<html>
<head>
<title>B/133: C.Castaneda - Sztuka nienia</title>
<meta http-equiv="Content-Type" content="text/html; charset=windows-1250">
<style type="text/css">
<!--
h4 { font: bold 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: center; text-indent: 0pt; margin: 10pt 0cm}
p { font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; text-align: justify; text-indent: 0.5cm; margin: 5pt 0cm}
body { font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 1cm}
td { font: 10pt Arial, Helvetica, sans-serif; margin: 5pt 0pt}
-->
</style>
</head>
<body bgcolor="#FFCC99" leftmargin="1cm" marginwidth="1cm" link="#000000" vlink="#000000" alink="#000000">
<SCRIPT TYPE="text/javascript" LANGUAGE="JavaScript" SRC="../../../main.js"></SCRIPT>
<table width="100%" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0" align="center"><tr><td>
<div align="right"><a href="133-11.htm">Wstecz</a> / <a href="133-ind.htm">Spis
Treci</a> / <a href="133-13.htm">Dalej</a></div>
<h4>ROZDZIA XII: KOBIETA W KOCIELE</h4>
<P>Don Juan i ja siedzielimy w milczeniu. Mnie skoczyy si pytania, a on powiedzia
mi chyba wszystko, co byo istotne. Moga by co najwyej sidma wieczorem,
ale plac by ju wyjtkowo opustoszay. Wieczr by bardzo ciepy. W tym miecie
ludzie krc si w okolicy placu a do dziesitej lub jedenastej.</p>
<P>Zaczem zastanawia si nad sob. Mj czas z don Juanem zblia si do koca.
Don Juan i jego towarzysze zamierzali speni marzenie czarownikw i opuci
ten wiat, by uda si do innych niewyobraalnych wymiarw. W oparciu o swoje
do ograniczone sukcesy w nieniu nabraem przekonania, e nie s to zamiary
iluzoryczne, lecz wyjtkowo rzeczowe, aczkolwiek sprzeczne z rozsdkiem. Pragnli
postrzega to, co nieznane, i to im si udao.</p>
<P>Don Juan mia racj, gdy twierdzi, e poprzez wywoywanie systematycznych
przemieszcze punktu poczenia, nienie wyzwala percepcj, zwikszajc zakres
tego, co mona postrzega. Czarownikom z jego grupy nienie nie tylko otwaro
drzwi do innych dajcych si postrzega wiatw, ale rwnie przygotowao ich
do wejcia w te wiaty z zachowaniem penej wiadomoci. nienie stao si dla
nich bezprecedensow, niewysowion rozkosz, czego natur i zakres mona jedynie
sugerowa, jak wwczas, gdy don Juan powiedzia, e jest ono bram do wiata
i mroku wszechwiata.</p>
<P>Teraz istniaa dla nich tylko jedna nie rozstrzygnita kwestia moje spotkanie
z tym, ktry sprzeciwi si mierci. aowaem, e don Juan nie uprzedzi mnie
wczeniej; mgbym przygotowa si lepiej. Ale don Juan by nagualem, ktry
wszelkie wane decyzje podejmowa pod wpywem chwili, bez ostrzeenia.</p>
<P>Przez moment wydawao mi si, e wszystko jest w porzdku; siedziaem z don
Juanem w parku i czekaem na to, co si wydarzy. Lecz chwil pniej mj optymizm
znikn rwnie szybko, jak si pojawi i w okamgnieniu znalazem si na dnie
czarnej rozpaczy. Gnbiy mnie maostkowe rozwaania nad moim bezpieczestwem,
moimi deniami, moimi nadziejami na przyszo, moimi troskami. Jednak po przeanalizowaniu
swojego stanu musiaem przyzna, e moj jedyn prawdziw trosk s prawdopodobnie
moje trzy popleczniczki w wiecie don Juana. Gdy zastanowiem si nad tym, doszedem
do wniosku, e nawet o to nie musz si tak naprawd troszczy. Don Juan nauczy
je, jak by czarownicami, ktre zawsze wiedz, co robi, i co najwaniejsze,
przygotowa je tak, by zawsze wiedziay, jak wykorzysta to, co wiedz.</p>
<P>Okazao si, e dawno ju opady ze mnie wszystkie moliwe, przyziemne zmartwienia,
ktre mogy powodowa moj udrk; pozosta mi wic jedynie strach o samego
siebie. I bezwstydnie mu si oddaem. Ostatnia na tej drodze chwila folgowania
sobie strach przed mierci z rk tego, ktry sprzeciwi si mierci. Ogarn
mnie tak potworny strach, e zrobio mi si niedobrze. Usiowaem przeprosi
don Juana, ale on si rozemia.</p>
<P> Nie jeste bynajmniej jedynym, ktry rzyga ze strachu powiedzia. Gdy
spotkaem tego, ktry sprzeciwi si mierci, posikaem si w gacie. Serio.</p>
<P>Czekaem w milczeniu przez dug, cik do zniesienia chwil.</p>
<P> Jeste gotw? zapyta don Juan. Powiedziaem, e tak. Don Juan wsta wic
i doda:</p>
<P> A zatem chodmy i przekonajmy si, jak si zachowasz pod obstrzaem.</p>
<P>Poprowadzi mnie z powrotem w stron kocioa. Mimo najlepszych chci, jedyne,
co po dzie dzisiejszy pamitam z tej drogi, to to, e don Juan musia mnie
wlec a do samego kocioa. Nie przypominam sobie chwili dotarcia na miejsce
i wejcia do kocioa. Nastpne, co pamitam, to duga, wytarta drewniana awa,
gdzie klczaem obok kobiety, ktr widziaem wczeniej. Umiechaa si do mnie.
Rozejrzaem si rozpaczliwie, szukajc don Juana, ale nie byo go nigdzie wida.
Uciekbym stamtd co si w nogach, ale kobieta chwycia mnie mocno za rami.</p>
<P> Dlaczego miaby si ba takiego malestwa, jak ja? zapytaa po angielsku.</p>
<P>Zamarem. Jej gos zawadn mn cakowicie i natychmiast. Nie potrafi opisa,
co w jego chrapliwym brzmieniu sprawio, e powrciy do mnie niejasne wspomnienia.
Jakbym zna ten gos od zawsze.</p>
<P>Tkwiem w bezruchu, zahipnotyzowany tym gosem. Kobieta zapytaa mnie jeszcze
o co po angielsku, ale jej nie zrozumiaem.</p>
<P> W porzdku szepna po hiszpasku i umiechna si znaczco. Klczaa
tu obok mnie z prawej strony. Rozumiem prawdziwy strach. yj z nim.</p>
<P>Miaem ju si do niej odezwa, gdy usyszaem gos wysannika:</p>
<P> To gos Hermelindy, twojej mamki.</p>
<P>Wiedziaem o Hermelindzie jedynie to, e zgina tragicznie pod koami ciarwki.
Zaszokowao mnie to, i gos kobiety poruszy we mnie tak gbokie, stare wspomnienia.
Przeyem chwile rozdzierajcego niepokoju.</p>
<P> Jestem twoj mamk! krzykna zduszonym gosem. To nadzwyczajne! Chcesz
possa moj pier? Ciaem kobiety wstrzsn konwulsyjny miech.</p>
<P>Zachowanie spokoju kosztowao mnie ogromnie wiele wysiku, cho wiedziaem,
e grunt ucieka mi spod stp i za chwil z pewnoci strac zmysy.</p>
<P> Nie miej mi za ze moich artw powiedziaa cicho kobieta. Prawda jest
taka, e bardzo ci lubi. Rozsadza ci energia. Na pewno bdziemy dobran par.</p>
<P>Tu przed nami klczeli dwaj starsi mczyni. Jeden z nich obrci si i spojrza
na nas z ciekawoci. Kobieta nie zwrcia na niego uwagi i dalej szeptaa mi
do ucha:</p>
<P> Pozwl, e chwyc ci za rk poprosia. Ale jej proba zabrzmiaa jak
rozkaz. Podaem jej do, niezdolny odmwi. Dzikuj. Dzikuj ci za zaufanie
szepna.</p>
<P>Brzmienie jej gosu doprowadzao mnie do szalestwa. Jego chrapliwo bya
tak niezwyka, tak najzupeniej kobieca. Nigdy nie wzibym go za gos mczyzny,
ktry stara si brzmie jak kobieta. By chrapliwy, lecz nie gardowy czy ostry.
Przypomina bardziej odgos bosych stp stpajcych delikatnie po wirze.</p>
<P>Wytyem wszystkie moje siy, by przebi niewidzialn powok energii, ktr
odczuwaem dokoa siebie. Pomylaem, e mi si udao, i wstaem gotowy do wyjcia.
I wyszedbym, gdyby kobieta rwnie nie wstaa.</p>
<P> Nie uciekaj szepna mi do ucha. Mam ci tyle do powiedzenia.</p>
<P>Usiadem automatycznie, powodowany ciekawoci. Dziwne, e mj niepokj nagle
znikn, podobnie jak strach. Miaem nawet do zimnej krwi, by si odezwa.</p>
<P> Naprawd jeste kobiet? zapytaem. Zachichotaa cichutko jak moda dziewczyna.
Potem wyrzeka do niejasne sowa:</p>
<P> Jeli odwaysz si pomyle, e przeistoczyabym si w przeraajcego mczyzn
i uczynia ci krzywd powiedziaa, jeszcze bardziej podkrelajc swj niesamowity,
hipnotyzujcy gos to jeste w wielkim bdzie. Jeste moim dobroczyc. Ja
jestem twoim sug, tak jak byam sug wszystkich nagualw, ktrzy byli przed
tob.</p>
<P>Zebraem ca energi i rzekem jej bez ogrdek:</p>
<P> Moesz skorzysta z mojej energii powiedziaem. To mj dar dla ciebie,
ale ja nie chc od ciebie adnych darw mocy. Mwi najzupeniej szczerze.</p>
<P> Nie mog wzi twojej energii za darmo szepna. Pac za wszystko, co
dostaj, taka jest umowa. To gupio pozbywa si energii, nic w zamian nie dostajc.</p>
<P> Cae ycie byem gupcem, wierz mi odparem. Z pewnoci mog sobie pozwoli
na to, by ci da taki podarunek. aden kopot. Potrzebujesz energii, we j
sobie. Ale ja nie chc si obarcza niepotrzebnymi rzeczami. Nie mam nic i bardzo
mi si to podoba.</p>
<P> Moe powiedziaa w zamyleniu.</p>
<P>Zapytaem napastliwie, czy oznacza to, e moe wemie moj energi, czy te
nie wierzy w to, i nie mam nic i bardzo mi si to podoba.</p>
<P>Zachichotaa radonie i powiedziaa, e skoro jestem tak hojny, to by moe
skorzysta z mojej energii, lecz bdzie musiaa mi za ni zapaci. Bdzie musiaa
podarowa mi rzecz podobnej wartoci.</p>
<P>Uwiadomiem sobie, przysuchujc si jej sowom, e mwi po hiszpasku z niespotykanym,
obcym akcentem. W rodkow sylab kadego sowa wstawiaa dodatkow gosk.
Nigdy w yciu nie syszaem, eby kto mwi w ten sposb.</p>
<P> Twj akcent jest doprawdy niesamowity stwierdziem. Skd pochodzi?</p>
<P> Niemal z wiecznoci powiedziaa i westchna. Zaczynalimy si rozumie.
Wiedziaem, dlaczego westchna. Ona bya prawie nieprzemijajca, a ja byem
ulotny. To bya moja przewaga. Ten, ktry sprzeciwi si mierci, zapdzi si
w lep uliczk, ja za byem wolny.</p>
<P>Przyjrzaem si jej dokadnie. Wygldaa na trzydzieci pi, czterdzieci
lat. Bya ciemna jak indiaska kobieta, dobrze zbudowana, lecz nie gruba czy
przysadzista. Skra jej rk i doni bya gadka, minie za twarde i jdrne.
Oceniem, e ma nieco ponad metr siedemdziesit wzrostu. Bya ubrana w dug
sukni, czarny szal i mokasyny. Klczaa, mogem wic dostrzec rwnie jej gadkie
pity i doln cz mocnych ydek. Miaa szczup tali i due piersi, ktrych
nie moga albo nie chciaa ukry pod szalem. Jej wosy byy kruczoczarne, zwizane
w dugi warkocz. Nie bya pikna, lecz nie bya rwnie pospolita. Jej twarz
niczym si nie wyrniaa. Przyszo mi na myl, e z ca pewnoci nie przycigaa
niczyjej uwagi. Jedynie oczy, spuszczone w d i ukryte pod przymknitymi powiekami,
byy cudowne, czyste i spokojne. Rwnie byszczce i ywe spojrzenie widziaem
jedynie u don Juana.</p>
<P>Jej oczy zupenie mnie uspokoiy. Takie oczy nie mogy by wrogie. Poczuem
nagy przypyw zaufania i optymizmu; wydawao mi si, e znaem j przez cae
ycie. Lecz jednoczenie byem wiadom czego jeszcze mojej emocjonalnej niestabilnoci.
Zawsze przeladowaa mnie w wiecie don Juana, sprawiajc, e czuem si jak
na hutawce. Przeywaem chwile penego zaufania i wewntrznej peni, po ktrych
natychmiast przychodzio kracowe zwtpienie i nieufno. Nie naleao si spodziewa,
by tym razem miao by inaczej. W moim podejrzliwym umyle zakiekowao nagle
ostrzeenie, e zaczynam ulega urokowi kobiety.</p>
<P> Pno nauczya si hiszpaskiego, prawda? zapytaem, by tylko oderwa
si od swych myli i unikn rozszyfrowania.</p>
<P> Dopiero wczoraj odpara i wybuchna krystalicznym miechem, ukazujc mae,
zadziwiajco biae zby, lnice niczym sznur pere.</p>
<P>Ludzie zaczli zwraca na nas uwag. Pochyliem gow, jakbym by pogrony
w gbokiej modlitwie. Kobieta przysuna si do mnie jeszcze bliej.</p>
<P> Czy jest jakie miejsce, w ktrym moglibymy porozmawia? zapytaem.</p>
<P> Rozmawiamy tutaj powiedziaa. Rozmawiaam tutaj ze wszystkimi nagualami
z twojej linii. Jeli bdziesz szepta, nikt si nie zorientuje, e rozmawiamy.</p>
<P>Umieraem z ciekawoci, ile moe mie lat. Ale z pomoc przyszo mi otrzewiajce
wspomnienie. Przypomniaem sobie znajomego, ktry przez cae lata zastawia
na mnie najrniejsze puapki, by tylko wycign ode mnie informacj o moim
wieku. Nie znosiem tej jego maostkowej ciekawoci, a teraz byem o krok, by
zachowa si w ten sam sposb. Natychmiast daem sobie z tym spokj.</p>
<P>Chciaem opowiedzie jej o tym, by podtrzyma rozmow. Jednak kobieta zdawaa
si wiedzie o tym, co dzieje si w mojej gowie. cisna moje rami w przyjacielskim
gecie, jakby dajc mi do zrozumienia, e wanie pomylelimy o tym samym.</p>
<P> Czy zamiast ofiarowania mi czego moesz powiedzie co, co pomogoby mi
w mojej drodze? zapytaem.</p>
<P> Nie szepna i potrzsna gow. Jestemy skrajnie rni. Tak bardzo,
e nigdy bym nie przypuszczaa, i jest to moliwe.</p>
<P>Podniosa si i wylizgna z awy. Zwinnie przyklkna, zwracajc si twarz
do gwnego otarza. Przeegnaa si i daa mi znak, bym pody za ni w kierunku
duego, bocznego otarza po lewej stronie. Uklklimy przed naturalnej wielkoci
krzyem.</p>
<P> yj od bardzo, bardzo dawna powiedziaa, zanim zdyem si odezwa.
Dzieje si tak dlatego, e potrafi kontrolowa przesunicia i ruchy punktu
poczenia. Poza tym nie przebywam zbyt dugo tutaj, w twoim wiecie. Musz
oszczdza energi, ktr otrzymuj od nagualw z twojej linii.</p>
<P> Jak to jest y w odmiennych wiatach? zapytaem.</p>
<P> Podobnie jak w twoim nieniu, z t rnic, e mam wiksz ruchliwo. Mog
rwnie zosta duej tam, gdzie tylko zechc. Tak samo, jakby ty chcia zosta
tak dugo, jak tylko zechcesz w ktrym ze swoich snw.</p>
<P> Czy twj pobyt w tym wiecie ogranicza si tylko do tego miejsca?</p>
<P> Nie. Mog by tam, gdzie chc.</p>
<P> Czy zawsze podrujesz jako kobieta?</p>
<P> Jestem kobiet duej ni mczyzn. Zdecydowanie bardziej mi si to podoba.
Chyba ju cakiem zapomniaam, jak to jest by mczyzn. Caa jestem kobiet!</p>
<P>Wzia moj rk i przyoya do swojego krocza. Poczuem, e serce podchodzi
mi do garda. Rzeczywicie bya kobiet.</p>
<P> Nie mog tak po prostu wzi twojej energii powiedziaa, zmieniajc temat.
Musimy zawrze jak inn umow.</p>
<P>Ogarna mnie wwczas nastpna fala przyziemnego rozumowania. Chciaem zapyta
j, gdzie mieszka, gdy przebywa w tym wiecie. Nie musiaem wypowiada mojego
pytania, by uzyska odpowied.</p>
<P> Jeste duo, duo modszy ode mnie powiedziaa a ju teraz trudno ci
odpowiedzie, gdy ludzie pytaj ci, gdzie mieszkasz. A nawet, gdyby zabra
ich do domu, ktry naley do ciebie lub ktry wynajmujesz, to nie bdzie to
miejsce, gdzie mieszkasz.</p>
<P> Jest tyle rzeczy, o ktre chc ci zapyta stwierdziem lecz wszystko,
na co mog si zdoby, to tylko gupie myli.</p>
<P> Nie musisz mnie o nic pyta cigna. Wiesz to, co ja wiem. Potrzebowae
jedynie wstrzsu, by odzyska to, co ju wiesz. Ja daj ci wanie ten wstrzs.</p>
<P>Nie do, e przychodziy mi do gowy gupie pytania, to jeszcze znalazem
si w stanie takiej podatnoci na sugesti, e zanim jeszcze skoczya mwi,
i wiem to, co ona, ju poczuem, e faktycznie wiem wszystko i nie musz ju
zadawa wicej pyta. Ze miechem opowiedziaem jej o mojej atwowiernoci.</p>
<P> Nie jeste atwowierny zapewnia mnie z przekonaniem. Wiesz wszystko,
poniewa jeste teraz cay w drugiej uwadze. Rozejrzyj si!</p>
<P>Przez chwil nie mogem skoncentrowa na niczym wzroku. Zupenie jakby do oczu
dostaa mi si woda. Gdy zaczem widzie, wiedziaem, e zaszo co zowieszczego.
Koci by teraz inny, mroczniejszy, bardziej zowrogi i jakby twardszy. Wstaem
i zrobiem kilka krokw w kierunku nawy. Zwrciem uwag na awy. Nie byy zrobione
z drewna, lecz z cienkich, poskrcanych drkw. Wyglday jak awy wasnej
roboty, umieszczone we wspaniaej, kamiennej budowli. Zmienio si rwnie wiato.
Byo tawe, zamglone i rzucao najczarniejsze cienie, jakie w yciu widziaem.
Jego rdem byy wiece palce si na licznych otarzach. Odczuem, jak harmonijnie
wiato wiec wspgra z masywnymi cianami z kamienia i zdobieniami kolonialnego
kocioa.</p>
<P>Kobieta przygldaa mi si z uwag; jej oczy pony niesamowit jasnoci.
Wiedziaem, e ni, a ona steruje tym snem. Nie baem si jednak jej ani snu.</p>
<P>Odszedem od bocznego otarza i znw spojrzaem na naw kocioa. Klczeli
tam ludzie pogreni w modlitwie. Byo ich mnstwo; byli dziwnie mali, ciemni
i twardzi. Widziaem pochylone gowy a do stp gwnego otarza. Ci, ktrzy
stali bliej, przygldali mi si z widoczn dezaprobat. Gapiem si na nich
i na wszystko dookoa. Nie syszaem jednak adnych odgosw. Ludzie si poruszali,
nie byo ich jednak sycha.</p>
<P> Nic nie sysz powiedziaem do kobiety, a mj gos zadudni tak, jakby
koci by pust jam.</p>
<P>Niemal wszystkie gowy obrciy si w moj stron. Kobieta pocigna mnie
w cie bocznego otarza.</p>
<P> Usyszysz, gdy nie bdziesz sucha uszami powiedziaa. Suchaj, uywajc
swej uwagi nienia.</p>
<P>Wystarczyo zastosowa si do jej sugestii. Nagle zalaa mnie powd szumicych
odgosw zwielokrotnionej modlitwy. Natychmiast uniosy mnie ze sob. Stwierdziem,
e jest to najcudowniejszy dwik, jaki kiedykolwiek syszaem. W wielkim podnieceniu
chciaem opowiedzie o tym kobiecie, ale nie byo jej przy mnie. Rozejrzaem
si i spostrzegem, e dosza ju prawie do drzwi. Obrcia si i daa mi znak,
bym poszed za ni. Dogoniem j przy portyku. Na ulicach byo ciemno; jedyne
wiato pochodzio od ksiyca. Fasada kocioa bya rwnie inna; bya nie
dokoczona. Wszdzie wokoo leay wapienne bloki. Nie byo adnych zabudowa.
W wietle ksiyca sceneria sprawiaa niesamowite, pene grozy wraenie.</p>
<P> Dokd idziemy? zapytaem.</p>
<P> Donikd odpara. Po prostu wyszlimy, aby mie wicej przestrzeni i spokoju.
Tutaj moemy si nagada do woli.</p>
<P>Daa mi znak, abym usiad na wp ociosanym kawaku wapiennego bloku.</p>
<P> Druga uwaga kryje w sobie nieprzebrane, cigle nie odkryte bogactwa powiedziaa.
Kluczowe znaczenie ma pozycja pocztkowa ciaa nicego. Na tym wanie polega
sekret czarownikw staroytnoci, ktrzy ju w moich czasach byli staroytni.
Pomyl o tym.</p>
<P>Kobieta usiada tak blisko mnie, i poczuem ciepo jej ciaa. Pooya rk
na moim ramieniu i przycisna mnie do swojej piersi. Jej ciao wydzielao bardzo
szczeglny zapach; przypominao mi wo drzew lub szawi. Nie bya jednak wyperfumowana;
caa jej istota wydzielaa ten charakterystyczny zapach sosnowego lasu. Ciepo
jej ciaa rwnie nie byo takie, jak moje lub innych ludzi. Byo to chodne,
mentolowe ciepo; rwnomierne i wywaone. Przysza mi do gowy myl, e to ciepo
bdzie na mnie napiera bezustannie, lecz bez popiechu.</p>
<P>Potem zacza szepta do mojego lewego ucha. Powiedziaa, e dary, ktre ofiarowywaa
nagualom z mojej linii, miay zwizek z tym, co czarownicy staroytnoci nazywali
podwjn pozycj. Innymi sowy, pozycja pocztkowa, w ktrej nicy utrzymuje
swoje ciao fizyczne, rozpoczynajc nienie, jest odzwierciedlana przez pozycj,
w ktrej utrzymuje on swoje ciao energetyczne w trakcie nienia, by unieruchomi
swj punkt poczenia w dowolnie wybranym przez siebie miejscu. Te dwie pozycje
tworz jedno i czarownicy staroytnoci powicili tysice lat na to, by ustali
doskona relacj midzy dowolnymi pozycjami. Chichoczc, skomentowaa, e wspczeni
czarownicy nigdy nie bd mieli czasu ani chci, by tego dokona, i e mczyni
i kobiety mojej linii maj wielkie szczcie, i otrzymuj od niej takie dary.
Jej miech mia niesamowite, krystaliczne brzmienie.</p>
<P>Nie w peni zrozumiaem jej wyjanienia dotyczce podwjnych pozycji. miao
wyjaniem, e nie chc tego praktykowa, a jedynie wiedzie, e istniej jako
intelektualne moliwoci.</p>
<P> Co dokadnie chcesz wiedzie? zapytaa cicho.</p>
<P> Wyjanij mi, co rozumiesz przez podwjne pozycje, lub przez pozycj pocztkow,
w ktrej nicy utrzymuje swoje ciao, by rozpocz nienie powiedziaem.</p>
<P> Jak si kadziesz, rozpoczynajc nienie? zapytaa.</p>
<P> Jak popadnie. Nie mam ustalonej zasady. Don Juan nigdy nie przywizywa do
tego wagi.</p>
<P> C, ja przywizuj powiedziaa i wstaa. Zmienia pozycj. Usiada po
mojej prawej stronie i wyszeptaa mi do prawego ucha, e zgodnie z tym, co wie,
pozycja, w ktrej nicy utrzymuje swoje ciao, jest niesychanie wana. Zaproponowaa,
bym to sprawdzi, posugujc si wyjtkowo subtelnym, lecz prostym wiczeniem.</p>
<P> Rozpocznij nienie, lec na prawym boku z lekko zgitymi kolanami zaproponowaa.
Chodzi o to, by utrzyma t pozycj w trakcie zasypiania. A potem, podczas
nienia, wiczenie polega na tym, by ni, e leysz w dokadnie takiej samej
pozycji i znowu zasypiasz.</p>
<P> A co to daje? zapytaem.</p>
<P> Unieruchamia punkt poczenia, i to na dobre, w tej pozycji, w ktrej si
znajdowa podczas tego drugiego zasypiania.</p>
<P> Jakie s efekty tego wiczenia?</p>
<P> Cakowite postrzeganie. Jestem pewna, e twoi nauczyciele powiedzieli ci
ju, e moje dary s darami cakowitego postrzegania.</p>
<P> Tak, ale chyba nie do koca rozumiem, co oznacza to cakowite postrzeganie
skamaem.</p>
<P>Zignorowaa mnie i kontynuowaa wyjanienia, mwic, e cztery warianty tego
wiczenia polegaj na zasypianiu na prawym boku, lewym, na plecach i na brzuchu.
Nastpnie, podczas nienia, wiczenie polega na tym, by ni, e zasypia si
po raz drugi w tej samej pozycji, w ktrej rozpoczo si nienie. Kobieta obiecaa
mi nadzwyczajne, niemoliwe do przewidzenia z gry rezultaty.</p>
<P>Potem nagle zmienia temat i spytaa:</p>
<P> Jaki dar chcesz otrzyma?</p>
<P> Nie chc adnego daru. Ju ci mwiem.</p>
<P> Nalegam. Ja musz wrczy ci dar, a ty musisz go przyj. Taka jest nasza
umowa.</p>
<P> Nasza umowa jest taka, e my dajemy ci energi. We wic j ode mnie. Tym
razem ja stawiam. To mj dar dla ciebie.</p>
<P>Kobieta wygldaa tak, jakby oniemiaa. A ja cigle powtarzaem jej, e nie
mam nic przeciwko temu, by wzia ode mnie energi. Powiedziaem jej nawet,
e ogromniej lubi. I naprawd j lubiem. Byo w niej co niesychanie smutnego
i zarazem pocigajcego.</p>
<P> Wrmy do kocioa mrukna.</p>
<P> Jeli naprawd chcesz mi co podarowa powiedziaem zabierz mnie na spacer
po tym miecie, w wietle ksiyca.</p>
<P>Kiwna gow potakujco.</p>
<P> Pod warunkiem, e nie odezwiesz si ani sowem powiedziaa.</p>
<P> Dlaczego? zapytaem, cho ju znaem odpowied.</p>
<P> Poniewa nimy odpara. Zabior ci gbiej w mj sen.</p>
<P>Wyjania, e dopki pozostawalimy w kociele, dopty miaem do energii,
by myle i rozmawia, lecz poza jego obrbem sytuacja bya odmienna.</p>
<P> Dlaczego tak jest? zapytaem miao.</p>
<P> Poniewa nie ma std wyjcia rzeka niezwykle powanym tonem, ktry nie
tylko doda jej niesamowitoci, lecz rwnie mnie przerazi. To jest sen.
Jeste przy czwartej bramie nienia. nisz mj sen.</p>
<P>Powiedziaa mi, e jej wielk sztuk jest to, e potrafi odzwierciedla sw
intencj; wszystko, co widz dookoa siebie, jest jej intencj. Szeptem powiedziaa,
e koci i miasto s wynikiem jej intencji; nie istniej, a jednak istniej.
Potem spojrzaa mi w oczy i dodaa, e jest to jedna z tajemnic zamierzania
podwjnych pozycji nienia w drugiej uwadze. Mona to wykona, lecz nie mona
tego zrozumie ani wytumaczy.</p>
<P>Potem powiedziaa mi, e pochodzi z linii czarownikw, ktrzy wiedzieli, jak
si porusza w drugiej uwadze dziki odzwierciedlaniu swej intencji. Opowiadaa,
e czarownicy jej linii praktykowali sztuk odzwierciedlania swoich myli podczas
nienia, aby uzyska wierne odtworzenie dowolnie wybranego przedmiotu, budowli
czy elementu krajobrazu.</p>
<P>Powiedziaa, i czarownicy jej linii zwykle zaczynali od wpatrywania si w
jaki nieskomplikowany przedmiot i zapamitywania wszystkich jego szczegw.
Potem zamykali oczy, wyobraali go sobie i poprawiali swoje wyobraenie, porwnujc
je z prawdziwym przedmiotem, dopki nie ujrzeli go z zamknitymi oczami w caej
jego zoonoci.</p>
<P>Nastpnym etapem byo nienie z tym przedmiotem i wywoanie we nie, z punktu
widzenia ich wasnej percepcji, cakowitej materializacji tego przedmiotu. w
akt, powiedziaa kobieta, nazywano pierwszym krokiem do cakowitego postrzegania.</p>
<P>Od nieskomplikowanego przedmiotu czarownicy przechodzili do rzeczy coraz to
bardziej zoonych. Ich celem ostatecznym byo wsplne wyobraenie sobie jakiego
cakowitego wiata, pniej wynienie go i odtworzenie w ten sposb cakowicie
prawdziwego wiata, w ktrym mogli y.</p>
<P> Gdy czarownicy z mojej linii potrafili ju tego dokona cigna kobieta
mogli z atwoci wcign innych do swej intencji, do swojego snu. To wanie
teraz robi z tob i to wanie zrobiam ze wszystkimi nagualami z twojej linii.
Nie myl, e to art zachichotaa, mwic to takim tonem, jakbym tak wanie
myla. Cae pokolenia znikny dziki takiemu nieniu. Dlatego wanie powiedziaam
ci, e ten koci i to miasto s jedn z tajemnic zamierzania w drugiej uwadze.</p>
<P> Mwisz, e w ten sposb znikny cae pokolenia? Jak to moliwe? zapytaem.</p>
<P> Najpierw wyobraali sobie, a potem odtwarzali w nieniu t sam wizj odpara.
Ty nigdy nie wyobraae sobie niczego, wic zagbianie si w mj sen jest
dla ciebie bardzo niebezpieczne.</p>
<P>Potem ostrzega mnie, e przekroczenie czwartej bramy nienia i podr do miejsc
istniejcych jedynie w czyjej intencji jest wielce ryzykowne, poniewa kada
rzecz w takim nie musi by rzecz bardzo osobist.</p>
<P> Nadal chcesz i? zapytaa.</p>
<P> Tak.</p>
<P>Wtedy opowiedziaa mi jeszcze o podwjnych pozycjach. Jeli wic na przykad
bd ni o moim miecie, a sen zacz si, gdy leaem na prawym boku, mog
bardzo atwo zosta w miecie z mojego snu, jeeli bd lea we nie na prawym
boku i ni, e zasnem. Nie do, e drugi sen z pewnoci bdzie snem o moim
miecie, to jeszcze bdzie to najbardziej konkretny sen, jaki mona sobie wyobrazi.</p>
<P>Kobieta bya pewna, e w trakcie wicze w nieniu miaem niezliczon liczb
takich niezwykle konkretnych snw, lecz kady z nich by jedynie szczliwym
trafem. Jedynym bowiem sposobem zdobycia absolutnej kontroli nad snami jest
technika podwjnych pozycji.</p>
<P> I nie pytaj dlaczego dodaa. Tak po prostu jest. Jak wszystko inne.</p>
<P>Potem nakazaa mi powsta i napomniaa, ebym nie odzywa si do niej ani nie
oddala. Wzia mnie agodnie za rk, zupenie jakbym by dzieckiem, i poprowadzia
w kierunku ciemnych konturw zabudowa. Szlimy wybrukowan ulic. Twarde kamienie
rzeczne wbito na sztorc w ziemi; nierwnomierny nacisk pofadowa jej powierzchni.
Wygldao na to, e kamieniarze ukadali bruk zgodnie z przebiegiem terenu,
nie zadajc sobie trudu, by go wyrwna.</p>
<P>Domy byy zakurzone; byy to wielkie, pobielone wapnem parterowe budynki z
dachami wyoonymi dachwk. Dokoa krcili si w ciszy jacy ludzie. Ciemne
cienie wewntrz budynkw nasuny mi na myl obraz ciekawych, lecz przestraszonych
ssiadw plotkujcych za zamknitymi drzwiami. Widziaem rwnie paskie gry
otaczajce miasto.</p>
<P>W przeciwiestwie do tego, co przez cay czas zdarzao mi si podczas nienia,
moje procesy mylowe pozostay nienaruszone. Myli nie zostay wyparte przez
moc zdarze ze snu. Umys podpowiedzia mi, e znalazem si w sennej wersji
miasta, gdzie mieszka don Juan, ale w innym czasie. Moja ciekawo sigaa
szczytu. Znajdowaem si wraz z t, ktra sprzeciwia si mierci, w jej nie.
Ale czy to by sen? Kobieta sama powiedziaa, i to sen. Pragnem wszystko
obserwowa, zachowa skrajnie posunit czujno. Chciaem wszystko sprawdzi
poprzez widzenie energii. Poczuem zaenowanie, ale kobieta cisna mnie mocniej
za rk, jakby dajc znak, e si ze mn zgadza.</p>
<P>Nadal czuem absurdalne zawstydzenie, ale automatycznie wypowiedziaem na gos
swj zamiar widzenia energii. W trakcie wicze w nieniu zawsze uywaem tego
samego zdania: Chc widzie energi". Czasami musiaem powtarza je wielokrotnie,
zanim uzyskaem oczekiwany rezultat. Tym razem, gdy w miecie ze snu kobiety
zaczem powtarza je w swj zwyky sposb, ta si rozemiaa. Jej miech by
taki sam, jak miech don Juana: gboki i niepohamowany.</p>
<P> Co ci tak bawi? zapytaem, z kolei nieco ubawiony jej wesooci.</p>
<P> Juan Matus nie lubi dawnych czarownikw, a mnie w szczeglnoci powiedziaa
kobieta midzy kolejnymi wybuchami miechu. Aby widzie we nie, wystarczy
tylko wskaza maym palcem na przedmiot, ktry chcesz widzie. Kaza ci krzycze
w moim nie, by da mi do zrozumienia, co o mnie myli. Musisz przyzna, e
niezy z niego spryciarz. Kobieta przerwaa na chwil, a potem dodaa takim
tonem, jakby zdradzaa mi wielki sekret: Oczywicie wydzieranie si jak ostatni
kretyn te dziaa.</p>
<P>Poczucie humoru czarownikw kompletnie mnie oszoomio. Kobieta miaa si
tak bardzo, e nie moga i. Poczuem si gupio. Gdy opanowaa si w kocu,
wyjania mi uprzejmie, e mog wskaza na jakkolwiek rzecz w jej nie, nie
wyczajc jej osoby.</p>
<P>Wskazaem na dom maym palcem lewej rki. Nie byo w nim energii. By taki
sam, jak kada inna rzecz w normalnym nie. Wskazywaem na wszystko dokoa,
ale z takim samym skutkiem.</p>
<P> Wska na mnie polecia mi kobieta. Musisz przekona si, e t wanie
metod stosuj nicy, aby widzie.</p>
<P>Miaa zupen racj. To bya waciwa metoda. W chwili, gdy wskazaem na ni
palcem, kobieta staa si plam energii. Mog doda, e bardzo szczegln plam
energii. Jej ksztat energetyczny by dokadnie taki, jak opisa go don Juan.
Wyglda jak olbrzymia muszla, wklnita do rodka wzdu szczeliny biegncej
przez ca jej dugo.</p>
<P> Jestem w tym nie jedyn istot wytwarzajc energi powiedziaa. Najlepiej
wic zrobisz, gdy po prostu bdziesz si wszystkiemu przyglda.</p>
<P>W tym momencie po raz pierwszy uderzya mnie gbia dowcipu don Juana. Specjalnie
nauczy mnie wydziera si w trakcie nienia, abym potem si dar w osobistym
nie tej, ktra sprzeciwia si mierci. Przytyk ten wyda mi si tak zabawny,
e zaniosem si miechem, ktry niemal mnie zadusi.</p>
<P> Chodmy dalej powiedziaa cicho kobieta, gdy ju si nasunem.</p>
<P>W miecie byy tylko dwie przecinajce si ulice; przy kadej stay trzy grupy
domw. Przeszlimy wzdu obu ulic nie jeden raz, a cztery. Przygldaem si
wszystkiemu i nasuchiwaem, wykorzystujc moj uwag nienia. Niewiele byo
sycha szczekajce w oddali psy albo rozmawiajcy szeptem ludzie, ktrych
mijalimy.</p>
<P>Szczekanie psw wywoao u mnie jak nieznan i gbok tsknot. Musiaem
stan. Oparem si ramieniem o cian, by nieco ochon. Kontakt z ni by
dla mnie szokiem. Nie dlatego, e bya jaka niezwyka, lecz dlatego, i oparem
si o tward cian, tak jak kada inna ciana, ktrej kiedykolwiek dotykaem.
Dotknem jej rk, przebiegajc palcami po chropowatej powierzchni. To bya
prawdziwa ciana!</p>
<P>Oszaamiajca realno tej ciany natychmiast pooya kres tsknocie i znw
oywia moje zainteresowanie wszystkim, co mnie otaczao. Przede wszystkim szukaem
szczegw, ktre mgbym odnie do miasta z normalnego wiata, z teraniejszoci.
Nie udao mi si to jednak pomimo bardzo wytonej obserwacji. Co prawda, by
tutaj plac, ale znajdowa si przed kocioem, naprzeciwko portyku.</p>
<P>Widziaem gry otaczajce miasto, ktre w wietle ksiyca byy bardzo dobrze
widoczne i niemal znajome. Prbowaem zorientowa si, gdzie jestem, obserwujc
gwiazdy i ksiyc, zupenie jakbym si znajdowa w moim normalnym, codziennym
wiecie. Ksiyca ubywao, mg by moe dzie po peni. Wisia wysoko nad horyzontem.
Byo zapewne pomidzy sm a dziewit wieczorem. Z prawej strony ksiyca dostrzegem
Oriona; jego dwie gwne gwiazdy, Betelgeuse i Rigel, leay na jednej, poziomej
linii wraz z ksiycem. Doszedem wic do wniosku, e jest wczesny grudzie.
Moim czasem by maj, a w maju nie wida Oriona na niebie. Patrzyem bardzo dugo
na ksiyc. Nic si nie poruszyo. Wedug mojej najlepszej wiedzy, by to bez
wtpienia ksiyc. Natomiast rnica w czasie bardzo mnie poruszya.</p>
<P>Spojrzaem ponownie na poudniowy horyzont i wydao mi si, e rozpoznaj szczyt
w ksztacie dzwonu, ktry wida byo z domu don Juana. Nastpnie sprbowaem
si zorientowa, gdzie moe by dom don Juana. Przez jedn chwil wydawao mi
si, e go znalazem. Byem tak zafascynowany, e wyrwaem rk z ucisku kobiety.
Natychmiast ogarn mnie straszny niepokj. Wiedziaem, e musz wrci do kocioa,
bo jeli tego nie zrobi, to po prostu padn trupem na miejscu. Obrciem si
i popdziem do kocioa. Kobieta szybko chwycia moj do i pobiega za mn.</p>
<P>Gdy szybkim krokiem zblialimy si do kocioa, uwiadomiem sobie, e miasto
w tym nie znajduje si za kocioem. Gdybym wzi to pod uwag, by moe potrafibym
si wczeniej rozezna w jego ukadzie. Brako mi ju jednak uwagi nienia.
Jej resztki skupiem na szczegach architektury tylnej czci kocioa. Nigdy
przedtem, w normalnym wiecie, nie widziaem tej czci budowli. Pomylaem,
e jeli uda mi si zachowa jej cechy w pamici, bd mg pniej porwna
je ze szczegami prawdziwego kocioa.</p>
<P>Taki by mj plan, zaimprowizowany pod wpywem chwili. Jednake co we mnie
wyszydzao te prby weryfikacji. Podczas caego okresu nauki przeladowaa mnie
potrzeba zachowywania obiektywnoci, ktra zmuszaa mnie do cigego sprawdzania
i weryfikowania wszystkiego, co odnosio si do wiata don Juana. Nie chodzio
tu o sprawdzanie samo w sobie, lecz wykorzystanie jego denia do obiektywnoci
jako podpory w chwilach najbardziej dotkliwych zaburze moich mylowych procesw
poznawczych; gdy przychodzi czas, by sprawdzi, co te udao mi si zweryfikowa,
nigdy nie mogem si do tego zabra.</p>
<P>Weszlimy do kocioa i uklklimy przy maym bocznym otarzu po lewej stronie,
tym samym, przy ktrym bylimy poprzednio. W nastpnej chwili obudziem si
w skpanym w wietle kociele z mojego normalnego wiata.</p>
<P>Kobieta przeegnaa si i wstaa. Automatycznie zrobiem to samo. Chwycia
mnie za rami i poprowadzia w kierunku wyjcia.</p>
<P> Zaczekaj powiedziaem, zdziwiony, e mog mwi. Nie mogem jasno myle,
a chciaem zada jej do zawile pytanie. Chciaem wiedzie, skd czowiek moe
mie tyle energii, by wyobrazi sobie najdrobniejsze szczegy caego miasta.</p>
<P>Kobieta umiechna si i odpowiedziaa na moje nie wypowiedziane pytanie.
Stwierdzia, e jest bardzo dobra w wyobraaniu sobie, poniewa robia to przez
cae ycie, a pniej miaa bardzo, bardzo wiele czasu na to, by doj do perfekcji.
Dodaa, e miasto, ktre odwiedziem, i koci, w ktrym rozmawialimy, byy
przykadami jej ostatnich osigni. By to ten sam koci, w ktrym Sebastian
pracowa jako kocielny. Kobieta postawia przed sob zadanie, by zapamita
najdrobniejszy nawet szczeg i owego kocioa, i wczesnego miasta, poniewa
zmusio j do tego pragnienie przetrwania.</p>
<P>Zakoczya swoj wypowied bardzo niepokojc refleksj:</p>
<P> Poniewa wiesz cakiem sporo o tym miecie, chocia nigdy nie prbowae
go sobie wyobraa powiedziaa pomagasz mi teraz je zamierza. Zao si,
e mi nie uwierzysz, gdy ci powiem, i miasto, na ktre teraz patrzysz, w rzeczywistoci
nie istnieje poza twoj i moj intencj.</p>
<P>Spojrzaa na mnie uwanie i rozemiaa si z mojej przeraonej miny; dopiero
teraz w peni zdaem sobie spraw z tego, co mwi.</p>
<P> Czy nadal nimy? zapytaem niepomiernie zdumiony.</p>
<P> Owszem odpara. Ale to nienie jest bardziej rzeczywiste ni pozostae,
poniewa mi pomagasz. Nie mona wyjani tego inaczej, ni mwic, e to si
po prostu dzieje. Jak wszystko inne. Kobieta wskazaa dookoa. Nie mona
powiedzie jak to si dzieje, ale tak jest. Pamitaj zawsze, co ci powiedziaam:
jest to tajemnica zamierzania w drugiej uwadze. Delikatnie przycigna mnie
do siebie. Przejdmy si na plac z tego snu powiedziaa. Moe powinnam
si troch poprawi, aby by bardziej spokojny.</p>
<P>Patrzyem na ni zdumiony, jak wprawnie zmieniaa swj wygld. Dokonaa tego
bardzo prostymi, zwykymi ruchami. Rozwizaa dug spdnic, pod ktr nosia
inn, najzwyczajniejsz spdnic sigajc do p ydki. Potem zwina swj
dugi warkocz w kok, zmienia mokasyny na pantofle na niewielkim obcasie, ktre
miaa w maym, pciennym worku. Nastpnie odwrcia swj dwustronny czarny
szal, ktry teraz zamieni si w beow etol. Wygldaa jak typowa przedstawicielka
klasy redniej, ktra przyjechaa tu na krtko z wikszego miasta.</p>
<P>Pewnie chwycia mnie pod rami i poszlimy w kierunku placu.</p>
<P> Co stao si z twoim jzykiem? zapytaa po angielsku. Pokne go?</p>
<P>Byem cakowicie pochonity t nieprawdopodobn moliwoci, e cigle ni,
a co wicej, zaczynaem nabiera przekonania, i jeli to prawda, to istnieje
pewne ryzyko, e ju si nigdy nie obudz.</p>
<P> Dopiero teraz zdaem sobie spraw, e ju wczeniej mwia do mnie po angielsku
powiedziaem nonszalanckim tonem, ktry nie nalea do mnie. Gdzie si tego
nauczya?</p>
<P> W tamtym wiecie. Mwi wieloma jzykami. Zamilka na chwil i spojrzaa
na mnie z uwag. Miaam mnstwo czasu, by si ich nauczy. Spdzimy ze sob
kup czasu, wic kiedy naucz ci mojego jzyka.</p>
<P>Zachichotaa, bez wtpienia z powodu malujcej si w moich oczach rozpaczy.
Zatrzymaem si.</p>
<P> Spdzimy ze sob kup czasu? zapytaem, zdradzajc swoje uczucia.</p>
<P> Oczywicie odpara radonie. Obdarzysz mnie, i tu powinnam nadmieni,
e bardzo szczodrze, swoj energi. Za darmo. Sam tak powiedziae, nieprawda?</p>
<P>Zaparo mi dech w piersiach.</p>
<P> W czym problem? zapytaa, przechodzc na hiszpaski. Nie aujesz chyba
swojej decyzji? Jestemy czarownikami. Ju za pno, by zmienia zdanie. Nie
boisz si chyba, co?</p>
<P>Byem bardziej ni przeraony, ale gdybym mia wwczas powiedzie, co mnie
tak przeraa, nie potrafibym. Z ca pewnoci nie przeraaa mnie perspektywa
przebywania z t, ktra sprzeciwia si mierci, w innym nie, czy moliwo
utraty zmysw albo nawet ycia. Czy obawiaem si za? Zadaem sobie to pytanie.
Ale myl o zu nie wytrzymaa gbszej analizy. Kroczyem ciek czarownikw
ju od wielu lat i wiedziaem, bez cienia wtpliwoci, e we wszechwiecie istnieje
tylko energia. Zo za jest jedynie wytworem ludzkiego umysu, przytoczonego
przez unieruchomienie punktu poczenia w jego zwyczajowym pooeniu. Logicznie
rzecz biorc, tak naprawd nie miaem si czego obawia. Byem tego wiadom,
ale jednoczenie wiedziaem, e moj prawdziw saboci jest brak pynnoci
pozwalajcej natychmiast unieruchomi punkt poczenia w nowej pozycji, w ktr
zostanie przesunity. Kontakt z t, ktra sprzeciwia si mierci, przesuwa
mj punkt poczenia w nieprawdopodobnym tempie, a ja nie byem na tyle biegy,
by nady za tym naporem. Skutkiem tego byo niejasne niby wraenie strachu,
e mog si ju nie obudzi.</p>
<P> Nie ma adnego problemu powiedziaem. Kontynuujmy nasz spacer.</p>
<P>Wzia mnie pod rami i w milczeniu doszlimy do parku. Nie byo to wcale wymuszone
milczenie. Za to mj umys pracowa na penych obrotach. Jakie to dziwne, mylaem,
jeszcze przed chwil szedem z don Juanem z parku do kocioa, owadnity najokropniejszym,
normalnym strachem. Teraz id z powrotem z kocioa do parku z obiektem tego
strachu i jestem tak bardzo przeraony, jak jeszcze nigdy w yciu nie byem,
cho jako inaczej bardziej dojrzale, bardziej ostatecznie.</p>
<P>By odgoni ze myli, zaczem rozglda si dokoa. Jeli to naprawd jest
sen a wierzyem, e tak jest w istocie to istnieje sposb, aby wykaza suszno
bd niesuszno tego zaoenia. Wskazywaem palcem na domy, na koci, na
chodnik. Wskazywaem na ludzi. Wskazywaem na wszystko. Pochwyciem te odwanie
dwie osoby, napdzajc im chyba wielkiego stracha. Poczuem ich ciaa. Byli
tak prawdziwi, jak wszystko, co uwaaem za prawdziwe. Nie wytwarzali jedynie
energii. Nic w tym miecie nie wytwarzao energii. Wszystko wydawao si rzeczywiste
i normalne, a jednak by to sen.</p>
<P>Obrciem si do kobiety, ktra trzymaa mnie za rami, i zapytaem j o to.</p>
<P> nimy odpara swym chrapliwym gosem i zachichotaa.</p>
<P> Ale jak ci ludzie i te wszystkie rzeczy wokoo mog by tak prawdziwi, tak
trjwymiarowi?</p>
<P> Oto tajemnica zamierzania w drugiej uwadze! wykrzykna nabonie. Ci ludzie
dokoa s tak prawdziwi, e nawet potrafi myle.</p>
<P>To by ostatni cios. Nie chciaem pyta ju o nic wicej. Chciaem zapomnie
si w tym nie. Potne szarpnicie za rami przywrcio mi wiadomo. Doszlimy
ju do placu. Kobieta staa i staraa si posadzi mnie na awce. Gdy usiadem
na niej i nie poczuem jej pod sob, wiedziaem, e znalazem si w opaach.
Zaczem wirowa. Pomylaem, i lec w gr. Przez uamek sekundy widziaem
ulotny obraz parku, jakbym spoglda na niego z gry.</p>
<P> To jest to! wrzasnem.</p>
<P>Pomylaem, e umieram. Przestaem wirowa w gr; teraz spadaem po spirali
w czarn otcha.</p>
</td></tr></table></body>
</html>