<html>
<head>
<title>B/133: C.Castaneda - Sztuka nienia</title>
<meta http-equiv="Content-Type" content="text/html; charset=windows-1250">
<style type="text/css">
<!--
h4 { font: bold 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: center; text-indent: 0pt; margin: 10pt 0cm}
p { font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: justify; text-indent: 0.5cm; margin: 5pt 0cm}
body { font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 1cm}
td { font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 0pt}
-->
</style>
</head>
<body bgcolor="#FFCC99" leftmargin="1cm" marginwidth="1cm" link="#000000" vlink="#000000" alink="#000000">
<SCRIPT TYPE="text/javascript" LANGUAGE="JavaScript" SRC="../../../main.js"></SCRIPT>
<table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0" align="center"><tr><td>
<div align="right"><a href="133-05.htm">Wstecz</a> / <a href="133-ind.htm">Spis
Treci</a> / <a href="133-07.htm">Dalej</a></div>
<h4>ROZDZIA VI: WIAT CIENI</h4>
<P> Musisz by niezwykle ostrony, poniewa lada chwila moesz pa ofiar istot
nieorganicznych niespodziewanie zakomunikowa mi don Juan, gdy rozmawialimy
o czym zupenie nie zwizanym ze nieniem.</p>
<P>Jego stwierdzenie bardzo mnie zaskoczyo. Jak zwykle prbowaem si broni.</p>
<P> Nie musisz mnie ostrzega. Jestem bardzo ostrony zapewniaem go.</p>
<P> Istoty nieorganiczne co knuj powiedzia. Wyczuwam to i nie pociesza
mnie wcale, gdy mwi sobie, e zastawiaj puapki jedynie na samym pocztku,
dziki czemu niepodani nicy s skutecznie i raz na zawsze eliminowani.</p>
<P>Ton gosu don Juana by tak powany, e natychmiast musiaem zapewni go, i
nie mam zamiaru wpada w adn puapk.</p>
<P> Musisz wzi pod uwag to, e istoty nieorganiczne maj do dyspozycji zadziwiajce
rodki mwi dalej don Juan. Ich wiadomo jest fenomenalna. W porwnaniu
z nimi jestemy dziemi; dziemi o niespoytej energii, ktrej one podaj.</p>
<P>Chciaem powiedzie don Juanowi, e na poziomie abstrakcji pojem, o co mu
chodzi i dlaczego si o mnie martwi, lecz w praktyce nie widz adnego zagroenia,
gdy cakowicie kontroluj przebieg moich wicze w nieniu.</p>
<P>Po kilku minutach kopotliwego milczenia don Juan znw si odezwa. Zmieni
temat i powiedzia, e musi zwrci moj uwag na bardzo istotn cz swoich
nauk, ktra, jak dotd, wymykaa si mojej wiadomoci.</p>
<P> Rozumiesz ju, e bramy nienia s szczeglnymi przeszkodami. Nie poje
jednak jeszcze, i dowolne wiczenie na docieranie do bramy i jej pokonywanie
nie jest tak naprawd tym, co dana brama oznacza.</p>
<P> W ogle tego nie pojmuj, don Juanie.</p>
<P> Chodzi mi o to, e nieprawdziwe jest stwierdzenie, i, powiedzmy, do drugiej
bramy dochodzi si i j przekracza, gdy nicy nauczy si budzi w innym nie
lub ^gdy nicy nauczy si zmienia sny bez budzenia si W wiecie rzeczywistym.</p>
<P> Dlaczego jest to nieprawda?</p>
<P> Poniewa do drugiej bramy nienia mona dotrze i j przekroczy dopiero
wtedy, gdy nicy nauczy si wyodrbnia tropiciela i poda za nim.</p>
<P> Po co wic w ogle wprowadza si wiczenie zmiany snw?</p>
<P> Budzenie si w innym nie lub zmiana snw jest technik wymylon przez dawnych
czarownikw, by wywiczy nicego w wyodrbnianiu tropiciela i podaniu za
nim.</p>
<P>Don Juan stwierdzi, e podanie ladem tropiciela jest wielkim osigniciem.
Gdy nicy potrafi tego dokona, druga brama otwiera si na ocie i istniejcy
za ni wszechwiat staje przed nim otworem. Podkreli, i wszechwiat ten jest
tam przez cay czas, lecz nie jestemy w stanie do niego wkroczy, poniewa
brak nam biegoci w operowaniu energi, i e druga brama nienia jest bram
do wiata istot nieorganicznych, nienie za kluczem otwierajcym t bram.</p>
<P> Czy nicy moe wyodrbni tropiciela bezporednio, bez wicze w zmienianiu
snw? zapytaem.</p>
<P> Nie, w adnym wypadku. To wiczenie ma zasadnicze znaczenie. Pojawia si
tylko pytanie, czy jest to jedyne istniejce wiczenie. Innymi sowy, czy nicy
moe zastosowa inn technik.</p>
<P>Don Juan spojrza na mnie pytajco. Jakby rzeczywicie spodziewa si, e odpowiem
na jego pytanie.</p>
<P> Byoby trudno wymyli wiczenie rwnie doskonae jak to, ktre wymylili
dawni czarownicy powiedziaem z niezbitym przekonaniem, cho nie miaem pojcia,
skd si wzio.</p>
<P>Don Juan przyzna, e mam absolutn racj. Dawni czarownicy wymylili kilka
doskonaych wicze w przechodzeniu przez bramy nienia do wiatw, ktre si
za nimi znajduj. Kilkakrotnie powtrzy, e nienie jest wynalazkiem dawnych
czarownikw i dlatego powinno si odbywa wedug ich zasad. Regua drugiej bramy
opieraa si na trzech krokach. Pierwszy dziki wiczeniu zmiany snw nicy
dowiadywali si o istnieniu tropicieli; drugi podajc za tropicielami, wkraczali
do nowego, zupenego wszechwiata; trzeci w wyniku wasnych dziaa w tym
wszechwiecie poznawali prawa rzdzce tym wszechwiatem.</p>
<P>Don Juan powiedzia, e w kontaktach z istotami nieorganicznymi przestrzegaem
reguy tak skutecznie, i obawia si najgorszego. By przekonany, e nieuniknion
reakcj istot nieorganicznych bdzie prba zatrzymania mnie w ich wiecie.</p>
<P> Nie sdzisz, e przesadzasz, don Juanie? zapytaem. Nie mogem uwierzy,
e sprawa wygldaa a tak le, jak przedstawia to don Juan.</p>
<P> Wcale nie przesadzam odpar szorstko. Przekonasz si. Istoty nieorganiczne
nie wypuszczaj nikogo bez prawdziwej walki.</p>
<P> A dlaczego mylisz, e chc mnie zatrzyma?</p>
<P> Poniewa pokazay ci ju zbyt wiele rzeczy. Mylisz, e zaday sobie tyle
trudu wycznie dla zabawy? rozemia si.</p>
<P>Dla mnie nie byo to wcale zabawne. Powodowany strachem zapytaem go, czy sdzi,
i powinienem przerwa albo nawet cakiem zarzuci moje wiczenia w nieniu.
</p>
<P> Musisz kontynuowa nienie, dopki nie przejdziesz wszechwiata za drug
bram odpar. Oznacza to, e musisz sam podj decyzj, czy przyj, czy
te odrzuci ta, czym kusz ci istoty nieorganiczne. Dlatego wanie jestem
powcigliwy i prawie wcale nie wypowiadam si na temat twoich wicze w nieniu.</p>
<P>Przyznaem, i zupenie nie mogem poj, dlaczego don Juan tak chtnie objania
mi inne aspekty swojej wiedzy, lecz jest tak niechtny, by omawia ze mn nienie.</p>
<P> Byem zmuszony nauczy ci nienia tylko dlatego powiedzia e taki jest
porzdek ustanowiony przez dawnych czarownikw. cieka nienia jest najeona
puapkami i tylko od nicego zaley, czy wpadnie w nie, czy te je ominie.
Jest to jego sprawa osobista i, rzekbym, ostateczna. </p>
<P> Czy puapki te s wynikiem ulegania pochlebstwom lub obietnicom mocy?</p>
<P> Nie tylko tego. S rwnie rezultatem ulegania wszystkiemu, co ofiaruj istoty
nieorganiczne. Powyej pewnej granicy czarownikom pod adnym pozorem nie wolno
przyjmowa od nich niczego. </p>
<P> Gdzie ley ta granica, don Juanie? '" To zaley tylko od nas. Caa
sztuka polega na tym, bymy brali z tamtego wiata jedynie to, co jest nam potrzebne,
nic poza tym. Wiedzie, co jest nam potrzebie, jest wielk sztuk czarownikw,
lecz ich najwikszym osigniciem jest zabra jedynie to, co jest niezbdne.
Niezrozumienie tej prostej reguy prowadzi prosto w puapk.</p>
<P> A co si dzieje, gdy wpadniemy w puapk?</p>
<P> Pacisz wwczas cen, ktra zaley od okolicznoci i rodzaju puapki. Nie
mamy jednak moliwoci, by bra pod uwag tak ewentualno, gdy nie rozpatrujemy
kwestii kary. Stawk s tutaj prdy energetyczne, ktre stwarzaj okolicznoci
straszliwsze ni sama mier. Na ciece czarownikw wszystko jest spraw ycia
lub mierci. Na ciece nienia jest to sprawa po stokro powaniejsza.</p>
<P>Uspokoiem don Juana, e podczas nienia zachowuj zawsze najwysz ostrono;
jestem niezwykle zdyscyplinowany i sumienny.</p>
<P> Wiem o tym stwierdzi don Juan. Ale chc, eby by jeszcze bardziej
zdyscyplinowany i eby obchodzi si ze wszystkim, co dotyczy nienia, jak
z jajkiem. A przede wszystkim bd czujny. Nie potrafi przewidzie, skd nadejdzie
atak.</p>
<P> Czy jako widzcy widzisz groce mi niebezpieczestwo, don Juanie?</p>
<P> Widz ju od tego dnia, gdy znalaze si w tamtym tajemniczym miecie; kiedy
po raz pierwszy pomogem ci dotrze do twego ciaa energetycznego.</p>
<P> Ale czy wiesz dokadnie, co powinienem zrobi i czego si wystrzega?</p>
<P> Nie, tego nie wiem. Wiem tylko, e wszechwiat za drug bram jest najbliszy
naszemu, a nasz jest bardzo podstpny i bezlitosny. Tak wic pod tym wzgldem
na pewno si nie rni.</p>
<P>Nalegaem, aby don Juan powiedzia mi, co mnie czeka. A on odpowiada niezmiennie,
e jako czarownik wyczuwa jedynie stan oglnego zagroenia, nie moe natomiast
poda adnych szczegw.</p>
<P> wiat istot nieorganicznych jest zawsze gotowy do uderzenia cign.
Ale taki sam jest rwnie nasz wiat. Dlatego te, udajc si do ich krlestwa,
musisz by tak czujny, jakby wybiera si na wojn.</p>
<P> Chcesz przez to powiedzie, e nicy musz si zawsze ba tamtego wiata?</p>
<P> Nie, nie to miaem na myli. Wszystkie kopoty si kocz, gdy nicy przejdzie
ju wszechwiat za drug bram lub gdy stwierdzi, e nie stanowi on dla niego
twrczej opcji.</p>
<P>Don Juan stwierdzi, e dopiero wwczas nicy mog swobodnie rozwija si
dalej. Nie byem pewien, czy go dobrze rozumiem. Wyjani, e wszechwiat za
drug bram jest tak potny i agresywny, i jest naturalnym filtrem czy polem
dowiadczalnym, gdzie nicy poddawani s prbie. Jeli wytrzymaj ten sprawdzian,
mog ruszy w kierunku nastpnej bramy; jeli nie, zostaj na zawsze winiami
tamtego wszechwiata.</p>
<P>Dawi mnie niepokj, lecz mimo moich prb, don Juan nie powiedzia nic wicej.
Wrciem do domu i zachowujc najwiksz ostrono, kontynuowaem swe podre
do wiata istot nieorganicznych. Wydawao mi si, e moja przezorno jedynie
je uatrakcyjnia. Dotarem do punktu, gdy sama kontemplacja wiata istot nieorganicznych
dawaa mi nieopisan rado. Obawiaem si, e prdzej czy pniej moja rado
si skoczy, lecz tak si nie stao. Nieoczekiwane zdarzenie nawet j wzmogo.</p>
<P>Pewnego razu tropiciel prowadzi mnie bardzo szybko niezliczonymi tunelami,
tak jakby szuka czego lub chcia wycign ze mnie ca energi. Gdy si w
kocu zatrzyma, czuem si, jakbym wanie ukoczy maraton. Wydawao mi si,
e znalazem si na krawdzi jego wiata. Nie byo ju tuneli, a jedynie gboka
czer dookoa. Wtem co rozwietlio obszar dokadnie przede mn; byo jak odbite
wiato. Bya to przytumiona, agodna jasno nadajca otoczeniu odcienie szaroci
czy brzu. Gdy przywykem do wiata, dostrzegem jakie ciemne, ruchome ksztaty.
Po chwili, gdy skupiem na nich sw uwag nienia, ksztaty jakby nabray substancji.
Zauwayem, e dzieliy si na trzy rodzaje. Niektre byy okrge jak piki,
inne miay ksztat dzwonu, a jeszcze inne przypominay gigantyczne, falujce
pomienie wiec. Wszystkie byy w zasadzie okrge i podobnej wielkoci. Oceniem,
e maj od trzech do czterech stp rednicy. Byy ich setki, a moe nawet tysice.</p>
<P>Zdawaem sobie spraw, e dowiadczam dziwnej, zoonej wizji, jednak ksztaty
te byy tak rzeczywiste, i dostaem prawdziwych mdoci. Ogarno mnie obrzydliwe
uczucie, e znalazem si nad gniazdem olbrzymich, okrgych, brzowo szarych
robakw. Pomimo to, unoszc si ponad nimi, czuem si do bezpieczny. Szybko
jednak porzuciem te rozwaania, gdy uwiadomiem sobie, e uczucia niepewnoci
czy bezpieczestwa s w tej sytuacji idiotyczne; mj sen nie jest przecie rzeczywist
sytuacj. Jednake, obserwujc to kbowisko, zaczem si niepokoi, e robaki
maj zamiar mnie dotkn.</p>
<P> Jestemy ruchomym elementem naszego wiata usyszaem nagle gos wysannika.
Nie obawiaj si. Jestemy energi i z pewnoci nie zamierzamy ci dotyka.
Zreszt byoby to niemoliwe. Jestemy oddzieleni rzeczywist granic. Gos
zamilk na dusz chwil, a potem odezwa si znowu: Chcemy, aby si do
nas przyczy. Zejd do nas i nie obawiaj si. Nie czujesz niepokoju w obecnoci
tropicieli, nie boisz si rwnie mnie. Tropiciele i ja jestemy tacy sami jak
reszta nas. Ja mam ksztat dzwonu, a tropiciele pomieni.</p>
<P>To ostatnie zdanie musiao by swego rodzaju bodcem dla mojego ciaa energetycznego.
Gdy je usyszaem, ustpiy moje mdoci i strach. Zszedem na d, a wtedy
ze wszystkich stron otoczyy mnie piki, dzwony i pomienie. Podeszy do mnie
tak blisko, e mogyby mnie dotkn, gdybym tylko posiada ciao. Moglimy wic
jedynie przenika jeden przez drugiego niczym baki powietrza.</p>
<P>Dowiadczyem wwczas niewiarygodnego uczucia. Chocia moje ciao energetyczne
niczego nie odbierao, odczuwaem gdzie niezwyke askotanie; bez wtpienia
przechodzio przeze mnie co mikkiego i zwiewnego, ale nie tam, gdzie byem.
Wraenie byo sabe i trwao bardzo krtko, nie miaem wic czasu, by odczu
je w peni. Zamiast skupi na nim uwag nienia, oddaem si cakowicie obserwacji
tych przeronitych energetycznych robakw.</p>
<P>Wydawao mi si, e na poziomie, na ktrym si znajdujemy, owe cienie i ja
mamy pewn wspln cech: wielko. Stwierdziem, e s tej samej wielkoci,
co moje ciao energetyczne, i chyba dlatego poczuem si niemal swojsko w ich
towarzystwie. Przyjrzawszy si bacznie cieniom, doszedem do wniosku, e wcale
mi nie wadz. Byy bezosobowe, chodne i obojtne, co niezmiernie mi si podobao.
Zastanawiaem si, czy niech, ktr poczuem do nich w jednej chwili, i sympatia,
ktr poczuem w nastpnej, s naturaln konsekwencj nienia, czy te efektem
ich oddziaywania energetycznego.</p>
<P> S niezwykle sympatyczne powiedziaem do wysannika dokadnie w chwili,
gdy ogarna mnie fala gbokiej przyjani, a nawet mioci do cieni.</p>
<P>Zanim zdyem wypowiedzie cae zdanie, ciemne ksztaty rozbiegy si niczym
tuste winki morskie, zostawiajc mnie samego w pmroku.</p>
<P> Wyemitowae zbyt wiele uczucia i przestraszye je powiedzia gos wysannika.
Uczucia to dla nich trudna sprawa. Tak samo dla mnie zamia si niemiao
wysannik.</p>
<P>W tym momencie zakoczyem t sesj nienia. Zaraz po przebudzeniu chciaem
spakowa moj torb i pojecha do Meksyku, by zobaczy si z don Juanem. Jednak
niespodziewane wypadki w moim yciu osobistym uniemoliwiy t podr, pomimo
moich gorczkowych przygotowa. Wywoao to we mnie niepokj, ktry nie pozwoli
mi na kontynuowanie moich wicze w nieniu. Nie zrobiem tego jednak rozmylnie;
niewiadomie przywizywaem do tego snu tak wielk uwag, e wiedziaem, i
skoro nie mog dotrze do don Juana, po prostu nie ma sensu kontynuowa nienia.</p>
<P>Po ponad procznej przerwie byem coraz bardziej zaintrygowany tym, co si
wydarzyo. Nie miaem pojcia, e same tylko uczucia mog pooy kres wiczeniom.
Zastanawiaem si, czy pragnienie powrotu do nienia wystarczyoby, aby wznowi
wiczenia. I udao si! Gdy tylko sformuowaem myl powrotu do nienia, wznowiem
wiczenia, tak jakbym nigdy ich nie przerwa. Spotkaem si ze zwiadowc tam,
gdzie si rozstalimy ostatnim razem, i zabra mnie od razu do tej samej wizji,
ktr miaem podczas ostatniej sesji.</p>
<P> To jest wiat cieni powiedzia gos wysannika, gdy tylko si tam znalazem.
Lecz pomimo to, e jestemy cieniami, emitujemy wiato. Jestemy nie tylko
ruchomi; jestemy rwnie wiatem w tunelach. Jestemy innym rodzajem istot
nieorganicznych, ktre tutaj yj. S trzy rodzaje takich istot: jedne s niczym
nieruchome tunele, inne s jak ruchome cienie. My jestemy ruchomymi cieniami.
Tunele daj nam swoj energi, a my speniamy ich rozkazy.</p>
<P>Wysannik zamilk, a ja poczuem, e prowokuje mnie, bym zapyta go o trzeci
rodzaj istot nieorganicznych. Czuem rwnie, e jeli nie zadam tego pytania,
wysannik mi tego nie wyjani.</p>
<P> Jaki jest trzeci rodzaj istot nieorganicznych? Wysannik zakaszla i zachichota.
Zabrzmiao to tak, jakby rozkoszowa si tym pytaniem.</p>
<P> O, to nasza najbardziej tajemnicza cecha powiedzia. Trzeci rodzaj wyjawiamy
naszym gociom dopiero wtedy, gdy zdecyduj si z nami zosta.</p>
<P> Dlaczego?</p>
<P> Poniewa zobaczenie ich wymaga wielkiej iloci energii odpar wysannik.
A my musimy tej energii dostarczy.</p>
<P>Wiedziaem, e wysannik mwi prawd. Wiedziaem rwnie, e gdzie czai si
straszliwe niebezpieczestwo. A jednak powodowaa mn bezgraniczna ciekawo.
Chciaem zobaczy ten trzeci rodzaj.</p>
<P>Wysannik chyba zdawa sobie spraw z mojego nastroju.</p>
<P> Chciaby ich ujrze? zapyta od niechcenia.</p>
<P> Jak najbardziej odpowiedziaem.</p>
<P> Musisz wic tylko gono powiedzie, e chcesz z nami pozosta rzek wysannik
niedbaym tonem.</p>
<P> Jeeli to powiem, bd musia tutaj zosta, prawda?</p>
<P> Naturalnie powiedzia wysannik z przekonaniem. Wszystko, co w tym wiecie
wypowiadasz na gos, jest nieodwoalne.</p>
<P>Bezwiednie pomylaem, e jeeli wysannik chciaby uwizi mnie podstpem,
mg to przecie atwo osign, okamujc mnie. I tak bym si nie pozna.</p>
<P> Nie mog ci okama, poniewa kamstwo nie istnieje wdar si w moje myli
gos wysannika. Mog mwi ci tylko o tym, co istnieje. W moim wiecie istnieje
tylko intencja, a za kamstwem nie kryje si intencja. Dlatego kamstwo nie
istnieje.</p>
<P>Chciaem si sprzeciwi, mwic, e nawet za kamstwem moe si kry jaka
intencja, lecz zanim zdoaem to wypowiedzie, wysannik owiadczy, e za kamstwem
moe si kry jaka intencja, ale ta intencja nie jest tak intencj, o jakiej
on mwi.</p>
<P>Nie mogem utrzyma mej uwagi nienia na argumentacji wysannika, gdy ta uleciaa
do postaci ze wiata cieni. Nagle zauwayem, e wygldaj jak stado dziwnych,
dziecinnych zwierzt. Wysannik ostrzeg mnie, abym trzyma moje uczucia na
wodzy, gdy naga ich eksplozja spowoduje, e rozprosz si jak stado ptakw.</p>
<P> Co mam zrobi? zapytaem.</p>
<P> Zejd do nas i sprbuj nas popchn albo pocign przynagla gos wysannika.
Im szybciej si tego nauczysz, tym szybciej bdziesz mg przesuwa wzrokiem
przedmioty w swoim wiecie.</p>
<P>Mj kupiecki umys szala w oczekiwaniu na to, co si wydarzy. W jednej chwili
znalazem si wrd cieni, desperacko prbujc popycha je lub cign. Po chwili
cakowicie wyczerpaem swj zapas energii. Miaem wraenie, e usiowaem zrobi
co, co mona by przyrwna do podnoszenia domu szczk.</p>
<P>Wydawao mi si rwnie, e im bardziej wytam siy, tym wiksza jest liczba
cieni. Wygldao to tak, jakby wychodziy ze wszystkich zakamarkw, by obserwowa
mnie albo karmi si moj si. Gdy tylko o tym pomylaem, cienie znowu si
rozpierzchy.</p>
<P> Nie karmimy si twoj si powiedzia wysannik. Chcemy tylko poczu
twoj energi, podobnie jak ty chcesz poczu promienie soca w chodny dzie.</p>
<P>Wysannik poleci, bym otworzy si przed nimi, uciszajc sw podejrzliwo.
Syszaem, jak mwi, i gdy tak przysuchiwaem si jego sowom, zdaem sobie
spraw, e sysz, czuj i myl dokadnie tak samo, jak w normalnym wiecie.
Powoli rozejrzaem si dookoa. Biorc pod uwag wyrazisto mojej percepcji,
doszedem do wniosku, e jestem w wiecie rzeczywistym.</p>
<P>W uszach dwicza mi gos wysannika, ktry wyjania, e jedyna rnica midzy
postrzeganiem mojego wiata a postrzeganiem wiata istot nieorganicznych polega
na tym, i percepcja ich wiata zaczyna si i koczy w mgnieniu oka. Postrzeganie
rzeczywistego wiata nie odbywa si w ten sposb, gdy moja wiadomo wsplnie
ze wiadomoci niezliczonej liczby istot podobnych do mnie, ktrych intencja
utrzymuje mj wiat takim, jaki jest skupiona jest na tym wiecie. Wysannik
doda, e dla istot nieorganicznych postrzeganie mojego wiata zaczyna si i
koczy w mgnieniu oka; swojego wiata nie postrzegaj jednak w ten sposb, gdy
niezliczona ich liczba utrzymuje go przy pomocy swej intencji takim, jaki jest.</p>
<P>W tej chwili obraz zacz si rozmywa. Czuem si ^jak nurek; powrt ze wiata
istot nieorganicznych by niczym wynurzanie si na powierzchni.</p>
<P>W trakcie nastpnej sesji wysannik rozpocz swj dialog ze mn od powtrzenia,
e ruchome cienie i nieruchome tunele cz cakowicie zharmonizowane i aktywne
zwizki.</p>
<P> Nie moemy istnie bez siebie stwierdzi.</p>
<P> Rozumiem, co masz na myli powiedziaem. Wysannik odparowa z nut lekcewaenia
w gosie, e z pewnoci nie mog rozumie, co oznacza taki zwizek, ktry jest
nieskoczenie bardziej rozbudowany od zwykej zalenoci. Zamierzaem poprosi
go o wyjanienie, lecz w tym samym momencie znalazem si wewntrz czego, co
mog opisa jedynie jako tkank tunelu. Ujrzaem jakie groteskowo poczone,
gruczoowate wypukoci, ktre emitoway nieprzezroczyste wiato. Przyszo
mi do gowy, i s to te same wypukoci, ktre przypominay mi alfabet Braille'a.
Biorc pod uwag, e l te plamy energii miay od trzech do czterech stp rednicy,
zaczem si zastanawia, jak due s w rzeczywistoci same tunele.</p>
<P> Wielko tutaj nie jest tym samym, co wielko w twoim wiecie powiedzia
wysannik. Energia tego wiata jest innym rodzajem energii. Jej waciwoci
nie przystaj do waciwoci energii twojego wiata; pomimo to ten wiat jest
tak samo rzeczywisty, jak twj.</p>
<P>Wysannik doda, e powiedzia mi ju wszystko o cieniach, opisujc wypukoci
na cianach tuneli. Odparowaem, e co prawda syszaem jego wyjanienia, lecz
nie zwracaem na nie uwagi, gdy nie sdziem, e odnosz si bezporednio do
nienia.</p>
<P> Wszystko w tym wiecie ma bezporedni zwizek ze nieniem stwierdzi wysannik.</p>
<P>Chciaem zastanowi si nad przyczyn mojej pomyki, lecz mj umys sta si
pusty. Moja uwaga nienia saba. Miaem trudnoci ze skupieniem jej na otaczajcym
mnie wiecie. Zebraem wic siy, aby si obudzi. I wtedy znowu usyszaem
gos wysannika. Jego dwik wzmocni mnie, a uwaga nienia znacznie si polepszya.</p>
<P> nienie jest nonikiem, ktry zabiera nicego do tego wiata powiedzia
wysannik. To my nauczylimy czarownikw wszystkiego, co wiedz o nieniu.
Nasz wiat jest zwizany z waszym dziki wrotom zwanym snami. Wiemy, jak przez
nie przechodzi, ale ludzie nie. Musz si tego uczy.</p>
<P>Dalej wysannik mwi o tym samym, co ju kiedy mi wyjania.</p>
<P> Wypukoci na cianach tunelu to cienie powiedzia. Jestem jednym z nich.
Poruszamy si wewntrz tuneli, po cianach, napeniajc si energi tuneli,
ktra jest nasz energi.</p>
<P>Przez gow przeleciaa mi luna myl, e po prostu nie potrafi sobie wyobrazi
takiej symbiozy, jakiej byem wiadkiem.</p>
<P> Jeli pozostaniesz wrd nas, na pewno nauczysz si odczuwa, co to znaczy
by zwizanym ze sob w taki sposb, jak my powiedzia wysannik.</p>
<P>Wydawao mi si, e czeka na moj odpowied. Czuem, e tak naprawd chce,
bym mu powiedzia, i zdecydowaem si zosta w jego wiecie.</p>
<P> Ile cieni znajduje si w kadym tunelu? zapytaem, by zmieni nastrj.
Natychmiast jednak tego poaowaem, poniewa wysannik zacz zdawa mi dokadn
relacj z liczby i funkcji spenianych przez cienie w poszczeglnych tunelach.
Powiedzia, e w kadym tunelu znajduje si okrelona liczba uzalenionych istot,
ktre speniaj okrelone funkcje, zwizanych z potrzebami i oczekiwaniami karmicych
je tuneli.</p>
<P>Nie chciaem, aby wysannik wdawa si w dalsze szczegy. Doszedem do wniosku,
e im mniej wiem na temat tuneli i cieni, tym lepiej dla mnie. W momencie, gdy
sformuowaem t myl, wysannik zamilk, a moje ciao energetyczne podskoczyo
jak na sznurku. W nastpnej chwili byem zupenie przebudzony w swoim ku.</p>
<P>Od tej pory adne obawy nie zakcay moich wicze w nieniu. Przeladowaa
mnie natomiast inna myl; myl, e dowiadczam czego niepowtarzalnego i niesamowitego.
Kadego dnia nie mogem si wprost doczeka chwili, gdy zaczn ni i tropiciel
zabierze mnie do wiata cieni. Dodatkow atrakcj byo to, e moje wizje wiata
cieni stay si jeszcze bardziej autentyczne. Sdzc po subiektywnych standardach
skoordynowania myli, skoordynowania bodcw wzrokowych i suchowych, skoordynowania
moich reakcji moje przeycia byy rwnie rzeczywiste, jak kada sytuacja w
naszym normalnym wiecie. Nigdy przedtem mi si nie zdarzyo, aby jedyn rnic
midzy moimi wizjami a codziennym wiatem bya szybko, z jak koczyy si
te wizje. W jednej chwili byem w dziwnym, realnym wiecie, a w nastpnej we
wasnym ku.</p>
<P>Pragnem, by don Juan wyjani mi to wszystko, lecz nadal tkwiem w Los Angeles.
Im bardziej zastanawiaem si nad swoj sytuacj, tym wikszy by mj niepokj.
Zaczem nawet wyczuwa, e w wiecie istot nieorganicznych z niezwyk szybkoci
zaczynaj si gromadzi czarne chmury.</p>
<P>Mj niepokj rs, a moje ciao drao ze strachu, cho umys pogrony by
w ekstazie kontemplacji wiata cieni. Spraw pogarsza jeszcze fakt, e gos
wysannika pojawia si w mojej wiadomoci rwnie na jawie. Pewnego dnia usyszaem
go podczas wykadu na uniwersytecie. Mwi bez przerwy, e jakakolwiek prba
przerwania nienia przyniesie szkod mojemu ostatecznemu celowi. Przekonywa
mnie, e wojownicy nie lkaj si wyzwania i e nie ma adnych istotnych powodw,
by przerwa wiczenia. Przyznaem mu racj. Nie miaem zamiaru niczego przerywa,
a wysannik potwierdza jedynie to, co sam odczuwaem.</p>
<P>Nie do, e zmieni si wysannik, to jeszcze na scenie pojawi si nowy tropiciel.
Pewnego razu, zanim jeszcze zaczem przypatrywa si przedmiotom, dosownie
wyskoczy przede mn i w moim nie agresywnie zawadn moj uwag nienia.
Charakterystyczn cech tego tropiciela byo to, e nie musia przechodzi adnych
energetycznych przeksztace; od pocztku by bowiem plam energii. W mgnieniu
oka, nie dajc mi czasu na gone wyraenie zamiaru udania si za nim, przenis
mnie do innej czci krlestwa istot nieorganicznych, do wiata szablastozbnych
tygrysw.</p>
<P>W innych pracach opisaem ju urywki tych wizji. Urywki, poniewa nie miaem
wwczas dostatecznej iloci energii, by odda je w sposb zrozumiay dla mojego
liniowo uporzdkowanego umysu.</p>
<P>Nocne wizje szablastozbnych tygrysw powtarzay si regularnie przez dugi
czas, a pewnej nocy znowu pojawi si w agresywny tropiciel, ktry zabra
mnie tam po raz pierwszy. Nie czekajc na moj zgod, zabra mnie do tuneli.</p>
<P>Usyszaem gos wysannika. Natychmiast, niczym przedni kupiec, zarzuci mnie
najdusz i najbardziej poruszajc tyrad, jak do tej pory od niego syszaem.
Mwi o nadzwyczajnych zaletach wiata istot nieorganicznych. Opowiada o zdobyciu
oszaamiajcej wiedzy, o zdobyciu jej w niezwykle prosty sposb poprzez pozostanie
w tych cudownych tunelach. Opowiada o niewiarygodnej ruchliwoci, o nieskoczonoci
upywajcej na poznawaniu nowych rzeczy, a przede wszystkim o byciu rozpieszczanym
przez kosmicznych sucych, ktrzy bd spenia moje najdrobniejsze zachcianki.</p>
<P> Przebywaj z nami wiadome istoty z najbardziej niewiarygodnych zaktkw
kosmosu powiedzia wysannik na zakoczenie. I uwielbiaj tu by. Prawd
powiedziawszy, nikt nie chce std odchodzi.</p>
<P>W tym momencie przyszo mi do gowy, e wielkopastwo jest cakowicie sprzeczne
z moj natur. Nigdy nie czuem si swobodnie przy sucych, czy bdc obsugiwanym.</p>
<P>Dalej przej mnie tropiciel i migalimy wieloma tunelami. Zatrzyma si w
jakim tunelu, ktry wydawa si nieco wikszy ni pozostae. Moja uwaga nienia
bya zaabsorbowana jego wielkoci i ukadem i nie oderwaaby si od nich, gdyby
zwiadowca nie nakaza mi si odwrci. Moja uwaga nienia skierowaa si wwczas
na plam energii, ktra bya nieco wiksza ni reszta cieni. Bya niebieska
niczym rodek pomienia wiecy. Wiedziaem, e taka konfiguracja energii nie
jest cieniem i e nie naley do tego wiata.</p>
<P>Zatopiem si w obserwacji. Tropiciel ponagla mnie do odejcia, lecz co znieczulio
mnie na jego sygnay. Nie bez niepokoju pozostawaem tam, gdzie byem, lecz
ponaglenia tropiciela zakciy moj uwag i straciem z oczu niebieski ksztat.</p>
<P>Nagle jaka wielka sia okrcia mnie dookoa i postawia tuz przed niebiesk
plam. Gdy si w ni wpatrywaem, przybraa nagle ksztat czowieka: bardzo
maego, szczupego, delikatnego, niemal przezroczystego. Rozpaczliwie usiowaem
ustali, czy jest to mczyzna czy kobieta, lecz pomimo wielkich wysikw nie
udao mi si.</p>
<P>Prbowaem spyta o to tropiciela, ale bez powodzenia. Odlecia zupenie niespodziewanie,
zostawiajc mnie zawieszonego w tym tunelu, twarz w twarz z nie znan mi osob.
Przemwiem do niej tak samo, jak rozmawiaem z tropicielem, lecz nie otrzymaem
odpowiedzi. Poczuem fal rozdranienia, nie mogc przeama bariery, jaka nas
oddzielaa. Potem ogarn mnie strach, e zostaem sam na sam z kim, kto mg
okaza si moim wrogiem.</p>
<P>Szarpay mn rne uczucia. W kocu ogarna mnie wielka rado, gdy byem
pewien, e tropiciel wreszcie ukaza mi istot ludzk usidlon w tym wiecie.
Rozpaczaem jedynie nad tym, ze by moe dlatego nie moemy si porozumiewa,
poniewa nieznajomy jest jednym z czarownikw staroytnoci i pochodzi z innego
czasu.</p>
<P>Im wiksze byo moje rozradowanie i ciekawo, tym stawaem si ciszy, a
w kocu staem si tak ciki, e znalazem si z powrotem w swoim ciele i w
swoim wiecie. Obudziem si w Los Angeles, w parku przy Uniwersytecie Kalifornijskim.
Staem na trawie, w jednym szeregu z ludmi grajcymi w golfa.</p>
<P>Osoba, ktra bya przede mn, zmaterializowaa si rwno ze mn. Przygldalimy
si sobie przez mgnienie oka. Bya to szecio , moe siedmioletnia dziewczynka.
Wydawao mi si, e j znam. Gdy j ujrzaem, moje rozradowanie i ciekawo
wzrosy tak niepomiernie, ze zapocztkoway proces odwrotny. Straciem swj
ciar tak szybko, i w jednej chwili znw byem plam energii w wiecie istot
nieorganicznych. Wrci tropiciel i szybko zabra mnie z tego miejsca.</p>
<P>Obudzio mnie szarpnicie strachu. Gdy wynurzaem si na powierzchni normalnego
wiata, odczuem, e przedziera si do mnie jaka wiadomo. Mj umys szaleczo
prbowa poskada to, co wiedziaem albo mylaem, e wiem. Spdziem ponad
czterdzieci osiem godzin, niezmordowanie usiujc dotrze do ukrytego uczucia
lub ukrytej wiedzy, ktra do mnie przylgna. Udao mi si jedynie odczu jak
si wydawao mi si, i pochodzi spoza mojego umysu czy ciaa ktra powiedziaa
mi, bym nie ufa ju wicej swojemu nieniu.</p>
<P>Po kilku dniach zaczo we mnie kiekowa mroczne, tajemnicze przekonanie,
ktre stawao si wiksze z dnia na dzie, a w kocu nie miaem ju wtpliwoci,
ze jest prawdziwe. Byem pewien, i niebieska plama wiata jest winiem wiata
istot nieorganicznych.</p>
<P>Teraz potrzebowaem rady don Juana bardziej ni kiedykolwiek. Zdawaem sobie
spraw, e zaprzepaszczam cae lata swojej pracy, lecz nic nie mogem na to
poradzi. Rzuciem wszystko, czym si zajmowaem, i pospieszyem do Meksyku.</p>
<P> Czego tak naprawd chcesz? zapyta don Juan, by pohamowa moj histeryczn
paplanin.</p>
<P>Nie potrafiem mu tego wyjani, poniewa sam nie wiedziaem, czego chc.</p>
<P> Musisz mie bardzo wany problem, skoro przygnae tak prdko zauway
z zadum w gosie.</p>
<P> Zgadza si, cho nie potrafi sprecyzowa, co tak naprawd jest tym problemem
odrzekem.</p>
<P>Don Juan poprosi, bym opisa mu wszystkie sesje nienia wraz z najmniejszymi
szczegami majcymi zwizek z t spraw. Opowiedziaem mu o mojej wizji maej
dziewczynki i o tym, jak bardzo wpyno to na moje uczucia. Don Juan od razu
poradzi mi, abym zlekceway to zdarzenie i potraktowa je jako jawn prb
zaspokojenia moich fantazji przez istoty nieorganiczne. Zauway, i jeli kadzie
si na nienie zbyt duy nacisk, staje si ono tym, czym byo dla czarownikw
staroytnoci: rdem niewyczerpanych moliwoci folgowania sobie.</p>
<P>Z jakiej niezrozumiaej przyczyny nie miaem ochoty opowiada don Juanowi
o krlestwie cieni. Dopiero wtedy, gdy zignorowa moj wizj maej dziewczynki,
czuem si zobowizany opowiedzie mu o moich wizytach w ich wiecie. Milcza
przez dug chwil, jakby przytoczony ciarem tego, co usysza.</p>
<P> Jeste bardziej osamotniony, ni mylaem powiedzia w kocu gdy nie
wolno mi omawia twojego nienia. Znalaze si w pooeniu dawnych czarownikw.
Mog ci jedynie raz jeszcze powtrzy, e musisz postpowa z najwiksz ostronoci,
na jak ci sta.</p>
<P> Dlaczego powiedziae, e znalazem si w pooeniu dawnych czarownikw?</p>
<P> Powtarzaem ci ju wielokrotnie, e niebezpiecznie ich przypominasz, jeli
chodzi o usposobienie. Dawni czarownicy byli niesamowicie zdolni; ich bdem
byo, e w wiecie istot nieorganicznych poczuli si jak ryba w wodzie. Jedziecie
na tym samym wzku. Wiecie o ich wiecie takie rzeczy, jakich nikt z nas nawet
sobie nie potrafi wyobrazi. Na przykad ja nigdy nie wiedziaem o wiecie cieni;
nie wiedzia o nim rwnie nagual Julian ani nagual Elias, cho ten ostatni
spdzi w wiecie istot nieorganicznych wiele czasu.</p>
<P> Ale jaka to rnica, czy zna si wiat cieni, czy nie?</p>
<P> Rnica jest ogromna. Istoty nieorganiczne zabieraj tam nicych tylko wtedy,
gdy s pewne, e ci pozostan w ich wiecie. Wiemy to z opowiada dawnych czarownikw.</p>
<P> Zapewniam ci, don Juanie, e nie mam najmniejszego zamiaru tam zosta. Mwisz
tak, jakbym za chwil mia ulec pokusie, by posi moc albo mie wasn sub.
Nie interesuje mnie ani jedno, ani drugie, i to jest moje ostateczne zdanie.</p>
<P> Na tym etapie to nie jest ju takie proste. Zaszede za daleko i nie moesz
si ju tak po prostu wycofa. Poza tym, na twoje nieszczcie, zostae wybrany
przez wodn istot nieorganiczn. Pamitasz, jak z ni walczye? I jakie to
byo uczucie? Mwiem ci, e wodne istoty nieorganiczne s najbardziej dokuczliwe.
Uzaleniaj si i s zaborcze, a gdy raz zatopi w kim swoje szpony, nigdy
nie rezygnuj.</p>
<P> Co to oznacza w moim przypadku, don Juanie? Prawdziwe kopoty. Za wszystkimi
stoi ta wanie istota, ktr pochwycie owego feralnego dnia. Przez te wszystkie
lata przyzwyczaia si do ciebie. Zna ci na wylot.</p>
<P>Wyznaem szczerze don Juanowi, e na sam myl, i jaka istota nieorganiczna
zna mnie na wylot, robi mi si niedobrze.</p>
<P> Gdy nicy uwiadamiaj sobie, e w istotach nieorganicznych nie ma nic szczeglnego,
jest ju zwykle za pno, poniewa te maj ich ju w garci.</p>
<P>W gbi duszy czuem, e don Juan mwi o abstrakcyjnych, teoretycznych zagroeniach,
ktre w rzeczywistoci nie wystpuj. W rodku byem pewien, e nie grozi mi
adne takie niebezpieczestwo.</p>
<P> Nie zamierzam w aden sposb da si zapa na pokusy istot nieorganicznych,
jeli to masz na myli powiedziaem.</p>
<P> Myl, e ci nabior odrzek. Tak samo, jak nabray naguala Rosendo.
Zaczaj si na ciebie, a ty nie dostrzeesz puapki; nawet nie bdziesz podejrzewa
jej istnienia. S bardzo przebiege. Teraz wymyliy nawet ma dziewczynk.</p>
<P> Ale ja nie mam nawet cienia wtpliwoci, e ta dziewczynka istnieje odparem
zdecydowanie.</p>
<P> Nie ma adnej maej dziewczynki warkn. Ta plama niebieskawego wiata
jest zwykym tropicielem; poszukiwaczem usidlonym w krlestwie istot nieorganicznych.
Mwiem ci ju, e one s jak rybacy: nc wiadomo, a potem j owi.</p>
<P>Don Juan by przekonany ponad wszelk wtpliwo, e owa niebieskawa plama
energii pochodzi z cakiem innego wymiaru i e to tropiciel, ktry zbdzi
i zosta 'zapany jak mucha w pajcz sie.</p>
<P>Nie spodobao mi si to porwnanie. Ta sprawa tak 'bardzo mnie martwia, e
odczuwaem j fizycznie. Posiedziaem o tym don Juanowi, na co on odpar, e
moja troska o uwizionego tropiciela doprowadza go niemal do rozpaczy.</p>
<P> Dlaczego to ci tak niepokoi? zapytaem.</p>
<P> Szykuje si co niedobrego w tym przekltym wiecie, a ja nie mam pojcia
co.</p>
<P>Gdy przebywaem z don Juanem i jego towarzyszami, w ogle nie niem o wiecie
istot nieorganicznych. Moje wiczenia polegay jak zwykle na skupianiu uwagi
nienia na poszczeglnych przedmiotach ze snu i na zmianie snw. Aby stumi
mj niepokj, don Juan poleci mi wpatrywa si w chmury lub odlege szczyty
grskie. Dziki tym wiczeniom miaem bezporednie uczucie, e znajduj si
wrd chmur lub w grach, na szczycie.</p>
<P> Jestem bardzo zadowolony, ale bardzo zmartwiony skomentowa moje dokonania
don Juan. Uczysz si cudownych rzeczy, lecz nawet o tym nie wiesz. I nie chc
przez to powiedzie, e to ja ci ucz.</p>
<P> Mwisz o istotach nieorganicznych, prawda?</p>
<P> Tak, mwi o istotach nieorganicznych. Zalecam ci, aby ju wicej si w
nic nie wpatrywa; to technika dawnych czarownikw. W mgnieniu oka potrafili
dotrze do swego ciaa energetycznego, wpatrujc si po prostu w przedmioty,
ktre sobie szczeglnie upodobali. To naprawd imponujca technika, lecz zupenie
nieprzydatna wspczesnym czarownikom. Nie ma ona nic wsplnego z polepszaniem
trzewoci osdu i poszerzaniem zdolnoci do poszukiwania wolnoci. Wie nas
jedynie z konkretnoci, a to bardzo niepodany stan.</p>
<P>Don Juan doda, e jeli nie bd si kontrolowa, to zanim zdoam spoi drug
uwag z uwag normalnego wiata, stan si nie do zniesienia. Powiedzia, e
pomidzy moj ruchliwoci w drugiej uwadze a uporczywym tkwieniem w bezruchu
w stanie wiadomoci normalnego wiata rozciga si niebezpieczna przepa.
Don Juan zauway, i przepa ta jest tak ogromna, e w normalnym stanie jestem
niemal idiot, a w drugiej uwadze szalecem.</p>
<P>Zanim wrciem do domu, pozwoliem sobie omwi moje wizje ze nienia z Carol
Tiggs, cho don Juan radzi mi, bym nikomu tego nie mwi. Carol Tiggs bya
moim dokadnym odpowiednikiem, dlatego te wietnie mnie rozumiaa i bya niezwykle
zainteresowana. Don Juan by bardzo zy, e zwierzyem si jej ze swoich problemw.
Czuem si gorzej ni kiedykolwiek. Zaczem si nad sob uala i narzeka,
e zawsze wszystko robi le.</p>
<P> Niczego jeszcze nie zrobie warkn don Juan. Tyle to wiem.</p>
<P>Mia racj! W trakcie nastpnej sesji nienia rozptao si prawdziwe pieko.
Dotarem do wiata cieni, tak jak to robiem niezliczon liczb razy. Jedyn
rnic bya obecno niebieskiej plamy energii; znajdowaa si wrd innych
cieni. Przyszo mi do gowy, e moga by tam ju wczeniej, a ja jej po prostu
nie zauwayem. Gdy tylko j dostrzegem, moja uwaga nienia zamkna si wycznie
na niej. Znalazem si przy niej w jednej chwili. Jak zwykle podeszy do mnie
pozostae cienie, lecz nie zwracaem na nie uwagi.</p>
<P>Nagle niebieski ksztat przybra posta tej samej maej dziewczynki, ktr
widziaem ju przedtem. Dziewczynka przechylia na bok sw cienk, delikatn
i dug szyjk i szepna ledwie syszalnym gosem: Pom mi!" Powiedziaa
to albo te sam to sobie wymyliem. Wszystko jedno; rezultat by taki sam
zamarem, ogarnity nagym niepokojem. Odczuem chd, jego rdem nie byo
jednak moje ciao energetyczne, lecz zupenie inna cz mnie. Dopiero wwczas
po raz pierwszy byem cakowicie wiadom, e moje przeycia s cakowicie oddzielone
od dozna zmysowych. Dowiadczaem wiata cieni ze wszystkimi implikacjami
tego, co normalnie uwaaem za dowiadczenie mogem myle, osdza, podejmowa
decyzje; zachowywaem swoj psychologiczn cigo; innymi sowy, byem sob.
Brakowao mi jedynie mojego zmysowego ja. Nie miaem dozna cielesnych. Wszystkie
bodce docieray do mnie poprzez wzrok i such. Mj racjonalny rozum musia
wic rozway dziwn kwesti widzenie i syszenie nie s zmysami ciaa, lecz
cechami wizji, ktre wanie miaem.</p>
<P> Naprawd widzisz i syszysz powiedzia wysannik, wdzierajc si w moje
myli. To jest wanie pikno tego miejsca. Moesz dowiadcza wszystkiego,
widzc i syszc, lecz nie musisz oddycha. Tylko pomyl! Nie musisz oddycha!
Moesz uda si w kade miejsce wszechwiata i wcale nie oddycha.</p>
<P>Przesza przeze mnie fala niezwykle niepokojcego uczucia i znowu nie odczuem,
i znowu nie odczuem jej tam, w wiecie cieni. Poczuem j gdzie indziej. Wielce
poruszya mnie oczywista, cho do tej pory ukryta, myl, e istnieje ywy zwizek
midzy ja, ktre jest podmiotem dowiadczajcym, i rdem energii, rdem
odczu zmysowych zlokalizowanym gdzie indziej. Przyszo mi do gowy, e to
gdzie indziej to przecie moje ciao, pogrone we nie w moim wasnym ku.</p>
<P>W chwili, gdy to pomylaem, cienie si rozpierzchy, a w polu mojego widzenia
pozostaa jedynie maa dziewczynka. Przygldaem si jej i nabraem przekonania,
e j znam. Zdawao mi si, e dziewczynka traci rwnowag, jakby za chwil
miaa zemdle. Ogarna mnie fala bezgranicznej mioci.</p>
<P>Prbowaem co do niej powiedzie, ale nie mogem wydoby z siebie gosu. Stao
si jasne, e wszystkie rozmowy, jakie przeprowadzaem z wysannikiem, odbyway
si dziki jego energii. Pozostawiony sam sobie, byem bezradny. Potem sprbowaem
skierowa do niej swe myli, ale nadaremnie. Bylimy oddzieleni membran energii,
ktrej nie potrafiem przebi.</p>
<P>Dziewczynka rozumiaa chyba moj rozpacz i porozumiewaa si ze mn za pomoc
myli. Powiedziaa mi w zasadzie to samo, co powiedzia don Juan bya tropicielem
zapanym w sieci tego wiata. Potem dodaa, e przybraa posta maej dziewczynki,
poniewa jest ona znana zarwno mnie, jak i jej, i e potrzebuje mojej pomocy
tak samo, jak ja potrzebuj jej. Powiedziaa mi to wszystko w jednej porcji
energetycznego uczucia, ktra bya niczym sowa wypowiedziane wszystkie od razu.
Nie miaem trudnoci w jej zrozumieniu, chocia przeywaem co takiego po raz
pierwszy.</p>
<P>Nie wiedziaem, co robi. Prbowaem przekaza jej moje uczucie bezradnoci.
Wydawao mi si, e od razu mnie zrozumiaa. Milczco bagaa mnie naglcym
spojrzeniem. Nawet si umiechna, jakby chciaa mi okaza, e cakowicie zdaje
si na mnie, liczc, i j wyswobodz. Gdy w mylach odparem, e absolutnie
nie jestem zdolny jej pomc, odniosem wraenie, e patrz na histeryczne dziecko
ogarnite wielk rozpacz.</p>
<P>Gorczkowo usiowaem co jej powiedzie. Dziewczynka naprawd pakaa, pakaa
z rozpaczy i strachu, tak jak pakaoby dziecko w jej wieku. Nie mogem tego
znie. Rzuciem si w jej stron, ale bez widocznego skutku. Moje ciao energetyczne
przeszo przez ni; chciaem pochwyci j i wzi ze sob.</p>
<P>Prbowaem tego jeszcze wiele razy, a zupenie straciem siy. Zrezygnowaem
wic i zaczem si zastanawia nad nastpnym ruchem. Baem si, e moja uwaga
nienia osabnie, a wtedy strac dziewczynk z oczu. Nie wierzyem, by istoty
nieorganiczne przyprowadziy mnie raz jeszcze do tej czci swojego krlestwa.
Zdawao mi si, e to moja ostatnia wizyta w ich wiecie; wizyta, ktra si
liczy.</p>
<P>I wtedy zrobiem co niewiarygodnego. Zanim moja uwaga nienia zupenie znikna,
wykrzyknem gono i wyranie, e chc poczy moj energi z energi uwizionego
tropiciela i da mu wolno.</p>
</td></tr></table></body>
</html>