• File: 133-04.HTM
  • Full Path: /srv/http/kleku/pub/ebooks/swiadome snienie/SZTUKA SNIENIA/133-04.HTM
  • Date Modified: 2019-09-06 10:00:00
  • File size: 49.91 KB
  • MIME-type: text/html
  • Charset: 8 bit
 
Open Back
<html>
<head>
<title>B/133: C.Castaneda - Sztuka nienia</title>
<meta http-equiv="Content-Type" content="text/html; charset=windows-1250">
<style type="text/css">
<!--
h4 {  font: bold 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: center; text-indent: 0pt; margin: 10pt 0cm}
p { font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: justify; text-indent: 0.5cm; margin: 5pt 0cm}
body {  font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 1cm}
td {  font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 0pt}
-->
</style>
</head>
<body bgcolor="#FFCC99" leftmargin="1cm" marginwidth="1cm" link="#000000" vlink="#000000" alink="#000000">
<SCRIPT TYPE="text/javascript" LANGUAGE="JavaScript" SRC="../../../main.js"></SCRIPT>
<table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0" align="center"><tr><td>

<div align="right"><a href="133-03.htm">Wstecz</a> / <a href="133-ind.htm">Spis 
  Treci</a> / <a href="133-05.htm">Dalej</a></div>
<h4>ROZDZIA IV: UNIERUCHOMIENIE PUNKTU POCZENIA</h4>
<P>Poniewa umwilimy si, e bdziemy rozmawia o nieniu tylko wtedy, gdy don 
  Juan uzna to za konieczne, rzadko kiedy pytaem go o to i nigdy nie dryem 
  tematu zbyt gboko. Dlatego te bardziej ni chtnie suchaem go, gdy tylko 
  zdecydowa si podj ten temat. Komentarze lub rozwaania o nieniu niezmiennie 
  pojawiay si w tle innych tematw jego nauk, podejmowane zawsze zupenie nieoczekiwanie.</p>
<P>Pewnego razu, gdy odwiedziem don Juana w jego domu i rozmawialimy zupenie 
  o czym innym, ten nagle powiedzia, e dziki obcowaniu z istotami nieorganicznymi 
  w nieniu, dawni czarownicy nabyli wielkiej biegoci w manipulowaniu punktem 
  poczenia  w dziedzinie niezwykle obszernej i zowrogiej.</p>
<P>Natychmiast skorzystaem z okazji i zapytaem don Juana, czy domyla si, w 
  jakich czasach mogli y dawni czarownicy. Nieraz wczeniej pytaem go o to, 
  lecz nie udzieli mi zadowalajcej odpowiedzi. W tym momencie wierzyem jednak, 
  by moe dlatego, i sam podj ten temat, e tym razem zechce sprawi mi przyjemno 
  i odpowie.</p>
<P> To bardzo uciliwy temat  stwierdzi takim tonem, e pomylaem, i znw 
  zlekceway moje pytanie. Byem wic zaskoczony, gdy zacz mwi dalej.  Ta 
  sprawa tak samo wykoczy twj zdrowy rozsdek, jak temat istot nieorganicznych. 
  A przy okazji, co teraz o nich sdzisz?</p>
<P> Pogrzebaem moje opinie  odparem.  Nie mam czasu myle, tak czy owak.</p>
<P>Moja odpowied niezmiernie ubawia don Juana. Rozemia si i powiedzia mi 
  o swoich wasnych lkach i odrazie do istot nieorganicznych.</p>
<P> Nigdy nie naleay do moich ulubiecw  stwierdzi.  Oczywicie gwn 
  przyczyn by strach. Nie potrafiem go przezwyciy, gdy naleao to zrobi, 
  i tak utrwali si ju na dobre.</p>
<P> Czy teraz te si ich boisz, don Juanie?</p>
<P> To nie jest waciwie strach, lecz odraza. Nie chc mie z nimi nic wsplnego.</p>
<P> Czy jest po temu jaki szczeglny powd?</p>
<P> Najbardziej oczywisty na wiecie: zupene przeciwiestwo. One kochaj niewolnictwo, 
  a ja wolno. One uwielbiaj kupowa, a ja niczego nie sprzedaj.</p>
<P>Odczuem niewyobraalne rozdranienie i szorstko powiedziaem don Juanowi, 
  e ta sprawa jest dla mnie zbyt nacigana, bym mg traktowa j powanie.</p>
<P>Don Juan wpatrywa si we mnie z umiechem.</p>
<P> Najlepsze, co mona zrobi z istotami nieorganicznymi, to wanie to, co 
  ty zrobie: zaprzeczy ich istnieniu, lecz pogadywa sobie z nimi regularnie, 
  twierdzc, e to tylko sen, a we nie wszystko moe si zdarzy. W ten sposb 
  w nic si nie angaujesz.</p>
<P>Poczuem si dziwnie winny, chocia nie wiedziaem dlaczego.</p>
<P> Do czego pijesz, don Juanie?  czuem si zmuszony spyta.</p>
<P> Do twoich pogaduszek z istotami nieorganicznymi  odpar sucho.</p>
<P> artujesz? Jakich pogaduszek?</p>
<P> Nie chciaem porusza tego tematu, ale chyba nadszed ju czas, by ci powiedzie, 
  e ten natrtny gos, ktry napomina ci, by skupia sw uwag nienia na 
  przedmiotach w twoich snach, by gosem istoty nieorganicznej.</p>
<P>Pomylaem sobie, e don Juan kompletnie straci rozum. Byem tak rozdraniony, 
  e nawet zaczem na niego krzycze. mia si ze mnie i poprosi, bym opowiedzia 
  mu o moich niezwykych sesjach nienia. Ta proba bardzo mnie zdziwia. Nigdy 
  bowiem nie wspominaem nikomu, e czasami, gdy oddalam si od swojego snu, przycigany 
  przez jaki szczeg, nie zmieniam go na inny, co powinno nastpi, lecz cakowicie 
  zmienia si jego nastrj, a ja odkrywam, e znajduj si w nie znanym mi wymiarze. 
  Tam szybuj, prowadzony przez niewidzialnego przewodnika, ktry wprawia mnie 
  w wirowanie. Zawsze si budz z takiego snu, cigle wirujc, i dugo si miotam, 
  zanim zupenie si przebudz.</p>
<P> Miewasz prawdziwie udane spotkania ze swoimi nieorganicznymi przyjacimi 
   stwierdzi don Juan.</p>
<P>Nie chciaem si z nim kci, ale te nie mogem przyzna mu racji. Nic nie 
  powiedziaem. Zapomniaem cakiem o swoim pytaniu o dawnych czarownikw, lecz 
  don Juan podj ten temat na nowo.</p>
<P> Wedug mnie dawni czarownicy yli moe nawet a dziesi tysicy lat temu 
   powiedzia z umiechem, oczekujc mojej reakcji.</p>
<P>Odrzekem mu, opierajc swoj odpowied na najnowszych danych archeologicznych 
  dotyczcych migracji azjatyckich nomadw do obu Ameryk, i nie wydaje mi si, 
  eby moga by to prawda. Dziesi tysicy lat to o wiele za duo.</p>
<P> Ty wiesz swoje, a ja swoje  stwierdzi don Juan.  Wedug mojej wiedzy dawni 
  czarownicy panowali przez cztery tysice lat, od sidmego do trzeciego tysiclecia 
  wstecz. Trzy tysice lat temu skoczya si ich wadza i od tej pory czarownicy 
  przegrupowuj i restrukturyzuj to, co zostao po ich staroytnych poprzednikach.</p>
<P> Skd moesz by tak pewien tych swoich dat? zapytaem.</p>
<P> Skd moesz by tak pewien swoich?  odparowa. Powiedziaem mu, e archeologowie 
  maj nieomylne metody ustalania czasu istnienia dawnych kultur.</p>
<P> Tak samo, jak czarownicy  zripostowa raz jeszcze.  Nie prbuj zbija 
  twoich argumentw  cign lecz by moe ju wkrtce bdziesz mg zapyta 
  kogo, kto wie to na pewno.</p>
<P> Nikt nie wie tego na pewno, don Juanie.</p>
<P> To kolejna rzecz, w ktr nie mona uwierzy, ale istnieje kto, kto moe 
  to wszystko potwierdzi. Pewnego dnia spotkasz t osob.</p>
<P> Daj spokj, don Juanie. Nie artuj sobie. Kto moe potwierdzi co, co zdarzyo 
  si siedem tysicy lat temu?</p>
<P> To bardzo proste. Chodzi o jednego z dawnych czarownikw, o ktrych mowa. 
  Tego, ktrego spotkaem. To wanie on opowiedzia mi wszystko o dawnych czarownikach. 
  Mam nadziej, e zapamitasz, co powiem ci o tym czowieku. On jest kluczem 
  do wielu naszych stara i wysikw. I wanie z nim musisz si spotka.</p>
<P>Powiedziaem don Juanowi, e sucham pilnie kadego jego sowa, cho zupenie 
  nie rozumiem, o czym mwi. Zarzuci mi, e angauj si w t dyskusj tylko 
  po to, by nie okaza mu wprost, i w ogle nie wierz w to, co mwi o dawnych 
  czarownikach. Przyznaem, e rzeczywicie, w stanie normalnej wiadomoci nie 
  wierz w te jego wydumane historie. Co prawda, nie uwierzybym w nie rwnie 
  w drugiej uwadze, aczkolwiek wtedy zareagowabym zupenie inaczej.</p>
<P> Historia ta wyda ci si wydumana jedynie wwczas, gdy zaczniesz j roztrzsa 
   zauway don Juan. Jeli natomiast nie zaangaujesz w to swojego zdrowego 
  rozsdku, pozostanie jedynie kwesti energii.</p>
<P> Don Juanie, dlaczego powiedziae, e spotkam jednego z dawnych czarownikw?</p>
<P> Poniewa tak bdzie. Wy dwaj musicie si spotka pewnego dnia. Na razie jednak 
  pozwl, e opowiem ci inn wyduman histori o pewnym nagualu z mojej linii, 
  nagualu Sebastianie.</p>
<P>Don Juan powiedzia mi, e nagual Sebastian by kocielnym w poudniowym Meksyku 
  na pocztku osiemnastego wieku. Podkreli, e czarownicy  czy to staroytni, 
  czy wspczeni  znajdowali azyl w uznanych instytucjach, takich jak Koci. 
  Twierdzi, e z powodu swojej wielkiej dyscypliny czarownicy s godnymi zaufania 
  pracownikami i z tego powodu s usilnie poszukiwani przez instytucje, ktrym 
  cigle brak takich wanie osb. Don Juan uwaa, e jeli tylko nikt nie jest 
  wiadomy istnienia magii, brak ideologicznych sympatii czarownikw czyni z nich 
  idealnych pracownikw.</p>
<P>Don Juan opowiada dalej, e pewnego dnia, gdy Sebastian krzta si przy swojej 
  pracy, do kocioa przyszed dziwny czowiek  stary Indianin wygldajcy na 
  chorego. Przybysz poprosi sabym gosem o pomoc. Nagual pomyla, e Indianin 
  poszukuje proboszcza, lecz ten, z wielkim wysikiem, skierowa swe sowa do 
  niego. Chrapliwym gosem owiadczy wprost, e wie, i Sebastian jest nie tylko 
  czarownikiem, lecz rwnie nagualem.</p>
<P>Sebastian, mocno zaniepokojony niespodziewanym obrotem wydarze, odcign 
  Indianina na bok i zada przeprosin. Stary czowiek odpar, e nie przyby 
  tu, aby przeprasza, lecz po fachow pomoc. Powiedzia, e potrzebuje energii 
  naguala, by utrzyma si przy yciu, ktre, jak zapewni Sebastiana, trwa ju 
  tysice lat, cho wanie teraz ganie.</p>
<P>Sebastian, ktry by bardzo inteligentnym czowiekiem i nie mia ochoty wysuchiwa 
  podobnych bzdur, upomnia Indianina, by zaprzesta wygupw. Stary czowiek 
  rozzoci si i zagrozi Sebastianowi, e jeli ten nie speni jego proby, 
  wyda go i jego grup wadzom kocielnym.</p>
<P>Don Juan przypomnia mi, e byy to czasy, gdy Koci brutalnie i systematycznie 
  tpi heretyckie praktyki wrd Indian Nowego wiata. Tej groby nie mona byo 
  zlekceway; nagual i jego grupa znaleli si w miertelnym niebezpieczestwie. 
  Sebastian zapyta Indianina, jak ma przekaza mu swoj energi. Stary czowiek 
  wyjani, e nagual dziki swojej dyscyplinie nabywa szczeglnego rodzaju energii, 
  ktr gromadzi w swoim ciele i ktrej on bezbolenie zaczerpnie z jego centrum 
  energetycznego znajdujcego si na ppku. W zamian za to Sebastian nie tylko 
  bdzie mg bez adnego uszczerbku dziaa dalej, lecz rwnie otrzyma podarunek 
  mocy.</p>
<P>wiadomo, e manipuluje nim stary Indianin, nie dawaa nagualowi spokoju, 
  lecz przybysz by nieugity i nie pozostawi mu innego wyjcia, jak tylko speni 
  jego prob.</p>
<P>Don Juan zapewni mnie, e Indianin wcale nie przesadza. Okazao si bowiem, 
  e jest jednym z czarownikw staroytnoci, jednym z tych, ktrych zwano tymi, 
  ktrzy sprzeciwili si mierci. Przetrwa tak dugo prawdopodobnie dziki sobie 
  tylko znanym sposobom manipulowania punktem poczenia.</p>
<P>Don Juan powiedzia, e to, co zaszo midzy Sebastianem a starym Indianinem, 
  stao si pniej podstaw porozumienia, ktre zwizao wszystkich szeciu nagualw, 
  nastpcw Sebastiana. Ten, ktry sprzeciwi si mierci dotrzyma sowa; w zamian 
  za ich energi, ofiarowa kademu nagualowi podarunek mocy. Sebastian musia 
  przyj podarunek, aczkolwiek zrobi to bardzo niechtnie; zosta przyparty 
  do muru i nie mia innego wyjcia. Jednak pozostali naguale, ktrzy przyszli 
  po nim, przyjli go z wdzicznoci i dum.</p>
<P>Don Juan zakoczy swoje opowiadanie, wyjaniajc, e z biegiem czasu tego, 
  ktry sprzeciwi si mierci, zaczto nazywa lokatorem. I od ponad dwustu lat 
  naguale z linii don Juana szanuj to porozumienie, tworzc symbiotyczny zwizek, 
  ktry zmienia przebieg i ostateczny cel ich linii.</p>
<P>Don Juan nie chcia wicej opowiada, a ja zostaem z dziwnym uczuciem, e 
  to, co powiedzia, byo prawd. Uczucie to byo dla mnie bardziej kopotliwe, 
  ni mogem sobie wyobrazi.</p>
<P> W jaki sposb zdoa tak dugo przey?  zapytaem.</p>
<P> Tego nikt nie wie  odpowiedzia don Juan.  Wszystko, co wiemy o nim od 
  pokole, pochodzi od niego samego. To wanie tego, ktry sprzeciwi si mierci, 
  zapytaem o dawnych czarownikw, a on powiedzia, e byli u szczytu swego rozwoju 
  trzy tysice lat temu.</p>
<P> Skd wiesz, e mwi prawd?</p>
<P>Don Juan pokrci gow ze zdumieniem, jeli nie z odraz.</p>
<P> Gdy stajesz w obliczu tej niewyobraalnej tajemnicy dokoa  odpar, zataczajc 
  rk szeroki uk  nie zawracasz sobie gowy kamstewkami. Kamstewka s dobre 
  dla tych, ktrzy nigdy nie widzieli, co tam si ukrywa, czekajc na nich.</p>
<P> A co tam na nas czeka, don Juanie? Jego odpowied, pozornie niewinna, bardziej 
  mnie przerazia, ni gdybym opisa najwiksz potworno.</p>
<P> Co absolutnie bezosobowego  powiedzia. Don Juan musia zauway druzgoczcy 
  efekt swoich sw. Zmieni poziom mojej wiadomoci, bym doszed do siebie.</p>
<P>Kilka miesicy pniej moje wiczenia w nieniu przybray dziwny obrt. Zaczem 
  uzyskiwa w snach odpowiedzi na pytania, ktre zamierzaem zada don Juanowi. 
  Najwiksze wraenie jednak wywaro na mnie to, e po niedugim czasie zaczo 
  mi si to przydarza rwnie na jawie. Pewnego dnia, gdy siedziaem przy biurku, 
  otrzymaem odpowied na nie wypowiedziane pytanie o realno istot nieorganicznych. 
  Widziaem je w snach tak wiele razy, e zaczem uwaa za istoty realne. Przypomniaem 
  sobie, e znajdujc si w stanie nie cakiem normalnej wiadomoci na pustyni 
  wok Sonory, dotknem nawet jednej z nich. A moje sny co jaki czas odchodziy 
  od normalnoci i widywaem wwczas obrazy wiatw, ktre, jak podejrzewaem, 
  nie mogy by wytworami mojego umysu. Chciaem zada don Juanowi zwize pytanie, 
  ktre moliwie najlepiej wyraaoby mj dylemat; sformuowaem je w mylach 
  nastpujco: Jeeli mamy przyj, e istoty nieorganiczne s tak samo realne, 
  jak ludzie, to gdzie w fizycznym wszechwiecie, znajduje si przestrze, w ktrej 
  one istniej?</p>
<P>Po postawieniu sobie tego pytania, usyszaem dziwny miech, zupenie jak wwczas, 
  gdy mocowaem si z istot nieorganiczn. Pniej usyszaem mski gos:</p>
<P> Przestrze ta znajduje si w okrelonym pooeniu punktu poczenia. Tak 
  samo, jak twj wiat znajduje si w jego zwyczajowym pooeniu.</p>
<P>Ostatni rzecz, jakiej pragnem, byo wdawanie si w dyskusj z jakim eterycznym 
  gosem, wstaem wic i wybiegem z domu. Przyszo mi na myl, e trac rozum. 
  Nastpny kopot do mojej kolekcji kopotw.</p>
<P>Gos by tak wyrany i apodyktyczny, e nie tylko mnie zaintrygowa, lecz rwnie 
  przerazi. Czekaem na niego w trwodze, lecz zdarzenie ju wicej si nie powtrzyo. 
  Przy pierwszej okazji opowiedziaem o tym don Juanowi.</p>
<P>Nie wywaro to na nim adnego wraenia.</p>
<P> Musisz zrozumie raz na zawsze, e takie rzeczy s normalne w yciu czarownika 
   powiedzia.  Nie tracisz rozumu; po prostu syszysz gos wysannika nienia. 
  Po przekroczeniu pierwszej lub drugiej bramy nienia, nicy osiga pewien prg 
  energii i zaczyna widzie rne rzeczy lub sysze gosy. A raczej pojedynczy 
  gos. Czarownicy nazywaj go gosem wysannika nienia.</p>
<P> Co to wysannik nienia?</p>
<P> To obca energia obdarzona zwizoci. Obca energia, ktra rzekomo pomaga 
  nicym poprzez mwienie im rnych rzeczy. Problem z wysannikiem nienia polega 
  na tym, e moe powiedzie czarownikowi jedynie to, co ten ju wie lub wiedziaby, 
  gdyby by czarownikiem z prawdziwego zdarzenia.</p>
<P> Stwierdzenie, i jest to obca energia obdarzona zwizoci, wcale mi nie 
  pomogo, don Juanie. Jaka to energia? Dobrotliwa, zoliwa, za, dobra? Jaka?</p>
<P> Obca energia. Tylko tyle. Bezosobowa sia, ktrej nadajemy cechy osobowe, 
  poniewa posiada gos. Niektrzy czarownicy s jej zagorzaymi zwolennikami. 
  Nawet j widz, albo  tak jak ty  sysz jako kobiecy lub mski gos. Ten 
  gos mwi im, jaki jest stan rzeczy, co najczciej bior za wite sowa.</p>
<P> Dlaczego niektrym z nas objawia si jako gos?</p>
<P> Widzimy j albo syszymy, poniewa utrzymujemy nasz punkt poczenia nieruchomo 
  w nowym, okrelonym pooeniu; im silniejsze unieruchomienie, tym silniejsze 
  przeycie kontaktu z wysannikiem. Uwaaj! Moesz zobaczy i poczu go jako 
  nag kobiet.</p>
<P>Don Juan rozemia si, lecz ja byem zbyt przeraony, by sobie artowa.</p>
<P> Czy ta sia moe si zmaterializowa?  zapytaem.</p>
<P> Jasne. Wszystko zaley od stopnia unieruchomienia punktu poczenia. Bd 
  jednak spokojny; jeeli jeste w stanie utrzyma pewien dystans, nic si nie 
  zdarzy. Wysannik pozostanie tym, czym jest: bezosobow si, ktra oddziauje 
  na nas z powodu unieruchomienia naszego punktu poczenia.</p>
<P> Czyjego rady s bezpieczne i rozsdne?</p>
<P> To nie s rady. On tylko mwi nam, co jest czym, a my wycigamy z tego wasne 
  wnioski.</p>
<P>Opowiedziaem don Juanowi, co mwi do mnie gos.</p>
<P> Jest tak, jak mwiem  zauway don Juan.  Wysannik nie powiedzia ci 
  nic nowego. Jego stwierdzenia byy suszne, ale tylko pozornie odkry co przed 
  tob. Wysannik powtrzy jedynie to, co ju wiedziae.</p>
<P> Obawiam si, don Juanie, e skamabym, gdybym powiedzia, i wiedziaem 
  to wczeniej.</p>
<P> Nie skamaby. Wiesz obecnie nieskoczenie wicej o tajemnicy wszechwiata, 
  ni przypuszczasz. Ale taka to ju nasza ludzka przypado; wiemy wicej o 
  tajemnicy wszechwiata, ni przypuszczamy.</p>
<P>Przeycie tego niesamowitego zjawiska zupenie samodzielnie, bez pomocy don 
  Juana, napenio mnie wielk radoci. Chciaem dowiedzie si czego wicej 
  o wysanniku. Zaczem pyta don Juana, czy on rwnie syszy jego gos.</p>
<P>Przerwa mi i umiechajc si szeroko, powiedzia:</p>
<P> Tak, tak. Wysannik mwi i do mnie. W modoci widywaem go jako zakonnika 
  w czarnym kapturze. Gadajcego zakonnika, na ktrego widok umieraem ze strachu, 
  za kadym razem. Potem, gdy ju lepiej radziem sobie ze strachem, stal si 
  bezosobowym gosem, ktry do dzisiaj mwi mi o rnych sprawach.</p>
<P> Jakich sprawach, don Juanie?</p>
<P> O wszystkim, na co skieruj moj intencj, o rzeczach, ktrych nie chce mi 
  si samemu rozgryza. Na przykad o szczegach zwizanych z zachowaniem moich 
  uczniw. O tym, co robi, gdy nie ma mnie w pobliu. W szczeglnoci o tobie. 
  Wysannik mwi mi o wszystkim, co robisz.</p>
<P>W tym momencie zupenie przesta mi si podoba kierunek, jaki przybraa nasza 
  rozmowa. Gorczkowo szukaem w pamici pyta z innych dziedzin, podczas gdy 
  don Juan zanosi si miechem.</p>
<P> Czy wysannik nienia jest istot nieorganiczn? zapytaem.</p>
<P> Powiedzmy, e jest si, ktra przybywa z ich wiata. Dlatego wanie nicy 
  zawsze si z ni stykaj.</p>
<P> Czy oznacza to, e kady nicy syszy albo widzi wysannika?</p>
<P> Kady go syszy, niewielu jednak widzi lub czuje.</p>
<P> Potrafisz to jako wyjani?</p>
<P> Nie. Poza tym, wysannik mao mnie obchodzi. W pewnym momencie ycia musiaem 
  podj decyzj, czy skoncentrowa si na istotach nieorganicznych i pj w 
  lady dawnych czarownikw, czy odrzuci to wszystko. Mj nauczyciel, nagual 
  Julian, pomg mi podj decyzj i odrzuci t drog. Nigdy nie aowaem tej 
  decyzji.</p>
<P> Uwaasz, e ja rwnie powinienem odrzuca istoty nieorganiczne, don Juanie?</p>
<P>Nie odpowiedzia. Zamiast tego wyjani, e istoty nieorganiczne s zawsze 
  gotowe do nauczania. Moe dlatego, e posiadaj gbsz wiadomo ni nasza 
  wasna, czuj si zmuszone wzi nas pod sw kuratel.</p>
<P> Nie wiedziaem, po co miabym zostawa ich uczniem  doda don Juan.  Cena 
  jest zbyt wysoka.</p>
<P> A jaka jest ta cena?</p>
<P> Nasze ycie, nasza energia, nasze oddanie si im. Innymi sowy, nasza wolno.</p>
<P> Ale czego one ucz?</p>
<P> Rzeczy waciwych ich wiatu. W ten sam sposb my sami uczylibymy je, gdybymy 
  byli w stanie, rzeczy waciwych naszemu wiatu. Jednake ich metoda polega 
  na potraktowaniu jako miernika naszych potrzeb naszej najgbszej jani, a potem 
  uczeniu nas odpowiednich rzeczy. To bardzo niebezpieczne!</p>
<P> Nie rozumiem, dlaczego miaoby to by niebezpieczne.</p>
<P> Jeli kto miaby wzi za miernik twoj najgbsz ja razem ze wszystkimi 
  jej lkami, chciwoci, zazdroci i tak dalej, i tak dalej, a potem uczyby 
  ci, jak zaspokoi ten straszliwy stan ducha, to jakie mogyby by tego rezultaty? 
  Jak mylisz?</p>
<P>Nie znalazem odpowiedzi. Chyba doskonale rozumiaem, dlaczego don Juan to 
  wszystko odrzuci.</p>
<P> Problem z dawnymi czarownikami polega na tym, e nauczyli si wspaniaych 
  rzeczy, lecz zrobili to na bazie czystej, niszej jani  cign don Juan. 
   Istoty nieorganiczne stay si ich sprzymierzecami i za pomoc cierpliwych 
  instrukcji nauczyy ich czyni cuda. Sprzymierzecy wykonywali poszczeglne 
  czynnoci, a czarownicy staroytnoci krok po kroku powtarzali je, nie czynic 
  adnych zmian w swojej najgbszej naturze.</p>
<P> Czy zwizki z istotami nieorganicznymi przetrway do dzisiaj?</p>
<P> Nie potrafi na to odpowiedzie z ca pewnoci. Mog stwierdzi jedynie, 
  e nie wyobraam sobie, bym mg y w takich zwizkach. Zaangaowanie tej natury, 
  poprzez zuytkowanie caego zapasu dostpnej energii, ogranicza poszukiwanie 
  wolnoci. Aby w peni poda za przykadem swoich sprzymierzecw, dawni czarownicy 
  musieli spdza ycie w wiecie istot nieorganicznych. Ilo energii potrzebna 
  do regularnego odbywania takiej podry jest niewyobraalna.</p>
<P> Chcesz przez to powiedzie, e czarownicy byli zdolni do egzystowania w takich 
  wiatach tak samo, jak my egzystujemy w naszym?</p>
<P> Niezupenie tak samo, lecz z pewnoci mogli tam y, zachowujc swoj wiadomo 
  i indywidualno. Wysannik nienia by dla takich czarownikw najwaniejsz 
  istot. Jeeli czarownik chce y w wiecie istot nieorganicznych, wysannik 
  jest doskonaym pomostem czcym oba wiaty; mwi, a na dodatek naucza i prowadzi.</p>
<P> Czy bye kiedykolwiek w takim wiecie, don Juanie?</p>
<P> Niezliczon liczb razy. I ty te tam bye. Ale nie ma sensu teraz o tym 
  mwi. Nie oczycie jeszcze swojej uwagi nienia ze wszystkich mieci. O wiecie 
  istot nieorganicznych porozmawiamy innym razem.</p>
<P> Czy mam z tego wnioskowa, e nie akceptujesz albo nie lubisz wysannika, 
  don Juanie?</p>
<P> Ani go nie akceptuj, ani nie lubi. Wysannik naley do innego porzdku, 
  porzdku dawnych czarownikw. A poza tym jego nauki i przewodnictwo po naszym 
  wiecie to absurd. A za ten absurd wysannik pobiera nieprawdopodobne iloci 
  energii. Pewnego dnia zgodzisz si ze mn. Sam zobaczysz.</p>
<P>W tonie don Juana pobrzmiewao ukryte przekonanie, e nie zgadzam si z nim 
  w kwestii wysannika. Ju miaem wszcz ktni, gdy usyszaem gos wysannika.</p>
<P> On ma racj  powiedzia.  Lubisz mnie, poniewa nie widzisz niczego zego 
  w prbowaniu wszystkich moliwoci. Chcesz wiedzy, a wiedza jest moc. Nie chcesz 
  siedzie sobie bezpiecznie, zagrzebany w rutynie i przekonaniach swego powszedniego 
  ycia.</p>
<P>Wysannik powiedzia to po angielsku z wyranym akcentem z Zachodniego Wybrzea. 
  Potem przeszed na hiszpaski. Rozrniem saby akcent argentyski. Nigdy przedtem 
  nie syszaem, by wysannik mwi w ten sposb. Byem tym zafascynowany. Opowiedzia 
  mi o spenieniu i wiedzy; o tym, jak daleko jestem od miejsca swoich narodzin; 
  o pragnieniu przygd i obsesji na tle nowych rzeczy i nowych horyzontw. Gos 
  mwi nawet po portugalska, z wyranym akcentem poudniowych pampasw.</p>
<P>Suchanie jego gosu, zalewajcego mnie pochlebstwami, przerazio mnie i przyprawio 
  o mdoci. Natychmiast powiedziaem don Juanowi, e musz przerwa moje lekcje 
  nienia. Spojrza na mnie ze zdziwieniem. Gdy jednak powtrzyem mu to, co usyszaem, 
  zgodzi si ze mn. Wyczuem jednak, e robi to tylko po to, by mnie uspokoi.</p>
<P>Kilka tygodni pniej stwierdziem, e zareagowaem nieco histerycznie, a moja 
  decyzja o wycofaniu si z nauki bya nieuzasadniona. Powrciem wic do swoich 
  wicze w nieniu. Byem pewien, e don Juan wie, i odwoaem moj decyzj.</p>
<P>Podczas jednej z wizyt zupenie niespodziewanie zacz mwi o snach.</p>
<P> To, e nie nauczono nas traktowa snw jako powanego pola odkrywania nowego, 
  nie oznacza, i tak nie jest w istocie  zacz.  Analizuje si znaczenie sw, 
  traktuje si je jako znaki, lecz nigdy nie uznaje si ich za wiat prawdziwych 
  zdarze.</p>
<P> Z tego co wiem  cign don Juan  tak postpili jedynie czarownicy staroytnoci. 
  Ale w kocu i oni popenili bd. Stali si zbyt zachanni i gdy doszli do rozdroa, 
  wybrali ze rozwidlenie. Postawili wszystko na jedn kart: unieruchomienie 
  punktu poczenia w tysicach pooe, ktre moe przyj.</p>
<P>Don Juan powiedzia, e zdumiewa go to, i ze wszystkich wspaniaych rzeczy, 
  ktrych czarownicy si nauczyli, badajc te tysice pooe, pozostay jedynie 
  sztuka nienia i sztuka podchodzenia. Wielokrotnie powtarza, e sztuka nienia 
  wie si z przemieszczaniem punktu poczenia. Podchodzenie za zdefiniowa 
  jako sztuk unieruchamiania punktu poczenia w dowolnym pooeniu, do ktrego 
  zostanie przesunity.</p>
<P> Unieruchomienie punktu poczenia w jakim nowym miejscu oznacza nabycie 
  spjnoci  powiedzia don Juan.  To wanie robie podczas wicze w nieniu.</p>
<P> Mylaem, e udoskonalam swoje ciao energetyczne  zauwayem ze zdziwieniem.</p>
<P> Robisz to i jeszcze duo wicej; uczysz si spjnoci. nienie pomaga w tym, 
  zmuszajc nicych do unieruchomienia punktu poczenia. Uwaga nienia, ciao 
  energetyczne, druga uwaga, zwizki z istotami nieorganicznymi, wysannik nienia 
  s niczym innym, jak efektami ubocznymi nabywania spjnoci. Innymi sowy, wszystkie 
  s efektami ubocznymi unieruchomienia punktu poczenia w przernych pozycjach 
  nienia.</p>
<P> Co to jest pozycja nienia, don Juanie?</p>
<P> Kada nowa pozycja, do ktrej punkt poczenia zostaje przemieszczony w trakcie 
  snu.</p>
<P> W jaki sposb moemy unieruchomi punkt poczenia w pozycji nienia?</p>
<P> Przez utrzymywanie obrazu dowolnego przedmiotu z twojego snu lub poprzez 
  swobodne zmiany snw. Dziki swoim wiczeniom w nieniu, rozwijasz rwnie umiejtno 
  bycia spjnym. Inaczej mwic, wiczysz umiejtno zachowania nowego ksztatu 
  swej energii poprzez umocowanie punktu poczenia nieruchomo w pooeniu okrelonego 
  snu, ktry wanie nie.</p>
<P> Czy rzeczywicie zachowuj nowy ksztat mojej energii?</p>
<P> Niezupenie, i to nie dlatego, e nie potrafisz, lecz dlatego, e twj punkt 
  poczenia wykonuje jedynie przesunicie, a nie ruch. Przesunicia punktu poczenia 
  powoduj tak mae zmiany, e s one praktycznie niezauwaalne. Trudno polega 
  tu na tym, e s one tak mae i tak liczne, i zachowanie spjnoci we wszystkich 
  przesuniciach jest prawdziwym osigniciem.</p>
<P> Skd wiemy, e zachowujemy spjno?</p>
<P> Dziki wyrazistoci naszej percepcji. Im wyrazistszy jest obraz naszych snw, 
  tym wiksza spjno.</p>
<P>Potem don Juan powiedzia, e nadszed czas, bym sprawdzi w praktyce to, czego 
  si nauczyem w nieniu. Nie dajc mi czasu na zadanie jakiegokolwiek pytania, 
  nakaza mi skupi moj uwag, tak jak robiem to w snach, na liciach samotnego 
  drzewa rosncego w pobliu.</p>
<P> Chcesz, abym po prostu si w nie wpatrywa?  zapytaem.</p>
<P> Nie chc, eby po prostu si w nie wpatrywa. Chc, aby zrobi co bardzo 
  szczeglnego z tymi limi. Pamitaj, e w snach, kiedy ju potrafisz utrzyma 
  obraz dowolnego przedmiotu, w rzeczywistoci utrzymujesz pozycj nienia swojego 
  punktu poczenia. A teraz wpatruj si w te licie tak, jakby ni, lecz z 
  pewn drobn, cho niezwykle znaczc zmian. Masz utrzyma sw uwag nienia 
  na liciach tego drzewa, bdc w stanie wiadomoci normalnego wiata.</p>
<P>Zdenerwowanie sprawio, e nie byem w stanie ledzi jego toku rozumowania. 
  Wyjania mi cierpliwie, e poprzez przypatrywanie si liciom dokonam maego 
  przemieszczenia punktu poczenia. Potem, przywoujc moj uwag nienia przez 
  przypatrywanie si poszczeglnym liciom, unieruchomi go w nowym pooeniu, 
  a moja spjno sprawi, e bd postrzega z poziomu drugiej uwagi. Na kocu 
  doda, chichoczc, e jest to tak proste, e a mieszne.</p>
<P>Don Juan mia racj. Wystarczyo jedynie skupi wzrok na liciach, utrzyma 
  go i oto nagle zostaem wcignity w zawirowanie, zupenie jak podczas nienia. 
  Licie drzewa przemieniy si we wszechwiat odczu zmysowych. Czuem, jakby 
  pokny mnie w caoci, lecz postrzegaem nie tylko oczami; to tak, jakbym 
  dotyka tych lici, w istocie czuem je pod palcami. Mogem je rwnie powcha. 
  Moja uwaga nienia bya nie tylko wzrokowa, jak podczas zwykego snu, lecz wielozmysowa.</p>
<P>To, co z pocztku byo zwykym wpatrywaniem si w licie drzewa, zmienio si 
  w sen. Byem przekonany, e siedz na jakim nionym drzewie, tak jak zdarzao 
  si to podczas niezliczonych snw. Oczywicie zachowywaem si rwnie tak samo, 
  jak nauczyem si w moich snach. Poruszaem si od szczegu do szczegu, przycigany 
  si wiru, ktry formowa si, gdy tylko skupiaem swoj wielozmysow uwag 
  nienia na jakiej cesze drzewa. Wiry formoway si nie tylko wwczas, gdy si 
  wpatrywaem, lecz rwnie wtedy, gdy dotykaem drzewa jak czci mojego ciaa.</p>
<P>W czasie tej wizji czy te snu ogarny mnie racjonalne wtpliwoci. Zaczem 
  si zastanawia, czy przypadkiem nie wdrapaem si na to drzewo w przypywie 
  oszoomienia i naprawd nie chwytam za licie, zagubiony w koronie drzewa, nie 
  wiedzc dlaczego. A moe zasnem zahipnotyzowany przez drce na wietrze licie 
  i to wszystko mi si ni. Jednak tak samo, jak w prawdziwym nie, nie miaem 
  do energii, by si nad tym duej rozwodzi. Myli zaczy odpywa. Trway 
  jedynie chwil, a potem sia bezporedniego dowiadczenia zamia je zupenie.</p>
<P>Jaki nagy ruch wstrzsn wszystkim dokoa i wypchn mnie z kpy lici, 
  tak jakbym si wyrwa z magnetycznego ucisku drzewa. Przede mn, poniej, rozciga 
  si niezmierzony horyzont. Otaczay mnie ciemne gry i zielono rolin. Wtem 
  wstrzsno mn straszliwie; kolejne szarpnicie energii przenioso mnie w zupenie 
  inne miejsce. Wszdzie skaniay si nade mn ogromne, gronie wygldajce drzewa. 
  Byy wiksze ni jody z Oregonu i Waszyngtonu. Nigdy w yciu nie widziaem 
  takiego lasu. Sceneria ta tak skrajnie rnia si od jaowej pustyni wok 
  Sonory, i nie miaem ju adnych wtpliwoci, e ni.</p>
<P>Zatrzymaem ten niezwyky widok, bojc si go straci. Wiedziaem, e to rzeczywicie 
  sen i zniknie od razu, gdy tylko wyczerpie si moja uwaga nienia. Ale obraz 
  trwa, nawet wwczas, gdy pomylaem sobie, e moja uwaga nienia powinna si 
  bya ju wyczerpa. Wwczas przez gow przesza mi przeraajca myl: A jeli 
  to nie jest ani sen, ani normalny wiat?&quot;</p>
<P>Ogarnity miertelnym przeraeniem skoczyem do tyu, z powrotem do kpy lici, 
  z ktrej si wyoniem. Bezwadno mojego skoku nadaa mi pdu i z wielk prdkoci 
  spadaem wrd lici drzewa i jego twardych gazi. Oderwaem si od drzewa 
  i w jednej sekundzie znalazem si przy don Juanie, w drzwiach jego domu na 
  pustyni Sonora.</p>
<P>Natychmiast zrozumiaem, e znowu znalazem si w stanie, w ktrym mogem myle 
  spjnie, ale nie mogem mwi. Don Juan powiedzia, ebym si nie martwi. Wyjani, 
  e nasza zdolno mowy jest wyjtkowo saba, a napady niemoty zdarzaj si czsto 
  czarownikom, ktrzy wyprawiaj si poza granice normalnego postrzegania.</p>
<P>W rodku czuem, e don Juanowi zrobio si mnie al i postanowi doda mi 
  otuchy. W tej samej jednak chwili usyszaem wyranie gos wysannika, ktry 
  powiedzia, e za kilka godzin, gdy troch odpoczn, cakiem dojd do siebie.</p>
<P>Po przebudzeniu, na prob don Juana opisaem wszystko, co widziaem i co robiem. 
  Ostrzeg mnie, e nie mam co liczy na to, i uda mi si racjonalnie ogarn 
  moje przeycie i to nie dlatego, e z moim rozumem jest co nie w porzdku, 
  lecz dlatego, i to, co si zdarzyo, byo zjawiskiem wykraczajcym poza wymiar 
  rozumu.</p>
<P>Oczywicie nie zgodziem si z tym i wyraziem pogld, e nic nie moe wykracza 
  poza granice rozumu. Pewne rzeczy mog by niejasne, ale wczeniej czy pniej 
  umys rozwietli ciemnoci niewiedzy. Naprawd w to wierzyem.</p>
<P>Don Juan, nieporuszony, wykazywa, e rozsdek jest tylko efektem ubocznym 
  zwyczajowego pooenia punktu poczenia. Dlatego te to, co napawa nas tak 
  wielk dum i wydaje si naturalnym miernikiem naszej wartoci  twarde stanie 
  nogami na ziemi, wiadomo tego, co si dzieje wok nas i zdrowy rozsdek 
   jest jedynie rezultatem unieruchomienia punktu poczenia w jego zwyczajowym 
  pooeniu. Im bardziej jest ono sztywne i niezmienne, tym wiksza nasza wiara 
  w siebie, poczucie, e rozumiemy wiat i potrafimy przewidywa zdarzenia.</p>
<P>Don Juan doda, e nienie daje nam pynno, dziki ktrej moemy odwiedza 
  inne wiaty, niszczc nasze poczucie, e rozumiemy ten wiat. Nazwa nienie 
  podr o niewyobraalnym zasigu; podr, ktra najpierw pozwala nam dostrzec 
  wszystko, co tylko czowiek jest w stanie dostrzec, a potem wypycha punkt poczenia 
  poza wymiar ludzki i pozwala nam postrzega to, co niepojte.</p>
<P> No i patrz, znowu pytlujemy o najwaniejszej kwestii wiata czarownikw  
  cign don Juan  o pozycji punktu poczenia. To kltwa dawnych czarownikw 
  i sl w oku czowieka.</p>
<P> Dlaczego tak mwisz, don Juanie?</p>
<P> Poniewa zarwno czowiek jako gatunek, jak i dawni czarownicy padli ofiar 
  umiejscowienia punktu poczenia. Czowiek  poniewa nie wie o istnieniu punktu 
  poczenia i musi uwaa efekt uboczny jego zwyczajowego pooenia za co ostatecznego 
  i bezspornego. Dawni czarownicy za dlatego, e cho wiedzieli o nim wszystko, 
  dali si skusi atwoci, z jak mona nim manipulowa. Nie moesz wpada w 
  takie puapki  cign.  Byoby doprawdy odraajce, gdyby stan po stronie 
  czowieka, tak jakby nie wiedzia o istnieniu punktu poczenia. Lecz jeszcze 
  wiksz ohyd byoby opowiedzenie si po stronie dawnych czarownikw i cyniczne 
  manipulowanie punktem poczenia dla wasnych korzyci.</p>
<P> Cigle czego nie rozumiem  powiedziaem.  Co to ma wsplnego z tym, co 
  przeyem wczoraj?</p>
<P> Wczoraj bye w innym wiecie. Jeli jednak zapytasz mnie, gdzie jest ten 
  wiat, a ja odpowiem ci, e tam, gdzie jest punkt poczenia, moja odpowied 
  nie bdzie miaa dla ciebie adnego sensu.</p>
<P>Don Juan utrzymywa, e mam dwa wyjcia. Albo opowiem si za credo czowieka 
  i stan w obliczu dylematu; moje dowiadczenie bdzie mi mwi, e istniej 
  inne wiaty, a rozum bdzie odpowiada, e takie wiaty nie istniej i istnie 
  nie mog. Albo opowiem si za credo dawnych czarownikw i automatycznie przyjm 
  istnienie innych wiatw, a sama moja zachanno spowoduje, e utrzymam punkt 
  poczenia w pozycji, ktra takie wiaty tworzy. Wynikiem tego bdzie inny dylemat: 
  bd musia si tam przenie fizycznie, przycigany nadziej zdobycia mocy 
  i innych korzyci.</p>
<P>Byem zbyt odrtwiay, by nady za jego wywodem, ale wwczas uwiadomiem 
  sobie, e nie musz, gdy absolutnie si z nim zgadzam, chocia nie miaem cakowitego 
  obrazu tego, z czym si zgadzam. Ta zgoda bya raczej uczuciem, ktre przyszo 
  do mnie z daleka, bardzo dawno utracon pewnoci, ktra powoli odnajdywaa 
  do mnie drog.</p>
<P>Powrt do wicze w nieniu wyeliminowa te zmartwienia, lecz wywoa nowe. 
  Na przykad, po kilku miesicach codziennego wsuchiwania si w gos wysannika 
  przestaem uwaa go za niepokojcy czy cudowny. Sta si dla mnie czym normalnym. 
  I popeniem tak wiele bdw pod jego wpywem, e niemal pojem niech don 
  Juana do traktowania go powanie. Psychoanalitykowi trafiaby si nieza gratka, 
  gdyby mia okazj interpretowa wysannika w odniesieniu do wszelkich moliwych 
  permutacji mojej intrapersonalnej dynamiki.</p>
<P>Don Juan mia wyrobione zdanie o wysanniku. Uwaa go za bezosobow, acz niezmienn, 
  si wywodzc si ze wiata istot nieorganicznych. Dlatego te kady nicy 
  dowiadcza go mniej wicej tak samo. A jeli decydujemy si uwaa jego sowa 
  za rad, oznacza to, e jestemy kompletnymi idiotami.</p>
<P>Ja byem niewtpliwie jednym z nich. W aden sposb nie mogem zachowa spokoju 
  w obliczu tak niezwykego zjawiska: oto sysz gos, ktry wyranie i zwile 
  w trzech jzykach wyjawia mi tajemnice wszystkich rzeczy lub osb, na ktrych 
  skupiem swoj uwag. Jedyn wad, ktra nie miaa dla mnie adnego znaczenia, 
  by brak synchronizacji midzy nami. Wysannik opowiada mi bowiem o ludziach 
  lub zdarzeniach, ktrymi dawno przestaem si interesowa.</p>
<P>Zapytaem don Juana o t osobliwo. Odpowiedzia, e ma to zwizek ze sztywnoci 
  mojego punktu poczenia. Wyjani, e zostaem wychowany przez dorosych w 
  podeszym wieku i e nasycili mnie oni pogldami starych ludzi. Dlatego te 
  jestem niebezpiecznie poprawny. Powiedzia mi, i naciska mnie, bym zaywa 
  mieszanki rolin halucynogennych wanie po to, by zachwia moim punktem poczenia 
  i pozwoli mu na choby minimaln pynno.</p>
<P> Jeeli nie zdoasz rozwin tego minimum  mwi dalej don Juan  to albo 
  staniesz si jeszcze bardziej poprawny, albo zostaniesz histerycznym czarownikiem. 
  Mwi ci o dawnych czarownikach nie dlatego, by ich obmawia, lecz po to, by 
  przeciwstawi ich tobie. Prdzej czy pniej twj punkt poczenia bdzie pynniejszy, 
  ale nie na tyle, by wyrwna twoj skonno, by by takim, jak oni  poprawnym 
  i histerycznym.</p>
<P> Jak mog tego unikn, don Juanie?</p>
<P> Jest tylko jeden sposb. Czarownicy nazywaj go czystym rozumieniem. Ja nazywam 
  go romansem z wiedz. Jest to sia, ktrej czarownicy uywaj, by wiedzie, 
  odkrywa i nie mc wyj ze zdumienia.</p>
<P>Don Juan zmieni temat i podj wyjanienia unieruchomienia punktu poczenia. 
  Powiedzia, e punkt poczenia u dzieci bez przerwy dry, jakby targany wstrzsami, 
  i z atwoci zmienia pooenie. Widzc to, dawni czarownicy doszli do wniosku, 
  e jego zwyczajowe pooenie nie jest wrodzone, lecz nabyte wraz z rozwojem 
  przyzwyczaje. Widzc rwnie, e jedynie u dorosych punkt poczenia jest 
  unieruchomiony w jednym miejscu, zaoyli, i to szczeglne umiejscowienie sprzyja 
  szczeglnemu sposobowi postrzegania. Z biegiem czasu w szczeglny sposb postrzegania 
  staje si systemem interpretacji bodcw zmysowych.</p>
<P>Don Juan zwrci uwag, e zostajemy wcignici do tego systemu ju poprzez 
  to, i si w nim urodzilimy, i od tej te chwili usilnie staramy si dostosowa 
  nasz percepcj do wymaga tego systemu; systemu, ktry rzdzi nami do koca 
  ycia. Tak wic dawni czarownicy mieli cakowit racj, wierzc, e odrzucenie 
  go i bezporednie postrzeganie energii zamienia czowieka w czarownika.</p>
<P>Don Juan powiedzia, e nie moe wyj z podziwu dla, jak to uj, najwikszego 
  osignicia procesu wychowania  zablokowania punktu poczenia w jego zwyczajowym 
  pooeniu. Kiedy ju bowiem zostaje tam unieruchomiony, mona tak kierowa i 
  wiczy nasz percepcj, bymy mogli interpretowa to, co postrzegamy. Innymi 
  sowy, mona pokierowa nami tak, e bdziemy postrzega wicej dziki systemowi 
  ni dziki naszym zmysom. Zapewni mnie, e czowiek postrzega wszdzie tak 
  samo, poniewa punkty poczenia ludzi wszystkich ras s unieruchomione w tym 
  samym pooeniu.</p>
<P>Don Juan cign dalej, mwic, i czarownicy przekonali si o tym wszystkim, 
  gdy widzieli, e z chwil przekroczenia przez punkt poczenia pewnego progu, 
  gdy zaczynamy postrzega nowe wkna energii wszechwiata, to, co postrzegamy, 
  przestaje mie sens. Dzieje si tak dlatego, e nowe bodce zmysowe unieruchamiaj 
  nasz system; nie mona go ju uywa do interpretacji tego, co postrzegamy.</p>
<P> Postrzeganie bez uycia tego systemu jest oczywicie chaotyczne  cign 
  don Juan.  Dziwne jednak, i kiedy wydaje si nam, e ju cakiem si pogubilimy, 
  nasz system odywa. Przybywa nam na ratunek i przetwarza nasz now, niezrozumia 
  percepcj w cakowicie zrozumiay nowy wiat. Przytrafio si to wanie tobie, 
  gdy przypatrywae si liciom drzewa.</p>
<P> Co waciwie si ze mn stao, don Juanie?</p>
<P> Twoja percepcja bya przez chwil chaotyczna. Wszystko spyno na ciebie 
  jednoczenie i twj system interpretacji wiata nie zadziaa. Potem chaos znikn 
  i oto znalaze si w obliczu nowego wiata.</p>
<P> Don Juanie, znowu dochodzimy do punktu wyjcia. Czy ten wiat istnieje, czy 
  by tylko wytworem mojego umysu?</p>
<P> Rzeczywicie jestemy w punkcie wyjcia i odpowied jest cigle taka sama. 
  w wiat istnieje dokadnie w tym miejscu, w ktrym znajdowa si w danej chwili 
  twj punkt poczenia. Aby go dostrzec, potrzebowae spjnoci, czyli musiae 
  utrzyma nieruchomo twj punkt poczenia w tej pozycji, co te zrobie. Efektem 
  tego bya cakowita, chwilowa percepcja w nowym wiecie.</p>
<P> Ale czy inni rwnie postrzegliby ten sam wiat?</p>
<P> Owszem, jeli mieliby jednorodno i spjno. Jednorodno musi utrzyma 
  t sam pozycj punktu poczenia. Akt nabywania jednorodnoci i spjnoci poza 
  normalnym wiatem by nazywany przez dawnych czarownikw podchodzeniem percepcji. 
  Sztuka podchodzenia, jak ju powiedziaem  cign don Juan  zajmuje si unieruchomieniem 
  punktu poczenia. Dawni czarownicy odkryli dziki praktyce, e nawet waniejsze 
  ni przesunicie punktu poczenia jest unieruchomienie go w nowym, dowolnie 
  wybranym pooeniu.</p>
<P>Don Juan wyjani, e jeli punkt poczenia nie bdzie nieruchomy, w aden 
  sposb nie bdziemy mogli spjnie postrzega. Widzielibymy tylko, jak w kalejdoskopie, 
  oderwane od siebie obrazy. Z tego powodu dawni czarownicy rwnie podkrelali 
  znaczenie nienia, co podchodzenia. Jedna sztuka nie moe istnie bez drugiej, 
  zwaszcza w dziaaniach podejmowanych przez dawnych czarownikw.</p>
<P> Jakie to byy dziaania, don Juanie?</p>
<P> Dawni czarownicy nazywali je arkanami drugiej uwagi lub wielk przygod z 
  nieznanym.</p>
<P>Don Juan powiedzia, e te dziaania wynikaj z przesuni punktu poczenia. 
  Dawni czarownicy nie tylko nauczyli si przesuwa swj punkt poczenia do tysicy 
  pozycji wewntrz lub na powierzchni ich masy energetycznej, lecz rwnie nauczyli 
  si unieruchamia go w tych pozycjach i dziki temu utrzymywa sw spjno 
  przez dowolnie dugi czas.</p>
<P> Jakie pyny z tego korzyci, don Juanie?</p>
<P> Nie moemy mwi o korzyciach, a jedynie o skutkach.</p>
<P>Wyjani mi, e spjno dawnych czarownikw bya tak wielka, e pozwalaa 
  im wygldem i sposobem postrzegania upodobni si do wszystkiego, na co zezwalaa 
  im okrelona pozycja punktu poczenia. Potrafili zamieni si we wszystko, 
  co znajdowao si w ich inwentarzu. Do inwentarza nale wszystkie szczegy 
  percepcji zwizane z przemian w, na przykad, jaguara, ptaka, owada i tak dalej.</p>
<P> Niezwykle trudno mi uwierzy, e taka transformacja jest moliwa  zauwayem.</p>
<P> Jest moliwa  zapewni mnie don Juan.  Co prawda, niezupenie dla ciebie 
  czy dla mnie, lecz dla nich z pewnoci. Dla nich to bya pestka.</p>
<P>Don Juan powiedzia, e dawni czarownicy obdarzeni byli fantastyczn pynnoci. 
  Wystarczyo im niezauwaalne przesunicie punktu poczenia, niezauwaalny bodziec 
  zmysowy z ich nienia, aby natychmiast podej swoj percepcj, dopasowa sw 
  spjno do nowego stanu wiadomoci i sta si zwierzciem, inn osob, czymkolwiek.</p>
<P> Czy nie potrafi tego ludzie chorzy psychicznie, gdy stopniowo tworz sw 
  wasn rzeczywisto?</p>
<P> To nie to samo. Ludzie chorzy psychicznie wyobraaj sobie wasny wiat, 
  poniewa nie kieruj si adnym z gry ustalonym planem. Wnosz chaos w ju 
  istniejcy chaos. Czarownicy za wnosz do chaosu porzdek. Ich ustalony z gry 
  plan to uwolnienie wasnej percepcji. Oni nie wymylaj wiata, ktry postrzegaj. 
  Postrzegaj bezporednio energi, a potem odkrywaj, e to, co postrzegaj, 
  jest nowym, nieznanym wiatem, ktry poyka ich w caoci, gdy jest on tak 
  realny, jak wszystko, co uwaamy za realne.</p>
<P>Don Juan poda mi now wersj tego, co mi si przytrafio, gdy wpatrywaem 
  si w drzewo. Powiedzia, e zaczem postrzeganie jego energii. Jednak ja sam 
  byem przekonany, e ni, poniewa wykorzystaem techniki postrzegania energii 
  przynalene nieniu. Don Juan oznajmi, e wykorzystanie tych technik w codziennym 
  yciu byo jednym z najskuteczniejszych wybiegw dawnych czarownikw. Dziki 
  temu, zamiast totalnego chaosu, postrzegamy energi bezporednio jak we nie. 
  Dzieje si tak do momentu, a co nie przestawi percepcji i czarownik staje 
  w obliczu nowego wiata. Dokadnie to samo przytrafio si mnie.</p>
<P>Powiedziaem don Juanowi o myli, ktra przysza mi wwczas do gowy i ktrej 
  niemal nie omielaem si powtrzy: e widok, ktry si przede mn roztacza 
  nie by ani snem, ani naszym normalnym wiatem.</p>
<P> Bo nie by  odpar don Juan.  Mwi ci o tym bez koca, a tobie si wydaje, 
  e tylko si powtarzam. Wiem, jak ciko umysowi zgodzi si na to, by absurd 
  sta si rzeczywistoci. Ale nowe wiaty istniej! S zawinite jeden w drugi 
  jak warstwy cebuli. wiat, w ktrym yjemy, jest tylko jedn z takich warstw.</p>
<P> Don Juanie, czy to oznacza, e celem twojej nauki jest przygotowanie mnie 
  do podry do tych innych wiatw?</p>
<P> Nie. Nie o to chodzi. Udajemy si do tych wiatw jedynie w ramach wicze. 
  Podre te zrodziy dzisiejszych czarownikw. nimy tak samo, jak zwykli to 
  robi dawni czarownicy, lecz w pewnym momencie zbaczamy na nowy grunt. Dawni 
  czarownicy woleli przesunicia punktu poczenia, zawsze wic poruszali si 
  po mniej lub bardziej znanym terenie. My wolimy ruchy punktu poczenia. Dawni 
  czarownicy poszukiwali tego, co nieznane w wymiarze ludzkim. My poszukujemy 
  tego, co nieznane w wymiarze pozaludzkim.</p>
<P> Jeszcze tego nie osignem, prawda?</p>
<P> Nie. Na razie dopiero zaczynasz. A na pocztku kady musi pj ladami dawnych 
  czarownikw. W kocu to oni wymylili nienie.</p>
<P> Kiedy zaczn si uczy sposobu nienia wspczesnych czarownikw?</p>
<P> Musisz pokona jeszcze dug drog. To moe trwa nawet cae lata. Poza tym, 
  w twoim przypadku musz by nadzwyczaj ostrony. Z charakteru jeste zdecydowanie 
  podobny do dawnych czarownikw. Mwiem ci to ju kiedy, ale zawsze udaje ci 
  si unikn moich pyta. Czasem myl nawet, e doradza ci jaka obca energia, 
  ale potem odrzucam t myl. Nie jeste nieszczery.</p>
<P> O czym ty mwisz, don Juanie?</p>
<P> Niewiadomie dokonae dwch rzeczy, ktre spdzaj mi sen z powiek. Przeniose 
  swoje ciao energetyczne do miejsca poza tym wiatem ju w pierwszym swoim nieniu. 
  I chodzie tam! A potem przeniose swoje ciao energetyczne do kolejnego miejsca 
  poza tym wiatem, tym razem startujc z poziomu wiadomoci normalnego wiata.</p>
<P> Dlaczego ci to martwi, don Juanie?</p>
<P> nienie jest dla ciebie zbyt proste. I jeli nie bdziemy uwaa, stanie 
  si przeklestwem. Prowadzi bowiem w nieznane w wymiarze ludzkim. A jak ci powiedziaem, 
  wspczeni czarownicy usiuj dosta si w nieznane w wymiarze pozaludzkim.</p>
<P> Czym moe by to nieznane w wymiarze pozaludzkim?</p>
<P> Wolnoci od bycia czowiekiem. To niepojte wiaty poza zasigiem czowieka, 
  ktre jednak jestemy jeszcze w stanie postrzega. T wanie drog udaj si 
  dzisiejsi czarownicy. Upodobali sobie szczeglnie to, co ley w wymiarze pozaludzkim. 
  S to inne zupenie wiaty, nie tylko krlestwa ptakw, krlestwa zwierzt czy 
  czowieka, nawet jeli byby to czowiek nieznany. Mwi o wiatach takich jak 
  nasz  cakowitych wiatach podzielonych na nieskoczone krlestwa.</p>
<P> Gdzie s te wiaty, don Juanie? W odmiennych pooeniach punktu poczenia?</p>
<P> Wanie. W innych pooeniach punktu poczenia, ale takich, do ktrych czarownicy 
  dochodz poprzez ruch, a nie przesunicie. Wkraczanie w te wiaty jest typem 
  nienia wycznie dzisiejszych czarownikw. Dawni czarownicy trzymali si od 
  niego z daleka, poniewa wymagao to wielkiego dystansu i wyzbycia si poczucia 
  wasnej wartoci. Ta cena bya dla nich za wysoka. Dla czarownikw, ktrzy praktykuj 
  nienie w dzisiejszych czasach, jest ono wolnoci postrzegania wiatw niedostpnych 
  wyobrani.</p>
<P> Ale jaki jest cel postrzegania tego wszystkiego?</p>
<P> Ju zadae mi dzisiaj to samo pytanie. Przemawiasz jak prawdziwy kupiec. 
  Pytasz: Jakie jest ryzyko?&quot; Jakie odsetki od woonego kapitau?&quot; 
  Czy to si opaci?&quot; Nie ma sposobu, by na to odpowiedzie. Umys kupca 
  jest zajty handlem. A wolno nie jest inwestycj. Wolno jest przygod bez 
  koca, w ktrej ryzykujemy swoim yciem i czym cenniejszym dla kilku chwil 
  czego, co wymyka si sowom, wymyka si mylom czy odczuciom.</p>
<P> Nie o to mi chodzio, don Juanie. Chciaem si jedynie dowiedzie, jaka sia 
  moe popchn do tego wszystkiego takiego prniaka jak ja.</p>
<P> Szukanie wolnoci jest jedyn si, jak znam. Wolnoci, ktra pozwala ulecie 
  tam, w t nieskoczono. Wolnoci rozwiania si w nicoci; wolnoci oderwania 
  si od ziemi i bycia niczym pomie wiecy, ktra mimo e przeciwstawiono jej 
  wiato miliardw gwiazd, pozostaje nietknita, poniewa nigdy nie udawaa, 
  i jest czym wicej ni tym, czym jest: zaledwie wiec.</p>
</td></tr></table></body>
</html>