieros. A O'Brien perorowa dalej:
        - Na pewno syszelicie pogoski o Braterstwie. I prawdopodobnie wyrobilicie sobie o nim wasne zdanie. Wyobraacie sobie, e istnieje wielki, podziemny wiat spiskowcw, ktrzy spotykaj si potajemnie w piwnicach, kontaktuj przez wypisywanie na murach zaszyfrowanych wiadomoci, a rozpoznaj po umwionych hasach lub gestach. Tymczasem to wszystko nieprawda. Czonkowie Braterstwa nie maj adnych znakw rozpoznawczych i nikt nie zna tosamoci wicej ni kilku osb. Nawet sam Goldstein, gdyby wpad w rce Policji Myli, nie umiaby im zdradzi ani nazwisk wszystkich czonkw, ani te poda adnych informacji mogcych uatwi odnalezienie penego wykazu. Taki wykaz bowiem w ogle nie istnieje. Braterstwa nie mona zniszczy, poniewa nie jest organizacj w zwyczajnym znaczeniu tego sowa. Czonkw nie czy nic oprcz wsplnej idei, ktra jest niezniszczalna. Wy take tylko z niej bdziecie mogli czerpa otuch. Nie poznacie swoich towarzyszy, nie usyszycie sowa zachty. A kiedy was zapi, nie spodziewajcie si pomocy. Nigdy nie pomagamy naszym czonkom. Moemy najwyej dostarczy do celi yletki, ale wycznie wwczas, gdy trzeba koniecznie zamkn komu usta. Musicie przywykn do ycia bez widocznych wynikw i bez nadziei. Przez pewien czas bdziecie walczy, potem was zapi i po wyduszeniu zezna zabij. Bdzie to jedyny widoczny skutek waszej dziaalnoci. Nie ma cienia szansy, aby za naszego ycia nastpia dostrzegalna poprawa. Wszyscy jestemy martwi. Prawdziwe ycie czeka nas dopiero w przyszoci. Ale bdziemy w nim uczestniczy wycznie jako gar prochw i odamkw koci. Nikt nie wie, jaka odlega to przyszo. Moe a o tysic lat. W tej chwili jedyne, co moemy zrobi, to kroczek po kroczku zblia ludzi do opamitania. Nie moemy dziaa wsplnie. Moemy tylko rozpowszechnia nasz wiedz ustami pojedynczych osb, przekazywa z pokolenia na pokolenie. W obliczu cigego zagroenia ze strony Policji Myli nie ma innej drogi. Umilk i po raz trzeci spojrza na zegarek.
        - Ju prawie pora na was, towarzyszko - rzek do Julii. - Ale momencik. Karafka wci jest do poowy pena. Napeni kieliszki i unis swj do gry.
        - Jaki toast wzniesiemy tym razem? - spyta z t sam
        nut   ironii.   -   Za   zgub   Policji   Myli?   Na   pohybel Wielkiemu Bratu? Za ludzko? Za przyszo?
        - Za przeszo - powiedzia Winston.
        - Susznie, przeszo jest najwaniejsza - przyzna z powag O'Brien.
        Oprnili kieliszki i chwil pniej Julia wstaa, zbierajc si do wyjcia. O'Brien wzi z szafki niewielkie pudeko, wyj z niego pask bia pastylk i wrczy Julii, radzc, eby j possaa, bo trzeba uwaa, aby przypadkiem nie pachnie winem; windziarze s bardzo spostrzegawczy. Ledwie drzwi zatrzasny si za Juli, natychmiast o niej zapomnia. Przeszed jeszcze kilka krokw po pokoju i zatrzyma si.
        - Musimy omwi kilka szczegw - owiadczy. - Domylam si, e macie jak kryjwk?
        Winston powiedzia mu o pokoju nad sklepem pana Charringtona.
        - Na razie musi wystarczy. Potem znajdziemy dla was co innego. Trzeba czsto zmienia lokal. Niedugo przyl wam Ksig - Winston zauway, e nawet O'Brien wymawia to sowo tak, jakby byo pisane wielk liter - Ksig Goldsteina, ma si rozumie. Postaram si z tym nie zwleka, cho moe chwil potrwa, zanim zdobd egzemplarz. Nie musz wam tumaczy, jak niewiele ich istnieje. Policja Myli wyszukuje je i niszczy niemal rwnie szybko, jak my drukujemy. Ale to i tak nic nie zmienia. Ksiga jest niezniszczalna. Nawet gdyby przechwycili ostatni egzemplarz, moglibymy j prawie sowo w sowo odtworzy z pamici. Czy chodzicie do pracy z teczk?
        - Zwykle tak.
        - Jak wyglda?
        - Czarna, bardzo zniszczona. Zapinana na dwa paski.
        - Czarna, dwa paski, bardzo zniszczona; w porzdku. Pewnego dnia, w najbliszej przyszoci, cho trudno mi przewidzie dokadnie dat, otrzymacie w pracy bdnie sporzdzon notatk; bdziecie musieli prosi o powtrzenie polecenia. Nazajutrz idcie do pracy bez teczki. W cigu dnia kto do was podejdzie na ulicy, dotknie waszego ramienia i powie: Chyba upucilicie teczk. W teczce, ktr wam wrczy, znajdziecie Ksig Goldsteina. Zwrcicie j w cigu dwch tygodni.
        Przez chwil obaj milczeli.
        - Pozostao nam ju tylko kilka minut - powiedzia O'Brien. - Spotkamy si znowu... Jeli w ogle si spotkamy...
        Winston spojrza na niego.
        - Tam, gdzie nie ma mroku - rzek niepewnie. O'Brien skin gow bez zdziwienia.
        - Tam, gdzie nie ma mroku - powtrzy, jakby rozumia, o co chodzi. - Czy chcielibycie co powiedzie przed wyjciem? Co mi zakomunikowa? Moe o co spyta?
        Winston zamyli si. Nie przychodzio mu do gowy adne pytanie, a nie mia ochoty wypowiada napuszonych oglnikw. Powinien skorzysta z okazji, eby dowiedzie si czego wicej o O'Brienie lub Braterstwie, lecz myli wypeni mu cig nakadajcych si na siebie obrazw mrocznej sypialni, w ktrej jego matka spdzia ostatnie dni, pokoiku nad sklepem pana Charringtona, szklanego przycisku i ryciny w palisandrowej ramie. Nagle spyta:
        - Czy znacie moe taki stary wierszyk rozpoczynajcy si od sw Pomaracze za pensa, krzycz dzwony Klemensa?
        O'Brien ponownie skin gow i uprzejmie, z powag, wyrecytowa:
        Pomaracze za pensa, krzycz dzwony Klemensa, Skrad cytryn p tuzina, dudni dzwony Marcina, Zaraz zapi zodzieja, rycz dzwony Baileya, Inni licz, ty te licz, radz dzwony Shoreditch.
        - Znacie ostatni wers!
        - Tak, znam. Ale teraz, niestety, musicie ju i. Moment; na wszelki wypadek wam te dam pastylk.
        Kiedy Winston wsta, O'Brien wycign do niego rk. Mocny ucisk niemal miady do. W drzwiach Winston obejrza si, ale O'Brien nie zwraca ju na niego uwagi. Czeka z doni na gace teleekranu. Winston jeszcze raz popatrzy na biurko, na lamp z zielonym abaurem, na mowopis i druciane pojemniki pene papierw. O'Brien zaatwi, co mia do zaatwienia, a teraz wraca do innych spraw. Zanim minie trzydzieci sekund, pomyla Winston, znw zasidzie do przerwanych na krtko wanych zada w subie Partii.
        
        
      9
        
        
        Winston czu si galaretowaty z wyczerpania. Galaretowaty to najwaciwsze okrelenie. Samo przyszo mu do gowy. Jego ciao bowiem nie tylko trzso si przy kadym ruchu jak galareta, lecz byo rwnie przezroczyste. Mia wraenie, e gdyby podnis do gry rk, ujrzaby przez ni wiato. Szalecza, nieustajca praca wya z niego limf i krew, pozostawiajc jedynie osaby ludzki wir - sam skr, nerwy i koci. Kade doznanie odbiera ze zwielokrotnion si. Kombinezon drapa go w ramiona, chodnik uwiera w stopy, nawet zgicie palcw odczuwa jako potworny wysiek, od ktrego trzeszcz stawy.
        W cigu piciu dni Winston przepracowa ponad dziewidziesit godzin. Inni zatrudnieni w ministerstwie rwnie. Teraz mordga si skoczya i nie mia absolutnie nic do roboty, adnych partyjnych obowizkw, a do jutra rana. Mg spdzi sze godzin w kryjwce nad sklepem pana Charringtona, a nastpne dziewi we wasnym ku. Szed powoli, w agodnym popoudniowym socu, ndzn uliczk w stron sklepu, rozgldajc si, czy nie wida patroli, ale jednoczenie ywic jakie niczym nie uzasadnione przekonanie, e akurat dzi nie spotka go nic zego. Cika teczka przy kadym kroku obijaa mu si o kolano, sprawiajc, e mrowie przechodzio go po nodze. W rodku znajdowaa si Ksiga, ktr ju od szeciu dni mia w swoim posiadaniu, lecz dotd nie znalaz czasu, by j poczyta lub choby na ni spojrze.
        Szstego dnia Tygodnia Nienawici, po pochodach, przemwieniach, krzykach, piewach, transparentach, filmach, pokazach figur woskowych, dudnieniu bbnw i ryku trb, tupocie maszerujcych ng, turkocie czogw, wyciu przelatujcych samolotw; grzmocie armat - po szeciu dniach tych atrakcji, kiedy zbiorowy orgazm siga szczytu, a powszechna nienawi do Eurazji przerodzia si w tak zaciek furi, e gdyby tum dosta w swoje rce owe dwa tysice eurazjatyckich zbrodniarzy wojennych, ktrych miano powiesi publicznie ostatniego dnia obchodw, to niechybnie rozszarpaby ich na strzpy - dokadnie wwczas ogoszono naraz, e Oceania wcale nie prowadzi wojny z Eurazj. Nieprzyjacielem Oceanii jest Wschdazja. Eurazja to sprzymierzeniec.
        Nie przyznano si, oczywicie, e nastpia jakakolwiek zmiana sojuszy. Po prostu nagle, wszdzie rwnoczenie, ogoszono, e to Wschdazja, a nie Eurazja jest wrogiem. Winston akurat uczestniczy w wiecu na jednym z gwnych placw Londynu. By pny wieczr - czerwone flagi i twarze zebranych owietla jaskrawy blask reflektorw. Na placu toczyo si kilka tysicy ludzi, w tym tysic uczniw w mundurkach Kapusiw. Z trybuny obitej czerwonym suknem przemawia do tumu mwca z Wewntrznej Partii, may, chudy mczyzna o nieproporcjonalnie dugich rkach i ogromnej gowie, zupenie ysej, jeli nie liczy paru rzadkich, przylizanych kosmykw. Karze ten, o twarzy wykrzywionej nienawici, w jednej kocistej doni dziery mikrofon, a drug - zacinit w ogromn pi - wymachiwa gronie w powietrzu. Jego gos, ktremu megafony nadaway metaliczne brzmienie, grzmia wyliczajc po kolei wszystkie zbrodnie nieprzyjaciela: masakry, wysiedlenia, grabiee, gwaty, torturowanie jecw, bombardowanie ludnoci cywilnej, napaci, kamliw propagand, amanie ukadw. Przekonywa kadego, kademu udzielaa si jego furia. Co kilka chwil tak narastaa wcieko tumu, e barbarzyski, niepohamowany ryk tysicy gardzieli zagusza sowa mwcy. Najdziksze wrzaski wydawali uczniowie. Przemwienie trwao ju ze dwadziecia minut, gdy nagle na trybun wbieg posaniec i wrczy mwcy kartk. Ten rozwin j i przeczyta, nie przerywajc potoku sw. Nie zmienio si ani jego zachowanie, ani ton gosu, ani te tre tego, co mwi, lecz nagle zacz wymienia nazw innego mocarstwa. Nie pado ani jedno sowo wyjanienia, ale tum i tak w mig poj wszystko. Oceania prowadzi wojn ze Wschdazja! W nastpnej chwili podnis si rwetes. Wszystkie transparenty i plakaty, ktrymi udekorowano plac, byy nieodpowiednie! Poowa z nich przedstawiaa niewaciwe osoby. Sabota! Robota agentw Goldsteina! Powsta zamt; ze cian zrywano plakaty, a transparenty darto na strzpy i deptano. Kapusie dokonywali cudw zrcznoci wdrapujc si na dachy i cigajc opoczce na kominach flagi. Nie miny dwie, trzy minuty, a byo ju po wszystkim. Mwca, wci dzierc w jednej doni mikrofon, a drug wymachujc w powietrzu, wychyla si z trybuny i grzmia jak uprzednio. Jeszcze minuta i tum znw zacz wznosi dzikie okrzyki. Nienawi trwaa nadal; zmieni si jedynie jej obiekt.
        Na Winstonie - gdy si pniej nad tym zastanawia - najwiksze wraenie zrobio to, e mwca przestawi si dosownie w poowie zdania, nie tylko nie przerywajc wywodu, lecz nawet nie zmieniajc skadni. W trakcie wiecu Winston prawie tego nie zauway, albowiem mia na gowie waniejsze sprawy. Kiedy wyniko cae zamieszanie i tum zdziera plakaty, jaki czowiek, ktrego twarzy nawet dobrze nie widzia, dotkn jego ramienia i rzek:
        - Przepraszam, towarzyszu, chyba upucilicie teczk.
        Winston wzi j odruchowo, nie odzywajc si sowem. Wiedzia, e minie wiele dni, zanim bdzie mg do niej zajrze. Zaraz po skoczeniu wiecu wrci do Ministerstwa Prawdy, cho dochodzia ju dwudziesta trzecia. Podobnie zrobi cay personel. Komunikaty nakazujce im stawienie si w pracy, nadawane przez teleekrany, byy waciwie zbyteczne.
        Oceania prowadzia wojn ze Wschdazj; Oceania zawsze prowadzia wojn ze Wschdazj. Znaczna cz literatury politycznej z ostatnich piciu lat nagle cakiem si zdezaktualizowaa. Najrniejsze sprawozdania, akta, gazety, ksiki, broszury, filmy, nagrania, fotografie - wszystko to naleao zmieni w byskawicznym tempie. Chocia nie wydano adnych rozporzdze, wszyscy doskonale wiedzieli, i dyrektorzy poszczeglnych departamentw ycz sobie, aby do koca tygodnia nie ostaa si nigdzie ani jedna wzmianka o wojnie z Eurazj lub sojuszu ze Wschdazj. Ogrom pracy przytacza, a dodatkowo utrudniao j to, e nie mona byo mwi wprost o przyczynie wprowadzenia zmian. Kady urzdnik Departamentu Archiww harowa osiemnacie godzin na dob, robic dwie trzygodzinne przerwy na sen. Z piwnic wycignito materace i rozoono na korytarzach. Nie wydawano regularnych posikw; pracownicy stowki jedzili z wzkami po pitrach, rozwoc kanapki i Kaw Zwycistwa. Za kadym razem Winston stara si wypeni wszystkie polecenia, zanim wychodzi z przegrody, by uci sobie drzemk, ale gdy wraca, zaspany i obolay, okazywao si, e nowa lawina rulonw spada tymczasem na biurko, zasypujc je dokadnie, a nawet zsuwajc si na posadzk; tylko mikrofon mowopisu stercza spod bieli na biurku niczym spod warstwy niegu. Winston musia zaczyna od uoenia rulonw w rwny stos, eby zrobi sobie miejsce do pracy. Najgorsze, e zadania, ktre otrzymywa, nie polegay bynajmniej na czysto mechanicznym wprowadzaniu poprawek. Czsto oczywicie wystarczyo zmieni nazw jednego mocarstwa na nazw drugiego, lecz przy opracowywaniu bardziej szczegowych artykuw niezbdne byy skupienie i inwencja.
        Samo przeniesienie wojny z jednej czci wiata do innej wymagao doskonaej znajomoci geografii.
        Ju trzeciego dnia okropnie rozbolay go oczy; co chwila musia przeciera szka. Czu si tak, jakby zlecono mu cik prac fizyczn, ktrej wykonania mia prawo odmwi, a zarazem, obsesyjnie pragn sprosta zadaniu. Kiedy w rzadkich wolnych chwilach zastanawia si nad tym, co robi, zupenie nie przeszkadzaa mu wiadomo, e kade dyktowane przez niego sowo i kady ruch kopiowego owka to rozmylne kamstwo. Podobnie jak wszystkim w departamencie, zaleao mu, aby jego faszerstwa byy doskonae. Rankiem szstego dnia potok rulonw zmala. Przez cae p godziny nic nie wypado z rury; potem wylecia jeden zwitek, a po nim ju nic. Mniej wicej o tej porze wszdzie ustawaa praca. Cay departament wyda jedno gbokie westchnienie ulgi. Cho musiao to na zawsze pozosta tajemnic, dokonano wielkiego dziea. Nie istnia ju ani jeden dokument wiadczcy o tym, i wojna z Eurazj kiedykolwiek si toczya. O dwunastej zero zero niespodziewanie ogoszono, e wszyscy pracownicy ministerstwa s wolni do jutra rana. Z Ksig w teczce, ktr trzyma midzy kolanami podczas pracy i pod sob w czasie snu, Winston wrci do domu, gdzie ogoli si i wykpa, o mao nie zasypiajc w wannie, cho woda bya zaledwie letnia.
        Stawy trzeszczay mu przy kadym kroku, gdy z niemal lubien rozkosz wspina si po schodach do pokoju nad sklepem pana Charringtona. By zmczony, ale opucia go senno. Otworzy okno, rozpali brudny prymus i postawi na nim garnek wody, eby zaparzy kaw. Wiedzia, e Julia wkrtce si zjawi; ale na razie mia Ksig. Usiad w zniszczonym fotelu i rozpi teczk.
        Wydoby z niej ciki tom w czarnej, amatorsko wykonanej oprawie, bez tytuu i nazwiska autora na okadce. Druk take nie by najlepszej jakoci. Ksika otwieraa si atwo, a brzegi miaa wytarte; dowd, e przesza przez wiele rk. Na stronie tytuowej widnia napis:
        
       Emmanuel Goldstein
       TEORIA I PRAKTYKA OLIGARCHICZNEGO KOLEKTYWIZMU
        
        Winston zacz czyta:
        
        
        Rozdzia I
        Ignorancja to Sia
        
        Od pocztku czasw historycznych, a prawdopodobnie ju od koca neolitu, na wiecie istniej trzy warstwy ludzi: grna, rednia i dolna. Wprowadzano najrozmaitsze podziay i wymylano dla kadej z grup niezliczone okrelenia, a zarwno ich wzgldna liczebno, jak i wzajemne stosunki zmieniay si w rnych epokach; jednake podstawowa struktura spoeczestwa pozostaa ta sama. Po najburzliwszych nawet wstrzsach i pozornie nieodwoalnych przemianach ludzko powraca niebawem do dawnego modelu, podobnie jak yroskop wraca do staego pooenia bez wzgldu na to, jak daleko i pod jakim ktem zostanie wychylony przez dziaajce na siy.
        Cele poszczeglnych warstw s absolutnie nie do pogodzenia...
        Winston przerwa czytanie, gwnie po to, aby rozkoszowa si faktem, e czyta, na dodatek w wygodnych i bezpiecznych warunkach. By sam; wolny od teleekranu, wolny od obaw, e kto podsuchuje przez dziurk od klucza, wolny nawet od nerwowego odruchu ogldania si za siebie i przysaniania strony rk. Wonny, letni wietrzyk askota go w policzek. Z oddali dochodziy stumione okrzyki dzieci; w samym pokoju panowaa cisza przerywana jedynie owadzim cykaniem zegara. Winston zapad si gbiej w fotelu i opar nogi o krat przed kominkiem. Tak wyglda rozkosz, wieczne szczcie. Nagle, jak kto, kto wie, e potem wrci do pierwszych stron i przeczyta ca ksik od deski do deski, otworzy j w innym miejscu, akurat na pocztku trzeciego rozdziau. Zacz czyta:
        
        Rozdzia III
        Wojna to Pokj
        
        Rozpad wiata na trzy wielkie supermocarstwa by wydarzeniem nietrudnym do przewidzenia ju pod koniec pierwszej polowy dwudziestego wieku. Dwa z trzech istniejcych mocarstw, Eurazja i Oceania, powstay waciwie z chwil wchonicia Europy przez Rosj oraz Imperium Brytyjskiego przez Stany Zjednoczone. Trzecie, Wschdazja, wyonio si jako odrbna jednostka dopiero po nastpnym dziesicioleciu chaotycznych walk. Granice pomidzy trzema supermocarstwami w wielu miejscach s umowne, w innych zmieniaj si zalenie od wynikw dziaa wojennych, na og jednak s to granice naturalne. Eurazja zajmuje ca pnocn cz kontynentu eurazjatyckiego, od Portugalii po Cienin Beringa. Oceania skada si z obu Ameryk, wysp Oceanu Atlantyckiego cznie z Wyspami Brytyjskimi, z Australii, wysp poudniowego Pacyfiku oraz z poudniowej czci Afryki. Wschdazja, najmniejsze z mocarstw, o mao wyranej granicy zachodniej, obejmuje Chiny i kraje lece na poudnie od nich, Wyspy Japoskie oraz znaczny, lecz niestaej wielkoci obszar na terytorium Mandurii, Mongolii i Tybetu.
        Zmieniajc sojusze, trzy supermocarstwa ustawicznie prowadz ze sob wojn, ktra trwa ju od dwudziestu piciu lat. Jednake wojna wspczesna nie przypomina rozpaczliwych i niszczycielskich zmaga, jakie miay miejsce w pierwszych dziesicioleciach dwudziestego wieku. Jej cele s ograniczone, a prowadzcy j przeciwnicy nie potrafi si pokona, nie walcz o nic konkretnego i nawet nie dziel ich adne zasadnicze rnice natury ideologicznej. Nie oznacza to bynajmniej, e sama wojna staa si bardziej humanitarna, a powszechne do niej nastawienie mniej krwawe. Wprost przeciwnie: histeria wojenna signa zenitu, a takie czyny, jak gwaty, grabiee, mordowanie dzieci, obracanie caych narodw w si niewolnicz oraz zncanie si nad jecami (przybierajce nawet tak drastyczne formy jak zakopywanie lub gotowanie ywcem) uchodz za rzecz normaln, a kiedy dopuszcza si ich nie wrg, lecz wasne wojska, za wrcz chwalebn. Jednake samo prowadzenie dziaa wojennych angauje tylko ograniczon liczb znakomicie wyszkolonych zawodowcw; bilans strat take mona uzna za stosunkowo niewielki. Bitwy, jeli w ogle do nich dochodzi, tocz si wycznie na rubieach, o ktrych pooeniu przecitny obywatel ma bardzo nike pojcie, lub w pobliu pywajcych fortec strzegcych strategicznych punktw na szlakach morskich. W aglomeracjach miejskich wojna odczuwalna jest jedynie pod postaci chronicznego niedoboru towarw konsumpcyjnych lub sporadycznych wybuchw pociskw rakietowych, od ktrych ginie najwyej kilkadziesit osb. Charakter wojny zmieni si cakowicie. A cilej mwic, zmienia si priorytetowo racji jej prowadzenia. Sprawy, ktre w wielkich wojnach z pocztku dwudziestego wieku odgryway tylko niewielk rol, wysuny si na czoo, stajc si wiadom przyczyn podejmowania dziaa zaczepnych.
        Chcc zrozumie charakter obecnej wojny - a cay czas jest to ta sama wojna, cho co kilka lat nastpuje zmiana sojuszy  po pierwsze naley sobie w peni uzmysowi, i nigdy nie zakoczy si zdecydowanym zwycistwem. adne dwa supermocarstwa, nawet dziaajc wsplnie, nie zdoaj pokona trzeciego. Rozkad  si jest zbyt wywaony,  a ponadto  warunki  naturalne kadego z mocarstw zapewniaj mu znakomit pozycj obronn. Eurazj chroni jej ogromne przestrzenie ldowe. Oceani szeroko Atlantyku i Pacyfiku. Wschdazj liczebno i pracowito jej mieszkacw. Ponadto, rozpatrujc rzecz w kategoriach  materialnych,  nie  ma  ju  o  co  walczy.   Gospodarka kadego z mocarstw jest samowystarczalna, o poday regulowanej lokalnym popytem, co sprawia, e traci sens gwna niegdy przyczyna  prowadzenia  wojen  -  pogo  za  rynkami  zbytu. Kwestia zaopatrzenia w surowce rwnie przestaa by ywotna, gdy wszystkie trzy mocarstwa zajmuj tak rozlege obszary, i maj pod dostatkiem surowcw wewntrz wasnych granic. Jeeli w ogle mona mwi o ekonomicznych racjach prowadzenia wojny, jest to walka o si robocz. Poza terytorium trzech mocarstw ley bowiem nie nalecy do adnego z nich nieforemny czworobok zamieszkany przez jedn pit ludzkoci, ktry rozciga si od Tangeru po Brazzaville i od Darwin po Hongkong. To wanie o panowanie nad tym gsto zaludnionym rejonem, a take nad obszarami polarnymi wok bieguna pnocnego, mocarstwa wojuj ze sob. adne, z nich nie sprawuje wadzy nad caym spornym terenem. Poszczeglne jego czci wci przechodz z rk do rk, a moliwo zdobycia kolejnego kska, dziki byskawicznej, zdradzieckiej akcji, jest waciwie  jedyn  przyczyn  cigych zmian  sojuszy midzy przeciwnikami.
        Na wszystkich spornych terenach wystpuj zoa cennych mineraw, a tam gdzie panuje tropikalny klimat, w gr wchodzi dodatkowo moliwo uprawy rolin dajcych wane surowce naturalne, takie jak kauczuk, ktrego syntetyczna produkcja jest stosunkowo kosztowna. Gwnie jednak tereny te stanowi niewyczerpane rdo taniej siy roboczej. Mocarstwo okupujce albo rwnikow Afryk, albo kraje Bliskiego Wschodu, albo te poudniowe Indie lub Archipelag Malajski dysponuje dziesitkami lub setkami milionw le opacanych, pracowitych kulisw. Mieszkacy tych obszarw, gdzie bardziej lub mniej jawnie przywrcono niewolnictwo, przechodz nieustannie z rk do rk kolejnych zwyciskich najedcw, dla ktrych ich ycie nie przedstawia adnej wartoci; umieralno tubylcw wkalkulowana jest tak samo jak koszt wgla czy ropy w cen wzrostu produkcji broni niezbdnej do dalszych podbojw i powikszania siy roboczej, koniecznej do dalszego wzrostu produkcji broni, w celu dalszych podbojw dla zdobycia jeszcze wikszej siy roboczej - i tak w nieskoczono. Naley doda, e dziaania wojenne waciwie nigdy nie przenosz si poza sporne tereny. Poudniowa granica Eurazji wci przemieszcza si od dorzecza Konga po pnocne brzegi Morza rdziemnego; nad wyspami lecymi na Oceanie Indyjskim i na Pacyfiku panuj na zmian Oceania i Wschdazja; w Mongolii granica midzy Eurazj i Wschdazja nieustannie przesuwa si to w jedn to w drug stron; w Arktyce wszystkie trzy mocarstwa roszcz sobie prawo do ogromnych obszarw, lecz w wikszoci s one nie zbadane i nie zamieszkane; w sumie rwnowaga si midzy mocarstwami pozostaje niezachwiana, a tereny lece w gbi nie tknite wojn. Co wicej, praca wyzyskiwanych ludw zamieszkujcych okolice rwnika jest zbdna dla gospodarki wiatowej. Ich trud nie wzbogaca reszty wiata, gdy ca produkcj pochaniaj dziaania wojenne, ktrych jedynym celem jest uzyskanie lepszej pozycji do prowadzenia takich dziaa w przyszoci. Praca zniewolonych ludw umoliwia wycznie eskalacj tempa wojny. Gdyby nie one, dominujcy na wiecie ustrj spoeczny oraz procesy, dziki ktrym si utrzymuje, waciwie pozostayby bez zmian.
        Podstawowym celem dziaa wojennych (zgodnie z zasad dwj my sieni, kierownicze umysy Wewntrznej Partii s, a zarazem nie s go wiadome) jest zuywanie wytworzonych towarw bez podnoszenia stopy yciowej obywateli. Od koca dziewitnastego wieku pastwa uprzemysowione borykay si z problemem - zrazu tylko potencjalnym - nadwyki dbr konsumpcyjnych. Obecnie, gdy wikszo obywateli goduje, problem ten oczywicie przesta si rysowa tak ostro, lecz moe wcale nie staby si istotny, nawet gdyby zaniechano sztucznych procesw niszczenia nadwyek. wiat teraniejszy jest ndzn, walc si ruin w porwnaniu ze wiatem sprzed 1914 roku, a jeszcze bardziej w zestawieniu z wyobraeniami, jakie ludzie wtedy yjcy mieli o przyszoci. W pierwszych latach dwudziestego wieku wizja przyszych czasw, w ktrych ludzko y bdzie w niewiarygodnym dobrobycie, wygodnie, spokojnie, pracujc wydajnie - wietlany, aseptyczny wiat ze szka, stali i   nienobiaego   betonu - tkwia   w   wiadomoci   prawie wszystkich osb wyksztaconych. Nauka i technika rozwijay si w niesychanym tempie i wydawao si logiczne, e proces ten bdzie postpowa naprzd. Tak si jednak nie stao, czciowo w wyniku zuboenia spowodowanego przez dugotrwae wojny i rewolucje, a po czci dlatego, e postp naukowy i techniczny wymaga swobody empirycznego mylenia, dla ktrej nie byo miejsca w totalitarnych systemach politycznych. W sumie wiat dzisiejszy jest znacznie bardziej prymitywny, ni by pidziesit lat temu. Rozwiny si pewne zacofane gospodarczo obszary, wyprodukowano take nieco nowego sprztu o przeznaczeniu militarnym lub policyjno-szpiegowskim, lecz niemal cakowicie zaniechano dziaalnoci badawczej i wynalazczej, a zniszcze po wybuchach bomb atomowych z lat pidziesitych nigdy nie naprawiono. Jednake niebezpieczestwa, jakie pociga za sob industrializacja, nadal s aktualne. Kiedy pojawiy si pierwsze maszyny, dla ludzi mylcych stao si jasne, e oto nastpuje koniec ludzkiego mozou, a co za tym idzie, w znacznej mierze take koniec nierwnoci spoecznych. Gdyby wiadomie uyto maszyn w celu zwalczania godu, pracy ponad siy, brudu, analfabetyzmu i chorb, przez okres kilku pokole mona by wypleni wszystkie te plagi i bolczki. Ale chocia kierowano si zupenie innymi przesankami, przecitna stopa yciowa rzeczywicie wzrosa niesychanie w cigu   pidziesicioletniego okresu na przeomie ubiegego i obecnego wieku, po prostu jako uboczny wynik procesu industrializacji, wytwarzajcego dobra, ktre si rzeczy trafiay do rk wszystkich.
        Zarazem jednak uwiadomiono sobie, e powszechny dostatek zagraa trwaoci spoeczestw hierarchicznych; waciwie jest ich zgub. W wiecie, gdzie kady pracuje krtko, ma pod dostatkiem ywnoci, mieszka w domku z biec wod, posiada lodwk, samochd, a moe nawet i awionetk, po prostu znikaj najbardziej rzucajce si w oczy i najbardziej istotne przejawy nierwnoci. Powszechny dostatek oznacza zatarcie rnic. Mona sobie oczywicie wyobrazi spoeczestwo, w ktrym dobrobyt, w sensie wasnoci dbr materialnych i wygody ycia., dostpny jest wszystkim na rwni, podczas gdy wadza spoczywa w rkach nielicznej kasty uprzywilejowanych. Ale w praktyce podobna spoeczno nie miaaby zagwarantowanej trwaoci. Gdyby wszyscy byli jednakowo zamoni i dysponowali tak sam iloci wolnego czasu, ogromna masa ludzi dotychczas ogupionych ndz zdobyaby wyksztacenie i nauczya si myle, a wwczas prdzej czy pniej zdaaby sobie spraw, e uprzywilejowana mniejszo nie ma adnej racji bytu i naley j obali. Spoeczestwo hierarchiczne musi opiera si na ndzy i ciemnocie, aby sprawnie funkcjonowa. Powrt do rolniczej gospodarki przeszoci, o czym marzyli niektrzy myliciele z pocztku dwudziestego wieku, w ogle nie wchodzi w gr. Takie rozwizanie kcio si z pdem ku mechanizacji, ktry na caym wiecie przerodzi si niemal w instynkt, a co waniejsze, kady kraj technicznie zacofany byby zupenie bezradny w razie wybuchu konfliktu zbrojnego; musiaby si podporzdkowa, bezporednio lub porednio, bardziej rozwinitym przemysowo rywalom.
        Utrzymanie mas w ubstwie przez ograniczenie produkcji te nie byo wyjciem zadowalajcym. Tak wanie przedstawiaa si sytuacja w ostatniej fazie kapitalizmu, mniej wicej w latach 1920-1940. Gospodark wielu pastw doprowadzono do stagnacji, ziemia leaa odogiem, nie inwestowano w dalsze rodki produkcji, ogromn cz ludnoci pozbawiono pracy, a rzdowe instytucje charytatywne wypacay bezrobotnym zaledwie godowe zasiki. Poniewa jednak taka polityka prowadzia rwnie do osabienia militarnego, a wynikajcego z niej ubstwa absolutnie nic nie usprawiedliwiao, z czasem napotkaa opr. Naleao si upora z problemem, jak utrzymywa w cigym ruchu machin przemysu, nie zwikszajc zamonoci wiata. Rozumiano, e dobra naley wytwarza, lecz nie wolno ich rozpowszechnia. Jedynym realnym rozwizaniem bya wic ciga wojna.
        Istot wojny jest niszczenie - niekoniecznie zabijanie ludzi, lecz niszczenie wytworw ich rk. Wojna to sposb na obracanie w py, wysadzanie w stratosfer lub zatapianie na dno oceanw materiaw, ktre mona by zuytkowa inaczej, niepotrzebnie przyczyniajc si do podwyszenia poziomu ycia szerokich mas spoeczestwa, a co za tym idzie, do ich edukacji. Nawet wwczas, gdy sprzt bojowy nie ulega zniszczeniu, jego produkcja to wygodny sposb zajcia siy roboczej bez wytwarzania zbdnych towarw konsumpcyjnych. Na przykad kada pywajca forteca wymaga nakadw pracy wystarczajcych dla zbudowania kilkuset statkw handlowych. Z czasem niszczy si j jako przestarza i jeszcze wikszym nakadem si i rodkw woduje nastpn, ktra rwnie nie przynosi nikomu absolutnie adnego poytku. W teorii przemys zbrojeniowy ma pochania wszystkie nadwyki pozostae po zaspokojeniu biecych potrzeb spoeczestwa. W praktyce zawsze zania si te potrzeby, czego rezultatem jest cigy niedobr wikszoci niezbdnych artykuw; ten stan rzeczy uchodzi jednak za korzystny. Rozmylnie dy si do tego, aby nawet egzystencja grup uprzywilejowanych utrzymywaa si na granicy niedostatku, gdy powszechna ndza zwiksza warto drobnych przywilejw, a tym samym poszerza przepa midzy poszczeglnymi odamami spoeczestwa. Jeli przyj za kryterium warunki panujce na pocztku dwudziestego wieku, nawet czonek Wewntrznej Partii prowadzi ycie skromne i pracowite. Lecz te nieliczne luksusy, ktre mu przysuguj - due, odpowiednio urzdzone mieszkanie, lepsza gatunkowo odzie, lepszej jakoci ywno, napoje i tyto, dwch lub trzech sucych, prywatny samochd lub helikopter - sprawiaj, e yje w innym wiecie ni czonek Zewntrznej Partii, podczas gdy ten z kolei korzysta z przywilejw wynoszcych go ponad ciemione masy nazywane ,,prolami. Sytuacja spoeczna przypomina t, jaka istnieje w oblonym miecie, kiedy to marny ochap koniny stanowi rnic midzy bogactwem a ndz. Jednoczenie wiadomo toczcej si wojny i cigego zagroenia, powoduje, i przekazanie caej wadzy w rce nielicznej kasty wydaje si naturalnym i koniecznym warunkiem przetrwania.
        Wojna, jak to si okae w dalszym cigu wywodu, nie tylko szerzy niezbdn destrukcj, lecz robi to w sposb psychologicznie atwy do akceptacji. Teoretycznie mona by bez wikszych trudnoci zmarnowa nadmiar si wytwrczych wznoszc witynie, piramidy, kopic i zasypujc doy lub produkujc ogromne iloci towarw, a nastpnie je palc. To jednak stwarzaoby wycznie ekonomiczne, a nie emocjonalne podstawy sprawnego funkcjonowania ustroju hierarchicznego. Nie chodzi o morale mas, ktrych odczucia s nieistotne, jak dugo ludzie wykonuj swoj prac, lecz o morale samej Partii. Nawet od szeregowych czonkw Partii oczekuje si fachowoci, pracowitoci i choby minimalnej inteligencji, ale najwaniejsze jest, aby byli atwowiernymi fanatykami i ignorantami, ktrych najczstsze uczucia to strach, nienawi, uwielbienie oraz orgiastyczny tryumf. Innymi sowy, ich mentalno powinna odpowiada potrzebom wojny. Niewane, czy trwa ona rzeczywicie ani te - poniewa zdecydowane zwycistwo jednej ze stron jest niemoliwe - jak tocz si jej losy. Liczy si sam fakt cigego stanu zagroenia. Rozszczepienie mzgu, ktrego Partia wymaga od swych czonkw, a ktre atwiej osiga si w atmosferze wojny, stao si obecnie ju niemal powszechne, a im kto wyej stoi, tym bardziej wyraziste. Wanie bowiem wrd czonkw Wewntrznej Partii histeria wojenna i nienawi do wroga s najsilniejsze. Ze wzgldu na kierownicze funkcje czonkowie Wewntrznej Partii czsto musz wiedzie, e ten lub inny komunikat z linii frontu jest kamliwy; moe nawet orientuj si, e caa wojna to blaga i albo nie toczy si wcale, albo z zupenie innych przyczyn ni te, ktre si oficjalnie gosi; ale swoj wiedz atwo neutralizuj dziki technice zwanej dwjmyleniem. Ich 'niemal mistyczna wiara, i wojna trwa naprawd, pozostaje niezachwiana; wicie wierz rwnie w to, e kiedy wojna zakoczy si zwycistwem i Oceania zapanuje niepodzielnie nad wiatem.
        Dla wszystkich czonkw Wewntrznej Partii ryche zwycistwo Oceanii jest po prostu aktem wiary. Zostanie osignite albo przez stopniowy podbj coraz wikszych obszarw i zwizan z tym przewag militarn, albo przez wynalezienie nowej broni, przed ktr wrg nie zdoa si zabezpieczy. Badania nad tego typu broni trwaj bezustannie; przemys zbrojeniowy jest zreszt jedn z niewielu gazi, w ktrych pomysowo lub w ogle mylenie jako takie znajduje pewne ujcie. We wspczesnej Oceanii termin nauka w dawnym rozumieniu tego sowa przesta mie jakiekolwiek zastosowanie. W nowo-mowie sowo to po prostu nie istnieje. Mylenie empiryczne, podstawa wszystkich naukowych osigni przeszoci, sprzeczne jest z elementarnymi zaoeniami angsocu. Zreszt postp techniczny te ma prawo bytu wycznie wwczas, gdy moe przyczyni si do dalszego uszczuplenia swobd obywatelskich. We wszystkich dziedzinach wiat albo si cofa, albo stoi w miejscu. Ziemi orze si pugami cignitymi przez konie, a ksiki pisze maszyna. Jednake w kwestiach najwyszej wagi - czyli zwizanych z wojn i aparatem policyjno-szpiegowskim ~ podejcie empiryczne wci spotyka si z aprobat, a przynajmniej z przyzwoleniem. Partia ma dwa zasadnicze cele: zawadn ca kul ziemsk i zlikwidowa raz na zawsze swobod mylenia. Tak wic jej dwa najwiksze problemy, ktre ustawicznie stara si rozwiza, s nastpujce: jak wbrew woli danego czowieka odczyta jego myli oraz jak w cigu kilku sekund i bez adnego ostrzeenia zgadzi kilkaset milionw ludzi. Wszystkie badania koncentruj si na tych dwch zagadnieniach. Wspczesny naukowiec czy w sobie cechy psychologa i inkwizytora, szczegowo badajc znaczenie ludzkiej mimiki, gestw, tonu gosu, sprawdzajc wpyw na prawdomwno rnych preparatw, terapii wstrzsowej, hipnozy i tortur - lub te jest chemikiem, fizykiem czy biologiem, zajmujcym si tylko tymi gaziami swojej dziedziny, ktre mog suy ludobjstwu. W ogromnych laboratoriach Ministerstwa Pokoju, w stacjach badawczych ukrytych w brazylijskich dunglach, na pustyniach Australii lub samotnych wysepkach Antarktydy zespoy ekspertw niestrudzenie prowadz dowiadczenia. Jedni koncentruj si na logistyce przyszych wojen; drudzy wymylaj coraz wiksze pociski rakietowe, coraz silniejsze rodki wybuchowe, coraz trwalsze materiay do opancerzania samolotw, statkw i pojazdw; inni szukaj nowych, bardziej zabjczych gazw, rozpuszczalnych trucizn, ktre mona by produkowa w dostatecznych ilociach, aby zniszczy rolinno caego kontynentu, lub odmian bakterii chorobotwrczych odpornych na wszystkie znane antybiotyki; jeszcze inni usiuj wynale pojazd, ktry umiaby si porusza pod ziemi niczym kret, lub samolot zdolny do unoszenia si tygodniami w powietrzu; bada si rwnie jeszcze bardziej odlege moliwoci, takie jak skupianie promieni sonecznych dziki soczewkom rozmieszczonym tysice kilometrw od ziemi lub sztuczne wywoywanie trzsie ziemi i potnych pyww dziki wykorzystaniu wysokich temperatur panujcych wewntrz skorupy ziemskiej.
        Jednake do realizacji tych projektw wiedzie daleka droga; zreszt adne z mocarstw nigdy nie osiga w tym wycigu znacznej przewagi. Ale najciekawsze jest to, e wszystkie trzy posiadaj ju bro bez porwnania straszliwsz od rodkw raenia, ktre ich naukowcy bd kiedykolwiek potrafili skonstruowa, a mianowicie bomb atomow. Chocia Partia, jak to zwyka czyni, sobie przypisuje jej wynalezienie, w rzeczywistoci bro ta pojawia si po raz pierwszy na pocztku lat czterdziestych, a mniej wicej dziesi lat pniej posuono si ni na masow skal. Kilkaset bomb atomowych zrzucono wwczas na orodki przemysowe rozsiane po europejskich obszarach Rosji, po Europie Zachodniej i Ameryce Pnocnej. Sfery rzdzce doszy jednak do wniosku, e dalsze bombardowania doprowadz do cakowitego zniszczenia cywilizacji, a tym samym ich wadzy. Od tego czasu, aczkolwiek nie podpisano w tej sprawie adnego porozumienia ani nie wystpiono nawet z takim projektem, bomby przestay spada. Ale wszystkie trzy mocarstwa nadal je produkuj i gromadz w nadziei, e kiedy nadejdzie decydujcy moment, bd mogy posuy si nimi i odnie druzgocce zwycistwo. Tymczasem w cigu ostatnich trzydziestu, czterdziestu lat sztuka wojenna nie posuna si waciwie naprzd. Wicej jest helikopterw, zamiast bombowcw wytwarza si raczej pociski samosterujce, a szybkie, lecz atwe do zatopienia okrty zastpiono niemal niezniszczalnymi pywajcymi fortecami; poza tym jednak postp jest nieznaczny. Czogi, odzie podwodne, torpedy, karabiny maszynowe, jak rwnie karabiny i granaty rczne pozostaj w uyciu. I wbrew artykuom o cigych rzeziach regularnie ukazujcym si w prasie, oraz tej samej treci komunikatom teleekranowym, krwawe bitwy znane z wczeniejszych wojen, kiedy w cigu tygodni giny setki tysicy lub nawet miliony ludzi, nie powtrzyy si ani razu.
        adne z trzech supermocarstw nigdy nie ryzykuje rozpoczynania dziaa, ktre mogyby zakoczy si dla niego totaln klsk. Jedyne wiksze operacje wojenne to nage podstpne ataki na siy sojusznika. Wszystkie mocarstwa stosuj lub raczej udaj, e stosuj identyczn strategi. Chodzi o to, aby w wyniku dziaa zbrojnych, traktatw i nagej zdrady otoczy wasnymi bazami terytorium nieprzyjaciela, podpisa z nim ukad przyjani i trwa w niej dostatecznie dugo, by upi jego czujno. Nastpnie, zgromadziwszy w bazach rakiety uzbrojone w gowice atomowe, odpali je rwnoczenie, powodujc zniszczenia tak znaczne, i akcja odwetowa nie bdzie moliwa. Wtedy naley podpisa pakt o nieagresji z trzecim mocarstwem i rozpocz przygotowania do kolejnego ataku. Nie trzeba nawet wyjania, e te plany to mrzonki bez adnej szansy powodzenia. Co wicej, jedyne podejmowane dziaania wojenne tocz si w okolicach rwnika lub bieguna pnocnego; nigdy nie dochodzi do inwazji rdzennych ziem nieprzyjaciela. To wanie wyjania, dlaczego niektre granice midzy mocarstwami s umowne. Na przykad Eurazja mogaby bez trudu opanowa Wyspy Brytyjskie, ktre geograficznie stanowi cz Europy, Oceania za mogaby przesun swoje granice a po Ren lub nawet Wis. Lecz to podwayoby respektowan przez wszystkie strony, cho nigdy oficjalnie nie sformuowan zasad kulturowej integralnoci. Gdyby Oceania podbia tereny znane niegdy jako Francja i Niemcy, musiaaby albo podda eksterminacji ca ludno miejscow, co wcale nie byoby proste, albo wchon sto milionw mieszkacw reprezentujcych bardzo zbliony poziom rozwoju. Wszystkie trzy mocarstwa odczuwaj ten problem. Brak wszelkich kontaktw z cudzoziemcami, z wyjtkiem jecw i ciemnoskrych niewolnikw, to konieczny warunek powodzenia ich polityki. Nawet aktualnego sojusznika traktuje si podejrzliwie. Pomijajc jecw wojennych, przecitny mieszkaniec Oceanii nigdy nie oglda obywateli Eurazji lub Wschdazji, a nauka jzykw obcych jest zakazana. Gdyby pozwolono mu nawiza znajomo z cudzoziemcami, przekonaby si, e s takimi samymi ludmi jak on, a wszystko, co o nich sysza, to przewanie kamstwa. Zamknity wiat, w ktrym yje, otworzyby si nagle, a strach, nienawi i obuda, od ktrych zaley jego morale, mogyby po prostu si ulotni. Dlatego zainteresowane strony dobrze zdaj sobie spraw z tego, e bez wzgldu na to, jak czsto Persja, Egipt, Jawa lub Cejlon przechodz z rk do rk, granic samych mocarstw nie mog przekracza ludzie, lecz wycznie pociski.
        Takie rozumowanie wynika take z faktu - o ktrym nigdy nie wspomina si na gos, cho wszyscy potajemnie zdaj sobie z niego spraw - i warunki ycia w trzech mocarstwach s praktycznie identyczne. W Oceanii zwyciska ideologia nosi nazw angsocu, w Eurazji neobolszewizmu, we Wschdazji okrela si j chiskim terminem tumaczonym zwykle jako kult mierci, aczkolwiek jego sens lepiej chyba oddaje sformuowanie zanik ja. Obywatel Oceanii nie ma prawa zgbia dwch pozostaych ideologii, lecz uczy si gardzi nimi jako barbarzyskimi idiotyzmami stanowicymi obraz moralnoci i zdrowego rozsdku. W rzeczywistoci wszystkie trzy ideologie s bardzo do siebie zblione, oparte za na nich systemy polityczne w ogle niczym si nie rni. Wszdzie obowizuje ta sama hierarchiczna struktura i kult niemal boskiego przywdcy, a identyczne gospodarki cakowicie podporzdkowano prowadzeniu wojny. Trzy supermocarstwa nie tylko nie potrafi si pokona, lecz take nie miayby z tego adnych korzyci. Przeciwnie: dopki panuje midzy nimi niezgoda, dopty podpieraj si nawzajem niby trzy snopki pszenicy. Jak zwykle, grupy rzdzce s rwnoczenie wiadome i niewiadome tej zalenoci. Marzy im si podbj caego wiata, ale zarazem zdaj sobie spraw, e wojna powinna trwa wiecznie i nikomu nie przynosi zwycistwa. Fakt, i groba totalnej klski po prostu nie istnieje, umoliwia negowanie rzeczywistoci, co jest cech charakterystyczn i angsocu, i wrogich mu wiatopogldw. W tym miejscu naley powtrzy wypowiedzian ju wczeniej myl, e przez cigo wojna cakowicie zmienia charakter.
        W minionych wiekach wojna niemal z definicji prdzej czy pniej koczya si wyranym zwycistwem lub klsk. Stanowia te jeden z najlepszych sprawdzianw zakotwiczenia danej zbiorowoci w rzeczywistym wiecie. Wszyscy wadcy we wszystkich stuleciach usiowali narzuci swoim poddanym faszyw wizj wiata, lecz nie mogli upiera si przy iluzji, ktra osabiaaby gotowo bojow ich kraju. Dopki klska oznaczaa utrat niepodlegoci lub przynosia inne niepodane nastpstwa, naleao dobrze zabezpieczy si przed przegran. Nie wolno byo lekceway rzeczywistoci. W filozofii, religii, etyce lub polityce dwa plus dwa mogo rwna si pi, ale gdy chodzio o skonstruowanie armaty czy samolotu, wynik musia brzmie cztery. Narody, ktre pozwalay si wyprzedzi pod wzgldem rozwoju technicznego, z czasem podbijano bez wyjtku, a walka o postp toczya si zwykle w klimacie zabjczym dla iluzji. Aby i naprzd, trzeba umie korzysta z dowiadcze przeszoci, a chcc to czyni, naley mie o niej dokadne pojcie. Gazety i podrczniki zawsze, oczywicie, przedstawiay wiadomoci w sposb stronniczy, lecz faszowanie ich do tego stopnia, jak praktykuje si to obecnie, byo nie do pomylenia. Groba wojny powodowaa, e warstwy stojce u wadzy musiay si kierowa zdrowym rozsdkiem w swoich poczynaniach. Dopki wojna koczya si klsk lub zwycistwem, nie mogy sobie pozwoli na pen samowol.
        Kiedy jednak wojna zamienia si w proces cigy, przestaje by niebezpieczna. Wieczna wojna wyklucza istnienie wyszych racji wojskowych. Postp techniczny moe ulec zahamowaniu, a najbardziej oczywiste fakty mona przekrci lub ignorowa. Jak wspomniano powyej, w przemyle zbrojeniowym nadal prowadzi si badania uwaane niegdy za naukowe, lecz poniewa plany podboju le wycznie w sferze fantazji, brak powodzenia bynajmniej nikogo nie martwi. Sprawno, nawet sprawno militarna, przestaa by konieczna. Jedyny sprawnie funkcjonujcy organ w Oceanii to Policja Myli. Skoro kade z mocarstw jest niepokonane, kade w efekcie tworzy odrbny wiat, w ktrym mona bez adnych przeszkd wprowadza w ycie najbardziej niedorzeczne koncepcje. Rzeczywisto daje si odczu wycznie w kwestiach dotyczcych podstawowych potrzeb yciowych - takich jak zaspokojenie godu i pragnienia, zapewnienie dachu nad gow, zaopatrzenie w odzie, a take zabezpieczenie si przed przypadkowym pokniciem trucizny lub wypadniciem z okna wieowca. Midzy yciem a mierci, przyjemnoci a blem wci zna rnic, ale to wszystko. Odcity od kontaktu ze wiatem zewntrznym, a take z przeszoci, obywatel Oceanii przypomina czowieka zawieszonego w przestrzeni midzygwiezdnej; jak on nie potrafi stwierdzi, gdzie jest gra, a gdzie d. Rzdzcy takim pastwem maj wadz absolutn, o jakiej nawet nie marzyli faraonowie czy rzymscy cesarze. Musz si troszczy o to, aby nie zagodzi na mier zbyt wielkiej rzeszy poddanych, gdy mogoby to mie negatywne skutki dla kraju, musz te utrzymywa swj arsena na tak samo niskim poziomie technicznym jak rywale; lecz zadbawszy o to minimum, mog wyczynia z rzeczywistoci, co im si ywnie podoba.
        Tak wic obecna wojna, jeli stosowa do niej miar dawnych wojen, jest zwyczajn fikcj. Przypomina walki toczone przez samce pewnych parzystokopytnych gatunkw, ktrych rogi wyrastaj pod takim ktem, i zwierzta nie mog wyrzdzi sobie krzywdy. Ale chocia jest fikcyjna, nie znaczy to, e nie odgrywa adnej roli. Likwiduje nawis produkcyjny i pomaga utrzyma psychoz niezbdn do prawidowego funkcjonowania systemu. Wojna, jak to wykaemy w dalszej czci wywodu, obecnie staa si wycznie wewntrzn spraw pastwa. W przeszoci grupy rzdzce poszczeglnych krajw wojoway ze sob i zwycizca zawsze upi pokonanego, aczkolwiek wiadomo wsplnoty interesw powstrzymywaa go od nadmiernego szerzenia zniszcze. W dzisiejszych czasach grupy te nie walcz ze sob wcale. Teraz wojn toczy rzd przeciwko obywatelom wasnego pastwa, a jej celem nie s korzyci terytorialne lub zapobieenie grabiey, lecz zachowanie panujcego ustroju w nie zmienionej formie. Sam termin wojna sta si wic mylcy. Waciwie mona rzec, nie mijajc si z prawd, i z chwil przeobraenia si w cig, wojna przestaa istnie. Nacisk, jaki jej groba wywieraa na spoeczno ludzk pomidzy neolitem a pocztkiem dwudziestego wieku, znik; obecnie mamy do czynienia z czym zupenie innym. Skutek byby identyczny, gdyby zamiast ze sob walczy, trzy mocarstwa zgodziy si zawrze wieczny pokj i zagwarantowa sobie nienaruszalno granic. W tym wypadku kade z nich nadal byoby zamknitym wiatem, wolnym od jakiegokolwiek otrzewiajcego zagroenia z zewntrz. Trway pokj niczym by si nie rni od cigej wojny. Taki wanie - cho ogromna wikszo czonkw Partii uwiadamia sobie tylko jego powierzchowne znaczenie - jest ukryty sens partyjnego hasa Wojna to Pokj.
        Winston na chwil oderwa si od lektury. Gdzie w oddali rozleg si huk pocisku rakietowego. Fakt czytania zakazanej ksiki w samotnoci, w pomieszczeniu bez teleekranw, wci napawa go bogoci. Samotno i poczucie bezpieczestwa odbiera jako takie same doznania fizyczne jak zmczenie mini, mikko fotela lub agodny powiew wiatru wpadajcy przez okno. By zachwycony ksik; a moe raczej tym, e potwierdza jego wasne przemylenia. Nie dowiedzia si z niej waciwie nic nowego, lecz to jedynie zwikszao jej atrakcyjno. Sowa, ktre czyta, mgby napisa sam, gdyby tylko zdoa uporzdkowa swoje rozproszone myli. Ksik stworzy kto o podobnym umyle, ale znacznie potniejszym, bardziej systematycznym, mniej strachliwym. Winston doszed do wniosku, e najlepszymi ksikami s te, ktre mwi nam, co ju sami wiemy. Otworzy tom na pocztku pierwszego rozdziau, gdy nagle usysza na schodach kroki Julii. Poderwa si z fotela, eby j przywita. Cisna na podog brzow torb z narzdziami i rzucia mu si na szyj. Nie widzieli si przeszo tydzie.
        - Mam Ksig - oznajmi, jak tylko wypuci j z obj.
        - Tak, naprawd? wietnie - odpara i nie okazujc wikszego zainteresowania uklka przy prymusie, aby zaparzy kaw.
        Nastpne p godziny spdzili w ku; w tym czasie nie wracali do tematu ksiki. Pod wieczr lekko si ochodzio, przykryli si wic kap. Z dou dochodzi znajomy piew i odgosy butw szurajcych o bruk. Krzepka kobieta o czerwonych rkach, ktr Winston widzia, kiedy pierwszy raz czeka tu na Juli, dosownie nie opuszczaa podwrka. O kadej porze dnia krya nieustannie midzy bali a sznurem, to zatykajc sobie usta spinaczami do bielizny, to piewajc na cae gardo. Julia uoya si wygodniej i powoli zapadaa w sen. Winston sign po ksik, ktra leaa na pododze, i usiad na ku, oparty o wezgowie.
        - Musimy j przeczyta - rzek. - Oboje. Wszyscy czonkowie Braterstwa musz j zna.
        - Przeczytaj pierwszy - odpowiedziaa nie otwierajc oczu. - Najlepiej czytaj na gos. Wtedy bdziesz mg mi wyjania trudniejsze fragmenty.
        Wskazwki zegara wskazyway szst, czyli osiemnast. Mieli przed sob trzy, cztery godziny. Winston opar ksik o kolana i zacz czyta.
        
        Rozdzia I
        Ignorancja to Sia
        
        Od pocztku czasw historycznych, a prawdopodobnie ju od koca neolitu, na wiecie istniej trzy warstwy ludzi: grna, rednia i dolna. Wprowadzano najrozmaitsze podziay i wymylano dla kadej z grup niezliczone okrelenia, a zarwno ich wzgldna liczebno, jak i wzajemne stosunki zmieniay si w rnych epokach; jednake podstawowa struktura spoeczestwa pozostaa ta sama. Po najburzliwszych nawet wstrzsach i pozornie nieodwoalnych przemianach ludzko powraca niebawem do dawnego modelu, podobnie jak yroskop wraca do staego pooenia bez wzgldu na to, jak daleko i pod jakim ktem zostanie wychylony przez dziaajce na siy.
        
        - Julio, nie pisz? - spyta.
        - Nie, najdroszy, sucham. Czytaj dalej. To wspaniae. Wrci do lektury.
        
        Cele poszczeglnych warstw s absolutnie nie do pogodzenia. Celem grnej jest utrzymanie swojej pozycji. Celem redniej jest zamiana miejsc z grn. Celem dolnej, jeli akurat go ma - gdy na og jej przedstawiciele s zbyt ogupieni cik prac fizyczn, aby myle o czymkolwiek poza mudn codziennoci - jest znie przywileje i stworzy spoeczestwo, w ktrym wszyscy bd sobie rwni. Na przestrzeni dziejw wci tocz si boje, w oglnych zarysach przebiegajce identycznie. Przez dugie okresy warstwa grna pewnie dziery wadz, lecz prdzej czy pniej nastpuje moment, kiedy traci wiar we wasne siy, albo w swoje umiejtnoci sprawnego rzdzeniu; czasami dzieje si to rwnoczenie. Wwczas obala j warstwa rednia, ktra kaptuje do pomocy doln, wmawiajc jej, i walczy o wolno i sprawiedliwo. Zaledwie osiga cel, spycha warstw doln na jej dawn, podrzdn pozycj, a sama przeistacza si w grn. Po pewnym czasie z jednej lub obu tych warstw wykluwa si nowa grupa rednia i bj zaczyna si od pocztku. Z trzech warstw tylko dolnej nigdy nie udaje si choby na krtko zrealizowa upragnionych celw. Twierdzenie, i w cigu wiekw nie dokona si aden postp materialny, byoby przesad. Nawet w obecnych czasach, mimo panujcego zacofania, warunki bytowe przecitnego obywatela s lepsze ni przed kilkuset laty. Lecz ani dostatek, ani wzrost kultury obyczajw, ani reformy i rewolucje nie przybliyy choby o milimetr realizacji ideau powszechnej rwnoci.
        Z punktu widzenia warstwy dolnej adna odmiana historyczna nie zmienia niczego oprcz nazwy panw.
        Pod koniec dziewitnastego wieku wielu badaczy dostrzego ten powtarzajcy si schemat. Powstay wwczas szkoy mylicieli, ktrzy pojmowali histori jako proces cykliczny i usiowali wykaza, i nierwno naley do niepodwaalnych praw natury. Pogld ten, oczywicie, zawsze mia swoich zwolennikw, lecz po raz pierwszy sformuowano go tak dosadnie. Wczeniej doktryna uzasadniajca konieczno istnienia hierarchicznej struktury spoeczestwa bya domen warstwy grnej. Gosili j krlowie i arystokracja, a take ksia, prawnicy i podobne pasoyty grup rzdzcych; zwykle dla osody obiecywano rekompensat w fikcyjnym wiecie pozagrobowym. Warstwa rednia, dopki walczya o wadz, zawsze chtnie szermowaa takimi hasami jak wolno, sprawiedliwo, braterstwo. Nasta jednak czas, kiedy ide braterstwa zaczli atakowa ci, ktrzy jeszcze nie skupiali w swych rkach wadzy, lecz dopiero mieli ochot po ni sign. Dotychczas warstwa rednia dokonywaa rewolucji pod sztandarem rwnoci, po czym obaliwszy dawn tyrani natychmiast ustanawiaa wasn. Natomiast reprezentanci nowej warstwy redniej z gry zapowiadali wprowadzenie tyranii. Socjalizm, teoria, ktra pojawia si na pocztku dziewitnastego wieku i stanowia ostatnie ogniwo myli lecej u podstaw buntw niewolnikw jeszcze w staroytnoci, bya pocztkowo gboko przesiknita utopijnymi pogldami wczeniejszych stuleci. Lecz kada kolejna wersja socjalizmu tworzona po roku 1900 coraz bardziej jawnie dystansowaa si od idei wolnoci i rwnoci. Nowe ideologie, ktre wyoniy si w poowie wieku - angsoc w Oceanii, neobolszewizm w Eurazji oraz, wedug powszechnie uywanego okrelenia, kult mierci we Wschdazji - zupenie wiadomie dyy do wprowadzenia niewoli i nierwnoci. Ideologie te, wyrose z socjalizmu, zachoway jego terminologi i mieniy si jego duchowymi spadkobiercami. Jednake celem ich twrcw byo zatrzymanie postpu i biegu historii w dowolnie wybranym momencie. Wahado dziejw powinno si wychyli po raz ostatni... i zatrzyma. Jak zwykle, warstw grn miaa obali i zastpi warstwa rednia, lecz tym razem, dziki wiadomej strategii, nowi wadcy mieli panowa wiecznie.
        Przyczyn powstania nowych doktryn byo w znacznej mierze nagromadzenie wiedzy historycznej oraz wyksztacenie si historycznej wiadomoci, nieznanej w minionych stuleciach. Dostrzeono cykliczno dziejw; a skoro j dostrzeono, wysnuto wniosek, i zjawisko to mona zmieni. Lecz za gwn i podstawow przyczyn naley uzna fakt, e ju na pocztku dwudziestego wieku realizacja hasa rwnoci staa si moliwa. Wprawdzie ludzie nadal nie byli sobie rwni pod wzgldem wrodzonych uzdolnie, a ich pozycja zaleaa od wykonywanego zawodu, znika jednak potrzeba podziaw klasowych oraz silnego zrnicowania majtkowego. W przeszoci rnice klasowe nie tylko byy nieuchronne, lecz take podane. Nierwno stanowia cen postpu. Ale wraz z pocztkiem industrializacji sytuacja zmienia si radykalnie. To, e ludzie wykonuj rne prace, nie musi wcale oznacza, e rna jest ich sytuacja spoeczna i materialna. Dlatego te nowym grupom dcym do przechwycenia wadzy powszechna rwno jawia si nie jako idea, do ktrego naley dy, lecz niebezpieczestwo, przed ktrym trzeba si broni. W bardziej zacofanych epokach, kiedy sprawiedliwa i pokojowa egzystencja bya nieziszczalnym marzeniem, atwo przychodzio w ni wierzy. Myl o ziemskim raju, gdzie wszyscy yj zgodnie jak bracia, a prawo i wyzysk nie istniej, przez tysice lat przewijaa si w zbiorowej wyobrani. Utopii tej ulegy nawet grupy odnoszce najwiksze korzyci po kadym przewrocie. Spadkobiercy rewolucji francuskiej, angielskiej i amerykaskiej po trosze sami wierzyli w swoje deklaracje, chociaby o niezbywalnych prawach czowieka, wolnoci sowa i rwnoci w oczach prawa, a take pozwalali, by do pewnego stopnia ksztatoway ich dziaanie. Ale ju na pocztku lat trzydziestych myl polityczn zdominoway pogldy, ktrych gosiciele opowiadali si za wadz autorytatywn. Marzenia o ziemskim raju odrzucono dokadnie wtedy, gdy ich realizacja po raz pierwszy staa si moliwa. Kada nowa teoria polityczna, bez wzgldu na to, jakie nosia miano, propagowaa hierarchizacj i rzdy silnej rki. Powszechna zachowawczo pogldw, charakterystyczna dla tego okresu, sprawia, i powrcono do dawnych praktyk, zarzuconych ju kilkaset lat temu, takich jak przetrzymywanie winiw bez procesu, wykorzystywanie jecw do niewolniczej pracy, publiczne egzekucje, wymuszanie zezna torturami, porywanie zakadnikw oraz deportacje caych narodw - a co wicej, takie dziaania tolerowali i wystpowali w ich obronie ludzie uwaajcy si za wiatych i postpowych.
        Dopiero po dziesicioleciu wojen, walk domowych, rewolucji i kontrrewolucji, ktre nie ominy adnej czci wiata, angsoc i konkurencyjne ideologie przeksztaciy si w praktyczne koncepcje polityczne. Zwiastoway je rne systemy rzdzenia, zwykle nazywane totalitarnymi, ktre pojawiy si wczeniej, tote ostateczny ksztat wiata, jaki wyoni si z chaosu, nikogo nie zaskoczy. Podobnie i to, kto sign po wadz. Now arystokracj utworzyli w wikszoci urzdnicy, naukowcy, technicy, etatowi pracownicy zwizkw zawodowych, propagatorzy, socjologowie, nauczyciele, dziennikarze i zawodowi politycy. Ludzi tych, wywodzcych si z inteligencji pracujcej oraz grnych odamw klasy robotniczej, uksztatowa i zbliy bezduszny wiat zmonopolizowanego przemysu i scentralizowany aparat rzdowy. W porwnaniu z poprzednikami nie cechowaa ich wyjtkowa chciwo, mniej kusiy luksusy, ale za to w wikszym stopniu byli dni wadzy jako takiej, a przede wszystkim bardziej wiadomi tego, co czyni, i bardziej bezwzgldni w niszczeniu opozycji. Ta ostatnia rnica jest zasadnicza. W porwnaniu z tyrani, jaka panuje obecnie, wszystkie poprzednie to zaledwie nieudolne, amatorskie przymiarki. Dawne grupy rzdzce zawsze byy w pewnej mierze skaone liberalizmem: unikay radykalnych rozwiza i interwenioway tylko w wypadku jawnego buntu, natomiast treci myli poddanych nie interesoway si wcale. Nawet redniowieczny Koci katolicki naley uzna, wedug obecnych norm, za instytucj tolerancyjn. Czciowo wynikao to std, e aden z dawniejszych rzdw nie mia moliwoci prowadzenia cigej inwigilacji wszystkich obywateli. Wynalezienie druku uatwio jednak manipulacj opini publiczn, a film i radio przyspieszyy ten proces. Wraz z rozwojem telewizji i postpem technicznym, ktry umoliwi podwjn, nadawczo-odbiorcz rol sprztu telewizyjnego, skoczya si prywatno ycia obywateli. Policja moga - jeli uznano to za podane - obserwowa kadego obywatela dwadziecia cztery godziny na dob; cay czas bombardujc ludzi oficjaln propagand, odcinano ich jednoczenie od innych rde informacji. Po raz pierwszy otworzya si przed wadz nie tylko moliwo narzucenia obywatelom cakowitego posuchu wobec pastwa, lecz take penej jednomylnoci pogldw na dosownie kady temat.
        Po rewolucji i burzliwych latach pidziesitych i szedziesitych spoeczestwo jak zawsze podzielio si na warstw grn, redni i doln. Lecz nowi wadcy, w odrnieniu od poprzednich, nie dziaali na olep; wiedzieli dokadnie, co robi, aby utrzyma swoj pozycj. Od dawna zdawali sobie spraw, e jedynym systemem spoeczno-ekonomicznym zapewniajcym trwa podstaw rzdom oligarchicznym jest kolektywizm. Dobrobyt i przywileje najatwiej chroni, kiedy s wasnoci zbiorow. Tak zwane zniesienie wasnoci prywatnej, ktre nastpio w poowie stulecia, oznaczao w praktyce skupienie wszystkich dbr w rkach jeszcze mniej licznej garstki, z t rnic, e nowymi wacicielami byy nie poszczeglne jednostki, lecz grupa. Indywidualnie aden czonek Partii nie posiada nic oprcz osobistych drobiazgw. Kolektywnie Partia jest wacicielem wszystkiego w Oceanii, gdy wszystkim rzdzi i dysponuje wedug wasnego uznania. Kiedy po zwycistwie Rewolucji Partia signa po wadz, waciwie nie napotkaa oporu, poniewa wszyscy uwierzyli, i uczciwie wprowadzi kolektywizacj. Zawsze zakadano, e po wywaszczeniu kapitalistw nastpi socjalizm; i Partia rzeczywicie wywaszczya kapitalistw. Odebrano im wszystko: fabryki, kopalnie, ziemi, domy, rodki transportu, a skoro dobra te przestay by wasnoci prywatn, sdzono, e stan si teraz wasnoci spoeczn. Angsoc, ktry wyrs z wczeniejszego ruchu socjalistycznego i odziedziczy jego terminologi, rzeczywicie wprowadzi w ycie gwny punkt programu socjalistw; wynikiem tego - zamierzonym i przewidzianym - jest trwaa nierwno materialna.
        Jednake utrzymanie hierarchicznej spoecznoci bez zmian to do zoone zadanie. Istniej cztery realne przyczyny utraty wadzy przez grup rzdzc: zbrojna interwencja z zewntrz; tak nieudolne kierowanie pastwem, i ucinione masy dokonuj przewrotu; powstanie silnej i rozgoryczonej warstwy redniej; utrata pewnoci siebie i ochoty do rzdzenia. Jedna z tych przyczyn nie wystarczy; zwykle wystpuj, w rnym stopniu, wszystkie cztery. Grupa rzdzca., ktra umiaaby si przed nimi zabezpieczy, mogaby wiecznie sprawowa wadz. Decydujcym czynnikiem jest wic samo nastawienie rzdzcych.
        Z kocem lat pidziesitych obecnego stulecia pierwsze z powyszych zagroe waciwie zniko. Kade z trzech mocarstw obecnie panujcych nad wiatem jest nie do pokonania; mogoby zosta podbite jedynie po dugotrwaym procesie zmian demograficznych, ktremu kady rzd o tak rozlegej wadzy potrafi bez trudu zapobiec. Drugie niebezpieczestwo rwnie istnieje wycznie w teorii. Masy nigdy nie buntuj si same z siebie i nigdy tylko dlatego, e s ciemione. Dopki nie maj skali porwnawczej, nie zdaj sobie nawet sprawy z ucisku. Powtarzajcym si niegdy kryzysom ekonomicznym, ktre ju wwczas byy zupenie zbdne, obecnie si zapobiega, a inne, rwnie powane zaburzenia, cho zdarzaj si od czasu do czasu, nie maj adnych nastpstw politycznych, gdy panujce warunki nie pozwalaj, aby niezadowolenie przerodzio si w bunt. Problem nadprodukcji, tak wany dla wiata od momentu wkroczenia w er industrializacji, rozwizuje polityka cigej wojny (por. Rozdzia III), przydatna rwnie do utrzymywania podanych nastrojw spoecznych. Tak wic z punktu widzenia obecnej sfery rzdzcej jedynym istotnym niebezpieczestwem jest wyodrbnienie si nowej grupy ludzi zdolnych, niedowartociowanych, dnych wadzy, oraz szerzenie si liberalnych tendencji i sceptycznych nastrojw we wasnych szeregach. Jest to, e tak powiem, problem wychowawczy. Naley cay czas odpowiednio ksztatowa wiadomo zarwno grupy kierowniczej, jak i liczniejszej grupy wykonawczej stojcej tu pod ni w hierarchii. Na wiadomo mas wystarczy wpywa tylko w sensie negatywnym.
        Kady, kto nie zna dotd struktury spoecznej Oceanii, mgby sam nakreli jej obraz, wykorzystujc powysze dane. Na szczycie stoi Wielki Brat. Wielki Brat jest nieomylny i wszechmocny. Kady sukces, kade osignicie, kade zwycistwo, kade odkrycie naukowe, caa wiedza, mdro, szczcie i cnota wynikaj bezporednio z jego przewodnictwa i inspiracji. Nikt nigdy nie widzia Wielkiego Brata. Jest podobizn na plakatach, gosem pyncym z teleekranw. Moemy by prawie pewni, e nigdy nie umrze, tak jak waciwie nie wiadomo, kiedy si urodzi. Wielki Brat to przebranie, w ktrym Partia ukazuje si wiatu. Dziaa jak ogniskowa, skupiajc na sobie mio, strach i uwielbienie - tymi bowiem uczuciami atwiej darzy jednostk ni organizacj. Poniej Wielkiego Brata stoi Wewntrzna Partia, o liczebnoci ograniczonej do szeciu milionw czonkw, co wynosi niecae dwa procent ludnoci Oceanii. Poniej Wewntrznej Partii znajduje si Zewntrzna Partia; jeli Wewntrzn Parti nazwiemy mzgiem pastwa, Zewntrzn naley przyrwna do rk. Jeszcze niej stoj nieokrzesane masy okrelane mianem proli, ktre stanowi okoo osiemdziesit pi procent ludnoci. Prole to wanie dolna warstwa z naszej wstpnej klasyfikacji, gdy niewolnicze ludy rejonw podzwrotnikowych, nad ktrymi na zmian panuj rni zdobywcy, nie s ani staym, ani koniecznym elementem struktury spoecznej.
        W zasadzie przynaleno do danej grupy nie jest dziedziczna. Dziecko rodzicw nalecych do Wewntrznej Partii nie staje si automatycznie jej czonkiem. Przyjcie do jednej lub drugiej gazi Partii odbywa si w wieku lat szesnastu na podstawie egzaminu. Nie istnieje ani dyskryminacja rasowa, ani wyrana dominacja ktrej prowincji nad pozostaymi. ydzi, Murzyni, a w Ameryce Poudniowej czystej krwi Indianie piastuj czsto najwysze stanowiska partyjne, natomiast administratorzy poszczeglnych obszarw zawsze rekrutuj si z ludnoci miejscowej. adna, prowincja Oceanii nie ma, w odczuciu jej mieszkacw, statusu kolonii, nad ktr sprawuje rzdy odlega stolica. Oceania takowej w ogle nie posiada, a miejsca pobytu oficjalnej gowy pastwa nie zna nikt. Poza tym, e jzykiem uywanym na terenie caego mocarstwa jest angielski, jzykiem urzdowym za nowomowa, nie wystpuje zjawisko centralizacji. Wadcw Oceanii nie cz wizy krwi, lecz wierno tej samej doktrynie. Prawd jest, i w naszym spoeczestwie mamy do czynienia ze sztywn stratyfikacj, a jej gwnym kryterium moe si wydawa dziedziczna przynaleno do danej warstwy. Wynika to std, e pomidzy poszczeglnymi warstwami zachodzi znacznie bardziej ograniczony ruch ni w czasach kapitalizmu czy nawet w epoce wczeniejszej. W rzeczywistoci nastpuj drobne przetasowania midzy dwiema gaziami Partii, ale jedynym ich celem jest pozbycie si z szeregw Wewntrznej Partii sabeuszy oraz unieszkodliwienie ambitnych jednostek z Zewntrznej Partii poprzez awans. Proletariusze nie maj w praktyce adnych szans dostania si do Partii. Najzdolniejszych, ktrzy mogliby si sta przywdcami w wypadku rozruchw, wykrywa i eliminuje Policja Myli. Ale ten stan rzeczy nie musi by trway i nie wynika z ideologii. Partia nie jest klas w dawnym sensie tego sowa i nie przywieca jej idea przekazywania wadzy potomkom; gdyby w jej wasnych szeregach miao zabrakn wartociowych jednostek zdolnych do sprawowania rzdw, bez namysu dokonaaby rekrutacji caego nastpnego pokolenia spord proletariatu. W przeomowym, pocztkowym okresie fakt, e Partia wykluczya dziedziczno, w znacznym stopniu przyczyni si do zneutralizowania opozycji. Socjalistom starej daty, przyzwyczajonym do walki z przywilejami klasowymi, wydawao si, i stratyfikacja nie oparta na dziedzicznoci nie moe by trwaa. Nie rozumieli, i cigo oligarchii nie musi wynika ze zwizkw krwi, nie pomyleli rwnie o tym, e arystokracje rodowe zawsze krtko utrzymyway si przy wadzy, podczas gdy organizacje adopcyjne, takie jak Koci katolicki, istniay czasami niezmiennie przez setki i tysice lat. Istot ustroju oligarchicznego nie jest cedowanie wasnoci z ojca na syna, lecz trwao pewnego wiatopogldu i sposobu ycia, ktre umarli narzucaj ywym. Grupa rzdzca pozostaje grup rzdzc, dopki moe wyznacza swoich nastpcw. Partii nie zaley na przekazywaniu wadzy potomstwu jej czonkw, lecz na umacnianiu wasnej potgi. Nie ma znaczenia, kto sprawuje wadz, byleby tylko hierarchiczna struktura moga trwa bez zmian. Wszystkie pogldy, obyczaje, gusty, uczucia i przekonania typowe dla naszych czasw ksztatuje si tak, aby podtrzymywa kult Partii oraz ukry prawdziwy charakter panujcego ustroju. Wszelkie zamieszki czy nawet prby ich wywoania stay si obecnie niemoliwe. Partia nie musi obawia si proletariatu. Pozostawiony sobie, bdzie tak samo funkcjonowa z pokolenia na pokolenie przez najblisze stulecia, pracujc, podzc potomstwo i umierajc, nie tylko pozbawiony wszelkiego odruchu buntu, lecz rwnie umiejtnoci wyobraenia sobie innego, lepszego wiata. Proletariusze mogliby si sta niebezpieczni tylko wtedy, gdyby w wyniku postpu technicznego zasza konieczno zapewnienia im lepszego wyksztacenia; jednake odkd usta wycig militarny i gospodarczy, poziom szkolenia proli nieustannie spada. Jest waciwie spraw obojtn, co myl masy; poniewa reprezentuj zerowy poziom inteligencji, mog cieszy si wolnoci myli. Natomiast u czonka Partii nie toleruje si choby najdrobniejszego mylowego odstpstwa i to nawet w najbardziej bahych kwestiach.
        ycie czonka Partii, od urodzin po mier, przebiega pod okiem Policji Myli. Nawet gdy jest sam, nie moe by cakowicie pewien, e nikt go nie ledzi. Bez wzgldu na to, gdzie przebywa i co robi - pi, pracuje, odpoczywa, kpie si czy ley w ku - mona go kontrolowa bez adnego ostrzeenia i bez jego wiedzy. Wszystko, co czyni, ma swoje znaczenie. Jego przyjanie, rozrywki, zachowanie wobec ony i dzieci, wyraz twarzy, kiedy jest sam, sowa, ktre mamrocze przez sen, charakterystyczne gesty - wszystko to pozostaje pod cisym nadzorem. Nie umknie nie tylko adne jego wykroczenie, lecz nawet najmniejsza jego ekscentryczno, zmiana zwyczajw lub nerwowy tik, ktry moe wiadczy o wewntrznej rozterce. Czonek Partii jest cakowicie ubezwasnowolniony; jego zachowania nie reguluj jednak adne normy prawne ani te nie istniej wyrane wzorce postpowania. W Oceanii praw nie ma. Myli i czynw, ktrych wykrycie oznacza mier, nigdy oficjalnie nie zakazano, a nie koczce si czystki, aresztowania, tortury, uwizienia i ewaporacje to nie kary za popenione zbrodnie, lecz dziaalno prewencyjna, polegajca na usuwaniu jednostek, ktre w przyszoci mogyby si dopuci przestpstw. Od czonka Partii wymaga si nie tylko susznych przekona, lecz rwnie prawidowych reakcji. Wikszo pogldw i sdw, ktrych si od niego oczekuje, nie zostaa nigdzie jasno sformuowana, gdy nie sposb ich spisa bez obnaenia sprzecznoci angsocu. Czowiek z natury prawomylny (w nowomowie dobromylak) w kadej sytuacji bdzie natychmiast wiedzia, bez zastanawiania si, co sdzi i jak reagowa. Gruntowny trening mylowy przebyty w dziecistwie, a zwizany z takimi pojciami z nowomowy, jak zbrodnio-szlaban, czarnobia czy dwjmylenie, sprawia zreszt, i czonek Partii z reguy niechtnie oddaje si jakimkolwiek gbszym rozwaaniom, a czsto nawet tego nie potrafi.
        Czonek Partii nie powinien mie adnych uczu osobistych; musi natomiast, bez chwili wytchnienia, tryska entuzjazmem, cay czas paa dzik nienawici do wrogw i zdrajcw, radowa si ze zwycistw oraz bawochwalczo wielbi Parti za jej potg i mdro. Niezadowolenie z marnej, jaowej egzystencji specjalnie kieruje si na zewntrz, wyadowuje podczas takich akcji jak Dwie Minuty Nienawici, a rozwaania zdolne wywoa sceptycyzm lub nawet wrogo do ustroju uniemoliwia wpajana od najmodszych lat dyscyplina wewntrzna. Pierwszy i podstawowy stopie wtajemniczenia, od ktrego mona rozpocz edukacj najmodszych dzieci, nazywa si w nowomowie zbrodnioszlaban. Oznacza to zdolno niemal odruchowego zatrzymania i zmiany toku myli, gdy tylko przybieraj potencjalnie niebezpieczny kierunek. Pod pojciem tym zawarta jest take umiejtno niewycigania wnioskw i zamykania oczu na bdy logiczne oraz nierozumienia najprostszych argumentw wrogich wobec angsocu, a ponadto automatyczne uczucie nudy i wstrtu do rozwaa, ktre mogyby prowadzi do nieprawomylnych wnioskw. Zbrodnioszlaban, innymi sowy, oznacza gupot ochronn. Ale gupota sama w sobie nie wystarcza. Wrcz przeciwnie, chcc by w peni ortodoksyjnym, naley mie wiksz kontrol nad swoim umysem, ni cyrkowy akrobata ma nad ciaem. U podstaw ustroju Oceanii ley wiara, i Wielki Brat jest wszechmocny, a Partia nieomylna. W rzeczywistoci jednak ani Partia nie jest nieomylna, ani Wielki Brat wszechmocny; od obywateli wymaga si zatem, by czujnie, a zarazem byskawicznie zmieniali swoje podejcie do faktw. Kluczowy termin to sowo czarnobia. Podobnie jak wiele innych okrele nowomowy, ma dwa sprzeczne znaczenia. Uyte wobec przeciwnika, pitnuje jego zwyczaj bezczelnego upierania si, e co jest biae, podczas gdy faktycznie jest czarne. Natomiast w stosunku do czonka Partii wyrnia jego lojalno dla dyscypliny partyjnej, szczer ch, by jej si podporzdkowa i twierdzi, i czarne jest biae. Oznacza to take zdolno natychmiastowego uznania wasnych sw za prawd, a co wicej, wyrobienie w sobie gbokiej wiary, e tak byo zawsze i e nigdy nie sdzio si inaczej. Wymaga to cigego przystosowywania pamici do bezustannych zmian, jakim podlega przeszo; umoliwia je sposb mylenia zawierajcy w sobie wszystkie pozostae umiejtnoci, a okrelany w nowomowie terminem dwjmylenie.
        Zmienianie przeszoci jest konieczne z dwch powodw, z ktrych jeden ma charakter uboczny i jest tylko .rodkiem ostronoci. Przedstawia si nastpujco: czonek Partii, podobnie jak proletariusze, toleruje ndzne warunki bytowe po czci dlatego, e nie ma skali porwnawczej. Chcc podtrzyma w nim wiar, i yje mu si lepiej ni jego przodkom, a stopa yciowa ustawicznie wzrasta, trzeba odci go zarwno od przeszoci, jak i od kontaktw z cudzo2iemcami. Jednake o wiele istotniejsz przyczyn manipulowania przeszoci jest ochrona nieomylnoci Partii. Naley zatem ustawicznie aktualizowa przemwienia, statystyk i wszelkie zapisy, aby suyy za dowd, i sprawdzaj si wszystkie partyjne prognozy. Nie wolno si take przyzna do jakiejkolwiek zmiany dotyczcej politycznych sojuszy lub spraw doktrynalnych. Kada bowiem zmiana czy to pogldw, czy choby polityki uchodzi za przejaw saboci. Jeli na przykad obecnie wrogiem jest Eurazja, to bya nim zawsze. Jeeli z faktw wynika co innego, fakty naley zmieni. Tak wic cigle tworzy si histori na nowo. Codzienne faszowanie przeszoci przez Ministerstwo Prawdy jest rwnie niezbdne dla stabilnoci reimu, jak represje i proceder szpiegowski Ministerstwa Mioci.
        Zmienno przeszoci to podstawowy dogmat angsocu. Wedug partyjnej argumentacji, przesze wydarzenia nie istniej obiektywnie, a tylko w formie zapisw i wspomnie. Przeszo jest wic tym, co do czego zapisy i pami ludzka s zgodne. Skoro w rkach Partii znajduj si i wszelkie archiwa, i wadza nad umysami czonkw, przeszo wyglda tak, jak yczy sobie Partia. Chocia jest zmienna, twierdzi si, i nigdy nie bywa zmieniana. Kiedy bowiem przybiera ksztat w danej chwili podany, nowa wersja wydarze po prostu jest przeszoci; inna przeszo nigdy nie moga istnie. Zasada ta sprawdza si nawet wwczas, gdy - jak to si czsto dzieje - ten sam fakt przerabia si cakowicie kilka razy w roku. Partia zawsze gosi prawdy absolutne, a prawda absolutna nie moga przecie by kiedy inna ni obecnie. Jak zostanie wykazane w dalszej czci wywodu, panowanie nad przeszoci zaley gwnie od odpowiedniego szkolenia pamici czonkw Partii. Chcc sprawi, aby wszystkie archiwalne zapisy zgadzay si z aktualnie obowizujc wersj, wystarczy wprowadzi stosowne zmiany. Partia jednak wymaga take i tego, by pamitano, e wszystko zdarzyo si tak, jak sama akurat twierdzi, a ilekro zachodzi konieczno dokonywania przeszufladkowa we wasnej pamici i przerabiania zapisw, naley o tym zaraz zapomina. Tej sztuczki mona si nauczy rwnie atwo jak innych procesw mylowych. Opanowuje j wikszo czonkw Partii, a zwaszcza ci, ktrzy s inteligentni i prawomylni. W staromowie mwi si o tym, cakiem otwarcie, jako o regulacji faktw. W nowomowie stosowany jest termin dwjmylenie, cho pojcie to ma znacznie szerszy zakres.
        Dwjmylenie oznacza przede wszystkim umiejtno wyznawania dwch sprzecznych pogldw i wierzenia w oba naraz. Partyjny inteligent wie, kiedy powinien zmieni swoje wspomnienia, a zatem w peni si orientuje, e przekrca fakty; rwnoczenie jednak, dziki dwjmyleniu, wicie wierzy, i prawda nie zostaa pogwacona. Proces ten musi by wiadomy, gdy inaczej brakowaoby mu precyzji, a zarazem bezwiedny, aby czowiek nie zdawa sobie sprawy z faktu dokonania faszerstwa, bo to mogoby wywoa w nim poczucie winy. Dwj-mylenie to w gruncie rzeczy kwintesencja angsocu, poniewa caa dziaalno Partii sprowadza si do goszenia wierutnych kamstw z takim przekonaniem i pewnoci siebie, jakie normalnie cechuj wypowiedzi ludzi krysztaowo uczciwych. Kama z pen premedytacj, a jednoczenie gboko wierzy we wasne sowa, zapomina niewygodne fakty, po czym, gdy zachodzi konieczno, przywoywa je z niebytu na tak dugo, jak trzeba, negowa istnienie obiektywnej rzeczywistoci, a zarazem kierowa si ni - to wszystko musi umie kady. Nawet uywajc terminu dwj mylenie naley stosowa rozumian pod nim technik. Posuenie si tym terminem jest bowiem rwnoznaczne z przyznaniem si do manipulowania rzeczywistoci; dziki dwjmylowemu zabiegowi wymazuje si t wiedz - i tak w kko. Kamstwo bezustannie o krok wyprzedza prawd. Jednake to wanie dziki dwjmy  leniu Partii udao si - a stan ten moe rwnie dobrze trwa przez tysice lat - zatrzyma bieg historii.
        Wszystkie wczeniejsze oligarchie utraciy wadz albo dlatego, e skostniay, albo dlatego, e zmiky. Jedne staway si bezmylne i aroganckie, nie chciay dostosowa si do nowych warunkw, a wwczas je obalano; inne opanowywa liberalizm, tchrzostwo, szy na ustpstwa, kiedy powinny uy siy, co rwnie koczyo si ich zniszczeniem. Mona powiedzie, e giny albo przez brak wiadomoci, albo przez jej nadmiar. Znacznym sukcesem Partii jest stworzenie systemu mylowego, w ktrym oba te stany mog wystpowa rwnoczenie. Na adnym innym podou mylowym Partia nie zdoaaby tak trwale oprze swojej wadzy. Jeli kto pragnie rzdzi, rzdzi nieprzerwanie, musi umie burzy w poddanych poczucie rzeczywistoci. Tajemnica sprawnych rzdw polega na czeniu wiary we wasn nieomylno z umiejtnoci wycigania wnioskw z wczeniej popenianych bdw.
        Najsubtelniej, rzecz jasna, potrafi si posugiwa dwjmyleniem ci, ktrzy je wymylili i wiedz, i jest to zoony system mylowego oszustwa. W naszym spoeczestwie ludmi z najpeniejszym rozeznaniem we wszystkim, co si dzieje, s rwnoczenie ludzie najdalsi od postrzegania wiata takim, jakim jest naprawd. Z reguy im wiksza orientacja, tym wiksze omamienie; im kto inteligentniejszy, tym bardziej szalony. Najlepszym dowodem jest fakt, e wraz z zajmowan pozycj w hierarchii spoecznej wzrasta natenie histerii wojennej. Najbardziej racjonalny stosunek do wojny maj zniewoleni mieszkacy spornych obszarw. Dla nich wojna to po prostu cigy kataklizm, ktry dosiga ich raz z jednej, raz z drugiej strony, niczym potne fale. Jest im zupenie obojtne, ktra strona zwycia. Wiedz, e kada zmiana polega jedynie na tym, i bd wykonywa t sam prac dla nowych panw, a ci potraktuj ich tak samo podle jak poprzedni. Znajdujcy si w stosunkowo lepszym pooeniu robotnicy, zwani prolami, tylko sporadycznie zdaj sobie spraw z wojny. Kiedy zachodzi potrzeba, mona ich pobudzi do szau strachu i nienawici, jednake pozostawieni sami sobie zapominaj o wojnie na dugi czas. Dopiero w szeregach Partii, zwaszcza Wewntrznej Partii, napotykamy autentyczny entuzjazm wojenny. W podbj wiata najgorcej wierz ci, ktrzy zdaj sobie spraw, e jest niemoliwy. To osobliwe czenie przeciwnoci - wiedzy z ignorancj, cynizmu z fanatyzmem - naley do najbardziej charakterystycznych cech spoeczestwa Oceanii. Oficjalna ideologia a roi si od sprzecznoci, nawet takich, ktre nie maj adnego praktycznego uzasadnienia. Partia na przykad odrzuca i szkaluje wszystkie pierwotne idee ruchu socjalistycznego, lecz robi to wanie pod mask socjalizmu. Gosi pogard dla robotnikw bdc nie do pomylenia nawet w ubiegych stuleciach, a zarazem wiadomie ubiera swoich czonkw w mundury wzorowane na dawnej odziey roboczej pracownikw fizycznych. Systematycznie podkopuje solidarno rodzinn, lecz swojego przywdc obdarza mianem odwoujcym si bezporednio do rodzinnych sentymentw. Rwnie nazwy czterech rzdzcych nami ministerstw odzwierciedlaj bezczelno, z jak celowo przeinacza si fakty. Prawdziw dziedzin Ministerstwa Pokoju jest wojna; Ministerstwa Prawdy - kamstwa; Ministerstwa Mioci - tortury; Ministerstwa Obfitoci - gd. Te sprzecznoci nie s przypadkowe ani nie wynikaj ze zwykej hipokryzji; s celowymi przejawami dwjmylenia. Tylko bowiem przez godzenie sprzecznoci mona nieustannie dziery wadz. To jedyny sposb zatrzymania odwiecznego cyklu. Jeli ma si powie trwae zapobieenie rwnoci, jeli warstwa grna - jakemy j na wstpie nazwali - ma nieprzerwanie utrzymywa si na szczycie, wwczas powszechnym stanem umysw musi by kontrolowane szalestwo.
        Pozostaje wszake jedno pytanie, na ktre dotychczas nie prbowalimy odpowiedzie. Dlaczego naley zapobiec rwnoci? Zamy, e wszystkie mechanizmy tego ogromnego i z tak pieczoowitoci opracowanego przedsiwzicia zostay prawidowo przedstawione; jaki jednak przywieca mu cel? Po co wkada si tyle wysiku w zatrzymanie biegu historii?
        W tym miejscu dochodzimy do tajemnicy stanowicej istot caego zagadnienia. Jak wykazano powyej, trwao Partii, a zwaszcza Wewntrznej Partii, opiera si na dwjmyleniu. Lecz u samych podstaw jej sukcesu ley pierwotny motyw signicia po wadz, nigdy nie kwestionowany instynkt, z ktrego z czasem wzio swj pocztek dwjmylenie, Policja Myli, ciga wojna oraz inne elementy niezbdne do sprawnego funkcjonowania systemu. Motyw ten polega w rzeczywistoci na...
        
        Winston zda sobie spraw z panujcej ciszy. Uwiadomi j sobie tak, jakby to by nowy dwik. Pomyla, e Julia od duszego czasu zachowuje si wyjtkowo spokojnie. Leaa na boku, odkryta od pasa w gr, z policzkiem opartym o do. Ciemny lok przysania jej oczy, a pier falowaa wolno i miarowo.
        - Julio?
        Nie byo odpowiedzi.
        - Julio, pisz?
        Milczenie. Spaa. Zamkn ksik, pooy j ostronie na pododze, po czym sam rwnie wycign si wygodnie na ku i przykry siebie i Juli kap.
        Pomyla, e wci jeszcze nie pozna najwikszej tajemnicy. Rozumia j a k; nie rozumia dlaczego. Zarwno rozdzia pierwszy, jak i trzeci nie powiedziay mu waciwie nic nowego; pozwoliy tylko usystematyzowa posiadane informacje. Mimo to lektura utwierdzia go przynajmniej w jednym: nie jest szalony. Naleenie do mniejszoci, nawet jednoosobowej, nie czyni nikogo szalecem. Istnieje prawda i istnieje fasz, lecz dopki kto upiera si przy prawdzie, nawet wbrew caemu wiatu, pozostaje normalny. Przez okno wpad jasny promie zachodzcego soca i rozwietli poduszk. Winston zamkn oczy. Soneczny blask, ktry skpa jego twarz, i gadkie, dziewczce ciao lece tu obok natchny go senn pewnoci siebie. On i Julia byli bezpieczni i wszystko ukadao si pomylnie. Szepczc do siebie normalno nie jest kwesti statystyki, zasn przekonany, e w stwierdzeniu tym kryje si gboka mdro.
        Obudzi si z uczuciem, e spa bardzo dugo, ale kiedy spojrza na staromodny zegar, okazao si, i jest dopiero dwudziesta trzydzieci. Drzema jeszcze przez chwil, dopki z podwrza nie dobieg go znajomy donony piew:
        
        To by tylko chwilowy urok
        I min jak kwietniowy dzie, 
        Lecz c za marzenia rozbudzi! 
        Z serca mego najlejszy zdj cie!
        
        Kiczowaty szlagier nie traci popularnoci. Syszao si go na kadym kroku. Przetrwa nawet Pie Nienawici. piew zbudzi Juli, ktra przecigna si z luboci i wstaa z ka.
        - Godna jestem. Zaparz kawy. Cholera! Prymus zgas i woda jest zupenie zimna. - Podniosa go i potrzsna. - Pusty, nafta si skoczya.
        - Moemy poyczy od pana Charringtona. - Dziwne, ale kiedy sprawdzaam, zdawao mi si, e jest peen. Musz si ubra, bo jako zrobio si chodno.
        Winston rwnie wsta i woy ubranie. Niestrudzony gos wci zawodzi:
        
        Mwi, e czas leczy rany,
        Wszystko w niepami odpywa;
        Lecz moje serce wci szlocha aonie,
        Gdy wspomnienie sprzed lat w nim odywa!
        
        Zapinajc pasek kombinezonu, Winston podszed do okna. Soce skryo si za domami; nie owietlao ju podwrza. Bruk by mokry, jakby wieo umyty, i niebo te wygldao jak wieo wyszorowane, tak jasny i czysty wydawa si jego bkit widoczny midzy kominami. W dole prolka krya wytrwale pomidzy bali a sznurem, na przemian to zatykajc sobie usta spinaczami i milknc, to wyjmujc spinacze i piewajc, zajta rozwieszaniem nieprzebranego zapasu pieluszek. Winston nie wiedzia, czy praniem zarabia na ycie, czy te haruje tak dla dwadzieciorga lub trzydzieciorga wnuczt. Julia podesza do niego i wsplnie, z dziwnym zafascynowaniem, obserwowali tg sylwetk prolki. Kiedy stana w swojej charakterystycznej pozie, z grubymi ramionami wycignitymi do sznura w grze, a potnym jak u klaczy zadem mocno wypitym, Winston po raz pierwszy uwiadomi sobie jej pikno. Nigdy przedtem nie zdawa sobie sprawy, i ciao pidziesicioletniej kobiety, stwardniae i zgrubiae od ustawicznej pracy, grudowate jak przejrzaa rzepa, moe by urodziwe. Ale dlaczego nie, pomyla. Masywne, bezksztatne ciao podobne do bloku granitu, ze swoj szorstk, czerwonaw skr, tak si ma do ciaa modej dziewczyny jak owoc dzikiej ry do jej kwiatu. Dlaczeg owoc miaby by gorszy?
        - Ale ona pikna - szepn.
        - Przecie jest gruba jak beka! - zawoaa Julia.
        - Przy jej typie urody to nie przeszkadza - odpar.
        Jedn rk obejmowa gibk tali dziewczyny. Jej biodro i udo przylegay do jego boku. Z ich cia nigdy nie narodzi si dziecko. Na ten krok si nie odwa. Jedynie przekazujc innym swoje myli bd mogli zapewni cigo oporu wobec Partii. Kobieta w dole nie miaa bystrego umysu, a tylko silne donie, gorce serce i podne ono. Ciekaw by, ile dzieci wydaa na wiat. Pewnie z pitnacioro. Na krtko, nie duej ni rok, zakwita jak dzika ra, po czym nabrzmiaa niczym zapodniony owoc, staa si masywna, czerwona, pospolita, a na jej ycie zoyo si pranie, szorowanie, cerowanie, gotowanie, sprztanie, polerowanie, szycie, i znw szorowanie, pranie, najpierw dla dzieci, potem dla wnukw, bez wytchnienia przez trzydzieci lat. A mimo to wci piewaa. Niemal mistyczny szacunek, jaki dla niej odczuwa, wiza si jako z jasnoci bezchmurnego nieba, cigncego si w nieskoczono za kominami. To niezwyke, e niebo jest wszdzie takie samo; w Eurazji, we Wschdazji, tutaj. I ludzie yjcy pod nim te niczym nie rni si midzy sob - wszdzie, na caym wiecie, yj setki tysicy milionw takich samych ludzi, niewiadomych nawzajem swojego losu, rozdzielonych murami kamstwa i nienawici, a jednak tak bardzo podobnych; ludzi, ktrzy nigdy nie nauczyli si myle, lecz w ktrych sercach, ldwiach i mylach gromadzi si sia zdolna w przyszoci wstrzsn wiatem. Jeli w ogle istnieje nadzieja, spoczywa w prolach! Chocia nie przeczyta jeszcze caej Ksigi, wiedzia, i tak musi brzmie kocowe przesanie Goldsteina. Przyszo naley do proli. Ale czy mg oczekiwa, e gdy nadejdzie ich pora, stworz wiat bardziej bliski jemu, Winstonowi Smithowi, ni wiat stworzony przez Parti? Tak, albowiem nie bdzie to wiat oparty na szalestwie. Tam gdzie istnieje rwno, moe istnie i zdrowy rozsdek. Prdzej czy pniej to si stanie: sia przerodzi si w wiadomo. Prole s niemiertelni - patrzc na dzieln kobiet na podwrzu nie sposb byo w to wtpi. Kiedy, choby za tysic lat, wreszcie si zbudz. Dopki to nie nastpi, nadal bd y wbrew wszelkim przeciwnociom, niczym ptaki, przekazujc z pokolenia na pokolenie witalno, ktrej Partia ani nie ma, ani nie umie stumi.
        - Czy pamitasz drozda, ktry piewa dla nas pierwszego dnia, tam na skraju lasu? - spyta.
        - Nie piewa dla nas - odpara Julia. - piewa dla wasnej przyjemnoci. Nie, to te nie. Po prostu piewa.
        Ptaki piewaj, piewaj prole - Partia nie piewa. Na caym wiecie, w Londynie, i w Nowym Jorku, w Afryce i w Brazylii, a take w tajemniczych zakazanych krainach poza granicami Oceanii, na ulicach Parya i Berlina, w wioskach na bezkresnych rosyjskich rwninach, na chiskich i japoskich bazarach - wszdzie mona napotka t sam masywn, niepokonan posta, zeszpecon przez prac i liczne cie, przez cae ycie harujc bez wytchnienia, ale mimo to rozpiewan. Pewnego dnia z jej potnych ldwi zrodzi si wiadome pokolenie. My jestemy martwi; przyszo naley do nich. Ale moemy w niej uczestniczy, jeli tak jak oni przekazuj witalno swoich cia, my zapewniamy przetrwanie naszym mylom, szerzc tajemn doktryn, e dwa i dwa to cztery.
        - Jestemy martwi - rzek.
        - Jestemy martwi - powtrzya posusznie Julia.
        - Jestecie martwi - owiadczy elazny gos za nimi.
        Odskoczyli od siebie. Winston poczu nagy chd w kiszkach. Ujrza biaka wystraszonych oczu Julii. Jej twarz staa si mlecznota. R na policzkach kontrastowa silnie z barw jej skry, zupenie jakby przykleia sobie dwa czerwone krki.
        - Jestecie martwi - odezwa si ponownie elazny gos.
        - Dochodzi zza ryciny - szepna Julia.
        - Dochodzi zza ryciny - powtrzy gos. - Zostacie na swoich miejscach. Nie rusza si bez rozkazu.
        Wreszcie, wreszcie si stao! Nie mogli uczyni nic, wic tylko patrzyli sobie w oczy. Ucieka, wybiec na ulic, zanim bdzie za pno - podobne myli nawet nie przychodziy im do gowy. Nieposuszestwo wobec elaznego gosu dobiegajcego ze ciany byo nie do pomylenia. Usyszeli cichy trzask, jakby co odczepiano, a nastpnie brzk tuczonego szka. Rycina spada na podog, ukazujc ukryty za ni teleekran.
        - Teraz nas widz - powiedziaa Julia.
        - Teraz was widzimy - rzek gos. - Stacie na rodku pokoju, plecami do siebie. Rce sple na karku! Nie dotyka si!
        Chocia si nie dotykali, Winstonowi zdawao si, e czuje, jak Julia dygocze. A moe to dygota on sam. Udao mu si powstrzyma dzwonienie zbw, ale nie potrafi zapanowa nad dreniem kolan. Na dole, w rodku i na zewntrz budynku, rozbrzmiewa tupot wielu ng. Podwrze musiao roi si od ludzi. Co wleczono po bruku. piew prolki raptownie ucich. Rozleg si gony, wibrujcy brzk, jakby przewrcono na bruk blaszan bali, a po chwili gniewne krzyki i gony pisk blu.
        - Dom jest otoczony - stwierdzi Winston.
        - Dom jest otoczony - powtrzy gos. Julia szczkaa zbami.
        - Chyba widzimy si po raz ostatni - powiedziaa.
        - Widzicie si po raz ostatni - potwierdzi gos. Po czym inny gos, cienki, kulturalny, ktry wyda si Winstonowi znajomy, doda:
        - A skoro o tym mowa, co wam chc przypomnie: Oto ciastko, moesz zje poow, a oto topr, ktry zetnie ci gow!
        Co spado z hukiem na ko za plecami Winstona. To wetknita przez okno drabina wywaya cz ramy. Kto ju wskakiwa do rodka. Rwnoczenie schody zadudniy od cikich krokw. W nastpnej chwili pokj zapeni si uzbrojonymi w paki drabami w czarnych mundurach i podkutych elazem buciorach.
        Winston przesta dygota. Stara si nawet nie patrze na boki. Liczyo si jedno: nie rusza si, nie rusza, nie da im adnego pretekstu do bicia! Olbrzym o gadkiej twarzy zawodowego zapanika, na ktrej usta byy tylko cienk szram, zatrzyma si naprzeciw Winstona, z namysem koyszc w dwch palcach pak. Oczy mczyzn na moment si zetkny. wiadomo wasnej bezbronnoci, gdy tak sta z rkami splecionymi na karku, wystawiony na razy, bya dla Winstona nie do zniesienia. Olbrzym wysun koniuszek biaego jzyka, obliza nie istniejce wargi, po czym odszed. Rozleg si kolejny huk. To kto podnis ze stolika szklany przycisk i roztrzaska o pyt kominka.
        Niewielki, pofadowany koral, podobny do cukrowej ryczki zdobicej tort, potoczy si po dywanie. Jaki jest maleki, pomyla Winston, jaki maleki by zawsze! Tu
        za plecami usysza jk, po czym guchy oskot, i co tak silnie uderzyo go w kostk, e omal nie straci rwnowagi. To jeden z funkcjonariuszy wyrn Juli pici w splot soneczny; dziewczyna zgia si jak scyzoryk i pada na ziemi. Miotaa si po pododze usiujc zapa oddech. Winston ba si odwrci gow choby o milimetr, lecz chwilami ktem oka dostrzega sin twarz Julii i jej szeroko otwarte usta. Mimo panicznego strachu niemal fizycznie odczuwa jej straszliwy bl i jeszcze straszliwsze, rozpaczliwe wysiki odzyskania tchu. Wiedzia, co przeywa; okropny, rozdzierajcy bl, ktry jednak schodzi na drugi plan, bo stokro waniejsze jest, by wcign powietrze w puca. Potem dwch funkcjonariuszy chwycio Juli za rce i nogi i wynioso jak worek. Winstonowi migna jej odchylona do tyu twarz, ta, wykrzywiona, z zacinitymi oczami i wci ze ladami ru na policzkach; wicej Julii nie widzia.
        Sta w cakowitym bezruchu. Jak dotd nikt go nie uderzy. Rne myli, wcale nie najistotniejsze, przepyway mu przez gow. Co zrobili z panem Charringtonem? Co si stao z prolk z podwrza? Zda sobie spraw, e czuje gwatown potrzeb oddania moczu i zdziwi si nieco, poniewa zaledwie dwie, trzy godziny temu korzysta z toalety. Zauway, e zegar na kominku wskazuje dziewit, czyli dwudziest pierwsz. Ale na dworze wci byo jasno. Moe on i Julia pomylili si co do godziny - moe przespali ca noc i tylko im si wydawao, e jest dwudziesta trzydzieci, gdy w rzeczywistoci bya sma trzydzieci rano? Lecz nie zastanawia si nad tym dugo. Nie miao to teraz znaczenia.
        Na korytarzu rozlegy si inne, troch lejsze kroki. Do pokoju wszed pan Charrington. Funkcjonariusze w czarnych mundurach od razu przycichli. W wygldzie pana Charringtona co jakby si zmienio. Dostrzeg na pododze roztrzaskany przycisk.
        - Sprztn to - rozkaza ostro.
        Jeden z drabw natychmiast schyli si, eby pozbiera kawaki szka. Gos pana Charringtona straci akcent typowy dla proli; Winston nagle zda sobie spraw, e to wanie on przemwi do niego i Julii z teleekranu. Pan Charrington jak zwykle mia na sobie aksamitn marynark, lecz jego siwe wosy byy teraz cakiem czarne. I nie nosi okularw. Rzuci Winstonowi krtkie, badawcze spojrzenie, jakby sprawdza jego tosamo, i nie powica mu ju wicej uwagi. W ciemnowosym mczynie wci dawao si rozpozna pana Charringtona, lecz w sumie wyglda na zupenie innego czowieka. Przygarbione plecy wyprostoway si, przez co sprawia wraenie znacznie wyszego. Twarz zmienia si tylko minimalnie, ale i tak rnica bya piorunujca: wystarczyo, e czarne brwi stay si mniej krzaczaste i zniky zmarszczki, a ksztat twarzy wydawa si inny, nos za znacznie krtszy. Winston mia przed sob czujne, zimne oblicze trzydziestopicioletniego mczyzny. Uwiadomi sobie, e po raz pierwszy w yciu patrzy na kogo, co do kogo nie ma wtpliwoci, i jest agentem Policji Myli.
        
CZĘŚ TRZECIA
      
      
      1
        
        
        Nie wiedzia, gdzie jest. Prawdopodobnie przebywa w Ministerstwie Mioci, ale nie mia jak si upewni.
        Znajdowa si w wysokiej, pozbawionej okien celi o cianach wyoonych lnicymi biaymi kaflami. Ukryte lampy zaleway pomieszczenie zimnym wiatem. Skd dobiega cichy, miarowy szum, zapewne urzdze wentylacyjnych. Wzdu cian, z przerw na drzwi oraz na usytuowany naprzeciwko nich klozet bez deski, biega awa lub raczej pka, tak wska, e ledwo dawao si na niej usi.
        W brzuchu czu tpe kucie. Bl towarzyszy mu od momentu, kiedy wepchnli go do furgonetki i odjechali spod sklepu. Rwnoczenie doskwiera mu gd, od ktrego a skrcay mu si kiszki. Mina doba, moe ptorej, odkd jad po raz ostatni. Wci nie wiedzia i podejrzewa, e ju nigdy si nie dowie, czy aresztowano go rano, czy wieczorem. Od chwili aresztowania nie mia nic w ustach.
        Siedzia na wskiej awie z domi zoonymi na kolanie, starajc si zachowa bezruch. Szybko nauczy si nie wykonywa adnych ruchw. Kady niespodziewany gest prowokowa jeden z teleekranw do wrzasku. Ale gd nie dawa Winstonowi spokoju. Oddaby wszystko za kromk chleba. Przyszo mu do gowy, e w kieszeni kombinezonu moe znale nieco okruchw. A nawet - pomyla tak, gdy od czasu do czasu co askotao go w udo - spory kawaek skrki. W kocu gd pokona strach; wizie wsun do do kieszeni.
        - Smith! - wrzasn teleekran. - 6079 Smith W.! W celi nie wolno wkada rk do kieszeni.
        Znieruchomia i ponownie opar donie na kolanie. Zanim tu trafi, najpierw zawieziono go w inne miejsce, do zwykego wizienia lub raczej aresztu. Nie wiedzia, jak dugo go tam trzymano, ale przynajmniej kilka godzin; poniewa nie byo ani zegara, ani okien, przez ktre wpadaoby wiato, nie umia oceni upywu czasu. Panowa tam haas i potworny smrd. Umieszczono go w celi podobnej do tej, w ktrej znajdowa si obecnie, tylko obrzydliwie brudnej i zatoczonej - przebywao w niej rwnoczenie od dziesiciu do pitnastu osb. Byli to w wikszoci przestpcy kryminalni, cho zauway rwnie kilku winiw politycznych. Winston siedzia w milczeniu oparty o cian, wtoczony midzy cuchnce, rozpychajce si ciaa, zbyt zaprztnity swoim lkiem i kuciem w odku, by zwraca uwag na otoczenie, lecz i tak uderzya go rnica w zachowaniu czonkw Partii i pozostaych winiw. Wszyscy partyjni milczeli wystraszeni, podczas gdy pospolici przestpcy zachowywali si tak, jakby nie bali si nikogo i niczego. Wymylali stranikom, szamotali si z furi, gdy odbierano im posiadane przedmioty, wypisywali na pododze rne wistwa, spoywali przeszmuglowane jedzenie, ktre wydobywali z rnych zakamarkw odzienia, a nawet zakrzykiwali teleekran, kiedy pyncy z niego gos usiowa zaprowadzi porzdek. Niektrzy byli w jak najlepszej komitywie ze stranikami, zwracali si do nich po imieniu i prbowali wyudzi od nich papierosy przez judasza. Stranicy rwnie traktowali kryminalistw bardziej wyrozumiale, nawet wwczas, gdy musieli si zmusza ich do posuchu. Gwnym tematem rozmw byy obozy pracy, dokd wikszo aresztantw spodziewaa si trafi. Winston dowiedzia si, e w obozach nie jest le, o ile czowiek ma chody i umie sobie radzi. Cwaniacy prosperowali: liczyy si apwki oraz znajomoci, kwit homoseksualizm i prostytucja; kry nawet alkohol nielegalnie pdzony z kartofli. Porzdkowych mianowano spord przestpcw kryminalnych; na og byli to gangsterzy i mordercy, tworzcy obozow arystokracj. Politycznym przypaday najbrudniejsze prace.
        Przez areszt ustawicznie przewijali si najrniejsi klienci: handlarze narkotykw, zodzieje, bandyci, spekulanci, pijacy, prostytutki. Niektrzy pijacy tak bardzo si awanturowali, e reszta winiw musiaa ich uspokaja wsplnymi siami. Czterech stranikw wnioso, trzymajc j pod rce i za nogi, wielk, steran yciem bab okoo szedziesitki, o ogromnych, zwalistych piersiach i grubych splotach siwych wosw, ktre rozsypay si podczas szarpaniny. cignli jej buciory, bo prbowaa ich kopa i cisnli j prosto na Winstona, o mao nie gruchoczc mu koci. Wyprostowaa si, wrzasna za nimi P... skurwysyny!, po czym - czujc, e siedzi na czym nierwnym - zsuna si z kolan Winstona na awk.
        - Przepraszam ci, kochaniutki, nie siadabym na tobie, gdyby mnie nie rzuciy te ajdaki. Chamy, nie wiedz, jak
        naley traktowa kobiet! - Poklepaa si po brzuchu i bekna. - Przepraszam, co niezbyt dobrze si czuj. Pochylia si i dugo wymiotowaa na posadzk.
        - No, nieco mi ulyo - owiadczya, opierajc si o cian i przymykajc oczy. - Jak ci co zaszkodzi, nie warto trzyma tego w sobie. Najlepiej czym prdzej oprni odek.
        Po krtkim odpoczynku otworzya oczy i znw spojrzaa na Winstona; chyba musia przypa jej do gustu, bo obja go potnym ramieniem i przycigna do siebie, zionc mu prosto w twarz woni piwa i rzygowin.
        - Jak si nazywasz, kochaniutki? - spytaa.
        - Smith - odpar Winston.
        - Smith? - ucieszya si. - A to mi numer! Ja te mam Smith na nazwisko. Mogabym by twoj matk.
        Rzeczywicie mogaby, pomyla Winston. Typem budowy przypominaa jego matk, wiek rwnie si zgadza, a przecie po dwudziestu latach w obozie pracy wygld czowieka ma prawo si zmieni.
        Nikt wicej si do niego nie odezwa. By zdziwiony, e kryminalici tak kompletnie ignoruj czonkw Partii. Z pogardliw obojtnoci nazywali ich politami. Partyjni bali si otworzy usta do kogokolwiek, a zwaszcza do innych partyjnych. Tylko raz, gdy dwie kobiety, obie nalece do Partii, przysuny si do siebie w oglnym cisku, pord panujcego gwaru dobieg go popieszny szept jednej z nich; powiedziaa co, czego nie zrozumia, o pokoju sto jeden.
        Do nowej celi przywieli go dwie lub trzy godziny temu. Kucie w trzewiach nie ustpowao; chwilami bl dokucza bardziej, chwilami mniej, a to z kolei wpywao na tok jego myli. Kiedy bl si wzmaga, Winston myla
        jedynie o swoim odku i godzie; gdy tylko robio mu si troch lepiej, natychmiast ogarnia go strach. Chwilami tak dokadnie wyobraa sobie, co go czeka, e serce walio mu jak motem, a w pucach brakowao tchu. Czu na okciach razy spadajcych paek, a na ydkach kopniaki podkutych butw; widzia siebie, jak tarza si po ziemi i wyje bagajc o lito przez pieki powybijanych zbw. Prawie nie myla o Julii. Prbowa, lecz jego myli zaraz biegy innym torem. Wiedzia, e j kocha i e jej nie zdradzi; ale poczucie to byo tak bezemocjonalne, jak znajomo matematycznych regu. Nie czu mioci i wcale nie zastanawia si nad losem dziewczyny. Czciej myla o O'Brienie, i to z pewn nik nadziej. O'Brien musia mie ju informacje o aresztowaniu. Mwi, e Braterstwo nigdy nie stara si ratowa swoich czonkw, ale wspomina te o yletce; jeli im si uda, dostarcz mu yletk. Bdzie mia pewnie z pi sekund, zanim stranik wpadnie do celi. Wyobrazi sobie palcy chd ostrza, ktre wernie mu si w ciao; nawet palce zacinite na yletce bdzie mia rozorane a do koci. Wszystko sprowadzao si do jego obolaego ciaa - a ono kurczyo si, dygoczc, na myl o najmniejszym blu. Wtpi, czy starczy mu odwagi, by uy yletki, nawet jeli j dostanie. Bardziej naturalne wydawao mu si egzystowa z chwili na chwil, cieszy si z kadych dziesiciu minut ycia, nawet ze wiadomoci, e nie uniknie tortur.
        Dla zabicia czasu usiowa liczy lnice kafle pokrywajce ciany. Proste, atwe zajcie, a jednak cigle gubi si w rachubie. Do czsto prbowa zgadn, gdzie si znajduje i ktra jest godzina. Raz by przekonany, e na zewntrz wieci soce, a za moment, e panuje nieprzenikniona noc. Niemal instynktownie wiedzia, e tu wiato nie ganie nigdy. Przebywa w miejscu, gdzie nie ma mroku; teraz poj, dlaczego O'Brien jakby od razu zrozumia jego aluzj. Gmach Ministerstwa Mioci pozbawiony by okien. Cela moga mieci si w samym rodku budynku lub przy jednej ze cian zewntrznych; moga znajdowa si dziesi piter pod powierzchni lub trzydzieci nad ziemi. W mylach przenosi j z miejsca na miejsce i usiowa wybada z reakcji swojego ciaa, czy tkwi wysoko pod niebem, czy gboko w dole.
        Na korytarzu rozleg si miarowy stukot butw. Stalowe drzwi otworzyy si z gonym zgrzytem. Mody oficer o zgrabnej sylwetce opitej czarnym mundurem, niemal caym z lnicej, wypolerowanej skry, i o bladej, surowej twarzy podobnej do woskowej maski wmaszerowa sprystym krokiem do rodka i da znak stranikom, eby wprowadzili eskortowanego winia. Do celi, powczc nogami, wszed poeta Ampleforth. Drzwi zatrzasny si z guchym oskotem.
        Ampleforth obrci si niepewnie w lewo, potem w prawo, jakby szuka drugich drzwi, przez ktre mgby wydosta si na zewntrz, po czym zacz chodzi tam i z powrotem. Jeszcze nie dostrzeg Winstona. Jego niespokojny wzrok przesuwa si po cianie mniej wicej metr nad gow siedzcego. Ampleforth by bez butw; due brudne palce u ng wyaziy przez dziury w skarpetkach. Najwyraniej nie goli si od kilku dni. Twarz a po koci policzkowe pokrywa szczeciniasty zarost, nadajc jej bandycki wygld, dziwnie nie pasujcy do duego, ale sabego ciaa i nerwowych ruchw.
        Winston otrzsn si nieco z letargu. Choby mia narazi si na wrzaski teleekranu, musia odezwa si do Amplefortha.  Istnia cie  prawdopodobiestwa,  e  to wanie poeta przekae mu yletk.
        - Ampleforth - rzek.
        Teleekran milcza. Ampleforth zatrzyma si, lekko zaskoczony. Powoli przenis wzrok na Winstona.
        - A, Smith! - zawoa. - Ty rwnie!
        - Za co ci zamknli?
        - Prawd mwic... - Usiad ciko na awie naprzeciw Winstona. - Jest tylko jedna zbrodnia, nie?
        - I ty j popenie?
        - Na to wyglda.
        Przyoy do do czoa i trzyma j tak przez chwil, jakby usiowa sobie co przypomnie.
        - Nie ma jak temu zapobiec. Zdoaem odgrzeba w pamici jeden jedyny moment, kiedy mogem j popeni. Tak, postpiem bardzo nierozwanie. Przygotowywalimy ostateczne wydanie poezji Kiplinga. Pozwoliem, eby na kocu jednego wersu pozostao sowo Bg. Nie miaem wyjcia! - zawoa niemal z oburzeniem, unoszc gow, by spojrze na Winstona. - Nie dao rady tego zmieni. Konieczny by rzeczownik, peny rym mski do sowa gg. Znalazem czterdzieci, lecz aden nie pasowa. Przez wiele dni amaem sobie gow, a w kocu daem za wygran. Wicej takich stw po prostu nie ma!
        Wyraz jego twarzy uleg transformacji. Zniko rozdranienie; przez chwil Ampleforth mia prawie zadowolon min. Mimo brudu i zarostu jego oblicze promieniowao intelektualnym ciepem, radoci pedanta z odkrycia jakiego bezuytecznego faktu.
        - Czy mylae kiedykolwiek o tym, jak bogactwo lub ubstwo rymw wpywa na tre poezji?
        Nie, tego problemu Winston akurat nigdy nie rozwaa.
        W obecnych okolicznociach tym bardziej nie wydao mu si to ani specjalnie wane, ani interesujce.
        - Wiesz moe, ktra jest godzina? - spyta. Ampleforth znw zrobi zaskoczon min.
        - W ogle si nad tym nie zastanawiaem. Aresztowali mnie dwa dni temu. Moe trzy. - Ponownie obieg spojrzeniem ciany, jakby oczekiwa, e zobaczy okno. - Tu noce i dnie nie rni si od siebie. Nie wiem, jak mierzy upyw czasu.
        Przez kilka minut prowadzili urywan rozmow, po czym nagle, bez adnego wyranego powodu, teleekran wrzasn na nich, eby si uciszyli. Winston siedzia spokojnie ze skrzyowanymi rkami. Ampleforth, zbyt masywny, by zmieci si wygodnie na wskiej awce, wierci si splatajc szczupe donie to na jednym, to na drugim kolanie. Teleekran warkn na niego, eby przesta si krci. Czas pyn. Dwadziecia minut, godzina - trudno zgadn. Na korytarzu znw zadudniy kroki. Winston poczu skurcz kiszek. Wkrtce, ju bardzo niedugo, moe za pi minut, a moe nawet teraz, tupot za drzwiami bdzie oznacza, e nadesza jego kolej.
        Drzwi otworzyy si. Do celi wszed oficer o lodowatej twarzy. Szybkim ruchem doni wskaza Amplefortha.
        - Pokj sto jeden - powiedzia.
        Ampleforth wymaszerowa niezdarnie midzy dwoma stranikami; na jego twarzy malowa si cie niepokoju, lecz przede wszystkim dezorientacja.
        Winstonowi zdawao si, e mijaj godziny. Bl odka narasta. Myli kryy uporczywie po tych samych torach, niczym bile raz po raz wpadajce w te same otwory. Powtarzao si tylko sze tematw. Bl odka - kromka chleba - krew i krzyki - O'Brien - Julia - yletka. Znw poczu skurcz kiszek; kroki zbliay si ponownie. Kiedy odemknito drzwi celi, poruszone nimi powietrze wypenia ostra wo zimnego potu. Do celi wszed Parsons. Mia na sobie szorty barwy khaki i sportow koszul.
        Winston by tak zaskoczony, e zapomnia o wasnej niedoli.
        - Ty tutaj? - zawoa.
        W spojrzeniu, ktre Parsons mu posa, nie malowao si ani zaciekawienie, ani zdumienie, jedynie bole. Zacz przechadza si nerwowo po celi, najwyraniej niezdolny usiedzie w miejscu. Kiedy przy kadym kroku prostowa grube kolana, wida byo, e nogi mu dygocz. Oczy mia wielkie, rozszerzone, jakby cay czas wypatrywa czego w oddali.
        - Za co si wsadzili? - spyta Winston.
        - Za mylozbrodni! - wykrzykn Parsons, o mao nie wybuchajc paczem.
        Ton jego gosu sugerowa z jednej strony pene przyznanie si do winy, a z drugiej zdumienie i trwog, e co takiego mogo si przytrafi wanie jemu. Zatrzyma si przed Winstonem i zacz wypytywa go bagalnie:
        - Nie zastrzel mnie, prawda, stary? Nie zabij kogo, kto niczego nie zrobi, tylko co pomyla wbrew sobie, prawda? Wiem, e potraktuj mnie sprawiedliwie. Mam do nich pene zaufanie! Bd wiedzieli, e mam nieskaziteln opini, prawda? Nawet ty moesz to powiadczy! Staraem si, jak umiaem, prawda? Moe nie jestem najbystrzejszy, ale za to nigdy nie aowaem si. Wypruwaem sobie yy dla Partii! Nie ska mnie na wicej ni pi lat, co? Gra dziesi, prawda? Kto taki jak ja przyda si w obozie pracy, prawda? Nie zastrzel mnie przecie za ten jeden wyskok, co?
        - Jeste winny?
        - Oczywicie! - zawoa Parsons, zerkajc wiernopoddaczo w stron teleekranu. - Chyba nie sdzisz, e Partia mogaby aresztowa niewinnego czowieka, co?
        Jego abia twarz jakby si troch uspokoia, a nawet przybraa nieco witoszkowaty wyraz.
        - Mylozbrodnia to straszna rzecz, stary - owiadczy moralizatorskim tonem. - Moe zdradziecko wkra si do twojego umysu bez najmniejszego udziau woli. Wiesz, jak to byo ze mn? Owadna mn we nie! Tak, wierz mi. yem sobie spokojnie, pracowaem, przykadaem si najlepiej, jak mogem, i nawet nie podejrzewaem, e w moim umyle dzieje si co niedobrego. Po czym nagle zaczem mwi przez sen. I wiesz, co powiedziaem?
        Zniy gos, jak kto, kto ze wzgldw medycznych musi uy nieprzyzwoitego sowa.
        - Precz z Wielkim Bratem! Tak, dokadnie! Ja! Podobno nawet powtrzyem wiele razy. Zdradz ci w zaufaniu, stary, ciesz si, e mnie aresztowano, zanim posunem si dalej. Wiesz, co zrobi, kiedy postawi mnie przed trybunaem? Dzikuj wam - owiadcz - e mnie uratowalicie, zanim byoby za pno.
        - Kto ci zadenuncjowa?
        - Moja creczka - oznajmi Parsons z ponur dum. - Podsuchiwaa przez dziurk od klucza. Jak usyszaa, co mwi, zaraz nazajutrz pognaa na policj. Ma dopiero siedem lat, a patrz, jaka cwana! Wcale nie mam jej za ze tego, co zrobia. Jestem z niej dumny. Przynajmniej wida, e dobrze j wychowaem.
        Postpi nerwowo kilka krokw, zerkajc z upragnieniem na muszl klozetow, po czym nagle cign szorty.
        - Przepraszam ci, stary. Nic nie poradz. Nie wytrzymuj tego czekania.
        Usadowi swj tusty zad na muszli. Winston przysoni twarz domi.
        - Smith! - rykn teleekran.- 6079 Smith W.! Odkry twarz! W celi nie wolno zasania twarzy!
        Winston odj donie od oczu. Parsons zaatwia si dugo, gono i obficie. Poniewa odpyw by zatkany, cela cuchna potem przez wiele godzin.
        Parsonsa zabrano. Do celi wprowadzano coraz to nowych winiw, a po pewnym czasie zabierano ich, nie wiadomo dokd. Jedna z kobiet miaa pj do pokoju sto jeden; Winston zauway jak na wie o tym skurczya si i zblada. W pewnym momencie doszed do wniosku, e jeli trafi tu rano, teraz musi by popoudnie; jeli po poudniu, pnoc. W celi znajdowao si szecioro winiw. Wszyscy siedzieli bez ruchu. Miejsce naprzeciw Winstona zajmowa mczyzna o tustym podbrdku i wystajcych zbach, ktry przypomina jakiego wielkiego, nieszkodliwego gryzonia. Jego obfite, czerwone policzki byy tak pkate, jakby mia w nich poupychane zapasy jedzenia, a bladoszare oczy przesuway si pochliwie po twarzach wspwiniw i umykay natychmiast, gdy kto kierowa na niego wzrok.
        Drzwi otworzyy si i do celi wprowadzono kolejnego winia; na jego widok ciarki przeszy Winstona po grzbiecie. Wygld mia do powszedni, nawet prostacki; mg by inynierem czy technikiem. Jednake chudo jego twarzy przejmowaa groz. Waciwie bya to czaszka. Wymizerowanie sprawiao, e usta i oczy wydaway si nieproporcjonalnie wielkie; zwaszcza oczy, w ktrych arzya si jaka straszliwa, mordercza nienawi.
        Chudzielec usiad na awie nie opodal Winstona. Winston nie patrzy na niego, lecz udrczona, wyndzniaa twarz tak silnie wrya mu si w pami, e widzia j rwnie wyranie, jakby nadal si w ni wpatrywa. Nagle zda sobie spraw, co dolega mczynie. Po prostu umiera z godu. W tym samym momencie uwiadomili to sobie take pozostali. Naokoo celi poszed szmer. Wizie o tustych policzkach to kierowa spojrzenie na godomora, to odwraca je zmieszany, to znw zerka w jego stron; nie umia si powstrzyma od patrzenia. Przez chwil wierci si niespokojnie, w kocu wsta, przeszed kaczym chodem przez cel, pogrzeba w kieszeni kombinezonu i niemiao poda nowemu przybrudzony kawaek chleba.
        Z teleekranu rozleg si wcieky, oguszajcy ryk. Grubas a podskoczy. Godomr natomiast schowa rce za siebie, jakby demonstrujc caemu wiatu, e nie zamierza przyj daru.
        - Bumstead! - rycza teleekran. - 2713 Bumstead J.! Rzu chleb na ziemi!
        Grubas upuci kawaek chleba.
        - Pozosta na miejscu! - rozkaza dalej gos. - Obr si twarz do drzwi! I nie ruszaj si!
        Grubas posusznie wykona polecenia. Jego wielkie, pkate policzki dray niepohamowanie. Drzwi otworzyy si z oskotem. Do rodka wmaszerowa mody oficer i usun si na bok; za nim wpad niski, krpy stranik o potnych barach. Zatrzyma si przed grubasem, po czym, na znak oficera, zamachn si szeroko i z caej siy rbn winia pici w usta. Cios niemal oderwa grubasa od ziemi. Przelecia przez dugo celi i upad obok muszli klozetowej. Przez chwil lea oguszony, a z ust i nosa sczya mu si ciemnoczerwona krew. Pprzytomny, wydawa z siebie ciche jki, niemal zwierzce skowytanie, potem przekrci si na brzuch i zacz niepewnie unosi si na czworakach. Z ust wypada mu ociekajca lin i krwi sztuczna szczka, zamana na p.
        Pozostali winiowie siedzieli bez ruchu, z rkami splecionymi na kolanach. Grubas dowlk si na swoje miejsce. Jedna strona twarzy zaczynaa mu sinie. Spuchnite usta wyglday jak winiowy wrzd z czarn dziur porodku. Od czasu do czasu wska struka krwi ciekaa mu na pier. Szare oczy, w ktrych malowao si poczucie winy, znw wdroway szybko po twarzach obecnych, jakby grubas usiowa si przekona, czy wspwiniowie pogardzaj nim ze wzgldu na doznane przez niego upokorzenie.
        Drzwi ponownie si otworzyy. Oficer wskaza niedbaym gestem godomora.
        - Pokj sto jeden - rzek.
        Obok Winstona rozleg si jk, po czym co upado na ziemi. To godomr rzuci si na kolana, wycigajc bagalnie rce.
        - Towarzyszu oficerze! - zawoa. - Nie zabierajcie mnie tam! Przecie powiedziaem ju wszystko! Co jeszcze chcecie wiedzie? Gotw jestem przyzna si do kadej zbrodni, naprawd kadej! Powiedzcie tylko, do czego mam si przyzna, a natychmiast to zrobi! Przygotujcie dowolne zeznania, ja wszystko podpisz! Przysigam! Tylko nie bierzcie mnie do pokoju sto jeden!
        - Pokj sto jeden - powtrzy oficer.
        Twarz godomora, od pocztku bardzo blada, przybraa teraz odcie, ktry Winston zawsze dotd uwaa wycznie za przenoni. Staa si autentycznie zielona.
        - Uczycie ze mn, co chcecie! Godzicie mnie od tygodni. Wic zabijcie mnie wreszcie! Zastrzelcie! Powiecie! Skacie na dwadziecia pi lat cikich robt! Chcecie, ebym jeszcze kogo wsypa? Powiedzcie tylko kogo, a natychmiast go obci! Nie obchodzi mnie, kto to bdzie ani co z nim zrobicie! Mam on i troje dzieci. Najstarsze z nich nie ma jeszcze szeciu lat. Moecie przywie tu ca trjk i na moich oczach podern im garda. Wol to, ni i do pokoju sto jeden!
        - Pokj sto jeden - powtrzy oficer.
        Godomr powid oszalaym spojrzeniem po wspwiniach, jakby szuka kogo, z kim mgby si zamieni na miejsca. Jego wzrok zatrzyma si na zakrwawionej twarzy grubasa. Wskaza go wychud doni.
        - To jego powinnicie zabra, a nie mnie! - zawoa. -Nie syszelicie, co mwi, kiedy dosta w gb! Poczekajcie, zaraz wam wszystko powtrz! To on jest wrogiem Partii, nie ja!
        Kiedy stranicy postpili krok w stron godomora, jego gos przeszed w cienki pisk.
        - Nie syszelicie! Co si zacio w teleekranie! To on jest wrogiem! Bierzcie jego, nie mnie!
        Dwch masywnych stranikw pochylio si, by chwyci godomora pod pachy, ale rzuci si rozpaczliwie w bok i uczepi elazne'} nogi awki, skowyczc jak zwierz. Usiowali go oderwa, jednake trzyma si kurczowo i z nieoczekiwan si. Szamotali si tak z p minuty. Pozostali winiowie siedzieli bez sowa, z rkami zoonymi na kolanach, patrzc prosto przed siebie. Skowyt ucich; godomr z trudem apa oddech, lecz nie dawa si oderwa od awki. Nagle zawy; to jeden ze stranikw zmiady mu palce kopniakiem. Teraz z atwoci podnieli go na nogi.
        - Pokj sto jeden - powtrzy oficer.
        Stranicy wyprowadzili godomora; szed saniajc si, z gow zwieszon nisko, tulc do piersi bolc rk; wola walki opucia go zupenie.
        Czas pyn. Jeli godomora wyprowadzono o pnocy, nasta ju wit; jeli o wicie, mino poudnie. Winston by sam; sam od kilku godzin. Od siedzenia na wskiej awce tak bardzo bolay go koci, e co pewien czas wstawa i przechadza si po celi; teleekran ani razu dotd nie zareagowa. Kawaek chleba lea wci tam, gdzie upuci go grubas. Pocztkowo Winston musia specjalnie odwraca wzrok, eby nie patrze w tamt stron, ale w kocu gd ustpi miejsca pragnieniu. W ustach mia suchy, nieprzyjemny smak. Miarowy szum i cige jaskrawe wiato sprawiy, e ogarna go sabo, a w gowie czu kompletn pustk. Kiedy nie mg ju duej wytrzyma blu, wstawa, po czym siada niemal natychmiast, gdy ilekro si podnosi, zaczynao mu si krci w gowie. Kiedy chwilami niewygody ciaa przestaway mu tak okropnie doskwiera, powraca przeraliwy strach. Momentami z gasnc nadziej myla o O'Brienie i yletce. Wydawao mu si prawdopodobne, e zostanie dostarczona w jedzeniu - jeli w ogle bd go tu karmi. Rzadziej myla o Julii. Moliwe, e cierpi teraz jeszcze gorsze mczarnie ni on. Moe wanie w tym momencie wyje z blu. Czy gdybym mg j uratowa zwikszajc swoje mki, uczynibym to? - zapyta si w mylach. - Tak, nie wahabym si. Ale bya to wyrozumowana decyzja; uzna, e tak powinien postpi. Nie podyktowaa mu tej odpowiedzi mio. Tu, gdzie teraz przebywa, nie odczuwao si nic prcz blu i strachu przed jeszcze wikszym blem. A zreszt, czy kiedy si cierpi, mona z jakiegokolwiek powodu szczerze pragn, aby bl si wzmg? Tego jeszcze nie wiedzia.
        Znw rozlegy si kroki. Szczkny drzwi. Do celi wszed O'Brien.
        Winston poderwa si na rwne nogi. Widok O'Briena tak go zaskoczy, e zapomnia o ostronoci. Po raz pierwszy od wielu lat zapomnia nawet o obecnoci teleekranu.
        - Was te maj!
        - I to od bardzo dawna - odpar ironicznie i niemal z alem przybysz.
        Odsun si od drzwi; za nim wkroczy potnie zbudowany stranik z dug czarn pak w rce.
        - Wiedziae o tym, Winston - rzek O'Brien. - Nie oszukuj si. Wiedziae; wiedziae od samego pocztku.
        Tak, Winston zda sobie teraz spraw, e rzeczywicie wiedzia od samego pocztku. Nie mia jednak czasu gbiej si nad tym zastanawia. Ca uwag skupi na pace w doni stranika. Moga spa wszdzie: rbn go w czubek gowy, tu nad uchem, w rami, w okie...
        okie! Osun si na kolana jak raony gromem, drug rk przyciskajc palcy okie. Przed oczami zrobio mu si to. Niemoliwe, niemoliwe, aby jeden cios mg wywoa tak przeraliwy bl! Kiedy wzrok mu si rozjani, ujrza stranika i O'Briena, ktrzy pochylali si nad nim. Stranik chichota obserwujc, jak wizie skrca si z blu. A Winston pozna odpowied na swoje pytanie. Nigdy, z najwzniolejszego powodu, nie mona pragn zwikszenia blu. Chce si tylko jednego: by zela. Nic na wiecie nie jest tak straszne jak bl fizyczny. W obliczu blu nie ma bohaterw, w obliczu blu nie ma bohaterw - powtarza w mylach, tarzajc si po posadzce i bezradnie tulc do siebie rwce lewe rami.
        
        
      2
        
        
        Lea na czym zblionym do polowego ka, ale znacznie wyszym, w dodatku nie mg si poruszy, gdy krpoway go pasy. wiato, jeszcze bardziej jaskrawe ni zwykle, wiecio mu prosto w twarz. Tu obok ka sta O'Brien, wpatrujc si w niego badawczo. Z drugiej strony znajdowa si mczyzna w biaym kitlu trzymajcy strzykawk.
        Kiedy otworzy oczy, nie od razu zda sobie spraw ze swojego otoczenia. Mia uczucie, e wpywa do tego wntrza z zupenie innego wiata, z podwodnego wiata gdzie gboko w dole. Nie mia pojcia, jak dugo tam przebywa. Od momentu aresztowania nie widzia ani mroku, ani wiata dziennego. Poza tym jego wspomnieniom brakowao cigoci. Zdarzao si, e wiadomo - nawet taka, jak ma czowiek picy - urywaa mu si zupenie i powracaa po przerwie wypenionej prni. Lecz czy przerwy te trway dni, tygodnie, czy zaledwie sekundy, tego nie wiedzia.
        Koszmar rozpocz si od uderzenia w okie. Dopiero znacznie pniej Winston zda sobie spraw, e byo to jedynie wstpne, rutynowe przesuchanie, jakiemu poddawano niemal wszystkich winiw. Istnia dugi wykaz zbrodni - szpiegostwo, sabota i tym podobne - do ktrych po prostu kady musia si przyzna. Stanowio to zwyk formalno, cho same tortury byy jak najprawdziwsze. Nie pamita, ile razy go bito i jak dugo. Zawsze zajmowao si nim piciu lub szeciu oprawcw w czarnych mundurach. Czasami walili go piciami, kiedy indziej uywali paek lub elaznych prtw, czasem wycznie kopali. Zdarzao si, e przekroczywszy wszelkie granice wstydu tarza si po posadzce jak zwierz,
        zwijajc si i miotajc na boki w cigej, beznadziejnej prbie uniknicia buciorw, ktre co chwila trafiay go ebra, brzuch, okcie, uda, pachwiny, jdra i ko ogonow. Niekiedy tortury trway tak dugo, e najokrutniejsze, najstraszniejsze i najbardziej nieludzkie wydawao mu si nie to, i funkcjonariusze nie przestaj si nad nim pastwi, lecz e sam nie potrafi si zmusi do utraty przytomnoci. Wiele razy kompletnie zawodziy go nerwy i wtedy baga o lito, jeszcze zanim spado pierwsze uderzenie; sam widok pici wzniesionej do ciosu wystarczy, aby zacz przyznawa si do prawdziwych i zmylonych zbrodni. Czasami obiecywa sobie, e tym razem nie powie nic, i kade sowo musieli z niego wyciska pomidzy jkami blu; kiedy indziej decydowa si na niewielki kompromis, postanawiajc: Przyznam si, ale jeszcze nie teraz. Musz wytrzyma, a bl stanie si nieznony. Jeszcze trzy kopniaki, jeszcze dwa, a wtedy zeznam to, czego chc. Nieraz bili go tak, e ledwo mg usta, po czym ciskali na kamienn posadzk celi niczym wr kartofli, a gdy po kilku godzinach przychodzi nieco do siebie, zabierali go i znw bili. Zdarzay si i dusze okresy, kiedy pozwalano mu troch odzyska siy. Niewiele z tego zostao mu w pamici, gdy albo wwczas spa, albo lea otpiay. Pamita cel z blaszan miednic do mycia i tward prycz z desek, jakby pk umocowan do ciany, oraz posiki zoone z gorcej zupy, chleba i rzadziej kawy. Pamita gburowatego fryzjera, ktry przyszed zeskroba mu zarost i przystrzyc wosy, a take ludzi w biaych kitlach: ci w sposb rutynowy, bez cienia wspczucia, mierzyli mu puls, sprawdzali odruchy, podwijali powieki, obmacywali twardymi rkami ciao szukajc poamanych koci i wstrzykiwali rodki nasenne.
        Tortury stay si rzadsze; funkcjonoway teraz na zasadzie groby, okropnoci, ktre lada moment mog go znw spotka, jeli odpowiedzi bd niezadowalajce. Przesuchania prowadzili teraz nie oprawcy w czarnych mundurach, lecz partyjni intelektualici, mali, krpi osobnicy o szybkich ruchach i poyskujcych okularach; zmieniali si kilkakrotnie podczas kadej sesji, zwykle trwajcej - tak mu si zdawao, cho pewnoci nie mia - dziesi, dwanacie godzin. Ci nowi ledczy pilnowali, eby wci odczuwa lekki bl, ale nie polegali wycznie na blu. Bili go po twarzy, szarpali za wosy, wykrcali mu uszy, kazali sta na jednej nodze, nie pozwalali odda moczu, wiecili w twarz jaskrawymi lampami, a oczy zaczynay mu zawi; to wszystko jednak robili gwnie po to, eby go poniy i pozbawi zdolnoci logicznego rozumowania. Ich prawdziw broni byo samo ledztwo, cignce si bezlitonie przez dugie godziny, kiedy to usiowali przyapa go na sprzecznych zeznaniach, zastawiali na niego puapki i przekrcali jego wypowiedzi, co rusz zarzucajc mu kamstwo i pltanie si w faktach, a zaczyna paka ze wstydu i nerwowego wyczerpania. Zdarzao si, e paka kilka razy podczas jednej sesji. Niemal cay czas wrzeszczeli i obrzucali go wyzwiskami, a gdy si waha, co mwi, grozili, e znw trafi do rk stranikw; niekiedy jednak nieoczekiwanie zmieniali taktyk, tytuujc go towarzyszem, apelujc do jego sumienia w imi angsocu i Wielkiego Brata i pytajc ze smutkiem, czy tak dalece wyzby si lojalnoci wobec Partii, i nie pragnie naprawi wyrzdzonych przez siebie szkd. Po wielogodzinnej sesji, kiedy nerwy mia ju zupenie poszarpane, nawet na takie sowa reagowa kaniem. W kocu ich natrtne gosy zamay go bardziej ni pici i buciory stranikw. Caa jego osoba sprowadzaa si teraz do ust, ktre mwiy to, czego dano, i do rki, ktra podpisywaa wszystko, co mu podsunito. Jedynym celem, jaki sobie stawia, byo odgadn czym prdzej, do czego ma si przyzna - i przyznawa si natychmiast, eby tylko si nad nim wicej nie zncali. Przyzna si do zamachw na wanych czonkw Partii, do rozprowadzania ulotek o wywrotowych treciach, do malwersacji pieninych, do sprzedawania tajemnic wojskowych, do uprawiania sabotau. Przyzna si, e od 1968 roku by patnym szpiegiem rzdu wschdazjatyckiego. Zezna, e uprawia praktyki religijne, e jest zwolennikiem kapitalizmu i zboczecem seksualnym. Przyzna si do zamordowania ony, chocia wiedzia, a przesuchujcy zapewne wiedzieli rwnie, i ona wci yje. Zezna, e od lat utrzymywa cisy kontakt z Goldsteinem i nalea do podziemnej organizacji, w ktrej szeregach znalazy si take niemal wszystkie znajome mu osoby. Najprociej byo przyzna si do wszystkiego i obciy kadego, kogo si tylko znao. Zreszt w pewnym sensie nie kama. By przecie wrogiem Partii, a w oczach Partii midzy myl i czynem nie zachodzia adna rnica.
        Mia te inne wspomnienia. Zapisay si w jego umyle jako lune, nie powizane ze sob obrazy przedzielone czerni.
        Znajdowa si w celi, w ktrej rwnie dobrze mg panowa mrok jak jasno, albowiem cae pole widzenia wypeniaa para wieccych oczu. Tu obok tykao wolno i miarowo jakie urzdzenie. Oczy powikszyy si, stay bardziej lnice. Nagle wznis si do gry, skoczy midzy lepia i znik.
        Przywizany do fotela i otoczony tarczami rnych przyrzdw, siedzia skpany blaskiem olepiajcych lamp. Czowiek w biaym kitlu studiowa tarcze. Na korytarzu rozlegy si cikie kroki. Drzwi otworzyy si z oskotem. Do rodka wmaszerowa oficer o woskowej twarzy, a za nim dwaj stranicy.
        - Pokj sto jeden - rozkaza oficer.
        Czowiek w biaym kitlu nie zareagowa. Nie spojrza te na Winstona; cay czas wpatrywa si tylko w tarcze.
        Toczy si ogromnym korytarzem szerokoci kilometra zalanym wspaniaym zotym wiatem, wyjc ze miechu i wykrzykujc ile tchu najrniejsze zeznania. Przyznawa si do wszystkiego, nawet do tego, co udao mu si przemilcze podczas tortur. Spowiada si z caego ycia suchaczom, ktrzy wietnie je znali. Razem z nim byli jego oprawcy, ledczy, ludzie w biaych kitlach. O'Brien, Julia, pan Charrington; wszyscy toczyli si korytarzem, zarykujc si ze miechu. Jakie okropne zdarzenie, ktre miao nastpi w przyszoci, omino go i ju nie musia si obawia. Wszystko byo w porzdku, tortury si skoczyy, kady szczeg jego ycia zosta wycignity na wierzch, zrozumiany, wybaczony.
        Na wp unis si z twardej pryczy, przekonany, e dolecia go gos O'Briena. Podczas przesucha, aczkolwiek nie widzia go ani razu, mia uczucie, e O'Brien stoi tu obok, cho poza zasigiem wzroku. To O'Brien wszystkim kierowa. On kaza stranikom bi Winstona 1 on pilnowa, aby go nie zatukli na mier. To on decydowa, kiedy wizie ma wy z blu, kiedy odpoczywa, kiedy je, kiedy spa, jakie rodki naley mu wstrzykiwa. To on zadawa pytania i podsuwa odpowiedzi. On by katem i obroc, inkwizytorem i przyjacielem.
        Pewnego razu - Winston nie pamita, czy podczas normalnego snu, czy te snu wywoanego rodkami nasennymi, a moe nawet w momencie przebudzenia - usysza przy uchu szept: Nie przejmuj si, Winston; mam nad tob piecz. Obserwowaem ci przez siedem lat. Teraz nadesza chwila zwrotna. Uratuj ci, uczyni doskonaym. Nie mia pewnoci, czy przemawia do niego O'Brien, ale nie wtpi, e by to ten sam gos, ktry w innym nie, przed siedmioma laty, oznajmi mu: Spotkamy si tam, gdzie nie ma mroku.
        Nie pamita koca przesucha. We wspomnieniach mia luk; nastpna rzecz, ktra powoli wyonia si w jego wiadomoci, to pomieszczenie czy te cela, gdzie znajdowa si teraz. Lea niemal pasko na wznak i nie mg si poruszy. Jego ciao w rnych punktach przytrzymyway pasy. Nawet gow mia cakowicie unieruchomion. O'Brien przyglda mu si z powag i jakby ze smutkiem. Widziana od dou twarz bya prostacka i zmczona, z worami pod oczyma i gbokimi bruzdami cigncymi si od nosa do brody. O'Brien wyglda starzej, ni Winstonowi si dotd wydawao; mg mie ju pidziesitk. Trzyma do na przeczniku obok tarczy z podziak.
        - Powiedziaem ci - rzek O'Brien - e jeli si spotkamy, to wanie tutaj.
        - Tak - przyzna Winston.
        Drobny ruch doni O'Briena i bez adnego uprzedzenia Winstona zalaa fala blu. Tortur potgowa fakt, e wizie nie widzia, co si dzieje, a czu si tak, jakby zadawano mu miertelne rany. Nie mia pojcia, czy katuj go naprawd, czy te wraenie blu powstaje za spraw prdu, lecz zdawao mu si, e ciao rozszarpuj mu szczypce, a stawy wyamuje jaka sia. I cho od blu pot wystpi mu na czoo, straszniejsza od samych cierpie bya myl, e pknie mu krgosup. Zacisn zby i oddycha ciko przez nos, usiujc jak najduej wytrzyma bez krzyku.
        - Boisz si, e za chwil co ci pknie - zauway O'Brien, obserwujc jego twarz. - Najbardziej si lkasz, e trzanie ci krgosup. Masz przed oczami wyrany obraz tego, jak krgi odskakuj od siebie, a spomidzy nich zaczyna si sczy pyn rdzeniowy. O tym wanie teraz mylisz, prawda, Winston?
        Winston nie odpowiedzia. O'Brien przesun umieszczony nad tarcz przecznik. Bl odpyn niemal rwnie szybko, jak si pojawi.
        - To byo czterdzieci - wyjani O'Brien. - Jak widzisz, skala dochodzi do setki. Staraj si nie zapomina podczas naszej rozmowy, e w kadej chwili mog zada ci bl o dowolnym nateniu, dobrze? Jeli zaczniesz ucieka si do kamstw, stosowa wykrty lub choby udziela mi odpowiedzi nie dorastajcych do twoich umysowych moliwoci, natychmiast bdziesz wy z blu. Zrozumiae?
        - Tak.
        Zachowanie O'Briena stao si mniej surowe. Poprawi w zamyleniu okulary i przeszed par krokw. Kiedy si znw odezwa, jego gos by agodny i cierpliwy. O'Brien mia teraz w sobie co z lekarza, nauczyciela lub nawet ksidza, kogo, kto nie pragnie kara, lecz tumaczy i przekonywa.
        - Specjalnie zadaj sobie tyle trudu i zajmuj si tob, Winston, bo jeste tego wart. Sam dobrze wiesz, co ci dolega. Wiedziae od lat, chocia usiowae nie dopuszcza tego do wiadomoci. Jeste obkany. Cierpisz na zaburzenia pamici. Nie pamitasz prawdziwych wypadkw i wmawiasz w siebie, e pamitasz zdarzenia, ktre nigdy nie miay miejsca. Na szczcie twoja choroba jest uleczalna. Sam nigdy si nie wykurowae, bo nie chciao ci si prbowa. Wymagao to wysiku, na ktry nie umiae si zdoby. Wiem, e nawet teraz wci trwasz przy swoich uudach, bo wydaje ci si, e na tym polega cnota. Przykadowo, z ktrym mocarstwem, twoim zdaniem, Oceania prowadzi obecnie wojn?
        - Kiedy mnie aresztowano, prowadzia wojn ze Wschdazj.
        - Ze Wschdazj. Znakomicie. I zawsze prowadzia wojn ze Wschdazj, tak?
        Winston wcign powietrze. Otworzy usta, eby odpowiedzie, ale si powstrzyma. Nie mg oderwa oczu od tarczy.
        - Mw prawd, Winston, dobrze? Swoj prawd. Powiedz mi, co ty pamitasz.
        - Pamitam, e zaledwie tydzie przed moim aresztowaniem, Wschdazja nie bya naszym wrogiem. czy nas sojusz. A wojn prowadzilimy z Eurazj. Przez cztery lata. Wczeniej...
        O'Brien powstrzyma go ruchem doni.
        - Wemy inny przykad. Przed kilkoma laty ulege bardzo powanym omamom. Nabrae przekonania, e trzej ludzie, dawni czonkowie Partii o nazwiskach Jones, Aaronson i Rutherford, straceni za zdrad i sabota po zoeniu penych, wyczerpujcych zezna, wcale nie popenili zbrodni, o ktre ich oskarano. Zdawao ci si, e widziae niezaprzeczalny dowd, jakoby te zeznania byy faszywe. Miae halucynacje na temat pewnej fotografii.
        Nawet wierzye, e trzymae j w palcach. I e wygldaa mniej wicej tak.
        W rkach O'Briena pojawi si strzp gazety. Przez pi sekund Winston mia go w polu widzenia. Ujrza zdjcie, to samo zdjcie, na ktre natrafi przypadkiem jedenacie lat temu i ktre zaraz zniszczy; pomyka nie wchodzia w gr. O'Brien trzyma strzp innego egzemplarza gazety ze zdjciem Jonesa, Aaronsona i Rutherforda na uroczystoci partyjnej w Nowym Jorku. Po chwili cofn do. Lecz zdjcie istniao, co do tego nie byo dwch zda! Z rozpaczliwym, bolesnym wysikiem Winston szarpn caym ciaem, aby si podnie. Ani drgn. W tym momencie zapomnia nawet o tarczy. Pragn tylko dotkn fotografii albo przynajmniej jeszcze raz na ni spojrze.
        - Wic istnieje! - zawoa.
        - Nie - powiedzia O'Brien.
        Przeszed na drugi koniec pomieszczenia. Na przeciwlegej cianie znajdowaa si luka pamici. O'Brien unis klap. Strumie ciepego powietrza porwa skrawek papieru; chwil pniej pokny go niewidoczne pomienie. O'Brien odwrci si od ciany.
        - Popi - stwierdzi. - Nawet nie popi, py. Zdjcie nie istnieje. Nigdy nie istniao.
        - Istniao! Wci istnieje! Istnieje w pamici. Pamitam je. Wy je pamitacie!
        - Nie pamitam - rzek O'Brien.
        Winston straci wszelk nadziej. Na tym wanie polegao dwjmylenie. Czu si absolutnie bezradny. Gdyby przynajmniej mia pewno, e O'Brien kamie, nie ogarnoby go takie przygnbienie. O'Brien mg jednak naprawd zapomnie o zdjciu. A jeli tak, zapomnia ju
        Zamilk na dusz chwil, jakby dawa Winstonowi czas na zrozumienie tego, co powiedzia.
        - Czy pamitasz - podj znw - jak napisae w pamitniku: Wolno oznacza prawo twierdzenia, e dwa i dwa to cztery?
        - Tak.
        O'Brien podnis do gry lew do, obrcon wierzchem do Winstona; kciuk by schowany, lecz pozostae palce wyranie widoczne.
        - Ile palcw widzisz?
        - Cztery.
        - A jeli Partia powie, e jest ich pi, to ile bdziesz widzia wtedy?
        - Cztery.
        Gos Winstona przeszed w skowyt blu. Strzaka na tarczy wskazywaa pidziesit pi. Pot zrosi cae jego ciao. Przy kadym oddechu z piersi wydobywa mu si gboki jk, ktrego nie umia powstrzyma, cho z caej siy zaciska zby. O'Brien nie spuszcza go z oka, wci trzymajc w grze cztery palce. Cofn przecznik. Lecz tym razem bl zela tylko troch.
        - Ile palcw, Winston?
        - Cztery.
        Strzaka skoczya do szedziesiciu.
        - Ile palcw, Winston?
        - Cztery! Cztery! Co innego mog powiedzie? Cztery!
        Strzaka musiaa znw podskoczy, lecz Winston nie mg spojrze na tarcz. Surowa, masywna twarz O'Briena i uniesione cztery palce wypeniy jego pole widzenia. Palce sterczay mu przed oczami jak kolumny; wielkie, troch zamazane, zdaway si wibrowa, ale wci na pewno byo ich cztery.
        - Ile palcw, Winston?
        - Cztery! Przestacie, przestacie! Nie mczcie mnie! Cztery! Cztery!
        - Ile palcw, Winston?
        - Pi! Pi! Pi!
        - Nie, Winston, nic z tego. Kamiesz. Wci wydaje ci si, e widzisz cztery. Sucham, ile palcw?
        - Cztery! Pi! Cztery! Ile chcecie! Tylko bagam, wyczcie t machin!
        I nagle siedzia, a O'Brien podtrzymywa go ramieniem. Chyba straci na kilka sekund przytomno. Nie wiedzia, kiedy rozluniono krpujce go pasy. Byo mu potwornie zimno; dygota na caym ciele, szczkajc zbami, a po policzkach spyway mu zy. Na chwil przylgn do O'Briena jak niemowl, czerpic dziwn otuch z tego, e czuje na barkach cikie rami starszego mczyzny. Zdawao mu si, e O'Brien jest jego obroc i chroni go przed blem, ktry pochodzi z zewntrz, z jakiego obcego rda.
        - Nie jeste zbyt pojtnym uczniem, Winston - powiedzia agodnie O'Brien.
        - C na to poradz? - wyszlocha. - Jak mog widzie co innego ni to, co mam przed oczami? Dwa i dwa to cztery.
        - Czasami, Winston. Czasami pi. Czasami trzy. Czasami cztery, pi i trzy rwnoczenie. Musisz si bardziej stara. Powrt do zmysw nie jest rzecz atw.
        O'Brien puci go i Winston z powrotem opad na ko. Pasy znw zacisny si na jego ciele, bl jednak odpyn, a dreszcze ustpiy; tylko wci czu si saby i byo mu zimno. O'Brien skin na mczyzn w biaym kitlu, ktry dotd cay czas sta bez ruchu. Ten pochyli si i zajrza Winstonowi w oczy, zmierzy mu puls, a nastpnie przyoy ucho do jego piersi i go ostuka; w kocu spojrza na O'Briena i kiwn gow.
        - Jeszcze raz - rzek O'Brien.
        Bl ponownie przenikn ciao winia. Strzaka musiaa doj do siedemdziesiciu, siedemdziesiciu piciu. Winston zamkn oczy. Zdawa sobie spraw, e O'Brien wci stoi tu obok z doni uniesion i rozczapierzonymi palcami - czterema palcami! Ale myla tylko o tym, czy uda mu si przetrwa bl, czy nie wyzionie ducha. Nie wiedzia nawet, czy krzyczy, czy milczy. Potem bl znw zela. Otworzy oczy. O'Brien cofn przecznik.
        - Ile palcw widzisz, Winston?
        - Cztery. Chyba cztery. Gdybym umia, chtnie zobaczybym pi. Staram si zobaczy pi.
        - Czego pragniesz: przekona mnie, e widzisz pi, czy naprawd zobaczy?
        - Naprawd zobaczy.
        - Jeszcze raz - poleci O'Brien.
        Strzaka dosza do osiemdziesiciu - moe dziewidziesiciu. Winston chwilami zapomina, co jest przyczyn blu. Pod zacinitymi powiekami widzia jakby roztaczony las palcw, ktre to zbliay si, to oddalay, zleway si ze sob i zaraz rozdzielay. Usiowa je zliczy, cho nie pamita po co. Wiedzia jednak, e nie potrafi i e wie si to z zagadkow tosamoci liczb pi i cztery. Bl zacz powoli sabn, ale kiedy Winston otworzy oczy, wci widzia to samo. Gszcz niezliczonych palcw przesuwa si bezustannie raz w jedn, raz w drug stron, a ich szeregi nakaday si na siebie. Znw zamkn oczy.
        - Ile palcw trzymam teraz w grze, Winston?
        - Nie  wiem.   Naprawd  nie  wiem.   Drugi  raz  nie przeyj takiego blu! Cztery, pi, sze, przysigam, nie wiem!
        - Ju lepiej - pochwali O'Brien.
        Iga wbia si w rami Winstona. W tym samym momencie po caym jego ciele rozeszo si bogie, kojce ciepo. Prawie natychmiast zapomnia o blu. Otworzy oczy i z wdzicznoci popatrzy na O'Briena. Na widok masywnej, poobionej zmarszczkami twarzy, tak brzydkiej, a zarazem tak inteligentnej, zrobio mu si lej na duszy. Gdyby mg si poruszy, chtnie wycignby do i dotkn ramienia O'Briena. W tej chwili darzy go tak wielk mioci jak nigdy dotd, i to wcale nie dlatego, e wyczy urzdzenie. Powrcio dawne uczucie, e w sumie nie robi rnicy, czy O'Brien jest przyjacielem, czy wrogiem. Z O'Brienem mona rozmawia. Moe to, czego czowiek pragnie najbardziej, to nie tyle by kochanym, ile rozumianym. O'Brien zada mu mki, ktre doprowadziy go na skraj obdu, a wkrtce pole go na mier. Ale to niczego nie zmienia, czy ich zayo w pewnym sensie znacznie gbsza od przyjani; cho prawdopodobnie nigdy do tego nie dojdzie, gdyby si spotkali we waciwych okolicznociach, na pewno mogliby si wietnie porozumie. Wyraz twarzy, z jakim O'Brien spoglda na niego, zdawa si wskazywa, e myli dokadnie o tym samym. A kiedy si odezwa, mwi takim tonem, jakby prowadzili towarzysk pogawdk.
        - Czy wiesz, Winston, gdzie si teraz znajdujesz?
        - Nie wiem. Domylam si, e w Ministerstwie Mioci.
- Czy wiesz, jak dugo tu jeste? 
- Nie wiem. Dni, tygodnie, miesice... Chyba od kilku miesicy.
        - A jak ci si wydaje, po co trzymamy tu ludzi?
        - eby wydoby z nich zeznania.
        - Nie, wcale nie dlatego. Sprbuj jeszcze raz.
        - eby ich ukara.
        - Nie! - rykn O'Brien; gos zmieni mu si cakowicie, a na twarzy odmaloway si poruszenie i gniew. - Nie! Wcale nie po to, eby wydoby zeznania lub wymierzy kar! Mam ci powiedzie, dlaczego si tu znalaze? Bo chcemy ci wyleczy! Sprawi, by odzyska zmysy! Czy ty nie rozumiesz, Winston, e nikt nie opuszcza tych murw nie uleczony? Nie obchodz nas te gupie zbrodnie, ktre popenie. Partii nie obchodz czyny; nas interesuje myl. My nie niszczymy naszych wrogw; my ich zmieniamy. Rozumiesz, o czym mwi?
        Pochyli si nisko nad Winstonem. Z bliska jego twarz wydawaa si ogromna, a widziana od dou wrcz potworna. Bi z niej jaki szaleczy entuzjazm, jaka pasja.
        Winstonowi serce podeszo do garda. Gdyby mg, najchtniej zapadby si pod ziemi. By przekonany, e O'Brien ze zoci nastawi przecznik na najwiksz moc. Lecz O'Brien nagle odsun si od ka. Przeszed si kilka krokw, po czym znw podj wtek, ale mwi | teraz znacznie mniej gwatownie:
        - Pierwsze, co musisz zrozumie, to e tutaj nie ma mczennikw. Czytae o przeladowaniach religijnych w przeszoci. W redniowieczu bya inkwizycja. Poniosa klsk. Miaa wypleni herezj, a przyczynia si do jej rozprzestrzenienia. Na miejscu kadego heretyka spalonego na stosie pojawiay si tysice nowych. Dlaczego? Poniewa inkwizycja zabijaa swoich wrogw publicznie i zabijaa ich, cho nie okazywali skruchy; w rzeczy samej, zabijaa ich wanie za to, e byli nie skruszeni. Ludzie umierali dlatego, e nie chcieli wyrzec si swoich przekona. Oczywicie, e caa gloria spywaa na ofiary, a inkwizytorzy okrywali si hab. Pniej, w dwudziestym wieku, pojawili si zwolennicy totalitaryzmu: hitlerowcy w Niemczech i komunici w Rosji. Rosjanie tpili herezj znacznie okrutniej ni inkwizycja. Wydawao im si, e nauczyli si czego od przeszoci; w kadym razie wiedzieli, e nie naley przysparza mczennikw. Zanim wystawiali swoje ofiary na pokaz .podczas publicznych procesw, najpierw wiadomie niszczyli ich godno. Poprzez tortury i izolacj przemieniali tych ludzi w obrzydliwe, kulce si ze strachu wraki, gotowe zezna wszystko, co im kazano, ly si, oskara wzajemnie i skamle o lito. A jednak po kilku latach historia si powtrzya. Zgadzonych uznano za mczennikw, a o ich upodleniu zapomniano. Dlaczego tak si stao? Przede wszystkim dlatego, e ich zeznania byy wyranie wymuszone, nieprawdziwe. My nie popenimy tego rodzaju bdw. Wszystkie skadane nam zeznania s prawdziwe. Sprawiamy, e staj si prawdziwe. A co najwaniejsze, nie pozwalamy, aby zgadzeni powstali przeciwko nam. Nie wyobraaj sobie, Winston, e potomno ci zrehabilituje. Potomno nigdy si o tobie nie dowie. Usuniemy ci ze strumienia historii. Poddamy ewaporacji; ulecisz w strato-sfer jako para. Nic po tobie nie zostanie: ani nazwisko w ksigach metrykalnych, ani wspomnienie w czyjej pamici. Nie bdziesz istnia w przeszoci, tak samo jak w przyszoci. To, e nigdy nie istniae, stanie si faktem.
        Po co wic zadawa sobie trud, eby mnie torturowa? - pomyla z gorycz Winston. O'Brien zatrzyma si w p kroku, zupenie jakby go usysza. Jego wielka, brzydka twarz znw si przybliya, oczy zwziy w szparki.
        - Zastanawiasz si - rzek - po co tracimy czas na przesuchania, skoro i tak zamierzamy zetrze ci z powierzchni ziemi, a wic cokolwiek powiesz lub uczynisz, nie ma najmniejszego znaczenia. O tym mylae, prawda?
        - Tak - potwierdzi Winston. O'Brien umiechn si nieznacznie.
        - Jeste skaz na obowizujcym modelu, Winston. Plam, ktr naley wywabi. Czy nie mwiem ci przed sekund, e si rnimy od dawnych przeladowcw? Nie zadowala nas ani wymuszony posuch, ani nawet najbardziej pokorna ulego. Kiedy wreszcie pokajasz si przed nami, zrobisz to cakiem dobrowolnie. Nie zabijamy heretykw dlatego, e nam si opieraj; dopki nam si kto opiera, nie ginie. My go musimy nawrci, opanowa jego umys, zrobi z niego nowego czowieka. Wypalamy z jego mzgu wszelkie zo i uud; przecigamy go na nasz stron, nie pozornie, lecz z dusz i ciaem. Zanim go zabijemy, staje si jednym z nas. Partia nigdy nie pogodzi si z myl, e gdzie na wiecie egzystuje wroga myl, choby najbardziej skryta i bezsilna. Nawet w chwili mierci nie moemy tolerowa odstpstwa. W dawnych czasach heretyk prowadzony na stos wci by heretykiem i triumfalnie gosi swoj herezj. Rwnie ofiary rosyjskich czystek, idc korytarzem na rozstrzelanie, nadal mogy ywi myl o buncie, ukryt gboko pod czaszk. Ale my sprawiamy, e zanim kula roztrzaska mzg skazaca, staje si on doskonay. Przykazanie dawnych despotw gosio: Nie bdziesz sucha innego. W totalitaryzmie przeksztacio si w: Bdziesz sucha nas. Nasze przykazanie brzmi: Suchasz nas. Nikt, kto tu trafia, wicej si przeciw nam nie buntuje. Wszyscy zostaj oczyszczeni. Nawet ci trzej nieszczni zdrajcy, w ktrych niewinno niegdy wierzye, Jones, Aaronson i Rutherford, dali si zama. Osobicie uczestniczyem w przesuchaniach. Byem wiadkiem, jak stopniowo si zaamuj, jak si paszcz, skowycz, kaj, na kocu wcale ju nie z blu czy ze strachu, lecz w poczuciu skruchy. Kiedy z nimi skoczylimy, przypominali wydrone skorupy. Nie zostao w nich nic oprcz alu za popenione zbrodnie i mioci do Wielkiego Brata. Kochali go tak bardzo, e byo to wrcz wzruszajce. Bagali, eby zastrzeli ich jak najprdzej, poniewa chc zgin nie splamieni z myl.
        Gos O'Briena sta si niemal marzycielski. Na jego twarzy wci maloway si uniesienie i obkaczy entuzjazm. Nie udaje, pomyla Winston, nie jest hipokryt, wierzy we wszystko, co mwi. Najbardziej przygnbiaa Winstona wiadomo wasnej intelektualnej niszoci. Wpatrywa si w masywn, a jednak pen gracji sylwetk, ktra to pojawiaa mu si przed oczami, to znw odchodzia. O'Brien by czowiekiem przerastajcym go pod kadym wzgldem. Kad myl, ktra kiedykolwiek przysza lub moga przyj Winstonowi do gowy, O'Brien ju dawno przeanalizowa i odrzuci. Jego umys mieci w sobie umys Winstona. Ale czy w takim razie O'Brien mg by szalony? Nie - to on, Winston, musia straci rozum. O'Brien zatrzyma si i spojrza na niego, ponownie przybierajc surowy wyraz twarzy.
        - Nie wyobraaj sobie, Winston, e zdoasz si uratowa, choby, nie wiem jak, ukorzy si przed nami. Nie darujemy nikomu, kto zbdzi. Nawet gdybymy pozwolili ci y, dopki nie umrzesz mierci naturaln, i tak by si nam nie wymkn. To, co ci si tu przydarzy, zmieni ci na zawsze. Uwiadom to sobie wreszcie, zgnieciemy ci tak, e nigdy si nie podwigniesz. Z tego, czego doznasz, nie otrzniesz si, nawet gdyby y tysic lat. Nigdy wicej nie zaznasz adnych ludzkich uczu. Wszystko w tobie obumrze. Nigdy nie bdziesz zdolny odczuwa mioci, przyjani, radoci ycia; zapomnisz, co to miech, ciekawo, odwaga, prawo. Bdziesz pusty w rodku. Wyciniemy z ciebie wszystko, po czym napenimy ci sami.
        Umilk i da znak czowiekowi w kitlu. Winston sysza, e ten przysuwa mu do gowy jakie cikie urzdzenie. O'Brien usiad przy ku; jego twarz znajdowaa si prawie na tym samym poziomie co Winstona.
        - Trzy tysice - poleci, zwracajc si do asystenta nad gow lecego.
        Dwie niewielkie poduszeczki, lekko wilgotne w dotyku, przywary do skroni Winstona. Zadra. Czeka go bl; nowy, nieznany. O'Brien uspokajajcym, niemal dobrotliwym gestem pooy rk na doni winia.
        - Tym razem nie bdzie bolao. Patrz mi w oczy.
        W tej samej chwili nastpia przeraliwa eksplozja, a przynajmniej Winstonowi zdawao si, e syszy jej huk, cho moe brzmia tylko w jego gowie. Na pewno jednak ujrza olepiajcy blask. Nic mu si nie stao, ale czu si tak, jakby sia wybuchu cisna go na ziemi. Chocia cay czas lea na plecach, mia wraenie, e dopiero za spraw wybuchu znalaz si w tej pozycji. Straszliwe, bezbolesne uderzenie rozcigno go na pask. Zarazem co dziwnego wydarzyo si z jego umysem. Kiedy odzyska wzrok, przypomnia sobie, kim jest i gdzie si znajduje, rozpozna twarz wpatrzonego w niego czowieka; lecz gdzie w jego gowie powstaa nagle prnia, jakby wycito mu kawaek mzgu.
        - Zaraz wrcisz do siebie - rzek O'Brien. - Spjrz na mnie.  Powiedz,  z  jakim pastwem  Oceania  prowadzi wojn?
        Winston zaduma si. Wiedzia, co to Oceania, i wiedzia, e jest jej obywatelem. Zna te nazwy Eurazja i Wschdazja, ale zupenie si nie orientowa, kto z kim wojuje. Prawd mwic, w ogle nie kojarzy, e trwa jaka wojna. - Nie pamitam.
        - Oceania prowadzi wojn ze Wschdazja. Przypominasz sobie?
        - Tak.
        - Oceania zawsze walczya ze Wschdazja. Od twojego urodzenia, od powstania Partii, od pocztku historii wojna trwa nieprzerwanie, cay czas ta sama. Teraz pamitasz?
        - Przed jedenastu laty wymylie sobie bajeczk o trzech ludziach skazanych na mier za zdrad. Wmwie sobie, e widziae strzp papieru wiadczcy o ich niewinnoci. Nic takiego nigdy nie istniao. Po prostu ca histori wyssae z palca, a potem w ni uwierzye. Czy teraz pamitasz, e to si tak wanie zaczo?
        - Tak.
        - Przed chwil pokazaem ci uniesion do. Widziae pi palcw. Pamitasz?
        - Tak.
        O'Brien podnis lew do, jak uprzednio chowajc kciuk.
        - Pokazuj ci pi palcw. Widzisz pi palcw?
        - Tak.
        I naprawd je widzia przez uamek sekundy, dopki co w jego mzgu si nagle nie przestawio. Zupenie wyranie widzia pi palcw. Po chwili wszystko wrcio do normy; powrciy te strach, nienawi i dezorientacja. Ale przez pewien czas - nie mia pewnoci, jak dugo to trwao, moe nie wicej ni trzydzieci sekund - widzia wszystko z wyjtkow jasnoci; kada kolejna sugestia O'Briena wypeniaa sob may segment pustki, stajc si niepodwaaln prawd, a dwa plus dwa mogo si naprawd rwna trzy lub pi, jeli zachodzia potrzeba. Wraenie to rozwiao si, jeszcze zanim O'Brien opuci rk; Winston zapamita ten swj krtkotrway stan tak samo, jak pamita si istotne przeycia sprzed wielu lat, kiedy waciwie byo si zupenie innym czowiekiem. Nie potrafiby jednak ponownie si w ten stan wprowadzi.
        - Teraz przynajmniej wiesz - rzek O'Brien - e to moliwe.
        - Tak - przyzna Winston.
        O'Brien, wyranie zadowolony, podnis si z miejsca. Winston ujrza, jak mczyzna, w biaym kitlu na lewo od niego amie ampuk i napenia strzykawk. O'Brien z umiechem znw zwrci si do Winstona. Poprawi okulary na nosie niemal takim samym gestem, jak to czyni niegdy.
        - Czy pamitasz - zacz - jak napisae w pamitniku, e wszystko jedno, czy jestem przyjacielem, czy wrogiem, bo przynajmniej jestem kim, kto ci rozumie i z kim mgby porozmawia? Miae racj. Lubi z tob gawdzi. Pociga mnie twj umys. Jest podobny do mojego, z t rnic, e ty jeste szalony. Zanim zakoczymy sesj, moesz mi zada kilka pyta, jeli masz ochot.
        - Mog pyta o wszystko?
        - Tak. - Widzc, e Winston wpatruje si w przecznik, doda: - Urzdzenie jest wyczone. Co chcesz wiedzie?
        - Co zrobilicie z Juli? O'Brien si umiechn.
        - Zdradzia ci, Winston. Od razu i bez wahania. Rzadko zdarza mi si widzie, by kto tak szybko przeszed na nasz stron. Gdyby j teraz ujrza, prawie by jej nie pozna. Skonno do buntu, oszustw, ryzyka, umiowanie spronoci - wszystko zostao w niej wypalone do cna. Idealne nawrcenie, wrcz klasyczny przypadek.
        - Torturowalicie j?
        O'Brien nie udzieli mu odpowiedzi.
        - Nastpne pytanie - rzek.
        - Czy Wielki Brat istnieje?
        - Oczywicie, e istnieje. Partia istnieje, a Wielki Brat to ucielenienie Partii.
        - Czy istnieje w ten sam sposb co ja?
        - Ty nie istniejesz.
        Winstona znw ogarno poczucie bezsilnoci. Wiedzia, a przynajmniej wyobraa sobie, jakimi argumentami mona si posuy chcc udowodni, e nie istnieje - ale to przecie oczywista bzdura, onglowanie sowami. Czy stwierdzenie Ty nie istniejesz nie jest logicznym absurdem? Lecz spieranie si nic by nie dao. Jego umys a wzdrygn si na myl o niezbitych, szalonych argumentach, ktre O'Brien zaczby przytacza, aby pokona rozmwc.
        - Myl, e istniej - powiedzia ze znueniem. - Jestem wiadom swojej egzystencji. Urodziem si i umr. Mam rce i nogi. Zajmuj okrelone miejsce w przestrzeni. Tej samej przestrzeni nie moe rwnoczenie zajmowa aden inny konkretny przedmiot. Czy Wielki Brat istnieje podobnie?
        - To nie ma znaczenia. Wielki Brat istnieje.
        - Czy Wielki Brat kiedy umrze?
        - Skde znowu! To niemoliwe. Nastpne pytanie.
        - Czy istnieje Braterstwo?
        - Tego, Winston, nie dowiesz si nigdy. Nawet jeli po zakoczeniu twojej reedukacji postanowimy ci zwolni i doyjesz spokojnie dziewidziesitki, nigdy nie poznasz prawdy. Jak dugo bdziesz y, istnienie Braterstwa pozostanie dla ciebie nie rozwizan zagadk.
        Winston lea w milczeniu. Oddech mia przyspieszony. Wci nie zada pytania, ktre pierwsze przyszo mu do gowy. Musia je postawi, lecz jzyk jakby odmawia mu posuszestwa. Na twarzy O'Briena malowao si lekkie rozbawienie. Nawet jego okulary zdaway si poyskiwa ironicznie. Wie, pomyla nagle Winston, o co chc zapyta! I niemal natychmiast wyrzuci z siebie powstrzymywane sowa:
        - Co jest w pokoju sto jeden?
        Wyraz twarzy O'Briena nie zmieni si. Czonek Wewntrznej Partii z nie skrywan przyjemnoci wygosi nastpujc odpowied:
        - Sam wiesz najlepiej, Winston, co jest w pokoju sto jeden. Wszyscy wiedz, co si tam znajduje.
        Da rk znak czowiekowi w biaym kitlu. Najwidoczniej sesja dobiega koca. Winston poczu ukucie igy i z miejsca zapad w gboki sen.
        
        
      3
        
        
        Twoja reedukacja skada si z trzech etapw - owiadczy O'Brien. - Pierwszy to nauka; drugi to zrozumienie; trzeci to akceptacja. Najwyszy czas przej do drugiego etapu.
        Winston jak zawsze lea pasko na wznak. Ostatnio jednak krpujce go pasy byy luniejsze. Wci przytwierdzay go do ka, lecz mg porusza nieco kolanami, przekrca gow oraz podnosi donie; rce przywizane mia dopiero nad okciami. Rwnie tarcza z podziak przestaa napawa go tak groz, jak na pocztku. Mg unikn blu, jeli postpowa inteligentnie; z reguy tylko wwczas, gdy gupio odpowiada na pytania, O'Brien przesuwa przecznik. Zdarzay si sesje, podczas ktrych nawet go nie dotyka. Winston nie pamita, ile sesji ma ju za sob. Cay proces cign si chyba bardzo dugo, moe wiele tygodni, a przerwy midzy sesjami trway czasami kilka dni, czasami zaledwie godzin lub dwie.
        - Lec tu - rzek O'Brien - czsto zastanawiae si i nawet pytae mnie o to, dlaczego Ministerstwo Mioci zadaje sobie tyle trudu, dlaczego powica ci tak wiele cennego czasu. Waciwie to samo pytanie gnbio ci, kiedy ye na wolnoci. Pojmowae mechanizmy dziaania naszego ustroju, ale nie rozumiae motyww, z ktrych wynikaj. Pamitasz chyba, e napisae w pamitniku Rozumiem jak; nie rozumiem dlaczego. To wanie zastanawiajc si dlaczego, zacze powtpiewa, czy jeste normalny. Przeczytae Ksig, Ksig Goldsteina, a przynajmniej jej fragmenty. Czy dowiedziae si z niej czego, o czym by sam nie wiedzia?
        - Wycie j czytali?
        - Napisaem j. To znaczy, uczestniczyem w jej pisaniu. Jak wiesz, kad ksik przygotowuje zesp.
        - A czy nakrelony w niej obraz jest prawdziwy?
        - Jeli chodzi o sam opis, tak. Ale program, ktry przedstawia, to nonsens. Potajemne gromadzenie wiedzy, stopniowe owiecanie ludzi, a wreszcie bunt proletariatu i obalenie Partii. Sam przewidziae, e wanie taka bdzie jej konkluzja. Czysta bzdura. Proletariat nigdy si nie zbuntuje ani za tysic, ani za milion lat. Nie ma jak. Nie musz ci tumaczy dlaczego; sam dobrze wiesz. Jeli miae kiedykolwiek nadziej na burzliwy przewrt, musisz j porzuci. Obalenie Partii nie jest moliwe. Jej rzdy bd trway wiecznie. Musisz to przyj jako pierwszy aksjomat.
        Przysun si bliej ka.
        - Wiecznie - powtrzy. - A teraz powrmy do kwestii jak i dlaczego. Zdajesz sobie dostatecznie jasno spraw z tego, jak Partia utrzymuje si przy wadzy. Powiedz mi wic, dlaczego tak nam na wadzy zaley? Jakie s nasze pobudki? Po co nam wadza?
        Widzc, e Winston milczy, doda:
        - No, mw!
        Mimo to upyno par chwil, zanim Winston wreszcie si odezwa. Ogarno go gbokie znuenie. Z twarzy O'Briena znw bi maniakalny entuzjazm. Winston z gry wiedzia, co tamten mu powie. e Partia nie pragnie wadzy dla wasnych celw, lecz dla dobra ogu. e signa po wadz tylko dlatego, i wikszo ludzi to sabe, tchrzliwe jednostki, ktre nie potrafi radzi sobie z wolnoci i z prawd, a zatem musz by rzdzone i systematycznie oszukiwane przez innych, znacznie od nich silniejszych. e naley wybiera midzy wolnoci i szczciem, a dla szerokich mas szczcie jest spraw waniejsz. e Partia to odwieczny opiekun sabych, sekta z samozaparciem czynica zo dla dobra ogu, powicajca wasne szczcie dla korzyci innych. Ale najbardziej przeraaa Winstona wiadomo, i O'Brien wierzy w te brednie. T wiar mia wypisan na twarzy. A przecie wiedzia wszystko. Orientowa si tysic razy lepiej od niego, Winstona, jak naprawd wyglda wiat, w jakim ponieniu yje niemal caa ludzko i do jakich kamstw oraz jakiego barbarzystwa ucieka si Partia, aby nie pozwoli si podwign rzdzonym. Wszystko pozna, wszystko zway, ale prawda nie miaa dla niego znaczenia: cel ostateczny uwica wszelkie rodki. Jak mona radzi sobie z szalecem - pomyla Winston - ktry jest inteligentniejszy od ciebie, wysuchuje wszystkich twoich argumentw, po czym dalej upiera si przy swoich bdnych racjach?
        - Rzdzicie nami dla naszego wasnego dobra - zacz bez przekonania. - Uwaacie, e ludzie nie potrafi rzdzi si sami, wic...
        Podskoczy i o mao nie krzykn. Bl przenikn jego ciao. O'Brien nastawi przecznik na trzydzieci pi.
        - Co za gupoty wygadujesz, Winston! - zawoa. - Wstyd! Sta ci na co mdrzejszego. Cofn przecznik i mwi dalej:
        - Sam udziel ci odpowiedzi na moje pytanie. Partia pragnie wadzy wycznie dla samej wadzy. Nie obchodzi nas dobro ludzkoci; obchodzi nas wycznie wadza. Nie bogactwa, luksusy, dugie ycie lub szczcie, a tylko wadza, czysta wadza. Zaraz ci wyjani, co oznacza czysta wadza. Ot rnimy si od wszystkich oligarchii przeszoci, poniewa dziaamy cakowicie wiadomie. Wszyscy nasi poprzednicy, nawet ci najbardziej do nas podobni, byli tchrzami i hipokrytami. Hitlerowcy w Niemczech i komunici w Rosji stosowali metody zblione do naszych, ale nigdy nie mieli do odwagi, aby otwarcie przyzna si do pobudek, ktre nimi kieruj. Udawali, a moe nawet w to wierzyli, e signli po wadz wbrew sobie i bd j dziery tylko przez krtki czas - e tu za nastpnym zakrtem czeka raj, w ktrym wszyscy stan si wolni i rwni. My jestemy inni. Wiemy, e nikt nie siga po wadz z zamiarem jej oddania. Wadza to nie rodek do celu; wadza to cel. Nie wprowadza si dyktatury po to, by chroni rewolucj; wznieca si rewolucj w celu narzucenia dyktatury. Celem przeladowa s przeladowania. Celem tortur s tortury. Celem wadzy jest wadza. Czy wreszcie zaczynasz rozumie?
        Winstona, nie po raz pierwszy, uderzyo zmczenie widoczne na twarzy O'Briena. Bya to twarz silna, misista, brutalna; biy z niej inteligencja i jakby hamowany, obezwadniajcy fanatyzm, ale take zmczenie. Od razu dostrzegao si wory pod oczami i bruzdy na policzkach. O'Brien pochyli si nad Winstonem, specjalnie przybliajc swoj znuon twarz do jego.
        - Mylisz o tym, jak star i zniszczon mam twarz - powiedzia. - Mylisz o tym, e mwi o wadzy, a nie umiem nawet powstrzyma rozpadu wasnego ciaa. Czy nie rozumiesz, Winston, e czowiek to tylko pojedyncza komrka? Zmczenie komrek wiadczy o ywotnoci caego organizmu. Czy umiera si od obcinania paznokci?
        Odsun si od ka i z rk w kieszeni zacz spacerowa tam i z powrotem.
        - Jestemy kapanami wadzy - rzek. - Bg to wadza. Ale dla ciebie wadza jest tylko pustym sowem. Czas, eby cho w czci zda sobie spraw, co ono znaczy. Po pierwsze musisz zrozumie, e wadza naley do zbiorowoci. Jednostka posiada wadz tylko wtedy, gdy przestaje by jednostk. Znasz haso Partii: Wolno to Niewola. Czy przyszo ci kiedy do gowy, e mona je odwrci? Niewola to Wolno. Pojedynczy czowiek, co z tego, e wolny, zawsze ponosi klsk. Tak by musi, bo przecie kady w kocu umiera, a mier jest najwiksz klsk. Ale jeli czowiek potrafi cakowicie i bezwzgldnie podporzdkowa si Partii, do tego stopnia, e rezygnuje ze swojej tosamoci, wwczas zlewa si z Parti, s t a j e si Parti, a wtedy jest wszechmocny i niemiertelny. Druga rzecz, ktr musisz zrozumie, to e wadza oznacza wadz nad ludmi. Nad ich ciaami, lecz co waniejsze, take nad umysami. Wadza nad materi, czy jak by to okreli, rzeczywistoci zewntrzn, nie odgrywa tak istotnej roli. Nasza wadza nad ni jest obecnie absolutna.
        Na moment Winston zapomnia o tarczy. Szarpn si gwatownie, chcc usi na ku, ale jedyny skutek by taki, e pasy werny mu si gbiej w ciao.
        - Jak moecie wada materi?! - zawoa. - Nie panujecie chociaby nad klimatem czy si cikoci. A przecie s choroby, bl, mier...
        O'Brien uciszy go ruchem rki.
        - Rzdzimy materi, bo rzdzimy umysami. Rzeczywisto mieci si w mzgu. Stopniowo wszystkiego si nauczysz, Winston. Nie ma nic, czego bymy nie potrafili dokona. Niewidzialno, lewitacja, to dla nas nic trudnego. Gdybym chcia, mgbym unie si w gr niczym baka mydlana. Nie chc, gdy nie chce tego Partia. Musisz pozby si tych dziewitnastowiecznych przesdw o prawach przyrody. To my ustanawiamy prawa przyrody!
        - Nic podobnego! Przecie nie jestecie nawet panami tej planety! Co z Eurazj i Wschdazj? Jeszcze nie udao wam si pokona adnego z tych mocarstw!
        - To nieistotne. Kiedy uznamy za stosowne, podbijemy oba. A jeli nie, co z tego? Zawsze moemy wykreli je z naszej rzeczywistoci. Wtedy caym wiatem bdzie Oceania.
        - A czy nasz wiat nie jest tylko drobin pyu, a czowiek malek, bezsiln istot? I pojawi si nie tak dawno temu. Ziemia przez miliony lat bya nie zamieszkana.
        - Bzdura. Ziemia istnieje tak dugo jak my, ani chwili duej. Jak moe by inaczej? Wszystko istnieje wycznie dziki naszej wiadomoci.
        - Przecie peno jest skamieniaych koci wymarych gatunkw: mamutw, mastodontw, ogromnych gadw, ktre zamieszkiway Ziemi na wiele lat przed pojawieniem si czowieka.
        - A widziae, Winston, te skamieniae koci? Oczywicie, nie widziae. To wymys dziewitnastowiecznych biologw. Przed czowiekiem nie byo nic. Po nim, gdyby nagle mia nastpi kres ludzkoci, te nic nie bdzie. Bez czowieka nic nie ma.
        - Przecie cay wszechwiat istnieje bez czowieka! Choby gwiazdy! Niektre s odlege o milion lat wietlnych! Na zawsze zostan poza naszym zasigiem.
        - Co znaczy te kilka gwiazd? - spyta obojtnie O'Brien. - To drobiny ognia oddalone o kilka kilometrw. Gdybymy chcieli, moglibymy do nich dolecie. Albo je zakry. Ziemia jest rodkiem wszechwiata. Soce i gwiazdy obracaj si dookoa niej.
        Winston znw szarpn si konwulsyjnie, ale tym razem nic nie powiedzia. O'Brien kontynuowa tak, jakby zbija jego kolejne argumenty:
        - S oczywicie sytuacje, kiedy twierdzenie to nie musi by prawdziwe. Do celw nawigacji morskiej lub kiedy przewidujemy zamienia, czsto wygodniej nam przyj robocz hipotez, e to Ziemia obraca si wok soca, a gwiazdy s odlege o wiele milionw kilometrw. Ale co z tego? Czy mylisz, e stworzenie podwjnego systemu astronomii przekracza nasze moliwoci? Gwiazdy mog by bliskie lub dalekie, zalenie od naszych potrzeb. Mylisz, e nasi uczeni nie potrafi sobie z tym radzi? Zapomniae o dwj myleniu?
        Winston opad na ko. Cokolwiek wymyli, szybka riposta miadya jego argumenty. A przecie wiedzia, wiedzia, e si nie myli. Musia istnie jaki sposb udowodnienia faszywoci pogldu, i nic nie istnieje poza ludzkim umysem! Czy ju dawno temu nie dowiedziono, e opiera si na bdnym rozumowaniu? Nawet by na to odpowiedni termin, cho teraz go nie pamita. Kciki ust O'Briena drgny; umiechn si nieznacznie, spogldajc w d na Winstona.
        - Mwiem ci ju, Winston, e metafizyka nie jest twoj najmocniejsz stron. Sowo, ktrego szukasz, to solipsyzm. Mylisz si jednak. Nasze podejcie nie jest solipsyzmem. Mona je nazwa ewentualnie solipsyzmem zbiorowym. A to ju zupenie co innego; wrcz przeciwiestwo solipsyzmu. To zreszt tylko dygresja - doda zmieniajc ton. - Prawdziwa wadza, wadza, o ktr musimy walczy w dzie i w nocy, to wadza nad ludmi.
        Urwa, po czym na moment znw przeobrazi si w nauczyciela przepytujcego zdolnego ucznia:
        - Powiedz, Winston, w jaki sposb czowiek utwierdza swoj wadz nad drugim czowiekiem? Winston zastanowi si chwil.
        - Kac mu cierpie.
        - Doskonale. Kac mu cierpie. Posuszestwo nie wystarczy. Bo dopki kto nie cierpi, czy mona mie pewno, e jest posuszny twojej woli, a nie wasnej? Wadza polega na ponianiu i zadawaniu blu. Wadza oznacza rozrywanie umysw na strzpy i skadanie ich ponownie wedug obranego przez siebie modelu. Czy powoli wyania ci si wreszcie obraz tworzonego przez nas wiata? Jest dokadnym przeciwiestwem idiotycznych, hedonistycznych utopii, jakie wymylali dawni reformatorzy. wiat strachu, zdrady i cierpienia, wiat depczcych i deptanych, wiat, ktry w miar rozwoju staje si nie mniej, lecz bardziej okrutny. Postp w naszym wiecie oznacza postp blu. Dawne cywilizacje twierdziy, e opieraj si na mioci lub sprawiedliwoci. Nasza zbudowana jest na nienawici. Wkrtce wyeliminujemy wszystkie uczucia oprcz strachu, wciekoci, triumfu i samo-upodlenia. Zniszczymy je; zniszczymy wszystkie! Ju teraz trzebimy nawyki mylowe, ktre przetrway sprzed Rewolucji. Przecilimy wi czc rodzicw z dziemi, czowieka z czowiekiem, mczyzn z kobiet. Nikt nie ma ju odwagi ufa onie, dziecku lub przyjacielowi. W przyszoci jednak w ogle nie bdzie on i przyjaci. Dzieci zaraz po porodzie bdzie si odbiera matkom, podobnie jak kurom zabiera, si jajka. Wyplenimy popd seksualny. Podzenie potomstwa stanie si doroczn formalnoci, tak sam jak przeduanie kart zaopatrzeniowych. Zlikwidujemy orgazm. Nasi neurolodzy ju nad tym pracuj. Nikt nie bdzie odczuwa lojalnoci wobec nikogo i niczego oprcz Partii. Nie bdzie kocha nikogo oprcz Wielkiego Brata. Nie bdzie si mia, chyba e radujc si z triumfu nad wrogiem. Zniesiemy sztuk, literatur, nauk. Kiedy staniemy si wszechwiedzcy, nauka na nic si nam nie zda. Zatrzemy rnic midzy brzydot a piknem. Zniknie ciekawo, zniknie rado ycia. Zniknie caa gama przyjemnoci. Ale zawsze, Winston, zapamitaj to sobie, zawsze istnie bdzie upajajca wadza, coraz potniejsza i coraz bardziej wyrafinowana. I zawsze, w kadej sekundzie da si odczu rozkoszny dreszcz zwycistwa, jaki budzi deptanie pokonanego wroga. Jeli chcesz wiedzie, jaka bdzie przyszo, wyobra sobie but depczcy ludzk twarz, wiecznie!
        Zamilk spodziewajc si, e Winston co odpowie. Winston jednak, zupenie przybity, lea nieruchomo. Serce w nim struchlao; nie potrafi wydusi z siebie sowa. O'Brien mwi wic dalej:
        - Pamitaj, e tak bdzie ju zawsze. Nie zabraknie twarzy, ktre mona depta. Zawsze znajd si heretycy i wrogowie pastwa, abymy mogli pokonywa ich i ponia bez koca. Przetrwa wszystko, czego doznae, odkd znalaze si w naszych rkach, i to zwielokrotnione. Inwigilacja, donosicielstwo, aresztowania, tortury, egzekucje i zniknicia nigdy si nie skocz. wiat przyszoci okae si w rwnej mierze wiatem terroru co triumfu. Im potniejsza bdzie Partia, tym mniej tolerancyjna; im sabsza opozycja, tym silniejszy despotyzm. Goldstein i jego herezje bd y wiecznie. Codziennie, co chwila pokonywany, dyskredytowany, omieszany, lony, jednak zdoa przetrwa. Ta gra, ktr prowadz z tob od siedmiu lat, zacznie si powtarza z pokolenia na pokolenie, z tym, e nasze metody stan si subtelniejsze. I zawsze heretyk trafi tutaj; zdany na nasz ask, wrzeszczcy, zamany wrak czowieka, w kocu bdzie z wasnej, nieprzymuszonej woli czoga si u naszych stp, cakowicie skruszony i uratowany od samego siebie. Taki wanie wiat szykujemy, Winston. wiat, w ktrym zwycistwo goni zwycistwo, a po triumfie nastpuje triumf; cige, ustawiczne naciskanie na nerw wadzy. Widz, e powoli zaczynasz to wszystko ogarnia. Wkrtce nie tylko zrozumiesz ten nasz wiat, ale zaakceptujesz go, powitasz, staniesz si jego czci.
        Winston na tyle doszed do siebie, e mg si odezwa.
        - Nie uda wam si! - zaprotestowa sabym gosem.
        - Co przez to rozumiesz, Winston?
        - Nie uda wam si stworzy takiego wiata, jak opisalicie. To mrzonka. To nierealne.
        - Dlaczego?
        - Nie mona oprze cywilizacji na strachu, nienawici i okruciestwie. Upadnie natychmiast.
        - Dlaczego?
        - Zabraknie jej witalnoci. Rozpadnie si. To czyste samobjstwo.
        - Bzdura. Wydaje ci si, e nienawi jest bardziej wyczerpujca od mioci. Niby dlaczego? A jeli nawet, c to zmienia? Zamy, e gotowi jestemy spala si szybciej. e przyspieszymy tempo ludzkiego ycia tak, e czowiek w wieku lat trzydziestu bdzie zgrzybiaym starcem. I co z tego? Czy nie rozumiesz, e mier jednostki nie jest mierci? Partia jest niemiertelna.
        Winston znowu poczu si bezsilny; gos O'Briena jak taran kruszy wszystkie jego racje. Co wicej, ba si, e jeli dalej bdzie si sprzeciwia, O'Brien przesunie przecznik. A jednak nie mg milcze. Wizja nakrelona przez O'Briena zdja go tak groz, e musia zaprotestowa, nawet jeli nie mia ju adnych argumentw.
        - Nie wiem... I nie obchodzi mnie jak. Ale na pewno wam si nie uda. Co was pokona. ycie was pokona.
        - To my, Winston, kontrolujemy ycie, kady jego wycinek. Wydaje ci si, e istnieje co takiego jak natura ludzka, ktra oburzona tym, co robimy, zwrci si przeciwko nam. Ale pamitaj, e to my ksztatujemy ludzk natur. Czowiek jest nieskoczenie podatny na formowanie. A moe powrcie do swojej starej tezy, e proletariusze lub niewolnicy powstan i nas obal? Daj sobie spokj. S bezradni, jak zwierzta. Ludzko to Partia. Ci poza ni s bez znaczenia.
        - Nic mnie to nie obchodzi. W kocu was pokonaj. Prdzej czy pniej przejrz na oczy, a wtedy rozszarpi was na strzpy.
        - Czy cokolwiek przemawia za tym, e tak si stanie? Masz jakie dowody, e na to si zanosi?
        - Nie. Po prostu w to wierz. Wiem, e poniesiecie klsk. Istnieje we wszechwiecie... sam nie wiem, jaki duch, jaka sia... ktrej nigdy nie uda wam si zwyciy.
        - Czy wierzysz w Boga, Winston?
        - Nie.
        - Wic co to za sia nas pokona?
        - Nie wiem. Duch ludzki.
        - Czy uwaasz si za czowieka, Winston?
        - Tak.
        - Jeli jeste czowiekiem, Winston, to ostatnim. Twj gatunek wymiera, a za spadkobiercw ma nas. Czy nie pojmujesz, e zostae sam jak palec? Wypade ju poza nawias historii; nie istniejesz. - Zachowanie O'Briena zmienio si; szorstkim tonem zapyta: - Czy uwaasz si za lepszego od nas, dlatego e kamiemy i umiemy by okrutni?
        - Tak. Jestem lepszy od was.
        O'Brien nic nie powiedzia. W pomieszczeniu rozlegy si dwa inne gosy. Po chwili Winston zorientowa si, e jeden naley do niego. Byo to nagranie rozmowy, ktr odby z O'Brienem w dniu, kiedy wstpi do Braterstwa. Sysza siebie, jak obiecuje kama, kra, faszowa, mordowa, zachca do narkomanii i prostytucji, rozpowszechnia choroby weneryczne, obla kwasem siarkowym twarz dziecka. O'Brien machn niecierpliwie rk, jakby uwaa, e szkoda czasu na dalsze wykazywanie Winstonowi jego dwulicowoci. Nacisn klawisz i gosy umilky.
        - Wsta - poleci.
        Pasy si rozpiy. Winston spuci nogi na ziemi i wyprostowa si niepewnie.
        - Jeste ostatnim czowiekiem - rzek O'Brien. - Stranikiem ducha ludzkoci. Ujrzysz si takim, jaki jeste naprawd. Rozbierz si do naga.
        Winston rozsupa sznurek, ktry przytrzymywa jego kombinezon. Zamek byskawiczny dawno ju wyrwano. Nie pamita, czy od chwili aresztowania cho raz zdejmowa ubranie. Pod kombinezonem jego ciao spowijay brudne, poke szmaty, w ktrych z trudem rozpozna resztki bielizny. Zsunwszy je na ziemi, ujrza na kocu pomieszczenia trjskrzydowe lustro. Zacz i w jego stron; nagle zatrzyma si w p kroku i mimo woli krzykn.
        - Dalej - rozkaza O'Brien. - Sta midzy skrzydami. Wwczas zobaczysz si rwnie z boku.
        Winston zatrzyma si zdjty groz. Z lustra szed mu naprzeciw przygarbiony, szary kociotrup. Winstona przerazia nie tyle wiadomo, e widzi siebie, ile sam
        widok. Przysun si bliej. Z powodu zgitej sylwetki twarz wydawaa si wysunita do przodu; pospna twarz winia z guzowatym czoem przechodzcym w ysy czerep, z krzywym nosem i poobijanymi komi policzkowymi, nad ktrymi pony czujne, gniewne oczy. Policzki poznaczone bruzdami, usta zapade. Winston oczywicie nadal mg si rozpozna, lecz jego twarz zmienia si bardziej, ni on zmieni si wewntrznie. Zapisane na niej przeycia przerastay okropnoci wszystko, co faktycznie przeszed. Czciowo wyysia. Przez moment zdawao mu si rwnie, i osiwia, ale okazao si, e resztki wosw ma po prostu szare od nawarstwionego brudu, ktry pokrywa cae jego ciao poza domi i twarz. Gdzieniegdzie spod wartego brudu wyzieray czerwone blizny po ranach, a owrzodzenie powyej kostki stao si jedn wielk opuchlizn z uszczc si skr. Ale najbardziej przerazio Winstona oglne wycieczenie jego ciaa. Klatk piersiow mia chud jak szkielet; nogi tak cienkie, e kolana byy grubsze ni uda. Zrozumia, dlaczego O'Brien chcia, aby obejrza si z boku. Wygicie krgosupa wydawao si wprost nieprawdopodobne. Wychude ramiona tak mocno pochyliy si do przodu, e klatka piersiowa zapada si do wewntrz, a wiotka szyja niemal zgia wp pod ciarem gowy. Powiedziaby, e patrzy na ciao miertelnie chorego szedziesicioletniego starca.
        - Mylae, e moja twarz, twarz czonka Wewntrznej Partii, jest stara i zniszczona - rzek O'Brien. - Jak oceniasz wasn?
        Zapa Winstona za ramiona i obrci szybko do siebie.
        - Popatrz, jak wygldasz! - zawoa. - Spjrz na brud, ktrym obrose, ktry war ci si midzy palce u ng!
        Spjrz na ten ohydny, ropiejcy wrzd powyej kostki! Czy wiesz, e cuchniesz jak cap? Pewnie przestae to zauwaa. Patrz, jaki jeste chudy. Widzisz? Kciukiem i palcem wskazujcym mog obj twj biceps. Mgbym ci zama szyj niczym marchew. Czy wiesz, e odkd jeste w naszych rkach, schude dwadziecia pi kilo? Wosy wya ci garciami. Popatrz! - Chwyci go za wosy i wyszarpn mu kilka kosmykw. - Otwrz usta. Zostao ci dziewi, dziesi, jedenacie zbw. Ile miae przedtem? A te mizerne resztki wkrtce te ci wypadn. Spjrz! Zacisn dwa potne palce na jednym z ocalaych przednich zbw Winstona. Bl przeszy szczk winia. O'Brien wyrwa mu ruszajcy si zb wraz z korzeniem, po czym cisn go na drugi koniec celi.
        - Gnijesz, rozpadasz si! - rykn. - Wiesz, czym jeste? Worem gnoju. A teraz obr si i jeszcze raz popatrz w lustro. Widzisz t ohyd? To wanie ostatni czowiek. Tak wyglda ludzko, jeli ty j reprezentujesz. Moesz si ubra.
        Winston zacz si ubiera, powoli i niedonie. Do tej - pory jako nie zauway, e jest taki chudy i saby. W jego gowie koataa si jedna myl: musi tu by znacznie duej, ni sdzi. Po czym nagle, gdy owija si w ndzne achmany, zrobio mu si straszliwie al swojego wyniszczonego ciaa. Opad bezwolnie na stoek przy ku i wybuchn paczem. Mimo wiadomoci, jak okropnie, wrcz odraajco wyglda w ostrym, jaskrawym wietle - szlochajcy worek koci w cuchncej bielinie - nie mg pohamowa ez. O'Brien niemal dobrotliwym gestem dotkn jego ramienia.
        - Twoja mka kiedy si skoczy - rzek. - Jeli tylko zechcesz, przestaniesz cierpie. Wszystko zaley od ciebie.
        - To wy! To wy doprowadzilicie mnie do tego stanu! - zaszlocha Winston.
        - Nie, Winston, sam si doprowadzie. Sam wybrae t drog, kiedy postanowie sprzeciwi si Partii. Wszystkie nastpstwa wyniky z twojego pierwszego kroku. Nie spotkao ci nic, czego nie moge przewidzie.
        Na chwil przerwa, po czym oznajmi:
        - Pokonalimy ci, Winston. Zamalimy. Widzisz, jak wyglda twoje ciao. Twj umys jest w identycznym stanie. Nie sdz, aby zostao w tobie wiele dumy. Kopano ci, bito, lono; wrzeszczae z blu, tarzae si po ziemi we wasnej krwi i we wasnych wymiocinach. Skamlae o lito, zdradzie wszystkich i wszystko. Czy znasz cho jedno ponienie, ktre ci omino?
        Winston przesta szlocha, cho zy wci spyway mu po twarzy. Podnis wzrok na O'Briena.
        - Nie zdradziem Julii - powiedzia. O'Brien popatrzy na niego z namysem.
        - Tak. To prawda. Nie zdradzie Julii.
        Dziwaczny podziw dla O'Briena, podziw, ktrego nic nie mogo zniszczy, znw przepeni serce Winstona. Jaki to mdry czowiek, pomyla, jaki inteligentny! O'Brien zawsze rozumia wszystko, co si do niego mwio. Kto inny natychmiast odparby, e przecie zdradzi Juli. Bo czy nie zoy wyczerpujcych zezna podczas tortur? Poinformowa dokadnie ledczych o jej zwyczajach, charakterze, przeszoci; wyjawi w najdrobniejszych szczegach przebieg spotka i tre rozmw; opowiedzia o posikach przyrzdzanych z czarnorynkowych artykuw, o cudzostwie, o nie sprecyzowanych knowaniach przeciwko Partii - o wszystkim. A jednak, w tym sensie, w jakim rozumia to sowo, nie zdradzi
        Julii. Nie przesta jej kocha. Jego uczucia wobec niej pozostay takie same. O'Brien poj rzecz od razu, nic nie trzeba mu byo tumaczy.
        - Powiedzcie mi, kiedy mnie zastrzel? - spyta Winston.
        - Chyba bdziesz musia jeszcze dugo czeka - rzek O'Brien. - Twj przypadek nie jest prosty. Ale nie tra nadziei. Prdzej czy pniej kadego udaje si wyleczy. Na kocu zastrzelimy ci na pewno.
        
        
      4
        
        
        Czu si znacznie lepiej. Z dnia na dzie - o ile mona mwi o dniach, gdy nic nie dzieli ich od siebie - przybiera na wadze i powracay mu siy.
        Jaskrawe wiato nie gaso ani na chwil i wci rozlega si szum, lecz nowa cela bya troch wygodniejsza od poprzednich. Mia w niej stoek, a na pryczy z desek leay materac i poduszka. Zaprowadzono Winstona do ani, do czsto pozwalano mu si my w blaszanej miednicy. Nawet dostarczano ciep wod. Otrzyma now bielizn i czysty kombinezon. Owrzodzenie posmarowano jak kojc maci i naoono opatrunek. Na koniec usunito winiowi resztk zbw i dano mu sztuczne szczki.
        Musiao min wiele tygodni lub nawet miesicy. Teraz, gdyby mia ochot, mgby mierzy upyw czasu, poniewa karmiono go w miar regularnie. Sdzi, e dostaje trzy posiki na dob; nie mia tylko pewnoci, czy podawane s w dzie, czy w nocy. Jedzenie byo nadspodziewanie smaczne; na co trzeci posiek dostawa miso. Raz nawet otrzyma paczk papierosw. Nie mia zapaek, ale zawsze mg prosi o ogie milczcego stranika, ktry przynosi posiki. Kiedy pierwszy raz zapali, zrobio mu si niedobrze, lecz nie zrezygnowa. Dawkowa sobie papierosy, palc p po kadym posiku, eby paczka starczya na duej.
        Dosta take bia tabliczk z przywizanym do rogu owkiem. Pocztkowo w ogle z niej nie korzysta. Nie prbowa nawet wyrwa si z apatii. Czas midzy posikami spdza prawie bez ruchu, albo pic, albo lec w sennym odrtwieniu, z zamknitymi oczami, gdy otwarcie ich wymagao zbyt wielkiego wysiku. Ju dawno przywyk do spania przy silnym wietle padajcym mu prosto na twarz. Jedynie sny miewa znacznie mniej chaotyczne. ni teraz wyjtkowo czsto, zawsze o rzeczach przyjemnych. Przebywa w Zotej Krainie lub siedzia wrd potnych, wspaniaych, zalanych socem ruin, z matk, z Juli, z O'Brienem - siedzieli sobie leniwie i rozmawiali o pogodnych sprawach. Kiedy myla o czym na jawie, to niemal wycznie o swoich snach. Odkd znik bodziec w postaci groby blu, Winston jakby straci zdolno do podejmowania wysiku intelektualnego. Nie nudzi si, nie czu potrzeby prowadzenia rozmw, nie tskni do adnych rozrywek. To, e przebywa w samotnoci, bez bicia i przesucha, w dodatku syty i czysty, zadowalao go w zupenoci.
        Z czasem spa coraz mniej, ale wci nie mia ochoty wstawa z ka. Najchtniej lea bez ruchu, czujc, jak powracaj mu siy. Obmacywa swoje ciao, aby si upewni, czy jego minie naprawd nabieraj masy, a skra staje si mniej wiotka.
        Wreszcie odeszy go wszelkie wtpliwoci: tak, przybiera na wadze; uda mia ju zdecydowanie grubsze od kolan.
        Od tej chwili, na pocztku z niejakim ociganiem, zacz si systematycznie gimnastykowa. Wkrtce mg ju przej trzy kilometry, spacerujc wolno po celi, a kabkowate ramiona nieco mu si wyprostoway. Ale kiedy zabra si do trudniejszych wicze, ze zdziwieniem i upokorzeniem odkry, e nie moe im podoa. Nie potrafi przyspieszy kroku, nie umia utrzyma stoka w wyprostowanej rce, przewraca si, gdy usiowa stan na jednej nodze. Z przysiadu podnis si z ogromnym wysikiem, ledwo przezwyciajc rwcy bl ud i ydek. Kiedy si pooy na brzuchu i usiowa zrobi pompk, okazao si to beznadziejne: nie potrafi podwign si choby o centymetr. Ale po kilku dniach - i kilku kolejnych posikach - nawet tej sztuki udao mu si dopi; z czasem doszed do szeciu pompek pod rzd. Zacz odczuwa dum ze swojej sprawnoci fizycznej i mia tylko nadziej, i jego twarz rwnie odzyskuje dawny wygld. Dopiero przypadkiem dotknwszy ysej czaszki, przypomnia sobie, jak dalece zniszczona i pokryta bruzdami bya twarz, ktr widzia w lustrze.
        Jego umys sta si bardziej sprawny. Winston mg teraz usi na pryczy, oprze si o cian i z tabliczk na kolanie cakiem wiadomie przystpi do swojej reedukacji.
        Skapitulowa, co do tego nie mia adnych wtpliwoci. Zastanawiajc si nad tym obecnie, zrozumia, e waciwie gotw by skapitulowa znacznie wczeniej, ni sobie to uwiadomi. Ju w chwili kiedy znalaz si w Ministerstwie Mioci - a nawet wczeniej, wtedy gdy sta bezradnie z Juli suchajc polece elaznego gosu pyncego z teleekranu - zda sobie spraw z lekkomylnoci i naiwnoci swojej prby buntu przeciwko Partii. Teraz wiedzia, e przez siedem lat Policja Myli obserwowaa go niczym owada przez lup. Uwadze funkcjonariuszy nie umkn aden jego czyn, adne sowo; znali nawet jego myli. Ostronie kadli jasny paproch z powrotem na okadce pamitnika. W trakcie przesucha puszczano mu nagrania, pokazywano zdjcia. Niektre przedstawiay jego i Juli. Tak, nawet wwczas, gdy... Nie potrafi duej walczy z Parti. A zreszt, Partia ma racj. Musi mie, bo czy niemiertelny, zbiorowy mzg moe si myli? Wedug jakich zewntrznych kryteriw mona ocenia jego sdy? Normalno to rednia statystyczna. Naleao jedynie nauczy si myle tak jak oni. Tylko...!
        Owek, ktry trzyma w palcach, wydawa mu si jaki gruby i nieporczny. Winston zacz notowa myli, ktre przychodziy mu do gowy. Na pocztku napisa duymi, krzywymi literami:
        
        WOLNO TO NIEWOLA 
        
        Po czym, nie zastanawiajc si, dopisa: 
        
        DWA I DWA TO PI
        
        Ale nagle co si w nim zacio. Jego umys, jakby pragnc czego unikn, odmawia posuszestwa. Wizie mia wiadomo, e wie, jak brzmi kolejna maksyma, lecz chwilowo nie mg sobie przypomnie. Wreszcie udao mu si j odtworzy; nie tyle przypomnie, ile zrekonstruowa w mylach. Zanotowa:
        
        BG TO WADZA
        
        Zgadza si na wszystko. Przeszo bya zmienna. Przeszoci nigdy nie zmieniono. Oceania prowadzia wojn ze Wschdazj. Oceania zawsze prowadzia wojn ze Wschdazj. Jones, Aaronson i Rutherford byli winni zbrodni, o ktre zostali oskareni. Nigdy nie widzia zdjcia, ktre stanowio dowd ich niewinnoci. Nigdy nie istniao, po prostu je wymyli. Pamita sprzeczne ze sob fakty, lecz wiedzia, e wiele wspomnie sobie uroi, powstay z jego zmyle. Jakie to byo proste! Wystarczyo si podda, a reszta wynikaa sama. Zupenie jakby czowiek pyn pod prd, ktry spycha go do tyu mimo najrozpaczliwszych wysikw, a potem nagle decydowa si zawrci i pyn z prdem, zamiast mu si opiera. Nie zmieniao si nic oprcz nastawienia: dziao si i tak to, co byo nieuchronne. Winston waciwie nie wiedzia, dlaczego w ogle si buntowa. Przecie prociej jest zaniecha oporu; jedynie...!
        Wszystko moe by prawd. Tak zwane prawa przyrody to nonsens. Prawo cienia to nonsens. Gdybym chcia - powiedzia O'Brien - mgbym wznie si do gry niczym baka mydlana. Winston rozwaa to przez chwil. Jeli jemu si wydaje, e si unosi, a mnie, e to widz, wwczas tak jest w istocie. Nagle jednak, niczym zanurzony pod wod drg, ktry wypywa na powierzchni, z gbi mzgu wyonia si refleksja: Nie, wcale tak nie jest. Po prostu ponosi nas fantazja. Ulegamy halucynacji. Czym prdzej odepchn j od siebie. Opieraa si na ewidentnym bdzie, na faszywym zaoeniu, e gdzie na zewntrz istnieje rzeczywisty wiat, w ktrym dziej si rzeczywiste rzeczy. Ale jak moe istnie? Jak mona mie wiadomo czegokolwiek inaczej ni poprzez myli? Wszystko dzieje si w gowie. A co dzieje si w gowach wszystkich, dzieje si naprawd.
        Odrzucenie   bdu   nie   sprawio   mu   trudnoci;   nie obawia si, e da si znw sprowadzi na manowce. Jednake taki faszywy tok rozumowania w ogle nie powinien by mu przyj do gowy. Umys musi umie si wycza, ilekro zbacza na niebezpieczne tory. Proces ten powinien zachodzi automatycznie, odruchowo. W nowomowie okrelano go mianem zbrodnioszlaban.
        Winston zacz wyrabia w sobie t umiejtno. Przywoywa w mylach rne tezy - na przykad: Partia twierdzi, e ziemia jest paska, Partia twierdzi, i ld jest ciszy od wody - i wiczy zdolno niedostrzegania lub nierozumienia argumentw, ktre mogyby je obali. Nie byo to atwe. Naleao szybko myle, a ponadto mie dar improwizacji. Ju problemy arytmetyczne typu dwa i dwa to pi znacznie przekraczay intelektualne moliwoci Winstona. Wymagay niesychanej gitkoci umysu pozwalajcej w jednym momencie dokonywa najsubtelniejszych operacji logicznych, w nastpnym nie dostrzega najbardziej podstawowych bdw w rozumowaniu. Gupota okazywaa si rwnie niezbdna jak inteligencja, a znacznie trudniej byo mu j w sobie wyksztaci.
        Przez cay czas nurtowao go pytanie, kiedy go zastrzel. Wszystko zaley od ciebie - powiedzia O'Brien; Winston zdawa sobie jednak spraw, e adnym swoim czynem nie zdoa przybliy koca. Mog go zastrzeli za dziesi minut lub za dziesi lat. Mog trzyma latami w izolatce, zesa do obozu pracy, a nawet na krtko zwolni, jak to si niekiedy zdarza. Bardzo moliwe, e wwczas, zanim go zastrzel, powtrzy si cay cyrk z aresztowaniem i przesuchaniem. Jedno byo pewne: mier nadchodzi nieoczekiwanie. Zgodnie z tradycj - nie mwion tradycj; cho nikt o tym nie
        wspomina, jako si wiedziao - winiowi strzelano zawsze w ty gowy, zawsze znienacka, prowadzc go korytarzem niby to z jednej celi do drugiej.
        Pewnego dnia - aczkolwiek mg to by nie dzie, a rodek nocy - Winston zapad w dziwny, bogi sen. Szed korytarzem czekajc na kul. Wiedzia, e strza padnie w nastpnej sekundzie. Wszystko byo zaatwione, wyjanione, umiera pogodzony. Nie drczyy go ju wtpliwoci, nie wdawa si w adne spory, nie czu blu ani strachu. Ciao mia zdrowe i silne. Szed bez wysiku, radujc si ruchem, przekonany, e idzie w penym socu. Nie znajdowa si w jednym z wskich, biaych korytarzy Ministerstwa Mioci, lecz w ogromnym, zalanym socem pasau, ponad kilometr szerokim, ktry pamita z majakw wywoanych zastrzykami. By w Zotej Krainie, szed ciek po wyskubanej przez krliki ce. Czu pod stopami krtk, spryst traw, a na twarzy ciepe promienie soca. Na skraju pola widzia koyszce si agodnie wizy, a gdzie w oddali wi si strumie, w ktrego zielonych rozlewiskach pod wierzbami pyway klenie.
        Nagle poderwa si niczym raony prdem. Pot zrosi mu plecy. Usysza, jak krzyczy na gos:
        - Julio! Julio! Julio, moja najdrosza! Julio!
        Przez chwil trwa w iluzji, i Julia jest tu obok niego. A waciwie nie tyle obok, ile w nim, jakby stanowili jedno. W tym momencie kocha j bardziej ni kiedykolwiek, bardziej ni wtedy, gdy byli razem i na wolnoci. Zrozumia, e Julia wci yje i potrzebuje jego pomocy.
        Opad na posanie, starajc si opanowa. C zrobi najlepszego! Ile dodatkowych lat niewoli bdzie go kosztowa ten moment saboci!
        Za chwil doleci go stukot krokw. Tego wybuchu nie puszcz mu pazem. Jeli nawet dotd si nie domylali, teraz wiedz na pewno, e nie dotrzymuje warunkw umowy. By posuszny Partii, lecz wci jej nienawidzi. Dawniej ukrywa heretyckie pogldy pod paszczykiem prawomylnoci. Teraz cofn si o krok wstecz: odda im w niewol swj umys, jednake serce zachowa nieskaone. Wiedzia, e nie ma racji, ale wola jej nie mie, ni by taki jak oni. Rozszyfruj go - O'Brien go rozszyfruje. Zdradzi si tym jednym, gupim okrzykiem.
        Bdzie musia zaczyna od pocztku. Proces moe trwa lata. Przejecha rk po twarzy, usiujc przyzwyczai si do jej dotyku. Gbokie bruzdy znaczyy policzki, koci policzkowe sterczay ostro, nos by spaszczony. A odkd widzia si w lustrze, wprawiono mu sztuczne zby. Nieatwo kontrolowa mimik, kiedy nie zna si wygldu wasnej twarzy. Zreszt samo panowanie nad mimik nie wystarczao. Po raz pierwszy w yciu zda sobie spraw, e jeli chce si zachowa tajemnic, naley ukry j nawet przed sob. Trzeba pamita o niej bez przerwy, lecz dopki nie nadejdzie waciwa chwila, nie naley ani ubiera jej w sowa, ani pozwoli, aby przenikna do wiadomoci. Od tej chwili nie tylko jego myli, ale rwnie odczucia i sny musz by prawomylne. I przez cay ten czas musi kry swoj nienawi gboko w sobie, nosi j jak torbiel, ktra tkwi w ciele, a zarazem nic jej z nim nie czy.
        Pewnego dnia postanowi go zastrzeli. Nie sposb przewidzie, kiedy to nastpi, ale chyba domyli si kilka sekund wczeniej. Zawsze strzelaj w ty gowy, prowadzc korytarzem. Dziesi sekund starczy. Przez ten czas wszystko w nim zdy wywrci si na opak. Nagle, bez
        sowa, bez zmiany rytmu krokw, bez drgnienia twarzy - nagle spadnie zasona kamuflau i trach! gruchn armaty nienawici. Nienawi wypeni go niczym potny, szalejcy pomie. I niemal w tym samym momencie trach! wystrzeli kula; wystrzeli za pno lub za wczenie. Rozsadzi mu mzg, zanim znw zdoaj nad nim zapanowa. Heretycka myl pozostanie nie ukarana, nie skruszona, na zawsze poza ich zasigiem. Jednym strzaem zniszcz stworzon przez siebie doskonao. Umrze paajc do nich nienawici - oto prawdziwa wolno.
        Zamkn oczy. Czekao go trudniejsze zadanie od narzucenia sobie mylowej dyscypliny. Musia si upokorzy, okaleczy. Musia zanurzy si w najohydniejszym brudzie. Przez chwil zastanawia si, co jest najbardziej wstrtne, najbardziej obmierze ze wszystkiego? Pomyla o Wielkim Bracie. Ogromna twarz (poniewa cigle widzia j na plakatach, w jego wyobrani te miaa ponad metr szerokoci), z sutymi, czarnymi wsami i o oczach pilnie ledzcych kady ruch, sama z siebie stana mu w mylach. Co naprawd odczuwa wobec Wielkiego Brata?
        Na korytarzu rozleg si ciki stukot butw. Stalowe drzwi celi otworzyy si z brzkiem. Do rodka wszed O'Brien; oficer o woskowej twarzy i stranicy w czarnych mundurach zostali na zewntrz.
        - Wsta - rozkaza O'Brien. - Zbli si. Winston stan naprzeciwko O'Briena. Ten uj go za ramiona i przyjrza mu si bacznie.
        - Miae ochot mnie oszuka - rzek. - Bardzo nierozsdnie. Wyprostuj si. Patrz mi w oczy.
        Na moment umilk, po czym kontynuowa nieco agodniejszym tonem:
        - Robisz postpy. Umysowo jeste ju prawie zdrw, ale emocjonalnie nie posune si ani o krok do przodu. Powiedz mi, Winston, i pamitaj, nie yj: wiesz, e zawsze potrafi pozna, kiedy kamiesz; powiedz mi, jakie uczucia ywisz naprawd do Wielkiego Brata?
        - Nienawidz go.
        - Nienawidzisz go. wietnie. Wic najwyszy czas, abymy przeszli do ostatniego etapu. Musisz pokocha Wielkiego Brata. Nie wystarczy go sucha; trzeba go kocha.
        Pchn Winstona w stron stranikw.
- Pokj sto jeden - poleci.


5


        Na kadym etapie uwizienia Winston wiedzia, a przynajmniej tak mu si zdawao, w jakiej czci pozbawionego okien budynku akurat przebywa. Moe poznawa to po niewielkich rnicach cinienia. Cele, w ktrych bili go stranicy, mieciy si pod ziemi. Pokj, w ktrym przesuchiwa go O'Brien, ulokowany by gdzie wysoko, niemal pod samym dachem. Teraz z kolei zabrano go do pomieszczenia pooonego wiele metrw pod ziemi, chyba na najniszej kondygnacji budynku.
        Byo obszerniejsze ni wikszo cel, gdzie dotd go trzymano. Jednake nie zwraca uwagi na otoczenie. Zauway tylko, e przed sob ma dwa stoliki, oba przykryte zielonym suknem. Jeden sta zaledwie ptora metra od niego, drugi nieco dalej, bliej drzwi. Winston siedzia w fotelu, skrpowany tak ciasno, e nie mg si poruszy, nawet skin gow. Sztywna podprka sprawiaa, e musia patrze prosto przed siebie.
        Przez chwil by sam, po czym drzwi otworzyy si i do rodka wszed O'Brien.
        - Pytae mnie kiedy - rzek - co jest w pokoju sto jeden. Powiedziaem ci, e sam wiesz najlepiej. Wszyscy wiedz. Tutaj czeka ci to, co jest najstraszniejsze na wiecie.
        Drzwi otworzyy si ponownie. Do rodka wszed stranik; wnis jaki przedmiot wykonany z drutu, kosz albo skrzynk i postawi na dalszym stoliku. O'Brien zasania mu widok, Winston nie mg wic dobrze si przyjrze.
        - Dla kadego czowieka co innego jest najstraszniejsze na wiecie - wyjani O'Brien. - dla jednego moe to by pogrzebanie ywcem, dla drugiego spalenie, a dla trzeciego utonicie, wbicie na pal lub dopiero pidziesity rodzaj mierci. Czasami chodzi o co bardzo trywialnego, co wcale nie powoduje zgonu.
        Przesun si nieco, aby Winston mg lepiej dojrze przedmiot umieszczony na stole. Bya to poduna, druciana klatka z umocowanym na wierzchu uchwytem do noszenia. Z przodu znajdowaa si jakby maska szermiercza, wkls stron zwrcona na zewntrz. Chocia klatka staa w odlegoci prawie czterech metrw, Winston widzia, e przedzielona jest wzdu na dwie czci i e w kadej z nich siedzi zwierz. Szczur.
        - W twoim wypadku - kontynuowa O'Brien - najstraszniejsze s szczury.
        Dziwny, ostrzegawczy dreszcz, niewytumaczalny lk wstrzsn Winstonem, gdy tylko ujrza klatk. Lecz dopiero w tym momencie zrozumia, do czego suy podobne do maski urzdzenie umocowane z przodu.
        Kiszki zamieniy mu si w ld.
        - Nie moecie! - zawy piskliwym, amicym si gosem. - Nie moecie! Nie! Nie!
        - Czy pamitasz chwile grozy, ktre nachodziy ci w snach? - spyta O'Brien. - Przed sob widziae mroczn jam, w uszach syszae grzmot. W jamie kryo si co strasznego. Wiedziae co, lecz nie dopuszczae tej wiedzy do wiadomoci. Szczury!
        - O'Brien! - zawoa Winston, usiujc zapanowa nad gosem. - Przecie wiecie, e to nie jest konieczne. Czego ode mnie chcecie?
        O'Brien nie odpowiedzia wprost. Kiedy si odezwa, mwi - co mu si czasem zdarzao - tonem nauczycielskim. Patrzy z namysem przed siebie, jakby zwraca si do suchaczy siedzcych gdzie za Winstonem.
        - Bl sam w sobie czsto nie wystarczy. S sytuacje, w ktrych czowiek zdoa wytrzyma najwikszy bl, a nawet moe z blu umrze. Ale kadego co napawa tak groz, e boi si choby o tym myle. Nie ma to nic wsplnego z odwag i strachem. Kiedy czowiek spada z wysokoci, nie jest tchrzostwem apanie si liny. Jeli wynurza si spod wody, nie jest tchrzostwem wciganie powietrza w puca. To odruch, ktrego nie sposb si wyzby. Tak samo jest z tob i szczurami. Dla ciebie s najkoszmarniejsz rzecz na wiecie. Choby nie wiem jak pragn, tej formy nacisku nie potrafisz znie. Zrobisz, czego tylko od ciebie zadam.
        - Ale czego, czego dacie?! Jak mog to zrobi, skoro nie wiem?!
        O'Brien przenis klatk na bliszy stolik. Postawi j ostronie na zielonym suknie. Winstonowi krew zahuczaa w uszach. Czu si straszliwie osamotniony. Zdawao
        mu si, e siedzi porodku rozlegej, bezludnej rwniny, pustyni zalanej sonecznym blaskiem, a wszystkie dwiki docieraj do niego z ogromnej odlegoci. Ale klatka ze szczurami staa zaledwie ptora metra od jego fotela. Byy wielkie. Oba w tym wieku, gdy szczurom grubiej pyski i staj si bardziej drapiene, a sier z szarej przemienia si w brunatn.
        - Szczury, cho gryzonie, s misoerne - cign O'Brien, jakby wci przemawia do swoich niewidocznych suchaczy. - Chyba sam wiesz, co zdarza si w ubogich dzielnicach. S ulice, gdzie kobiety boj si zostawia niemowl w domu bez opieki choby na pi minut. Szczury z miejsca by si na nie rzuciy i po kilku chwilach pozostayby tylko ogryzione do cna koci. Szczury atakuj rwnie ludzi chorych lub umierajcych. Wykazuj niebywa zdolno wyczuwania, e kto jest bezsilny.
        Nagle z klatki rozlegy si gone piski. Dochodziy Winstona jakby z bardzo daleka. Szczury, rozdranione, szturmoway dzielc je ciank. Usysza gboki jk rozpaczy. Ten dwik rwnie zdawa si pyn z oddali.
        O'Brien podnis klatk i co przy niej nacisn. Rozleg si gony trzask. Winston szarpn caym ciaem jak oszalay, prbujc zerwa si z fotela. Daremny wysiek; ciao i gow mia cakowicie unieruchomione. O'Brien przybliy klatk. Bya teraz niecay metr od twarzy Winstona.
        - Nacisnem pierwsz dwigni - wyjani O'Brien. - Domylasz si chyba, jak funkcjonuje klatka. Maska zamknie si wok twojej gowy. Kiedy nacisn drug dwigni, drzwiczki w klatce unios si do gry. Wygodniae bestie skocz do przodu jak wystrzelone z procy. Czy widziae kiedy, jak szczur rzuca si do ataku? Skocz ci prosto na twarz i zaczn si w ni wgryza. Czasami od razu wyeraj oczy. Czasami najpierw przegryzaj policzki i wyjadaj jzyk.
        Klatka bya coraz bliej, coraz wiksza. Winston usysza kilka krtkich jkw, ktre dolatyway jakby gdzie znad jego gowy. Walczy rozpaczliwie, aby opanowa strach. Wymyl co, wymyl, masz jeszcze uamek sekundy, to twoja ostatnia szansa! Nagle stchy, obrzydliwy smrd uderzy go w nozdrza. Wstrzsny nim mdoci tak silne, e o mao nie zemdla. Zrobio mu si czarno przed oczami. Na moment sam zmieni si w szalone, wyjce zwierz. Jednake wydoby si z mroku, unoszc ze sob zbawienn myl. By to jeden, jeden jedyny sposb ratunku. Musi odgrodzi si od szczurw ciaem innego czowieka.
        Otwr maski by tak blisko, e nic poza nim nie widzia. Druciane drzwiczki zbliyy si na szeroko dwu doni do jego twarzy. Szczury wiedziay ju, co zaraz nastpi. Jeden podskakiwa niecierpliwie, a drugi, stary rynsztokowiec o szorstkim, pomarszczonym pysku, unis si na tylne apy i opierajc o druty rowe spody przednich, zacz gniewnie wszy. Winston wpatrywa si w jego wsy i te zbiska. Znw owadn nim paniczny strach. Czu si lepy, bezsilny, otpiay.
        - W cesarskich Chinach bya to do pospolita tortura - owiadczy O'Brien tym samym dydaktycznym tonem.
        Maska zamykaa si wok twarzy Winstona. Druty dotykay policzkw. I wwczas - nie, nie bya to ulga, lecz nadzieja, zaledwie iskierka nadziei. Za pno, mogo ju by za pno. Ale nagle zrozumia, e na caym wiecie istnieje tylko jedna osoba, na ktr moe przenie t straszliw tortur - jedno ciao, ktrym moe si zasoni przed szczurami. I zacz wrzeszcze jak optany, powtarzajc w kko:
        - Zrbcie to Julii! Julii! Nie mnie! Julii! Nie obchodzi mnie, co si z ni stanie. Niech jej zer twarz, obgryz a do koci. Nie mnie! Julii! Nie mnie!
        Spad do tyu, w jak bezdenn otcha; oddala si od szczurw. Wci przywizany do fotela, przelecia przez posadzk, przez ciany budynku, przez ziemi, przez oceany, przez atmosfer, unis si w kosmos, w gwiedziste przestworza - cay czas coraz bardziej oddalajc si od szczurw. Dzieliy go od nich lata wietlne, ale wci czu na policzkach zimny dotyk drucianej siatki. I O'Brien wci sta u jego boku. Kiedy jednak w ciemnociach rozleg si metaliczny trzask, Winston wiedzia, e drzwiczki klatki nie otworzyy si, lecz zatrzasny na dobre.
        
        
      6
        
        
        W kawiarni Pod Kasztanem nie byo prawie nikogo. Zakurzone stoy zociy si w promieniach soca wpadajcych ukonie przez okno. Dochodzia godzina pitnasta; spokojna pora. Z teleekranw sczyy si blaszane tony muzyki.
        Winston siedzia w tym samym rogu co zawsze, ze wzrokiem utkwionym w pustej szklance. Raz na jaki czas spoglda na ogromn twarz obserwujc go z przeciwnej ciany. WIELKI BRAT PATRZY - gosi napis. Kelner, nie wzywany, podszed i napeni szklank Dinem Zwycistwa, po czym z innej butelki, przez rurk osadzon w korku, strzsn do rodka kilka kropli. Bya to sacharyna przyprawiona godzikami, specjalno zakadu.
        Winston sucha teleekranu. Chwilowo pyna z niego muzyka, lecz lada moment mogli nada specjalny komunikat Ministerstwa Pokoju. Z frontu afrykaskiego nadchodziy wyjtkowo niepokojce wiadomoci. Winston zadrcza si nimi od samego rana. Wojska eurazjatyckie (Oceania prowadzia wojn z Eurazj; Oceania zawsze prowadzia wojn z Eurazj) posuway si na poudnie w przeraajcym tempie. Komunikat nadany o dwunastej nie wymienia adnego konkretnego rejonu, lecz walki prawdopodobnie toczyy si ju przy ujciu Kongo. Brazzaville i Leopoldville znalazy si w niebezpieczestwie. Winston nawet bez patrzenia na map wiedzia, co to oznacza. W gr wchodzia nie tylko utrata Afryki rodkowej; po raz pierwszy od wybuchu wojny zagroona bya sama Oceania.
        Gwatowne uczucie - nie cakiem strachu, raczej dziwnego podniecenia - targno Winstonem, po czym znw przygaso. Przesta myle o wojnie. Nie umia skoncentrowa si na adnym temacie duej ni przez kilka chwil. Podnis szklank i oprni j jednym haustem. Jak zwykle wzdrygn si z obrzydzenia i zrobio mu si niedobrze. Smak by ohydny. Godziki i sacharyna, same odraajco mde, nie mogy zabi przykrej, oleistej woni dinu; najgorsze jednak, e ta wo, ktra roztaczaa si wok niego w dzie i w nocy, kojarzya mu si nierozerwalnie ze smrodem tych...
        Nigdy, nawet w mylach, nie wymienia ich nazwy, i na ile mg, stara si nie przywoywa ich widoku. Byy czym, czego usiowa do koca sobie nie uwiadamia: cieniem przy twarzy, smrodem trzymajcym si nozdrzy. Kiedy din podszed mu do garda, bekn przez sine wargi. Uty, odkd go zwolniono, rysy mu zgrubiay, a cera staa si bardziej rumiana ni przedtem; nos i policzki mia wrcz prostacko czerwone, ysin za ciemnorow. Kelner, znw nie proszony, przynis szachy i ostatnie wydanie The Times, otwarte na stronie z zadaniem szachowym. Nastpnie widzc, e szklanka Winstona jest pusta, napeni j dinem. Winston nie potrzebowa wydawa adnych polece. Znano jego zwyczaje. Szachy zawsze na niego czekay, podobnie jak stolik w kcie; nawet gdy w lokalu panowa tok, nikt si nie dosiada do Winstona, bo ludzie woleli nie by widziani w jego towarzystwie. Nigdy nie liczy, ile kolejek wypija. W nieregularnych odstpach czasu przynoszono mu brudne wistki, niby rachunki, lecz odnosi wraenie, e za kadym razem daj od niego za mao pienidzy. Gdyby byo odwrotnie, nie robioby mu to adnej rnicy. Nie cierpia na brak gotwki; na nowej posadzie - typowej synekurze - zarabia znacznie wicej ni kiedykolwiek przedtem.
        Muzyka umilka i z teleekranu rozleg si gos. Winston unis gow. Nie nadawano jednak komunikatu z frontu, lecz krtki biuletyn Ministerstwa Obfitoci. Wynikao z niego, e w ubiegym kwartale produkcja sznurowade przewidziana w Dziesitym Planie Trzyletnim zostaa przekroczona o dziewidziesit osiem procent.
        Winston przestudiowa zadanie szachowe i ustawi figury. Bya to trudna kocwka, wymagajca uycia obu skoczkw. Graj biae; mat w dwch posuniciach. Winston spojrza na plakat Wielkiego Brata. Biae zawsze zwyciaj, pomyla z niejasnym uczuciem mistycyzmu.
        Zawsze, bez wyjtku; taki jest porzdek rzeczy. Jak wiat wiatem, w adnym zadaniu szachowym czarne jeszcze nigdy nie odniosy zwycistwa. Czy nie miao to symbolizowa wiecznego, niezmiennego triumfu Dobra nad Zem? Ogromna twarz patrzya na niego; promieniowaa spokojn moc. Biae zawsze zwyciaj.
        Gos urwa, po czym doda innym, znacznie powaniejszym tonem:
        - Informujemy, e o pitnastej trzydzieci nadamy wany komunikat. Prosimy pamita: pitnasta trzydzieci, wiadomoci najwyszej wagi! Naley ich wysucha. Powtarzam: pitnasta trzydzieci!
        Znw popyny dwiki blaszanej muzyki.
        Winstonowi serce zabio mocniej. Na pewno bdzie to komunikat z frontu; przeczucie mwio mu, e podadz ze nowiny. Przez cay dzie co rusz ogarniao go podniecenie na myl o druzgoccej klsce w Afryce. Niemal widzia, jak wojska eurazjatyckie przelewaj si przez nigdy dotd nie naruszon granic i pdz w d niczym kolumny mrwek. Dlaczego nie udao si jako oskrzydli wroga? Mia przed oczami wyrany kontur zachodniego wybrzea kontynentu. Podnis biaego skoczka i przestawi na nowe pole. Tak, to byo waciwe miejsce. Wyobraajc sobie gnajce na poudnie czarne hordy, naraz ujrza inne wojska, nie wiadomo skd przybye, zajmujce pozycje na tyach nieprzyjaciela, odcinajce jego czno na morzu i ldzie. Zdawao mu si, e wysikiem woli powouje te wojska do ycia. Ale trzeba si spieszy. Jeli wrg opanuje ca Afryk i zaoy na Przyldku lotniska i bazy odzi podwodnych, tym samym przepoowi Oceani. A to moe oznacza wszystko: klsk, rozpad, nowy podzia wiata, zniszczenie
        Partii! Wzi gboki oddech. Niesychanie pomieszane uczucia - waciwie nie tyle pomieszane, ile tak nawarstwione, e trudno byo pozna, ktre jest najsilniejsze - walczyy w nim o prymat.
        Spazm min. Cofn biaego skoczka, ale przez chwil nie mg si skupi na zadaniu szachowym. Jego myli znw biegy innym torem. Niemal niewiadomie napisa palcem na zakurzonym blacie stou:
        
        2 + 2 =
        
        Nie maj dostpu do twojego mzgu - powiedziaa. A jednak mieli. To, co ci si tu przydarzy, zmieni ci na zawsze - powiedzia O'Brien. I nie skama. S rzeczy, wasne czyny, po ktrych nie mona wrci do siebie. Co w czowieku umiera: zostaje wypalone, skauteryzowane.
        Widzia j; nawet z ni rozmawia. Nie byo to niebezpieczne. Wiedzia, a raczej czu, e teraz prawie wcale si nim nie interesuj. Mg si z ni ponownie umwi, gdyby ktrekolwiek z nich wyrazio ochot. Spotkali si przypadkiem w parku, w ohydny, zimny marcowy dzie, kiedy ziemia bya twarda jak elazna skorupa, trawa martwa i nie roso nic prcz kilku krokusw, ktre przebiy si na powierzchni po to tylko, by wiatr rozszarpa je na strzpy. Szed pospiesznie, ze zlodowaciaymi rkoma i oczami zawicymi od zimna, gdy nagle ujrza j niespena dziesi metrw przed sob. Z miejsca uderzya go dziwna, nieuchwytna zmiana, jaka si w niej dokonaa. Minli si bez sowa; zawrci jednak i ruszy za ni, cho bez specjalnej ochoty. Wiedzia, e nic im nie grozi, e nikt nie bdzie si nimi interesowa. Nie powiedziaa do niego sowa. Sza na ukos po wyschnitej trawie, jakby chciaa si go pozby, ale w kocu, zrezygnowana, pogodzia si z jego obecnoci. Wkrtce znaleli si wrd strzpiastych, bezlistnych krzakw, niezdatnych zarwno do osony przed ludzkim wzrokiem, jak i przed wiatrem. Zatrzymali si. Panowa potworny zib. Wiatr gwizda w gaziach i szarpa rzadkie, sine krokusy.
        Obj j w pasie. Wprawdzie nie byo teleekranw, lecz na pewno gdzie tkwiy poukrywane mikrofony, a w dodatku stali na widoku. Ale to nie miao znaczenia; nic nie miao znaczenia. Gdyby chcieli, mogli si pooy na ziemi i robi to co dawniej. Jego ciao wzdrygno si, kiedy o tym pomyla.
        Nie zareagowaa w aden sposb na jego ucisk; nie prbowaa nawet si uwolni. Teraz wiedzia, co si w niej zmienio. Twarz miaa ziemist, a przez czoo i skro biega duga blizna, czciowo przysonita wosami; lecz nie to byo gwn odmian. Zmienia si przede wszystkim jej talia; staa si grubsza i jakby dziwnie sztywna. Przypomnia sobie, jak kiedy, po wybuchu bomby, pomaga wycign z ruin trupa; zdumia go wwczas nie tyle ciar, ile sztywno zwok, piekielnie utrudniajca zadanie; kojarzya si bardziej z bry kamienia ni z martwym ludzkim ciaem. Talia, ktrej dotyka, sprawiaa takie samo wraenie. Przyszo mu do gowy, e rwnie skra musi by w dotyku cakiem inna ni niegdy.
        Nie odzywali si do siebie i nie prbowa jej pocaowa. Po raz pierwszy popatrzya na niego, kiedy szli z powrotem przez trawnik. Rzucia mu krtkie spojrzenie pene pogardy i niechci. Nie wiedzia, czy niech ta wynika wycznie z przeszoci, czy moe wywoa j widok jego nabrzmiaej twarzy i oczu zawicych od wiatru. Usiedli na elaznych krzesach, obok siebie, ale nie za blisko. Zorientowa si, e chce co powiedzie. Przesuna o kilka centymetrw nog w niezgrabnym bucie i rozdeptaa gazk. Jej stopa wydaa mu si o wiele szersza, ni pamita.
        - Zdradziam ci - owiadczya bez ogrdek.
        - Ja ciebie te - odpar.
        Znw rzucia mu krtkie, pene niechci spojrzenie.
        - Czasami - cigna - gro ci czym... czym, czego nie moesz znie, o czym boisz si nawet myle. A wtedy mwisz: Nie rbcie tego mnie, zrbcie to temu-a-temu. I moe pniej prbujesz udawa, e by to jedynie wybieg, e powiedziae tak tylko po to, aby przestali ci drczy, e przecie wcale tak nie mylae. Ale to nieprawda. Wwczas, kiedy ci gro, pragniesz tego ze wszystkich si. Wiesz, e to jedyny ratunek, wic chwytasz si go kurczowo. Chcesz, eby zrobili to tej osobie. Nie obchodzi ci, jak bardzo bdzie cierpiaa. Liczysz si tylko ty.
        - Liczysz si tylko ty - powtrzy.
        - I potem zmienia si nastawienie do tego kogo.
        - Tak, zmienia - potwierdzi.
        Nie mieli sobie nic wicej do powiedzenia. wiszczcy wiatr przylepia im do cia cienkie kombinezony. Po tej krtkiej wymianie zda oboje czuli si niezrcznie w swoim towarzystwie; poza tym byo zbyt zimno, aby siedzie tak bez ruchu. Oznajmia, e nie chce si spni na metro i wstaa.
        - Musimy si znw spotka - rzek.
        - Tak, musimy - odpara.
        Przez pewien czas szed niezdecydowanie p kroku za ni. Oboje milczeli. Nie prbowaa si go pozby, lecz specjalnie sza szybko, aby nie mg si z ni zrwna. Postanowi, e odprowadzi j do stacji metra, ale nagle zdja go niech do bezsensownego wczenia si na zimnie. Ogarno go pragnienie nie tyle ucieczki od Julii, ile powrotu do kawiarni Pod Kasztanem, ktra nigdy nie wydawaa mu si tak atrakcyjna jak w tym momencie. Z tsknot myla o swoim stoliku w rogu, o gazecie, szachach, dinie lejcym si nieprzerwan strug, a zwaszcza o cieple. W nastpnej chwili pozwoli, by grupka ludzi oddzielia go od Julii. Bez zbytniego entuzjazmu sprbowa j jeszcze dogoni, po czym zwolni, odwrci si i ruszy w przeciwnym kierunku. Kiedy uszed pidziesit metrw, obejrza si. Na ulicy panowa niewielki ruch, lecz ju nie zdoa jej dojrze. Moga by ktrkolwiek z kilkunastu oddalajcych si pospiesznie sylwetek. Nie umia rozpozna od tyu jej zgrubiaego, zesztywniaego ciaa.
        Wwczas, kiedy ci gro, pragniesz tego ze wszystkich si - oznajmia. Tak, pragn tego. Nie tylko tak powiedzia; rzeczywicie pragn. Modli si, eby to j, a nie jego, wystawiono na up tych...
        Wtem zmienia si muzyka pynca z teleekranu. Wkrada si w ni faszywa, szydercza, wrcz ociekajca ci nuta. A potem - cho moe nie dziao si to naprawd, moe to tylko pami pataa mu figle - gos zapiewa:
        
        Pod konarami kasztana,
        Pan sprzeda mnie, a ja pana...
        
        zy napyny mu do oczu. Przechodzcy kelner spostrzegszy, e szklanka jest pusta, wrci z butelk dinu.
        Winston podnis szklank i powcha jej zawarto. Din z kadym ykiem wydawa mu si nie mniej, lecz bardziej ohydny. Ale sta si jego ywioem. By jego yciem, mierci i zmartwychwstaniem. Wieczorem pozwala mu si zwali jak koda i zasn, a rano oprzytomnie. Kiedy Winston si budzi, rzadko przed jedenast, ze sklejonymi rop oczyma, palcym gardem i tak obolaym grzbietem, jakby mia zamany krgosup, nie zdobyby si na to, aby si w ogle podnie, gdyby nie butelka i filianka, ktre wieczorem stawia sobie przy ku. Przez nastpne kilka godzin siedzia z butelk pod rk, wpatrujc si tpo w teleekran. Od pitnastej do zamknicia lokalu tkwi w kawiarni Pod Kasztanem. Nikogo ju nie obchodzio, co robi; nie budzi go gwizd i nie upomina gos z teleekranu. Czasami, zwykle dwa razy w tygodniu, wpada do zakurzonego, obskurnego pokoju w Ministerstwie Prawdy, gdzie oddawa si pracy - lub czemu, co nazywao si prac. Zosta przydzielony do podkomitetu jednego z podkomitetw, ktre powstay z jednego z niezliczonych komitetw zajmujcych si opracowywaniem drobniejszych zagadnie zwizanych z redakcj jedenastego wydania Sownika nowomowy. Przygotowywali Sprawozdanie okresowe, cho Winston nie wiedzia, czego dokadnie ma ono dotyczy. Chodzio mniej wicej o to, czy przecinki powinno si umieszcza wewntrz nawiasw, czy poza nimi. Z pozostaych czterech czonkw podkomitetu wszyscy przeszli przez podobne dowiadczenia co Winston. Byway dni, kiedy zbierali si i zaraz rozchodzili, jawnie przyznajc si przed sob, e nie maj nic do roboty. Ale byway i takie, kiedy niemale z entuzjazmem rozpoczynali dzie pracy, ostentacyjnie sporzdzajc notatki, a nastpnie zabierajc si do opracowania snistych elaboratw, ktrych nigdy nie koczyli. Spierali si wwczas zaarcie na temat tego, co powinni robi, uywajc coraz bardziej zoonych i zawiych argumentw, targowali si o najdrobniejsze odcienie znaczeniowe, raczyli dugimi dygresjami, kcili, a nawet uciekali do grb poskarenia si nadrzdnym czynnikom. Po czym nagle umyka z nich cay zapa i tylko siedzieli wok stou wpatrujc si w siebie nawzajem martwym wzrokiem, niczym duchy rozmywajce si w powietrzu po zapianiu koguta.
        Teleekran umilk. Winston znw podnis gow. Zaraz nadadz komunikat! Ale nie, po prostu zmieniali muzyk. Mia przed oczami map Afryki. Ruchy armii byy na niej zaznaczone strzaami: czarna strzaa pdzia pionowo w d, na poudnie, biaa za mkna na wschd i wbijaa si w ogon czarnej. Jakby pragnc potwierdzenia, znw zerkn na niewzruszone oblicze na plakacie. Czy moliwe, aby druga strzaa wcale nie istniaa?
        Znowu nie potrafi skupi uwagi. Wypi kolejny yk dinu, podnis biaego skoczka i na prb postawi go w innym miejscu. Szach. Ale nie byo to waciwe posunicie, gdy...
        Nagle, bez powodu, stan mu przed oczami pewien obraz. Ujrza owietlony wiec pokj, ogromne ko przykryte bia kap oraz siebie jako dziesicioletniego chopca; siedzia na pododze potrzsajc kubkiem z komi i mia si do rozpuku. Matka siedziaa naprzeciwko i rwnie si miaa.
        Dziao si to mniej wicej miesic przed jej znikniciem: chwila pogodzenia, kiedy zapomnia o dokuczliwym godzie skrcajcym mu wntrznoci i na krtko wrcia mio, jak dawniej darzy matk. Pamita dobrze w dzie, mokry i deszczowy; strugi wody spyway po szybach, a w rodku byo zbyt ciemno, eby czyta. Dwjka dzieci w ciemnym, ciasnym pokoju nudzia si okropnie. Winston marudzi i narzeka, daremnie dopraszajc si jedzenia, rozdraniony biega po pokoju grzebic w szafkach i kopic w listw nad podog, a ssiedzi zaczli stuka w cian, podczas gdy modsze dziecko co rusz zanosio si paczem. W kocu matka powiedziaa: Jak bdziesz grzeczny, kupi ci gr. liczn gr, zobaczysz, na pewno ci si spodoba. Wysza na deszcz, do niewielkiego sklepiku w pobliu, ktry czasem jeszcze bywa czynny, po czym wrcia z tekturowym pudekiem z dziecic gr planszow We i drabiny. Do dzi pamita zapach mokrej tektury. Gr wykonano ndznie: plansza bya popkana, a malekie, drewniane koci tak nierwne, e nie chciay lee prosto. Winston patrzy na ni nadsany, bez zainteresowania, ale matka zapalia ogarek wiecy i namwia go, by usiedli na pododze i zaczli gra. Wkrtce strasznie si zapali; krzycza i mia si, gdy pionki wspinay si ochoczo na drabiny, po czym zelizgiway po wach niemal do linii startu. Zagrali osiem partii, kade wygrywajc cztery razy. Jego siostrzyczka, zbyt maa, eby rozumie zasady gry, siedziaa oparta o poduszk i miaa si, bo oni si miali. Przez cae popoudnie tworzyli zgodn, szczliw rodzin, tak jak za czasw jego wczesnego dziecistwa.
        Odsun od siebie ten obraz, ewidentnie faszywe wspomnienia. Chwilami drczyy go takie faszywe wspomnienia. Ale byy niegrone, pki pamita, e s faszywe. Po prostu niektre rzeczy zdarzyy si naprawd, a inne nie zdarzyy si nigdy. Ponownie skupi si nad zadaniem szachowym. Podnis biaego skoczka i w tej samej sekundzie poderwa si jak ukuty szpilk, wypuszczajc go z palcw; skoczek z trzaskiem spad na szachownic.
        Powietrze przeci przenikliwy dwik trbki. Wreszcie
        komunikat! Zwycistwo! Ilekro komunikat poprzedzano sygnaem trbki, oznaczao to zwycistwo. Dreszcz radoci wstrzsn wszystkimi gomi. Nawet kelnerzy zamarli i nadstawili uszu.
        Sygna trbki wywoa prawdziw wrzaw. Podniecony gos, ktry zacz trajkota z teleekranu, niemal natychmiast zaguszyy okrzyki wznoszone na zewntrz. Wiadomo lotem byskawicy obiega cae miasto. Z tego, co zdoa wyowi, Winston zorientowa si, e akcja potoczya si tak, jak sobie wyobrazi: ogromna, w tajemnicy zebrana armada uderzya niespodziewanie na tyy nieprzyjaciela; biaa strzaa wbia si w ogon czarnej. Przez zgiek dolatyway go urywki triumfalnych wieci: Wspaniay manewr strategiczny... idealna koordynacja... cakowita klska... p miliona jecw... totalna demoralizacja... opanowanie caej Afryki... koniec wojny tu, tu... zwycistwo... najwiksze zwycistwo w dziejach ludzkoci... zwycistwo, zwycistwo, zwycistwo!
        Pod stolikiem nogi Winstona drgay konwulsyjnie. Nie ruszy si z miejsca, lecz w mylach gna, pdzi, przycza si do tumu na zewntrz i krzycza z radoci ile tchu w piersi. Znw spojrza na plakat Wielkiego Brata. Kolos, ktry stoi na stray wiata! Skaa, o ktr rozbijaj si azjatyckie hordy! Pomyla o tym, jak dziesi minut temu - tak, zaledwie dziesi minut temu - z mieszanymi uczuciami w sercu czeka na ogoszenie klski lub zwycistwa. Och, nie tylko armia eurazjatycka zostaa pokonana! Bardzo si zmieni od pierwszego dnia pobytu w Ministerstwie Mioci, lecz ostateczna, konieczna, uzdrawiajca zmiana dokonaa si w nim dopiero teraz.
        Gos z teleekranu wci informowa o jecach, upach i rzezi, ale okrzyki na ulicy troch przycichy. Kelnerzy wrcili do pracy. Jeden z nich zbliy si z butelk dinu. Winston, bogo rozmarzony, nawet nie zauway, e napeniono mu szklank. Nie bieg ju, nie krzycza. Znowu by w Ministerstwie Mioci. Wybaczono mu zbrodnie, dusz mia czyst jak nieg. Siedzia na awie oskaronych, zeznajc wszystko co trzeba i wszystkich obciajc. Szed korytarzem wyoonym biaymi kaflami, z uczuciem, e idzie w socu; za nim maszerowa uzbrojony stranik. Jeszcze chwila i od dawna upragniona kula rozsadzi mu mzg.
        Spojrza na ogromn twarz. Zajo mu czterdzieci lat, nim odkry, jaki to umiech kryje si pod czarnym wsem. Och, c za okrutna, niepotrzebna pomyka! Och, c za upr i arogancja nie pozwalay mu si przytuli do miujcej piersi! Dwie pachnce dinem zy spyny mu wolno po policzkach. Ale wszystko ju byo dobrze, wreszcie byo dobrze; walka si skoczya. Odnis zwycistwo nad samym sob. Kocha Wielkiego Brata.
        
ANEKS
      
      
      Zasady nowomowy


        Nowomowa, urzdowy jzyk Oceanii, zostaa opracowana zgodnie z ideologicznymi potrzebami angsocu, czyli socjalizmu angielskiego. W 1984 roku nikt jeszcze nie posugiwa si wycznie nowomow. Co prawda pisano w niej artykuy wstpne w The Times, lecz wymagao to biegoci posiadanej zaledwie przez garstk specjalistw. Przewidywano, e do roku 2050 nowomowa wyprze ostatecznie staromow (czyli jzyk, ktrym porozumiewamy si obecnie). Rozprzestrzeniaa si stosunkowo szybko, albowiem czonkowie Partii wykazywali tendencj do uywania na co dzie jej neologizmw i konstrukcji gramatycznych. Wersj z 1984 roku, opart na dziewitym oraz dziesitym wydaniu Sownika nowomowy, traktowano jako przejciow; zawieraa wiele zbdnych sw i archaicznych konstrukcji, ktre zamierzano usun w pniejszym terminie. Poniej zajmiemy si jej ostateczn i udoskonalon postaci, zaprezentowan w jedenastym wydaniu Sownika.
        Celem nowomowy byo nie tylko dostarczenie rodkw odpowiednich do wyraania wiatopogldu oraz myli waciwych dla zwolennikw angsocu, lecz rwnie uniemoliwienie swobody mylenia. Zakadano, e z chwil gdy nowomowa wejdzie cakowicie do powszechnego uytku, a staromowa ulegnie zapomnieniu, jakakolwiek herezja mylowa - czyli odejcie od zasad angsocu - stanie si cakowicie nierealna, przynajmniej jeli chodzi o ujcie jej w sowa. Sownictwo nowomowy tak uksztatowano, aby za jego pomoc mona byo przekaza - ze wszystkimi odcieniami znaczeniowymi - to, co lojalny czonek Partii ma do powiedzenia, zarazem za uniemoliwiono wykorzystanie jzyka do formuowania, nawet okrn drog, myli uznawanych za niewaciwe. Osignito to czciowo poprzez tworzenie nowych sw, gwnie jednak przez usunicie wyrazw niepodanych oraz przez pozbawienie pozostawionych jednostek leksykalnych nie-prawomylnego sensu, a w miar monoci jakichkolwiek znacze ubocznych. Niech wystarczy ten jeden przykad: sowo wolny wci istniao w nowomowie, lecz wystpowao tylko w takich zdaniach jak: Pies jest wolny od pche lub Pole jest wolne od chwastw. Nie sposb byo si nim posuy, aby stwierdzi, i kto jest wolny politycznie albo wolny intelektualnie, gdy takie pojcia jak wolnoci obywatelskie oraz wolnomylno dawno wypleniono, a odpowiadajce im okrelenia zlikwidowano. Oprcz usuwania sw o wyranie nieprawomylnym zabarwieniu, redukcj sownictwa traktowano jako cel sam w sobie; nie pozostawiono adnych wyrazw, bez ktrych mona si oby. Nowomow skonstruowano nie po to, eby zwikszy, a wrcz przeciwnie, eby zawzi zakres mylenia. Temu celowi porednio suyo rwnie ograniczenie do minimum zasobu sw dostpnych uytkownikom.
        Nowomowa opieraa si na jzyku, ktrym posugujemy si obecnie, ale wiele zda, nawet nie zawierajcych wieo powstaych wyrazw, byoby dla nas po prostu niezrozumiaych. Sownictwo nowomowy dzielio si na trzy odrbne kategorie okrelane jako zbiory A, B (wyrazy zoone) oraz C. Najprociej bdzie omwi kady po kolei; gramatyczne waciwoci nowomowy zostan zaprezentowane w czci powiconej zbiorowi A, gdy te same zasady obowizuj we wszystkich grupach jednostek leksykalnych.
        
        ZBIR A. Zbir A skada si z wyrazw niezbdnych w yciu codziennym, wyraajcych takie czynnoci, jak: jedzenie, picie, praca, wkadanie odziey, chodzenie, poruszanie si pojazdami, uprawa ogrodu, gotowanie itp. Zawiera niemal wycznie sowa wystpujce w naszym jzyku, takie jak cios, bieg, pies, drzewo, cukier, dom, pole, lecz ich zasb, w porwnaniu z obecnym, by niezmiernie may, a sens zdefiniowano o wiele bardziej rygorystycznie. Wyeliminowano wszelk dwuznaczno i odcienie znaczeniowe. Waciwie doprowadzono do tego, i wyrazy tej kategorii, stanowice krtkie, wyrane dwiki, suyy przekazywaniu jednej konkretnej informacji. Posugiwanie si zbiorem A w twrczoci literackiej czy w politycznych lub filozoficznych dyskusjach byo cakowicie niemoliwe. Mia suy do wyraania prostych, nieabstrakcyjnych myli, zwykle odnoszcych si do przedmiotw konkretnych lub do czynnoci fizycznych.
        Najbardziej charakterystyczn cech nowego jzyka stanowia atwo tworzenia nowych jednostek wyrazowych w oparciu o zupenie dowolne czci mowy. Kady istniejcy wyraz (w zasadzie odnosio si to nawet do wyrazw tak abstrakcyjnych jak, jeli lub kiedy) mg suy za podstaw sowotwrcz do urabiania czasownika, rzeczownika, przymiotnika czy przyswka. Czasownik i rzeczownik opieray si na tym samym temacie wyrazowym, ktrym najczciej by rzeczownik, a czasownik powstawa przez dodanie do niego przyrostka; sama ta zasada spowodowaa likwidacj wielu dawnych form. Na przykad czasownik krwawi nie wystpowa w nowomowie. Jego miejsce zaj neologizm krewa, powstay z rzeczownika krew uzupenionego elementem formalnym. Przy wydzielaniu tematw nie kierowano si adn regu etymologiczn; w jednym przypadku zachowywano temat wyrazowy rzeczownika, w innym czasownika. Jeli nawet rzeczownik i czasownik o zblionym znaczeniu nie byy sobie etymologicznie pokrewne, zwykle pozostawiano tylko jeden formant. Wyeliminowano na przykad sowo ci, gdy sens ten oddawa czasownik na, majcy za punkt wyjcia rzeczownik n. Przymiotniki urabiano przez dodawanie do rzeczownika przyrostka -ny, natomiast przyswki przez dodawanie przyrostka -nie. Tak wic pdny oznaczao szybki, a pdnie szybko. Niektre ze wspczesnych przymiotnikw - takie jak dobry, silny, wielki, ciepy, mikki - zachoway si w nie zmienionej formie, lecz w sumie pozostawiono ich bardzo niewiele. Stay si zbdne, skoro przymiotniki mona byo tworzy do woli przez dodanie waciwego przedrostka. Z uywanych obecnie przyswkw nie ocalay adne, oprcz tych stosunkowo nielicznych, ktre kocz si na -nie; tego przyrostka uywano waciwie wycznie. Przyswek gono, na przykad, zastpiono przez gonie.
        Co wicej, kady wyraz - to rwnie stosowao si w teorii do absolutnie wszystkich - mg przyj znaczenie przeciwstawne po dodaniu przedrostka be%- lub zyska na nateniu dziki przedrostkowi plus-, albo, dla wikszej intensywnoci, przedrostkowi dwaplus-. I tak, na przykad, bezciepy oznaczao zimny, podczas gdy plusciepy oraz dwaplusciepy odpowiednio gorcy i bardzo gorcy. Przymiotnik zimny sta si zbyteczny, podobnie jak zy, ktrego sens oddawa nie gorzej, a nawet lepiej, przymiotnik bezdobry. W przypadku antonimw naleao tylko zdecydowa, ktre ze sw o przeciwstawnym znaczeniu zatrzyma, a ktre usun. Zamiast ciemny, na przykad, mona byo powiedzie bezjasny lub zamiast jasny - bezciemny; wybr podstawy sowotwrczej zalea od kaprysu specjalistw. Byo te moliwe, podobnie jak obecnie, zmienianie sensu niemal kadego wyrazu przez pisane cznie przedrostki przyimkowe typu pod-, nad-, na-, wy-, prze- etc. Dziki takim zabiegom udao si doprowadzi do nieprawdopodobnej redukcji sownictwa.
        Jeli chodzi o odmian rzeczownikw, dono do jej maksymalnego uproszczenia, ktre osignito gwnie dziki przyjciu zasady niezmiennoci tematu rzeczownika; tak wic liczby mnogie rzeczownikw czowiek, pies, ucho, wyglday odpowiednio: czowieki, piesy, ucha. Stopniowanie przymiotnikw odbywao si wycznie przez dodanie do formy stopnia rwnego przedrostka wtruj stopniu wyszym oraz przedrostka naj - w stopniu najwyszym (np. dobry, wtrdobry, najdobry). Identycznie stopniowano przymiotniki uchodzce dotd za nieregularne, a stopniowanie opisowe polegajce na stosowaniu przyswkw bardziej i najbardziej skasowano.
        Chocia pozostawiono w nie zmienionej formie cz dawnych, najczciej uywanych czasownikw, formy fleksyjne nowo powstajcych starano si ujednolici i uproci; wszystkie bezokoliczniki urabiano przez dodanie przyrostka -a do rzeczownika lub wydzielonego z niego tematu, przykadowo: krok - kraka; robota - robota; sklep - sklepa. Prostota bya zreszt celem nadrzdnym; na odstpstwo od wasnych zasad sowotwrczych decydowano si wwczas, gdy ich cise przestrzeganie stwarzao niebezpieczestwo, e danego neologizmu nie da si wymwi szybko i pynnie. Wyraz trudny do wymwienia lub taki, ktry mg by bdnie zrozumiany przez odbiorc, uwaano za nieodpowiedni; dla lepszego brzmienia wstawiano dodatkowe zgoski lub zachowywano dawn form sowa. Dotyczyo to przede wszystkim zbioru B. Z dalszej czci wywodu jasno wyniknie, dlaczego tak wielk wag przykadano do atwoci wypowiadania sw.
        
        ZBIR B. Na zbir B skaday si wyrazy utworzone specjalnie do celw politycznych, czyli takie, ktre nie tylko byy nonikami politycznych treci, lecz miay rwnie wywiera odpowiedni wpyw na umysowo ich uytkownika. Brak penego zrozumienia zasad angsocu waciwie wyklucza prawidowe posugiwanie si nimi. Niektre daway si tumaczy na staromow lub nawet na sowa ze zbioru A, cho otrzymywao si wwczas nie tyle przekad, ile raczej okrn parafraz, a proces ten pociga za sob utrat wielu odcieni znaczeniowych. Wyrazy ze zbioru B stanowiy jakby werbalny odpowiednik stenotypii; korzystajc z nich, w zaledwie kilku sylabach mona byo zawrze cae bogactwo idei, w dodatku znacznie bardziej precyzyjnie i z wikszym adunkiem emocjonalnym ni przy uyciu normalnego sownictwa.
        Do zbioru B naleay wycznie wyrazy zoone.2 Tworzyy kombinacje dwu i wicej wyrazw lub ich wybranych grup goskowych, scalonych w atw do wymwienia, jednolit cao. Kade zoenie mona byo bez trudu przeksztaci - przez dodanie odpowiedniej kocwki - w inn cz mowy, a odmieniano je wedug zasad t cz mowy obowizujcych. Jako przykad wemy wyraz dobromyl, w przyblieniu oznaczajcy myl ortodoksyjn. Utworzony z niego czasownik dobromyle mona odda jako myle ortodoksyjnie. Jego pochodne byy nastpujce: rzeczownik odsowny: dobromylenie; przymiotnik: dobromylny; przyswek: dobromylnie; wykonawca czynnoci: dobromylak.
        Przy komponowaniu nowych wyrazw ze zbioru B nie kierowano si adnymi zasadami etymologicznymi. czone tematy wyrazowe mogy by wyodrbnione ze wszystkich czci mowy, sta w dowolnym szyku i podlega dowolnym znieksztaceniom upraszczajcym ich wymow, o ile nie przysaniao to sensu. Na przykad w wyrazie mylozbrodnia (zbrodnia mylowa), temat myl stanowi czon pierwszy, a w wyrazie polmyl (Policja Myli) - drugi; element czcy, jak wida, nie zawsze musia wystpowa. Poniewa w wypadku wyrazw ze zbioru B uzyskanie prostoty brzmienia byo znacznie trudniejsze ni w wypadku wyrazw ze zbioru A, zdecydowano si wprowadzi wiele form przestpnych. Przykadowo, od nazw ministerstw Miniprawd, Minipax i Minimio utworzono przymiotniki miniprany, minikojny oraz minimiy, gdy kocwki -prawdny, -pokjny oraz -miny uznano za niewygodne do wymwienia. W zasadzie jednak wyrazy ze zbioru B przyjmoway wycznie przyrostki uywane w nowomowie.
        Niektre sowa zawarte w zbiorze B przekazyway bardzo subtelne odcienie znaczeniowe, zupenie niezrozumiae dla kogo, kto nie posiada sztuki operowania nowomow. Wemy na przykad typowe zdanie z artykuu wstpnego w The Times: Staromylaki bezkiszkoczuj angsoc. Na staromow naley je przeoy w nastpujcy sposb: Ludzie, ktrych wiatopogld uksztatowa si przed Rewolucj, nie rozumiej socjalizmu angielskiego we waciwy, emocjonalny sposb. Tumaczenie jednak nie oddaje zadowalajco treci oryginau. Chcc w peni poj sens przytoczonego zdania, trzeba przede wszystkim dokadnie wiedzie, co oznacza angsoc. Co wicej, jedynie kto dobrze obeznany z ideologi angsocu moe w peni doceni si czasownika kiszkoczu, sugerujcego lep, entuzjastyczn akceptacj, wrcz niemoliw do wyobraenia w dzisiejszych czasach; podobne trudnoci nastrcza rwnie okrelenie staramy siaki, nierozerwalnie kojarzce si z niegodziwoci i dekadencj. Niektre sowa nowomowy, midzy innymi wanie staromylak, miay suy nie tyle przekazywaniu znacze, ile ich niszczeniu. Zakres pojciowy tych sw, z zaoenia nielicznych, rozciga si jak gumowy worek, a w kocu wyraay sob treci, ktrych nonikami byy oryginalnie dziesitki odrbnych wyrazw, z czasem usunitych z jzyka i zapomnianych. Najwiksza trudno, z jak borykali si specjalici redagujcy Sownik nowomowy, nie polegaa na wymylaniu nowych wyrazw, lecz na ustalaniu, co one znacz i ile dawniejszych sw mona nimi zastpi.
        Jak wykazalimy na przykadzie wyrazu wolny, pewne sowa, ktre niegdy miay nieprawomylne znaczenie, pozostawiono dla wygody w nowomowie, odarszy je uprzednio z ich niepodanego sensu. Niezliczone inne wyrazy, takie jak honor, sprawiedliwo, moralno, internacjonalizm, demokracja, wiedza i religia po prostu usunito. Zastpio je kilka sw funkcjonujcych na zasadzie gumowych workw, ktre cakiem zatary ich pierwotn tre. Na przykad sowa dotyczce wolnoci i rwnoci oddawao okrelenie mylozbrodnia, a wszystkie wyrazy zwizane z pojciami obiektywnoci i racjonalizmu obejmowa termin staramy sienie. Wiksza precyzja byaby niebezpieczna. Od czonkw Partii oczekiwano podejcia, jakie charakteryzowao staroytnych Hebrajczykw, ktrzy - nie posiadajc adnej wiedzy na ten temat - uwaali, e wszystkie pozostae narody czcz faszywych bogw. Nie potrzebowali si orientowa, i bogowie ci nazywaj si Ozyrys, Baal, Moloch, Isztar; im mniej o nich wiedzieli, tym lepiej to wiadczyo o ich ortodoksyjnoci. Wierzyli, e istnieje Jahwe, i znali jego przykazania, z ktrych przecie jasno wynikao, i wszyscy bogowie noszcy inne imiona lub obdarzeni innymi atrybutami s faszywi. Podobnie czonek Partii orientowa si, jakie postpowanie jest waciwe, a o tym, jakie odstpstwa od niego mgby popeni, mia jedynie bardzo mgliste pojcie. Na przykad ycie seksualne kadego czonka Partii wyraay i ksztatoway dwa sowa: seksozbrodnia (niemoralno seksualna) oraz dobroseks (wstrzemiliwo). Termin seksozbrodnia odnosi si do wszelkiego rodzaju wykrocze seksualnych. Obejmowa cudzostwo, nierzd, homoseksualizm i inne zboczenia, a take normalny stosunek pciowy midzy maonkami, uprawiany wycznie dla przyjemnoci. Wszystkie te formy wspycia uwaano za zbrodnicze i grozia za nie kara mierci; nie zachodzia zatem konieczno ich wyszczeglniania. W zbiorze C, na ktry skaday si terminy naukowe i techniczne, mogy si znale specjalistyczne okrelenia poszczeglnych zbocze, lecz dla przecitnego obywatela ich znajomo bya zbdna. Wiedzia, co znaczy dobroseks - normalny stosunek midzy maonkami, uprawiany jedynie w celu podzenia potomstwa i nie sprawiajcy kobiecie adnej satysfakcji; wiedzia te, e inne formy wspycia to seksozbrodnie. Nowomowa rzadko pozwalaa rozwin heretyck myl - czowiek najwyej mg sobie uwiadomi, e stoi na progu herezji; na krok nastpny po prostu brakowao mu sw.
        aden wyraz ze zbioru B nie by ideologicznie obojtny. Wiele z nich to eufemizmy. Na przykad okrelenia: mibz (karny obz pracy) lub Minipax (Ministerstwo Pokoju, czyli Ministerstwo Wojny) miay niemal dokadnie odwrotny sens od tego, co zdaway si sugerowa. Z kolei inne sowa jawnie i z pogard nawizyway do prawdziwego charakteru stosunkw panujcych w Oceanii. Do nich naley zaliczy wyraz prolaro, oznaczajcy tandetne rozrywki oraz faszywe wiadomoci, ktrymi Partia karmia masy. Zbir B zawiera te sowa dwuznaczne, majce sens pozytywny, gdy stosowano je w odniesieniu do Partii, oraz negatywny, gdy dotyczyy jej wrogw. Ponadto wystpowao w nim wiele sw, ktre na pierwszy rzut oka sprawiay wraenie zwykych skrtowcw, gdy ich ideologiczne zabarwienie wynikao nie tyle z ich znaczenia, ile z budowy.
        W miar moliwoci starano si, eby wszystkie sowa majce lub mogce mie jakiekolwiek znaczenie polityczne zaliczay si wanie do zbioru B. Nazwom organizacji, zrzesze, doktryn, pastw, instytucji, budynkw publicznych nadawano - pilnujc si tylko, aby sens by nadal zrozumiay - swojskie brzmienie poprzez sprowadzenie ich do pojedynczych, atwo wpadajcych w ucho sw o jak najmniejszej liczbie sylab. Na przykad Departament Archiww Ministerstwa Prawdy, w ktrym pracowa Winston, nazywano Ardep, Departament Literatury - Lidep, Departament Teleprogramw - Teldep, i tak dalej. Nie chodzio wycznie o oszczdno czasu. Ju w pierwszych dziesicioleciach dwudziestego wieku w jzyku politycznym istniaa tendencja do skracania sw i okrele; najsilniej przejawiaa si w pastwach o ustroju totalitarnym lub w organizacjach o takim charakterze. Przykadowo: Nazi, Gestapo, Agitprop. Na pocztku zasad t stosowano niemal instynktownie, w nowomowie jednak posugiwano si ni z ca wiadomoci. Uznano bowiem, e skracajc nazw zawa si i subtelnie odmienia jej sens, odzierajc j ze skojarze, ktre inaczej nasuwayby si same. Nazwa Midzynarodwka Komunistyczna przywodzi na myl powszechne braterstwo, czerwone sztandary, barykady, Karola Marksa i Komun Parysk. Natomiast skrt Komintern kojarzy si jedynie z organizacj o zwartych szeregach oraz zestawem jasno okrelonych doktryn. Sugeruje co rwnie konkretnego jak krzeso lub st. Komintern to wyraz, ktry mona wymwi zupenie bezmylnie, podczas gdy nie sposb powiedzie Midzynarodwka Komunistyczna nie zastanawiajc si cho przez chwil nad sensem wasnych sw. Skojarzenia wywoane okreleniem Miniprawd s rwnie mniej liczne i atwiej poddaj si kontroli ni te, ktre nasuwa nazwa Ministerstwo Prawdy. Wanie ch wyeliminowania niebezpiecznych skojarze tumaczy, dlaczego tak ochoczo wprowadzano skrty i dlaczego przywizywano tak du wag do atwoci wymawiania poszczeglnych sw.
        W nowomowie najwikszy nacisk kadziono na dokadno semantyczn, a tu po niej na eufoni. Kiedy zachodzia potrzeba, bez skrupuw powicano prawidowo gramatyczn. I susznie, gdy dla celw politycznych najlepiej si nadaway krtkie, dobitne sowa o jasnej, jednoznacznej treci, atwe do wymwienia i wywoujce minimaln liczb skojarze w umyle uytkownika. Wyrazy ze zbioru B nawet zyskiway na sile dziki temu, e tak niewiele rniy si midzy sob. Prawie bez wyjtku - dobromyl, Minipax, prolaro, dobroseks, mibz, angsoc, kiszkoczu, polmyl i wiele, wiele innych - byy to wyrazy dwu- lub trzysylabowe, akcentowane zazwyczaj na przedostatniej sylabie. Posugiwanie si nimi sprawiao, e mowa przypominaa szczekanie, skaday si bowiem z krtkich, monotonicznych dwikw. Wanie o to chodzio: chciano uniezaleni mow - a zwaszcza mwienie na tematy nieobojtne politycznie - od wiadomoci. O ile bowiem w rozmowie o sprawach codziennych czowiek czasami musi si zastanowi przed wypowiedzeniem jakiej kwestii, o tyle czonek Partii powoany do wygoszenia oceny natury politycznej lub etycznej powinien umie wyrzuci z siebie waciwe opinie rwnie automatycznie, jak karabin maszynowy wystrzeliwuje kule. Przygotowywao go do tego stosowne wyszkolenie, nowomowa dostarczaa mu niezbdnych rodkw, a zadanie upraszczay same sowa, ich chropawe dwiki i celowa brzydota zgodna z duchem angsocu.
        Za due uatwienie naley rwnie uzna ograniczony wybr sw. W porwnaniu ze sownictwem uywanym przez nas, zasb nowomowy by niezwykle may, a ponadto wci wyszukiwano sposoby, eby go jeszcze bardziej uszczupli. Nowomowa tym wanie rnia si od wikszoci jzykw, i jej sownictwo nie roso, lecz kurczyo si z roku na rok. Kad redukcj traktowano jako korzystn, gdy im mniejszy wybr, tym mniejsza pokusa mylenia. Dono do tego, aby przeksztaci mow w strumie dwikw wydobywajcy si prosto z krtani bez adnego udziau orodkw wyszych. Do tego celu przyznawano si otwarcie, czego przykadem wyraz kwak-mowa, oznaczajcy mow podobn do kwakania kaczki. Jak wiele innych sw ze zbioru B, termin kwakmowa mia znaczenie pozytywne i negatywne - pozytywne wwczas, kiedy wygaszane tym sposobem opinie byy ortodoksyjne; tak wic gdy w The Times nazwano jednego z partyjnych mwcw dwaplusdobrym kwakmwc, naleao rozumie to jako najwysz pochwa.
        
        ZBIR C. Zbir C stanowi uzupenienie dwch powyszych; skadaa si na wycznie terminologia naukowa i techniczna. Poszczeglne wyrazy przypominay te znajdujce si w uyciu obecnie, miay rwnie identyczn etymologi; podobnie jednak jak w wypadku innych wyrazw, sztywno okrelono ich sens oraz usunito wszelkie znaczenia uboczne. Do terminw ze zbioru C stosoway si te same zasady gramatyczne co do caej nowomowy. Bardzo niewiele wyrazw tej kategorii trafiao bd to do potocznego, bd do politycznego jzyka. Kady naukowiec lub technik mg znale wszystkie niezbdne mu terminy w spisie powiconym jego specjalnoci, lecz rzadko zna wicej ni gar terminw z innych dziedzin, a zaledwie kilka okrele byo dla nich wsplnych. Cakiem natomiast brakowao stw, aby wyrazi pojcie nauki jako takiej lub mwi o naukowym sposobie mylenia czy naukowym podejciu w sensie interdyscyplinarnej metody poznawczej. Nie istniao te w ogle sowo odpowiadajce pojciu wiedza - wszystkie jego odcienie znaczeniowe przej na siebie termin angsoc.
        Z powyszego opisu wynika jasno, e wyraenie w nowomowie nieortodoksyjnych pogldw byo waciwie niewykonalne. Pozostawaa, oczywicie, moliwo wygaszania bardzo prymitywnych herezji, a raczej blunierstw, typu: Wielki Brat jest bezdobry. Jednake podobnego stwierdzenia, ktre osoba ortodoksyjna przyjaby jako ewidentny absurd, nikt nie zdoaby poprze rozsdn argumentacj, gdy zabrakoby mu podstawowych sw. Idee wrogie angsocowi nie mogy zosta sformuowane i wyraone sowami; take potpiajc je stosowano oglne miano herezji bez precyzowania ich bliej. Waciwie jedyny sposb, w jaki mona byo posuy si nowomow do nieortodoksyjnych celw, to przestpczo podstawiajc pod sowa ich pierwotne, staromowne znaczenia. Zdanie Wszystkie czowieki s rwne brzmiao w nowomowie rwnie bezsensownie co w staromowie stwierdzenie Wszyscy ludnie s rudzi. Nie zawierao bdu gramatycznego, lecz gosio oczywist nieprawd, a mianowicie, e wszyscy s rwni wag, wzrostem i si. Nie istniao pojcie politycznej rwnoci, ten uboczny sens sowa rwny dawno ju wyrugowano. W roku 1984, gdy wszyscy na co dzie wci jeszcze posugiwali si staro-mow, istniao teoretycznie niebezpieczestwo, e uywajc nowomownych sw nadal bd pamita ich dawne znaczenia, lecz w praktyce uniknicie takiej sytuacji nie sprawiao trudnoci adnemu obywatelowi dobrze obeznanemu z zasadami dwj my  lenia, a liczono, e w cigu dwch pokole niebezpieczestwo to zniknie zupenie. Tak jak kto, kto nigdy w yciu nie sysza o szachach, nie jest wiadom ubocznych znacze sw krlowa i wiea, tak czowiek od dziecka mwicy wycznie nowomow nie bdzie wiedzia, e sowo rwny wizao si niegdy z pojciem rwnoci politycznej, a sowo wolny z pojciem swobody intelektualnej. Wielu przestpstw i omyek nie bdzie mg popeni po prostu dlatego, e nie zdoa uj ich w sowa i nawet sformuowa w mylach. Spodziewano si, e z biegiem lat charakterystyczne cechy nowomowy stan si jeszcze wyraniejsze: postpujca redukcja sw, coraz sztywniej okrelone znaczenia pozostaych, a moliwo posuenia si nimi do niewaciwych celw coraz mniej prawdopodobna.
        Kiedy staromowa raz na zawsze ustpi miejsca nowomowie, zerwaniu ulegnie ostatnie ogniwo czce z przeszoci. Histori ju dawno napisano ponownie, lecz - na skutek niedopatrze cenzury - fragmentom dawnych dzie literackich udao si gdzieniegdzie przetrwa, i dla tych, ktrzy znali staromow, nadal byy dostpne. W przyszoci jednak, nawet jeli si zachowaj, podobne urywki bd niezrozumiae i nieprzetumaczalne. Nie sposb bowiem przeoy tekstu ze staromowy na nowomow, chyba e jest to opis techniczny, dotyczy bardzo prostej codziennej czynnoci lub ma ortodoksyjny (w nowomowie dobromylny} charakter. W praktyce oznacza to, i adnej ksiki sprzed okoo 1960 roku nie mona przetumaczy w caoci. Literatur z okresu przedrewolucyjnego naley podda przekadowi ideologicznemu, czyli takiemu, ktry zmienia nie tylko jzyk, lecz rwnie tre. Wemy na przykad ten dobrze znany ustp Deklaracji Niepodlegoci:
        
        Uwaamy na niezbite i oczywiste prawdy: e ludzie stworzeni zostali rwnymi sobie; e Stwrca udzieli im pewnych praw niezbywalnych, w rzdzie ktrych na pierwszym miejscu postawi naley prawo do ycia, do wolnoci i do poszukiwania szczcia; e w celu zapewnienia sobie tych praw ludzie ustanowili midzy sob rzdy, ktrych wadza wypywa z woli rzdzonych; e ilekro jakakolwiek forma rzdu sprzeciwia si celowi, w jakim bya ustanowiona, nard ma prawo zmieni j lub znie zupenie, i ustanowi rzd nowy...
        
        Przeoenie tego ustpu na nowomow, przy zachowaniu wiernoci oryginaowi, jest niepodobiestwem. Najbliej mona by odda cao tekstu zaledwie jednym sowem: mylozbrodnia. Peny przekad mgby by wycznie przekadem ideologicznym, w ktrym sowa Jeffersona przybrayby form panegiryku na cze rzdw totalitarnych.
        Wiele dzie literatury dawniejszej tumaczono wanie w ten sposb. Ze wzgldw prestiowych uwaano za wskazane zachowa pami o pewnych postaciach historycznych, rwnoczenie przetwarzajc ich osignicia zgodnie z duchem angsocu. Podjto prace nad przekadami utworw rnych pisarzy, takich jak Shakespeare, Milton, Swift, Byron, Dickens; po ich zakoczeniu zamierzano zniszczy dziea oryginalne, jak rwnie wszystko, co pozostao z literatury dawniejszej. Proces tumaczenia by powolny i mudny; przewidywano, e zakoczy si nie wczeniej ni w pierwszym lub drugim dziesicioleciu dwudziestego pierwszego wieku. Ogromne masy literatury fachowej, w tym podrcznikw, rwnie naleao przetworzy. To wanie gwnie dlatego, chcc da czas na wstpne opracowanie przekadw, ostateczny termin wprowadzenia nowomowy wyznaczono dopiero na rok 2050.
1 Nowomowa  stanowia  urzdowy   jzyk   Oceanii.   Opis  jego  budowy i etymologii zawarty jest w Aneksie.

2 Niektre wyrazy zoone, np. mowopis, znajdoway si oczywicie rwnie w zbiorze A, lecz byy to po prostu wygodne skrtowce bez adnego zabarwienia ideologicznego.