• File: 133-12.HTM
  • Full Path: /srv/http/kleku/pub/ebooks/swiadome snienie/SZTUKA SNIENIA/133-12.HTM
  • Date Modified: 2019-09-06 10:00:00
  • File size: 42.09 KB
  • MIME-type: text/html
  • Charset: 8 bit
 
Open Back
<html>
<head>
<title>B/133: C.Castaneda - Sztuka nienia</title>
<meta http-equiv="Content-Type" content="text/html; charset=windows-1250">
<style type="text/css">
<!--
h4 {  font: bold 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: center; text-indent: 0pt; margin: 10pt 0cm}
p { font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: justify; text-indent: 0.5cm; margin: 5pt 0cm}
body {  font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 1cm}
td {  font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 0pt}
-->
</style>
</head>
<body bgcolor="#FFCC99" leftmargin="1cm" marginwidth="1cm" link="#000000" vlink="#000000" alink="#000000">
<SCRIPT TYPE="text/javascript" LANGUAGE="JavaScript" SRC="../../../main.js"></SCRIPT>
<table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0" align="center"><tr><td>

<div align="right"><a href="133-11.htm">Wstecz</a> / <a href="133-ind.htm">Spis 
  Treci</a> / <a href="133-13.htm">Dalej</a></div>
<h4>ROZDZIA XII: KOBIETA W KOCIELE</h4>
<P>Don Juan i ja siedzielimy w milczeniu. Mnie skoczyy si pytania, a on powiedzia 
  mi chyba wszystko, co byo istotne. Moga by co najwyej sidma wieczorem, 
  ale plac by ju wyjtkowo opustoszay. Wieczr by bardzo ciepy. W tym miecie 
  ludzie krc si w okolicy placu a do dziesitej lub jedenastej.</p>
<P>Zaczem zastanawia si nad sob. Mj czas z don Juanem zblia si do koca. 
  Don Juan i jego towarzysze zamierzali speni marzenie czarownikw i opuci 
  ten wiat, by uda si do innych niewyobraalnych wymiarw. W oparciu o swoje 
  do ograniczone sukcesy w nieniu nabraem przekonania, e nie s to zamiary 
  iluzoryczne, lecz wyjtkowo rzeczowe, aczkolwiek sprzeczne z rozsdkiem. Pragnli 
  postrzega to, co nieznane, i to im si udao.</p>
<P>Don Juan mia racj, gdy twierdzi, e poprzez wywoywanie systematycznych 
  przemieszcze punktu poczenia, nienie wyzwala percepcj, zwikszajc zakres 
  tego, co mona postrzega. Czarownikom z jego grupy nienie nie tylko otwaro 
  drzwi do innych dajcych si postrzega wiatw, ale rwnie przygotowao ich 
  do wejcia w te wiaty z zachowaniem penej wiadomoci. nienie stao si dla 
  nich bezprecedensow, niewysowion rozkosz, czego natur i zakres mona jedynie 
  sugerowa, jak wwczas, gdy don Juan powiedzia, e jest ono bram do wiata 
  i mroku wszechwiata.</p>
<P>Teraz istniaa dla nich tylko jedna nie rozstrzygnita kwestia  moje spotkanie 
  z tym, ktry sprzeciwi si mierci. aowaem, e don Juan nie uprzedzi mnie 
  wczeniej; mgbym przygotowa si lepiej. Ale don Juan by nagualem, ktry 
  wszelkie wane decyzje podejmowa pod wpywem chwili, bez ostrzeenia.</p>
<P>Przez moment wydawao mi si, e wszystko jest w porzdku; siedziaem z don 
  Juanem w parku i czekaem na to, co si wydarzy. Lecz chwil pniej mj optymizm 
  znikn rwnie szybko, jak si pojawi i w okamgnieniu znalazem si na dnie 
  czarnej rozpaczy. Gnbiy mnie maostkowe rozwaania nad moim bezpieczestwem, 
  moimi deniami, moimi nadziejami na przyszo, moimi troskami. Jednak po przeanalizowaniu 
  swojego stanu musiaem przyzna, e moj jedyn prawdziw trosk s prawdopodobnie 
  moje trzy popleczniczki w wiecie don Juana. Gdy zastanowiem si nad tym, doszedem 
  do wniosku, e nawet o to nie musz si tak naprawd troszczy. Don Juan nauczy 
  je, jak by czarownicami, ktre zawsze wiedz, co robi, i co najwaniejsze, 
  przygotowa je tak, by zawsze wiedziay, jak wykorzysta to, co wiedz.</p>
<P>Okazao si, e dawno ju opady ze mnie wszystkie moliwe, przyziemne zmartwienia, 
  ktre mogy powodowa moj udrk; pozosta mi wic jedynie strach o samego 
  siebie. I bezwstydnie mu si oddaem. Ostatnia na tej drodze chwila folgowania 
  sobie  strach przed mierci z rk tego, ktry sprzeciwi si mierci. Ogarn 
  mnie tak potworny strach, e zrobio mi si niedobrze. Usiowaem przeprosi 
  don Juana, ale on si rozemia.</p>
<P> Nie jeste bynajmniej jedynym, ktry rzyga ze strachu  powiedzia.  Gdy 
  spotkaem tego, ktry sprzeciwi si mierci, posikaem si w gacie. Serio.</p>
<P>Czekaem w milczeniu przez dug, cik do zniesienia chwil.</p>
<P> Jeste gotw?  zapyta don Juan. Powiedziaem, e tak. Don Juan wsta wic 
  i doda:</p>
<P> A zatem chodmy i przekonajmy si, jak si zachowasz pod obstrzaem.</p>
<P>Poprowadzi mnie z powrotem w stron kocioa. Mimo najlepszych chci, jedyne, 
  co po dzie dzisiejszy pamitam z tej drogi, to to, e don Juan musia mnie 
  wlec a do samego kocioa. Nie przypominam sobie chwili dotarcia na miejsce 
  i wejcia do kocioa. Nastpne, co pamitam, to duga, wytarta drewniana awa, 
  gdzie klczaem obok kobiety, ktr widziaem wczeniej. Umiechaa si do mnie. 
  Rozejrzaem si rozpaczliwie, szukajc don Juana, ale nie byo go nigdzie wida. 
  Uciekbym stamtd co si w nogach, ale kobieta chwycia mnie mocno za rami.</p>
<P> Dlaczego miaby si ba takiego malestwa, jak ja?  zapytaa po angielsku.</p>
<P>Zamarem. Jej gos zawadn mn cakowicie i natychmiast. Nie potrafi opisa, 
  co w jego chrapliwym brzmieniu sprawio, e powrciy do mnie niejasne wspomnienia. 
  Jakbym zna ten gos od zawsze.</p>
<P>Tkwiem w bezruchu, zahipnotyzowany tym gosem. Kobieta zapytaa mnie jeszcze 
  o co po angielsku, ale jej nie zrozumiaem.</p>
<P> W porzdku  szepna po hiszpasku i umiechna si znaczco. Klczaa 
  tu obok mnie z prawej strony.  Rozumiem prawdziwy strach. yj z nim.</p>
<P>Miaem ju si do niej odezwa, gdy usyszaem gos wysannika:</p>
<P> To gos Hermelindy, twojej mamki.</p>
<P>Wiedziaem o Hermelindzie jedynie to, e zgina tragicznie pod koami ciarwki. 
  Zaszokowao mnie to, i gos kobiety poruszy we mnie tak gbokie, stare wspomnienia. 
  Przeyem chwile rozdzierajcego niepokoju.</p>
<P> Jestem twoj mamk!  krzykna zduszonym gosem.  To nadzwyczajne! Chcesz 
  possa moj pier?  Ciaem kobiety wstrzsn konwulsyjny miech.</p>
<P>Zachowanie spokoju kosztowao mnie ogromnie wiele wysiku, cho wiedziaem, 
  e grunt ucieka mi spod stp i za chwil z pewnoci strac zmysy.</p>
<P> Nie miej mi za ze moich artw  powiedziaa cicho kobieta.  Prawda jest 
  taka, e bardzo ci lubi. Rozsadza ci energia. Na pewno bdziemy dobran par.</p>
<P>Tu przed nami klczeli dwaj starsi mczyni. Jeden z nich obrci si i spojrza 
  na nas z ciekawoci. Kobieta nie zwrcia na niego uwagi i dalej szeptaa mi 
  do ucha:</p>
<P> Pozwl, e chwyc ci za rk  poprosia. Ale jej proba zabrzmiaa jak 
  rozkaz. Podaem jej do, niezdolny odmwi.  Dzikuj. Dzikuj ci za zaufanie 
   szepna.</p>
<P>Brzmienie jej gosu doprowadzao mnie do szalestwa. Jego chrapliwo bya 
  tak niezwyka, tak najzupeniej kobieca. Nigdy nie wzibym go za gos mczyzny, 
  ktry stara si brzmie jak kobieta. By chrapliwy, lecz nie gardowy czy ostry. 
  Przypomina bardziej odgos bosych stp stpajcych delikatnie po wirze.</p>
<P>Wytyem wszystkie moje siy, by przebi niewidzialn powok energii, ktr 
  odczuwaem dokoa siebie. Pomylaem, e mi si udao, i wstaem gotowy do wyjcia. 
  I wyszedbym, gdyby kobieta rwnie nie wstaa.</p>
<P> Nie uciekaj  szepna mi do ucha.  Mam ci tyle do powiedzenia.</p>
<P>Usiadem automatycznie, powodowany ciekawoci. Dziwne, e mj niepokj nagle 
  znikn, podobnie jak strach. Miaem nawet do zimnej krwi, by si odezwa.</p>
<P> Naprawd jeste kobiet?  zapytaem. Zachichotaa cichutko jak moda dziewczyna. 
  Potem wyrzeka do niejasne sowa:</p>
<P> Jeli odwaysz si pomyle, e przeistoczyabym si w przeraajcego mczyzn 
  i uczynia ci krzywd  powiedziaa, jeszcze bardziej podkrelajc swj niesamowity, 
  hipnotyzujcy gos  to jeste w wielkim bdzie. Jeste moim dobroczyc. Ja 
  jestem twoim sug, tak jak byam sug wszystkich nagualw, ktrzy byli przed 
  tob.</p>
<P>Zebraem ca energi i rzekem jej bez ogrdek:</p>
<P> Moesz skorzysta z mojej energii  powiedziaem. To mj dar dla ciebie, 
  ale ja nie chc od ciebie adnych darw mocy. Mwi najzupeniej szczerze.</p>
<P> Nie mog wzi twojej energii za darmo  szepna.  Pac za wszystko, co 
  dostaj, taka jest umowa. To gupio pozbywa si energii, nic w zamian nie dostajc.</p>
<P> Cae ycie byem gupcem, wierz mi  odparem. Z pewnoci mog sobie pozwoli 
  na to, by ci da taki podarunek. aden kopot. Potrzebujesz energii, we j 
  sobie. Ale ja nie chc si obarcza niepotrzebnymi rzeczami. Nie mam nic i bardzo 
  mi si to podoba.</p>
<P> Moe  powiedziaa w zamyleniu.</p>
<P>Zapytaem napastliwie, czy oznacza to, e moe wemie moj energi, czy te 
  nie wierzy w to, i nie mam nic i bardzo mi si to podoba.</p>
<P>Zachichotaa radonie i powiedziaa, e skoro jestem tak hojny, to by moe 
  skorzysta z mojej energii, lecz bdzie musiaa mi za ni zapaci. Bdzie musiaa 
  podarowa mi rzecz podobnej wartoci.</p>
<P>Uwiadomiem sobie, przysuchujc si jej sowom, e mwi po hiszpasku z niespotykanym, 
  obcym akcentem. W rodkow sylab kadego sowa wstawiaa dodatkow gosk. 
  Nigdy w yciu nie syszaem, eby kto mwi w ten sposb.</p>
<P> Twj akcent jest doprawdy niesamowity  stwierdziem.  Skd pochodzi?</p>
<P> Niemal z wiecznoci  powiedziaa i westchna. Zaczynalimy si rozumie. 
  Wiedziaem, dlaczego westchna. Ona bya prawie nieprzemijajca, a ja byem 
  ulotny. To bya moja przewaga. Ten, ktry sprzeciwi si mierci, zapdzi si 
  w lep uliczk, ja za byem wolny.</p>
<P>Przyjrzaem si jej dokadnie. Wygldaa na trzydzieci pi, czterdzieci 
  lat. Bya ciemna jak indiaska kobieta, dobrze zbudowana, lecz nie gruba czy 
  przysadzista. Skra jej rk i doni bya gadka, minie za twarde i jdrne. 
  Oceniem, e ma nieco ponad metr siedemdziesit wzrostu. Bya ubrana w dug 
  sukni, czarny szal i mokasyny. Klczaa, mogem wic dostrzec rwnie jej gadkie 
  pity i doln cz mocnych ydek. Miaa szczup tali i due piersi, ktrych 
  nie moga albo nie chciaa ukry pod szalem. Jej wosy byy kruczoczarne, zwizane 
  w dugi warkocz. Nie bya pikna, lecz nie bya rwnie pospolita. Jej twarz 
  niczym si nie wyrniaa. Przyszo mi na myl, e z ca pewnoci nie przycigaa 
  niczyjej uwagi. Jedynie oczy, spuszczone w d i ukryte pod przymknitymi powiekami, 
  byy cudowne, czyste i spokojne. Rwnie byszczce i ywe spojrzenie widziaem 
  jedynie u don Juana.</p>
<P>Jej oczy zupenie mnie uspokoiy. Takie oczy nie mogy by wrogie. Poczuem 
  nagy przypyw zaufania i optymizmu; wydawao mi si, e znaem j przez cae 
  ycie. Lecz jednoczenie byem wiadom czego jeszcze  mojej emocjonalnej niestabilnoci. 
  Zawsze przeladowaa mnie w wiecie don Juana, sprawiajc, e czuem si jak 
  na hutawce. Przeywaem chwile penego zaufania i wewntrznej peni, po ktrych 
  natychmiast przychodzio kracowe zwtpienie i nieufno. Nie naleao si spodziewa, 
  by tym razem miao by inaczej. W moim podejrzliwym umyle zakiekowao nagle 
  ostrzeenie, e zaczynam ulega urokowi kobiety.</p>
<P> Pno nauczya si hiszpaskiego, prawda?  zapytaem, by tylko oderwa 
  si od swych myli i unikn rozszyfrowania.</p>
<P> Dopiero wczoraj  odpara i wybuchna krystalicznym miechem, ukazujc mae, 
  zadziwiajco biae zby, lnice niczym sznur pere.</p>
<P>Ludzie zaczli zwraca na nas uwag. Pochyliem gow, jakbym by pogrony 
  w gbokiej modlitwie. Kobieta przysuna si do mnie jeszcze bliej.</p>
<P> Czy jest jakie miejsce, w ktrym moglibymy porozmawia?  zapytaem.</p>
<P> Rozmawiamy tutaj  powiedziaa.  Rozmawiaam tutaj ze wszystkimi nagualami 
  z twojej linii. Jeli bdziesz szepta, nikt si nie zorientuje, e rozmawiamy.</p>
<P>Umieraem z ciekawoci, ile moe mie lat. Ale z pomoc przyszo mi otrzewiajce 
  wspomnienie. Przypomniaem sobie znajomego, ktry przez cae lata zastawia 
  na mnie najrniejsze puapki, by tylko wycign ode mnie informacj o moim 
  wieku. Nie znosiem tej jego maostkowej ciekawoci, a teraz byem o krok, by 
  zachowa si w ten sam sposb. Natychmiast daem sobie z tym spokj.</p>
<P>Chciaem opowiedzie jej o tym, by podtrzyma rozmow. Jednak kobieta zdawaa 
  si wiedzie o tym, co dzieje si w mojej gowie. cisna moje rami w przyjacielskim 
  gecie, jakby dajc mi do zrozumienia, e wanie pomylelimy o tym samym.</p>
<P> Czy zamiast ofiarowania mi czego moesz powiedzie co, co pomogoby mi 
  w mojej drodze?  zapytaem.</p>
<P> Nie  szepna i potrzsna gow.  Jestemy skrajnie rni. Tak bardzo, 
  e nigdy bym nie przypuszczaa, i jest to moliwe.</p>
<P>Podniosa si i wylizgna z awy. Zwinnie przyklkna, zwracajc si twarz 
  do gwnego otarza. Przeegnaa si i daa mi znak, bym pody za ni w kierunku 
  duego, bocznego otarza po lewej stronie. Uklklimy przed naturalnej wielkoci 
  krzyem.</p>
<P> yj od bardzo, bardzo dawna  powiedziaa, zanim zdyem si odezwa.  
  Dzieje si tak dlatego, e potrafi kontrolowa przesunicia i ruchy punktu 
  poczenia. Poza tym nie przebywam zbyt dugo tutaj, w twoim wiecie. Musz 
  oszczdza energi, ktr otrzymuj od nagualw z twojej linii.</p>
<P> Jak to jest y w odmiennych wiatach?  zapytaem.</p>
<P> Podobnie jak w twoim nieniu, z t rnic, e mam wiksz ruchliwo. Mog 
  rwnie zosta duej tam, gdzie tylko zechc. Tak samo, jakby ty chcia zosta 
  tak dugo, jak tylko zechcesz w ktrym ze swoich snw.</p>
<P> Czy twj pobyt w tym wiecie ogranicza si tylko do tego miejsca?</p>
<P> Nie. Mog by tam, gdzie chc.</p>
<P> Czy zawsze podrujesz jako kobieta?</p>
<P> Jestem kobiet duej ni mczyzn. Zdecydowanie bardziej mi si to podoba. 
  Chyba ju cakiem zapomniaam, jak to jest by mczyzn. Caa jestem kobiet!</p>
<P>Wzia moj rk i przyoya do swojego krocza. Poczuem, e serce podchodzi 
  mi do garda. Rzeczywicie bya kobiet.</p>
<P> Nie mog tak po prostu wzi twojej energii  powiedziaa, zmieniajc temat. 
   Musimy zawrze jak inn umow.</p>
<P>Ogarna mnie wwczas nastpna fala przyziemnego rozumowania. Chciaem zapyta 
  j, gdzie mieszka, gdy przebywa w tym wiecie. Nie musiaem wypowiada mojego 
  pytania, by uzyska odpowied.</p>
<P> Jeste duo, duo modszy ode mnie  powiedziaa  a ju teraz trudno ci 
  odpowiedzie, gdy ludzie pytaj ci, gdzie mieszkasz. A nawet, gdyby zabra 
  ich do domu, ktry naley do ciebie lub ktry wynajmujesz, to nie bdzie to 
  miejsce, gdzie mieszkasz.</p>
<P> Jest tyle rzeczy, o ktre chc ci zapyta  stwierdziem  lecz wszystko, 
  na co mog si zdoby, to tylko gupie myli.</p>
<P> Nie musisz mnie o nic pyta  cigna.  Wiesz to, co ja wiem. Potrzebowae 
  jedynie wstrzsu, by odzyska to, co ju wiesz. Ja daj ci wanie ten wstrzs.</p>
<P>Nie do, e przychodziy mi do gowy gupie pytania, to jeszcze znalazem 
  si w stanie takiej podatnoci na sugesti, e zanim jeszcze skoczya mwi, 
  i wiem to, co ona, ju poczuem, e faktycznie wiem wszystko i nie musz ju 
  zadawa wicej pyta. Ze miechem opowiedziaem jej o mojej atwowiernoci.</p>
<P> Nie jeste atwowierny  zapewnia mnie z przekonaniem.  Wiesz wszystko, 
  poniewa jeste teraz cay w drugiej uwadze. Rozejrzyj si!</p>
<P>Przez chwil nie mogem skoncentrowa na niczym wzroku. Zupenie jakby do oczu 
  dostaa mi si woda. Gdy zaczem widzie, wiedziaem, e zaszo co zowieszczego. 
  Koci by teraz inny, mroczniejszy, bardziej zowrogi i jakby twardszy. Wstaem 
  i zrobiem kilka krokw w kierunku nawy. Zwrciem uwag na awy. Nie byy zrobione 
  z drewna, lecz z cienkich, poskrcanych drkw. Wyglday jak awy wasnej 
  roboty, umieszczone we wspaniaej, kamiennej budowli. Zmienio si rwnie wiato. 
  Byo tawe, zamglone i rzucao najczarniejsze cienie, jakie w yciu widziaem. 
  Jego rdem byy wiece palce si na licznych otarzach. Odczuem, jak harmonijnie 
  wiato wiec wspgra z masywnymi cianami z kamienia i zdobieniami kolonialnego 
  kocioa.</p>
<P>Kobieta przygldaa mi si z uwag; jej oczy pony niesamowit jasnoci. 
  Wiedziaem, e ni, a ona steruje tym snem. Nie baem si jednak jej ani snu.</p>
<P>Odszedem od bocznego otarza i znw spojrzaem na naw kocioa. Klczeli 
  tam ludzie pogreni w modlitwie. Byo ich mnstwo; byli dziwnie mali, ciemni 
  i twardzi. Widziaem pochylone gowy a do stp gwnego otarza. Ci, ktrzy 
  stali bliej, przygldali mi si z widoczn dezaprobat. Gapiem si na nich 
  i na wszystko dookoa. Nie syszaem jednak adnych odgosw. Ludzie si poruszali, 
  nie byo ich jednak sycha.</p>
<P> Nic nie sysz  powiedziaem do kobiety, a mj gos zadudni tak, jakby 
  koci by pust jam.</p>
<P>Niemal wszystkie gowy obrciy si w moj stron. Kobieta pocigna mnie 
  w cie bocznego otarza.</p>
<P> Usyszysz, gdy nie bdziesz sucha uszami  powiedziaa.  Suchaj, uywajc 
  swej uwagi nienia.</p>
<P>Wystarczyo zastosowa si do jej sugestii. Nagle zalaa mnie powd szumicych 
  odgosw zwielokrotnionej modlitwy. Natychmiast uniosy mnie ze sob. Stwierdziem, 
  e jest to najcudowniejszy dwik, jaki kiedykolwiek syszaem. W wielkim podnieceniu 
  chciaem opowiedzie o tym kobiecie, ale nie byo jej przy mnie. Rozejrzaem 
  si i spostrzegem, e dosza ju prawie do drzwi. Obrcia si i daa mi znak, 
  bym poszed za ni. Dogoniem j przy portyku. Na ulicach byo ciemno; jedyne 
  wiato pochodzio od ksiyca. Fasada kocioa bya rwnie inna; bya nie 
  dokoczona. Wszdzie wokoo leay wapienne bloki. Nie byo adnych zabudowa. 
  W wietle ksiyca sceneria sprawiaa niesamowite, pene grozy wraenie.</p>
<P> Dokd idziemy?  zapytaem.</p>
<P> Donikd  odpara.  Po prostu wyszlimy, aby mie wicej przestrzeni i spokoju. 
  Tutaj moemy si nagada do woli.</p>
<P>Daa mi znak, abym usiad na wp ociosanym kawaku wapiennego bloku.</p>
<P> Druga uwaga kryje w sobie nieprzebrane, cigle nie odkryte bogactwa  powiedziaa. 
   Kluczowe znaczenie ma pozycja pocztkowa ciaa nicego. Na tym wanie polega 
  sekret czarownikw staroytnoci, ktrzy ju w moich czasach byli staroytni. 
  Pomyl o tym.</p>
<P>Kobieta usiada tak blisko mnie, i poczuem ciepo jej ciaa. Pooya rk 
  na moim ramieniu i przycisna mnie do swojej piersi. Jej ciao wydzielao bardzo 
  szczeglny zapach; przypominao mi wo drzew lub szawi. Nie bya jednak wyperfumowana; 
  caa jej istota wydzielaa ten charakterystyczny zapach sosnowego lasu. Ciepo 
  jej ciaa rwnie nie byo takie, jak moje lub innych ludzi. Byo to chodne, 
  mentolowe ciepo; rwnomierne i wywaone. Przysza mi do gowy myl, e to ciepo 
  bdzie na mnie napiera bezustannie, lecz bez popiechu.</p>
<P>Potem zacza szepta do mojego lewego ucha. Powiedziaa, e dary, ktre ofiarowywaa 
  nagualom z mojej linii, miay zwizek z tym, co czarownicy staroytnoci nazywali 
  podwjn pozycj. Innymi sowy, pozycja pocztkowa, w ktrej nicy utrzymuje 
  swoje ciao fizyczne, rozpoczynajc nienie, jest odzwierciedlana przez pozycj, 
  w ktrej utrzymuje on swoje ciao energetyczne w trakcie nienia, by unieruchomi 
  swj punkt poczenia w dowolnie wybranym przez siebie miejscu. Te dwie pozycje 
  tworz jedno i czarownicy staroytnoci powicili tysice lat na to, by ustali 
  doskona relacj midzy dowolnymi pozycjami. Chichoczc, skomentowaa, e wspczeni 
  czarownicy nigdy nie bd mieli czasu ani chci, by tego dokona, i e mczyni 
  i kobiety mojej linii maj wielkie szczcie, i otrzymuj od niej takie dary. 
  Jej miech mia niesamowite, krystaliczne brzmienie.</p>
<P>Nie w peni zrozumiaem jej wyjanienia dotyczce podwjnych pozycji. miao 
  wyjaniem, e nie chc tego praktykowa, a jedynie wiedzie, e istniej jako 
  intelektualne moliwoci.</p>
<P> Co dokadnie chcesz wiedzie?  zapytaa cicho.</p>
<P> Wyjanij mi, co rozumiesz przez podwjne pozycje, lub przez pozycj pocztkow, 
  w ktrej nicy utrzymuje swoje ciao, by rozpocz nienie  powiedziaem.</p>
<P> Jak si kadziesz, rozpoczynajc nienie?  zapytaa.</p>
<P> Jak popadnie. Nie mam ustalonej zasady. Don Juan nigdy nie przywizywa do 
  tego wagi.</p>
<P> C, ja przywizuj  powiedziaa i wstaa. Zmienia pozycj. Usiada po 
  mojej prawej stronie i wyszeptaa mi do prawego ucha, e zgodnie z tym, co wie, 
  pozycja, w ktrej nicy utrzymuje swoje ciao, jest niesychanie wana. Zaproponowaa, 
  bym to sprawdzi, posugujc si wyjtkowo subtelnym, lecz prostym wiczeniem.</p>
<P> Rozpocznij nienie, lec na prawym boku z lekko zgitymi kolanami  zaproponowaa. 
   Chodzi o to, by utrzyma t pozycj w trakcie zasypiania. A potem, podczas 
  nienia, wiczenie polega na tym, by ni, e leysz w dokadnie takiej samej 
  pozycji i znowu zasypiasz.</p>
<P> A co to daje?  zapytaem.</p>
<P> Unieruchamia punkt poczenia, i to na dobre, w tej pozycji, w ktrej si 
  znajdowa podczas tego drugiego zasypiania.</p>
<P> Jakie s efekty tego wiczenia?</p>
<P> Cakowite postrzeganie. Jestem pewna, e twoi nauczyciele powiedzieli ci 
  ju, e moje dary s darami cakowitego postrzegania.</p>
<P> Tak, ale chyba nie do koca rozumiem, co oznacza to cakowite postrzeganie 
   skamaem.</p>
<P>Zignorowaa mnie i kontynuowaa wyjanienia, mwic, e cztery warianty tego 
  wiczenia polegaj na zasypianiu na prawym boku, lewym, na plecach i na brzuchu. 
  Nastpnie, podczas nienia, wiczenie polega na tym, by ni, e zasypia si 
  po raz drugi w tej samej pozycji, w ktrej rozpoczo si nienie. Kobieta obiecaa 
  mi nadzwyczajne, niemoliwe do przewidzenia z gry rezultaty.</p>
<P>Potem nagle zmienia temat i spytaa:</p>
<P> Jaki dar chcesz otrzyma?</p>
<P> Nie chc adnego daru. Ju ci mwiem.</p>
<P> Nalegam. Ja musz wrczy ci dar, a ty musisz go przyj. Taka jest nasza 
  umowa.</p>
<P> Nasza umowa jest taka, e my dajemy ci energi. We wic j ode mnie. Tym 
  razem ja stawiam. To mj dar dla ciebie.</p>
<P>Kobieta wygldaa tak, jakby oniemiaa. A ja cigle powtarzaem jej, e nie 
  mam nic przeciwko temu, by wzia ode mnie energi. Powiedziaem jej nawet, 
  e ogromniej lubi. I naprawd j lubiem. Byo w niej co niesychanie smutnego 
  i zarazem pocigajcego.</p>
<P> Wrmy do kocioa  mrukna.</p>
<P> Jeli naprawd chcesz mi co podarowa  powiedziaem  zabierz mnie na spacer 
  po tym miecie, w wietle ksiyca.</p>
<P>Kiwna gow potakujco.</p>
<P> Pod warunkiem, e nie odezwiesz si ani sowem  powiedziaa.</p>
<P> Dlaczego?  zapytaem, cho ju znaem odpowied.</p>
<P> Poniewa nimy  odpara.  Zabior ci gbiej w mj sen.</p>
<P>Wyjania, e dopki pozostawalimy w kociele, dopty miaem do energii, 
  by myle i rozmawia, lecz poza jego obrbem sytuacja bya odmienna.</p>
<P> Dlaczego tak jest?  zapytaem miao.</p>
<P> Poniewa nie ma std wyjcia  rzeka niezwykle powanym tonem, ktry nie 
  tylko doda jej niesamowitoci, lecz rwnie mnie przerazi.  To jest sen. 
  Jeste przy czwartej bramie nienia. nisz mj sen.</p>
<P>Powiedziaa mi, e jej wielk sztuk jest to, e potrafi odzwierciedla sw 
  intencj; wszystko, co widz dookoa siebie, jest jej intencj. Szeptem powiedziaa, 
  e koci i miasto s wynikiem jej intencji; nie istniej, a jednak istniej. 
  Potem spojrzaa mi w oczy i dodaa, e jest to jedna z tajemnic zamierzania 
  podwjnych pozycji nienia w drugiej uwadze. Mona to wykona, lecz nie mona 
  tego zrozumie ani wytumaczy.</p>
<P>Potem powiedziaa mi, e pochodzi z linii czarownikw, ktrzy wiedzieli, jak 
  si porusza w drugiej uwadze dziki odzwierciedlaniu swej intencji. Opowiadaa, 
  e czarownicy jej linii praktykowali sztuk odzwierciedlania swoich myli podczas 
  nienia, aby uzyska wierne odtworzenie dowolnie wybranego przedmiotu, budowli 
  czy elementu krajobrazu.</p>
<P>Powiedziaa, i czarownicy jej linii zwykle zaczynali od wpatrywania si w 
  jaki nieskomplikowany przedmiot i zapamitywania wszystkich jego szczegw. 
  Potem zamykali oczy, wyobraali go sobie i poprawiali swoje wyobraenie, porwnujc 
  je z prawdziwym przedmiotem, dopki nie ujrzeli go z zamknitymi oczami w caej 
  jego zoonoci.</p>
<P>Nastpnym etapem byo nienie z tym przedmiotem i wywoanie we nie, z punktu 
  widzenia ich wasnej percepcji, cakowitej materializacji tego przedmiotu. w 
  akt, powiedziaa kobieta, nazywano pierwszym krokiem do cakowitego postrzegania.</p>
<P>Od nieskomplikowanego przedmiotu czarownicy przechodzili do rzeczy coraz to 
  bardziej zoonych. Ich celem ostatecznym byo wsplne wyobraenie sobie jakiego 
  cakowitego wiata, pniej wynienie go i odtworzenie w ten sposb cakowicie 
  prawdziwego wiata, w ktrym mogli y.</p>
<P> Gdy czarownicy z mojej linii potrafili ju tego dokona  cigna kobieta 
   mogli z atwoci wcign innych do swej intencji, do swojego snu. To wanie 
  teraz robi z tob i to wanie zrobiam ze wszystkimi nagualami z twojej linii. 
  Nie myl, e to art  zachichotaa, mwic to takim tonem, jakbym tak wanie 
  myla. Cae pokolenia znikny dziki takiemu nieniu. Dlatego wanie powiedziaam 
  ci, e ten koci i to miasto s jedn z tajemnic zamierzania w drugiej uwadze.</p>
<P> Mwisz, e w ten sposb znikny cae pokolenia? Jak to moliwe?  zapytaem.</p>
<P> Najpierw wyobraali sobie, a potem odtwarzali w nieniu t sam wizj  odpara. 
   Ty nigdy nie wyobraae sobie niczego, wic zagbianie si w mj sen jest 
  dla ciebie bardzo niebezpieczne.</p>
<P>Potem ostrzega mnie, e przekroczenie czwartej bramy nienia i podr do miejsc 
  istniejcych jedynie w czyjej intencji jest wielce ryzykowne, poniewa kada 
  rzecz w takim nie musi by rzecz bardzo osobist.</p>
<P> Nadal chcesz i?  zapytaa.</p>
<P> Tak.</p>
<P>Wtedy opowiedziaa mi jeszcze o podwjnych pozycjach. Jeli wic na przykad 
  bd ni o moim miecie, a sen zacz si, gdy leaem na prawym boku, mog 
  bardzo atwo zosta w miecie z mojego snu, jeeli bd lea we nie na prawym 
  boku i ni, e zasnem. Nie do, e drugi sen z pewnoci bdzie snem o moim 
  miecie, to jeszcze bdzie to najbardziej konkretny sen, jaki mona sobie wyobrazi.</p>
<P>Kobieta bya pewna, e w trakcie wicze w nieniu miaem niezliczon liczb 
  takich niezwykle konkretnych snw, lecz kady z nich by jedynie szczliwym 
  trafem. Jedynym bowiem sposobem zdobycia absolutnej kontroli nad snami jest 
  technika podwjnych pozycji.</p>
<P> I nie pytaj dlaczego  dodaa.  Tak po prostu jest. Jak wszystko inne.</p>
<P>Potem nakazaa mi powsta i napomniaa, ebym nie odzywa si do niej ani nie 
  oddala. Wzia mnie agodnie za rk, zupenie jakbym by dzieckiem, i poprowadzia 
  w kierunku ciemnych konturw zabudowa. Szlimy wybrukowan ulic. Twarde kamienie 
  rzeczne wbito na sztorc w ziemi; nierwnomierny nacisk pofadowa jej powierzchni. 
  Wygldao na to, e kamieniarze ukadali bruk zgodnie z przebiegiem terenu, 
  nie zadajc sobie trudu, by go wyrwna.</p>
<P>Domy byy zakurzone; byy to wielkie, pobielone wapnem parterowe budynki z 
  dachami wyoonymi dachwk. Dokoa krcili si w ciszy jacy ludzie. Ciemne 
  cienie wewntrz budynkw nasuny mi na myl obraz ciekawych, lecz przestraszonych 
  ssiadw plotkujcych za zamknitymi drzwiami. Widziaem rwnie paskie gry 
  otaczajce miasto.</p>
<P>W przeciwiestwie do tego, co przez cay czas zdarzao mi si podczas nienia, 
  moje procesy mylowe pozostay nienaruszone. Myli nie zostay wyparte przez 
  moc zdarze ze snu. Umys podpowiedzia mi, e znalazem si w sennej wersji 
  miasta, gdzie mieszka don Juan, ale w innym czasie. Moja ciekawo sigaa 
  szczytu. Znajdowaem si wraz z t, ktra sprzeciwia si mierci, w jej nie. 
  Ale czy to by sen? Kobieta sama powiedziaa, i to sen. Pragnem wszystko 
  obserwowa, zachowa skrajnie posunit czujno. Chciaem wszystko sprawdzi 
  poprzez widzenie energii. Poczuem zaenowanie, ale kobieta cisna mnie mocniej 
  za rk, jakby dajc znak, e si ze mn zgadza.</p>
<P>Nadal czuem absurdalne zawstydzenie, ale automatycznie wypowiedziaem na gos 
  swj zamiar widzenia energii. W trakcie wicze w nieniu zawsze uywaem tego 
  samego zdania: Chc widzie energi&quot;. Czasami musiaem powtarza je wielokrotnie, 
  zanim uzyskaem oczekiwany rezultat. Tym razem, gdy w miecie ze snu kobiety 
  zaczem powtarza je w swj zwyky sposb, ta si rozemiaa. Jej miech by 
  taki sam, jak miech don Juana: gboki i niepohamowany.</p>
<P> Co ci tak bawi?  zapytaem, z kolei nieco ubawiony jej wesooci.</p>
<P> Juan Matus nie lubi dawnych czarownikw, a mnie w szczeglnoci  powiedziaa 
  kobieta midzy kolejnymi wybuchami miechu.  Aby widzie we nie, wystarczy 
  tylko wskaza maym palcem na przedmiot, ktry chcesz widzie. Kaza ci krzycze 
  w moim nie, by da mi do zrozumienia, co o mnie myli. Musisz przyzna, e 
  niezy z niego spryciarz.  Kobieta przerwaa na chwil, a potem dodaa takim 
  tonem, jakby zdradzaa mi wielki sekret:  Oczywicie wydzieranie si jak ostatni 
  kretyn te dziaa.</p>
<P>Poczucie humoru czarownikw kompletnie mnie oszoomio. Kobieta miaa si 
  tak bardzo, e nie moga i. Poczuem si gupio. Gdy opanowaa si w kocu, 
  wyjania mi uprzejmie, e mog wskaza na jakkolwiek rzecz w jej nie, nie 
  wyczajc jej osoby.</p>
<P>Wskazaem na dom maym palcem lewej rki. Nie byo w nim energii. By taki 
  sam, jak kada inna rzecz w normalnym nie. Wskazywaem na wszystko dokoa, 
  ale z takim samym skutkiem.</p>
<P> Wska na mnie  polecia mi kobieta.  Musisz przekona si, e t wanie 
  metod stosuj nicy, aby widzie.</p>
<P>Miaa zupen racj. To bya waciwa metoda. W chwili, gdy wskazaem na ni 
  palcem, kobieta staa si plam energii. Mog doda, e bardzo szczegln plam 
  energii. Jej ksztat energetyczny by dokadnie taki, jak opisa go don Juan. 
  Wyglda jak olbrzymia muszla, wklnita do rodka wzdu szczeliny biegncej 
  przez ca jej dugo.</p>
<P> Jestem w tym nie jedyn istot wytwarzajc energi  powiedziaa.  Najlepiej 
  wic zrobisz, gdy po prostu bdziesz si wszystkiemu przyglda.</p>
<P>W tym momencie po raz pierwszy uderzya mnie gbia dowcipu don Juana. Specjalnie 
  nauczy mnie wydziera si w trakcie nienia, abym potem si dar w osobistym 
  nie tej, ktra sprzeciwia si mierci. Przytyk ten wyda mi si tak zabawny, 
  e zaniosem si miechem, ktry niemal mnie zadusi.</p>
<P> Chodmy dalej  powiedziaa cicho kobieta, gdy ju si nasunem.</p>
<P>W miecie byy tylko dwie przecinajce si ulice; przy kadej stay trzy grupy 
  domw. Przeszlimy wzdu obu ulic nie jeden raz, a cztery. Przygldaem si 
  wszystkiemu i nasuchiwaem, wykorzystujc moj uwag nienia. Niewiele byo 
  sycha  szczekajce w oddali psy albo rozmawiajcy szeptem ludzie, ktrych 
  mijalimy.</p>
<P>Szczekanie psw wywoao u mnie jak nieznan i gbok tsknot. Musiaem 
  stan. Oparem si ramieniem o cian, by nieco ochon. Kontakt z ni by 
  dla mnie szokiem. Nie dlatego, e bya jaka niezwyka, lecz dlatego, i oparem 
  si o tward cian, tak jak kada inna ciana, ktrej kiedykolwiek dotykaem. 
  Dotknem jej rk, przebiegajc palcami po chropowatej powierzchni. To bya 
  prawdziwa ciana!</p>
<P>Oszaamiajca realno tej ciany natychmiast pooya kres tsknocie i znw 
  oywia moje zainteresowanie wszystkim, co mnie otaczao. Przede wszystkim szukaem 
  szczegw, ktre mgbym odnie do miasta z normalnego wiata, z teraniejszoci. 
  Nie udao mi si to jednak pomimo bardzo wytonej obserwacji. Co prawda, by 
  tutaj plac, ale znajdowa si przed kocioem, naprzeciwko portyku.</p>
<P>Widziaem gry otaczajce miasto, ktre w wietle ksiyca byy bardzo dobrze 
  widoczne i niemal znajome. Prbowaem zorientowa si, gdzie jestem, obserwujc 
  gwiazdy i ksiyc, zupenie jakbym si znajdowa w moim normalnym, codziennym 
  wiecie. Ksiyca ubywao, mg by moe dzie po peni. Wisia wysoko nad horyzontem. 
  Byo zapewne pomidzy sm a dziewit wieczorem. Z prawej strony ksiyca dostrzegem 
  Oriona; jego dwie gwne gwiazdy, Betelgeuse i Rigel, leay na jednej, poziomej 
  linii wraz z ksiycem. Doszedem wic do wniosku, e jest wczesny grudzie. 
  Moim czasem by maj, a w maju nie wida Oriona na niebie. Patrzyem bardzo dugo 
  na ksiyc. Nic si nie poruszyo. Wedug mojej najlepszej wiedzy, by to bez 
  wtpienia ksiyc. Natomiast rnica w czasie bardzo mnie poruszya.</p>
<P>Spojrzaem ponownie na poudniowy horyzont i wydao mi si, e rozpoznaj szczyt 
  w ksztacie dzwonu, ktry wida byo z domu don Juana. Nastpnie sprbowaem 
  si zorientowa, gdzie moe by dom don Juana. Przez jedn chwil wydawao mi 
  si, e go znalazem. Byem tak zafascynowany, e wyrwaem rk z ucisku kobiety. 
  Natychmiast ogarn mnie straszny niepokj. Wiedziaem, e musz wrci do kocioa, 
  bo jeli tego nie zrobi, to po prostu padn trupem na miejscu. Obrciem si 
  i popdziem do kocioa. Kobieta szybko chwycia moj do i pobiega za mn.</p>
<P>Gdy szybkim krokiem zblialimy si do kocioa, uwiadomiem sobie, e miasto 
  w tym nie znajduje si za kocioem. Gdybym wzi to pod uwag, by moe potrafibym 
  si wczeniej rozezna w jego ukadzie. Brako mi ju jednak uwagi nienia. 
  Jej resztki skupiem na szczegach architektury tylnej czci kocioa. Nigdy 
  przedtem, w normalnym wiecie, nie widziaem tej czci budowli. Pomylaem, 
  e jeli uda mi si zachowa jej cechy w pamici, bd mg pniej porwna 
  je ze szczegami prawdziwego kocioa.</p>
<P>Taki by mj plan, zaimprowizowany pod wpywem chwili. Jednake co we mnie 
  wyszydzao te prby weryfikacji. Podczas caego okresu nauki przeladowaa mnie 
  potrzeba zachowywania obiektywnoci, ktra zmuszaa mnie do cigego sprawdzania 
  i weryfikowania wszystkiego, co odnosio si do wiata don Juana. Nie chodzio 
  tu o sprawdzanie samo w sobie, lecz wykorzystanie jego denia do obiektywnoci 
  jako podpory w chwilach najbardziej dotkliwych zaburze moich mylowych procesw 
  poznawczych; gdy przychodzi czas, by sprawdzi, co te udao mi si zweryfikowa, 
  nigdy nie mogem si do tego zabra.</p>
<P>Weszlimy do kocioa i uklklimy przy maym bocznym otarzu po lewej stronie, 
  tym samym, przy ktrym bylimy poprzednio. W nastpnej chwili obudziem si 
  w skpanym w wietle kociele z mojego normalnego wiata.</p>
<P>Kobieta przeegnaa si i wstaa. Automatycznie zrobiem to samo. Chwycia 
  mnie za rami i poprowadzia w kierunku wyjcia.</p>
<P> Zaczekaj  powiedziaem, zdziwiony, e mog mwi. Nie mogem jasno myle, 
  a chciaem zada jej do zawile pytanie. Chciaem wiedzie, skd czowiek moe 
  mie tyle energii, by wyobrazi sobie najdrobniejsze szczegy caego miasta.</p>
<P>Kobieta umiechna si i odpowiedziaa na moje nie wypowiedziane pytanie. 
  Stwierdzia, e jest bardzo dobra w wyobraaniu sobie, poniewa robia to przez 
  cae ycie, a pniej miaa bardzo, bardzo wiele czasu na to, by doj do perfekcji. 
  Dodaa, e miasto, ktre odwiedziem, i koci, w ktrym rozmawialimy, byy 
  przykadami jej ostatnich osigni. By to ten sam koci, w ktrym Sebastian 
  pracowa jako kocielny. Kobieta postawia przed sob zadanie, by zapamita 
  najdrobniejszy nawet szczeg i owego kocioa, i wczesnego miasta, poniewa 
  zmusio j do tego pragnienie przetrwania.</p>
<P>Zakoczya swoj wypowied bardzo niepokojc refleksj:</p>
<P> Poniewa wiesz cakiem sporo o tym miecie, chocia nigdy nie prbowae 
  go sobie wyobraa  powiedziaa  pomagasz mi teraz je zamierza. Zao si, 
  e mi nie uwierzysz, gdy ci powiem, i miasto, na ktre teraz patrzysz, w rzeczywistoci 
  nie istnieje poza twoj i moj intencj.</p>
<P>Spojrzaa na mnie uwanie i rozemiaa si z mojej przeraonej miny; dopiero 
  teraz w peni zdaem sobie spraw z tego, co mwi.</p>
<P> Czy nadal nimy?  zapytaem niepomiernie zdumiony.</p>
<P> Owszem  odpara.  Ale to nienie jest bardziej rzeczywiste ni pozostae, 
  poniewa mi pomagasz. Nie mona wyjani tego inaczej, ni mwic, e to si 
  po prostu dzieje. Jak wszystko inne.  Kobieta wskazaa dookoa.  Nie mona 
  powiedzie jak to si dzieje, ale tak jest. Pamitaj zawsze, co ci powiedziaam: 
  jest to tajemnica zamierzania w drugiej uwadze.  Delikatnie przycigna mnie 
  do siebie.  Przejdmy si na plac z tego snu  powiedziaa.  Moe powinnam 
  si troch poprawi, aby by bardziej spokojny.</p>
<P>Patrzyem na ni zdumiony, jak wprawnie zmieniaa swj wygld. Dokonaa tego 
  bardzo prostymi, zwykymi ruchami. Rozwizaa dug spdnic, pod ktr nosia 
  inn, najzwyczajniejsz spdnic sigajc do p ydki. Potem zwina swj 
  dugi warkocz w kok, zmienia mokasyny na pantofle na niewielkim obcasie, ktre 
  miaa w maym, pciennym worku. Nastpnie odwrcia swj dwustronny czarny 
  szal, ktry teraz zamieni si w beow etol. Wygldaa jak typowa przedstawicielka 
  klasy redniej, ktra przyjechaa tu na krtko z wikszego miasta.</p>
<P>Pewnie chwycia mnie pod rami i poszlimy w kierunku placu.</p>
<P> Co stao si z twoim jzykiem?  zapytaa po angielsku.  Pokne go?</p>
<P>Byem cakowicie pochonity t nieprawdopodobn moliwoci, e cigle ni, 
  a co wicej, zaczynaem nabiera przekonania, i jeli to prawda, to istnieje 
  pewne ryzyko, e ju si nigdy nie obudz.</p>
<P> Dopiero teraz zdaem sobie spraw, e ju wczeniej mwia do mnie po angielsku 
   powiedziaem nonszalanckim tonem, ktry nie nalea do mnie.  Gdzie si tego 
  nauczya?</p>
<P> W tamtym wiecie. Mwi wieloma jzykami.  Zamilka na chwil i spojrzaa 
  na mnie z uwag.  Miaam mnstwo czasu, by si ich nauczy. Spdzimy ze sob 
  kup czasu, wic kiedy naucz ci mojego jzyka.</p>
<P>Zachichotaa, bez wtpienia z powodu malujcej si w moich oczach rozpaczy. 
  Zatrzymaem si.</p>
<P> Spdzimy ze sob kup czasu?  zapytaem, zdradzajc swoje uczucia.</p>
<P> Oczywicie  odpara radonie.  Obdarzysz mnie, i tu powinnam nadmieni, 
  e bardzo szczodrze, swoj energi. Za darmo. Sam tak powiedziae, nieprawda?</p>
<P>Zaparo mi dech w piersiach.</p>
<P> W czym problem?  zapytaa, przechodzc na hiszpaski.  Nie aujesz chyba 
  swojej decyzji? Jestemy czarownikami. Ju za pno, by zmienia zdanie. Nie 
  boisz si chyba, co?</p>
<P>Byem bardziej ni przeraony, ale gdybym mia wwczas powiedzie, co mnie 
  tak przeraa, nie potrafibym. Z ca pewnoci nie przeraaa mnie perspektywa 
  przebywania z t, ktra sprzeciwia si mierci, w innym nie, czy moliwo 
  utraty zmysw albo nawet ycia. Czy obawiaem si za? Zadaem sobie to pytanie. 
  Ale myl o zu nie wytrzymaa gbszej analizy. Kroczyem ciek czarownikw 
  ju od wielu lat i wiedziaem, bez cienia wtpliwoci, e we wszechwiecie istnieje 
  tylko energia. Zo za jest jedynie wytworem ludzkiego umysu, przytoczonego 
  przez unieruchomienie punktu poczenia w jego zwyczajowym pooeniu. Logicznie 
  rzecz biorc, tak naprawd nie miaem si czego obawia. Byem tego wiadom, 
  ale jednoczenie wiedziaem, e moj prawdziw saboci jest brak pynnoci 
  pozwalajcej natychmiast unieruchomi punkt poczenia w nowej pozycji, w ktr 
  zostanie przesunity. Kontakt z t, ktra sprzeciwia si mierci, przesuwa 
  mj punkt poczenia w nieprawdopodobnym tempie, a ja nie byem na tyle biegy, 
  by nady za tym naporem. Skutkiem tego byo niejasne niby wraenie strachu, 
  e mog si ju nie obudzi.</p>
<P> Nie ma adnego problemu  powiedziaem.  Kontynuujmy nasz spacer.</p>
<P>Wzia mnie pod rami i w milczeniu doszlimy do parku. Nie byo to wcale wymuszone 
  milczenie. Za to mj umys pracowa na penych obrotach. Jakie to dziwne, mylaem, 
  jeszcze przed chwil szedem z don Juanem z parku do kocioa, owadnity najokropniejszym, 
  normalnym strachem. Teraz id z powrotem z kocioa do parku z obiektem tego 
  strachu i jestem tak bardzo przeraony, jak jeszcze nigdy w yciu nie byem, 
  cho jako inaczej  bardziej dojrzale, bardziej ostatecznie.</p>
<P>By odgoni ze myli, zaczem rozglda si dokoa. Jeli to naprawd jest 
  sen  a wierzyem, e tak jest w istocie  to istnieje sposb, aby wykaza suszno 
  bd niesuszno tego zaoenia. Wskazywaem palcem na domy, na koci, na 
  chodnik. Wskazywaem na ludzi. Wskazywaem na wszystko. Pochwyciem te odwanie 
  dwie osoby, napdzajc im chyba wielkiego stracha. Poczuem ich ciaa. Byli 
  tak prawdziwi, jak wszystko, co uwaaem za prawdziwe. Nie wytwarzali jedynie 
  energii. Nic w tym miecie nie wytwarzao energii. Wszystko wydawao si rzeczywiste 
  i normalne, a jednak by to sen.</p>
<P>Obrciem si do kobiety, ktra trzymaa mnie za rami, i zapytaem j o to.</p>
<P> nimy  odpara swym chrapliwym gosem i zachichotaa.</p>
<P> Ale jak ci ludzie i te wszystkie rzeczy wokoo mog by tak prawdziwi, tak 
  trjwymiarowi?</p>
<P> Oto tajemnica zamierzania w drugiej uwadze! wykrzykna nabonie.  Ci ludzie 
  dokoa s tak prawdziwi, e nawet potrafi myle.</p>
<P>To by ostatni cios. Nie chciaem pyta ju o nic wicej. Chciaem zapomnie 
  si w tym nie. Potne szarpnicie za rami przywrcio mi wiadomo. Doszlimy 
  ju do placu. Kobieta staa i staraa si posadzi mnie na awce. Gdy usiadem 
  na niej i nie poczuem jej pod sob, wiedziaem, e znalazem si w opaach. 
  Zaczem wirowa. Pomylaem, i lec w gr. Przez uamek sekundy widziaem 
  ulotny obraz parku, jakbym spoglda na niego z gry.</p>
<P> To jest to!  wrzasnem.</p>
<P>Pomylaem, e umieram. Przestaem wirowa w gr; teraz spadaem po spirali 
  w czarn otcha.</p>
</td></tr></table></body>
</html>