• File: 133-06.HTM
  • Full Path: /srv/http/kleku/pub/ebooks/swiadome snienie/SZTUKA SNIENIA/133-06.HTM
  • Date Modified: 2019-09-06 10:00:00
  • File size: 44.34 KB
  • MIME-type: text/html
  • Charset: 8 bit
 
Open Back
<html>
<head>
<title>B/133: C.Castaneda - Sztuka nienia</title>
<meta http-equiv="Content-Type" content="text/html; charset=windows-1250">
<style type="text/css">
<!--
h4 {  font: bold 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: center; text-indent: 0pt; margin: 10pt 0cm}
p { font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: justify; text-indent: 0.5cm; margin: 5pt 0cm}
body {  font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 1cm}
td {  font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 0pt}
-->
</style>
</head>
<body bgcolor="#FFCC99" leftmargin="1cm" marginwidth="1cm" link="#000000" vlink="#000000" alink="#000000">
<SCRIPT TYPE="text/javascript" LANGUAGE="JavaScript" SRC="../../../main.js"></SCRIPT>
<table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0" align="center"><tr><td>

<div align="right"><a href="133-05.htm">Wstecz</a> / <a href="133-ind.htm">Spis 
  Treci</a> / <a href="133-07.htm">Dalej</a></div>
<h4>ROZDZIA VI: WIAT CIENI</h4>
<P> Musisz by niezwykle ostrony, poniewa lada chwila moesz pa ofiar istot 
  nieorganicznych  niespodziewanie zakomunikowa mi don Juan, gdy rozmawialimy 
  o czym zupenie nie zwizanym ze nieniem.</p>
<P>Jego stwierdzenie bardzo mnie zaskoczyo. Jak zwykle prbowaem si broni.</p>
<P> Nie musisz mnie ostrzega. Jestem bardzo ostrony  zapewniaem go.</p>
<P> Istoty nieorganiczne co knuj  powiedzia.  Wyczuwam to i nie pociesza 
  mnie wcale, gdy mwi sobie, e zastawiaj puapki jedynie na samym pocztku, 
  dziki czemu niepodani nicy s skutecznie i raz na zawsze eliminowani.</p>
<P>Ton gosu don Juana by tak powany, e natychmiast musiaem zapewni go, i 
  nie mam zamiaru wpada w adn puapk.</p>
<P> Musisz wzi pod uwag to, e istoty nieorganiczne maj do dyspozycji zadziwiajce 
  rodki  mwi dalej don Juan.  Ich wiadomo jest fenomenalna. W porwnaniu 
  z nimi jestemy dziemi; dziemi o niespoytej energii, ktrej one podaj.</p>
<P>Chciaem powiedzie don Juanowi, e na poziomie abstrakcji pojem, o co mu 
  chodzi i dlaczego si o mnie martwi, lecz w praktyce nie widz adnego zagroenia, 
  gdy cakowicie kontroluj przebieg moich wicze w nieniu.</p>
<P>Po kilku minutach kopotliwego milczenia don Juan znw si odezwa. Zmieni 
  temat i powiedzia, e musi zwrci moj uwag na bardzo istotn cz swoich 
  nauk, ktra, jak dotd, wymykaa si mojej wiadomoci.</p>
<P> Rozumiesz ju, e bramy nienia s szczeglnymi przeszkodami. Nie poje 
  jednak jeszcze, i dowolne wiczenie na docieranie do bramy i jej pokonywanie 
  nie jest tak naprawd tym, co dana brama oznacza.</p>
<P> W ogle tego nie pojmuj, don Juanie.</p>
<P> Chodzi mi o to, e nieprawdziwe jest stwierdzenie, i, powiedzmy, do drugiej 
  bramy dochodzi si i j przekracza, gdy nicy nauczy si budzi w innym nie 
  lub ^gdy nicy nauczy si zmienia sny bez budzenia si W wiecie rzeczywistym.</p>
<P> Dlaczego jest to nieprawda?</p>
<P> Poniewa do drugiej bramy nienia mona dotrze i j przekroczy dopiero 
  wtedy, gdy nicy nauczy si wyodrbnia tropiciela i poda za nim.</p>
<P> Po co wic w ogle wprowadza si wiczenie zmiany snw?</p>
<P> Budzenie si w innym nie lub zmiana snw jest technik wymylon przez dawnych 
  czarownikw, by wywiczy nicego w wyodrbnianiu tropiciela i podaniu za 
  nim.</p>
<P>Don Juan stwierdzi, e podanie ladem tropiciela jest wielkim osigniciem. 
  Gdy nicy potrafi tego dokona, druga brama otwiera si na ocie i istniejcy 
  za ni wszechwiat staje przed nim otworem. Podkreli, i wszechwiat ten jest 
  tam przez cay czas, lecz nie jestemy w stanie do niego wkroczy, poniewa 
  brak nam biegoci w operowaniu energi, i e druga brama nienia jest bram 
  do wiata istot nieorganicznych, nienie za kluczem otwierajcym t bram.</p>
<P> Czy nicy moe wyodrbni tropiciela bezporednio, bez wicze w zmienianiu 
  snw?  zapytaem.</p>
<P> Nie, w adnym wypadku. To wiczenie ma zasadnicze znaczenie. Pojawia si 
  tylko pytanie, czy jest to jedyne istniejce wiczenie. Innymi sowy, czy nicy 
  moe zastosowa inn technik.</p>
<P>Don Juan spojrza na mnie pytajco. Jakby rzeczywicie spodziewa si, e odpowiem 
  na jego pytanie.</p>
<P> Byoby trudno wymyli wiczenie rwnie doskonae jak to, ktre wymylili 
  dawni czarownicy  powiedziaem z niezbitym przekonaniem, cho nie miaem pojcia, 
  skd si wzio.</p>
<P>Don Juan przyzna, e mam absolutn racj. Dawni czarownicy wymylili kilka 
  doskonaych wicze w przechodzeniu przez bramy nienia do wiatw, ktre si 
  za nimi znajduj. Kilkakrotnie powtrzy, e nienie jest wynalazkiem dawnych 
  czarownikw i dlatego powinno si odbywa wedug ich zasad. Regua drugiej bramy 
  opieraa si na trzech krokach. Pierwszy  dziki wiczeniu zmiany snw nicy 
  dowiadywali si o istnieniu tropicieli; drugi  podajc za tropicielami, wkraczali 
  do nowego, zupenego wszechwiata; trzeci  w wyniku wasnych dziaa w tym 
  wszechwiecie poznawali prawa rzdzce tym wszechwiatem.</p>
<P>Don Juan powiedzia, e w kontaktach z istotami nieorganicznymi przestrzegaem 
  reguy tak skutecznie, i obawia si najgorszego. By przekonany, e nieuniknion 
  reakcj istot nieorganicznych bdzie prba zatrzymania mnie w ich wiecie.</p>
<P> Nie sdzisz, e przesadzasz, don Juanie?  zapytaem. Nie mogem uwierzy, 
  e sprawa wygldaa a tak le, jak przedstawia to don Juan.</p>
<P> Wcale nie przesadzam  odpar szorstko.  Przekonasz si. Istoty nieorganiczne 
  nie wypuszczaj nikogo bez prawdziwej walki.</p>
<P> A dlaczego mylisz, e chc mnie zatrzyma?</p>
<P> Poniewa pokazay ci ju zbyt wiele rzeczy. Mylisz, e zaday sobie tyle 
  trudu wycznie dla zabawy? rozemia si.</p>
<P>Dla mnie nie byo to wcale zabawne. Powodowany strachem zapytaem go, czy sdzi, 
  i powinienem przerwa albo nawet cakiem zarzuci moje wiczenia w nieniu. 
</p>
<P> Musisz kontynuowa nienie, dopki nie przejdziesz wszechwiata za drug 
  bram  odpar.  Oznacza to, e musisz sam podj decyzj, czy przyj, czy 
  te odrzuci ta, czym kusz ci istoty nieorganiczne. Dlatego wanie jestem 
  powcigliwy i prawie wcale nie wypowiadam si na temat twoich wicze w nieniu.</p>
<P>Przyznaem, i zupenie nie mogem poj, dlaczego don Juan tak chtnie objania 
  mi inne aspekty swojej wiedzy, lecz jest tak niechtny, by omawia ze mn nienie.</p>
<P> Byem zmuszony nauczy ci nienia tylko dlatego  powiedzia  e taki jest 
  porzdek ustanowiony przez dawnych czarownikw. cieka nienia jest najeona 
  puapkami i tylko od nicego zaley, czy wpadnie w nie, czy te je ominie. 
  Jest to jego sprawa osobista  i, rzekbym, ostateczna. </p>
<P> Czy puapki te s wynikiem ulegania pochlebstwom lub obietnicom mocy?</p>
<P> Nie tylko tego. S rwnie rezultatem ulegania wszystkiemu, co ofiaruj istoty 
  nieorganiczne. Powyej pewnej granicy czarownikom pod adnym pozorem nie wolno 
  przyjmowa od nich niczego. </p>
<P> Gdzie ley ta granica, don Juanie? '&quot;  To zaley tylko od nas. Caa 
  sztuka polega na tym, bymy brali z tamtego wiata jedynie to, co jest nam potrzebne, 
  nic poza tym. Wiedzie, co jest nam potrzebie, jest wielk sztuk czarownikw, 
  lecz ich najwikszym osigniciem jest zabra jedynie to, co jest niezbdne. 
  Niezrozumienie tej prostej reguy prowadzi prosto w puapk.</p>
<P> A co si dzieje, gdy wpadniemy w puapk?</p>
<P> Pacisz wwczas cen, ktra zaley od okolicznoci i rodzaju puapki. Nie 
  mamy jednak moliwoci, by bra pod uwag tak ewentualno, gdy nie rozpatrujemy 
  kwestii kary. Stawk s tutaj prdy energetyczne, ktre stwarzaj okolicznoci 
  straszliwsze ni sama mier. Na ciece czarownikw wszystko jest spraw ycia 
  lub mierci. Na ciece nienia jest to sprawa po stokro powaniejsza.</p>
<P>Uspokoiem don Juana, e podczas nienia zachowuj zawsze najwysz ostrono; 
  jestem niezwykle zdyscyplinowany i sumienny.</p>
<P> Wiem o tym  stwierdzi don Juan.  Ale chc, eby by jeszcze bardziej 
  zdyscyplinowany i eby obchodzi si ze wszystkim, co dotyczy nienia, jak 
  z jajkiem. A przede wszystkim bd czujny. Nie potrafi przewidzie, skd nadejdzie 
  atak.</p>
<P> Czy jako widzcy widzisz groce mi niebezpieczestwo, don Juanie?</p>
<P> Widz ju od tego dnia, gdy znalaze si w tamtym tajemniczym miecie; kiedy 
  po raz pierwszy pomogem ci dotrze do twego ciaa energetycznego.</p>
<P> Ale czy wiesz dokadnie, co powinienem zrobi i czego si wystrzega?</p>
<P> Nie, tego nie wiem. Wiem tylko, e wszechwiat za drug bram jest najbliszy 
  naszemu, a nasz jest bardzo podstpny i bezlitosny. Tak wic pod tym wzgldem 
  na pewno si nie rni.</p>
<P>Nalegaem, aby don Juan powiedzia mi, co mnie czeka. A on odpowiada niezmiennie, 
  e jako czarownik wyczuwa jedynie stan oglnego zagroenia, nie moe natomiast 
  poda adnych szczegw.</p>
<P> wiat istot nieorganicznych jest zawsze gotowy do uderzenia  cign.  
  Ale taki sam jest rwnie nasz wiat. Dlatego te, udajc si do ich krlestwa, 
  musisz by tak czujny, jakby wybiera si na wojn.</p>
<P> Chcesz przez to powiedzie, e nicy musz si zawsze ba tamtego wiata?</p>
<P> Nie, nie to miaem na myli. Wszystkie kopoty si kocz, gdy nicy przejdzie 
  ju wszechwiat za drug bram lub gdy stwierdzi, e nie stanowi on dla niego 
  twrczej opcji.</p>
<P>Don Juan stwierdzi, e dopiero wwczas nicy mog swobodnie rozwija si 
  dalej. Nie byem pewien, czy go dobrze rozumiem. Wyjani, e wszechwiat za 
  drug bram jest tak potny i agresywny, i jest naturalnym filtrem czy polem 
  dowiadczalnym, gdzie nicy poddawani s prbie. Jeli wytrzymaj ten sprawdzian, 
  mog ruszy w kierunku nastpnej bramy; jeli nie, zostaj na zawsze winiami 
  tamtego wszechwiata.</p>
<P>Dawi mnie niepokj, lecz mimo moich prb, don Juan nie powiedzia nic wicej. 
  Wrciem do domu i zachowujc najwiksz ostrono, kontynuowaem swe podre 
  do wiata istot nieorganicznych. Wydawao mi si, e moja przezorno jedynie 
  je uatrakcyjnia. Dotarem do punktu, gdy sama kontemplacja wiata istot nieorganicznych 
  dawaa mi nieopisan rado. Obawiaem si, e prdzej czy pniej moja rado 
  si skoczy, lecz tak si nie stao. Nieoczekiwane zdarzenie nawet j wzmogo.</p>
<P>Pewnego razu tropiciel prowadzi mnie bardzo szybko niezliczonymi tunelami, 
  tak jakby szuka czego lub chcia wycign ze mnie ca energi. Gdy si w 
  kocu zatrzyma, czuem si, jakbym wanie ukoczy maraton. Wydawao mi si, 
  e znalazem si na krawdzi jego wiata. Nie byo ju tuneli, a jedynie gboka 
  czer dookoa. Wtem co rozwietlio obszar dokadnie przede mn; byo jak odbite 
  wiato. Bya to przytumiona, agodna jasno nadajca otoczeniu odcienie szaroci 
  czy brzu. Gdy przywykem do wiata, dostrzegem jakie ciemne, ruchome ksztaty. 
  Po chwili, gdy skupiem na nich sw uwag nienia, ksztaty jakby nabray substancji. 
  Zauwayem, e dzieliy si na trzy rodzaje. Niektre byy okrge jak piki, 
  inne miay ksztat dzwonu, a jeszcze inne przypominay gigantyczne, falujce 
  pomienie wiec. Wszystkie byy w zasadzie okrge i podobnej wielkoci. Oceniem, 
  e maj od trzech do czterech stp rednicy. Byy ich setki, a moe nawet tysice.</p>
<P>Zdawaem sobie spraw, e dowiadczam dziwnej, zoonej wizji, jednak ksztaty 
  te byy tak rzeczywiste, i dostaem prawdziwych mdoci. Ogarno mnie obrzydliwe 
  uczucie, e znalazem si nad gniazdem olbrzymich, okrgych, brzowo szarych 
  robakw. Pomimo to, unoszc si ponad nimi, czuem si do bezpieczny. Szybko 
  jednak porzuciem te rozwaania, gdy uwiadomiem sobie, e uczucia niepewnoci 
  czy bezpieczestwa s w tej sytuacji idiotyczne; mj sen nie jest przecie rzeczywist 
  sytuacj. Jednake, obserwujc to kbowisko, zaczem si niepokoi, e robaki 
  maj zamiar mnie dotkn.</p>
<P> Jestemy ruchomym elementem naszego wiata usyszaem nagle gos wysannika. 
   Nie obawiaj si. Jestemy energi i z pewnoci nie zamierzamy ci dotyka. 
  Zreszt byoby to niemoliwe. Jestemy oddzieleni rzeczywist granic.  Gos 
  zamilk na dusz chwil, a potem odezwa si znowu:  Chcemy, aby si do 
  nas przyczy. Zejd do nas i nie obawiaj si. Nie czujesz niepokoju w obecnoci 
  tropicieli, nie boisz si rwnie mnie. Tropiciele i ja jestemy tacy sami jak 
  reszta nas. Ja mam ksztat dzwonu, a tropiciele  pomieni.</p>
<P>To ostatnie zdanie musiao by swego rodzaju bodcem dla mojego ciaa energetycznego. 
  Gdy je usyszaem, ustpiy moje mdoci i strach. Zszedem na d, a wtedy 
  ze wszystkich stron otoczyy mnie piki, dzwony i pomienie. Podeszy do mnie 
  tak blisko, e mogyby mnie dotkn, gdybym tylko posiada ciao. Moglimy wic 
  jedynie przenika jeden przez drugiego niczym baki powietrza.</p>
<P>Dowiadczyem wwczas niewiarygodnego uczucia. Chocia moje ciao energetyczne 
  niczego nie odbierao, odczuwaem gdzie niezwyke askotanie; bez wtpienia 
  przechodzio przeze mnie co mikkiego i zwiewnego, ale nie tam, gdzie byem. 
  Wraenie byo sabe i trwao bardzo krtko, nie miaem wic czasu, by odczu 
  je w peni. Zamiast skupi na nim uwag nienia, oddaem si cakowicie obserwacji 
  tych przeronitych energetycznych robakw.</p>
<P>Wydawao mi si, e na poziomie, na ktrym si znajdujemy, owe cienie i ja 
  mamy pewn wspln cech: wielko. Stwierdziem, e s tej samej wielkoci, 
  co moje ciao energetyczne, i chyba dlatego poczuem si niemal swojsko w ich 
  towarzystwie. Przyjrzawszy si bacznie cieniom, doszedem do wniosku, e wcale 
  mi nie wadz. Byy bezosobowe, chodne i obojtne, co niezmiernie mi si podobao. 
  Zastanawiaem si, czy niech, ktr poczuem do nich w jednej chwili, i sympatia, 
  ktr poczuem w nastpnej, s naturaln konsekwencj nienia, czy te efektem 
  ich oddziaywania energetycznego.</p>
<P> S niezwykle sympatyczne  powiedziaem do wysannika dokadnie w chwili, 
  gdy ogarna mnie fala gbokiej przyjani, a nawet mioci do cieni.</p>
<P>Zanim zdyem wypowiedzie cae zdanie, ciemne ksztaty rozbiegy si niczym 
  tuste winki morskie, zostawiajc mnie samego w pmroku.</p>
<P> Wyemitowae zbyt wiele uczucia i przestraszye je  powiedzia gos wysannika. 
   Uczucia to dla nich trudna sprawa. Tak samo dla mnie  zamia si niemiao 
  wysannik.</p>
<P>W tym momencie zakoczyem t sesj nienia. Zaraz po przebudzeniu chciaem 
  spakowa moj torb i pojecha do Meksyku, by zobaczy si z don Juanem. Jednak 
  niespodziewane wypadki w moim yciu osobistym uniemoliwiy t podr, pomimo 
  moich gorczkowych przygotowa. Wywoao to we mnie niepokj, ktry nie pozwoli 
  mi na kontynuowanie moich wicze w nieniu. Nie zrobiem tego jednak rozmylnie; 
  niewiadomie przywizywaem do tego snu tak wielk uwag, e wiedziaem, i 
  skoro nie mog dotrze do don Juana, po prostu nie ma sensu kontynuowa nienia.</p>
<P>Po ponad procznej przerwie byem coraz bardziej zaintrygowany tym, co si 
  wydarzyo. Nie miaem pojcia, e same tylko uczucia mog pooy kres wiczeniom. 
  Zastanawiaem si, czy pragnienie powrotu do nienia wystarczyoby, aby wznowi 
  wiczenia. I udao si! Gdy tylko sformuowaem myl powrotu do nienia, wznowiem 
  wiczenia, tak jakbym nigdy ich nie przerwa. Spotkaem si ze zwiadowc tam, 
  gdzie si rozstalimy ostatnim razem, i zabra mnie od razu do tej samej wizji, 
  ktr miaem podczas ostatniej sesji.</p>
<P> To jest wiat cieni  powiedzia gos wysannika, gdy tylko si tam znalazem. 
   Lecz pomimo to, e jestemy cieniami, emitujemy wiato. Jestemy nie tylko 
  ruchomi; jestemy rwnie wiatem w tunelach. Jestemy innym rodzajem istot 
  nieorganicznych, ktre tutaj yj. S trzy rodzaje takich istot: jedne s niczym 
  nieruchome tunele, inne s jak ruchome cienie. My jestemy ruchomymi cieniami. 
  Tunele daj nam swoj energi, a my speniamy ich rozkazy.</p>
<P>Wysannik zamilk, a ja poczuem, e prowokuje mnie, bym zapyta go o trzeci 
  rodzaj istot nieorganicznych. Czuem rwnie, e jeli nie zadam tego pytania, 
  wysannik mi tego nie wyjani.</p>
<P> Jaki jest trzeci rodzaj istot nieorganicznych? Wysannik zakaszla i zachichota. 
  Zabrzmiao to tak, jakby rozkoszowa si tym pytaniem.</p>
<P> O, to nasza najbardziej tajemnicza cecha  powiedzia.  Trzeci rodzaj wyjawiamy 
  naszym gociom dopiero wtedy, gdy zdecyduj si z nami zosta.</p>
<P> Dlaczego?</p>
<P> Poniewa zobaczenie ich wymaga wielkiej iloci energii  odpar wysannik. 
   A my musimy tej energii dostarczy.</p>
<P>Wiedziaem, e wysannik mwi prawd. Wiedziaem rwnie, e gdzie czai si 
  straszliwe niebezpieczestwo. A jednak powodowaa mn bezgraniczna ciekawo. 
  Chciaem zobaczy ten trzeci rodzaj.</p>
<P>Wysannik chyba zdawa sobie spraw z mojego nastroju.</p>
<P> Chciaby ich ujrze?  zapyta od niechcenia.</p>
<P> Jak najbardziej  odpowiedziaem.</p>
<P> Musisz wic tylko gono powiedzie, e chcesz z nami pozosta  rzek wysannik 
  niedbaym tonem.</p>
<P> Jeeli to powiem, bd musia tutaj zosta, prawda?</p>
<P> Naturalnie  powiedzia wysannik z przekonaniem.  Wszystko, co w tym wiecie 
  wypowiadasz na gos, jest nieodwoalne.</p>
<P>Bezwiednie pomylaem, e jeeli wysannik chciaby uwizi mnie podstpem, 
  mg to przecie atwo osign, okamujc mnie. I tak bym si nie pozna.</p>
<P> Nie mog ci okama, poniewa kamstwo nie istnieje  wdar si w moje myli 
  gos wysannika.  Mog mwi ci tylko o tym, co istnieje. W moim wiecie istnieje 
  tylko intencja, a za kamstwem nie kryje si intencja. Dlatego kamstwo nie 
  istnieje.</p>
<P>Chciaem si sprzeciwi, mwic, e nawet za kamstwem moe si kry jaka 
  intencja, lecz zanim zdoaem to wypowiedzie, wysannik owiadczy, e za kamstwem 
  moe si kry jaka intencja, ale ta intencja nie jest tak intencj, o jakiej 
  on mwi.</p>
<P>Nie mogem utrzyma mej uwagi nienia na argumentacji wysannika, gdy ta uleciaa 
  do postaci ze wiata cieni. Nagle zauwayem, e wygldaj jak stado dziwnych, 
  dziecinnych zwierzt. Wysannik ostrzeg mnie, abym trzyma moje uczucia na 
  wodzy, gdy naga ich eksplozja spowoduje, e rozprosz si jak stado ptakw.</p>
<P> Co mam zrobi?  zapytaem.</p>
<P> Zejd do nas i sprbuj nas popchn albo pocign  przynagla gos wysannika. 
   Im szybciej si tego nauczysz, tym szybciej bdziesz mg przesuwa wzrokiem 
  przedmioty w swoim wiecie.</p>
<P>Mj kupiecki umys szala w oczekiwaniu na to, co si wydarzy. W jednej chwili 
  znalazem si wrd cieni, desperacko prbujc popycha je lub cign. Po chwili 
  cakowicie wyczerpaem swj zapas energii. Miaem wraenie, e usiowaem zrobi 
  co, co mona by przyrwna do podnoszenia domu szczk.</p>
<P>Wydawao mi si rwnie, e im bardziej wytam siy, tym wiksza jest liczba 
  cieni. Wygldao to tak, jakby wychodziy ze wszystkich zakamarkw, by obserwowa 
  mnie albo karmi si moj si. Gdy tylko o tym pomylaem, cienie znowu si 
  rozpierzchy.</p>
<P> Nie karmimy si twoj si  powiedzia wysannik.  Chcemy tylko poczu 
  twoj energi, podobnie jak ty chcesz poczu promienie soca w chodny dzie.</p>
<P>Wysannik poleci, bym otworzy si przed nimi, uciszajc sw podejrzliwo. 
  Syszaem, jak mwi, i gdy tak przysuchiwaem si jego sowom, zdaem sobie 
  spraw, e sysz, czuj i myl dokadnie tak samo, jak w normalnym wiecie. 
  Powoli rozejrzaem si dookoa. Biorc pod uwag wyrazisto mojej percepcji, 
  doszedem do wniosku, e jestem w wiecie rzeczywistym.</p>
<P>W uszach dwicza mi gos wysannika, ktry wyjania, e jedyna rnica midzy 
  postrzeganiem mojego wiata a postrzeganiem wiata istot nieorganicznych polega 
  na tym, i percepcja ich wiata zaczyna si i koczy w mgnieniu oka. Postrzeganie 
  rzeczywistego wiata nie odbywa si w ten sposb, gdy moja wiadomo  wsplnie 
  ze wiadomoci niezliczonej liczby istot podobnych do mnie, ktrych intencja 
  utrzymuje mj wiat takim, jaki jest  skupiona jest na tym wiecie. Wysannik 
  doda, e dla istot nieorganicznych postrzeganie mojego wiata zaczyna si i 
  koczy w mgnieniu oka; swojego wiata nie postrzegaj jednak w ten sposb, gdy 
  niezliczona ich liczba utrzymuje go przy pomocy swej intencji takim, jaki jest.</p>
<P>W tej chwili obraz zacz si rozmywa. Czuem si ^jak nurek; powrt ze wiata 
  istot nieorganicznych by niczym wynurzanie si na powierzchni.</p>
<P>W trakcie nastpnej sesji wysannik rozpocz swj dialog ze mn od powtrzenia, 
  e ruchome cienie i nieruchome tunele cz cakowicie zharmonizowane i aktywne 
  zwizki.</p>
<P> Nie moemy istnie bez siebie  stwierdzi.</p>
<P> Rozumiem, co masz na myli  powiedziaem. Wysannik odparowa z nut lekcewaenia 
  w gosie, e z pewnoci nie mog rozumie, co oznacza taki zwizek, ktry jest 
  nieskoczenie bardziej rozbudowany od zwykej zalenoci. Zamierzaem poprosi 
  go o wyjanienie, lecz w tym samym momencie znalazem si wewntrz czego, co 
  mog opisa jedynie jako tkank tunelu. Ujrzaem jakie groteskowo poczone, 
  gruczoowate wypukoci, ktre emitoway nieprzezroczyste wiato. Przyszo 
  mi do gowy, i s to te same wypukoci, ktre przypominay mi alfabet Braille'a. 
  Biorc pod uwag, e l te plamy energii miay od trzech do czterech stp rednicy, 
  zaczem si zastanawia, jak due s w rzeczywistoci same tunele.</p>
<P> Wielko tutaj nie jest tym samym, co wielko w twoim wiecie  powiedzia 
  wysannik.  Energia tego wiata jest innym rodzajem energii. Jej waciwoci 
  nie przystaj do waciwoci energii twojego wiata; pomimo to ten wiat jest 
  tak samo rzeczywisty, jak twj.</p>
<P>Wysannik doda, e powiedzia mi ju wszystko o cieniach, opisujc wypukoci 
  na cianach tuneli. Odparowaem, e co prawda syszaem jego wyjanienia, lecz 
  nie zwracaem na nie uwagi, gdy nie sdziem, e odnosz si bezporednio do 
  nienia.</p>
<P> Wszystko w tym wiecie ma bezporedni zwizek ze nieniem  stwierdzi wysannik.</p>
<P>Chciaem zastanowi si nad przyczyn mojej pomyki, lecz mj umys sta si 
  pusty. Moja uwaga nienia saba. Miaem trudnoci ze skupieniem jej na otaczajcym 
  mnie wiecie. Zebraem wic siy, aby si obudzi. I wtedy znowu usyszaem 
  gos wysannika. Jego dwik wzmocni mnie, a uwaga nienia znacznie si polepszya.</p>
<P> nienie jest nonikiem, ktry zabiera nicego do tego wiata  powiedzia 
  wysannik.  To my nauczylimy czarownikw wszystkiego, co wiedz o nieniu. 
  Nasz wiat jest zwizany z waszym dziki wrotom zwanym snami. Wiemy, jak przez 
  nie przechodzi, ale ludzie nie. Musz si tego uczy.</p>
<P>Dalej wysannik mwi o tym samym, co ju kiedy mi wyjania.</p>
<P> Wypukoci na cianach tunelu to cienie  powiedzia.  Jestem jednym z nich. 
  Poruszamy si wewntrz tuneli, po cianach, napeniajc si energi tuneli, 
  ktra jest nasz energi.</p>
<P>Przez gow przeleciaa mi luna myl, e po prostu nie potrafi sobie wyobrazi 
  takiej symbiozy, jakiej byem wiadkiem.</p>
<P> Jeli pozostaniesz wrd nas, na pewno nauczysz si odczuwa, co to znaczy 
  by zwizanym ze sob w taki sposb, jak my  powiedzia wysannik.</p>
<P>Wydawao mi si, e czeka na moj odpowied. Czuem, e tak naprawd chce, 
  bym mu powiedzia, i zdecydowaem si zosta w jego wiecie.</p>
<P> Ile cieni znajduje si w kadym tunelu?  zapytaem, by zmieni nastrj. 
  Natychmiast jednak tego poaowaem, poniewa wysannik zacz zdawa mi dokadn 
  relacj z liczby i funkcji spenianych przez cienie w poszczeglnych tunelach. 
  Powiedzia, e w kadym tunelu znajduje si okrelona liczba uzalenionych istot, 
  ktre speniaj okrelone funkcje, zwizanych z potrzebami i oczekiwaniami karmicych 
  je tuneli.</p>
<P>Nie chciaem, aby wysannik wdawa si w dalsze szczegy. Doszedem do wniosku, 
  e im mniej wiem na temat tuneli i cieni, tym lepiej dla mnie. W momencie, gdy 
  sformuowaem t myl, wysannik zamilk, a moje ciao energetyczne podskoczyo 
  jak na sznurku. W nastpnej chwili byem zupenie przebudzony w swoim ku.</p>
<P>Od tej pory adne obawy nie zakcay moich wicze w nieniu. Przeladowaa 
  mnie natomiast inna myl; myl, e dowiadczam czego niepowtarzalnego i niesamowitego. 
  Kadego dnia nie mogem si wprost doczeka chwili, gdy zaczn ni i tropiciel 
  zabierze mnie do wiata cieni. Dodatkow atrakcj byo to, e moje wizje wiata 
  cieni stay si jeszcze bardziej autentyczne. Sdzc po subiektywnych standardach 
  skoordynowania myli, skoordynowania bodcw wzrokowych i suchowych, skoordynowania 
  moich reakcji  moje przeycia byy rwnie rzeczywiste, jak kada sytuacja w 
  naszym normalnym wiecie. Nigdy przedtem mi si nie zdarzyo, aby jedyn rnic 
  midzy moimi wizjami a codziennym wiatem bya szybko, z jak koczyy si 
  te wizje. W jednej chwili byem w dziwnym, realnym wiecie, a w nastpnej we 
  wasnym ku.</p>
<P>Pragnem, by don Juan wyjani mi to wszystko, lecz nadal tkwiem w Los Angeles. 
  Im bardziej zastanawiaem si nad swoj sytuacj, tym wikszy by mj niepokj. 
  Zaczem nawet wyczuwa, e w wiecie istot nieorganicznych z niezwyk szybkoci 
  zaczynaj si gromadzi czarne chmury.</p>
<P>Mj niepokj rs, a moje ciao drao ze strachu, cho umys pogrony by 
  w ekstazie kontemplacji wiata cieni. Spraw pogarsza jeszcze fakt, e gos 
  wysannika pojawia si w mojej wiadomoci rwnie na jawie. Pewnego dnia usyszaem 
  go podczas wykadu na uniwersytecie. Mwi bez przerwy, e jakakolwiek prba 
  przerwania nienia przyniesie szkod mojemu ostatecznemu celowi. Przekonywa 
  mnie, e wojownicy nie lkaj si wyzwania i e nie ma adnych istotnych powodw, 
  by przerwa wiczenia. Przyznaem mu racj. Nie miaem zamiaru niczego przerywa, 
  a wysannik potwierdza jedynie to, co sam odczuwaem.</p>
<P>Nie do, e zmieni si wysannik, to jeszcze na scenie pojawi si nowy tropiciel. 
  Pewnego razu, zanim jeszcze zaczem przypatrywa si przedmiotom, dosownie 
  wyskoczy przede mn i w moim nie agresywnie zawadn moj uwag nienia. 
  Charakterystyczn cech tego tropiciela byo to, e nie musia przechodzi adnych 
  energetycznych przeksztace; od pocztku by bowiem plam energii. W mgnieniu 
  oka, nie dajc mi czasu na gone wyraenie zamiaru udania si za nim, przenis 
  mnie do innej czci krlestwa istot nieorganicznych, do wiata szablastozbnych 
  tygrysw.</p>
<P>W innych pracach opisaem ju urywki tych wizji. Urywki, poniewa nie miaem 
  wwczas dostatecznej iloci energii, by odda je w sposb zrozumiay dla mojego 
  liniowo uporzdkowanego umysu.</p>
<P>Nocne wizje szablastozbnych tygrysw powtarzay si regularnie przez dugi 
  czas, a pewnej nocy znowu pojawi si w agresywny tropiciel, ktry zabra 
  mnie tam po raz pierwszy. Nie czekajc na moj zgod, zabra mnie do tuneli.</p>
<P>Usyszaem gos wysannika. Natychmiast, niczym przedni kupiec, zarzuci mnie 
  najdusz i najbardziej poruszajc tyrad, jak do tej pory od niego syszaem. 
  Mwi o nadzwyczajnych zaletach wiata istot nieorganicznych. Opowiada o zdobyciu 
  oszaamiajcej wiedzy, o zdobyciu jej w niezwykle prosty sposb  poprzez pozostanie 
  w tych cudownych tunelach. Opowiada o niewiarygodnej ruchliwoci, o nieskoczonoci 
  upywajcej na poznawaniu nowych rzeczy, a przede wszystkim o byciu rozpieszczanym 
  przez kosmicznych sucych, ktrzy bd spenia moje najdrobniejsze zachcianki.</p>
<P> Przebywaj z nami wiadome istoty z najbardziej niewiarygodnych zaktkw 
  kosmosu  powiedzia wysannik na zakoczenie.  I uwielbiaj tu by. Prawd 
  powiedziawszy, nikt nie chce std odchodzi.</p>
<P>W tym momencie przyszo mi do gowy, e wielkopastwo jest cakowicie sprzeczne 
  z moj natur. Nigdy nie czuem si swobodnie przy sucych, czy bdc obsugiwanym.</p>
<P>Dalej przej mnie tropiciel i migalimy wieloma tunelami. Zatrzyma si w 
  jakim tunelu, ktry wydawa si nieco wikszy ni pozostae. Moja uwaga nienia 
  bya zaabsorbowana jego wielkoci i ukadem i nie oderwaaby si od nich, gdyby 
  zwiadowca nie nakaza mi si odwrci. Moja uwaga nienia skierowaa si wwczas 
  na plam energii, ktra bya nieco wiksza ni reszta cieni. Bya niebieska 
  niczym rodek pomienia wiecy. Wiedziaem, e taka konfiguracja energii nie 
  jest cieniem i e nie naley do tego wiata.</p>
<P>Zatopiem si w obserwacji. Tropiciel ponagla mnie do odejcia, lecz co znieczulio 
  mnie na jego sygnay. Nie bez niepokoju pozostawaem tam, gdzie byem, lecz 
  ponaglenia tropiciela zakciy moj uwag i straciem z oczu niebieski ksztat.</p>
<P>Nagle jaka wielka sia okrcia mnie dookoa i postawia tuz przed niebiesk 
  plam. Gdy si w ni wpatrywaem, przybraa nagle ksztat czowieka: bardzo 
  maego, szczupego, delikatnego, niemal przezroczystego. Rozpaczliwie usiowaem 
  ustali, czy jest to mczyzna czy kobieta, lecz pomimo wielkich wysikw nie 
  udao mi si.</p>
<P>Prbowaem spyta o to tropiciela, ale bez powodzenia. Odlecia zupenie niespodziewanie, 
  zostawiajc mnie zawieszonego w tym tunelu, twarz w twarz z nie znan mi osob. 
  Przemwiem do niej tak samo, jak rozmawiaem z tropicielem, lecz nie otrzymaem 
  odpowiedzi. Poczuem fal rozdranienia, nie mogc przeama bariery, jaka nas 
  oddzielaa. Potem ogarn mnie strach, e zostaem sam na sam z kim, kto mg 
  okaza si moim wrogiem.</p>
<P>Szarpay mn rne uczucia. W kocu ogarna mnie wielka rado, gdy byem 
  pewien, e tropiciel wreszcie ukaza mi istot ludzk usidlon w tym wiecie. 
  Rozpaczaem jedynie nad tym, ze by moe dlatego nie moemy si porozumiewa, 
  poniewa nieznajomy jest jednym z czarownikw staroytnoci i pochodzi z innego 
  czasu.</p>
<P>Im wiksze byo moje rozradowanie i ciekawo, tym stawaem si ciszy, a 
  w kocu staem si tak ciki, e znalazem si z powrotem w swoim ciele i w 
  swoim wiecie. Obudziem si w Los Angeles, w parku przy Uniwersytecie Kalifornijskim. 
  Staem na trawie, w jednym szeregu z ludmi grajcymi w golfa.</p>
<P>Osoba, ktra bya przede mn, zmaterializowaa si rwno ze mn. Przygldalimy 
  si sobie przez mgnienie oka. Bya to szecio , moe siedmioletnia dziewczynka. 
  Wydawao mi si, e j znam. Gdy j ujrzaem, moje rozradowanie i ciekawo 
  wzrosy tak niepomiernie, ze zapocztkoway proces odwrotny. Straciem swj 
  ciar tak szybko, i w jednej chwili znw byem plam energii w wiecie istot 
  nieorganicznych. Wrci tropiciel i szybko zabra mnie z tego miejsca.</p>
<P>Obudzio mnie szarpnicie strachu. Gdy wynurzaem si na powierzchni normalnego 
  wiata, odczuem, e przedziera si do mnie jaka wiadomo. Mj umys szaleczo 
  prbowa poskada to, co wiedziaem albo mylaem, e wiem. Spdziem ponad 
  czterdzieci osiem godzin, niezmordowanie usiujc dotrze do ukrytego uczucia 
  lub ukrytej wiedzy, ktra do mnie przylgna. Udao mi si jedynie odczu jak 
  si  wydawao mi si, i pochodzi spoza mojego umysu czy ciaa  ktra powiedziaa 
  mi, bym nie ufa ju wicej swojemu nieniu.</p>
<P>Po kilku dniach zaczo we mnie kiekowa mroczne, tajemnicze przekonanie, 
  ktre stawao si wiksze z dnia na dzie, a w kocu nie miaem ju wtpliwoci, 
  ze jest prawdziwe. Byem pewien, i niebieska plama wiata jest winiem wiata 
  istot nieorganicznych.</p>
<P>Teraz potrzebowaem rady don Juana bardziej ni kiedykolwiek. Zdawaem sobie 
  spraw, e zaprzepaszczam cae lata swojej pracy, lecz nic nie mogem na to 
  poradzi. Rzuciem wszystko, czym si zajmowaem, i pospieszyem do Meksyku.</p>
<P> Czego tak naprawd chcesz?  zapyta don Juan, by pohamowa moj histeryczn 
  paplanin.</p>
<P>Nie potrafiem mu tego wyjani, poniewa sam nie wiedziaem, czego chc.</p>
<P> Musisz mie bardzo wany problem, skoro przygnae tak prdko  zauway 
  z zadum w gosie.</p>
<P> Zgadza si, cho nie potrafi sprecyzowa, co tak naprawd jest tym problemem 
   odrzekem.</p>
<P>Don Juan poprosi, bym opisa mu wszystkie sesje nienia wraz z najmniejszymi 
  szczegami majcymi zwizek z t spraw. Opowiedziaem mu o mojej wizji maej 
  dziewczynki i o tym, jak bardzo wpyno to na moje uczucia. Don Juan od razu 
  poradzi mi, abym zlekceway to zdarzenie i potraktowa je jako jawn prb 
  zaspokojenia moich fantazji przez istoty nieorganiczne. Zauway, i jeli kadzie 
  si na nienie zbyt duy nacisk, staje si ono tym, czym byo dla czarownikw 
  staroytnoci: rdem niewyczerpanych moliwoci folgowania sobie.</p>
<P>Z jakiej niezrozumiaej przyczyny nie miaem ochoty opowiada don Juanowi 
  o krlestwie cieni. Dopiero wtedy, gdy zignorowa moj wizj maej dziewczynki, 
  czuem si zobowizany opowiedzie mu o moich wizytach w ich wiecie. Milcza 
  przez dug chwil, jakby przytoczony ciarem tego, co usysza.</p>
<P> Jeste bardziej osamotniony, ni mylaem  powiedzia w kocu  gdy nie 
  wolno mi omawia twojego nienia. Znalaze si w pooeniu dawnych czarownikw. 
  Mog ci jedynie raz jeszcze powtrzy, e musisz postpowa z najwiksz ostronoci, 
  na jak ci sta.</p>
<P> Dlaczego powiedziae, e znalazem si w pooeniu dawnych czarownikw?</p>
<P> Powtarzaem ci ju wielokrotnie, e niebezpiecznie ich przypominasz, jeli 
  chodzi o usposobienie. Dawni czarownicy byli niesamowicie zdolni; ich bdem 
  byo, e w wiecie istot nieorganicznych poczuli si jak ryba w wodzie. Jedziecie 
  na tym samym wzku. Wiecie o ich wiecie takie rzeczy, jakich nikt z nas nawet 
  sobie nie potrafi wyobrazi. Na przykad ja nigdy nie wiedziaem o wiecie cieni; 
  nie wiedzia o nim rwnie nagual Julian ani nagual Elias, cho ten ostatni 
  spdzi w wiecie istot nieorganicznych wiele czasu.</p>
<P> Ale jaka to rnica, czy zna si wiat cieni, czy nie?</p>
<P> Rnica jest ogromna. Istoty nieorganiczne zabieraj tam nicych tylko wtedy, 
  gdy s pewne, e ci pozostan w ich wiecie. Wiemy to z opowiada dawnych czarownikw.</p>
<P> Zapewniam ci, don Juanie, e nie mam najmniejszego zamiaru tam zosta. Mwisz 
  tak, jakbym za chwil mia ulec pokusie, by posi moc albo mie wasn sub. 
  Nie interesuje mnie ani jedno, ani drugie, i to jest moje ostateczne zdanie.</p>
<P> Na tym etapie to nie jest ju takie proste. Zaszede za daleko i nie moesz 
  si ju tak po prostu wycofa. Poza tym, na twoje nieszczcie, zostae wybrany 
  przez wodn istot nieorganiczn. Pamitasz, jak z ni walczye? I jakie to 
  byo uczucie? Mwiem ci, e wodne istoty nieorganiczne s najbardziej dokuczliwe. 
  Uzaleniaj si i s zaborcze, a gdy raz zatopi w kim swoje szpony, nigdy 
  nie rezygnuj.</p>
<P> Co to oznacza w moim przypadku, don Juanie?  Prawdziwe kopoty. Za wszystkimi 
  stoi ta wanie istota, ktr pochwycie owego feralnego dnia. Przez te wszystkie 
  lata przyzwyczaia si do ciebie. Zna ci na wylot.</p>
<P>Wyznaem szczerze don Juanowi, e na sam myl, i jaka istota nieorganiczna 
  zna mnie na wylot, robi mi si niedobrze.</p>
<P> Gdy nicy uwiadamiaj sobie, e w istotach nieorganicznych nie ma nic szczeglnego, 
  jest ju zwykle za pno, poniewa te maj ich ju w garci.</p>
<P>W gbi duszy czuem, e don Juan mwi o abstrakcyjnych, teoretycznych zagroeniach, 
  ktre w rzeczywistoci nie wystpuj. W rodku byem pewien, e nie grozi mi 
  adne takie niebezpieczestwo.</p>
<P> Nie zamierzam w aden sposb da si zapa na pokusy istot nieorganicznych, 
  jeli to masz na myli powiedziaem.</p>
<P> Myl, e ci nabior  odrzek.  Tak samo, jak nabray naguala Rosendo. 
  Zaczaj si na ciebie, a ty nie dostrzeesz puapki; nawet nie bdziesz podejrzewa 
  jej istnienia. S bardzo przebiege. Teraz wymyliy nawet ma dziewczynk.</p>
<P> Ale ja nie mam nawet cienia wtpliwoci, e ta dziewczynka istnieje  odparem 
  zdecydowanie.</p>
<P> Nie ma adnej maej dziewczynki  warkn.  Ta plama niebieskawego wiata 
  jest zwykym tropicielem; poszukiwaczem usidlonym w krlestwie istot nieorganicznych. 
  Mwiem ci ju, e one s jak rybacy: nc wiadomo, a potem j owi.</p>
<P>Don Juan by przekonany ponad wszelk wtpliwo, e owa niebieskawa plama 
  energii pochodzi z cakiem innego wymiaru i e to tropiciel, ktry zbdzi 
  i zosta 'zapany jak mucha w pajcz sie.</p>
<P>Nie spodobao mi si to porwnanie. Ta sprawa tak 'bardzo mnie martwia, e 
  odczuwaem j fizycznie. Posiedziaem o tym don Juanowi, na co on odpar, e 
  moja troska o uwizionego tropiciela doprowadza go niemal do rozpaczy.</p>
<P> Dlaczego to ci tak niepokoi?  zapytaem.</p>
<P> Szykuje si co niedobrego w tym przekltym wiecie, a ja nie mam pojcia 
  co.</p>
<P>Gdy przebywaem z don Juanem i jego towarzyszami, w ogle nie niem o wiecie 
  istot nieorganicznych. Moje wiczenia polegay jak zwykle na skupianiu uwagi 
  nienia na poszczeglnych przedmiotach ze snu i na zmianie snw. Aby stumi 
  mj niepokj, don Juan poleci mi wpatrywa si w chmury lub odlege szczyty 
  grskie. Dziki tym wiczeniom miaem bezporednie uczucie, e znajduj si 
  wrd chmur lub w grach, na szczycie.</p>
<P> Jestem bardzo zadowolony, ale bardzo zmartwiony  skomentowa moje dokonania 
  don Juan.  Uczysz si cudownych rzeczy, lecz nawet o tym nie wiesz. I nie chc 
  przez to powiedzie, e to ja ci ucz.</p>
<P> Mwisz o istotach nieorganicznych, prawda?</p>
<P> Tak, mwi o istotach nieorganicznych. Zalecam ci, aby ju wicej si w 
  nic nie wpatrywa; to technika dawnych czarownikw. W mgnieniu oka potrafili 
  dotrze do swego ciaa energetycznego, wpatrujc si po prostu w przedmioty, 
  ktre sobie szczeglnie upodobali. To naprawd imponujca technika, lecz zupenie 
  nieprzydatna wspczesnym czarownikom. Nie ma ona nic wsplnego z polepszaniem 
  trzewoci osdu i poszerzaniem zdolnoci do poszukiwania wolnoci. Wie nas 
  jedynie z konkretnoci, a to bardzo niepodany stan.</p>
<P>Don Juan doda, e jeli nie bd si kontrolowa, to zanim zdoam spoi drug 
  uwag z uwag normalnego wiata, stan si nie do zniesienia. Powiedzia, e 
  pomidzy moj ruchliwoci w drugiej uwadze a uporczywym tkwieniem w bezruchu 
  w stanie wiadomoci normalnego wiata rozciga si niebezpieczna przepa. 
  Don Juan zauway, i przepa ta jest tak ogromna, e w normalnym stanie jestem 
  niemal idiot, a w drugiej uwadze  szalecem.</p>
<P>Zanim wrciem do domu, pozwoliem sobie omwi moje wizje ze nienia z Carol 
  Tiggs, cho don Juan radzi mi, bym nikomu tego nie mwi. Carol Tiggs bya 
  moim dokadnym odpowiednikiem, dlatego te wietnie mnie rozumiaa i bya niezwykle 
  zainteresowana. Don Juan by bardzo zy, e zwierzyem si jej ze swoich problemw. 
  Czuem si gorzej ni kiedykolwiek. Zaczem si nad sob uala i narzeka, 
  e zawsze wszystko robi le.</p>
<P> Niczego jeszcze nie zrobie  warkn don Juan.  Tyle to wiem.</p>
<P>Mia racj! W trakcie nastpnej sesji nienia rozptao si prawdziwe pieko. 
  Dotarem do wiata cieni, tak jak to robiem niezliczon liczb razy. Jedyn 
  rnic bya obecno niebieskiej plamy energii; znajdowaa si wrd innych 
  cieni. Przyszo mi do gowy, e moga by tam ju wczeniej, a ja jej po prostu 
  nie zauwayem. Gdy tylko j dostrzegem, moja uwaga nienia zamkna si wycznie 
  na niej. Znalazem si przy niej w jednej chwili. Jak zwykle podeszy do mnie 
  pozostae cienie, lecz nie zwracaem na nie uwagi.</p>
<P>Nagle niebieski ksztat przybra posta tej samej maej dziewczynki, ktr 
  widziaem ju przedtem. Dziewczynka przechylia na bok sw cienk, delikatn 
  i dug szyjk i szepna ledwie syszalnym gosem: Pom mi!&quot; Powiedziaa 
  to albo te sam to sobie wymyliem. Wszystko jedno; rezultat by taki sam  
  zamarem, ogarnity nagym niepokojem. Odczuem chd, jego rdem nie byo 
  jednak moje ciao energetyczne, lecz zupenie inna cz mnie. Dopiero wwczas 
  po raz pierwszy byem cakowicie wiadom, e moje przeycia s cakowicie oddzielone 
  od dozna zmysowych. Dowiadczaem wiata cieni ze wszystkimi implikacjami 
  tego, co normalnie uwaaem za dowiadczenie  mogem myle, osdza, podejmowa 
  decyzje; zachowywaem swoj psychologiczn cigo; innymi sowy, byem sob. 
  Brakowao mi jedynie mojego zmysowego ja. Nie miaem dozna cielesnych. Wszystkie 
  bodce docieray do mnie poprzez wzrok i such. Mj racjonalny rozum musia 
  wic rozway dziwn kwesti  widzenie i syszenie nie s zmysami ciaa, lecz 
  cechami wizji, ktre wanie miaem.</p>
<P> Naprawd widzisz i syszysz  powiedzia wysannik, wdzierajc si w moje 
  myli.  To jest wanie pikno tego miejsca. Moesz dowiadcza wszystkiego, 
  widzc i syszc, lecz nie musisz oddycha. Tylko pomyl! Nie musisz oddycha! 
  Moesz uda si w kade miejsce wszechwiata i wcale nie oddycha.</p>
<P>Przesza przeze mnie fala niezwykle niepokojcego uczucia i znowu nie odczuem, 
  i znowu nie odczuem jej tam, w wiecie cieni. Poczuem j gdzie indziej. Wielce 
  poruszya mnie oczywista, cho do tej pory ukryta, myl, e istnieje ywy zwizek 
  midzy ja, ktre jest podmiotem dowiadczajcym, i rdem energii, rdem 
  odczu zmysowych zlokalizowanym gdzie indziej. Przyszo mi do gowy, e to 
  gdzie indziej to przecie moje ciao, pogrone we nie w moim wasnym ku.</p>
<P>W chwili, gdy to pomylaem, cienie si rozpierzchy, a w polu mojego widzenia 
  pozostaa jedynie maa dziewczynka. Przygldaem si jej i nabraem przekonania, 
  e j znam. Zdawao mi si, e dziewczynka traci rwnowag, jakby za chwil 
  miaa zemdle. Ogarna mnie fala bezgranicznej mioci.</p>
<P>Prbowaem co do niej powiedzie, ale nie mogem wydoby z siebie gosu. Stao 
  si jasne, e wszystkie rozmowy, jakie przeprowadzaem z wysannikiem, odbyway 
  si dziki jego energii. Pozostawiony sam sobie, byem bezradny. Potem sprbowaem 
  skierowa do niej swe myli, ale nadaremnie. Bylimy oddzieleni membran energii, 
  ktrej nie potrafiem przebi.</p>
<P>Dziewczynka rozumiaa chyba moj rozpacz i porozumiewaa si ze mn za pomoc 
  myli. Powiedziaa mi w zasadzie to samo, co powiedzia don Juan  bya tropicielem 
  zapanym w sieci tego wiata. Potem dodaa, e przybraa posta maej dziewczynki, 
  poniewa jest ona znana zarwno mnie, jak i jej, i e potrzebuje mojej pomocy 
  tak samo, jak ja potrzebuj jej. Powiedziaa mi to wszystko w jednej porcji 
  energetycznego uczucia, ktra bya niczym sowa wypowiedziane wszystkie od razu. 
  Nie miaem trudnoci w jej zrozumieniu, chocia przeywaem co takiego po raz 
  pierwszy.</p>
<P>Nie wiedziaem, co robi. Prbowaem przekaza jej moje uczucie bezradnoci. 
  Wydawao mi si, e od razu mnie zrozumiaa. Milczco bagaa mnie naglcym 
  spojrzeniem. Nawet si umiechna, jakby chciaa mi okaza, e cakowicie zdaje 
  si na mnie, liczc, i j wyswobodz. Gdy w mylach odparem, e absolutnie 
  nie jestem zdolny jej pomc, odniosem wraenie, e patrz na histeryczne dziecko 
  ogarnite wielk rozpacz.</p>
<P>Gorczkowo usiowaem co jej powiedzie. Dziewczynka naprawd pakaa, pakaa 
  z rozpaczy i strachu, tak jak pakaoby dziecko w jej wieku. Nie mogem tego 
  znie. Rzuciem si w jej stron, ale bez widocznego skutku. Moje ciao energetyczne 
  przeszo przez ni; chciaem pochwyci j i wzi ze sob.</p>
<P>Prbowaem tego jeszcze wiele razy, a zupenie straciem siy. Zrezygnowaem 
  wic i zaczem si zastanawia nad nastpnym ruchem. Baem si, e moja uwaga 
  nienia osabnie, a wtedy strac dziewczynk z oczu. Nie wierzyem, by istoty 
  nieorganiczne przyprowadziy mnie raz jeszcze do tej czci swojego krlestwa. 
  Zdawao mi si, e to moja ostatnia wizyta w ich wiecie; wizyta, ktra si 
  liczy.</p>
<P>I wtedy zrobiem co niewiarygodnego. Zanim moja uwaga nienia zupenie znikna, 
  wykrzyknem gono i wyranie, e chc poczy moj energi z energi uwizionego 
  tropiciela i da mu wolno.</p>
</td></tr></table></body>
</html>